Slonce przygrzewa

… a co najwazniejsze – rozswietla – któtkie, ponure, styczniowe dni. Poza tym jest calkiem zimno… Chyba tylko przyszlemu bylemu niemieckiemu prezydentowi jest goraco. Dziennikarze wszelkich masci pracujacy dla najrózniejszego typu gazet i magazynów przesciguja sie w wyszukiwaniu obnizek cen, rabatów tudziez prezentów, które to Wulff lub jego obecna malzonka pobrali/otrzymali w ciagu ostatnich paru lat. Chodzi o wypozyczanie tudziez kupowanie samochodow, pobyty w hotelach, loty i takie inne.

Za duzo tego wszystkiego: troche temat „Wulff” spowszednial, troche sie ludzie uodpornili. A do tego – tematem dnia stal sie nowy Titanic, czyli niewesole losy statku Costa Concordia. „Costa Concordia” oznacza po polsku „wybrzeze zgody”. Wyglada na to, ze statek powinien nosic nazwe „wybrzeze niezgody” czyli Costa Discordia. Za duzo sprzecznosci, przedziwnych zbiegów okolicznosci a – co najwazniesze – za duzo, bo ciagle jeszcze 23 – zaginionych osób.

Wypadek, który pare dni temu zakonczyl w niemily sposób urlop ponad trzech tysiacy osób tudziez w równie niemily sposób pozbawil zycia jedenastu, pokazal ze calkowite bezpieczenstwo na wodzie (mimo XXI wieku…) to sprawa niepewna. Do tego dochodzi watpliwej jakosci postac kapitana Costa Concordia, który to kapitan ewakuowal sie przedzwnie szybko, zanim jeszcze wszyscy pasazerowie zdazyli opuscic statek. Kapitan tlumaczy sie, ze pomagajac pasazerom wchodzacym do lodzi ratunkowej potknal sie i wpadl do tejze lodzi zupelnie niechcacy i przypadkiem. No cóz, przypadki chodza po ludziach. Ale ZNACZY KAPITAN, on nigdy by czegos takiego nie zrobil.

PODYSKUTUJ: