Spodziewany przebieg dnia…

… przeszedł oczekiwania.

W nocy melduje się jeden z pracowników z pogotowia ratunkowego – ma zapalenie nerek i pęcherza. Bilans kolejnego pracownika po wypadku samochodowym – urazy głowy i złamany nos. Chore dziecko kolejnej pani albo pospolita grypa kolejnej pani  nie robią już na mnie większego wrażenia.

Wrażenie natomiast  robi rozmowa z przedostatnią pracownicą.  Powoli i spokojnie, pokonując słowa  jak lodołamacz pokonuje grube pokłady lody, mówi
Zmarł mój syn. Pogrzeb we czwartek. Czy mogę jechać?
Oczywiście, mówię, że możesz. Uważaj na siebie.
Ona opuszcza głowę.

Wracam do biura, przygnieciona ciężarem tej krótkiej wymiany. Nie wyobrażam sobie co to musi być za ból – stracić dziecko. Nawet jak dziecko ma lat czterdzieści.

Według Wielkiego Planu, dzieci przeżywają rodziców. I na co robić plany,  jak to wszystko bierze w łeb?

PODYSKUTUJ: