Ostatni wieczór

…w miescie Lodzi. Laduje na przyjeciu w irlandzkim pubie przy ulicy Piotrkowskiej. Sa solenizanci, ale niejasne (dla mnie) jest co sie swietuje – urodziny, imieniny, rocznice slubu…? Niewazne, swietujemy i juz. Piwnica pelna ludzi – Magda przedstawia mnie Kasi, Markowi, Jurkowi, Mackowi, Basi, Monice, Uli i wielu innym . Sciskamy sobie dlonie, spiewamy „sto lat” a potem „niech ci gwiazdka”. Fajnie jest. Troche jak w filmie – nie naleze, ale mam mozliwosc obejrzec czesc czyjegos zycia. Przez witryne.

Odreagowuje ostatnie dni pracy przy piwie marki Okocim. Dobre jest, troche slodkie, ale dobre – a przede wszystkim zimne, i to jest dobre. Pije sobie w kaciku i patrze jak moje pokolenie z rocznika ataku w Zatoce Swin podryguje przy muzyce DJ’a. Panie w wiekszosci maja swietne figury, panowie sa bardziej pokazni, ale pod garniturami nie tak bardzo widac.

Pokazuje Magdzie na jedna z pan – jest pieknie ubrana, ma super fryzure i makijaz. „Jak ona swietnie wyglada” mówie do Magdy z podziwem. „A tak, mówi Magda, ona po operacji i chemoterapii pare lat temu odzyskala figure i chec do zycia”.

Zycie z odzysku…? Czy trzeba przejsc przez pieklo, zeby móc znowu cieszyc sie tym, czym sie cieszylo trzydziesci lat temu?

PODYSKUTUJ: