1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Dyniowy krem z pestkami dyni

Dyniowy krem z pestkami dyni

49020796 - still life, food and drink, seasonal concept. fresh orange pumpkin soup in a mug on a rustic wooden table. selective focus
49020796 - still life, food and drink, seasonal concept. fresh orange pumpkin soup in a mug on a rustic wooden table. selective focus
Zobacz galerię 1 Zdjęć

Dynię obieramy, wydrążamy środek, kroimy w  równe kawałki i  układamy na foli aluminiowej. Dorzucamy czosnek, świeży tymianek, polewamy oliwą, zawijamy szczelnie, przekładamy na blaszkę i  pieczemy w  190 stopniach Celsjusza przez około 40 minut. Marchewkę kroimy w  cienkie plasterki i  podsmażamy razem z  cebulą.

Pod sam koniec dodajemy tarty imbir. Całość zalewamy bulionem, mlekiem kokosowym i  dusimy do miękkości. Dodajemy ugotowane ziemniaki, zimne masło, pieczoną dynię, doprawiamy solą i  pieprzem. Wszystko miksujemy na gładką masę i  przecieramy przez sito. Zupę wlewamy do miseczki i  posypujemy prażonymi na suchej patelni pestkami dyni.
Składniki
Na 4 porcje:

2  i  1/2 kg dyni piżmowej, 300 ml bulionu, 1 obrana marchewka, 2 drobno posiekane cebule, 2 ugotowane i obrane ziemniaki, 150 ml mleka kokosowego, 1 garść uprażonych pestek dyni, 2 ząbki czosnku, 1 garść świeżego tymianku, 6 łyżek oliwy, 2 łyżki zimnego masła.

Do smażenia:

1 łyżka oleju

Opcjonalnie:

świeżo tarty imbir.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Tarta czekoladowa z  solonym karmelem - przepis Grzegorza Łapanowskiego

Tarta czekoladowa z  solonym karmelem (Fot. iStock)
Tarta czekoladowa z  solonym karmelem (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Czekolada i karmel. Królewskie połączenie smaków, zwłaszcza jeśli jest to słony karmel. Warto spróbować!

Tarta czekoladowa z  solonym karmelem

Na 13 porcji: Kruche ciasto: 200 g mąki 100 g zimnego masła 2 żółtka 60 g cukru pudru 30 g kakao 2 łyżki lodowatej wody szczypta soli

Solony karmel: 200 g cukru 2 łyżki wody 100 g śmietany 18-proc. 100 g śmietanki 36-proc. szczypta soli

Masa ganache czekoladowa: 400 g gorzkiej czekolady 450 g śmietanki 36-proc.

Dodatki: 100 g prażonych orzechów ziemnych 100 g gorzkiej czekolady

Czas przygotowania: 1 godzina 15 minut + 45 minut chłodzenia

1. Z  mąki, kakao, cukru pudru, szczypty soli i  masła pokrojonego w kostkę zagniatamy ciasto do uzyskania konsystencji kruszonki. Dodajemy żółtka rozmącone z  wodą i  szybko wyrabiamy ciasto na gładką, elastyczną masę. Rozpłaszczamy na grubość 3–4 cm i  chłodzimy w  lodówce przez około godzinę.

2. Ciasto rozwałkowujemy i  wylepiamy formę do tarty o średnicy ok. 33 cm, robimy dziurki widelcem. Wkładamy na 15 minut do zamrażalnika. Pieczemy 20–25 minut w 185 stopniach C, aż ciasto będzie suche. Studzimy.

3. W  kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę, zdejmujemy z  ognia i  łączymy stopniowo z  zimną śmietanką. Wlewamy ją na podpieczony czekoladowy spód i  studzimy w  temperaturze pokojowej.

4. Na patelni na średnim ogniu roztapiamy cukier z  wodą. Nie mieszamy, a  jedynie balansujemy patelnią. Gdy masa nabierze bursztynowego koloru, wlewamy obie śmietany, doprawiamy solą i  drewnianą szpatułką mieszamy, redukujemy ilość płynu, by uzyskać gęsty karmelowy sos. W trakcie studzenia masa także tężeje. Jeszcze ciepły wylewamy na warstwę czekoladową. Studzimy w  lodówce.

5. Orzechy ziemne drobno siekamy. Podobnie czekoladę. Posypujemy równomiernie ciasto.

  1. Kuchnia

Przepisy na dietetyczne dania z kurczakiem

</a> Fot. Tatiana Briceag
Fot. Tatiana Briceag
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Leanne Vogel, autorka książki „Dieta ketogeniczna” podaje cztery przepisy na aromatyczne, nietuczące potrawy z kurczaka. W końcu zima to najlepszy czas na jedzenie zawierające więcej tłuszczu.

Mój ulubiony kurczak z pesto

Nazwa tej potrawy wskazuje, że zjadłam w życiu wiele wersji kurczaka z pesto i ta jest moją ulubioną. Właściwie ten posiłek jest moim najbardziej ulubionym w całej książce. Chwileczkę! We wszystkich moich książkach. Tak, to bardzo śmiałe stwierdzenie. Ojej, jeśli ten przepis ci się nie spodoba, to będziemy miały problem. Właśnie stąd biorą się moje kłopoty z tą potrawą. Jest tak dobra, że nie potrafię się zdecydować, co najbardziej mi smakuje.

Zostawiam więc wybór tobie: spróbuj z surową lub ugotowaną, startą spiralnie cukinią lub kluskami z rzodkwi japońskiej (Ja lubię je na surowo!), albo weź ciepły makaron konjac, ugotowany ryż z kalafiora, dynię makaronową; albo zjedz kurczaka bez dodatków. Zawsze jest pyszny!

Kurczak

  • 60 ml oleju z awokado
  • 455 g piersi kurczaka bez kości, skóry, pokrojonej w cienkie plastry
  • 1 mała cebula cukrowa, pokrojona na cienkie plasterki
  • 105 g pomidorów suszonych na słońcu, osączonych i posiekanych
  • ¾ łyżeczki suszonego oregano
  • ½ łyżeczki suszonego tymianku
  • ⅛ łyżeczki czerwonego chili w płatkach
Kremowy sos pesto
  • 2 ząbki czosnku
  • 37 g pinioli
  • 17 g drożdży odżywczych
  • 120 ml wywaru z kości kurczaka
  • 120 ml pełnotłustego mleczka kokosowego
  • ½ łyżeczki miałkiej soli morskiej
  • ½ łyżeczki czarnego pieprzu
  • 14 g świeżej bazylii z łodygami
2 średnie cukinie, skrojone spiralne, surowe lub ugotowane, do podania
  1. Rozgrzej olej na dużej patelni, na średnim ogniu. Na gorący wrzuć kurczaka, cebulę, pomidory suszone na słońcu, oregano, tymianek i czerwone chili w proszku. Podsmażaj 5 minut, aż poczujesz aromat ziół.
  2. W tym samym czasie zmiksuj na gładką masę wszystkie oprócz bazylii składniki kremowego pesto. Dodaj bazylię. Włączając i wyłączając silnik, lekko ją posiekaj, ale skończ, zanim sos nabierze jaskrawozielonego koloru. Nie miksuj bazylii!
  3. Wlej sos na patelnię i obtocz w nim kurczaka. Zmniejsz płomień na mały, przykryj i gotuj 15 minut, mieszając co jakiś czas, aż mięso będzie gotowe.
  4. Rozłóż na 4 talerze makaron z cukinii. Nałóż po porcji kurczaka i polej sosem. Zajadaj!

Zupa meksykańska z kurczaka

Pierwszy raz, gdy gotowałam tę zupę, oglądałam serial Riverdale (grzeszna przyjemność). Tak mnie wciągnęła tajemnica „Kto jest Czarnym Kapturem?”, że wrzuciłam do szybkowaru jednocześnie mieloną wołowinę i pierś kurczaka i nastawiłam na tryb „zupa”. Nie miałam pojęcia o pomyłce do chwili, aż otworzyłam pokrywę. Zapewniam cię, że ta zupa jest pyszna z oboma gatunkami białka, ale dla uproszczenia przyrządziłam ją jeszcze raz z samym kurczakiem.

Ser nie jest niezbędny. Zupa jest wyborna nawet bez niego. Jeśli nabiał wchodzi w skład twojej diety keto, możesz sporo go wsypać! Jeżeli ty lubisz ser, lecz ser nie lubi ciebie, wybierz gatunek bezmleczny, starty. Jeśli wolisz dania bez sera, pomiń go, a i tak rezultat cię zachwyci.

Fot. Tatiana Briceag Fot. Tatiana Briceag
  • 60 ml oleju z awokado
  • 1 mała cebula cukrowa, pokrojona w kostkę
  • 2 ząbki czosnku, roztarte
  • 1 słodka czerwona cebula, pokrojona w kostkę
  • 455 g piersi kurczaka, bez skóry, pokrojonej w cienkie plastry
  • 410 g (1 puszka) opiekanych pomidorów
  • 355 ml wywaru z kości kurczaka
  • 240 ml pełnotłustego mleczka kokosowego
  • 1 łyżka octu cydrowego
  • 1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 1 łyżeczka papryki w proszku
  • ¾ łyżeczki miałkiej soli morskiej
  • 140 g tartego cheddara (bezmlecznego lub zwykłego) (opcjonalnie)
  • 2 średnie awokado hass, obrane, bez pestek, pokrojone na plasterki (ok. 220 g miąższu)
  • garść świeżych liści kolendry
Wersja bez kokosa? - Zastąp mleczko kokosowe mlekiem własnego wyboru. Jeśli używasz sera bezmlecznego, upewnij się, że nie zawiera kokosa.
  1. Rozgrzej olej w dużym garnku na średnim ogniu. Wrzuć cebulę, czosnek i paprykę. Smaż 5 minut, aż poczujesz ich aromat.
  2. Dodaj kurczaka, pomidory, wywar, mleczko kokosowe, ocet, kmin, oregano, paprykę w proszku i sól. Wymieszaj, przykryj i doprowadź do lekkiego wrzenia na średnim ogniu. Zmniejsz płomień i gotuj na małym ogniu 15 minut, aż kurczak i papryka będą miękkie.
  3. Gotową zupę rozlej do 4 miseczek. Posyp 35 g sera (jeśli go używasz), jedną czwartą plasterków awokado i kolendrą.
Dla gotujących w szybkowarze: Na etapie 1 ustaw tryb smażenia. Dodaj do szybkowaru wszystkie składniki wymienione w etapie 2. Zamknij pokrywę i ustaw na tryb „zupa” albo gotuj 10 minut pod wysokim ciśnieniem. Poczekaj, aż ciśnienie spadnie, zdejmij pokrywę i kontynuuj etap 3.

Kurczak faszerowany grzybami

Mogłabym to danie jeść codziennie do końca życia i byłabym bezbrzeżnie szczęśliwa. Jest takie pyszne! Na dodatek łatwo się je przyrządza (jako danie kolacyjne). Jeśli możesz jeść nabiał albo masz ulubiony bezmleczny gatunek mozzarelli, nadziej piersi niewielką ilością. Będzie to smaczny dodatek. Wybrałam pełnotłuste mleczko kokosowe, ale nadaje się każde pełnotłuste mleko (bezmleczne lub zwykłe).

Fot. Tatiana Briceag Fot. Tatiana Briceag
  • 3 łyżki oleju kokosowego, oleju z awokado lub ghee
  • 200 g brązowych pieczarek
  • 4 ząbki czosnku, roztarte
  • 3 łyżeczki suszonej natki
  • ¾ łyżeczki miałkiej soli morskiej
  • ¼ łyżeczki czarnego pieprzu
  • 455 g piersi kurczaka, bez kości, ze skórą
  • 1 łyżeczka cebuli w proszku
  • 1 łyżeczka czosnku granulowanego
  • 120 ml mleka (bezmlecznego lub zwykłego)
  • 280 g szpinaku, do podania
  1. Rozgrzej piekarnik do 205°C. Wyłóż blachę do pieczenia pergaminem lub użyj silikonowej maty.
  2. Rozgrzej olej na dużej patelni, na średnim ogniu. Dodaj grzyby, czosnek, 2 łyżeczki natki, ¼ łyżeczki soli i pieprz. Wymieszaj, podrzucając i podsmażaj 10 minut.
  3. Tymczasem pokrój każdą pierś kurczaka poziomo na plastry, przerywając krojenie na 1,25 cm przed brzegiem tak, aby pierś otworzyła się jak książka. Uważaj, żeby nie przekroić mięsa do końca. Najlepiej użyć ostrego noża i przycisnąć kurczaka z góry dłonią.
  4. Przełóż piersi kurczaka na blasze wyłożonej pergaminem. Rozłóż. Na środku każdej piersi nałóż jedną czwartą mieszaniny grzybów. Jeśli zostanie trochę grzybów, wyłóż je dookoła kurczaka.
  5. Zawiń pierś kurczaka, aby zakryć farsz. Oprósz faszerowane piersi granulowanym czosnkiem, cebulą w proszku, pozostałą 1 łyżeczką natki i pozostałą solą.
  6. Wlej mleko między piersi kurczaka, bezpośrednio na blachę.
  7. Piecz od 30 do 35 minut, aż temperatura w środku mięsa osiągnie 74°C.
  8. Rozłóż szpinak na 4 talerze. Dodaj na każdą faszerowaną pierś. Skrop szpinak kremowymi sokami z patelni, i smacznego! (Uwaga! Jeśli nie udało ci się uzyskać po pół piersi kurczaka na osobę, pokrój je na porcje i rozłóż równo na talerze).

Laksa z kurczaka

Tradycyjnie laksę podaje się z kluskami, masz więc wybór. Możesz dodać starte spiralnie warzywa, makaron z wodorostów morskich albo konjac. Zastąpiłam kluski kiełkami soi, żeby przyśpieszyć przygotowania. Wszystko tu pasuje!

Fot. Tatiana Briceag Fot. Tatiana Briceag
  • 70 g oleju kokosowego lub ghee, albo 80 ml oleju z awokado
  • 40 g cebuli cukrowej, pokrojonej w kostkę
  • 4 łodygi trawy cytrynowej, przyciętej, aby mieściła się do garnka
  • 1 świeże, zielone chili, pokrojone w kostkę
  • kawałek (5 cm) świeżego korzenia imbiru, starty
  • 4 ząbki czosnku, roztarte
  • 2 łyżeczki mielonej kolendry
  • 2 łyżeczki curry w proszku
  • 1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
  • ½ łyżeczki miałkiej soli morskiej
  • 455 g udek kurczaka, bez kości i bez skóry, pokrojonych na plastry
  • 400 ml mleczka kokosowego „light” (1 puszka)
  • 475 ml wywaru z kości kurczaka
Do podania
  • 240 g kiełków soi
  • 4 ósemki limonki
  • 8 świeżych liści mięty
Wersja bez kokosa? - Nie używaj oleju kokosowego. Zastąp mleczko kokosowe wybranym mlekiem. Do tego dania znakomite jest mleko z orzechów makadamii. Możesz zrobić je sama lub kupić gotowe niesłodzone mleko z orzechów makadamii.
  1. Podgrzej olej w dużym garnku na średnim ogniu. Dodaj cebulę, trawę cytrynową, chili, imbir, czosnek, kolendrę, curry w proszku, kmin i sól. Smaż 10 minut, aż poczujesz aromat.
  2. Włóż pokrojone udka kurczaka. Wlej mleczko kokosowe i wywar. Przykryj i na dużym ogniu doprowadź do wrzenia. Zmniejsz płomień i gotuj 15 minut, aż mięso będzie gotowe.
  3. Przed podaniem usuń kawałki trawy cytrynowej. Rozlej laksę do 4 dużych misek. Na wierzch każdej porcji wrzuć 60 g kiełków soi, skrop sokiem wyciśniętym z ósemki limonki i wrzuć limonki do misek. Przybierz 2 listkami mięty i podawaj!

  1. Kuchnia

Zupa z buraczków i batatu według przepisu Elizy Mórawskiej

Fot. iStock
Fot. iStock
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Eliza Mórawska, autorka bloga kulinarnego whiteplate.pl, prezentuje przepis na zupę z buraczków i batatu. Gęstą i  zawiesistą, lekko słodką. Najchętniej podaje ją z  ugotowaną na sypko paloną kaszą gryczaną, ale można ją też serwować z ryżem.

  • 500g buraków obranych i  pokrojonych w kostkę
  • 1 duży słodki ziemniak (batat) o  wadze ok. 400g
  • 1 duża cebula cukrowa pokrojona w drobną kostkę
  • 1l wywaru jarzynowego ugotowanego na włoszczyźnie lub 2 ekologiczne kostki rosołowe bez glutaminianu sodu na 1l wody
  • 3 łyżki oliwy
  • 2–3  łyżki pokruszonego sera feta
  • kilka łyżek ugotowanej kaszy gryczanej
  • 1  łyżka posiekanego świeżego koperku
  • 2 łyżeczki mielonego kuminu indyjskiego

Batat obierz i pokrój w kostkę. Batat i buraki gotuj na parze przez 15 minut, by  zmiękły. Następnie rozgrzej w garnku oliwę, dodaj drobno pokrojoną cebulę i zeszklij przez 5–7 minut. Dodaj kumin, następnie batat i buraki. Podsmaż kilka minut. Wlej wywar i  gotuj na niewielkim ogniu ok. 30 minut. Zupę zmiksuj, dopraw solą i  pieprzem. Podawaj z  koperkiem, pokruszoną fetą i  kaszą gryczaną. Możesz ją też podać z ugotowanym na półtwardo, pokrojonym w kostkę jajkiem.

  1. Kuchnia

Piernikowa owsianka z migdałami i żurawiną

Piernikowa owsianka to świetny pomysł na grudniowe śniadanie (Fot. iStock)
Piernikowa owsianka to świetny pomysł na grudniowe śniadanie (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Zimowe dni pędzą jak szalone! Trudno się zorientować, czy środa na pewno jest po wtorku... Do tego aura zupełnie pozbawia przedświątecznego entuzjazmu. Raz szron, potem deszczowa mżawka. Niby jodła na tarasie, mak w spiżarni, piernik dojrzewa, a jednak poczucie, że mogę nie zapiąć ostatniego elementu przed „godziną W” męczy... W kuchni rządzą korzenie. Zdecydowanie dają terapeutyczny oddech. Piernikowa owsianka ma moc!

Zimowe dni pędzą jak szalone! Trudno się zorientować, czy środa na pewno jest po wtorku... Do tego aura zupełnie pozbawia przedświątecznego entuzjazmu. Raz szron, potem deszczowa mżawka. Niby jodła na tarasie, mak w spiżarni, piernik dojrzewa, a jednak poczucie, że mogę nie zapiąć ostatniego elementu przed „godziną W” męczy... W kuchni rządzą korzenie. Zdecydowanie dają terapeutyczny oddech. Piernikowa owsianka ma moc!

  • płatki owsiane górskie 1/2 szklanki
  • mleko kokosowe 1 szklanka
  • mielone korzenie: imbir, cynamon, goździki, gałka muszkatołowa - po 1/2 łyżeczki
  • miód gryczany 1/2 łyżki
  • suszona żurawina  1 łyżka
  • płatki migdałowe 1/2 łyżki
Mleko kokosowe podgrzewamy. Gdy będzie gorące, zlewamy nim płatki i odstawiamy na 15 minut. Miksujemy blenderem, dodajemy mielone korzenie i miód. Mieszamy i przelewamy do szklanki, Posypujemy migdałowymi płatkami i żurawiną.

  1. Zdrowie

Menopauza – zwierciadło naszego życia

Gdy przychodzi menopauza, jest czas, żeby doświadczyć tego, co mówi nam organizm. (Fot. Getty Images)
Gdy przychodzi menopauza, jest czas, żeby doświadczyć tego, co mówi nam organizm. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Medycyna jest cudowna, ale się zmienia. Są różne mody, różne szkoły. A nikt nam nie mówi, że cały skarb jest w nas. Mamy w sobie najlepszego nauczyciela i terapeutę. Kiedy przychodzi menopauza, jest czas, żeby wreszcie posłuchać, co chce nam przekazać nasze ciało. Nauczyć się odczytywać sygnały organizmu – twierdzi dr Preeti Agrawal, ginekolożka i specjalistka medycyny integracyjnej.

Medycyna jest cudowna, ale się zmienia. Są różne mody, różne szkoły. A nikt nam nie mówi, że cały skarb jest w nas. Mamy w sobie najlepszego nauczyciela i terapeutę. Kiedy przychodzi menopauza, jest czas, żeby wreszcie posłuchać, co chce nam przekazać nasze ciało. Nauczyć się odczytywać sygnały organizmu – twierdzi dr Preeti Agrawal, ginekolożka i specjalistka medycyny integracyjnej.

Ostatnio na Facebooku koleżanka zamieściła swoje zdjęcie z podpisem: „50 lat”. Inna znajoma skomentowała to: „Witamy po stronie mocy”. Uświadomiło mi to, jak bardzo zmienił się ostatnio nasz stosunek do menopauzy w życiu kobiety. Myślimy teraz nie o uderzeniach gorąca i zbliżającej się starości, ale o otwarciu kolejnego etapu w życiu, o wiedzy, mądrości, czasie, który mamy tylko dla siebie. Czy pani w praktyce lekarskiej widzi tę zmianę nastawienia? Kobiety są oczywiście różne. Świadome siebie i mniej świadome. Takie, które mają kontakt ze sobą, ze swoim ciałem, emocjami – one inaczej wejdą w ten okres niż te, które nie przyglądają się sobie, żyją w pośpiechu, tylko dla innych, „rozdają” całą siebie, a kiedy coś się dzieje z ich zdrowiem, mają tylko jedno rozwiązanie: lekarz i tabletka. Menopauza, a właściwie szerzej, bo także okres przedmenopauzalny, to ważny czas. To, co się wtedy dzieje z kobietą, ja bym nazwała zwierciadłem jej życia. Od początku mojej niemal 28-letniej praktyki lekarskiej starałam się patrzeć szerzej. Poznać pacjentkę, jej historię, jej potrzeby. I do tego dostosować leczenie czy wsparcie. Kiedyś napisałam książkę, której dałam tytuł „Menopauza”. Ostatnio zmieniłam go na „Siła jest w tobie”. Bo to właśnie obserwuję od lat. Menopauza to okres porządków. Oczyszczenia. Wychodzi na wierzch to, co przez lata było tłumione, spychane gdzieś na margines, bo życie szybko płynie, bo nie ma czasu, bo praca, dzieci, dom, bo wszystkim trzeba się zająć. I nagle przychodzi stop. Czas na porządek. Nie tylko fizyczny, ale i emocjonalny. Z drugiej strony miałam też w gabinecie wiele kobiet, które naprawdę o siebie dbały. Zdrowa dieta, aktywność fizyczna, joga. Przychodziły i mówiły: „Nic nie rozumiem, mam kryzys, fatalnie się czuję, nie radzę sobie z emocjami, a przecież się staram, wszystko robię jak trzeba”. Analizujemy to razem i widać, co się dzieje. Otwiera się puszka Pandory, wszystko się wydostaje, żeby się oczyścić, wyrównać, żeby była siła na kolejny etap, żeby można było korzystać z tej mocy, o której mówiła pani koleżanka. Moc, mądrość, to cenne, ale nie przychodzi samo. To nie towar do kupienia, ale nasza inwestycja. Efekt wielu lat życia.

Czyli ten czas wymaga zatrzymania, spojrzenia na siebie, wysiłku, gotowości do zmiany? Zdecydowanie tak. Kobieta ma 40, 45 lat, coś się zaczyna w organizmie dziać, czasem polipy, mięśniaki macicy, złe samopoczucie. Analizujemy. Trzeba zacząć od ciała. Wprowadzenie regularnej aktywności fizycznej, korekta diety. Czasem wystarczą niewielkie zmiany. Trzeba wyregulować cykl, wprowadzić naturalny progesteron, zioła. Warto uważnie się sobie przyglądać, żeby wychwycić nawet drobne objawy, bo wtedy łatwo je „naprawić”. Dobra menopauza to coś, w co wcześniej inwestowałaś. Jeśli kobieta zajmuje się wszystkimi, tylko nie sobą, to teraz ciało ją prosi, na razie delikatnie: „Zacznij o siebie dbać, to przez menopauzę przepłyniesz. Nie będzie problemów, jeśli zaczniesz patrzeć na swoje ciało, nauczysz się słuchać płynących od niego sygnałów”.

Menopauza to nie tylko uderzenia gorąca czy bezsenność. To też zmiany fizyczne. Starzenie się skóry. Wiele z nas mocno to przeżywa. Często słyszę od pacjentek: „Będę stara, nie chcę, nie jestem na to gotowa”. Widzę, jak są skupione na fizyczności, na wyglądzie. To zrozumiałe. Teraz medycyna estetyczna daje dużo możliwości i kobiety z nich korzystają. Nic w tym złego. Jeśli im to pomaga, jeśli sprawia, że czują się lepiej psychicznie – oczywiście, niech to robią. Z drugiej strony – żeby ciało dobrze wyglądało, żebyśmy miały siłę i energię, musimy po prostu dbać o siebie. Jest wiele sposobów. Masaże relaksujące, joga, ćwiczenia oddechowe. Bardzo ważne jest też to, co jemy. Musimy inwestować w ciało latami. Nie tylko menopauza je przecież zmienia. Ale trzeba też zdawać sobie sprawę, że przyjdzie w końcu moment, kiedy żadne zabiegi nie będą już tak skuteczne. Od momentu urodzenia zmieniamy się, starzejemy, wyglądamy inaczej. To naturalny proces. Niby to wszyscy wiemy, ale chyba dla większości to jedynie teoria. Chcemy zatrzymać czas. Nie tylko medycyna estetyczna nam w tym pomoże. Jeśli się ćwiczy pranajamę codziennie, to skóra długo będzie naturalnie młoda. Jogini nawet w podeszłym wieku nie wyglądają na swoje lata. Mają młodą skórę. Wiele rzeczy się na to składa. Pewne procesy można opóźniać, ale nie bez końca. Takie jest życie.

Czyli kluczem jest akceptacja? Tak. Na Wschodzie mówi się, że wartości od zewnątrz kierują się ku wnętrzu. Ale musi być praca, refleksja, zastanowienie. Skóra ma prawo się zmieniać. Będę o nią dbać, ale muszę zaakceptować, że to, co powstało, przemija. To, co nie przemija, to wartości. Cała kultura Zachodu skupiona jest na tym, co na zewnątrz. Na wyglądzie, na skórze, na opakowaniu. Wszyscy się tą zewnętrzną młodością zachwycają i pewnie dlatego nie potrafimy spojrzeć głębiej. Nie widzimy tych wewnętrznych wartości w sobie, nie szukamy ich też w innych. Budowanie mądrości, o którym mówimy też w kontekście menopauzy, to przefiltrowanie rzeczy, które nam nakazuje społeczeństwo. I wybranie tego, co mnie służy, na czym mogę budować swoje poczucie własnej wartości. To wymaga odwagi i świadomości. Tego aspektu duchowego, emocjonalnego nie da się kupić, żaden lekarz nie wypisze na to recepty.

Na to nie, ale na fizyczne objawy menopauzy już tak. A przecież bywa, że się w tym czasie po prostu źle czujemy, źle śpimy, mamy uderzenia gorąca, bóle głowy, wahania nastroju. Tu już lekarz może pomóc? Kiedy mamy wyraźne objawy, takie jak na przykład bezsenność, można myśleć o suplementacji hormonalnej. Oczywiście dobranej indywidualnie. Nie każdy potrzebuje tego samego i w takiej samej dawce. Trzeba dopasowywać leczenie do pacjenta. Czasem kobieta w pędzie życia po prostu przegapia różne drobne sygnały ze strony organizmu, „budzi się” dopiero, kiedy zaczynają się uderzenia gorąca. Wtedy idzie do lekarza. Zaczynamy się wtedy przyglądać, badamy poziom hormonów, pytam o rodzaj miesiączek, czy są obfite, czy skąpe, jaka jest ich regularność, czy są krótkie, czy długie. I dobieramy kurację. Czasem wystarczą zioła, choćby olej z wiesiołka, czy zmiana diety tak, żeby było w niej więcej fitoestrogenów, dobrych olejów. Albo włączenie jogi – ona świetnie reguluje układ nerwowy. Niektórym kobietom takie zmiany pomogą i nie trzeba robić nic więcej. Ale dla innych to za mało – potrzebują uzupełnienia hormonów. I znowu – możliwe, że wystarczy bioidentyczny progesteron i poprawi się samopoczucie pacjentki, zmniejszą się obfite krwawienia i inne uciążliwe objawy. Zawsze ważna jest dobra dieta. To fundament gospodarki hormonalnej i prawidłowej pracy jelit. Co z tego, że lekarz hormony wypisze – jeśli ty sama niczego w diecie nie zmienisz, będziesz tych hormonów potrzebowała więcej i więcej. Dla prawidłowej pracy hormonów znaczenie ma też nasz stan emocjonalny. Jeśli w tym czasie kobieta mierzy się z trudnymi sprawami – problemami w związku, w pracy czy odejściem z domu dzieci – objawy mogą się pogłębiać. Tylko żeby wszystko właściwie zdiagnozować, trzeba poznać pacjenta. Dziś w medycynie jest niestety tendencja do patrzenia nie na pacjenta, ale na wyniki badań, i to na ich podstawie ustala się leczenie. A jeśli poznamy kobietę, jej problemy, możemy zobaczyć, że nie każda potrzebuje tej samej dawki hormonów. Czasem w ogóle hormonów nie potrzebuje.

Nie należy więc pani do lekarzy, którzy od razu na wstępie zapisują hormonalną terapię zastępczą (HTZ)? Powiem tak: zapisuję ją zawsze, kiedy jest potrzebna. Jestem zwolenniczką mądrej pomocy, która nie obciąży dodatkowo ciała i będzie działać dłuższy czas. Często trafiają do mnie pacjentki, które od dawna brały HTZ. I nagle ich lekarz orientuje się, że to trwa już pięć czy sześć lat i mówi: „Oj nie, koniec, taka terapia niesie ze sobą ryzyko, już recepty nie wypiszę”. A ciało kobiety uzależniło się już w jakimś sensie od hormonów i nagle koniec, ucinamy to jak nożem. Ja wtedy mówię: „Nie, zrobimy inaczej, możesz brać hormony, ale może przejdziemy na bioidentyczne, dopasujemy dawkę do ciebie, a jak hormon jest naturalny i dawka dobrze dobrana, możesz brać, dopóki potrzebujesz”. Nikt nie zabiera choremu hormonów tarczycy, bo nagle wpada na pomysł, że to za długo trwa. Nikt cukrzykowi nie zabierze insuliny. A może być i tak, że kiedy wprowadzimy w życie inne zmiany, jak dieta czy joga, to za jakiś czas te hormony nie będą w ogóle potrzebne. Ale wszystko powoli. Z głową. Czasem jest na przykład wysokie ryzyko osteoporozy – wtedy hormony trzeba brać dłużej. Ale przy hormonach bioidentycznych to sprawa absolutnie bezpieczna. Jestem zwolenniczką tego, co może pomóc, bo chodzi o jakość życia, o wsparcie dla kobiety.

Co to takiego hormony bioidentyczne? Doktor Christiane Northrup w swojej książce „Mądrość menopauzy” pisze o nich: „idealny projekt natury”. Stosuję je w swojej praktyce od 25 lat. To hormony, które mają strukturę identyczną jak te wydzielane przez nasz organizm. Są oczywiście progesterony syntetyczne, mające zmienioną strukturę, czasem trzeba z nich korzystać – na przykład kiedy jest obfite krwawienie. Ważne, by pilnować indywidualnego dawkowania.

Jak poza hormonami można sobie pomagać? Joga, co jeszcze? Masaże relaksacyjne. Uważam, że są bardzo pomocne. Różnego typu: shiatsu, tajskie, ajurwedyjskie, lomi lomi, terapia czaszkowo-krzyżowa, także refleksoterapia, akupresura. To nie tylko relaks. Zaburzenia hormonalne wynikają też ze złego metabolizmu, ze stresu – masaże pomogą w odprężeniu. Do tego ćwiczenia oddechowe, joga, medytacja.

I dieta. Jaka? Fitoestrogeny to istotna sprawa. Bardzo ważne, żeby przewód pokarmowy prawidłowo pracował, żeby nie było zaparć, żeby oczyszczały się jelita, wątroba. Zwłaszcza jeśli bierzemy hormony, wątroba przecież je metabolizuje, musi być sprawna, nieobciążona. Tak więc dużo błonnika, czyli warzywa, dobre probiotyki, kiszonki, zakwasy, dobre oleje, dobre tłuszcze, soczewica, ryby, jeśli ktoś lubi. Nie pijmy pięciu kaw dziennie, bo to wypłukuje magnez, pilnujmy, by nie jeść zbyt późno, wieczorami, bo to nie wpływa dobrze na metabolizm, a tym samym na gospodarkę hormonalną.

A co z suplementacją? Są suplementy, które trzeba brać sezonowo – na przykład jesienią i zimą witamina D3, teraz, w czasie obniżonej odporności, witamina C. To coś, co można zalecić każdej kobiecie, nie tylko podczas menopauzy. Ważne są kwasy omega, można je przyjmować w kapsułkach czy w płynie, jak tran. Pomocne w pracy jelit są probiotyki – choć to nie muszą być tabletki, może też być choćby olej z wiesiołka, zioła.

Mówi pani, że czas menopauzy to czas oczyszczenia. Tworzymy nowy porządek? Tak – i możemy na nim budować coś nowego, dla siebie. Bo często wcześniej kobieta o sobie zapominała. Oczywiście nie zawsze – niektóre z nas mają naturalną, instynktowną zdolność dbania o siebie, mądrego, i nie ma to nic wspólnego z egoizmem. Inne gromadzą wiedzę, nie mają za to kontaktu z własnym ciałem, czytają książki, a nie bardzo umieją czytać siebie, nie dostrzegają własnych potrzeb czy ograniczeń. Bardzo istotne jest, żeby słuchać organizmu, on nas pokieruje.

Chyba kiedyś to umieliśmy, ale zapomnieliśmy… To ogromny problem. Żyjemy w czasach nadmiaru. Nadmiaru wszystkiego, rzeczy, jedzenia, informacji, bodźców. I widzę pacjentki, które się w tym nadmiarze gubią. Przeczytały 2 tysiące książek, ale nie mają kontaktu z własnym ciałem. Nie widzą siebie. A jak nie czyta się sygnałów płynących z ciała, trudno potem sobie pomóc. Ten nasz wewnętrzny ekspert to przekleństwo. Mówię zawsze: trzeba poczuć. Obudzić świadomość. Wszystko, czego potrzebujemy, jest w nas. Medycyna jest cudowna, ale też się zmienia. Kiedyś była moda na hormony, teraz przyszła na suplementy, na naturę, a my o tym czytamy, uczymy się, szukamy ciągle na zewnątrz. A nikt nam nie mówi, że cały skarb jest w nas. Mamy w sobie najlepszego nauczyciela i terapeutę. Teraz, kiedy przychodzi menopauza, jest czas, żeby doświadczyć tego, co mówi nam organizm. Nie musisz chodzić do dietetyka, żeby wiedzieć, jak masz jeść. On może ci rozpisać teoretycznie idealny jadłospis na cały tydzień, ale skąd ma wiedzieć, czego dziś potrzebujesz? Czy masz dzień ciężki, czy nie, czy wstałaś wyspana, czy po bezsennej nocy? Czy boli cię głowa, czy masz masę energii? Każdy dzień jest inny, ciało pracuje inaczej – musisz się nauczyć to rozpoznawać. Oczywiście mówimy tu o mądrej diecie, nie o słodyczach czy rzeczach niezdrowych, ale podstawową wiedzę przecież każda z nas ma. Nikt poza tobą nie będzie wiedział, co jest dla ciebie teraz dobre. Trzeba nauczyć się to rozpoznawać. To jest dziś najważniejsze. 

Preeti Agrawal doktor nauk medycznych, specjalistka ginekologii i położnictwa oraz specjalistka medycyny integracyjnej; założycielka Integrative Medical Center w Żernikach Wrocławskich, www.imc.wroc.pl