1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Wytańczyć siebie: terapia tańcem

Wytańczyć siebie: terapia tańcem

fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
Taniec jest w stanie sprawić, że będziemy bardziej twórczy, świadomi siebie i zrównoważeni. Może nas wspierać w zmianie pracy, nowym przedsięwzięciu, akceptacji kobiecości i męskości. Jak? Tłumaczy terapeutka dr Izabela Dominko.

Na czym polega terapia tańcem i ruchem?

Dance Movement Therapy powstała w Stanach Zjednoczonych w 1944 roku, a za jej prekursorkę uznaje się Marian Chace, tancerkę, która rozpoczęła swoją praktykę pracy poprzez ruch w szpitalu psychiatrycznym w Waszyngtonie. Wchodziła z gramofonem na zamknięte oddziały, gdzie przebywali pozbawieni kontaktu ze światem weterani II wojny światowej, i zaczynała się z nimi komunikować gestem, rytmem, ruchem, muzyką. W efekcie tej pracy zauważono znaczną poprawę ich stanu i w kilku przypadkach w porozumieniu z psychiatrą doszło do odstawienia leków, które blokowały możliwość pracy na połączeniu umysł–ciało. Marian nawiązała z nimi głęboką więź terapeutyczną, mogła ich sama wspierać w procesie leczenia.

Podobnie robi terapeuta DMT – nawiązuje kontakt każdym dostępnym kanałem klienta i pracuje na połączeniu fizyczności i emocji, zarówno ruchowo, jak i werbalnie. Każdym ruchem klient i terapeuta przedstawiają się sobie, otwierają się, opowiadają swoją historię.

Dla kogo jest ta terapia?

Pracuję zarówno z osobami zaburzonymi, jak i z tzw. zdrowymi neurotykami, którymi w jakimś stopniu wszyscy jesteśmy. Oprócz terapii, pracuję też coachingowo, wspierając procesy rozwojowe, zarówno osobiste, jak i twórcze, włącznie z tworzeniem biznesu. Przychodzą do mnie ludzie, którzy przymierzają się do nowych przedsięwzięć, chcą rozpocząć nową pracę czy jakiś etap w życiu. I ja pracuję z nimi właśnie coachingowo, wykorzystując proces twórczy.

Jak wygląda taka praca?

Każdy proces terapeutyczny obejmuje cztery fazy procesu twórczego i polega na przeprowadzeniu klienta przez blokady w każdej z nich. W pierwszej fazie, podczas której trwa przygotowanie, pracuje lewa półkula, męska, racjonalna. Za jej pomocą ustalamy czas, miejsce, zadania.

Druga faza procesu twórczego, faza „nie wiem”, związana jest z prawą półkulą, potrzebną do tworzenia nowych jakości w życiu. W tej fazie czas i przestrzeń nie istnieją, nie ma żadnych ograniczeń. Jest ona całkowicie nieracjonalna. Trzeba pozwolić sobie być w „nie wiem”, co jest trudne i frustrujące. Ten czas bezcelowego łażenia po mieszkaniu czy składania ubrań to faza, którą zna każdy artysta. Jeśli ludziom wyjaśnimy to racjonalnie, to „nie wiem” stanie się oswojone. Gdy odważą się wejść w tę przestrzeń i trochę w niej pobędą, pojawią się u nich powtarzalne ruchy i natrętne myśli. Prawa i lewa półkula zaczną ze sobą „gadać”, pojawią się przepływy na poziomie neurologicznym. I wtedy nagle nadchodzi trzecia faza – olśnienie.

To nasz wewnętrzny mężczyzna kocha się z naszą wewnętrzną kobietą i z tego rodzi się dziecko – metafora. Tak ludzie tworzą obrazy, przedstawienia, artykuły, koncepcje biznesowe.

A czwarta faza?

Czwarta faza to przekładanie metafory, która się pojawia w olśnieniu, na działanie. Olśnienie to wybuch energetyczny i ta energia umożliwia proces rozumienia, porządkowania i przekładania metafory na język świata. Kobieca część wytycza kierunek, prowadzi w nieznane, do czegoś, co jest intuicyjne – nowy biznes, nowy dom, nowa podróż. Ale to, jak tam dojść, wymyśla lewa półkula, męska. To jest faza wdrażania w życie – nawiązywania kontaktów, szukania funduszy, ludzi.

Możemy wytańczyć jakiś pomysł?

Tu chodzi o rozpoczęcie procesu twórczego. Praca z ciałem w terapii tańcem i ruchem nie jest zadaniowym poruszeniem ciała, nie ma nic wspólnego z choreografią, która pokazuje ładne ciało, nie ma nic wspólnego ze sztuką, która ocenia. To może być brzydkie, zaskakujące, może być bezruchem.

Prowadzi też pani grupy procesu twórczego.

Mogą mieć różne tematy. Na przykład zrobiłam warsztat, w którym przechodziliśmy przez wszystkie kolejne miejsca energetyczne w ciele i w każdym z nich przywracaliśmy równowagę pomiędzy kobiecością i męskością. W indywidualnej pracy umawiamy się na pół roku czy rok. Ale jeżeli ktoś przychodzi z celem „zmienić pracę” i okazuje się, że tak naprawdę musi uleczyć swoją kobiecość, bo nowa praca bez tej jakości nie będzie się różnić od poprzedniej, to może trwać dłużej. I zmiana pracy może okazać się niepotrzebna.

Jak wygląda taka sesja?

Rozgrzewamy ciało i szukamy intencji przez ruch. Ja tylko wspieram klienta w tym procesie i towarzyszę mu z dużą uważnością i akceptacją. Daję przestrzeń. Wiem, że na wierzchu widać potwory, ale pod spodem jest skarb. Widziałam to wiele razy. Ludzie, którzy „umierają z nerwów” w czasie wystąpień publicznych, po przepracowaniu tego, okazują się porywającymi mówcami. Tam, gdzie jest nasza słabość, jest też nasz dar.

Przychodzę teraz do pani na sesję i…

Na początku opowiem pani o strukturze – o prawej i lewej półkuli. Po to, żeby ta lewa półkula pozwoliła wziąć pani w tym udział. Od tego zależy, czy w ogóle wejdzie pani do fazy „nie wiem”. Niektóre osoby nie są w stanie tego zrobić na pierwszej, drugiej czy trzeciej sesji. To wymaga rozluźnienia i „puszczenia” głowy oraz szyi. Wielu biznesmenów zarządza napięciem mięśniowym, walczą i nadużywają siebie i innych. Taka osoba bardzo długo nie jest w stanie się rozluźnić fizycznie i mentalnie. A odpuszczenie lęku i napięcia jest konieczne do dalszej pracy. Potem następuje rozgrzewka – od stóp do głów, w możliwie najbardziej uważny sposób. Prowadzę ją ruchem, ale też opowiadam o kościach, stawach, mięśniach, płynach, oddechu, punktach energetycznych. Tam jest całe nasze życie – doświadczenia, związki, emocje. Nasze ciało jest obrazem naszego życia. Jeśli rozszerzymy zasoby oddechowe i jakość ruchu, rozszerzymy możliwości życiowe.

Rozgrzewka pokazuje, jakie ma pani blokady. Gdy następuje „puszczenie”, zwłaszcza głowy i szczęki, mózg zaczyna się koncentrować na przyjemnym ruchu i tańcu. Zaczynają się pojawiać obsesyjne myśli i powtarzalne ruchy i wtedy wyłania się intencja – i zapewne nie będzie to temat, z którym pani przychodzi… Próbujemy ją przytrzymać – zapisać albo narysować. I w tym momencie zaczynamy pracę z muzyką i ruchem. W pierwszej fazie etapu twórczego pojawia się muzyka relaksacyjna, w drugiej improwizacyjna. Muzyka trzeciej fazy obrazuje miłosne uniesienie, a czwartej niesie uspokojenie i wyraża wdzięczność. Jeśli proces twórczy się domyka, pojawia się spontaniczne poczucie wdzięczności do siebie i do świata.

Kiedy pojawia się element tańca?

W drugiej fazie procesu twórczego często pojawiają się swobodne ruchy, taniec spontaniczny. I zazwyczaj jest to piękna, poruszająca opowieść, historia życia tej osoby. To są głębokie przeżycia.

Jest pani też współinicjatorką tańców Freedance w Polsce. Na czym one polegają?

Freedance to jest przestrzeń na bycie w sobie, na bycie z kimś, na bycie w grupie. Wszyscy jesteśmy tam z szacunkiem dla siebie. To jest bezpieczna przestrzeń – można się poturlać po podłodze, można przyjść z dziećmi albo z dziadkami. Powstała właśnie z głodu takich miejsc, gdzie w naturalny sposób możemy ze sobą być – ze swoim ciałem, oddechem, rytmem. W taki prosty i bardzo prawdziwy sposób. W kontakcie z żywiołami

– z powietrzem, światłem, cieniem, przestrzenią i innymi ludźmi. Nie używamy alkoholu ani narkotyków. Mamy swoją energię i po nią sięgamy. I to jest dopiero przeżycie! Nieporównywalne z niczym innym.

Tańczymy przy bębnach, bo one są do tego stworzone – gruntują i dają przestrzeń do własnej improwizacji. Pozwalają na ruch i bezruch, i na doznanie. Bębniarz podąża za tancerzem i tancerz podąża za bębniarzem. Tworzy się nowa jakość.

dr Izabela Dominko certyfikowana terapeutka tańcem i ruchem, coach, inicjatorka tańców Freedance w Polsce.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Duchowość w medycynie chińskiej – jakie są podstawowe zasady zachowania zdrowia?

Negatywne emocje, które wprowadzają dysharmonię naszego wnętrza, możemy uwalniać poprzez medytację. (fot. iStock)
Negatywne emocje, które wprowadzają dysharmonię naszego wnętrza, możemy uwalniać poprzez medytację. (fot. iStock)
„Wielka Księga Żółtego Cesarza”, która powstała około 3 tysiące lat temu, jest pierwszym przekazem traktującym o Tradycyjnej Medycynie Chińskiej. W tradycyjnym przekazie uważa się, że to Duch stwarza wszystko.

Co możemy zrobić, według tradycyjnej medycyny chińskiej, żeby żyć długo i w dobrym zdrowiu? - Jeśli wierzymy, że istnieje dusza, jesteśmy już blisko życia i dbania o nie.

Pierwsza najważniejsza zasada: być szczęśliwym i wdzięcznym za życie.

Druga zasada: postępować zgodnie z naturą. Żółty Cesarz w rozdziale pierwszym księgi mówi, że trzeba respektować prawa Wszechświata. To Tao – droga naszego życia. W praktyce oznacza harmonię życia. Żeby ją wdrożyć w codzienność, należy zrozumieć cykl pięciu niebiańskich ruchów: Wody, Drzewa, Ziemi, Ognia i Metalu. To jest program życia – droga do integracji Ying i Yang, ziemi i nieba. Życie według rytmu pór roku. Woda generuje Drzewo – wiosną wysiewamy nasiono, podlewamy je, wyrasta roślina. Zaczyna się życie, by latem, wraz z ruchem do góry, przeżyć pełen rozkwit – tak przejawia się energia Ognia. Jesienią rośliny przestają już rosnąć – wszystko zasysane jest do Ziemi. Zawiązują się nowe nasiona – twarde jak Metal. Wiosną znowu będą potrzebować wody, by wzrosnąć. I tak będzie się działo rok za rokiem. Żyjąc zgodnie z prawem czterech pór roku, wiosną zasilajmy naszą energię i działajmy, latem wyciszajmy się i zażywajmy spokoju, jesienią koncentrujmy swoją energię, zima ją magazynujmy.

Trzecia zasada: przyjmować dobre jedzenie. W Chinach mówi się: „jedz ziemię, jedz niebo”. Oznacza to, żeby spożywać naturalną energię pochodzącą z tych jakości, czyli – nie jeść nic sztucznego. Chińskie pałeczki, służące do jedzenia, mają jeden koniec okrągły symbolizujący ziemię, a drugi kwadratowy na znak nieba. Podczas jedzenia palec środkowy między pałeczkami jest nieruchomy zgodnie z zasadą Yin. Porusza nimi energią Yang palec wskazujący.

Jakości nieba i ziemi odżywiają naszą florę bakteryjną w jelitach. Chińczycy traktują ją jako dodatkowy, odrębny organ, mamy jej 10 razy więcej niż komórek ciała. Niestety, współczesny przemysł przetwórczy, leki i chemikalia, niszczą florę bakteryjną. Efekt to choroby autoimmunologiczne, udary mózgu, nadciśnienie tętnicze, nowotwory, depresja. Te choroby pochodzą z supermarketów. Jedzenie tam sprzedawane jest wysokoprzetworzone i pełne toksyn. Podawane są one w tak małych stężeniach, że organizm nie ma szans się obronić gdyż nie jest w stanie wykryć tych śladowych ilości – niestety z czasem dochodzi do kumulacji toksyn i pojawiają się typowe symptomy zatrucia organizmu. Te trucizny są dla ciała niewidzialne, a przez to bardziej szkodliwe. I jeszcze jedna ważna rzecz: jedzenie musi nam smakować, być przyjemnością. Inaczej ciało nie będzie miało z niego pożytku.

Czwarta zasada: odreagować stres. Chińczycy uważają, że stres uszkadza duszę, ponieważ zaburza emocje. Stres nas wyniszcza, bo nie mamy czasu na harmonizację naszego wnętrza, na równowagę. Negatywne emocje to przede wszystkim: złość, nienawiść, zazdrość, frustracja, obawy, zamartwianie się, niepewność. Powinniśmy czuć je i uwalniać. Doskonałym do tego narzędziem jest medytacja. W naszym ciele jest dusza, w której zawarty jest swoisty kod życia. Jeżeli emocje niszczą duszę, niszczy się kod naszego przetrwania. Program życia zaczyna się mutować i pojawiają się choroby. Miejcie więc na uwadze szanowanie emocji.

  1. Zdrowie

Dbaj o jelita – nie tylko dieta

(Ilustracja iStock)
(Ilustracja iStock)
Jelita stanowią o komunikacji między tym, co dla organizmu ważne, a tym, co zupełnie niepotrzebne. Poza tym odpowiadają za odporność, nastrój i wygląd!

Gdy postanowiłam napisać wam o jelitach, nie przypuszczałam nawet, przed jak trudnym zadaniem staję. To tak ważny narząd, że nie jestem w stanie streścić wszystkiego do jednego felietonu. Świadoma znaczenia jelit – albo skutków ich chorób – czuję tremę, wkraczając na ten temat. O jelitach zwykło się mówić, że są drugim mózgiem. Bo poza główną ich funkcją, czyli trawieniem i wchłanianiem (wody oraz składników odżywczych), jelita odpowiadają także za wydalanie niestrawionych resztek pokarmowych i innych szkodliwych substancji, które są w naszym organizmie (na przykład cholesterolu, gdy jest go za dużo). Odpowiadają także za naszą odporność, nastrój oraz wygląd!

Jak mawia moja przyjaciółka po fachu Agata Ziemnicka, jelita to kanał komunikacji pomiędzy tym, co ważne, a tym, co zupełnie niepotrzebne. To szansa na wchłanianie do ciała tego, co zjadamy, oraz wyrzucenia z siebie tego, co szkodliwe lub zbędne.

Zacznijmy od podstaw. Jelita to cztery–pięć metrów „rury”, której wielkość, jak mnie uczono, po uwzględnieniu powierzchni wszystkich kosmków i wypustek, ma rozmiary boiska do piłki nożnej. W jelitach zamieszkują bakterie, których liczba jest w zasadzie nie do ogarnięcia. Moi synkowie powiedzieliby, że jest ich nieskończoność i jeszcze więcej – i tego się trzymajmy!
My, niczym gracze na konsoli, decydujemy o tym, co się w nich będzie działo, kto tam zamieszka i się dobrze poczuje, a kto będzie niemile widziany. Od nas zależy, czy zjemy probiotyki (kiszonki, pieczywo na zakwasie, kefir i jogurt, kombuchę oraz rzodkiewkę wyrwaną z ziemi i jedynie wytartą o spodnie), czy może jednak dokarmimy „te złe” cukrem i białą mąką. Mamy pada do gry w swoich rękach i dokonujemy wyboru podczas każdego posiłku. Fasolka czy mięso? Chałka czy owsianka? Słodki napój z konserwantami czy może zakwas z buraków?

Czas również ma znaczenie – mówi o tym prężnie rozwijająca się dziedzina naukowa zwana chronobiologią. Ja, królowa chaosu, mówię wam: im bardziej ułożony nasz dzień – pora spania, wstawania, godziny posiłków – tym jelita są szczęśliwsze. Oczywiście, znam życie i wiem, że nie jest łatwo dopasować domowy rytm do konkretnych pór, ale im lepiej nam się to uda, tym szczęśliwsze będą jelita. Unikanie stresu jest kolejnym czynnikiem, którego pominąć nie sposób – ale to już wszyscy wiemy, a ja mogę się mądrzyć i teoretyzować.

Aby to, co zjadamy, przechodziło przez przewód pokarmowy, potrzebna jest tak zwana fala perystaltyczna, czyli ruch jelit przesuwający treść pokarmową. Gdy owa fala zwalnia, cierpimy na zaparcia – problem powszechny i niezwykle uciążliwy. Wynikają one najczęściej z nieodpowiedniej diety i niedoboru błonnika, zbyt małej ilości wypijanej wody, niskiej aktywności fizycznej, stresu, ale też z sytuacji hormonalnej, przyjmowanych leków czy ciąży. Pacjenci często chcą skorzystać z błonnika kupionego w aptece, na przykład z suszonych skórek jabłek lub ziół podrażniających ściany jelit. Owszem, nasz dzisiejszy bohater uwielbia stymulację, kocha to, co szorstkie (a tak działają właśnie płatki owsiane, razowe pieczywo czy warzywa). Jednakże zamiast proszku z apteki polecam jabłko ze skórką, truskawkę z pesteczkami, warzywa, warzywa, warzywa i razowy chleb.

Na niewiele rzeczy w obecnym świecie mamy wpływ, ale na to, jak „zagramy” z naszymi jelitami, możemy być uważniejsi. I zrobić sobie wewnętrzne SPA karmione naturalnymi produktami.

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka. Autorka bloga kachblazejewska.pl, współautorka książki „Kobiety bez diety. Rozmowy bez retuszu”, Burda Media Polska.

  1. Zdrowie

6 kroków do zdrowia duszy i ciała

Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie - mówi Ewa Foley, trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia.  (Fot. z archiwum Ewy Foley)
Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie - mówi Ewa Foley, trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia. (Fot. z archiwum Ewy Foley)
Narzekasz na spadek formy? Nękają cię drobne i większe dolegliwości? Skorzystaj z rad Ewy Foley. Może zdziałają więcej niż kolejny specyfik z apteki.

Prawdziwy dobrostan psychofizyczny to dużo więcej niż radzenie sobie z symptomami choroby. To powrót do prawdziwej tożsamości i uświadomienie sobie misji życia. Jak to zrobić? Krok po kroku.

1. Określ swój cel życiowy. Jednym z najlepszych powodów utrzymania dobrego stanu zdrowia jest potrzeba realizowania swojego życiowego celu. Jeżeli nie wiesz, co masz do zrobienia na Ziemi – twoja motywacja, aby być zdrową, może być osłabiona. Gdy określisz swój cel, będzie on działał jak magnes, który przyciąga cię do siebie, nadając sens wszystkiemu, co robisz. Zacznij od listy twoich wyjątkowych talentów. Następnie wypisz 10 cech charakteru, które najbardziej w sobie cenisz. Potem zrób listę 10 rzeczy, które lubisz robić i w których wyrażają się twoje niepowtarzalne uzdolnienia. Opisz kilkoma zdaniami swoją koncepcję świata doskonałego. Wreszcie: napisz zdanie, stosując 2–3 wyrażenia z trzech ostatnich zadań. To jest twój cel życiowy!

2. Pozwól, by przyroda cię uzdrawiała. Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie. Podaruj sobie noc przesiedzianą przy ognisku w milczeniu. Zacznij bardziej świadomie odczuwać swój związek z roślinami, drzewami i zwierzętami. Częściej chodź na bosaka po lesie, pływaj nago w jeziorze, wpatruj się w falujące morze, słuchaj muzyki etnicznej, graj na bębnie... Odkryj rytuały i ceremonie. Powróć do korzeni.

3. Żyj z pasją i entuzjazmem. Śmiej się. Płacz. Czuj. Kiedy się śmiejesz, w twoim mózgu wydzielają się endorfiny, które powodują naturalny „haj”, a układ oddechowy poddawany jest joggingowi. Śmiech uwalnia od bólu i choroby. Pragnienie życia, entuzjazm i pasja wzmacniają twój układ odpornościowy. Bez względu na to, czy jesteś chora, czy zdrowa – żyj tak, jakbyś za chwilę miała umrzeć. Żyj w pełni.

4. Służ innym, dawaj. Badania wykazują, że ludzie pracujący charytatywnie, z potrzeby serca są dużo zdrowsi. Dawaj, a będziesz zdrowsza, szczęśliwsza i bogatsza. Za czasów Starego Testamentu zwyczajem Izraelitów było oddawać na rzecz innych dziesiątą część wszystkich dochodów. Zwyczajem ludzi, którzy osiągnęli sukces, jest oddawanie 10 proc. zarobków tym, którzy mają mniej. Poza tym ten, kto ofiarowuje pieniądze, ma ich jeszcze więcej. Takie działanie jest sygnałem dla wszechświata: „Dziękuję. Mam więcej, niż potrzebuję. Dlatego mogę oddać”.

5. Zatroszcz się o swoje ciało. Dowiedz się, jak funkcjonują poszczególne narządy, organy i gruczoły. Poznaj anatomię i fizjologię ludzkiego ciała. Dowiedz się, jakich ziół, witamin, mikroelementów, soli tkankowych, aminokwasów i nienasyconych kwasów tłuszczowych potrzebuje twój organizm, by dobrze funkcjonować. Przestudiuj różne szkoły odżywiania – makrobiotykę, wegetarianizm, weganizm, odżywianie zgodne z grupą krwi, kuchnię chińską według Pięciu Przemian. Ja od wielu lat łączę te dwie ostatnie metody. Zadbaj o jakość wody, którą pijesz (min. 1,5 litra dziennie). Raz w roku przeprowadź najstarszą terapię znaną ludzkości, czyli post. Zacznij praktykować ćwiczenia, które ci odpowiadają i sprawiają przyjemność. Co najmniej dwa razy w miesiącu idź na masaż.

6. Kochaj! Miłość jest największym uzdrowicielem. Bez niej usychamy jak kwiaty pozbawione wody. Miłość w moim pojęciu jest bezwarunkową akceptacją tego, co jest. Dlatego kochaj siebie i świat. Codziennie. Głęboko i z całej siły.

Ewa Foley trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia Ewy Foley, organizuje wyprawy w miejsca mocy na Ziemi.

  1. Zdrowie

Zdrowa dieta na upały

123rf.com
123rf.com
W upalne dni nie mamy zbyt dużego apetytu i jemy mniej. Dodatkowo, wraz z potem tracimy wiele potrzebnych organizmowi składników. Letnia dieta powinna więc zawierać duże ilości płynów oraz wiele świeżych owoce i warzywa.

Melony, pomarańcze i grejpfruty dla orzeźwienia Codzienne menu powinno zawierać owoce, zwłaszcza te, które nawadniają organizm i działają orzeźwiająco, czyli melony, pomarańcze, grejpfruty i arbuzy. Te ostatnie mają w sobie ponad 90 proc. wody i podobnie jak inne owoce, zawierają antyoksydanty. „Przeciwutleniacze są niezbędne dla naszego zdrowia. Przede wszystkim neutralizują wolne rodniki, które uszkadzają komórki organizmu. Ponadto zmniejszają ryzyko chorób nowotworowych i miażdżycy, opóźniają procesy starzenia się organizmu i zmniejszają cholesterol”, wyjaśnia mgr Małgorzata Pelikan, dietetyk kliniczny z Centrum Dietetyki Klinicznej 4Health w Katowicach. Duża ilość wolnych rodników wytwarza się m.in. latem, w wyniku długiego przebywania na słońcu. Ich nadmiar przyczynia się do uaktywnienia enzymów, które niszczą włókna kolagenowe skóry i tym samym powodują utratę jej elastyczności. Nie zapominajmy o warzywach, równie bogatych w wodę, witaminy i składniki mineralne. Warto też do płynów, jakie wypijamy, wycisnąć sok z cytryny, aby efektywniej nawadniały nasze tkanki.

Zamiast ciężkostrawnych potraw, zjedz sałatkę Na czas upałów zrezygnujmy z tłustych i ciężkostrawnych potraw. Sprawiają one, że czujemy się ociężali i ospali. Dlatego do smażenia filetu z kurczaka wykorzystajmy patelnię grillową, która nie wymaga dodawania oleju, a rybę ugotujmy w wodzie, na parze lub w folii w piekarniku. Kiedy temperatury sięgają 35 stopni Celsjusza, mamy mniejszą ochotę na jedzenie gorących potraw. Dlatego zamiast gorącej zupy zróbmy chłodnik na bazie kefiru lub naturalnego jogurtu. Główne danie również nie musi być gorące – wystarczy letnia sałatka z pomidorami, zielonym ogórkiem, wędzonym łososiem lub kurczakiem – jeśli chcemy, by była bardziej sycąca. Sałatka powinna szybko się trawić, zatem zrezygnujmy z sosów na bazie śmietany lub majonezu, a zastąpmy jogurtem. Wystarczy też skropienie jej cytryną lub oliwą, która pomaga wchłaniać witaminy z warzyw. Warto wykorzystać do sałatki świeże orzeźwiające zioła, np. bazylię lub miętę.

Ostre potrawy obniżają temperaturę ciała Wbrew pozorom, ostre dania idealnie schładzają nasz organizm. Jedzenie potraw, które sprawiają, że się pocimy, to naturalna droga do chłodzenia. Kapsaicyna, która jest składnikiem m.in. pieprzu cayenne, pobudza region mózgu, który w efekcie obniża temperaturę ciała. Dlatego w wielu ciepłych krajach, jak np. Meksyk, Indie czy Tajlandia jest on podstawową przyprawą potraw.

Pij dużo wody i jedz jogurty naturalne Według norm Instytutu Żywności i Żywienia, kobiety powinny pić około 2,7 litra wody na dobę, a mężczyźni 3,7 litra. W czasie upałów zapotrzebowanie zwiększa się o ok. 0,5 litra. Jeśli jesteśmy zdrowi, wybierajmy wodę o zwiększonej ilości minerałów, bowiem gdy się pocimy, tracimy ich dużo. Jeśli nie dostarczymy organizmowi odpowiednich ilości płynów, może dojść do hipertermii, czyli przegrzania. Także wychodząc z domu, warto zabrać ze sobą butelkę lub bidon z wodą.

Jogurty działają orzeźwiająco i wspomagają trawienie, które może być zaburzone przez wysoką temperaturę. „Dlatego w krajach arabskich, zamiast wody pije się tak zwany ayran – napój na bazie naturalnego jogurtu, który gasi pragnienie i przynosi ulgę. Trawi się on szybciej niż mleko, a ponadto ułatwia przyswajanie żelaza i wapnia, czyli pierwiastków, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu”, tłumaczy dietetyk kliniczny.

Unikaj lodowatych napojów, alkoholu i kawy

Zbyt zimne napoje i lody tylko na chwilę sprawiają, że czujemy się lepiej. Tak naprawdę ich spożywanie uruchamia procesy mające na celu ogrzanie organizmu od środka. Również gazowane napoje przynoszą krótkotrwałe ochłodzenie, a zawarty w nich dwutlenek węgla podnosząc ciśnienie w przewodzie pokarmowym powoduje wzdęcia i uczucie ciężkości.

W upalne dni zapomnij też o drinkach, winie i piwie. Nawet niskoprocentowy alkohol wypłukuje wodę z organizmu i hamuje działanie wazopresyny – hormonu, który odpowiada za prawidłową gospodarkę wodną organizmu.

  1. Zdrowie

Niebieskie światło – unikaj go wieczorem

Niebieskie światło generowane przez urządzenia elektroniczne zaburza nasz dobowy rytm. Przy nim twój mózg myśli, że jest dzień – bo właśnie w dzień dużo jest takiego światła ze słońca. (fot. iStock)
Niebieskie światło generowane przez urządzenia elektroniczne zaburza nasz dobowy rytm. Przy nim twój mózg myśli, że jest dzień – bo właśnie w dzień dużo jest takiego światła ze słońca. (fot. iStock)
Niebieskie światło wysyła sygnał do przysadki mózgowej, informując ją, że jest dzień. W ciągu dnia nie jest to problem, ale wieczorem już tak, gdyż nasz organizm powinien mieć czas na wyciszenie i przełączenie hormonów z dziennych na nocne – tłumaczy dietetyczka Iwona Wierzbicka, autorka książki „Jak wzmocnić odporność”.

Komputer, telewizor, laptop, światło ledowe działają pobudzająco. Dlatego warto iść wcześniej spać, niż naświetlać się sztucznym światłem. Organizm stale pobudzony traci siły do walki z patogenami. Natura tak to urządziła, że mamy dzień i noc. Nasz organizm powinien ich doświadczać. Niebieskie światło sztucznie przedłuża mu dzień, wyciągając z niego więcej, niż w naturalnych warunkach byłby w stanie dać.

Niektóre badania wspominają o tym, że niebieskie światło emitowane przez urządzenia i żarówki LED przechodzi przez rogówkę i soczewkę do siatkówki, powodując takie choroby, jak: suche oko, zaćma, związane z wiekiem zwyrodnienie plamki żółtej, ponadto stymuluje mózg, hamuje wydzielanie melatoniny i zwiększa produkcję hormonów kory nadnerczy, co niszczy równowagę hormonalną i bezpośrednio wpływa na jakość snu.

Jako ciekawostkę warto dodać, że niebieskie światło jest włączone w inkubatorach dla niemowląt, by pobudzać funkcje życiowe. Światło bowiem odgrywa kluczową rolę w rozwoju niemowląt. Zbyt jasne i zbyt ciemne, jak również brak zmian natężenia światła imitującego porę dnia negatywnie wpływa na ich rozwój.

Źródłem światła niebieskiego jest również słońce, w szczególności w południe. Wieczorem przybiera barwę czerwoną, by nas wyciszyć i przygotować na nocny spoczynek.

Światło widzialne dopasowuje ludzki zegar biologiczny do 24-godzinnego cyklu synchronizacji ze słońcem. Rytm okołodobowy jest ważny dla optymalnego funkcjonowania organizmu, a zaburzenia okołodobowe snu lub czuwania albo przewlekłe niedopasowanie mogą często prowadzić do chorób psychicznych i neurodegeneracyjnych, ale również zaburzeń hormonalnych.

Ekspozycja na niebieskie światło w ciągu dnia (światło słoneczne) jest ważna, aby stłumić wydzielanie melatoniny oraz utrzymać nas w dobrym samopoczuciu, czujności i w pełni zdolności poznawczych. Jednak przewlekła ekspozycja na niebieskie światło przed snem może mieć poważne konsekwencje dla jakości snu i rytmu dobowego.

Kiedyś wieczorami siedziało się przy świecy, teraz mamy komputery, telefony, telewizory i światła LED. Istnieją filtry elektroniczne montowane na urządzeniach elektronicznych, ale działają tylko częściowo. Pobudza nas przecież również to, co czytamy na ekranie. Kolejnym panaceum na niebieskie światło są okulary je blokujące. Zwykle są koloru pomarańczowego. Warto zaznaczyć, że takie okulary należy nosić tylko po zachodzie słońca, kiedy zaglądamy w urządzenia elektroniczne. Badania pokazały, że noszenie pomarańczowych okularów blokujących niebieskie światło przez dwie godziny przed snem przez tydzień (tyle trwało badanie) poprawiło sen u osób z objawami bezsenności.

Jedna z podstawowych rad na lepszy sen? – Wyeliminuj źródło światła niebieskiego w sypialni oraz dwie godziny przed snem (telefon, telewizor, światło ledowe). Jeśli masz problemy z zasypianiem -włącz czerwoną lampkę (czerwona lampka infrared – światło podczerwone – zadziała jak zachodzące słońce).

Fragmenty z książki Iwony Wierzbickiej „Jak wzmocnić odporność. Dieta, styl życia, umysł, suplementy”.