Matt Damon: To działa!

fot. BewPhoto

Rewelacyjny „Suburbicon” już w kinach. Na planie spotkali się dwaj aktorscy giganci, prywatnie znajomi, tym razem po różnych stronach kamery. MATT DAMON opowiada, jak współpracowało się z George’Em Clooneyem, ale i o własnych planach na najbliższy rok.

(Wywiad pochodzi z archiwalnego numeru: Zwierciadło 12/2017)

Możemy zacząć od ploteczek? Skoro wystąpił pan w filmie reżyserowanym przez Clooneya, jestem ciekawa samych początków waszej znajomości. Trochę czasu jednak minęło.

Poznałem George’a ponad 17 lat temu, ale to było raczej przelotne spotkanie. Tak naprawdę mieliśmy czas się sobie przyjrzeć dopiero na planie „Ocean’s Eleven: Ryzykownej gry” Stevena Soderbergha. Pierwsze, co pomyślałem, to to, że medialny wizerunek Clooneya nie pasuje do tego, jaki jest naprawdę.

No tak, wtedy był postrzegany jako amant, seksowne ciacho.

Mówiło się o nim jako o przystojniaku z serialu „Ostry dyżur”. A przecież był już wtedy partnerem produkcyjnym samego Soderbergha.

Zwykle to kobieta potrzebuje odpowiedniego partnera, by zaczęto ją postrzegać jako istotę myślącą, a nie tylko dobrze wyglądającą. W przypadku Clooneya mamy do czynienia z podobnym krzywdzącym stereotypem: tak naprawdę dopiero związek z Amal Alamuddin odczarował jego wizerunek przystojniaczka.

Pamiętajmy, że kiedy George spotkał Amal, miał na koncie sześć nominacji do Oscara w różnych kategoriach. Nie wiem, czy ktokolwiek w historii powtórzył ten wyczyn. Ale nie ulega wątpliwości, że Amal miała na jego życie niesamowity wpływ, ponieważ jest niezwykłą osobą. Jako świetna specjalistka od praw człowieka, prawa karnego i ekstradycji ma kryształową reputację wśród najlepszych prawników Londynu. A to, jak George’a postrzega się dziś, jest o wiele bliższe prawdy. Producent, reżyser, scenarzysta i aktor, intelektualista, człowiek wielu talentów.

Swoją drogą pamiętam, że w podobnej sytuacji co George znajdował się na przykład Ben Affleck. Pomimo że był najmłodszym w historii zdobywcą Oscara za scenariusz oryginalny [za napisanego wspólnie z Damonem „Buntownika z wyboru” – przyp. aut.], ludzie postrzegali go jako mydłka z kinowych hitów. Po latach jego „Operacja Argo” dostała Oscara za najlepszy film. I dziś Ben jest postrzegany jako ciekawy intelektualnie twórca.

Affleck i Clooney mieli w karierze wyraźnie gorsze momenty. Panu udało się ominąć tę rafę.

Ale byłem bardzo blisko katastrofy. Niemal mnie to spotkało po premierach „Rączych koni” i „Nazywał się Bagger Vance”, a przed „Tożsamością Bourne’a”. Te dwa pierwsze tytuły nie spotkały się ze zbyt entuzjastycznym przyjęciem. Zaczęło się robić dziwnie. „Tożsamość…” była już skończona, ale premiera się odwlekała. W branży zaczynały już krążyć plotki, że producenci czekają z wpuszczeniem jej do kin, bo to pewna porażka, a w takich przypadkach odpowiedzialność spada zwykle na aktora grającego główną rolę. Czułem, że zbliżają się kłopoty.

A jednak „Tożsamość…” okazała się wielkim hitem.

Odczułem niewyobrażalną ulgę. Tyle że nie była to dla mnie walka o życie. Uwielbiam grać, ale moja kariera nabrała tempa dzięki scenopisarstwu i zawsze towarzyszyło mi poczucie, że mam do czego wracać.

Porozmawiajmy jeszcze o „Suburbiconie”. George Clooney zrealizował ten film na podstawie scenariusza braci Coenów sprzed 30 lat.

Akcja nawiązuje do prawdziwej historii rodziny Myersów, Afroamerykanów, którzy w latach 50. przeprowadzili się do dzielnicy Levittown w Pensylwanii, zamieszkanej właściwie wyłącznie przez białych. Mimo że okolica była z pozoru cywilizowana i kulturalna, owa rodzina stała się ofiarą ciągłych okrutnych ataków na tle rasowym. George wrócił do tego tekstu podczas kampanii wyborczej Donalda Trumpa, bo poczuł, że tematy w nim zawarte są, niestety, bardzo na czasie. „Suburbicon” pokazuje, jakimi przywilejami cieszą się biali mieszkańcy USA. Mój bohater, biały przedstawiciel klasy średniej, jeździ po mieście zbryzgany krwią, morduje kolejne osoby i nikt go nawet nie zatrzymuje. Niestety, ostatnie wydarzenia, np. w Charlottesville, pokazują, że intuicja George’a była słuszna. Kiedy oglądałem tych młodych białych chłopaków, którzy wymachiwali pochodniami, krzycząc: „Nie damy się zastąpić Żydom”, nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Filmy są zwierciadłem, w którym przegląda się świat. I to odbicie, które widzimy, nie napawa optymizmem.

Proszę wybaczyć, ale akurat pan żyje w bańce. Jest pan znaną osobą, z pokaźnymi zasobami na koncie.

Jasne, jestem trochę odcięty od świata. Poza tym Kalifornia to bardzo liberalne miejsce, a ja długo żyłem w przekonaniu, że kolejne pokolenia są coraz bardziej tolerancyjne, że po tym, co przeżyliśmy jako kraj, takie zjawiska jak rasizm czy ksenofobia nie mają już w USA miejsca. Tymczasem w rasistowskich marszach idą młodzi ludzie, prawie nastolatki. Choć jeszcze bardziej szokujące jest to, że prezydent USA nie potępił oficjalnie tych haniebnych występków. Skończyło się jak zwykle na jakimś żałosnym tweecie.

Widziałby pan siebie w polityce?

Chyba nie. Jestem bardzo szczęśliwy, robiąc to, co robię. Poza tym w obecnych czasach istnieje wiele ruchów obywatelskich, które mogę wspierać bez konieczności wstępowania do partii.

A George?

On mógłby być nawet prezydentem. Myślę, że dałby radę.

A ja myślę, że to Amal mogłaby być prezydentką, a on – pierwszym dżentelmenem.

Przypuszczam, że George przyznałby pani rację.

Za panem ogromnie pracowity okres. Deklaruje pan, że pora na rok przerwy. Co pan będzie robił?

Sporą część czasu poświęcę mojej inicjatywie charytatywnej Water.org. Działamy w kilkunastu krajach, ale najprężniej w Indiach.Rozwijamy w nieco zmienionej formie koncepcję mikropożyczek stworzoną przez nagrodzonego Noblem Muhammada Yunusa. Większości ludzi mikropożyczka kojarzy się z czymś, co ma zapewnić ci dochód: ja ci dam pożyczkę, ty kupisz maszynę do szycia i za jej pomocą uszyjesz ubrania na sprzedaż. My robimy coś innego – za mikropożyczkę można zyskać podłączenie do kanalizacji. Innymi słowy kupujemy ludziom czas. Bo inaczej oni zmarnowaliby go, próbując zdobyć wodę. A tak mogą dłużej pracować i w ten sposób więcej zarobić. 99 proc. tych kredytów jest zwracane. Pierwszy milion odbiorców zbierał się przez 20 lat. Na początku tego roku mieliśmy ich już pięć i pół miliona, w tej chwili już osiem. To działa!

Czyli pochłonie pana działalność charytatywna.

I życie rodzinne. Trochę mam stracha, bo kiedy ostatni raz podjąłem decyzję, żeby zaszyć się w domu z najbliższymi, to z roku zrobiły się dwa lata. Żona jest moją pokrewną duszą, córki są wspaniałe. Kiedyś, jeszcze zanim zostałem ojcem, mój kolega po fachu powiedział mi, że aktor ma przewagę nad innymi tatusiami. Kiedy pracuje, bywa ciężko. Ale kiedy ma wolne, może być z rodziną na sto procent. I tak jest. Zwykle Luciana i dzieci są obok, gdy pracuję. Jeżdżą ze mną po całym świecie, co jest, oczywiście, miłe, ale oznacza też, że ostatnie kilka lat spędziliśmy w trasie. Przyszła pora, żebym ja dostosował się do nich.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »