Diane Kruger: Na śmierć i życie

fot. BewPhoto

„W ułamku sekundy” to przełom w jej aktorskiej karierze. Diane Kruger, hollywoodzka aktorka, z dala od Hollywood po raz pierwszy gra w ojczystym języku. Rolę, o której długo nie będzie w stanie zapomnieć.

Wzbudziła pani zachwyt wśród krytyków filmowych, zgarnęła Złotą Palmę dla najlepszej aktorki na ostatnim festiwalu w Cannes. Pani także czuje, że „W ułamku sekundy” to wyjątkowe aktorskie doświadczenie?

Tak. Z żadnego innego filmu nie byłam tak dumna, po żadnym innym nie czułam się tak spełniona, ale ze względu na podejmowany przez nas temat oraz szacunek do osób, które pomogły nam zrealizować film, nie umiem po prostu cieszyć się z tego doświadczenia. Myślę, że to nie uchodzi.

Grana przez panią Katja Sekerci staje wobec największej tragedii życia: w zamachu terrorystycznym w Hamburgu giną jej mąż i synek.

Robiliśmy film niesieni przez silne emocje. Jedną z nich był gniew – w naszej historii za atakiem stoją niemieccy neonaziści, ale to mogłaby być każda inna terrorystyczna organizacja. Ofiary zamachów to zwykle są liczby. Czasami liczby idą w setki, czasami w tysiące, ale pozostają anonimowe. O zamachowcach wiemy wszystko, a co z ofiarami lub z rodzinami ofiar? Jak żyć po takiej tragedii? Jak matki zabitych dzieci mają sobie wytłumaczyć swoją stratę? Jak stawić czoła kolejnym hipotezom policji na temat rzekomego udziału bliskich w zamachach?

Katja staje wobec takich zarzutów. Jej mąż w przeszłości był aresztowany, co więcej, z pochodzenia był tureckim Kurdem. To uruchomiło pytania policji o jego wyznanie, przynależność do grupy przestępczej.

Nuri, mąż Katji, nie był aniołem. W młodości handlował trawką, pewnie miewał zatargi z policją, a że był rosły, ciemny i silny, mógł budzić podejrzenia. Dla policji pierwszym, najbardziej oczywistym tropem było to, że resocjalizacja mężczyzny się nie powiodła. Założyli, że po wyjściu z aresztu Nuri, choć ustatkował się i założył rodzinę, wciąż był przestępcą. Analizując atak, w którym zginął, policjanci stwierdzili, że na pewno ktoś podłożył bombę pod jego biuro, bo Nuri z racji pochodzenia musiał być zamieszany w porachunki gangów w tureckiej dzielnicy.

Najprościej było tak właśnie założyć.

Niemcy żyły niedawno głośnym procesem w podobnej sprawie. Stanowił on dla nas równie cenną lekcję. Trochę się wzorowaliśmy na jego kolejnych etapach, ukazując udział Katji w procesie przeciwko zamachowcom. To nam bardzo pomogło w przedstawieniu na przykład mechanizmów prawnych, tym bardziej że zamachowcami też byli niemieccy neonaziści, a ofiarami między innymi Turcy i Serbowie. Schemat był ten sam, początkowo ofiary uznano za osoby zaangażowane w atak, więc filmowa fabuła to nie był nasz wymysł. Rozmawiałam też z matkami, które straciły dzieci w zamachach.

To musiało być ciężkie przeżycie.

Nie wiem, co sprawiło, że te kobiety zechciały ze mną porozmawiać, na nowo przejść przez swoje tragedie, ale jestem im za to wdzięczna. Ich opowieści przybliżyły mi kolejne etapy żałoby. Żal i rozdzierający smutek odbierają ci chęć do życia, a potem gniew i furia ją przywracają. I tak w kółko. Tracisz nadzieję, by na moment znów ją odzyskać, ale kolejna wizyta w sądzie udowadnia ci, że prawo nie jest po twojej stronie. Wszystkie przypadki miały podobny przebieg. Oczywiście, to, że Nuri jest Kurdem, to celowy zabieg. Tym samym chcieliśmy pokazać, jak łatwo osądzamy dziś kogoś z ciemniejszą karnacją czy innym akcentem. To obcy najczęściej jest winny.

Jak budowała pani postać Katji? Próbuję dociec, skąd ten piorunujący efekt, który widzimy na ekranie.

Siła tkwi w prostocie. Fatih Akin dokładnie wiedział, jak mam wyglądać. Zwykle reżyserzy ubierają mnie w suknie, każą kręcić loki i uwodzicielsko łypać na partnerów [śmiech]. Oczywiście, upraszczam, ale po raz pierwszy przyszło mi zagrać w filmie akcji, w którym na pierwszym planie jest kobieta z krwi i kości z jej dylematami. Co więcej, najpierw gram w melodramacie, potem w dramacie sądowym, a później w thrillerze, bo ten film łączy w sobie kilka gatunków.

Ale wracając do pytania – Akin, Niemiec tureckiego pochodzenia, zna Hamburg jak własną kieszeń, wychował się tam. Zna też takie kobiety jak Katja: silne, charakterne, odważne, niebojące się ryzyka. Jeśli kochają, to na śmierć i życie. Fatih kazał mi nosić „bałagan na głowie”, z charakteryzatorką poszalałyśmy, jeśli chodzi o tatuaże Katji, a na długo przed zdjęciami dostałam skórzaną kurtkę i dżinsy. Często chodziłam w tej kurtce także poza planem.

Przeprowadziła się pani do Hamburga?

Tak, na jakiś czas. Co wieczór chodziliśmy z reżyserem do różnych, często dziwnych miejsc, patrzyliśmy na ludzi, rozmawialiśmy z młodymi dziewczynami, które żyją w związkach z obcokrajowcami. Pytałam o różne rzeczy, a one zwykle szczerze odpowiadały. Interesowało mnie, czy z racji swoich wyborów te młode kobiety czują się stygmatyzowane przez niemieckie kręgi albo czy zostały zaakceptowane przez nowe środowiska. Zbierałam materiał do roli przez dwa miesiące. Chciałam stworzyć na tyle wiarygodny portret Katji, by widzowie uwierzyli w to, że zechce pomścić bliskich.

Pani od razu w to uwierzyła.

Przeczytałam scenariusz i długo płakałam. A proszę mi wierzyć, że raczej mi się to nie zdarza.

To były łzy…

Bezsilności. I chyba trochę też płakałam ze złości na siebie, na własne wygodnictwo. My, artyści, stworzyliśmy sobie taką wygodną iluzję, w której żyjemy. Na szczęście są projekty, które sprawiają, że nasze kokony pękają. „W ułamku sekundy” jest takim filmem. Po lekturze scenariusza pomyślałam sobie, że nie mogę już powiedzieć, że mnie sprawa współczesnego terroryzmu nie dotyczy. Poczułam, że muszę to zagrać. I że nie mogę tego spieprzyć. Dlatego zaufałam w stu procentach reżyserowi. Gdybym musiała zrobić sobie prawdziwe tatuaże, poważnie bym to rozważyła.

Po raz pierwszy gra pani w swoim ojczystym języku. Jak to możliwe?

Wyjechałam z Niemiec, kiedy miałam 15 lat. Najpierw mieszkałam we Francji z krótką przerwą na Londyn, gdzie uczyłam się aktorstwa. Potem, po kilku latach, przeprowadziłam się do Ameryki. Straciłam kontakt z niemieckimi znajomymi, nie znałam nikogo z niemieckiej branży filmowej.

To jak w takim razie trafiła pani na plan do Fatiha Akina, reżysera wielu głośnych filmów, m.in. „Głową w mur”?

Kilka lat temu zasiadałam w jury festiwalu w Cannes, a Fatih pokazywał tam swój film dokumentalny. Spotkaliśmy się na jednym z przyjęć. Dość dobrze znałam jego kino, więc nie omieszkałam powiedzieć mu, że jestem jego wielką fanką i gdyby miał kiedykolwiek odpowiedni dla mnie scenariusz, chętnie go przeczytam.

Nadal wygląda pani na autentycznie poruszoną.

Wie pani, przez wiele miesięcy od ukończenia zdjęć w niczym innym nie byłam w stanie zagrać.

Dlaczego?

Nie wiem. Może właśnie tym należy mierzyć sukces reżysera, ekipy, historii, mój – kiedy zagrasz w filmie, który tak cię naznaczy, tak cię zmieni, że będziesz musiała zwolnić. Chciałam przepracować ten film. Oczywiście, dla równowagi psychicznej dobrze byłoby przyjąć propozycję mniej wyczerpującą i angażującą, ale przyznam pani, że po tym filmie mam wysokie oczekiwania wobec kina i wobec siebie. Czekałam na taką rolę jak rola Katji.

A jeśli kino nie sprosta pani oczekiwaniom?

To będę grać mniej. Czuję, że rola w filmie „W ułamku sekundy” dała mi szansę funkcjonowania w nieco innym niż dotychczas repertuarze.

Jakim?

Powiedzmy, że mniej dekoracyjnym [śmiech].

To co? Może wróci pani do Europy?

Wcześniej dość długo miałam problem z definicją domu i tego, kim się czuję: Niemką, Francuzką, Amerykanką? Długo bylam zawieszona pomiędzy kontynentami. Chodziło o najprostsze rzeczy: kuchnię, dowcipy z dzieciństwa, wspólnotę przeżyć, programy w telewizji, pokoleniowe doświadczenia. Bardzo dobrze mi zrobiło to, że mogłam zagrać Niemkę, mówić w ojczystym języku. To wspaniałe mieć korzenie.

Czyli jednak przeprowadzka?

Chętnie zagram jeszcze w jakimś europejskim filmie, ale po latach rozłąki ze Starym Kontynentem nie wiem, czy potrafiłabym tu wrócić na stałe. Mój dom jest jednak gdzie indziej.

***

Diane Kruger: rocznik 1976. Uczyła się baletu w Londynie, ale kontuzja pokrzyżowała jej plany. Gdy miała 15 lat, wyjechała do Francji, a później do USA, gdzie mieszka (na nowojorskim Manhattanie) do dziś. Znana z takich produkcji jak: „Troja”, „Kopia Mistrza”, „Bękarty wojny”.