Biedna Kubanka

….wpadla prosto w srodek srogiej zimy, to szok podwójny albo i wiecej – mega szok: obcy kraj, obcy jezyk, obce jedzenie, obce zwyczaje i obca pogoda. „Zimno” – mówi, trzesac sie okrutnie i patrzac na mnie z wyrzutem. A nie jest nawet posiadaczka czapki…

Moja pierwsza kanadyjska zime spedzilam ubrana we wszystkie ubrania jakie tylko mialam. Wielowarstwowo. Zycie we wnetrzu lodówki bylo dla mnie niewyobrazalne – za kazdym razem kiedy mialam wyjsc na zewnatrz chcialo mi sie plakac. Ale juz nastepna zima wcale nie byla taka straszna i kiedy temperatura wzrastala powyzej -20 C to zdejmowalam czapke, bo bylo mi za goraco. Temperature ponizej -20C poznawalam po tym, ze przy mruganiu zamrazaly rzesy, zelpiajac oko.

Czyli ze wszystko – nawet zimno – jest wzgledne…

Do jednego nie moglam sie jednak wcale przyzwyczaic – do dlugosci zimy. Trwala ona czesto od polowy wrzesnia do konca maja, czyli niewyobrazalnie dlugo. Wielu nie moze tego wytrzymac i dlatego wyjezdzaja na poludnie – Floryda, Texas, Arizona no i oczywiscie Kalifornia – aby tam wygrzewac w sloneczku skostniale stawy. Amerykanie nazywaja zimujacych Kanadyjczyków „ptakami snieznymi” (snow birds).

Kubanka obiecuje, ze nastepnym razem przyjedzie latem. Tak jak inny ptak, nie sniezny, ale Feniks….

PODYSKUTUJ: