Wspaniala sloneczna niedziela

…. poprzedzona jest sobota. Sobota pelna niespodzianek – pierwsza niespodzianka to wieczór w operze, w programie Czarodziejski Flet Mozarta. Pierwszy raz mam okazje obejrzec ten spektakl w wersji niemieckiej I do tego w Niemczech.  Wspaniale przezycie, wspaniali muzycy, swietna inscenizacja. Od pierwszej do ostatniej kropli – genialne przezycie.

Wracamy do domu póznym wieczorem, dobrze po pólnocy. Kamienica pelna zycia – sasiedzi swietuja urodziny. Policja interweniowala juz dwukrotnie, informuja nas sasiedzi, w rezultacie przyjecie przesuwa sie z balkonu na klatke schodowa. Cierpimy okropnie, glosna umpa-umpa muzyka i dobrze napici goscie troszcza sie o nasz calkowity brak snu. Przyjecie wygasa okolo ósmej rano.

 „My tez kiedys bylismy mlodzi” mówi szczodrobliwie Towarzysz Odcinka. A ja – ja obmyslam przerózne metody pozbawienia sasiadów i ich gosci zycia. Moje mordercze instynkty zadziwiaja mnie sama. Obmyslam plan A i plan B, obydwa 100 procentowo pewne. Rano wychodzimy i spotykamy na klatce schodowej sasiadke – sprzata. „Ja bardzo przepraszam” – mówi i widocznie kurczy sie w oczach pod moim morderczym spojrzeniem „na pewno bylismy glosni”. „Byliscie” potwierdzam i przeszywam ja wzrokiem Bazyliszka. Ona kurczy sie jeszcze bardziej, robi sie czerwona na twarzy, a mnie robi sie glupio. Porzucam mordecze plany i wybaczam. Nie zapominam – ale wybaczam. Niech tam. Do nastepnych urodzin…..

PODYSKUTUJ: