1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Cannes oszalało na jej punkcie. Charlbi Dean, aktorka grająca w „W trójkącie”, zmarła niedługo po premierze filmu

Cannes oszalało na jej punkcie. Charlbi Dean, aktorka grająca w „W trójkącie”, zmarła niedługo po premierze filmu

Charbli Dean zmarła nagle w Nowym Jorku 29 sierpnia 2022 roku. (Fot. Getty Images)
Charbli Dean zmarła nagle w Nowym Jorku 29 sierpnia 2022 roku. (Fot. Getty Images)
Film „W trójkącie”, w którym zagrała jedną z głównych ról, zgarnia kolejne nagrody na festiwalach i właśnie wchodzi do polskich kin. Ten wywiad odbył się latem w Cannes, z okazji światowej premiery i na krótko przed tym, jak media obiegła wiadomość o nagłej śmierci Charlbi Dean. Publikując go, składamy hołd jej pamięci. „Chciałbym, żeby była tutaj z nami i mogła cieszyć się tymi sukcesami” – mówił niedawno ze smutkiem reżyser Ruben Östlund.

Zagrałaś modelkę Yayę, która ze swoim chłopakiem wyrusza w podróż luksusowym jachtem, i wzbudziłaś sensację w Cannes. Ile jest w tej filmowej bohaterce i tej historii Ciebie prywatnie?
Bardzo zależało mi, żeby przenieść do filmu moje doświadczenia z modelingu. Wiem, jak to naprawdę wygląda od wewnątrz, z jakimi kosztami wiąże się praca w tym zawodzie. Modelki dostają angaże w bardzo młodym wieku. Ja sama miałam 13 lat, kiedy zaczęłam swoją przygodę w branży. Poleciałam wtedy do Tokio. Bardzo dobrze pamiętam, z czym to się dla mnie wiązało, z jakim strachem, bo byłam jeszcze w wieku, kiedy bałam się na przykład ciemności. A byłam sama w mieście na drugim końcu świata, gdzie wszyscy mówili w obcym dla mnie języku i wyzwaniem było przemieszczenie się z punktu A do punktu B. Niedługo później trafiłam do Nowego Jorku, potem do Londynu. Samoloty stały się dla mnie częściej używanym środkiem transportu niż autobus. Moja historia nie jest niczym nadzwyczajnym, większość z nas, modelek, może opowiedzieć podobne.

Czujesz, że ten zawód zabrał Ci dzieciństwo?
Na pewno zmusił mnie do tego, żebym bardzo szybko dojrzała. I nauczyła się nie pokazywać, że się boję, że jestem czegoś niepewna. O modelkach myśli się często w stereotypowy sposób, że są ładne, więc przez to zarozumiałe i pewne siebie. A kryją się pod tym nasze lęki, obawy, które narastały od najmłodszych lat. Jestem szczęśliwa, że Ruben Östlund popatrzył na nas z szerszej perspektywy i zagłębił się w specyfikę tego środowiska.

Zaskoczyło mnie, jak wykluczająca jest Wasza branża dla facetów.
To chyba jedyny zawód, w którym dysproporcje zarobkowe wypadają na niekorzyść mężczyzn. Brakuje na ten temat dyskusji, bo chłopaki nie chcą się głośno przyznać, że zarabiają mniej od nas, i ich to boli. A równość płac powinna obowiązywać w każdym zawodzie i nikogo nie wykluczać ze względu na płeć. Te dysproporcje to tajemnica poliszynela: wszyscy o tym wiedzą, ale zachowują się, jakby nic takiego nie miało miejsca.

Ruben Östlund w dość prześmiewczy sposób pokazuje nam, że przywiązanie do własnego wyglądu bywa zgubne. Twoją bohaterkę i jej partnera, także modela, stawia w sytuacji, w której uroda okazuje się nie mieć żadnego znaczenia.
Tak, w naszej branży wygląd jest kluczowy. To, czy wejdziesz w to środowisko, zależy tylko od niego. U nas nawet przekupstwa na niewiele się zdadzą, bo w odróżnieniu od miejsc, gdzie liczą się kompetencje, na modelkę naprawdę trudno jest wypromować kogoś, kto jest pozbawiony urody. A jak zostajesz już wybrana, to czujesz się wyjątkowa, wydaje ci się, że twoja uroda ma ogromną wartość.

Trudno tak nie myśleć, skoro jedni ci zazdroszczą, a drudzy się w tobie podkochują.
Społeczeństwo tak już funkcjonuje, że każdy z nas próbuje się posługiwać jakąś walutą i z jej pomocą osiągać swoje cele. Dla jednych jest to wygląd, dla innych – bogactwo albo umiejętność wpływania na ludzi, zdolności przywódcze. W scenariuszu „W trójkącie” najciekawsze wydało mi się właśnie to, że Ruben Östlund wrzuca swoich bohaterów w taką sytuację, w której ich waluta nie ma już żadnej wartości. Kiedy nieoczekiwanie lądują na bezludnej wyspie, przekonują się dobitnie, że ani pieniądze, ani uroda nie będą w stanie zapewnić im przetrwania. Czytając ten tekst, zastanawiałam się nad tym, kto i za co zyskuje dziś poklask i uznanie. Czy przypadkiem nie zaczęliśmy hołubić tych, którzy niewiele dla nas, jako społeczeństwa, robią? A co z tymi, którym naprawdę coś zawdzięczamy, czy te proporcje nie są mocno zachwiane?

W Cannes widzowie oszaleli na Twoim punkcie. Dostałaś długie owacje, nie szczędzono Ci ciepłych słów.
Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Przywykłam do tego, że ludzie na mnie patrzą i mnie oceniają, ale nie doświadczyłam jeszcze sytuacji, w której to, co zrobiłam, wywołało takie poruszenie. Cieszyłam się tą chwilą, czerpałam z niej, a potem wróciłam do hotelu i uświadomiłam sobie coś bardzo dla mnie ważnego: że to jeden z elementów pracy aktorki. Że to nie jest coś, co świadczy o mnie, tylko o tym, jak wykonuję ten zawód.

Zawsze umiałaś znaleźć w sobie tyle dystansu do tego, co Cię spotyka?
Jestem w aktorstwie od niedawna. Zderzyłam się już z krytyką po premierach filmów z serii „Spud”, „Wywiadu z Bogiem” czy serialu „Black Lightning”, ale takie festiwalowe przyjęcie filmu w Cannes to dla mnie nowość. I pewnie bym się nią zachłysnęła, gdyby nie to, że ja praktycznie całe życie jestem w jakichś nowych sytuacjach. I wiem, jak ostrożnie należy do nich podchodzić. Mówiłam ci już o 13-letniej Charbli w Tokio, ale tak naprawdę pobyty w nowych miejscach zaczęły się u mnie, zanim zaczęłam przygodę z modelingiem. Kiedy moi rodzice się rozwiedli, nie czułam się zakorzeniona nigdzie, bo żyłam na dwa domy, a rodzice często się przeprowadzali, więc nieustannie zmieniałam szkoły, nie miałam swojej paczki przyjaciół, nie zawitałam na dłużej w żadnej bandzie. Mam problem z odpowiadaniem na pytanie, skąd jestem. Może dlatego nie rzucam się na głęboką wodę i nie obwieszczam, że wreszcie znalazłam swoje miejsce. Kocham aktorstwo, ale też dobrze wiem, że raz masz rolę, a za chwilę w niczym nie grasz. Lepiej się nie nastawiać, tylko brać to, co daje nam los.

Zdążyłaś się już przekonać, jak niepewny jest ten zawód?
Jasne, odpadłam z wielu castingów. Do roli w „W trójkącie” poleciła mnie reżyserowi jego żona, Sina, która jest wziętą fotografką. Ma na koncie mnóstwo sesji z modelkami, znamy się. Ruben szukał kogoś, kto ma wygląd modelki, ale kryje też w sobie jakąś tajemnicę. Sina pomyślała, że ja się nadam. Ale kiedy szłam na przesłuchanie do Rubena Östlunda – czyli do mojego salonu, bo łączyliśmy się online – byłam przekonana, że nic z tego nie wyjdzie, że to tylko miłe spotkanie z wybitnym reżyserem, który na pewno nie zwróci na mnie uwagi.

Dlaczego tak sądziłaś? Nie wierzyłaś w siebie?
Jestem nowa w branży filmowej, więc nie wiedziałam, że Ruben nigdy nie daje scenariusza aktorom zawczasu. Myślałam, że skoro ja nie mam do niego dostępu, to nie bierze mnie pod uwagę na poważnie. Ale się udało. A kiedy już chciałam świętować swój sukces, przyszła pandemia, plany filmowe się zamykały, wszystko stało pod znakiem zapytania. Ponieważ jednak Szwecja nie zdecydowała się na całkowity lockdown, to chociaż z opóźnieniem, mogliśmy wejść na plan i zacząć zdjęcia. Pracowaliśmy na atrapie łodzi, która była podwieszana na specjalnych linach, dzięki którym można było imitować sztorm. To było naprawdę szalone doświadczenie: wszystko się ruszało, nie sposób było ustać na nogach, rzeczy latały dookoła. A potem, kiedy już zelżały pandemiczne restrykcje, wyruszyliśmy do Grecji, gdzie na jednej z wysp pracowaliśmy nad trzecią częścią filmu, której akcja dzieje się, kiedy statek naszych bohaterów się rozbija.

Stresowałaś się przed spotkaniem z taką gwiazdą jak Woody Harrelson?
Zastanawiałam się, jak się wszyscy ze sobą dogadamy, skoro w czasie pandemii mamy całą ekipą spędzić kilka długich tygodni razem. Okazało się, że się mocno zżyliśmy, a Woody okazał się wesołym, niesamowicie utalentowanym facetem. I skromnym.

Po premierowym pokazie „W trójkącie” jedni pokochali film, innych zirytował. Przejmujesz się krytycznymi opiniami?
Cieszę się nimi! Sama najbardziej lubię takie filmy, które są w stanie wywołać we mnie emocje. I nie ma dla mnie znaczenia, czy tą emocją jest śmiech, płacz, czy irytacja. Najważniejsze, że coś czuję. 

Charbli Dean, ur. w 1990 roku w Kapsztadzie modelka, a także aktorka znana z takich produkcji, jak: seria „Spud”, „Wywiad z Bogiem” czy serialu „Czarna błyskawica”. Zmarła w Nowym Jorku 29 sierpnia 2022 roku prawdopodobnie z powodu infekcji wirusowej.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze