Ironiczny napis na scianie glosi:

…„Na emeryture w wieku stu lat…?”. Przechodze kolo niego codziennie i codziennie zastanawiam sie, czy dozyje. Wiek emerytalny w Niemczech zmienil sie kilka lat temu i wynosi 67 lat (dla kobiet ten sam co i dla mezczyzn, równouprawnienie mamy). Ale sto? Czy bede mogla sie w wieku stu lat wspinac sie na moje czwarte pietro bez windy? Czy bede w ogóle cos widziec i cokolwiek jeszcze wiedziec? Sto lat – wyspiewuje sie solenizantom, ale czy naprawde to dobre zyczenie?

Przypomina mi sie pyszna historia o Jeanne Louise Calment. Otóz owdowiala i bezdzietna Jeanne, majac lat 85 zaproponowala pewnemu notariuszowi nastepujaca umowe: on zapewni jej dozywocie a ona w zamian za to zapisze mu jej posiadlosc z domem. Notariusz sie zlakomil na latwy kasek i podpisal. Któz mógl wtedy wiedziec, ze  notariusz wyzione ducha duzo wczesniej niz Jeanne… Umowa byla umowa i utrzymywanie Jeanne (która do 110 urodzin mieszkala samotnie w swoim domku, jezdzac na rowerze po zakupy do miasta) musiala po smierci notariusza przejac jego rodzina (przeklinajac dzien, w którym notariusz podpisal papiery).

Jeanne to jedna z najstarszych kobiet swiata… zmarla majac lat 123. Skad sie ta dlugowiecznosc u Jeanne wziela? Nie uprawiala zadnych specjalnych diet, a wrecz przeciwnie: palila i pila :-) Oprócz zaopatrzeniowych podrózy rowerem do miasta nie uprawiala zadnych sportów. Tak wyszlo? Nie – bylo cos szczególnego w jej zyciu: Jeanne nigdy w zyciu nie pracowala. Nie potrzebowala, poniewaz maz byl bogatym czlowiekiem a po jego smierci utrzymywal ja notariusz. Czyli tu jest pies pogrzebany – malo zmartwien doczesnych…

No trudno, nie mam szans na pobicie rekordu – ale na emeryture w wieku lat 100 to poprosze – nie.

PODYSKUTUJ: