1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Poczucie humoru, ciekawość ludzi i świata – recepta na młodość Iris Apfel

Iris Apfel projektantka wnętrz, biznesmenka, filantropka, ikona mody i historyczka sztuki. Na zdjęciu: kadr z filmu „Iris” z 2014 roku o życiu ikony mody (Fot. Forum)
Z dumą deklaruje, że jest najstarszą nastolatką na świecie, trochę z przekąsem nazywa siebie geriatryczną gwiazdką. Iris Apfel, amerykańska bizneswoman i projektantka wnętrz, udowadnia, że wiek to tylko liczba. Dowód? Niedługo kończy 101 lat i dopiero się rozkręca

Jej recepta na młodość? Poczucie humoru, ciekawość ludzi i świata. „Aby pozostać młodym, musisz myśleć młodo” – mówi. Według Iris to, że kończymy 60, 70 lub 90 lat, wcale nie oznacza, że mamy założyć na siebie worek pokutny. „Właśnie wtedy możemy wszystko” – przekonuje. Na przykład ona w wieku 90 lat zadebiutowała w roli modelki, stając się tym samym czołową postacią w walce z ageizmem, czyli dyskryminacją ze względu na wiek.

Więcej znaczy więcej

Nigdy nie była uważana za klasyczną piękność, dlatego postanowiła wyróżniać się w inny sposób. „Jeśli nie jesteś piękna, naucz się być atrakcyjna i wypracuj swój własny styl” – powtarza często. I tego się trzyma. Krótka siwa czupryna, duże czerwone usta, charakterystyczne sowie okulary, kolorowe, przyciągające wzrok ubrania i kaskady masywnej biżuterii. Eklektyczna i ekstrawagancka.

Obok Iris Apfel nie da się przejść obojętnie. Gdziekolwiek się pojawi, tam rozpoczyna się wizualny spektakl wzorów, kolorów i faktur, wybrzmiewający szelestem tkanin oraz dźwiękiem etnicznych bransolet i naszyjników. Sama Apfel porównuje swoje stylizacje do improwizacji jazzowych. Jej styl to połączenie boho, haute couture i tanich sieciówek, które łączy z architektoniczną precyzją. Uważa, że więcej znaczy więcej, a mniej znaczy nudno – jeśli jeden naszyjnik jest dobry, to trzy są jeszcze lepsze. I konsekwentnie wciela tę złotą myśl w każdy aspekt swojego życia.

Iris Apfel przyszła na świat 29 sierpnia 1921 roku w Queens w stanie Nowy Jork. Jej rodzice, Sadye i Samuel Barrel, zaszczepili w niej niezależność, miłość do podróży i poczucie humoru. Mama była jej pierwszą modową inspiracją i mistrzynią zestawiania ze sobą różnych dodatków. Apfel nie miała rodzeństwa, więc rodzice często zabierali ją na imprezy rodzinne, gdzie była jedynym dzieckiem. Podczas takich spotkań wszyscy zajęci byli rozmowami, więc aby zabawić jakoś małą Iris, babcia zaprowadzała ją do pokoju, w którym znajdowała się szafa ze ścinkami materiałów. Gdy dorośli grali w brydża, dziewczynka bawiła się kawałkami tkanin. Było to pierwsze spotkanie pięcioletniej Iris z wzornictwem i swobodnym komponowaniem kolorów – przedsionek życia w tekstylnym świecie.
Jako nastolatka namiętnie buszowała po sklepach z antykami, a jako dwudziestoparolatka ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie w Nowym Jorku i zrobiła licencjat z projektowania na Uniwersytecie w Wisconsin. Po studiach miała krótką przygodę z modą jako asystentka w magazynie „Women’s Wear Daily”. Wszystko zmieniło się, gdy poznała Elinor Johnson, dekoratorkę wnętrz, którą oczarowała swoim zmysłem artystycznym i dbałością o szczegóły. Tak zaczęła się kariera Iris jako projektantki wnętrz i specjalistki od tkanin. Ponieważ druga wojna światowa mocno ograniczyła dostawy z Europy, miała wiele okazji do tworzenia nowych projektów lokalnie, z tego co było w tym czasie dostępne.

Tuż po wojnie, w 1947 roku, poznała swojego przyszłego męża, Carla Apfela. Spędzili ze sobą 68 lat. Iris poszła do ślubu w różowej sukience, bo jej praktyczna natura nie pozwalała kupić ubrania na jeden raz. Chciała mieć coś, co będzie mogła później nosić.

Portret Iris Apfel (Ilustracja Asia Gwis)

We własnym i Białym Domu

Choć nie jest zdeklarowaną feministką, wiele jej decyzji świadczy o tym, że świadomie odrzucała styl życia, jakiego oczekiwano od niej jako od kobiety XX wieku. Na przykład nigdy nie planowała mieć dzieci. Wiedziała, że nie może mieć wszystkiego – kariera, którą wybrała, oznaczała, że dziecko spędzałoby dużo czasu z nianią, a tego, mając w pamięci swoje doświadczenia, nie chciała. Wraz z mężem założyli w 1950 roku firmę Old World Weavers, oferującą wymagającej klienteli reprodukcje oryginalnych tkanin z XVII, XVIII i XIX wieku. Podróżowali po Europie, Bliskim Wschodzie, Afryce Północnej, Ameryce Południowej i Azji Wschodniej, odwiedzając pchle targi i małe sklepy, w których Apfel szukała tekstyliów i kolorowych dodatków do swojej osobistej kolekcji biżuterii.

Jej wyjątkowy gust sprawił, że zaproponowano jej posadę dekoratorki wnętrz Białego Domu, a wśród jej klientów było kolejno dziewięciu amerykańskich prezydentów, m.in. Harold Truman, John Kennedy i Bill Clinton. To wtedy zyskała przydomek „Pierwszej Damy Tkaniny”. Firma Apfel zdobyła też uznanie tak prestiżowej klienteli, jak Greta Garbo, Estée Lauder czy Joan Rivers.
Carl i Iris doskonale łączyli pracę z życiem uczuciowym. Ich związek przez wielu uznawany jest za przykład bezwarunkowej miłości i wzajemnego szacunku. „Wybierz partnera, który świętuje twoje sukcesy” – radzi Iris, która dzięki wsparciu męża stała się rozpoznawalna. „To właśnie on wypchnął mnie na światło dzienne, a potem rozkoszował się moim sukcesem”. Odszedł w 2015 roku, kilka dni przed swoimi 101. urodzinami. Zawsze mówił o Iris z czułością. Była dla niego nieustającą niespodzianką i nigdy się z nią nie nudził. A ona zawsze dbała o niego i jego garderobę, dobierając mu pomarańczowe spodnie do koloru swojej podszewki w kurtce lub kupując mu czapkę bejsbolówkę ze złotymi ćwiekami.

Iris z mężem Carlem Apfelem, Nowy Jork, 2008 rok (Fot. Getty Images)

Rzadki ptak

Nigdy nie sądziła, że jej życie potoczy się w taki sposób. Choć była znana w artystycznych kręgach amerykańskiej socjety, świat usłyszał o niej dopiero, kiedy miała 83 lata. Najpierw napisał o niej Ari Seth Cohen, prezentując jej nietuzinkowy styl na swoim blogu Advanced Style. Rok później zgłosił się do niej Metropolitan Museum of Art Costume Institute w Nowym Jorku z propozycją wystawy. Harold Koda, kurator działu mody, rozpaczliwie szukał eksponatów po tym, jak zaplanowana wcześniej wystawa została odwołana dosłownie w ostatniej chwili. Kiedy dowiedział się, że Iris Apfel posiada jedną z najciekawszych kolekcji biżuterii w Stanach Zjednoczonych, zapytał, czy zgodziłaby się ją wypożyczyć. W trakcie przygotowywania wystawy pracownicy doszli do wniosku, że biżuteria najlepiej prezentowałaby się w otoczeniu garderoby. Koda ponownie zgłosił się do Iris z prośbą o wybór garderoby i pomoc w tworzeniu wystawy. Ostatecznie znalazło się na niej ponad 80 różnych strojów i setki dodatków. Każdy manekin został osobiście ubrany przez Iris. Po raz pierwszy miała okazję pokazać światu swoje wyjątkowe oko do mody. Wystawa zatytułowana „Rara Avis”, czyli „Rzadki Ptak”, trwała od września 2005 do stycznia 2006 roku i okazała się sukcesem, przyciągając do muzeum tłumy zwiedzających, a sama Iris awansowała z dnia na dzień na światową ikonę stylu. Wystawa była też pierwszym jednoosobowym pokazem w Metropolitan Museum of Art, w którym wystąpiła artystka niezajmująca się profesjonalnie modą. Komentując ten sukces, Iris z właściwym sobie poczuciem humoru powiedziała, że najwidoczniej ludzie mieli głód sztuki, ale muzeum zawsze ich onieśmielało.

Od tej chwili wszystko potoczyło się już lawinowo: Apfel trafiła na okładki magazynów, telefony urywały się od ilości zaproszeń na wywiady i sesje zdjęciowe, a w 2014 roku ukazał się film dokumentalny „Iris” autorstwa Alberta Mayslesa, nominowany do nagrody Emmy. Upomniał się o nią również świat modelingu – w wieku 90 lat została twarzą kosmetyków do makijażu firmy MAC. „Jestem najstarszą żyjącą dziewczyną, która kiedykolwiek uświetniła dużą kampanię kosmetyczną” – mówi.

Projektantka z akcesoriami ze swojej kolekcji Rara Avis, Nowy Jork, 2011 rok (Fot. Getty Images)

Robię to, co czuję

Obecnie jej profil instagramowy śledzi 2,2 miliona osób. W ramach współpracy z H&M stworzyła kolekcję „Find your inner Iris” (odnajdź swoją wewnętrzną Iris), która w pełni oddaje jej styl kolorowego ptaka świata mody. Często powtarza, że życie ciągle ją zaskakuje i niczego w nim nie planowała. „Nigdy nie spodziewałam się, że ludzie poznają moje imię i będę nazywana ikoną mody, muzea będą wystawiać moje ubrania i akcesoria, a po dziewięćdziesiątce będę dziewczyną z okładki i twarzą firmy kosmetycznej” – podsumowuje. Być może kluczem do sukcesu jest jej motto życiowe: „Po prostu robię to, co czuję”.


Iris znana jest ze swojego poczucia humoru, a ludzie, którzy obserwują ją w mediach społecznościowych, często piszą, że chcieliby być tacy jak ona. I nie chodzi im wcale o styl ubierania się, ale o styl bycia, dystans i podejście do życia. O jej wieczną ciekawość ludzi i świata, chęć uczenia się nowych rzeczy. Apfel nie lubi trendów i uważa, że ​​największym modowym błędem, jaki można popełnić, jest patrzenie w lustro na siebie jak na kogoś innego. „Ludzie po prostu nie wiedzą, kim są, i starają się być tacy, jak wszyscy, co jest bardzo smutne” – stwierdza.

Z samych powiedzonek Iris można by stworzyć książkę z inspirującymi cytatami. Ikona mody wyznaje zasadę, że mamy tylko jedno życie, więc warto ciągle próbować nowych rzeczy. Jej zdaniem powinniśmy nieustannie uczyć się czegoś nowego i rozwijać, inaczej uschniemy. I choć z wiekiem może to być coraz trudniejsze, to nowe wyzwania dodają naszemu życiu świeżości. Uważa, że świetny styl jest wyrazem ciekawości samego siebie. „Nie ubieram się po to, żeby się na mnie gapiono. Ubieram się dla siebie” – powtarza. Wie, że dla niektórych może wyglądać ekscentrycznie i dziwnie, ale taką łatkę przypinają jej ci, którzy mają potrzebę etykietowania innych. Dla niej sposób wyrażania siebie poprzez ubiór jest furtką do wolności. „Kiedy nie ubierasz się jak wszyscy, nie musisz myśleć jak wszyscy” – powtarza w wywiadach. I dba o własne zdanie ponad cudze.

Moda jest dla niej ważna, ale jako sposób autoekspresji. Stara się, żeby to, jak wygląda, było spójne z tym, co jest wewnątrz niej. „Jestem zdziwiona, że nagle stałam się odkryciem, bo całe życie ubieram się tak samo” – mówi z uśmiechem. Zapytana o źródło modowych inspiracji odpowiada, że robi to intuicyjnie i jest to dla niej rodzaj twórczego ćwiczenia, które wykonuje codziennie. Lubi eksperymentować i próbuje nowych rzeczy. Improwizuje i działa intuicyjnie, podążając za tym, co w jej odczuciu właściwe.

Zmarszczka – znak odwagi

Pomimo swojego statusu Iris wyznaje zasadę, że pieniądze nie są wyznacznikiem sukcesu. Dla niej sukces to bycie szczęśliwym i kochanym oraz możliwość robienia tego, co lubimy, w otoczeniu dobrych ludzi. W biznesie jest wierna zasadzie małych kroków, a ten pierwszy jej zdaniem jest najważniejszy. „Nigdy nie pomyślałam, że nie mogę czegoś zrobić, bo jestem kobietą. Chciałam założyć firmę tekstylną, więc po prostu wymyśliłam, jak to zrobić. Gdybym za dużo myślała o otwieraniu Old World Weavers, prawdopodobnie nie realizowałabym swojego marzenia. Czasami wystarczy podjąć działanie” – przekonuje.

W życiu jest bezkompromisowa i z lubością łamie konwenanse. W erze, w której kobiety miały ubierać się w „kobiece” stroje, Apfel szukała dżinsów. Z wdziękiem i lekkością przekracza barierę między high fashion a sieciówkami, łącząc najwyższej jakości krawiectwo z tanią odzieżą z głównego nurtu. W dzisiejszej kulturze, która wywiera presję na kobiety, aby jak najdłużej wyglądały młodo, ona pielęgnuje żarliwą postawę akceptacji dla procesu starzenia się. Uważa, że ​​kobiety nie powinny za wszelką cenę zmieniać swojego wyglądu, by wydawać się młodsze niż są w rzeczywistości. Dla niej sztuką jest obnosić swój wiek z dumą. Powiedziała nawet kiedyś, że według niej zmarszczka to znak odwagi. Wybrzmiewa w tym stwierdzeniu stosunek Iris do wieku. „Możesz nie lubić procesu starzenia, ale czy możesz coś z tym zrobić? Jesteś w tym miejscu, w którym jesteś. Pogódź się z tym” – radzi.

To dzięki niej przetoczyła się przez media dyskusja na temat mody dla starszych ludzi. Iris nie boi się głośno mówić o tym, że większość projektantów szyje ubrania dla młodych dziewczyn i to one je reklamują, podczas gdy w rzeczywistości klientki, które mogą sobie na te ubrania pozwolić, to dojrzałe kobiety, które w tych projektach się po prostu nie widzą. Popularne blogi modowe pokazują, że seniorzy też mają ochotę wyglądać niebanalnie, a niejeden ma inwencję utalentowanego stylisty i duszę nastolatka. Iris mocno wierzy w to, że młodość to stan ducha, a wydawanie pieniędzy na zabiegi liftingujące nie ma sensu, bo gdy ponaciągamy sobie skórę w wieku 75 lat, i tak nikt nam nie uwierzy, że mamy mniej. Zapytana o to, czy nigdy nie myślała o operacji plastycznej, odpaliła: „Lepiej niczego nie ruszać, bo efekt może być jeszcze gorszy. Poza tym w dobie internetu nikogo nie oszukasz, bo wszyscy i tak wiedzą, ile masz lat. A nawet jeśli by ci się udało, zdradzi cię spojrzenie”. Jej zdaniem nie ma nic złego w byciu starym. Lepiej szukać atutów. „Siwe włosy świetnie pasują do kurtki z tybetańskiej owcy. No i jak masz osiemdziesiątkę, to już się nie martwisz, czy dobrze wyglądasz w bikini!” – podsumowuje.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze