1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Tarantino – wrażliwy szaleniec, nieokiełznany geniusz

Quentin Tarantino na British Academy of Film and Television Awards (BAFTA) w Royal Albert Hall w Londynie, 2 luty, 2020. (Fot. Henry Nicholls/ Forum)
Gdy Quentin Tarantino rozpoczyna pracę nad scenariuszem, w pierwszej kolejności wybiera się do sklepu papierniczego i kupuje dwustupięćdziesięciostronicowy notes oraz czarne i czerwone cienkopisy. Kiedyś pisał w miejscach publicznych – w restauracjach, barach, kawiarniach, na pace furgonetki, wszędzie, byle nie w domu – jednak ostatnio napisał scenariusz do Django na balkonie swojej sypialni w ogromnej posiadłości w Hollywood Hills. Rozpościera się z niego widok na basen, drzewko pomarańczowe i – w oddali – kaniony o zielonych krawędziach.

Fragment książki Toma Shone’a „Tarantino. Nieprzewidywany geniusz” (Wydawnictwo Znak Koncept):

Tarantino trzyma na balkonie niewielkie głośniki, żeby móc słuchać przygotowanych przez siebie składanek muzycznych. Wstaje o dziesiątej lub jedenastej, wyłącza telefon stacjonarny, wychodzi na balkon i wyrabia swoją dniówkę – jeśli wszystko idzie zgodnie z planem, pracuje od sześciu do ośmiu godzin.

Najłatwiejsze jest dla niego pisanie partii dialogowych. Jak sam twierdzi, nie pisze ich, a jedynie zapisuje, co mówią jego postaci. Czasami najlepsze momenty powstają, gdy wydaje mu się, że napisał już całą scenę. Nie miał na przykład pojęcia, że gang z Wściekłych psów zacznie kłócić się między sobą o swoje kolorowe pseudonimy. Nie wiedział też, że Pan Blonde wyciągnie z buta brzytwę.

„Mój mózg jest jak gąbka” – mówił Tarantino o procesie twórczym. „Słucham wszystkich, szukam charakterystycznych drobiazgów. Ktoś opowie mi dowcip, a ja go zapamiętam. Ktoś opowie jakąś ciekawą historię ze swojego życia, a ja ją zapamiętam… Gdy tworzę swoje nowe postaci, mój długopis działa jak antena – zbiera informacje i nagle rodzą się mniej lub bardziej uformowani bohaterowie. Nie piszę dialogów, każę swoim bohaterom rozmawiać ze sobą”.

W trakcie prac nad scenariuszem Tarantino często dzwoni do przyjaciół i mówi: „Posłuchaj tego”, a następnie czyta to, co napisał – nawet nie po to, by uzyskać ich aprobatę, ale by usłyszeć ten tekst ich uszami. Gdy Tarantino zaprzyjaźnił się z krytykiem filmowym Elvisem Mitchellem podczas Festiwalu Filmowego Sitges w 2004 roku, przeczytał mu scenariusz do Grindhouse: Death Proof na tarasie hotelu w Los Angeles. „Nawet samochód był żywą postacią – i to nie w takim sensie jak w serialu Nieustraszony” – zauważył Mitchell. „Tarantino podziwia swoich bohaterów i traktuje ich z szacunkiem, a sposób, w jaki czytał scenariusz, uświadomił mi, że każda ze stworzonych przez niego postaci żyła własnym życiem, kłóciła się i dbała o własny interes… Gdy czytał na głos, fascynujące było to, że każdy z bohaterów miał bardzo specyficzne wątpliwości – w większości przypadków bardzo indywidualnie rozumiany rodzaj głodu”.

Gdy scenariusz jest gotowy, Tarantino wystukuje go jednym palcem na maszynie do pisania Smith Corona, którą sprezentowała mu jego dawna dziewczyna i na której pisze od czasu Wściekłych psów. Choć Tarantino ma IQ 160, cierpi na dysleksję i w wieku piętnastu lat wyleciał z gimnazjum w Harbor City w Los Angeles. Ponieważ nie zna zasad ortografii ani interpunkcji – jak twierdzi, „nie da się tego czytać” – często zleca przepisanie scenariusza znajomym albo stenotypistce. Następnie przygotowuje trzydzieści–trzydzieści pięć kopii i urządza domówkę.

„Wysyłam scenariusz do Harveya Weinsteina i innych, a później moi przyjaciele zjawiają się o dowolnej porze, dostają swój egzemplarz scenariusza, pijemy szampana, świętujemy. Przez cały dzień ludzie zjawiają się, dostają scenariusz – nie oznaczam ich znakiem wodnym ani nic takiego – siedzimy, rozmawiamy, jemy, pijemy”. Wewnątrz domu wisi mnóstwo plakatów filmowych. Stoją w nim rzeźby z brązu przedstawiające Mię Wallace z Pulp Fiction; Louisa, Melanie i Maxa Cherry’ego z Jackie Brown; oraz Pana Blonde’a z Wściekłych psów – Tarantino zlecił ich wykonanie artyście z Teksasu. W jednym ze skrzydeł mieści się sala projekcyjna zaprojektowana na wzór tradycyjnych kin, ze ścianami obitymi pikowanym aksamitem, welwetowymi linkami łączącymi niskie mosiężne słupki i mniej więcej pięćdziesięcioma fotelami dla gości, ustawionymi jak w amfiteatrze. Zdarza się, że kiedy Tarantino wraca do domu po podwójnym seansie, kieruje się właśnie tutaj, by obejrzeć trzeci lub czwarty film – opiera wygodnie głowę, szeroko otwiera oczy, lekko rozchyla usta.

Nikt lepiej od niego samego nie zna banalnych sformułowań, których zawsze używają dziennikarze, by opisać jego zachowanie podczas wywiadów – „gada jak nakręcony”, zachowuje się „maniakalnie”, zawsze wchodzi do pomieszczenia „ciężkim krokiem” i „żywo gestykuluje” itd. – jednak jego głos bywa zaskakująco łagodny, natomiast ruchy jego dłoni niemal kobiece, a kiedy mówi coś ważnego, często dotyka dołka w swojej brodzie. Ego Tarantina daje o sobie znać, lecz jego bezgraniczny entuzjazm zarówno dla własnej pracy, jak i dla dzieł innych osób sprawia, że niemal wydaje się, iż przemawia przez niego szczodrość.

„Gdybym miał stworzyć postać inspirowaną Quentinem, powstałby facet głośny, uroczy, wrażliwy i tak słodki, że aż niewiarygodny – ale przede wszystkim szalony byłby z niego skurwysyn” – powiedział w 2003 roku wywiadzie dla „Vanity Fair” przyjaciel Tarantina, reżyser Paul Thomas Anderson. „W tej roli obsadziłbym gościa, który ma wielkie jaja, chodzi ciężkim krokiem, ale równocześnie ma w sobie coś niezwykle delikatnego”. Ta wrażliwość ujawnia się w większości kontaktów z aktorami. Tarantino sam występuje przed kamerą i jest zachwycony możliwościami spełniania swoich castingowych życzeń, jak u Oprah, i często omija oficjalne kanały, by poinformować aktorów, że napisał rolę specjalnie dla nich.

„Grałam w teatrze w Londynie, gdy pewnego dnia po przedstawieniu do mojej garderoby przyszedł Quentin” – mówiła Daryl Hannah o castingu do Kill Bill. „Powiedział, że przyleciał do Londynu, by zobaczyć, jak gram w tym spektaklu ponieważ chciał mnie poinformować, że napisał rolę z myślą o mnie. Nigdy wcześniej go nie spotkałam. Mówił, że widział mnie w jakimś filmie telewizyjnym, którego nigdy nie obejrzałam i którego tytułu nawet nie pamiętam. Pomyślałam: »Oho, chyba jestem w Ukrytej kamerze«. Nie wiadomo było, czy mu wierzyć, czy nie, ale parę miesięcy później przysłał mi scenariusz. Niesamowita sytuacja”.

Przed podjęciem ostatecznej decyzji Tarantino lubi spędzić trochę czasu z aktorem, którego chce obsadzić w roli głównej – ten zwyczaj powstał po tym, jak spędził wieczór z Timem Rothem, pijąc w barze przy Sunset Strip w czasie castingów do Wściekłych psów. Zanim obsadził Johna Travoltę w Pulp Fiction, zaprosił go do swojego mieszkania. Śpiewali do rana You’re the One That I Want.

Lubi kręcić długie sceny, trwające czasem nawet dziesięć minut, z niewielką liczbą cięć – taki styl wyrobił sobie już podczas pracy nad Wściekłymi psami. Na planie kręci się wszędzie, rozmawia ze wszystkimi, a jego tubalny śmiech rozbrzmiewa co półtorej minuty, jednak gdy udziela wskazówek aktorom, organizuje małe narady. „Quentin udziela tych wskazówek szeptem, co jest super. Przez to czujesz się jak współwinny” – zauważył David Carradine podczas kręcenia Kill Bill. „Bardzo się ekscytuje, niesamowicie skupia się na tym, jakie wrażenie wywrze to, co chce w danym momencie sfilmować… Stąpa po cienkiej jak brzytwa granicy między byciem ogarniętym obsesją wizjonerem a nadopiekuńczą kwoką”.

Tarantino jest jednym z niewielu współczesnych reżyserów, którzy nie używają monitora w trakcie pracy. Sprawdza kadrowanie zawsze przed włączeniem kamery, ale skupia się na tym, co dzieje się przed nim. Podczas sceny tańca w Jack Rabbit Slim’s w Pulp Fiction tańczył razem z Johnem Travoltą i Umą Thurman, tyle że poza kadrem, i bił brawo, gdy skończyli. „Na trzynaście godzin zaczarowaliście nas bez reszty” – powiedział swoim gwiazdom.

Na etapie produkcji Tarantino organizuje mnóstwo seansów filmowych. „Quentin wie na temat kina więcej niż ktokolwiek inny i ta wiedza widoczna jest w jego codziennej pracy” – mówił Brad Pitt o kręceniu Bękartów wojny. W każdy czwartek organizowano pokazy filmów, a reżyser puszczał im zarówno Dobrego, złego i brzydkiego, jak i niemieckie filmy propagandowe czy mało znane dzieła, takie jak Ciemna strona słońca. Gdy zdjęcia w danym tygodniu są skończone, Tarantino lubi imprezować.

(...)

Książka Toma Shone’a „Tarantino. Nieprzewidywany geniusz” pełna jest informacji zakulisowych, anegdotek z planów filmowych, wypowiedzi reżysera a także jego przyjaciół i współpracowników.

W młodości Quentin Tarantino był zwykłym, nierzucającym się w oczy pracownikiem wypożyczalni kaset wideo i nic nie wskazywało na to, że stanie się ikoną amerykańskiej popkultury. Dziś lubi szokować przemocą na ekranie, ma bzika na punkcie wizualnej precyzji, a także kocha igrać z przyzwyczajeniami widzów, dzięki czemu przyciąga do kin zarówno tłumy zapalonych fanów, jak i grono zagorzałych krytyków. Uwielbiany i znienawidzony jednocześnie. Obok jego filmów nie można przejść obojętnie. Swoim ciętym językiem od lat wzbudza kontrowersje.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze