Tag: Szalotka

Naleśniki z kurkami na winie za kuchennymi drzwiami

Całkiem niedawno wpadła mi w ucho informacja, że Polacy kochają grzybobranie.
Nawet Ci, którzy na co dzień niechętnie poruszają nogami, do lasu pędzą chyżo w poszukiwaniu grzyba.
Jesienią budzi się w nich duch piechura i są w stanie przedreptać kilometry lasu w poszukiwaniu uroczych kapeluszy.
Niektórym nie chodzi nawet o wielki zbiór i pełen kosz. Wystarczy niewielka ilość, aby tylko z własnych grzybów upiec tartę lub usmażyć omlet dla dwojga.
Ale są i tacy, którzy nie wrócą do domu przed zmierzchem, jeżeli ich kosz nie zapełni się grzybowym runem.

Zupa szparagowa z łososiem i białym winem za kuchennymi drzwiami

– Jutro jadę na trag. Wcześnie, więc wypiję tylko kawę…
– Co kupisz? Dużo zielonego jak zwykle?
– Nie wiem jeszcze. Ale pewnie to, co obudzi mój apetyt i wyda mi się piękne…|
– Jutro jadę na trag. Wcześnie, więc wypiję tylko kawę…
– Co kupisz? Dużo zielonego jak zwykle?
– Nie wiem jeszcze. Ale pewnie to, co obudzi mój apetyt i wyda mi się piękne…|
– Jutro jadę na trag. Wcześnie, więc wypiję tylko kawę…
– Co kupisz? Dużo zielonego jak zwykle?
– Nie wiem jeszcze. Ale pewnie to, co obudzi mój apetyt i wyda mi się piękne…

Zupa z pieczonej ciecierzycy z kaczką za kuchennymi dzwiami

Wiosna już jest w mojej głowie! W ogródkowych baziach, tulipanach i pąkach krzewów. W powietrzu, które pachnie nowym, rześkim i niesie aromaty ziemi. To nic, że rano wita mnie szron, bo zaraz słońce robi z nim porządek. Jeszcze chwila, zmienię opony i moje auto też poczuje wiosenną ulgę. Odmładzam też kuchenną spiżarnię. Przeglądam, segreguję i wyciągam zimowe zapasy. Najwyższy czas z nimi skończyć, bo za chwilę będzie festiwal nowalijek! Tymczasem podaję pyszną zupę. Na pożegnanie zimy!

|Wiosna już jest w mojej głowie! W ogródkowych baziach, tulipanach i pąkach krzewów. W powietrzu, które pachnie nowym, rześkim i niesie aromaty ziemi. To nic, że rano wita mnie szron, bo zaraz słońce robi z nim porządek. Jeszcze chwila, zmienię opony i moje auto też poczuje wiosenną ulgę. Odmładzam też kuchenną spiżarnię. Przeglądam, segreguję i wyciągam zimowe zapasy. Najwyższy czas z nimi skończyć, bo za chwilę będzie festiwal nowalijek! Tymczasem podaję pyszną zupę. Na pożegnanie zimy!

|Wiosna już jest w mojej głowie! W ogródkowych baziach, tulipanach i pąkach krzewów. W powietrzu, które pachnie nowym, rześkim i niesie aromaty ziemi. To nic, że rano wita mnie szron, bo zaraz słońce robi z nim porządek. Jeszcze chwila, zmienię opony i moje auto też poczuje wiosenną ulgę. Odmładzam też kuchenną spiżarnię. Przeglądam, segreguję i wyciągam zimowe zapasy. Najwyższy czas z nimi skończyć, bo za chwilę będzie festiwal nowalijek! Tymczasem podaję pyszną zupę. Na pożegnanie zimy!

|Wiosna już jest w mojej głowie! W ogródkowych baziach, tulipanach i pąkach krzewów. W powietrzu, które pachnie nowym, rześkim i niesie aromaty ziemi. To nic, że rano wita mnie szron, bo zaraz słońce robi z nim porządek. Jeszcze chwila, zmienię opony i moje auto też poczuje wiosenną ulgę. Odmładzam też kuchenną spiżarnię. Przeglądam, segreguję i wyciągam zimowe zapasy. Najwyższy czas z nimi skończyć, bo za chwilę będzie festiwal nowalijek! Tymczasem podaję pyszną zupę. Na pożegnanie zimy!

|Wiosna już jest w mojej głowie! W ogródkowych baziach, tulipanach i pąkach krzewów. W powietrzu, które pachnie nowym, rześkim i niesie aromaty ziemi. To nic, że rano wita mnie szron, bo zaraz słońce robi z nim porządek. Jeszcze chwila, zmienię opony i moje auto też poczuje wiosenną ulgę. Odmładzam też kuchenną spiżarnię. Przeglądam, segreguję i wyciągam zimowe zapasy. Najwyższy czas z nimi skończyć, bo za chwilę będzie festiwal nowalijek! Tymczasem podaję pyszną zupę. Na pożegnanie zimy!

Klopsiki jagnięce w pomidorowym sosie i fusilli za kuchennymi drzwiami

Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!

Krupnik grzybowy z pęczakiem na gęsinie za kuchennymi drzwiami

Podróżując w długi niepodległościowy weekend po Kujawach, z premedytacją trafiliśmy na festiwal gęsiny w Przysieku.
Gęsi, gęsi, gęsi.
Jestem zbudowana, że tak wielu z nas lubi, ceni i kupuje gęsinę.
Naprawdę cieszę się jak dziecko!|Podróżując w długi niepodległościowy weekend po Kujawach, z premedytacją trafiliśmy na festiwal gęsiny w Przysieku.
Gęsi, gęsi, gęsi.
Jestem zbudowana, że tak wielu z nas lubi, ceni i kupuje gęsinę.
Naprawdę cieszę się jak dziecko!|Podróżując w długi niepodległościowy weekend po Kujawach, z premedytacją trafiliśmy na festiwal gęsiny w Przysieku.
Gęsi, gęsi, gęsi.
Jestem zbudowana, że tak wielu z nas lubi, ceni i kupuje gęsinę.
Naprawdę cieszę się jak dziecko!|Podróżując w długi niepodległościowy weekend po Kujawach, z premedytacją trafiliśmy na festiwal gęsiny w Przysieku.
Gęsi, gęsi, gęsi.
Jestem zbudowana, że tak wielu z nas lubi, ceni i kupuje gęsinę.
Naprawdę cieszę się jak dziecko!|Podróżując w długi niepodległościowy weekend po Kujawach, z premedytacją trafiliśmy na festiwal gęsiny w Przysieku.
Gęsi, gęsi, gęsi.
Jestem zbudowana, że tak wielu z nas lubi, ceni i kupuje gęsinę.
Naprawdę cieszę się jak dziecko!

Kuchennymi drzwiami: Placki pszenne z dynią i kozim twarogiem

Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.

Zupa z polenty i boczniaków z koperkowym pesto za kuchennymi drzwiami

Kiedy chłodniej i coraz ciemniej, czuję się trochę nieswojo…
Rano nakładam rękawiczki i motam się szalem.
Wypaturuję pogodnego nieba i marzę,żeby świeciło słońce.
Ciągke mam w głowie lato.
Na straganach szukam letnich klimatów.
Ale i tu jesienne zmiany.|Kiedy chłodniej i coraz ciemniej, czuję się trochę nieswojo…
Rano nakładam rękawiczki i motam się szalem.
Wypaturuję pogodnego nieba i marzę,żeby świeciło słońce.
Ciągke mam w głowie lato.
Na straganach szukam letnich klimatów.
Ale i tu jesienne zmiany.|Kiedy chłodniej i coraz ciemniej, czuję się trochę nieswojo…
Rano nakładam rękawiczki i motam się szalem.
Wypaturuję pogodnego nieba i marzę,żeby świeciło słońce.
Ciągke mam w głowie lato.
Na straganach szukam letnich klimatów.
Ale i tu jesienne zmiany.|Kiedy chłodniej i coraz ciemniej, czuję się trochę nieswojo…
Rano nakładam rękawiczki i motam się szalem.
Wypaturuję pogodnego nieba i marzę,żeby świeciło słońce.
Ciągke mam w głowie lato.
Na straganach szukam letnich klimatów.
Ale i tu jesienne zmiany.

Kuchennymi drzwiami i pierogi z kurkami

Mam słabość do kurek.
Ten mały żółty grzybek ma w sobie „coś” i budzi dobre kulinarne emocje.
Jest całe lato i pozwala na delektowanie się sobą do woli.
I chociaż na straganach są już pierwsze jesienne grzyby, to dalej szukam kurek.
Słoneczna energia przyciąga.
|Mam słabość do kurek.
Ten mały żółty grzybek ma w sobie „coś” i budzi dobre kulinarne emocje.
Jest całe lato i pozwala na delektowanie się sobą do woli.
I chociaż na straganach są już pierwsze jesienne grzyby, to dalej szukam kurek.
Słoneczna energia przyciąga.
|Mam słabość do kurek.
Ten mały żółty grzybek ma w sobie „coś” i budzi dobre kulinarne emocje.
Jest całe lato i pozwala na delektowanie się sobą do woli.
I chociaż na straganach są już pierwsze jesienne grzyby, to dalej szukam kurek.
Słoneczna energia przyciąga.
|Mam słabość do kurek.
Ten mały żółty grzybek ma w sobie „coś” i budzi dobre kulinarne emocje.
Jest całe lato i pozwala na delektowanie się sobą do woli.
I chociaż na straganach są już pierwsze jesienne grzyby, to dalej szukam kurek.
Słoneczna energia przyciąga.
|Mam słabość do kurek.
Ten mały żółty grzybek ma w sobie „coś” i budzi dobre kulinarne emocje.
Jest całe lato i pozwala na delektowanie się sobą do woli.
I chociaż na straganach są już pierwsze jesienne grzyby, to dalej szukam kurek.
Słoneczna energia przyciąga.
|Mam słabość do kurek.
Ten mały żółty grzybek ma w sobie „coś” i budzi dobre kulinarne emocje.
Jest całe lato i pozwala na delektowanie się sobą do woli.
I chociaż na straganach są już pierwsze jesienne grzyby, to dalej szukam kurek.
Słoneczna energia przyciąga.

Tarta z botwinką i kozim serem

Botwinka.
To ona została królową tego tygodnia.
Kosz pełen zielono czerwonych liści z dumą postawiłam w centralnym punkcie kuchni.
Podziwiam malutkie buraczki i dopiero co wykształcone liście.
Zgrabnie zebrane w pęczki.
Wyglądają jak bukiety i proszą się o wstawienie do wody.
Łatwo omdlewają i tracą swą jędrność.
Dają tak wiele kulinarnych wyborów.
Listki dodaję do sałatek.
Małe buraczki, łodygi i pozostałe liście znajdą się w chłodniku, pierogach i tarcie.
Moje botwinkowe kreacje.|Botwinka.
To ona została królową tego tygodnia.
Kosz pełen zielono czerwonych liści z dumą postawiłam w centralnym punkcie kuchni.
Podziwiam malutkie buraczki i dopiero co wykształcone liście.
Zgrabnie zebrane w pęczki.
Wyglądają jak bukiety i proszą się o wstawienie do wody.
Łatwo omdlewają i tracą swą jędrność.
Dają tak wiele kulinarnych wyborów.
Listki dodaję do sałatek.
Małe buraczki, łodygi i pozostałe liście znajdą się w chłodniku, pierogach i tarcie.
Moje botwinkowe kreacje.