1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Czysta przyjemność. Emma Thompson o roli w filmie „Powodzenia Leo Grande”

Emma Thompson: „Dzięki temu, że ja i Daryl mogliśmy polegać wyłącznie na sobie, wytworzyła się między nami unikalna więź, niepodobna do tych, które zawiązują się między aktorami na planach, na których pracuje mnóstwo ludzi”. (Fot. Getty Images)
Na tegorocznym Berlińskim festiwalu kameralny film „Powodzenia, Leo Grande” o seksualności dojrzałej kobiety i nauce akceptacji własnego ciała okazał się wielkim hitem. W dużej mierze dzięki fantastycznej roli Emmy Thompson, która opowiada nam, dlaczego uważa go za artystyczną rewelację.

Długo zastanawiałaś się, czy w ostatniej scenie filmu, w której kompletnie naga stajesz przed lustrem i się sobie przyglądasz, powinnaś pojawić się Ty, czy powinna dublerka?
Nie, nie miałam takich wątpliwości. Dlaczego to miałaby być trudna decyzja do podjęcia?

Jesteś gwiazdą światowego formatu. Ludzie, którzy są tak popularni jak Ty, nieczęsto decydują się rozebrać przed kamerą. Uważam, że to odważne posunięcie.
Myślę, że w grzeczny sposób próbujesz powiedzieć, że dokonałam odważnej decyzji, bo mam 62 lata, a nie dlatego, że jestem jakąś wielką sławą. Gdyby taką samą scenę zagrała Charlize Theron, pewnie nikt by się specjalnie nie dziwił. Ale skoro ja w moim wieku wzięłam udział w takim projekcie, to już pojawiają się słowa typu „odwaga” czy „wątpliwości”. W porządku, dla Ciebie to może być kwestia odwagi. Dla mnie natomiast stanięcie nago przed lustrem jako moja bohaterka było naturalną konsekwencją świetnego scenariusza. Sophie Hyde napisała tę historię tak, żeby nikt nie miał wątpliwości, dlaczego Emma Thompson musi w pewnym momencie zrzucić z siebie wszystkie ubrania. To nie jest film zrobiony dla tej sceny, ale po to, byśmy mogli się przekonać, co się stanie z moją postacią, jak dojrzeje do zaakceptowania swojego ciała.

Tyle że tu nie chodzi o zaakceptowanie własnego wyglądu, ale o coś głębszego. Nancy Stokes, którą grasz w filmie, spędziła większość życia u boku purytańskiego męża. Nigdy nie rozmawiali o seksualnej przyjemności. Po jego śmierci obudziła się w niej ciekawość ciała i jego potrzeb. Po tylu latach to musi być dla niej wyjątkowo trudne.
I jest – również dlatego, że ona ma zwyczajne ciało, a nie wymuskane jak z reklamy funduszu rodzinnego albo leków dla seniorów. Od początku chodziło nam o podkreślenie, że Nancy jest prawdziwa, a nie że jej ciało jest boskie i nie ma się do czego przyczepić. W kinie, w telewizji czy w magazynach nie oglądamy zwyczajnych ciał. Również dlatego moje pojawienie się nago wzbudza tyle emocji – widzowie po prostu nie są przyzwyczajeni do tego, że można iść do kina i zobaczyć coś nieidealnego.

O ile możemy się spierać co do tego, czy postąpiłam odważnie, czy nie, o tyle myślę, że oboje się zgodzimy od razu, że bardzo dobrze by nam wszystkim zrobiło, gdybyśmy częściej pokazywali i oglądali nieperfekcyjne, zwykłe, przeciętne ciała.

Nancy jest emerytowaną nauczycielką i zwyczajną kobietą, codziennie spotykamy wiele podobnych kobiet na ulicy czy w autobusie.
Dlatego lekko się zaniepokoiłam, gdy wspomniałeś, że ona żyła u boku purytańskiego męża. Moim zdaniem jemu było daleko do purytanizmu. Myślę, że on był po prostu zwyczajnym facetem, który wziął ślub w latach 80. ze swoją dziewczyną. Takich małżeństw jest mnóstwo, ale to, że nie umieją rozmawiać ze sobą o seksie, a nawet nie wiedzieliby, jak zabrać się do takiego tematu, nie jest kwestią ich uprzedzeń czy skrajnego konserwatyzmu. Oni są z pokolenia, w którym takie tematy nie istniały w szkole ani w debacie publicznej. A gdy się pojawiły, nie widzieli już za bardzo sposobu, a może i powodu, żeby je do swojego domu wprowadzić.

Co nie znaczy, że ich ten temat nie interesuje…
A wiele osób myśli, że jest inaczej. Nasz film miał być głosem sprzeciwu wobec wszechobecnych stereotypów. Wciąż pokutują przekonania, że osoby dojrzałe nie mają życia seksualnego, a pracownicy seksualni mają piękne ciała i niskie IQ. Nancy też musi się wyleczyć ze swoich uprzedzeń, dlatego tak ważne jest to, co dzieje się między nią a tytułowym Leo Grande, pracownikiem seksualnym, którego wynajmuje, żeby w końcu poczuć dotyk mężczyzny innego niż jej mąż i bezkarnie gapić się na nagie męskie ciało. Wierzę, że zderzenie tej dwójki na ekranie pozwoli widzom także w prawdziwym życiu inaczej spojrzeć na pracowników seksualnych i emerytowane nauczycielki.

Czy kino może przełamywać stereotypy?
Na ogół łatwo przyjmujemy założenia na czyjś temat za pewnik. O kimkolwiek usłyszymy, już mamy wyobrażenie o tej osobie. Hasła „emerytowana nauczycielka” albo „pracownik seksualny” też z miejsca przywodzą nam na myśl pewne skojarzenia. Trudno funkcjonować bez nich, jednak uważam, że robi się bardzo groźnie, kiedy nie chcemy poza nie wychodzić. To dotyczy nas wszystkich, bo chyba nie ma osób, którym udałoby się wyzbyć takich podświadomych założeń.

Nasz film przypomina, że nawet gdy je mamy, to jeszcze nie wszystko stracone, bo wystarczy porozmawiać z daną osobą, żeby nasze wyobrażenia upadały jedno po drugim. „Powodzenia, Leo Grande” jest peanem na cześć rozmowy i wychodzenia poza strefę komfortu. Oczywiście, żeby do tego doszło, musi w nas istnieć jedna istotna cecha: ciekawość. Nancy i Leo przenigdy by się ze sobą nie spotkali i nie porozmawiali w normalnych okolicznościach. Zresztą ja sama nie widziałam relacji podobnej pary ani w kinie, ani w telewizji, ani w teatrze. Trochę już lat jestem częścią branży filmowej, więc mogę z całą świadomością wagi tych słów powiedzieć, że ten film był dla mnie artystyczną rewelacją.

Myślisz, że młode pokolenie żyjące w czasach dostępności aplikacji randkowych, takich jak Tinder czy Grindr, dostrzeże rewolucyjność „Powodzenia, Leo Grande”?
Oczywiście, bo Tinder i Grindr to żadna rewolucja seksualna, tylko gigantyczne rozczarowanie! Od osób mających jakieś doświadczenia z tymi aplikacjami słyszę zwykle bardzo podobne historie: „Wiesz, umówiłam się na randkę z przystojnym chłopakiem z Tindera. Wpadł do mnie, uprawialiśmy seks, a potem sobie poszedł. Nic mi z tego spotkania nie zostało”. Zresztą wymowne jest to, jak wyglądają profile ludzi na tych apkach. Dziesięć zdjęć, kilkanaście zdań o sobie, a reszta? Liczby. Wzrost, waga, wiek, odległość. Przecież to brzmi jak opisywanie towaru, produktu na sprzedaż! Użytkownicy szukają określonych parametrów i tego, kto się w tym zakresie mieści, zapraszają na drinka albo do domu. To ma być ta łatwa dostępność seksu?! Zapraszam do kina na „Powodzenia, Leo Grande”, żeby się przekonać, czym seks może być, gdy wiąże się z nauką dotyku oraz wyczuwania swoich potrzeb i siebie nawzajem, poznawaniem tego, czego nie da się opisać liczbami: miękkości skóry, zapachu, a nawet tego, jak leżą na kimś ubrania.

Ale przyznasz, że gdyby Nancy była 30-latką i naszła ją ochota na seksualne eksperymenty, zainstalowałaby sobie którąś z aplikacji, a nie umawiała się z chłopakiem na telefon.
Moja generacja dorastała w czasach rewolucji seksualnej i jej konsekwencji. Część koleżanek Nancy, tak samo jak moich, była seksualnie aktywna w wieku dojrzewania, a część zupełnie nie. Nancy żyła w małym mieście, do którego powoli docierają trendy ze stolicy. Robiła więc to, co uznawano wtedy za słuszne, czyli po prostu odhaczała kolejne rzeczy z listy: weź ślub, urodź dziecko, pracuj i zachowuj się przyzwoicie. Kobiety się bardzo do tego namawia. Zewsząd słyszymy: „Zachowuj się!”, „Bądź grzeczną dziewczynką!”. Efekt jest taki, że niektórym z nas nawet nie przyjdzie od głowy, by przejmować się tym, że nie odczuwamy satysfakcji, gdy uprawiamy z kimś seks.

Ty też słyszałaś takie zalecenia?
A kto nie słyszał, skoro one padają zewsząd? Ze świata reklamy, z magazynów, z kina, z telewizji. To tam powstał model kobiety idealnej – ze wspaniałym ciałem, perfekcyjnym strojem i makijażem, zawsze będącej dla innych, a nigdy dla siebie. Na lata zostałyśmy uwięzione w pewnym wizerunku, niemożliwym do urzeczywistnienia. Najwyższa pora się od niego uwolnić. Ale tak jak powiedziałam, uważam, że to będzie możliwe wtedy, gdy w końcu zaczniemy ze sobą rozmawiać i wykazywać się ciekawością wobec siebie nawzajem. A film jest świetnym punktem wyjścia do rozmowy i dyskusji. Nancy dzwoni do pracownika seksualnego również z tego powodu, że chce coś zrozumieć na temat seksu, a nie tylko go uprawiać.

Plakat filmu „Powodzenia Leo Grande”, w którym u boku Emmy Thompson wystąpił irlandzki aktor Daryl McCormack.

Czy Twoja wiara w rozmowę nie została nadwątlona w czasie pandemii, kiedy to często nawet wieloletnie związki nie wytrzymywały ze sobą przez tak długi czas pod jednym dachem?
Nasz „Powodzenia, Leo Grande” też jest projektem pandemicznym. Niemal cały film jesteśmy na ekranie tylko ja i Daryl McCormack. Gdy wchodziłam na plan, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Może nawet przyszło mi przez myśl, że praca w tak kameralnym gronie może nie być zbyt atrakcyjna. Jednak okazało się, że bawiliśmy się po prostu świetnie. Oczywiście nie obyło się bez wyzwań, bo nakręcenie filmu w przestrzeni pokoju hotelowego to naprawdę trudne zadanie. Jednak dzięki temu, że ja i Daryl mogliśmy polegać wyłącznie na sobie, wytworzyła się między nami unikalna więź, niepodobna do tych, które zawiązują się między aktorami na planach, na których pracuje mnóstwo ludzi. Mieliśmy po 12 stron dialogów na jeden dzień zdjęciowy. Przyswojenie takiej ilości tekstu spędzało nam sen z powiek.

Dwanaście stron dziennie!? Jak to zrobiliście?
Od razu dodam, że tekst musieliśmy wykuć na blachę, bo nie było mowy o tym, żebyśmy robili odstępstwa od scenariusza. Byliśmy ograniczeni przestrzenią, liczbą osób na planie, zasadami bezpieczeństwa, tylko że te ograniczenia zadziałały na nas jak zachęta do poszukiwania niestandardowych i nieoczywistych rozwiązań. I my z tej zachęty wspólnie skorzystaliśmy!

Emma Thompson (rocznik 1959), aktorka filmowa, telewizyjna i teatralna, ma na koncie dwa Oscary – za rolę w „Powrocie do Howard’s End” i za scenariusz adaptowany do „Rozważnej i romantycznej”. Wystąpiła w takich produkcjach, jak: „Okruchy dnia”, „W imię ojca”, „To właśnie miłość”, „Late Night” czy „Cruella”. Po rozwodzie z Kennethem Brannaghem wyszła za aktora Grega Wise’a, mają córkę Gaię i nieoficjalnie adoptowanego syna z Rwandy.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze