Zmeczone oczy Oscara

….którego rano wyrywam ze slodkiego snu, patrza na mnie pelne wyrzutu. Znowu pakuje go do walizki. Dzisiaj po poludniu jedziemy do Hamburga a potem do Lubeki. Jeszcze tylko ta podróz i jeszcze na koniec miesiaca jeszcze tylko jedna i bedzie spokój na pare tygodni. Na poczatku kazdego roku zawsze mi sie wydaje, ze bede bardzo stacjonarna a potem okazuje sie, ze nie bardzo wychodzi.

Kiedys podróze byly czyms egzotycznym i bardzo chcianym ale z czasem staly sie dopustem bozym, bo przeciez kto to widzial, zeby starsza pani ciagle siniaki miala na nogach od tluczenia sie z walizka po tym swiecie. Pakowanie sie, rozpakowywanie sie, zapomniane szczoteczki do zebów i kremy na noc, zagubione walizki, zastepcze kosmetyczki i podkoszulki z linii lotniczych … Pamietam przebudzenia, kiedy nie wiedzialam, gdzie jestem i ogarniala mnie panika… Ale wiek ma tez swoje dobre strony – przestalam panikowac, koncentruje sie na zadaniu do wykonania i wio, dalej.

A ze Lubeka slanie z marecpanu a Towarzysz Odcinka za nim przepada, wiec wiadomo juz, z czym bede wracac. Serduszka z marcepanu, jaja marcepanowe (Wielkanoc przeciez juz blisko), marcepanowy nougat, mokka marcepanowa i inne takie. Przyjemne z pozytecznym. Pozyteczne z przyjemnym.

PODYSKUTUJ: