Dzień piętnasty….

…zaczyna się wcześnie rano. Jestem jako pierwsza na śniadaniu – wizja powrotu do fabryki ściąga mnie na równe nogi juz o szóstej. Szósta to magiczny fabryczny czas, od lat wstaję o szóstej a właściwie za kwadrans…

Mój mózg wie, że niedługo koniec laby i że trzeba zacząć działać jak zwykle.

Szkoda….

Ale takie jest życie

PODYSKUTUJ: