Wyklad…

Wyklad…

…wychodzi mi spontanicznie ale calkiem zgrabnie. Tak to jest – ternuje, trenuje, a jak przychodzi do spektaklu to wyglaszam produkt na bazie wytrenowanego oryginalu, ale tylko na bazie. Na zakonczenie wykladu dostaje w prezencie olbrzynia szklana waze na owoce produkcji lokalnego artysty. Po prostu swietne na podroz tylko z bagazem podrecznym. W glowie robie plan – w srodek wazy wrzuce brudne skarpetki i gacie a calosc owine w bluzke z wtorku.

Ucieka mi autokar do hotelu wiec ide na piechote. Piekny spacer, pogoda duzo lepsza, niz wczoraj, swieci slonce i tylko nikly wiatr.  W nagrode za dobrze wykonany obowiazek zapraszam sie na piwo na "moj" wczorajszy statek. Chce placic karta kredytowa – nie dziala. No swietnie – co ja zrobie, jak bede musiala ze wzgledu na pyl wulkanu tu dluzej zostac? Mam jeszcze troche gotowki, ale co bedzie… Odpedzam katastroficzne mysli. Bede sie martwic, jak przyjdzie co do czego.

W hotelu przebieram sie w dzinsy i schodze na dol, do autokaru, ktory czeka, aby nas zawiezc na beach party. Tak nam powiedzieli – beach party. Wioza nas przez miasto w kierunku szpitala. Wysiadamy. Przed nami hala sportowa. Wchodzimy. W srodku – piach. To hala to obiekt specjalny do beach volleyball czyli do siatkowki plazowej. Szwedzi sciagaja buty i skarpetki – ja i pare innych konserwatystow – nie. Moj powod jest prosty – nowe pantofle, ktore mialam caly dzien na nogach farbuja mi stopy na czarno. Szczoty trzeba ryzowej, aby te czern zmyc. A nie mam ze soba szczoty ryzowej, a z czarnymi kopytami nie mam ochoty sie prezentowac publicznie. Trudno, jestem niefajna.

Zaczyna grac muzyka. Upici w olimpijskim tempie cienkim piwem i kwasnym winem  Szwedzi (jak oni to robia?) ruszaja w plasy w takt "Johnny be good". W kieszeni wibruje mi telefon. Dzwoni moj fryzjer, aby umowic sie na ogladanie mebli cioci, ktora wlasnie odtransportowana zostala do domu starcow. Znowu telefon – dzwoni praca, wyjasnil sie jakistam problem. Kolejne wibracje – dzwoni Towarzysz Odcinka, aby sie odmeldowac z domu. Mam sie nie martwic, wszystko jutro bedzie ponoc latac. Obiecuje sie nie martwic i ide na papierosa. Na dworze grupa bosonogich Szwedow w oblokach nikotyny opowiada sobie nawzajem, ze tak naprawde to oni nie pala i to tylko wyjatkowo z okazji zjazdu. Kolo dziesiatej zaczynaja podjezdzac taksowki wchlaniajac w siebie zataczajacych sie przodownikow medycyny. To takie nieeleganckie, mysle, zobaczyc schlanego szefa albo kolezanke z pracy. No ale jest jak jest. Niemcy w takich sytuacjach ulatniaja sie duzo wczesniej aby pic w malych wyselekcjonowanych grupkach. A butow to na pewno by sobie nie dali zdjac.

Docieram do hotelu. Jeszcze tylko check in na jutrzejszy (dzisiejszy) lot.

Jest pierwsza a ciagle jeszcze jasno.

PODYSKUTUJ: