I znowu…

I znowu…

…w drodze. Tym razem siedzie w pociagu i mkne w kierunku wybrzeza. Cel – Lübeck. Musze przesiasc sie w Hamburgu, ale to pryszcz, potem taksowka z dworca do firmy, ktora oddalona jest od miasta o pare ladnych kilometrow. A potem – ryba, jak to na wybrzezu. Wlasciciel firmy, czlowiek bogaty i ekscentryczny, ktory ciagle w firmie jest i trzyma reke na pulsie, lata temu zauwazyl, ze jedzeni ma wplyw na ludzi. Mianowicie – dobre jedzenie pobudza dobry humor i wzmaga przez to wydajnosc pracy, zle jedzenie wyzwala zly humor i konsekwentni wniska wydajnosc pracy. Pare lat tem "podkupil" wiec do swojej firmy kucharza z gwiazdkami z jednego z najlepszych hoteli hamburskich aby prowadzic stolowke pracownicza. Nikt nie wie, ile kucharz kosztuje, wielu podejrzewa, ze wiecej niz swietni naukowcy i specjalisci firmy. Niewazne – wazne jest to, ze za niebotycznie niska cene (liczona jest realna cena produktow) mozna super dobrze w tejze stolowce pracowniczej zjesc. Poza tym ludzie chetnie tam ida, rozmawiaja o pracy (co jest oczywiscie dobra dla firmy) i nie wychodza z pracy do pobliskich r

PODYSKUTUJ: