Dzien dobiega koncowi

Dzien dobiega koncowi

Ciezki byl, ale przezylam. Studenci, snieci jak muchy w smole i wysoce niezainteresowni niczym. Przyszlosc, cholera, medycyny. Jeden spoznil sie powaznie na zajecia. Wchodzi, siada bez slowa. Dzien dobry, mowie. Dzien dobry, odpowiada. Pan sie spoznil 15 minut, mowie na wszelki wypadek, gdyby on nie zauwazyl. Tak, odpowiada lakonicznie. I to wszystko. Wlasciwie powinnamgo wyrzucic, ale OK, do przodu. Jedziemy przez organy, schorzenia, metody leczenia. Schodzimy na dol, do kliniki, do pacjentow. Zostawiam ich z moimi kolezankami. O piatej zaczynamy odpytywanie. Spozniony studen belkocze cos niewyraznie. Zuzanna, moja kolezanka podsuwa mu pod brode kosz na smieci i kaze mu pluc. Jak to, dziwi sie belkotliwie student. Prosze wypluc gume do zucia i zaczac od poczatku, mowii Zuzanna i trzesie zachecajaco koszem na smieci. On pluje i przestaje belkotac, ale to, co opowiada nie bardzo ma sens. O pól do ósmej jestemy gotowi.

Jade do domu. Towarzysz Odcinka mial cos gotowac, ale zrezygnowal. Dzisiaj bylo 30 stopni i to morderstwo dodatkowo nagrzewac dom. Idziemy na kompromis i ladujemy w pobliskiej restauracji.

A teraz siedze na moim balkonie, rozpachnionym cedynskimi petuniami. Na niebie pare chmur – jedna wyglada jak wygniecione przescieradlo. Inna, jak racuch z cukrem-pudrem. Jest jeszcze pare blizn na niebie od przelatujacych samolotow. Nareszcie spokoj. Zaczyna sie troche ochladzac, i cale szczescie, bo przeciez przy takim upale to nie idzie spac!

Mysle o bialych nocach w Umea – taka jedna noc, to fajne, ale ja potrzebuje ciemnosci do spania. Ceimnosci i spokoju – zewnetrzengo i wewnetrznego. Ale na taki komfort rzadko moge sobie pozwolic – w lesie, na przyklad. Las czeka nas – jedziemy znowu we srode wieczorem, czwartek to swieto panstwowe w Niemczech. Musze znowu naladowacmoje prywatne baterie, bo w piatek rano znowu w podorzy – do niedzieli wieczorem.Wiekszosc zjazdow odbywa sie, aby nie kolidowac z normalnym rozkladem pracy, na weekendy. Skutek jest taki, ze w niedziele w nocy wraca sie z takiego zjazdu a w poniedzialek do kieratu. Na pewno bylyby to atrakcyjne wyjazdy, gdyby widzialo sie cos poza lotniskiem, dworcem, hotelem i konferencyjnym centrum. A nie da rady zobaczyc, bo trzeba byc obecnym. Jezeli chce sie zostac troche dluzej, to nasza administracja zada wziecia urlopu i pokrycia kosztow podrozy. No wiec normalnie zostaje sie na niezbedne minimum i traci weekendy, na temat ktorych administracja nic juz nie ma do powiedzenia. Bo pracownicy naukowi nie maja prawa do nagodzin. No i tak wozimy sie pomiedzy przywilejami a obowiazkami, i nic z tego nie wynika. Nasza administracja jest troche tak, jak Kali z Pustyni i w Puszczy. Zle jest, jak ktos Kali ukrasc krowe. Dobrze jest, jak Kalil ukrasc komus krowe.

PODYSKUTUJ: