Sharon Stone: Nowy początek

Po udarze musiała na nowo uczyć się mówić i chodzić. To doświadczenie zmieniło jej priorytety, ale nie osobowość. Nie uznaje tematów tabu, odważnie mówi o walce z dyskryminacją ze względu na wiek. Teraz powraca w wielkim stylu.

 

Podobno na planie serialu „Mozaika” uderzyłaś swojego kolegę.

Nie przesadzałabym – nie uderzyłam, tylko spoliczkowałam, a zanim to zrobiłam, zapytałam go o zgodę.

Zasłużył na to?

Prosił się o to bohater, w którego się wcielił. Na planie poczułam, że tylko jeśli dostanie ode mnie w twarz, emocje, na których oparta jest nasza interakcja, będą mogły właściwie wybrzmieć. Nie było tego w scenariuszu. Fakt, walnęłam go tak, że zobaczył gwiazdy i przez kilka minut nie słyszał nic poza dzwonieniem w uszach, ale scena wyszła świetnie, więc ani on, ani ja nie żałujemy. Chociaż nie powinnam mówić za niego.

Przepraszam, ale czy sięganie po przemoc, żeby podkręcić scenę, to na pewno dobry pomysł?

Wiesz, ja jestem staroświecka i uważam, że raz na jakiś czas kobieta ma prawo spoliczkować mężczyznę.

Twoi partnerzy dostawali w twarz?

Zdarzało się.

Jesteś bardzo pewna siebie, zupełnie jak twoja bohaterka, która boi się tylko jednej rzeczy – starości.

Ja się nie boję, bo nie mam do tego prawa. Dostałam od matki natury wspaniałe geny. Mogę więc jedynie dziękować za to, że mam możliwość się zestarzeć. Mało brakowało, a nie doświadczyłabym tego. Ten proces będzie postępował, a ja mam nadzieję oglądać go w lustrze. Chcę patrzeć, jak dorastają moje dzieci, i chcę, żeby widziały, jak ich matka się starzeje. Cieszę się, że choć moje ciało zaczyna się sypać, mogę grać, że wciąż jestem obsadzana i że wytrzymuję fizyczne obciążenie związane z pracą na planie. Jakiś czas temu w ogóle nie myślałam, że będę zdolna wrócić do grania. Po udarze i wylewie krwi do mózgu nie byłam w stanie wykonywać najprostszych czynności, wszystko sprawiało mi ból i trudność.

Uczyłaś się grania od nowa?

Grania? Uczyłam się od nowa mówić, pisać, chodzić, podnosić. Byłam jak miesięczne dziecko, startowałam od zera, bez pomocy tych, którzy powinni być obok. Najszybciej zapomniało o mnie Hollywood, niektórzy – jak mi się wtedy wydawało – przyjaciele zostali na trochę dłużej, ale czas szybko zweryfikował, kto faktycznie zasłużył na to miano. Przez większość czasu byłam kompletnie sama, ale przetrwałam to i dziś przyszłam na spotkanie z tobą o własnych siłach, więc zamiast strachu przed starością towarzyszy mi wyłącznie wdzięczność za nią.

Potrafisz zrozumieć obawy swojej bohaterki?

Oczywiście, odkrywanie kolejnej zmarszczki na twarzy rano czy oglądanie tego, co dzieje się ze skórą na twoich udach, nie jest niczym przyjemnym. Kobieta w pewnym wieku zaczyna przypominać skarpetkę, która zsunęła się z kostki, i to jest fakt. Trzeba to zaakceptować, strach w niczym nie pomoże. Tak jak powiedziałam, dostałam wspaniałe geny, więc u mnie ten proces postępuje bez łez i histerii, ale ja jestem szczęściarą. W moim przypadku w starzeniu się straszne jest coś zupełnie innego.

Co takiego?

To, że w każdym materiale, jaki się na mój temat ukazuje, jestem wymieniana z datą urodzenia. Jeszcze dziesięć lat temu, kiedy o mnie pisano, po moim nazwisku pojawiała się informacja „nominowana do Oscara za »Kasyno« Martina Scorsesego”. Teraz zamiast niej podaje się w nawiasie liczbę lat. To tak jakby ktoś cały czas straszył mnie, że robię coś nieodpowiedniego, bo już nie jestem młoda, takie napiętnowanie jest okropne. Niedawno byłam z moim młodszym przyjacielem na kolacji. W mediach zawrzało, że 59-letnia Sharon Stone przygruchała sobie o 20 lat młodszego chłopaka. Gdybym miała 40 lat, nikogo nie obchodziłoby, że wychodzę z kimś o połowę młodszym. Okazuje się, że w wieku 60 lat trzeba uważać na metrykę znajomych, bo pojawiają się ostre przedziały wiekowe i z niektórymi nie wypada już utrzymywać przyjaźni. Starsze osoby są spychane do getta, to dehumanizujące i odbierające godność. Nie mogę spotkać się z nikim, żeby w mediach natychmiast nie obliczano różnicy lat między nami.

Ty nie kłamiesz na temat swojego wieku, a wiele twoich koleżanek po fachu tak robi.

Boją się, że będą odrzucane na castingach nie z powodu tego, że nie pasują do roli fizycznie albo temperamentem, tylko z powodu wieku właśnie. Żyjemy w czasach, kiedy to, ile mamy lat, jest stosunkowo łatwo zafałszować, wystarczy dobry makijaż, odpowiednie ubranie albo zdolny chirurg. Gorzej, gdy przylgnie do ciebie etykieta, która nijak się ma do twojego wyglądu, wtedy zaczynają się problemy. Dziś starość nie objawia się fizycznie, tylko przez liczbę lat.

W pracy też to odczuwasz?

Coraz częściej. Reżyserzy obsady mają problem: czy obsadzić obok mnie aktorkę, która ma 75 lat, ale wygląda na 60, czy mnie – niewyglądającą na 60 – obsadzić w roli 40-latki. Ale tu pojawia się kolejny dylemat, bo ludzie dzięki doniesieniom medialnym wbili sobie do głowy, że ja nie mam 40, tylko 60 lat. To błędne koło, które doprowadza do wykluczeń.

Nie wierzę, że Sharon Stone może być wykluczona z produkcji z jakiegokolwiek powodu. Jesteś przecież ikoną, na pewno wszyscy ci nadskakują i walczą o ciebie.

Na szczęście pracuję z profesjonalistami. Oczywiście, to, o czym mówisz, zdarza się i jest bardzo przydatne, ale wtedy, gdy chcę zarezerwować stolik w obleganej restauracji, a nie kiedy na przykład spóźnię się na zdjęcia. Na planie nikt się ze mną nie cacka, dostaję po uszach tak samo jak inni.

Zdarza ci się zawalić coś w pracy?

Teraz moje życie prywatne wygląda inaczej, niż kiedy byłam u szczytu kariery. Mam trójkę adoptowanych dzieci. Są nastolatkami i wymagają ode mnie nieustannej uwagi. Jeden z nich jest w szóstej klasie, więc teraz potrzebuje jej najwięcej. Pamiętam dzień na planie „Mozaiki”, kiedy tuż przed włączeniem kamery odebrałam SMS od jego nauczycielki. Pisała o bójce w szkole. Odpisywałam w pośpiechu, przerażona i niepewna, czy mój syn był ofiarą, czy może sprowokował bójkę. Jednocześnie pisałam do niego, żeby się dowiedzieć, czy wszystko w porządku, i zapewniałam ekipę z reżyserem Stevenem Soderberghiem na czele, że jestem gotowa do pracy. Pogodzenie roli samotnej matki i aktorki wymaga nie lada zdolności.

Dlatego na jakiś czas ograniczyłaś aktywność zawodową?

„Ograniczyłam” to dobre słowo. Nie chcę mówić, że zniknęłam, bo jak tylko stanęłam na nogi po udarze i wylewie, od razu wróciłam do grania. Wcześniej jednak zdobyłam się na decyzję, aby do mojego adoptowanego syna dołączyła dwójka kolejnych dzieci. Chciałam poświęcić im tyle czasu, ile potrzebowali, dlatego godziłam się na udział jedynie w projektach, które wymagały nie więcej niż dwa tygodnie mojej obecności na planie. Dzięki temu mogłam zachować ciągłość w pojawianiu się na ekranie, ale nie robiłam tego ich kosztem. I mogłam pozwolić sobie na swobodne poszukiwanie ról, które mnie satysfakcjonują.

Jesteś wybredna?

Nie powiedziałabym tak o sobie. Potrafię docenić dobrze napisane postacie. Z tym że ja nie jestem osobą, która w czasie lektury scenariusza będzie zwracać uwagę jedynie na role kobiece. Mnie nie interesuje, czy bohater jest mężczyzną, czy kobietą, tylko to, czy postać jest dobra. Jeśli tak, to chcę ją zagrać.

Sugerujesz twórcom zmianę płci bohatera pod siebie?

Oczywiście, dlaczego miałabym tego nie robić? Nie żyjemy już w czasach, kiedy podział na męskie i żeńskie jest radykalny. Dziś kobiety w kinie mają mnóstwo męskich cech, a mężczyźni kobiecych i nikogo to nie dziwi. Kilka razy zgłosiłam pomysł zmiany płci bohatera i zdarzyło się, że dostałam rolę, która pierwotnie była przewidziana dla mężczyzny.

Dorobiłaś się tytułu seksbomby lat 90., dla wielu byłaś archetypem kobiecości, a dziś burzysz granice płci?

Ile ja się napracowałam, żeby ten tytuł osiągnąć! Kiedy przyjechałam do Los Angeles 40 lat temu, byłam nikim. Ja, dziewczyna z Pensylwanii, która nosiła okulary na nosie, odkąd skończyła pięć lat, zamarzyłam sobie o branży aktorskiej, do której nijak nie pasowałam.

Dlaczego?

Przez moje atletyczne ciało, które nie mieściło się w ówczesnym kanonie piękna. Na topie były chude modelki, więc byłam przekonana, że nikomu się nie spodobam i nie zrobię kariery.

Kiedy nabrałaś przekonania, że może się udać?

Kiedy wystąpiłam u boku Arnolda Schwarzeneggera w „Pamięci absolutnej” Paula Verhoevena z 1990 roku. Ten film w pełni wyeksponował moje mięśnie, które – jak się okazało – znalazły swoich fanów. Pomyślałam sobie wtedy: „Teraz albo nigdy”, i zdecydowałam się na sesję w „Playboyu”. To była przepustka do kariery. I ona rzeczywiście potoczyła się bardzo szybko – choć niebezboleśnie – po roli w „Nagim instynkcie” tego samego reżysera z 1992 roku. Tylko, proszę, nie pytaj mnie teraz o to, czy jestem jedną z aktorek, które mogą się podpisać pod #MeToo.

Dlaczego mamy ominąć ten temat?

Powtórzę to, co już mówiłam: jestem w tej branży od 40 lat. Naprawdę widziałam już wszystko.

Zmienia się na lepsze?

Tak, jest lepiej niż wtedy, kiedy zaczynałam. W latach 80. i 90. aktorki, które były w wieku, w którym jestem teraz, grały pocieszne babcie albo wredne teściowe. Dziś, także dzięki przełomowi telewizyjnemu, mamy znacznie bogatszą ofertę. O tym, jak szybko te zmiany postępują, przekonałam się po chorobie. Kiedy doznałam udaru i wylewu krwi do mózgu, siłą rzeczy wypadłam z obiegu. Po powrocie okazało się, że sytuacja wygląda już odrobinę inaczej niż wcześniej, że więcej kobiet dochodzi do głosu, że na aktorki patrzy się nie tylko jako na ozdobniki, ale i na pełnoprawne bohaterki. To bardzo budujące, zwłaszcza kiedy wchodzi się na plan takiego serialu jak „Mozaika”, który jest moim właściwym powrotem do dużej roli.

Jak się czujesz podczas tego powrotu?

Boję się. Jestem naturalnie bardzo podekscytowana, ale też granie mniejszych ról oddaliło mnie od tych emocji, które towarzyszą pierwszemu planowi. Stanie na czele jakiegoś projektu jest przytłaczające i trudne. Od dawna tego nie robiłam, spędzałam czas w domu, w otoczeniu ludzi, którzy mnie bezgranicznie kochają i nigdy nie krytykują. Teraz znów wystawiam się pod pręgierz opinii publicznej. No i nie ma co ukrywać, boję się o kolejne role, bo na planie „Mozaiki” przekonałam się także, co to znaczy, że twoje ciało z wiekiem staje się coraz mniej wytrzymałe. Poczułam, jak szybko się teraz męczę, że nie mogę już sobie pozwolić na spontaniczne działanie. Muszę planować to, co chcę danego dnia zrobić, i nie mogę tego planu zbyt mocno modyfikować. Teraz nie odpowiadam już tylko za siebie, ale za całą moją rodzinę. Nie mogę nawalić przez brak rozwagi. Zamierzam się oszczędzać i pilnować. Ale grać będę dalej.

 

Sharon Stone
aktorka słynąca z urody i wysokiego ilorazu inteligencji. Nagrodzona Złotym Globem i nominacją do Oscara za rolę w „Kasynie” Martina Scorsesego. Matka trzech adoptowanych synów. Teraz można ją oglądać w serialu HBO „Mozaika” w reżyserii Stevena Soderbergha.