Listopadowe slonce…

…ozlaca wyjatkowo cieply poranek. Ten rok jest dziwny i w ramach tych dziwów funduje nam kolejne przedluzenie indianskiej jesieni. Nowy, czarny dach, który jak kapelusz czarownicy ozdabia od paru miesiecy nasza kamienice ,blyszczy w tym sloncu i ten czarny kolor topnieje i przestaje byc tak zalobny, jak zwykle bywa.

Jeczmien w moim  oku ma sie dobrze i rosnie sobie pomalutku. Ja za to i nie rosne i nie mam sie dobrze. Jak to niesprawiedliwe, ze nasze cialo obraca przeciw sobie – w formie takiego na przyklad jeczmienia. Czy nie dosyc ma sie klopotów ze swiatem zewnetrznym? Noc straszna – pulsujace oko nie daje spac.

A potem ten królewski poranek.

Zmysly to byl super pomysl: móc widziec, móc slyszec, smakowac, weszyc i czuc dotykiem – o to przeciez chodzi, czyz nie? Ide cieszyc sie jesienia. Wszystkimi zmyslami. Z jeczmieniem.Trudno, przynajmniej nie jestem sama.

PODYSKUTUJ: