Rankiem

…znajduje na trawniku duza, ruda, martwa wiewiórke. Jest trówymiarowa, czyli nie przejechal jej samochód. Lezy na grzbiecie, na pyszczku zakrzepla piana krwi. Nie mam przy sobie plastikowej torby czy czegos w tym rodzaju – trudno, zostawiam wiewiórke tam gdzie jest. Dwiescie metrów dalej jest urzad porzadkowy, zglaszam i prosze, zeby wiewiórke obejrzal weterynarz i zeby pobrano próbki na bakterie i wirusy.

Pani porzadkowa mozolnie spisuje skomplikowana sprawe wiewiórki na specjalnym, niebieskim papierze z nadrukiem „Urzad Porzadkowy”. Jest wlasnie przy wypelnianiu tak zwanego „adresu zajscia”. „Jaki tam jest numer domu?” pyta pani porzadkowa. „Tam nie ma domu, to ulica przy parku” wyjasniam grzecznie. „No to jaki jest numer domu najblizszego temu parkowi?” nie daje sie zbic z pantalyku pani porzadkowa. „Nie wiem” mówie „Jak to nie wiesz?” denerwuje sie porzadkowa moim brakiem znajomosci przepisów „Nie wiesz, a zglosic chcesz …” jest teraz pelna pogardy dla mojej niechlujnosci. Przysuwam sie do niej i konspiracyjnie szepcze do ucha „A moze wiewiórka byly zarazona wirusem EBOLA? A moze to wscieklizna?” Porzadkowa odskakuje i nagle okazuje sie, ze numer domu, którego nie ma, niepotrzebny.

Z powodu wiewiórki ucieka mi pociag, ale to nic, sadowie sie wygodnie w metrze. Czytam „Przyjaciólke” sprzed miesiaca, horoskop na pierwsza polowe stycznia enigmatyczny, trudno nawet powiedziec, czy sie sprawdzil czy nie.

Na scianie metra zólta tablica z napisem:
„dla Twojego bezpieczenstwa monitorujemy stacje przy pomocy kamer video”.
Proponuje zmienic na
„dla Twojego bezpieczenstwa monitorujemy stacje przy pomocy kamer video. Twoje pobicie i ewentualna smierc beda pózniej szczególowo zanalizowane przez naszych specjalistów”.

PODYSKUTUJ: