Zapach tytoniu….

…unosi sie w wieczornym powietrzu, przy jednym ze stolików a restauracji siedzi ubrany w czane spodnie, lakierki, snieznobiala koszule i firmowy fartuch – Cezar. Cezar zwija zrecznie chaotyczne kleby lisci tytoniowych i pod jego palcami zmieniaja sie w dobrze zorganizowane, smukle i gladkie cygara. Cezar przybyl do Niemiec na kilka dni z Dominikanskiej Republiki, aby pokazac swoja sztuke. „W moim kraju” mowi powaznie i dumnie „moj zawod – TORCEDOR – postrzegany jest jako sztuka. I ja przyjechalem tu, do was, aby sie moja sztuka podzielic”.

Cezar roluje cygara a nasi sasiedzi opowiadaja o czekajacej ich za siedem tygodni przeprowadzce. On – juz na emeryturze od lat wielu a ona wlasnie przechodzi na emeryture, za siedem tygodni. Kupili pare lat temu dom nad Morzem Polnocnym i tam tez sie przeprowadzaja. Smutno troche, ale wszystko kiedys sie zawsze konczy…

Kolejny znajomy – F., ktory jest zawsze dusza towarzystwa tym razem tez nia jest. Opowiada przepyszne historie, my smiejemy sie do lez. Usiluje zatrzymac ten obrazek w mozgu – cieply i jeszcze jasny wieczor, w tle Cezar i jego cygara, my przy stoliku ze swiecami w czerwonych szklanych lichtarzach, smiech, to poczucie, ze jest lato, ze wszystko bedzie dobrze, ze mimo, ze cos sie konczy to przeciez cos sie tez zaczyna.

PODYSKUTUJ: