Tag: Szalotka

Truskawki ze szparagami i makaronem za kuchennymi drzwiami

Lato jakie jest każdy widzi…
Ale wystarcza mi fakt, że to właśnie lato, a nie jesień.
Mam bowiem perspektywę i nadzieję na ciepło i słońce, no i pyszny sezon na straganach.|Lato jakie jest każdy widzi…
Ale wystarcza mi fakt, że to właśnie lato, a nie jesień.
Mam bowiem perspektywę i nadzieję na ciepło i słońce, no i pyszny sezon na straganach.

Zupa szparagowa z łososiem i białym winem za kuchennymi drzwiami

– Jutro jadę na trag. Wcześnie, więc wypiję tylko kawę…
– Co kupisz? Dużo zielonego jak zwykle?
– Nie wiem jeszcze. Ale pewnie to, co obudzi mój apetyt i wyda mi się piękne…|
– Jutro jadę na trag. Wcześnie, więc wypiję tylko kawę…
– Co kupisz? Dużo zielonego jak zwykle?
– Nie wiem jeszcze. Ale pewnie to, co obudzi mój apetyt i wyda mi się piękne…|
– Jutro jadę na trag. Wcześnie, więc wypiję tylko kawę…
– Co kupisz? Dużo zielonego jak zwykle?
– Nie wiem jeszcze. Ale pewnie to, co obudzi mój apetyt i wyda mi się piękne…

Zupa z pieczonej ciecierzycy z kaczką za kuchennymi dzwiami

Wiosna już jest w mojej głowie! W ogródkowych baziach, tulipanach i pąkach krzewów. W powietrzu, które pachnie nowym, rześkim i niesie aromaty ziemi. To nic, że rano wita mnie szron, bo zaraz słońce robi z nim porządek. Jeszcze chwila, zmienię opony i moje auto też poczuje wiosenną ulgę. Odmładzam też kuchenną spiżarnię. Przeglądam, segreguję i wyciągam zimowe zapasy. Najwyższy czas z nimi skończyć, bo za chwilę będzie festiwal nowalijek! Tymczasem podaję pyszną zupę. Na pożegnanie zimy!

|Wiosna już jest w mojej głowie! W ogródkowych baziach, tulipanach i pąkach krzewów. W powietrzu, które pachnie nowym, rześkim i niesie aromaty ziemi. To nic, że rano wita mnie szron, bo zaraz słońce robi z nim porządek. Jeszcze chwila, zmienię opony i moje auto też poczuje wiosenną ulgę. Odmładzam też kuchenną spiżarnię. Przeglądam, segreguję i wyciągam zimowe zapasy. Najwyższy czas z nimi skończyć, bo za chwilę będzie festiwal nowalijek! Tymczasem podaję pyszną zupę. Na pożegnanie zimy!

|Wiosna już jest w mojej głowie! W ogródkowych baziach, tulipanach i pąkach krzewów. W powietrzu, które pachnie nowym, rześkim i niesie aromaty ziemi. To nic, że rano wita mnie szron, bo zaraz słońce robi z nim porządek. Jeszcze chwila, zmienię opony i moje auto też poczuje wiosenną ulgę. Odmładzam też kuchenną spiżarnię. Przeglądam, segreguję i wyciągam zimowe zapasy. Najwyższy czas z nimi skończyć, bo za chwilę będzie festiwal nowalijek! Tymczasem podaję pyszną zupę. Na pożegnanie zimy!

|Wiosna już jest w mojej głowie! W ogródkowych baziach, tulipanach i pąkach krzewów. W powietrzu, które pachnie nowym, rześkim i niesie aromaty ziemi. To nic, że rano wita mnie szron, bo zaraz słońce robi z nim porządek. Jeszcze chwila, zmienię opony i moje auto też poczuje wiosenną ulgę. Odmładzam też kuchenną spiżarnię. Przeglądam, segreguję i wyciągam zimowe zapasy. Najwyższy czas z nimi skończyć, bo za chwilę będzie festiwal nowalijek! Tymczasem podaję pyszną zupę. Na pożegnanie zimy!

|Wiosna już jest w mojej głowie! W ogródkowych baziach, tulipanach i pąkach krzewów. W powietrzu, które pachnie nowym, rześkim i niesie aromaty ziemi. To nic, że rano wita mnie szron, bo zaraz słońce robi z nim porządek. Jeszcze chwila, zmienię opony i moje auto też poczuje wiosenną ulgę. Odmładzam też kuchenną spiżarnię. Przeglądam, segreguję i wyciągam zimowe zapasy. Najwyższy czas z nimi skończyć, bo za chwilę będzie festiwal nowalijek! Tymczasem podaję pyszną zupę. Na pożegnanie zimy!

Klopsiki jagnięce w pomidorowym sosie i fusilli za kuchennymi drzwiami

Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!|Początek grudnia nie napawa optymizmem, a moja energia ulotniła się gdzieś hen daleko…
Wszystko to wina szarości za oknem. Dzień po dniu. Wiem, że w końcu przyjdą jasne, a może nawet słoneczne dni. Czekam, wypatruję ich „jak kania dżdżu”. Większą część wolnego czasu spędzam w kuchni. Już sama myśl o gotowaniu grzeje ciało i duszę. Kroję, mielę, doprawiam.I stawiam na płytę patelnię a potem garnek.
Endorfiny tańczą radośnie, smakowe kubki im wtórują.
Siadamy razem do stołu. Grudniowe dylematy pogodowe ulatują w kosmos!

Krupnik grzybowy z pęczakiem na gęsinie za kuchennymi drzwiami

Podróżując w długi niepodległościowy weekend po Kujawach, z premedytacją trafiliśmy na festiwal gęsiny w Przysieku.
Gęsi, gęsi, gęsi.
Jestem zbudowana, że tak wielu z nas lubi, ceni i kupuje gęsinę.
Naprawdę cieszę się jak dziecko!|Podróżując w długi niepodległościowy weekend po Kujawach, z premedytacją trafiliśmy na festiwal gęsiny w Przysieku.
Gęsi, gęsi, gęsi.
Jestem zbudowana, że tak wielu z nas lubi, ceni i kupuje gęsinę.
Naprawdę cieszę się jak dziecko!|Podróżując w długi niepodległościowy weekend po Kujawach, z premedytacją trafiliśmy na festiwal gęsiny w Przysieku.
Gęsi, gęsi, gęsi.
Jestem zbudowana, że tak wielu z nas lubi, ceni i kupuje gęsinę.
Naprawdę cieszę się jak dziecko!|Podróżując w długi niepodległościowy weekend po Kujawach, z premedytacją trafiliśmy na festiwal gęsiny w Przysieku.
Gęsi, gęsi, gęsi.
Jestem zbudowana, że tak wielu z nas lubi, ceni i kupuje gęsinę.
Naprawdę cieszę się jak dziecko!|Podróżując w długi niepodległościowy weekend po Kujawach, z premedytacją trafiliśmy na festiwal gęsiny w Przysieku.
Gęsi, gęsi, gęsi.
Jestem zbudowana, że tak wielu z nas lubi, ceni i kupuje gęsinę.
Naprawdę cieszę się jak dziecko!

Kuchennymi drzwiami: Placki pszenne z dynią i kozim twarogiem

Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.|Sześć!
Mam je w koszu na tarasie.
Pomarańczowe,zielone,szare i żółte.
Mają piękną skórę i wnętrze.

Zupa z polenty i boczniaków z koperkowym pesto za kuchennymi drzwiami

Kiedy chłodniej i coraz ciemniej, czuję się trochę nieswojo…
Rano nakładam rękawiczki i motam się szalem.
Wypaturuję pogodnego nieba i marzę,żeby świeciło słońce.
Ciągke mam w głowie lato.
Na straganach szukam letnich klimatów.
Ale i tu jesienne zmiany.|Kiedy chłodniej i coraz ciemniej, czuję się trochę nieswojo…
Rano nakładam rękawiczki i motam się szalem.
Wypaturuję pogodnego nieba i marzę,żeby świeciło słońce.
Ciągke mam w głowie lato.
Na straganach szukam letnich klimatów.
Ale i tu jesienne zmiany.|Kiedy chłodniej i coraz ciemniej, czuję się trochę nieswojo…
Rano nakładam rękawiczki i motam się szalem.
Wypaturuję pogodnego nieba i marzę,żeby świeciło słońce.
Ciągke mam w głowie lato.
Na straganach szukam letnich klimatów.
Ale i tu jesienne zmiany.|Kiedy chłodniej i coraz ciemniej, czuję się trochę nieswojo…
Rano nakładam rękawiczki i motam się szalem.
Wypaturuję pogodnego nieba i marzę,żeby świeciło słońce.
Ciągke mam w głowie lato.
Na straganach szukam letnich klimatów.
Ale i tu jesienne zmiany.

Kuchennymi drzwiami i pierogi z kurkami

Mam słabość do kurek.
Ten mały żółty grzybek ma w sobie „coś” i budzi dobre kulinarne emocje.
Jest całe lato i pozwala na delektowanie się sobą do woli.
I chociaż na straganach są już pierwsze jesienne grzyby, to dalej szukam kurek.
Słoneczna energia przyciąga.
|Mam słabość do kurek.
Ten mały żółty grzybek ma w sobie „coś” i budzi dobre kulinarne emocje.
Jest całe lato i pozwala na delektowanie się sobą do woli.
I chociaż na straganach są już pierwsze jesienne grzyby, to dalej szukam kurek.
Słoneczna energia przyciąga.
|Mam słabość do kurek.
Ten mały żółty grzybek ma w sobie „coś” i budzi dobre kulinarne emocje.
Jest całe lato i pozwala na delektowanie się sobą do woli.
I chociaż na straganach są już pierwsze jesienne grzyby, to dalej szukam kurek.
Słoneczna energia przyciąga.
|Mam słabość do kurek.
Ten mały żółty grzybek ma w sobie „coś” i budzi dobre kulinarne emocje.
Jest całe lato i pozwala na delektowanie się sobą do woli.
I chociaż na straganach są już pierwsze jesienne grzyby, to dalej szukam kurek.
Słoneczna energia przyciąga.
|Mam słabość do kurek.
Ten mały żółty grzybek ma w sobie „coś” i budzi dobre kulinarne emocje.
Jest całe lato i pozwala na delektowanie się sobą do woli.
I chociaż na straganach są już pierwsze jesienne grzyby, to dalej szukam kurek.
Słoneczna energia przyciąga.
|Mam słabość do kurek.
Ten mały żółty grzybek ma w sobie „coś” i budzi dobre kulinarne emocje.
Jest całe lato i pozwala na delektowanie się sobą do woli.
I chociaż na straganach są już pierwsze jesienne grzyby, to dalej szukam kurek.
Słoneczna energia przyciąga.

Tarta z botwinką i kozim serem

Botwinka.
To ona została królową tego tygodnia.
Kosz pełen zielono czerwonych liści z dumą postawiłam w centralnym punkcie kuchni.
Podziwiam malutkie buraczki i dopiero co wykształcone liście.
Zgrabnie zebrane w pęczki.
Wyglądają jak bukiety i proszą się o wstawienie do wody.
Łatwo omdlewają i tracą swą jędrność.
Dają tak wiele kulinarnych wyborów.
Listki dodaję do sałatek.
Małe buraczki, łodygi i pozostałe liście znajdą się w chłodniku, pierogach i tarcie.
Moje botwinkowe kreacje.|Botwinka.
To ona została królową tego tygodnia.
Kosz pełen zielono czerwonych liści z dumą postawiłam w centralnym punkcie kuchni.
Podziwiam malutkie buraczki i dopiero co wykształcone liście.
Zgrabnie zebrane w pęczki.
Wyglądają jak bukiety i proszą się o wstawienie do wody.
Łatwo omdlewają i tracą swą jędrność.
Dają tak wiele kulinarnych wyborów.
Listki dodaję do sałatek.
Małe buraczki, łodygi i pozostałe liście znajdą się w chłodniku, pierogach i tarcie.
Moje botwinkowe kreacje.

Szparagowy krem na winie

Przynoszę je do domu na pęczki.
Zielone, główka przy główce.
Już po drodze myślę jak je podam.
Wiadomo, że najlepsze są przygotowane najprościej.
Obchodzę się z nimi delikatnie.
Podziwiam ten cud natury.
Smukły kształt, głęboki kolor.
Omotały mnie, zawróciły w głowie…
Chcę je mieć jak najdłużej.
Żadnego warzywa tak nie pożądam.
Na żadne tak nie czekam.
Szparagów czas!
|Przynoszę je do domu na pęczki.
Zielone, główka przy główce.
Już po drodze myślę jak je podam.
Wiadomo, że najlepsze są przygotowane najprościej.
Obchodzę się z nimi delikatnie.
Podziwiam ten cud natury.
Smukły kształt, głęboki kolor.
Omotały mnie, zawróciły w głowie…
Chcę je mieć jak najdłużej.
Żadnego warzywa tak nie pożądam.
Na żadne tak nie czekam.
Szparagów czas!

Kuchennymi drzwiami: I po świętach…

A ja nie mam jadłowstrętu ani lodówki zapełnionej resztkami z wielkanocnego stołu.
|A ja nie mam jadłowstrętu ani lodówki zapełnionej resztkami z wielkanocnego stołu.
|A ja nie mam jadłowstrętu ani lodówki zapełnionej resztkami z wielkanocnego stołu.

Kuchennymi drzwiami w rytmie slow: Jesienny porządek rzeczy.

Jesień ustala pewien porządek rzeczy.
Rozliczenie z letnią lekkością bytu.
U mnie nigdy jej dość i zdumienie, że to już koniec.
W szafie ciepłe swetry, kalosze i szale.
Weekendowe spacery z szuraniem liści pod butami.
Uwielbiam sobie poszurać!
Obowiązkowe wyprawy do lasu na jesienne kapelusze.
Eskapady na targ i zakupy „jak dla wojska”.
Bo lubimy obfitość, no i przetwory.
|Jesień ustala pewien porządek rzeczy.
Rozliczenie z letnią lekkością bytu.
U mnie nigdy jej dość i zdumienie, że to już koniec.
W szafie ciepłe swetry, kalosze i szale.
Weekendowe spacery z szuraniem liści pod butami.
Uwielbiam sobie poszurać!
Obowiązkowe wyprawy do lasu na jesienne kapelusze.
Eskapady na targ i zakupy „jak dla wojska”.
Bo lubimy obfitość, no i przetwory.
|Jesień ustala pewien porządek rzeczy.
Rozliczenie z letnią lekkością bytu.
U mnie nigdy jej dość i zdumienie, że to już koniec.
W szafie ciepłe swetry, kalosze i szale.
Weekendowe spacery z szuraniem liści pod butami.
Uwielbiam sobie poszurać!
Obowiązkowe wyprawy do lasu na jesienne kapelusze.
Eskapady na targ i zakupy „jak dla wojska”.
Bo lubimy obfitość, no i przetwory.

Grochalska po brytyjsku: Baked beans – fasolka w sosie pomidorowym

„Ależ Ci Brytyjczycy dziwni! Na śniadanie jedzą fasolkę po bretońsku, ale bez mięsa.” Takie słowa można często usłyszeć z ust emigrantów, którzy funkcjonują w ramach polskich enklaw albo kompletnie nie mają potrzeby lepszego poznania realiów kraju, w którym żyją, lub można też wyczytać w artykułach na temat brytyjskiej kuchni pisanych z perspektywy biurka w Warszawie/Krakowie/…. – proszę sobie wpisać miasto. Otóż tak, Brytyjczycy fasolkę w sosie pomidorowym traktują jako integralny element tradycyjnego brytyjskiego śniadania obok jajek, bekonu, kiełbaski i innych opcjonalnych komponentów, ale też jedzą ja na tostowanym pieczywie na śniadanie, lunch czy przekąskę oraz nadziewają nią duże pieczone ziemniaki w mundurkach (jacket potatoes).|„Ależ Ci Brytyjczycy dziwni! Na śniadanie jedzą fasolkę po bretońsku, ale bez mięsa.” Takie słowa można często usłyszeć z ust emigrantów, którzy funkcjonują w ramach polskich enklaw albo kompletnie nie mają potrzeby lepszego poznania realiów kraju, w którym żyją, lub można też wyczytać w artykułach na temat brytyjskiej kuchni pisanych z perspektywy biurka w Warszawie/Krakowie/…. – proszę sobie wpisać miasto. Otóż tak, Brytyjczycy fasolkę w sosie pomidorowym traktują jako integralny element tradycyjnego brytyjskiego śniadania obok jajek, bekonu, kiełbaski i innych opcjonalnych komponentów, ale też jedzą ja na tostowanym pieczywie na śniadanie, lunch czy przekąskę oraz nadziewają nią duże pieczone ziemniaki w mundurkach (jacket potatoes).|„Ależ Ci Brytyjczycy dziwni! Na śniadanie jedzą fasolkę po bretońsku, ale bez mięsa.” Takie słowa można często usłyszeć z ust emigrantów, którzy funkcjonują w ramach polskich enklaw albo kompletnie nie mają potrzeby lepszego poznania realiów kraju, w którym żyją, lub można też wyczytać w artykułach na temat brytyjskiej kuchni pisanych z perspektywy biurka w Warszawie/Krakowie/…. – proszę sobie wpisać miasto. Otóż tak, Brytyjczycy fasolkę w sosie pomidorowym traktują jako integralny element tradycyjnego brytyjskiego śniadania obok jajek, bekonu, kiełbaski i innych opcjonalnych komponentów, ale też jedzą ja na tostowanym pieczywie na śniadanie, lunch czy przekąskę oraz nadziewają nią duże pieczone ziemniaki w mundurkach (jacket potatoes).

Sobczak: sałata z kwiatem

Mamy tydzień rodzicielskiej wolności. To niezapomniane chwile, każdy kto jest lub był rodzicem na pewno je pamięta. Tęskno nam za Misiowym, to oczywiste, ale bardzo cieszymy się tym niczym nieograniczonym czasem we dwoje. Ciężko nazwać to odpoczynkiem ale jest szałowo.

Zupa z Bobra: salsujący dorsz

Często w wywiadach ze znanymi ludźmi, publikowanych w kolorowych magazynach pojawia się pytanie o wymarzone towarzystwo na kolacji. Siłą rzeczy za każdym razem zastanawiam się nad moim zestawem i muszę przyznać, że praktycznie zawsze jest to inna lista, chociaż od pewnego czasu dwa miejsca wydają się zaklepane – Coco Chanel i Tom Ford. Obydwoje za osobowość i ponadczasową elegancję swoich projektów. |Często w wywiadach ze znanymi ludźmi, publikowanych w kolorowych magazynach pojawia się pytanie o wymarzone towarzystwo na kolacji. Siłą rzeczy za każdym razem zastanawiam się nad moim zestawem i muszę przyznać, że praktycznie zawsze jest to inna lista, chociaż od pewnego czasu dwa miejsca wydają się zaklepane – Coco Chanel i Tom Ford. Obydwoje za osobowość i ponadczasową elegancję swoich projektów. |Często w wywiadach ze znanymi ludźmi, publikowanych w kolorowych magazynach pojawia się pytanie o wymarzone towarzystwo na kolacji. Siłą rzeczy za każdym razem zastanawiam się nad moim zestawem i muszę przyznać, że praktycznie zawsze jest to inna lista, chociaż od pewnego czasu dwa miejsca wydają się zaklepane – Coco Chanel i Tom Ford. Obydwoje za osobowość i ponadczasową elegancję swoich projektów.

Minta: jak się nie dać pogodzie?

Każdego roku przychodzi taki moment, że chowam do szafy grube kurtki, zimowe buty lądują w kartonach na najwyższej półce w garderobie, a ja robię przegląd wiosennych sukienek. Uwielbiam ten moment, jakby każdego roku zaczynało się coś nowego! W marcu już już wydawało mi się, że przyszła wiosna … okazała się jednak tylko chwilowym złudzeniem. Czytam długoterminowe prognozy pogody, które mają wiele wspólnego z horoskopamii i czekam. A tymczasem zasypało nas śniegiem. Uczeni w piśmie mówią, że to efekt zimowego ocieplenia. Chyba mówią tak dlatego, żeby nas zachęcić do aktywnej walki o ochronę ziemi! |Każdego roku przychodzi taki moment, że chowam do szafy grube kurtki, zimowe buty lądują w kartonach na najwyższej półce w garderobie, a ja robię przegląd wiosennych sukienek. Uwielbiam ten moment, jakby każdego roku zaczynało się coś nowego! W marcu już już wydawało mi się, że przyszła wiosna … okazała się jednak tylko chwilowym złudzeniem. Czytam długoterminowe prognozy pogody, które mają wiele wspólnego z horoskopamii i czekam. A tymczasem zasypało nas śniegiem. Uczeni w piśmie mówią, że to efekt zimowego ocieplenia. Chyba mówią tak dlatego, żeby nas zachęcić do aktywnej walki o ochronę ziemi! |Każdego roku przychodzi taki moment, że chowam do szafy grube kurtki, zimowe buty lądują w kartonach na najwyższej półce w garderobie, a ja robię przegląd wiosennych sukienek. Uwielbiam ten moment, jakby każdego roku zaczynało się coś nowego! W marcu już już wydawało mi się, że przyszła wiosna … okazała się jednak tylko chwilowym złudzeniem. Czytam długoterminowe prognozy pogody, które mają wiele wspólnego z horoskopamii i czekam. A tymczasem zasypało nas śniegiem. Uczeni w piśmie mówią, że to efekt zimowego ocieplenia. Chyba mówią tak dlatego, żeby nas zachęcić do aktywnej walki o ochronę ziemi!