1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Alergie - podstawowe informacje

Alergie - podstawowe informacje

Najczęstsze objawy reakcji alergicznej to łzawienie oczu, kichanie, katar sienny i kaszel, zmiany skórne, bóle brzucha, wzdęcia, biegunki i zaparcia oraz duszności. (Fot. iStock)
Najczęstsze objawy reakcji alergicznej to łzawienie oczu, kichanie, katar sienny i kaszel, zmiany skórne, bóle brzucha, wzdęcia, biegunki i zaparcia oraz duszności. (Fot. iStock)
Nie taki diabeł straszny, jak go malują. Fakt, alergia potrafi zatruć życie, ale radzimy sobie z nią coraz lepiej. Alergia nie jest, jak wielu sądzi, chorobą nową: wspominają o niej już inskrypcje egipskie liczące sobie z górą pięć tysięcy lat. Dziś na alergię cierpi już – według różnych źródeł – 20–30 proc. ludzi i odsetek ten szybko rośnie. Naukowcy przyczyn alergii upatrują w coraz bardziej sterylnych warunkach, w jakich żyjemy.

Dawniej nasz układ odpornościowy stale walczył z drobnoustrojami i pasożytami, przed którymi obecnie chronią nas środki dezynfekujące, szczepienia profilaktyczne oraz leki. Rozregulowuje to jednak system odpornościowy, czyni go nadwrażliwym na substancje normalnie nieszkodliwe. Organizm reaguje jak w wypadku ataku prawdziwych agresorów – stanem zapalnym, który w zwykłych warunkach przyspiesza powrót do zdrowia. U alergików staje się problemem samym w sobie. Sytuację komplikuje to, że skłonność do stanów zapalnych zwiększa stres, nieodłączny składnik naszego życia... Nikt przy zdrowym zmysłach nie zrezygnuje z dobrodziejstw nowoczesnej higieny i medycyny, nie sposób też wyeliminować z naszego życia stresu. Ale nie jesteśmy wobec alergii bezbronni.

Skąd się bierze alergia?

Objawy reakcji alergicznej to przekrwienie, obrzęk, łzawienie oczu, kichanie, katar sienny i kaszel, zmiany skórne (pokrzywka, atopowe zapalenie skóry, zwane też egzemą), bóle brzucha, wzdęcia, biegunki i zaparcia oraz duszności. Bezpośrednim ich sprawcą jest histamina i inne związki, zwane mediatorami reakcji alergicznej, pojawiające się wskutek obecności alergenu. Uczulająco działają na organizm przede wszystkim obce białka. Układ odpornościowy alergika traktuje je jako szkodliwe i w kontakcie z nimi wytwarza specyficzne przeciwciała (immunoglobuliny) zwane IgE, te zaś uwalniają zmagazynowaną w określonych komórkach (mastocytach i bazofilach) histaminę. Wtedy się zaczyna! U osób wyjątkowo wrażliwych nagły obrzęk obrzęk nosa i krtani może nawet zagrozić życiu! Do wylewu histaminy dojść może także, gdy magazynujące ją komórki ulegną zniszczeniu, pod wpływem temperatury lub czynników mechanicznych (np. ucisku).

Alergeny

Pod tym pojęciem kryją się wszystkie substancje wywołujące reakcję uczuleniową. Rozpoznano ich już ponad 20 tys., ale najczęściej alergie wywołują:

  • odchody roztoczy, mikroskopijnych pajęczaków żywiących się złuszczonym naskórkiem (mnożą się głównie w łóżkach i pościeli, tapicerowanych meblach, dywanach);
  • pyłki kwitnących roślin wiatropylnych (drzew, traw i zbóż, chwastów);
  • wydzieliny zwierząt obecne na ich skórze, sierści i piórach, w ślinie i odchodach oraz jady produkowane przez niektóre zwierzęta (np. owady, stworzenia morskie);
  • produkty spożywcze (najczęściej mleko, pszenica, jaja kurze, ryby, cytrusy i orzechy) oraz leki (np. antybiotyki, leki znieczulające);
  • zarodniki grzybów mikroskopowych (zarówno tych obecnych w środowisku, jak i zamieszkujących nasze ciała);
  • substancje wchodzące w skład kosmetyków (głównie wyciągi roślinne i barwniki) oraz w środkach czystości;
  • lateks (zrobione są z niego np. kondomy i rękawiczki chirurgiczne);
  • nikiel (ten metal można znaleźć m.in. w suwakach, zegarkach, biżuterii, telefonach komórkowych).

Kto ma skłonność do alergii?

Co sprawia, że jedni ludzie cierpią z powodu alergii, inni zaś nie? Istotne są uwarunkowania genetycznie: gdy jedno z rodziców cierpi na alergię, prawdopodobieństwo wystąpienia jej u dzieci wynosi 30–40 proc., a jeśli uczuleniowcami są oboje rodzice, wzrasta ono do 60–80 proc. Dziedziczy się jednak nie chorobę, lecz skłonność do niej, zwaną atopią. Na to, czy alergia ujawni się u konkretnej osoby, duży wpływ mają czynniki środowiskowe. Ryzyko, że tak się stanie, zwiększa szczególnie:

  • sposób karmienia we wczesnym dzieciństwie (np. podawanie niemowlętom sztucznych mieszanek);
  • niezdrowa dieta, niedobór witamin i minerałów oraz nadmiar chemicznych dodatków do żywności;
  • kontakt ze związkami toksycznymi, m.in. używkami (papierosy!), spalinami samochodowymi, zanieczyszczeniami przemysłowymi;
  • częste infekcje oraz stosowane leków (na receptę i bez), gdy nie są bezwzględnie konieczne, bez kontroli lekarza.

Marsz alergiczny

Z alergią jest jak z miłością: można jej ulec w każdym wieku, choć ze statystyk wynika, że po 40. roku życia ujawnia się rzadko. W przeciwieństwie do miłości nie ma mowy o tym, by choroba ta znikła. Typowy scenariusz alergii wygląda tak: najpierw dają o sobie znać zaburzenia trawienne i zmiany skórne, potem dolegliwości ze strony układu oddechowego. To tzw. marsz alergiczny, który może doprowadzić do ciężkiej choroby, astmy oskrzelowej. Pokonanie tej drogi czasem zajmuje kilka lat, a czasem dekady. Zdarza się, że alergia pozostaje w stanie utajonym przez lata, by w pewnej chwili – gdy odporność organizmu osłabnie – zaatakować ze zdwojoną siłą.

Jak rozpoznać alergię?

Alergia jest często mylona z innych schorzeniami, m.in. z infekcjami (drogi oddechowe, oczy), trądzikiem różowatym lub zaburzeniami trawiennymi. Decydujące znaczenie w postawieniu diagnozy ma wywiad lekarski, bo choć istnieją badania mogące potwierdzić alergię, to ich wyniki nie zawsze są jednoznaczne. Mimo że pacjenci przywiązują do nich wielką wagę, lekarze mawiają, iż leczą nie wyniki badań, lecz konkretnego człowieka trapionego określonymi dolegliwościami. Bezcenne dla alergologa są notatki pacjenta opisujące, w jakich okolicznościach pojawiły się niepokojące objawy, jaki był ich charakter, jak długo trwały itd. Z badań najczęściej zleca się testy skórne: na wewnętrzną stronę przedramienia lub plecy nanosi się próbki alergenów, które lekarz podejrzewa o wywoływanie uczulenia, i po reakcji skóry (zaczerwienienie, bąble, obrzęk) ocenia się prawdopodobieństwo alergii. Wykonuje się też analizę krwi na obecność przeciwciał IgE, ale ponieważ ich poziom rośnie nie tylko w efekcie alergii, oznacza tzw. swoiste IgE, skierowane przeciwko konkretnym alergenom (metoda RAST). W pewnych wypadkach (np. podejrzenie uczulenia na produkty spożywcze lub lateks) przeprowadza się również tzw. testy prowokacyjne: w warunkach szpitalnych poddaje się alergika bezpośrednio działaniu substancji prawdopodobnie go uczulającej.

Leczenie

Kluczowa jest profilaktyka: unikanie alergenów (jeśli to tylko możliwe), odpowiednia dieta (np. eliminacyjna) czy pielęgnacja skóry (jej podstawą powinny być tzw. emolienty – maści i kremy nawilżające i natłuszczające skórę) oraz kontrolowanie stresu. Większość alergików musi jednak, choćby okresowo, zażywać przepisane przez lekarza specyfiki. Alergicy ostro reagujący np. na jad owadów lub pokarmy powinni zawsze mieć w zasięgu ręki ampułkostrzykawkę z ratującą życie adrenaliną (hormon szybko gaszący reakcję zapalną).

Konsultacja: lek. med. Małgorzata Zaława-Dąbrowska, alergolog

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Umiar, prostota i... mała miseczka. Sekrety diety Japończyków

Jeśli chcemy się dobrze czuć w swoim ciele, cieszyć się zdrowiem i ładną sylwetką, powinniśmy ćwiczyć samodyscyplinę. (Fot. iStock)
Jeśli chcemy się dobrze czuć w swoim ciele, cieszyć się zdrowiem i ładną sylwetką, powinniśmy ćwiczyć samodyscyplinę. (Fot. iStock)
Jak to robią w Kraju Kwitnącej Wiśni? Zamiast pizzy w rozmiarze XXL – miseczka ryżu z dodatkami. Zamiast zgagi i nadwagi – równowaga. Proste?

Nadmiar dóbr zazwyczaj nie prowadzi do dostatku, lecz do przesytu. Zwłaszcza na talerzu. Za dużo, za rzadko, niezdrowo i o nieregularnych porach – to kulinarne grzechy główne typowego człowieka Zachodu – twierdzi francuska pisarka Dominique Loreau. Od lat mieszka w Japonii i jest zafascynowana zwyczajami i zasadami codziennego życia swojej nowej ojczyzny. W książce „Sztuka umiaru” stawia nas do pionu.

Żołądek VIP

Zaciśnij pięść i przyjrzyj się jej. Takiej mniej więcej wielkości jest twój żołądek. Można go też porównać do małego grejpfruta (w przypadku kobiet) lub dużego (w przypadku mężczyzn).

– Ale żołądek jest rozciągliwym workiem, który pięciokrotnie może zwiększyć swój rozmiar. Dostosowuje się do naszych żywieniowych przyzwyczajeń i w związku z tym nie sygnalizuje, kiedy jest pełny. Należy więc, przede wszystkim, sprowadzić go do jego naturalnego rozmiaru – mówi Loreau.

Jak to zrobić? Zacznij od obserwowania swojego głodu. Czy zdarza ci się, że pomimo poczucia sytości, sięgasz po dokładkę albo deser, choć potem nie czujesz się dobrze? Może nawet nie dajesz sobie okazji, by poczuć głód, bo zanim nadejdzie, zawsze zdążysz go ubiec, podjadając małe przekąski? Jeśli tak – nadwaga pewna. Powinieneś traktować swój żołądek jak luksusowe wnętrze, lożę VIP-ów, do której wstęp mają tylko niektórzy – gdy już się tam znajdą, nie mogą czuć zbyt wielkiego tłoku – radzi Loreau. Delektuj się pokarmem i przestań jeść bez zastanowienia to, co akurat masz w zasięgu ręki.

Po pierwsze: jedz mniej

Dominique Loreau sprawdziła, jakie porcje spożywano pół wieku temu, a ile jemy teraz. I otrzymała szokujące dane. Pięćdziesiąt lat temu nie tylko porcje były o połowę mniejsze, ale też lodówki, szafki kuchenne, talerze, szklanki, sztućce i… ludzkie pupy! Z dekady na dekadę wszystko niepostrzeżenie rosło. „Kiedyś banan stanowił podwieczorek dla dzieci. Dzisiaj zestaw Big Mac, kanapka, mrożone danie, baton czekoladowy, puszka słodzonego napoju… są uważane za normalny posiłek. Pożywienie, które występuje w postaci pojedynczej porcji, jest przez większość z nas zjadane w całości. Pozwalamy w ten sposób decydować o naszych potrzebach producentom żywności, którzy nie troszczą się w najmniejszym stopniu o to, co może pomieścić nasz żołądek” – pisze Loreau w „Sztuce umiaru”.

Tymczasem natura proponuje idealne porcje: jedno jajko, jedno jabłko, jeden ziemniak… Azjaci przeżywają szok kulturowy, gdy po raz pierwszy przyjadą na Zachód i w restauracji podaje im się np. pastę czy sałatkę takiej wielkości, że w ich kraju mogłyby się nią najeść cztery osoby. A my się do takich przyzwyczailiśmy. Do tego duże porcje działają jak narkotyk: na widok wypełnionego po brzegi talerza wyimaginowany głód narasta. Najadamy się do syta i dopiero potem zaczynamy liczyć kalorie.

Kalorie wymyślono pół wieku temu. Można się obyć bez ich liczenia i chudnąć. Wystarczy posłużyć się wyobraźnią. „Im większa jest porcja, tym więcej zawiera kalorii. To aż tak proste! Jeśli masz trochę nadwagi, nie musisz radykalnie zmieniać sposobu odżywiania się. Wystarczy, że będziesz jadł te same pokarmy, zmniejszając ich ilość o połowę. Pozostawienie każdego dnia resztek na talerzu może sprawić, że schudniemy dziesięć kilo w ciągu roku. Takie małe, codzienne zmiany jest bardzo łatwo wprowadzić, a mogą w efekcie przenosić góry (tłuszczu!)” – pisze Dominique Loreau.

Po drugie: jedz prosto

Nawet jeśli do tej pory nie lubiłeś gotować albo szkoda było ci na to czasu, spróbuj potraktować przyrządzanie posiłków jak praktykę duchową, rodzaj medytacji. To świetny czas, by oderwać się od codziennych spraw i wyciszyć. Skupić uwagę na „tu i teraz”. Jeśli sama/sam lub wspólnie z partnerem/partnerką robicie zakupy i przyrządzacie posiłki, to dokonujecie wyboru, co ma się znaleźć w waszych miskach i na talerzach. W ten sposób dbacie o zdrowie swoje i najbliższych. Do tego dzielicie się z rodziną dobrą energią. Smak domowej potrawy zawsze będzie lepszy od kupionego gotowego obiadu.

Jeśli w ciągu tygodnia nie znajdujesz czasu na przygotowywanie wyrafinowanych dań, możesz ograniczyć się do zasady trzech składników: zboża, proteiny i warzywa. Liczba ich wariantów jest nieograniczona!

Zadowalaj się tylko kilkoma świeżymi, sezonowymi produktami, za to o doskonałym smaku i najlepszej jakości. Budżet domowy na pewno nie ucierpi, a może nawet zaoszczędzisz na butelkę dobrego wina. Proste dania mają tę zaletę, że można delektować się ich naturalnym smakiem. Na przykład makaron z łyżką oliwy, parmezanem pokrojonym na plastry cienkie niczym płatki i kilkoma listkami bazylii, omlet ze szczypiorkiem czy filet z ryby usmażony bez soli, z odrobiną cytryny, podany z ziemniakiem na parze – będą smakować o niebo lepiej niż odgrzana pizza w mikrofalówce. I pamiętaj! Jedz powoli, kęs po kęsie. Uczyń ze swojego ciała świątynię!

Złote reguły

Samodyscyplina to rzadka cecha wśród ludzi Zachodu. Często odstępujemy od swoich zasad, tłumacząc sobie to wyjątkową sytuacją. Jednak jeśli chcemy się dobrze czuć w swoim ciele, cieszyć się zdrowiem i ładną sylwetką, powinniśmy ćwiczyć tę cenną cechę i nie ulegać presji otoczenia czy łakomstwu. Dążąc do doskonałości, ustal złote reguły, których będziesz w stanie zawsze przestrzegać.

W domu:

  • nie jedz ani nie pij niczego podczas przygotowywania posiłku,
  • nigdy nie jedz od razu tego, co wyciągasz z lodówki lub szafki: zawsze wyłóż jedzenie na talerz, do miseczki,
  • nawet jeśli chodzi tylko o przekąskę, usiądź, żeby zjeść ją spokojnie,
  • rozpoczynaj wszystkie posiłki od zupy lub surówki czy sałatki,
  • po posiłku, przed sprzątnięciem ze stołu, zawiń od razu resztki jedzenia w plastikową folię, żeby nie zacząć ich podjadać,
  • zawsze miej w torebce jakąś małą przekąskę – suszone owoce, baton proteinowy, żeby nie ulec pokusie zjedzenia czegoś w ulicznych barach.
W restauracji:
  • poproś o podanie sosu osobno,
  • poproś o zapakowanie resztek posiłku,
  • nie jedz chleba,
  • podziel się z towarzyszem przekąską, deserem (zamów 1 porcję na 2 osoby)
Każdego dnia:
  • wypijaj szklankę wody po wstaniu rano i przed położeniem się wieczorem spać,
  • jedz trzy lekkie posiłki,
  • nigdy nie dokładaj sobie jedzenia, z wyjątkiem warzyw,
  • zjadaj tylko jedną kostkę czekolady za jednym razem,
  • po dwóch dniach odstępstw od diety jedz mniej przez kolejne dwa dni,
  • w towarzystwie innych jedz dla przyjemności, kiedy jesteś sam – dla zdrowia,
  • zimą jedz zupy, latem – surówki i sałatki z warzyw,
  • jadaj tylko w dobrych restauracjach lub zabieraj ze sobą do pracy kanapkę

Stała miarka

Najlepszym sposobem na zjadanie mniejszych porcji na co dzień, jest spożywanie ich z małej miseczki. Dlatego zaopatrz się w miseczkę o pojemności 600 ml – najlepiej z laki, bo jest lekka, elegancka, doskonale przewodzi ciepło i się nie tłucze.

Możesz wypełnić ją zupą, warzywami, sałatką, ryżem z rybą. To idealna miarka. Jeden posiłek – jedna miseczka. Tak na co dzień jedzą mnisi zen, ale i miliony Chińczyków i Japończyków. Przed włożeniem dania do miseczki, pokrój składniki na małe kawałki, by móc zjeść je łyżką czy pałeczkami. „Spożywany z czarki pokarm nabiera niemalże smaku zen… A jak przyjemnie jest przenosić naszą miseczkę tam, gdzie mamy ochotę spożyć posiłek – na kanapę, na werandę bądź po prostu na dywan!” – zapewnia Dominique Loreau.

  1. Zdrowie

Potrzebujemy ciszy. Jak hałas wpływa na nasze zdrowie?

Wyczyścimy bałagan życiowy, który naniósł hałas, i nauczymy się czerpać korzyści z ciszy. (Fot. iStock)
Wyczyścimy bałagan życiowy, który naniósł hałas, i nauczymy się czerpać korzyści z ciszy. (Fot. iStock)
Cisza jest konieczna dla naszego dobrostanu fizycznego i psychicznego. Tymczasem żyjemy w hałasie, w którym nie słychać własnych myśli. Jak chronić się przed wszechobecnym zgiełkiem? Jak nie bać się ciszy?

Hałas jest groźny - uszkadza słuch, przyczynia się do rozwoju chorób serca oraz przedwczesnego starzenia. Ma negatywny wpływ na psychikę, pogarsza zdolności poznawcze u dzieci i powoduje problemy ze snem. Ten uliczny może nawet zwiększać problemy z zajściem w ciążę i ryzyko udarów. Lista strat jest długa, a naukowcy wciąż ją wydłużają. Gdzie leży granica, za którą popularne dźwięki zaczynają nam zagrażać?

Nie męcz mięśni

To, czy dźwięki, które docierają do twoich uszu, ci zaszkodzą, zależy m.in. od tego, jak bardzo są głośne, jak długo je słyszysz i... czy je lubisz. Niektóre dźwięki (m.in. odgłos startującego w pobliżu odrzutowca, ale też wybuchających w odległości metra fajerwerków) są tak agresywne, że mogą od razu uszkodzić słuch. W szczególnych przypadkach może dojść nawet do pęknięcia błon bębenkowych, ale na szczęście prawdopodobieństwo narażenia na takie decybele w codziennym życiu jest prawie zerowe.

Kolejna grupa to dźwięki głośne, ale odbierane jako przyjemne. - To np. te, które płyną z głośników podczas koncertu ulubionego wokalisty. Jeśli chcielibyśmy być precyzyjni, nie powinniśmy przyjemnych dźwięków nazywać "hałasem", mimo że mogą nam zaszkodzić. One nie wpływają negatywnie na żaden układ czy narząd naszego organizmu poza słuchem, bo jeśli decybeli jest zbyt dużo i zbyt długo jesteśmy na nie wystawieni, może dojść do uszkodzenia komórek słuchowych - mówi dr n med. Elżbieta Włodarczyk, ordynator Kliniki Audiologii i Foniatrii Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. - Jednostajny głośny dźwięk bywa dużo bardziej szkodliwy dla uszu niż bardzo głośny, ale jednoimpulsowy. Mechanizm działania ucha polega na tym, że gdy słyszy głośny dźwięk, malutkie mięśnie, które są w uchu środkowym, unieruchamiają błonę bębenkową i nie pozwalają, by taka masa dźwięku dotarła do ucha wewnętrznego. Jednak te mięśnie w końcu muszą się zrelaksować, więc jeśli głośny dźwięk dociera do nas zbyt długo, po pewnym czasie się rozluźniają i wpuszczają go do ucha wewnętrznego.

Na koncert w zatyczkach

Jak rozpoznać, że dźwięk, który słyszymy, dociera do nas zbyt długo i jest zbyt głośny? Przede wszystkim warto dowiedzieć się, ile ma decybeli. Możemy próbować to oszacować na podstawie dostępnej w Internecie bazy Noise Navigator, w której znajduje się ponad 1700 "źródeł" różnych dźwięków, także takich jak lekcja jogi, zmywarka czy biblioteka, albo skorzystać z aplikacji mobilnej, która mierzy poziom dźwięku. Choć niestety z różną dokładnością... Potem trzeba sprawdzić, jak długo taki dźwięk jest dla nas bezpieczny. Przyjmuje się np., że 109 dB (mniej więcej tyle dociera do nas na koncercie rockowym) jest ryzykowne już po niecałych dwóch minutach.

- Po koncercie stosunkowo często dochodzi do tzw. zmęczenia słuchowego - trochę gorzej słyszymy, mamy problem ze zrozumieniem mowy, a czasem szum w uszach. Zwykle po dwóch-trzech dniach wszystko wraca do normy, ale oczywiście zawsze jest ryzyko, że tak się nie stanie. Zwłaszcza jeśli do takiego pogorszenia słuchu dochodzi często - mówi dr n. med. Elżbieta Włodarczyk i radzi, by przynajmniej w trakcie koncertów nie stać w najgłośniejszym miejscu i często robić sobie przerwy, czyli wychodzić tam, gdzie jest cicho. Warto również rozważyć zabranie zatyczek. Niektórzy już tak robią, a zespół Pearl Jam, poruszony poważnymi problemami ze słuchem, jakich nabawił się wokalista AC/DC, rozdawał swoim fanom zatyczki przed koncertem.

A co ze słuchaniem muzyki w słuchawkach? Można to robić i według dr Elżbiety Włodarczyk nie ma znaczenia, czy są one douszne, czy nauszne, pod warunkiem, że dźwięk nie jest zbyt głośny. Jeśli tak jest to te douszne są bardziej niebezpieczne, bo droga jaką pokonuje dźwięk do ucha wewnętrznego, jest znacznie krótsza.

Nielubiane dźwięki

Są też dźwięki irytujące i męczące (i nawet nie muszą być bardzo głośne), jak np. odgłosy ruchliwej ulicy, remontu za ścianą czy rozmów w open space. - Tak naprawdę to właśnie dla nich powinno się rezerwować słowo "hałas" - mówi dr Elżbieta Włodarczyk. - One zawsze mają negatywny wpływ na cały organizm, chociaż jeśli są ciche, akurat słuchu bezpośrednio nie uszkodzą.

Wywołują jednak natychmiastowy efekt fizjologiczny, np. wzrost ciśnienia krwi czy przyśpieszenie akcji serca. Im dłużej jesteśmy wystawieni na ich działanie, tym gorsze skutki - nasza odporność maleje, dochodzi do zaburzeń hormonalnych i poziomu elektrolitów, wzrasta ryzyko chorób serca i udarów, a nawet zaburzeń psychicznych. Pojawiają się problemy ze snem, koncentracja, nauką i pracą.

Niestety, w przypadku dźwięków uciążliwych o wiele trudniej sprecyzować, co i jak szybko nam zaszkodzi. Wiele zależy bowiem od subiektywnej oceny dokuczliwości. Pewne pojęcie o możliwych zagrożeniach dają nam jednak wytyczne Europejskiej Agencji Środowiska, które mówią, że wskaźnik hałasu w ciągu dnia nie powinien przekroczyć 55 dB, a w nocy 50 dB. Chodzi głównie o hałas drogowy, który Światowa Organizacja Zdrowia uznała za drugie, po zanieczyszczeniu powietrza, zagrożenie środowiskowe w Europie. W Polsce zbadano sytuację akustyczną 10 mln mieszkańców aglomeracji i okazało się, że w przypadku ponad połowy z nich hałas w ciągu dnia przekracza ustalone normy. W 33 krajach europejskich w takiej sytuacji jest w sumie 100 mln ludzi.

Ochrona przed hałasem

Co można z tym irytującym, płynącym z różnych stron hałasem zrobić? Zacznijmy od domu. Na pewno warto starannie wybierać miejsce zamieszkania - bliskość ruchliwej ulicy jest zwykle gorsza niż torów kolejowych. Jeśli nie planujemy przeprowadzki, możemy rozważyć wygłuszenie ścian, zawieszenie zasłon i umieszczenie sypialni w tej części mieszkania, która jest mniej narażona na hałas. Druga sprawa to sprzęty. Kupując sprzęt AGD, wybierajmy ten cichszy, a jeśli chodzi o hałaśliwe sąsiedztwo - rozmawiajmy: z sąsiadami, ze wspólnotą czy z administratorem, z ekipą remontową.

- Ostatnio nowy sąsiad zaczął u nas w bloku generalny remont. Po kilku dniach koszmarnego hałasu zadzwoniłam do niego domofonem - wspomina 30-letnia Iza, graficzka. - Nie mogę nikomu zabronić burzyć ścian, piłować czy wiercić w ciągu dnia, ale próbowałam chociaż dowiedzieć się, kiedy planuje głośniejsze roboty, żeby na ten czas przenieść się do przyjaciółki. Sąsiad stwierdził, że ma prawo do remontu i nie musi udzielać mi żadnych informacji, i trzasnął słuchawką. Na szczęście ekipa remontowa okazała się bardziej przyjazna niż on i przedstawiła mi przybliżony plan robót.

Dobrze jest też próbować wpłynąć na decydentów i mieszkańców okolicy: domagać się ekranów dźwiękoszczelnych, protestować przeciwko nielegalnym hotelom, w głosowaniu nad budżetem partycypacyjnym opowiadać się za ścieżkami rowerowymi i samemu jak najczęściej zostawiać samochód w garażu. Jeśli mamy dzieci, warto wystąpić do szkoły z wnioskiem o likwidację dzwonków. W wielu placówkach przekonano się już, że taka zmiana zmniejszyła hałas w czasie przerw. Dzwonek był bodźcem, który prowokował uczniów do tego, by wybiegać z klasy z krzykiem.

- I zakładajmy w pracy słuchawki, jeśli wymagają tego przepisy BHP. Niby to takie oczywiste, że o uszkodzeniach słuchu z powodu hałasu powinniśmy czytać już tylko w podręcznikach, a tymczasem pacjentów z tym problemem przybywa - ubolewa dr Elżbieta Włodarczyk.

Cicho sza!

Czasem od hałasu nie sposób uciec, inna sprawa, że często sami się na niego skazujemy. Choć z psychologicznego punktu widzenia potrzebujemy ciszy, wielu z nas żyje w bezustannym szumie. - W pracy mamy gwar, w drodze do domu jesteśmy narażeni na hałas uliczny, a po wejściu do mieszkania włączamy radio, odtwarzacz muzyki, telewizję - cokolwiek, byle nie było cicho. Ten ciągły hałas utrudnia nam kontakt z samym sobą. Nie przez przypadek mówi się: "taki hałas, że nie słychać własnych myśli" - stwierdza psychoterapeutka Bianca-Beata Kotoro i dodaje, że niektórzy odczuwają wręcz lęk przed ciszą. -Zresztą trudno się dziwić, często boimy się tego, czego nie znamy. Można więc powiedzieć, że jest to normalna reakcja na tę nienormalną sytuację.

Elirng Kagge, norweski pisarz i podróżnik, wielki admirator i poszukiwacz ciszy, który  zdobył dwa bieguny, Mount Everest i dwa razy przepłynął Ocean Atlantycki, uważa strach przed ciszą za lęk przed lepszym poznaniem samego siebie. W książce "Cisza" tak wspomina spotkanie z tytułową bohaterką w najcichszym miejscu na Ziemi, jakim jest Antarktyda: "Cisza wniknęła we mnie (...). Byłem zmuszony do kontynuowania tych myśli, które już miałem w głowie. I co gorsza kontynuowania uczuć".

- Ludzie niebojący się ciszy to często osoby, które są w większej zgodzie ze sobą, niż ci, którzy czują przymus ciągłego zagłuszania, bo on jest jak nałóg. Czasem słyszę "ale co jest złego w tym, że słucham relaksującej muzyki przed snem?". Nic, pod warunkiem, że to nie konieczność i jesteś w stanie od czasu do czasu położyć się w ciszy - mówi Bianca-Beata Kotoro.

Erling Kagge twierdzi, że w ciszy kryją się tajemnice świata, uważa ją za nowy luksus, prostą sztuczkę na bogatsze życie. I choć przyznaje, że cisza bywa też nudna i trudna, zwłaszcza "cisza po wszystkim", to nie ma wątpliwości, że warto się do niej zbliżyć. Jak to zrobić? - Stopniowo. Zacząć od krótkiej chwili ciszy, bo osoby do niej nieprzyzwyczajone mogą zareagować nawet panicznym lękiem - radzi Bianca-Beata Kotorno. Czasem może się okazać, że gdy już dobrze się usłyszymy, będziemy musieli wprowadzić jakieś zmiany w życiu, a to też bywa trudne, ale - jak przekonuje psychoterapeutka - w końcu to przykre uczucie minie. Wyczyścimy bałagan życiowy, który naniósł hałas, i nauczymy się czerpać korzyści z ciszy.

  1. Zdrowie

Bądź zdrów – myśl o swoim ciele, duchu i umyśle. 1% dla Fundacji Małgosi Braunek „Bądź”

Dzięki wsparciu finansowemu z 1% podatku Fundacja
Dzięki wsparciu finansowemu z 1% podatku Fundacja "Bądź" będzie mogła organizować kolejne wykłady, warsztaty, Kongresy oraz grupy wsparcia dla osób zainteresowanych unikatową wiedzą o budowaniu zdrowia oraz dla wszystkich będących w kryzysie choroby. (Fot. materiały prasowe)
Fundacja Małgosi Braunek „Bądź” to organizacja działająca od 2015 roku zajmująca się edukacją zdrowotną. Promuje i wspiera zintegrowane, holistyczne podejście zarówno do zdrowia, jak i do choroby, inspiruje do aktywnej postawy wobec własnego zdrowia. Swoimi działaniami dąży do poprawy stanu zdrowia całego społeczeństwa. 

„Człowiek stanowi dla nas całość - połączenie ducha, ciała i umysłu. Chcemy by każdy miał dostęp do wiedzy na temat holistycznego podejścia do zdrowia i wspierających metod w leczeniu. By każdy czuł się bezpiecznie. W dobie pandemii jest to tym bardziej konieczne.” – mówi Orina Krajewska, prezeska Fundacji.

W ramach pierwszej w historii Fundacji kampanii 1%, przygotowanej we współpracy z agencją OPEN i domem produkcyjnym Trzyfilm, powstał MANIFEST Fundacji „Bądź”, który najlepiej oddaje misję organizacji:

  • Bądź zdrów – myśl o swoim ciele, duchu i umyśle kompleksowo.
  • Bądź pewny – badaj się profilaktycznie.
  • Bądź świadomy – poznaj fakty na temat medycyny integralnej i możliwości, jakie daje.
  • Bądź uważny – słuchaj siebie i wybieraj to, co ci służy: ruszaj się, oddychaj, redukuj stres, dbaj o dietę oraz sen.
  • Bądź aktywny – twoje zdrowie jest... twoje. I sam naprawdę wiele możesz dla siebie zrobić. Dlatego szukaj, pytaj, zgłębiaj temat.
  • Bądź otwarty – zrozum, na jak wiele, nieoczywistych, nowatorskich sposobów można dbać o zdrowie.
Bądź z nami na 100%, a nam przekaż swój 1%, żebyśmy mogli wspierać innych.

Bohaterkami kampanii są Aleksandra Nowińska, Mira Klajnberg i Magda Chołyst, podopieczne fundacji szczególnie związane z projektem “Jestem i Będę” w ramach którego dzieliły się swoimi doświadczeniami holistycznego podejścia w leczeniu.

Ola od wielu lat wspiera działania Fundacji, a w 2018 roku sama doświadczyła choroby nowotworowej. Dzięki wiedzy na temat komplementarnych metod leczenia, swojej determinacji i ciężkiej pracy nad emocjami wyszła z choroby obronną ręką. Dziś, gdy jako zdrowa osoba opowiada swoją historię, dostrzega jak wielki to miało sens. Wierzy, że wszystko było i jest po "coś".

Mira, zajęta szefowa produkcji w dużej agencji reklamowej, pewnego dnia pod prysznicem wyczuła guza piersi. Choroba drastycznie wybiła ją z pędu, w którym żyła. Moment diagnozy okazał się prawdziwym sprawdzianem. Przechodząc przez kolejne etapy ciężkiego leczenia nauczyła się zwalniać i świadomie oddychać. To stopniowo zmieniło jej nawyki oraz styl życia. Jak mówi - dziś, jako zdrowa osoba jest w najlepszej formie w jakiej w życiu była.

Magda, po latach immunologicznej choroby i trudnym leczeniu odkryła, że jeden z leków ma działanie toksyczne, w wyniku którego utraciła 50% widzenia. Kryzys zdrowotny stał się zaproszeniem do podróży po różnych metodach leczenia, ale przede wszystkim do podróży w głąb siebie.

"Jestem bardzo wdzięczna naszym Bohaterkom, które z taką otwartością podzieliły się swoimi historiami, oraz wszystkim zaangażowanym w powstanie wzruszającego filmu i kampanii. Szerokie dotarcie kampanii może posłużyć jako zestaw praktycznych wskazówek na temat holistycznego podejścia do zdrowia i zachęta do aktywnego dbania o własne zdrowie. Czas pandemii był dla nas wyjątkowo trudny, szczególnie pod względem finansowym. 1% to dla nas, nomen-omen, być albo nie być. Mamy nadzieję, że przekazując na nas swój 1% będziemy mogli działać dalej. Na 100%" - mówi Orina Krajewska.

Najważniejsze obszary działania Fundacji Małgosi Braunek „Bądź” to:

  • organizacja darmowych wykładów i warsztatów poświęconych prewencji i leczeniu chorób;
  • prowadzenie cyklicznej i otwartej GRUPY WSPARCIA #BądźMy dla pacjentów onkologicznych, chorych przewlekle oraz ich przyjaciół i rodzin;
  • organizacja KONGRESÓW MEDYCYNY INTEGRALNEJ “Bądź w pełni zdrowia”, na których wysokiej klasy eksperci z kraju i zagranicy dzielą się swoją wiedzą;
  • prowadzenie FUNDACYJNEJ INFOLINII otwartej dla wszystkich w nagłej potrzebie kontaktu oraz dyżurowanie na infolinii u Rzecznika praw pacjenta;
  • tworzenie bazy kluczowych informacji dotyczących metod, klinik, lekarzy, terapeutów oraz instytucji zajmujących się różnymi sposobami prewencji i leczenia.
Dzięki wsparciu finansowemu z 1% podatku Fundacja będzie mogła organizować kolejne wykłady, warsztaty, Kongresy oraz grupy wsparcia dla osób zainteresowanych unikatową wiedzą o budowaniu zdrowia oraz dla wszystkich będących w kryzysie choroby.

Numer KRS Fundacji to: 0000381339.

  1. Styl Życia

Wiosenne rośliny młodości

Od dawna znane są prozdrowotne właściwości wiesiołka, mało która roślina, a w zasadzie olej z jej nasion, tak sprzyja kobiecie. (Fot. iStock)
Od dawna znane są prozdrowotne właściwości wiesiołka, mało która roślina, a w zasadzie olej z jej nasion, tak sprzyja kobiecie. (Fot. iStock)
Nasze prababki stosowały je z pożytkiem, pokolenia babek i matek uwierzyły farmaceutom. My znowu sięgamy do źródeł.

Słonecznik i dynia na pamięć i sprawność mózgu

By pamięć nie szwankowała, potrzebny jest cynk – znajdziemy go w pestkach dyni i nasionach słonecznika. Okazuje się, że lansowany przez wiele lat miłorząb jako „odmładzający” mózg zupełnie nie ma tych właściwości – w badaniach wykazano, że lepsze skutki przynosi nawet placebo. Ale już pestki słonecznika i dyni z rozmachem możemy dorzucać do wiosennych sałatek – nie tylko wzmocnią smak, ale i dobrze odżywią mózg. Na jego sprawność wpływają także inne nasiona i ziarna – niełuskany ryż, kasze i fasole – to węglowodany złożone, które są świetną pożywką dla mózgu, bo oprócz glukozy zawierają także błonnik, witaminy i minerały.

Wiesiołek - eliksir młodości

Od dawna znane są prozdrowotne właściwości wiesiołka, mało która roślina, a w zasadzie olej z jej nasion, tak sprzyja kobiecie – regularnie stosowany usprawnia gospodarkę hormonalną, ale także wygładza „od środka” i na zewnątrz zmarszczki, wpływa na wygląd i zdrowie cery, sprawia, że mamy lepszy nastrój. To zasługa nienasyconych kwasów omega-3 i omega-6, witaminy A i witaminy E, które zbawiennie wpływają na sprężystość i nawilżenie ciała. Ponadto witamina A, czyli retinol, jest silnym antyoksydantem, chroni przed szybkim starzeniem. Olej z wiesiołka najlepiej kupować ekologiczny, w ciemnych buteleczkach.

Rozmaryn i aloes na włosy i cerę

Rozmaryn lekarski także bardzo sprzyja kobiecie – pomaga na bolesne miesiączkowanie, ale wyciąg z jego liści dodany do kąpieli ujędrnia ciało, dobrze wpływa na cerę, a także wzmacnia włosy i przeciwdziała ich wypadaniu. Także aloes ma dobroczynne działanie na skórę głowy i cebulki włosowe – odżywia je, przyspiesza krążenie krwi w naczyniach znajdujących się na skórze dzięki czemu dostarcza im całe bogactwo swoich witamin i minerałów.

Awokado - jak dobry krem

A jednak dużo tańszy… Warto na stałe wpisać go do diety, a czasem nawet zastosować bezpośrednio na skórę. Awokado wpływa na odnowę komórek, zwalcza wolne rodniki, a więc spowalnia starzenie i obniża poziom złego cholesterolu. Pomimo że jest bogaty w tłuszcz, obniża w organizmie poziom innych tłuszczów, tych odpowiedzialnych za powstawanie cukrzycy. Zamiast masła kładź na pełnoziarnisty chleb żytni właśnie awokado. Regeneruje skórę, więc rozgniecione widelcem i położone na kwadrans jako maseczka na twarz wspaniale ją „wyprasuje”, dostarczając witamin i cennych kwasów omega-3.

Wiosna, a więc kiełki!

Kiełki rzodkiewki czy fasoli mung to witaminowy zastrzyk młodości i energii – w kiełkach jest wszystko, co roślina potrzebuje do życia i do wzrostu, oprócz witamin mają też sporo białka, a białko buduje mięśnie, także mięsień serca. Kiełki dodawane codziennie do zup i sałatek podniosą odporność nieco nadwerężoną zimą.

Aby powyższe składniki mogły zadziałać, ważna jest dyscyplina – powinniśmy z bogactw natury korzystać regularnie, stale, najlepiej pamiętając, że to, co możemy zjeść, z reguły równie dobrze odżywi nas od zewnątrz. Unikajmy chemii, bo wcieranie jej czy konsumowanie dzień po dniu kumuluje się i odkłada w postaci toksyn, z którymi organizm sobie nie radzi. Niech już lepiej odkłada nam się tylko to, co naturalne, co nas karmi, odżywia, w efekcie dodaje urody i usuwa toksyny, by dłużej cieszyć się zdrowiem i młodym wyglądem

  1. Styl Życia

Rozbudź w sobie energię na wiosnę - proste ćwiczenia

Jeśli masz taki zwyczaj, by w wyobraźni godzinami planować czy przewidywać z detalami swoje życie – skończ z tym, bo marnotrawisz mnóstwo energii. (Fot. iStock)
Jeśli masz taki zwyczaj, by w wyobraźni godzinami planować czy przewidywać z detalami swoje życie – skończ z tym, bo marnotrawisz mnóstwo energii. (Fot. iStock)
Wszystko wokół się budzi i nabiera kolorów – to zasługa słońca i wschodzącej zieleni. Świat wysyła ci pozytywne sygnały i napełnia optymizmem, masz ochotę przenosić góry. Pójdź za tym, ale na spokojnie – naucz się zarządzać swoją energią

Już Albert Einstein wykazał, że wszystko w naszym świecie materialnym, ożywione i nieożywione, zbudowane jest z energii. Energią są nasze myśli, emocje, relacje z ludźmi czy jakakolwiek aktywność. Każdego dnia, kiedy wstajesz z łóżka, rozmawiasz przez telefon czy wychodzisz na ulicę, wydatkujesz pewną ilość energii. Nie musisz wcale odcinać się od świata, zamykać w czterech ścianach, drastycznie ograniczać relacji czy zawsze aktywnie odpoczywać, by nie tracić sił. Pierwszy krok to wytropienie swoich osobistych zjadaczy energii.

Największym zjadaczem energii jest nasz umysł, który produkuje niestworzoną ilość rozmaitych myśli, tworzy w wyobraźni setki teorii spiskowych, próbuje odkryć intencje innych ludzi czy w stu procentach przewidzieć sytuację, która dopiero ma się wydarzyć. Wyobrażasz sobie, jaka to strata energii, te wszystkie obsesyjne „łamigłówki”? Zamęczają nas nie same problemy, ale energia, którą zużywamy na zamartwianie się nimi oraz na stosowanie tych samych strategii, mimo że do tej pory nie przyniosły żadnych pozytywnych skutków.

Jeśli ty również masz taki zwyczaj, by w wyobraźni godzinami planować czy przewidywać z detalami swoje życie – skończ z tym, bo marnotrawisz mnóstwo energii. Te wszystkie „myślówy”, wahania przy podejmowaniu decyzji, rozmowy z ludźmi o niczym, zajmowanie się cudzymi sprawami, kiedy nie masz na to ochoty, robienie czegoś wbrew sobie tylko dlatego, że nie masz odwagi odmówić, ploteczki, drobne kłamstewka – to najwięksi pożeracze energii.

Gdzie ucieka energia?

Weź kartkę papieru i wypisz wszystkie sytuacje, które najbardziej cię męczą lub stresują, powodują, że czujesz się zniechęcona, rozdrażniona albo nie możesz zasnąć. Zastanów się, czy i w jaki sposób możesz ich uniknąć. Czasami pomaga sama świadomość, że spotkanie z teściową cię męczy, ale od czasu do czasu musisz je odbyć.

Codzienna profilaktyka

Oto kilka ćwiczeń, które pomogą ci w skutecznym zarządzaniu energią:

Przed podjęciem decyzji. Dobrze podjęta decyzja to taka, w przypadku której istnieje zgodność pomiędzy głową, sercem i ciałem. Jeśli masz dylemat: zadzwonić do niego czy poczekać, aż pierwszy się odezwie – połóż się wygodnie, pooddychaj spokojnie w swoim rytmie, potem wyobraź sobie, że wykręcasz jego numer. Co czujesz? Spokój, a może nerwowe pulsowanie w żołądku? Koncentruj się na doznaniach w ciele, a nie na tym, co podpowiada ci głowa. Następnie wyobraź sobie, że jednak nie dzwonisz. Czy jesteś w stanie spokojnie czekać na jego telefon, a może już w trakcie wykonywania ćwiczenia zastanawiasz się, czy on akurat nie próbuje się do ciebie dodzwonić? Rozważ, która opcja jest dla ciebie bardziej oszczędna energetycznie.

Przed powrotem do domu. Po skończonej pracy, zanim rzucisz się w wir domowych obowiązków, znajdź chwilę, by przestawić się z rytmu „praca” na rytm „dom”. Możesz pójść na krótki spacer albo posiedzieć przez 10 minut w samochodzie, by zamknąć tematy zawodowe. Podobne przerwy rób zawsze, ilekroć zmieniasz aktywność, jesteś tuż przed ważnym spotkaniem czy masz gdzieś zadzwonić.

Przed snem. Wieczorem po ciężkim dniu zrób sobie kąpiel z dodatkiem soli morskiej. To cię zrelaksuje i oczyści z energii ludzi, z którymi dziś się spotkałaś.

Przed kolejnym spotkaniem. Jeśli pracujesz z klientami, jak najczęściej wietrz swój gabinet i myj ręce do łokci w zimnej wodzie.

Na dobre rozpoczęcie dnia. Połóż się na podłodze, ręce złącz nad głową, a nogi ułóż tak, by stykały się wewnętrznymi stronami stóp. W ten sposób stworzysz zamknięty obieg energii. Poleż spokojnie 10 minut, oddychaj zgodnie z własnym rytmem.

Na złagodzenie bólu. Kiedy boli cię brzuch albo głowa, połóż się i postaraj rozluźnić ciało. Lewą rękę połóż w okolicach serca, a prawą w miejscu, które cię boli. Wyobraź sobie, że pomiędzy nimi przebiega linia. Energia serca złagodzi ból.

Na zmęczenie. Kiedy czujesz się zmęczona, opukuj palcami miejsce tuż za uszami tak długo, aż poczujesz przypływ energii.