Autopromocja
1200300
1200300
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. Aleksandra Mirosław w pierwszym wywiadzie po ogłoszeniu zakończenia kariery sportowej: „Odchodzę na swoich warunkach”

Aleksandra Mirosław w pierwszym wywiadzie po ogłoszeniu zakończenia kariery sportowej: „Odchodzę na swoich warunkach”

Aleksandra Mirosław (Fot. Bartek Wieczorek/ Visual Crafters)
Aleksandra Mirosław (Fot. Bartek Wieczorek/ Visual Crafters)
Nie wywalczyłaby olimpijskiego złota, gdyby nie odwaga, żeby przyznać, że ma problem i potrzebuje pomocy. Aleksandra Mirosław opowiada nam o stanach lękowych, pracy z psychologiem, swoich pasjach i… wojsku.

Fragment wywiadu z miesięcznika „Zwierciadło” 4/2026.

Magda Rosłaniec: Klasa. Odejść w dobrym momencie jako mistrzyni olimpijska” – skomentował jeden z twoich kibiców. Byłaś wyraźnie poruszona, kiedy ogłaszałaś decyzję o końcu kariery. Długo przygotowywałaś się do tego kroku?

Aleksandra Mirosław: To była dobrze przemyślana decyzja. Zapadła już dawno i podjęłam ją wspólnie z całym moim zespołem, przede wszystkim z Mateuszem, który jest moim trenerem, a prywatnie mężem.

Już na początku kariery wiedziałam, że chciałabym zejść z tej sceny, kiedy będę na szczycie, a nie zmuszona kontuzją, chorobą, brakiem pieniędzy czy czymkolwiek, co uniemożliwiałoby mi starty. Czuję się dobrze z tą decyzją, co nie oznacza, że łatwo było ją podjąć. Kiedy usiadłam przed kamerą i zaczęliśmy nagrywać moje oświadczenie, nagle dotarło do mnie, że this is it: uświadomiłam sobie, że zamykam kawał życia, że kończy się rozdział, który dużo mnie nauczył i ukształtował jako człowieka.

Poczułaś też ulgę, że już nie będzie presji?

Nie nazwałabym tego ulgą. To raczej zadowolenie, że odchodzę na moich warunkach, z pełną szczerością wobec siebie, kibiców, partnerów i sponsorów.

Dziś każdy już wie, że to mój ostatni sezon. I powiedziałam to właśnie po to, żeby zamknąć wszelkie spekulacje i tworzące się historie. Do tego sezonu przygotowuję się dokładnie tak samo, jak do każdego poprzedniego. Oczywiście sport nie daje żadnych gwarancji, ale ta decyzja nie wynika z formy, jest świadomym wyborem. Chciałam po prostu postawić kropkę i zrobić to na własnych zasadach.

Nie wyobrażałam sobie momentu, kiedy schodzę ze sceny w Krakowie w lipcu 2026 i mówię po wszystkim, że to był mój ostatni start w Pucharze Świata. Nie byłoby to w porządku wobec kibiców i partnerów i bardzo by mnie obciążało psychicznie. Nie potrafię kłamać, ukrywać czegoś, bardzo cenię w życiu szczerość.

Czytaj także: Ewa Pajor: „Jestem lepszą piłkarką dzięki błędom, które popełniam. Budują mnie też jako osobę”

Masz pomysł na życie po życiu w wieku 32 lat?

Mam dużo planów. Myślę, że nie będę się nudzić na sportowej emeryturze. Już od wielu lat mój menedżer dba o to, żebym po skończonej karierze mogła rozwijać projekty, które są bliskie mojemu sercu. Chciałabym zająć się popularyzacją aktywności fizycznej wśród dzieci. Już działa w Lublinie moja Akademia 6.02 dla dzieci i jest duża szansa na to, że będziemy mieć filie w największych miastach. Fundamentem są zajęcia ogólnorozwojowe z elementami wspinaczki, stawiamy na to, żeby dzieci się po prostu ruszały, ćwiczyły, nie chodzi o profesjonalne trenowanie. Drugi projekt, również bliski mojemu sercu to 6.02Up! Games – zawody dla dzieci, które chcą spróbować swoich sił, zobaczyć, jak wygląda rywalizacja i dobrze się przy tym bawić.W ogóle uważam, że sport juniorski powinien być zabawą, na stres i presję przyjdzie czas.

Inwestuję również w start-up ReClimb, czyli interaktywne ścianki wspinaczkowe dla dzieci. W zeszłym roku zrobiliśmy na nich cykl zawodów Orlen Liga Wspinaczkowa – gdzie dzieci rywalizowały w drużynach, ucząc się współpracy, zaufania i budując relację.

Wszystkie te aktywności nie mają na celu znalezienia następczyni Oli Mirosław, chcemy raczej pokazać, że aktywność i ruch mogą być fajną zabawą. A jeśli po drodze trafi się wybitny talent, wtedy pomogę skierować go w odpowiednie ręce i do ludzi, którzy będą potrafili się nim zaopiekować.

Widzisz się tam w roli trenerki, mentorki?

Nie nadaję się na trenera, przede wszystkim nie mam odpowiedniej wiedzy. Zawsze byłam zawodniczką prowadzoną przez trenera, nigdy nie trenowałam sama, dostaję gotowy plan do wykonania i go realizuję. Natomiast w roli mentorki mogłabym się odnaleźć. Lubię mówić o tym, co przeżyłam. O doświadczeniach, które były łatwe, przyjemne, i o tych, które bolały. Właśnie one ukształtowały mnie najmocniej. Przez te wszystkie lata nauczyłam się jednego: że z każdej sytuacji można coś zabrać, nawet jeśli w danym momencie wydaje się to niemożliwe.

Czytaj także: Jak uczyć młodych ludzi radzić sobie z porażką? Pytamy Darię Abramowicz, psycholożkę Igi Świątek

Co było tą najcięższą lekcją?

Najtrudniejszym momentem były dla mnie Mistrzostwa Świata w Bernie w 2023 roku. To tam po raz pierwszy doświadczyłam stanu lękowego. Miało to miejsce po półfinale, gdzie po raz pierwszy od bardzo wielu lat odpadłam od ściany. W jednej chwili przekreśliło to moje szanse na kwalifikację olimpijską do Paryża na tej imprezie.

Jak rozpoznałaś, że był to stan lękowy?

Wtedy nie potrafiłam tego rozpoznać. Dopiero później, dzięki rozmowom z psycholożką Darią Abramowicz, z którą pracuję od grudnia 2023 roku, zrozumiałam, czym było to, czego doświadczyłam. Tło tamtego czasu było takie, że od 2018 roku wygrywałam praktycznie wszystko – biegi, zawody, mistrzostwa, pobiłam wielokrotnie rekord świata. Przez pięć lat każdy kolejny start był pewniakiem, bardziej do odhaczenia niż przeżycia. Atmosfera w środowisku była taka, że zawodnicy, trenerzy, dziennikarze jeszcze przed zawodami wieszali mi złoto na szyi. Mówiło się, że z dwóch miejsc do zdobycia na igrzyska w sumie jest tylko jedno, bo to drugie „na pewno bierze Mirosław”. Presja była ogromna. A ja kompletnie nie byłam świadoma tego, co dzieje się ze mną w środku.

Bardzo dobrze pamiętam moment, kiedy odpadłam od ściany. Poszłam do Mateusza i strasznie chciałam coś czuć: złość, smutek, rozpacz, rozczarowanie, cokolwiek, a nie czułam nic. Żadnych emocji, jakby dusza opuściła ciało. Zamarłam. Byłam w totalnym zamrożeniu. Mateusz spojrzał mi wtedy w oczy i zobaczył pustkę. Po pewnym czasie przyznał, że był wtedy przerażony moim stanem.

Potem przyszło poczucie winy. Tyle poświęciliśmy na przygotowania i nie udało się. Czułam, że zawiodłam, bo nie zdobyłam biletu do Paryża. Do następnego startu kwalifikacyjnego w Rzymie zostały cztery tygodnie. To był najmroczniejszy okres w mojej karierze. Fizycznie było wszystko dobrze, miałam formę, ale podchodziłam do ściany ze łzami w oczach, nie mogłam złapać oddechu przed biegiem i po nim. Rano wstawałam z myślą, że nie chcę trenować. Często płakałam. Towarzyszyły mi bezsilność, smutek, pustka. Chciałam po prostu zniknąć. Funkcjonowałam wtedy tylko dzięki Mateuszowi, to on przez te cztery tygodnie sprawiał, że wstawałam z łóżka, szłam na trening, trzymałam dietę i pilnowałam suplementacji. To był trudny czas i dla niego, i dla mnie. Zwłaszcza że nie wiedzieliśmy jeszcze, co się ze mną dzieje.

Aleksandra Mirosław (Fot. Bartek Wieczorek/ Visual Crafters) Aleksandra Mirosław (Fot. Bartek Wieczorek/ Visual Crafters)

Czytaj także: Nie przełamuj lęku, przejmij nad nim kontrolę – radzi psychiatra i psychoterapeuta dr hab. Sławomir Murawiec

I w takim stanie pojechaliście do Rzymu na kwalifikacje olimpijskie.

Dzień przed finałami siedziałam na łóżku i znów wpadłam w rozpacz. Miałam w głowie tylko jedno pytanie: „Co będzie, jeżeli teraz mi się nie uda, nie wywalczę kwalifikacji na igrzyska?”. Nie potrafiłam się uspokoić. Im bardziej próbowałam zatrzymać myśli, tym mocniej narastał we mnie lęk. Dziś już wiem, że w momencie silnego lęku i reakcji na stres najważniejsze jest wyjść z głowy. Oderwać uwagę od myśli, które się nakręcają.

Brzmi prosto, ale w rzeczywistości takie nie jest. Pomaga oddech. Pomaga skupienie się na czymś konkretnym, na przykład na tym, co trzymamy w dłoni, gdzie patrzymy, co widzimy tu i teraz.

Czytaj także: Najpierw człowiek, potem tenis. Rozmowa z Sandrą Zaniewską, trenerką czołowych tenisistek świata

Mnie wtedy wyrwał z tych galopujących myśli obraz na ścianie, który paradoksalnie przedstawiał Wieżę Eiffla. To był moment, kiedy wyszłam z głowy. Przyszła ogromna ulga, emocje puściły, a napięcie znalazło ujście. Następnego dnia, tuż przed startem, było bardzo podobnie. Byłam już w strefie rozgrywkowej, gdzie siedzieliśmy z Mateuszem i on oddychał razem ze mną, bo znowu wpadłam w panikę. Rozpłakałam się. To był pierwszy raz, kiedy inni zawodnicy zobaczyli mnie w takim stanie. 15 minut później musiałam wyjść na finał. Miałam do zrobienia trzy biegi, które decydowały o moim występie na igrzyskach. Postanowiłam skupić się na każdym kolejnym biegu, nie myśleć o Paryżu, chciałam znów poczuć lekkość i przyjemność ze ścigania się. Koncentrowałam się na każdym kolejnym biegu i detalach, takich jak prósząca magnezja, kolor platformy startowej. To wszystko pozwalało mi nie uciekać myślami do przodu, tylko być tu i teraz. Wygrałam te trzy biegi i zdobyliśmy bilet na igrzyska.

Ale po Rzymie zwróciłaś się o pomoc?

Tak, wracając z Rzymu, wiedzieliśmy z Mateuszem, że mamy problem i że musimy się nim zająć. (…)

Aleksandra Mirosław urodziła się w 1994 roku w Lublinie. To najbardziej utytułowana zawodniczka w historii wspinaczki sportowej na czas, złota medalistka olimpijska z Paryża 2024, trzykrotna mistrzyni świata (2018, 2019, 2025), wielokrotna rekordzistka świata. Ambasadorka ORLEN Team.

Cały wywiad z Aleksandrą Mirosław przeczytacie w marcowym numerze miesięcznika „Zwierciadło”, dostępnym aktualnie w sprzedaży.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE