Nocny deszcz

….przepedzil bezdomnych spod rozlozystych konarów czerwonych buków w parku. Deszcz zmyl tez plamy, kupy, porozlewane piwo i inne takie. Jest czysto. Idac czysta parkowa alejka i gleboko oddycham czystym, drzewiasto-lisciastym powietrzem. Jest nowy dzien. Poczatek. Nie – nie dramatyzuj, nie poczatek konca. Poczatek poczatku. Jestem teraz i tu.

Pozytywne myslenie dobrze mi wplywa na rozklad jazdy pociagów – zdazam bez probelmu i juz po paru minutach jestem w centrum miasta. I tu opada moja euforia-poczetego-dnia. Na ulicy Inwalidów wszystko drzy w nakladajacej sie kakofonii mlotów pneumatycznych, wiertel, wylewaczy asfaltu i warkocie normalnych samochodów, które wdziecznie lawiruja pomiedzy bialo-czerwonymi slupkami. Jazda z przeszkodami – mysli mi sie zwiezle. Gdyby na przyklad takie samochody mialy spódniczki, to by to calkiem sexy wygladalo, takie na lewo-na prawo hops-w-góre i znowu w dól.  Ale nie maja spódniczek, puszczaja tylko spalinowe baki nieromatycznymi metalowymi odchodnicami i tyle mam z poczatku dnia.

W biurze stajnia Augiasza, a ja przeciez zaden Herkules. Pograzam sie. Dusze sie w papierach i w pilnych sprawach do natychmiastowego zalatwienia.

Kiedy wreszcie bedziemy porozumiewac sie telepatycznie? Zaoszczedziloby to tyle papieru i kadyjskich lasów….

Ale jakie niebezpieczne!

Oj, lepiej nie.

No to ide pisac.

PODYSKUTUJ: