1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Kleszcze - jak się przed nimi uchronić?

Kleszcze - jak się przed nimi uchronić?

Kleszczy w Polsce przybywa, a winą za to obarcza się głównie ocieplenie klimatu, krótsze i lżejsze zimy, a także większą liczbę dzikich zwierząt, które są pierwotnymi nosicielami i żywicielami tych pajęczaków. (Fot. iStock)
Kleszczy w Polsce przybywa, a winą za to obarcza się głównie ocieplenie klimatu, krótsze i lżejsze zimy, a także większą liczbę dzikich zwierząt, które są pierwotnymi nosicielami i żywicielami tych pajęczaków. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Lasy, parki, a nawet wysokie trawy jawią się nam jako siedlisko kleszczy, które przenoszą groźną chorobę – boreliozę. A przecież nie sposób żyć bez kontaktu z naturą, zwłaszcza kiedy pogoda sprzyja. Jak pokonać strach przed wyjściem w plener, a zarazem zmniejszyć ryzyko zachorowania?

Kiedy kilkanaście lat temu zaczęło być głośno o nowej bakteryjnej chorobie przenoszonej przez kleszcze, do naszego beztroskiego myślenia o wakacjach na łonie natury wkradł się niepokój. Borelioza może bowiem nieść za sobą bardzo poważne konsekwencje, nie ma na nią szczepionki, a jej nosicieli można spotkać nie tylko w lasach, ale też na łąkach, w parkach, a nawet w przydomowych ogródkach. Lęk podsyca fakt, że łatwo nie zauważyć momentu ugryzienia kleszcza, bo to nie boli, możemy nawet nie wiedzieć, że zachorowaliśmy, ponieważ objawy boreliozy bywają bardzo różnorodne i łatwo je złożyć na karb innych problemów zdrowotnych. Wygląda na to, że latem najlepiej zaszyć się w domu. Ale przecież nikt z własnej woli nie ma ochoty zrezygnować z dobrodziejstw płynących z kontaktu z naturą. Trzeba więc znaleźć złoty środek.

Kleszcze - instrukcja obsługi

Kleszczy w Polsce przybywa, a winą za to obarcza się głównie ocieplenie klimatu, krótsze i lżejsze zimy, a także większą liczbę dzikich zwierząt, które są pierwotnymi nosicielami i żywicielami tych pajęczaków.

– Szacuje się, że w Polsce ten problem dotyczy kilkunastu procent kleszczy. To wygląda różnie w różnych regionach, a nawet na różnych łąkach. Na jednej zarażonych kleszczy może być nawet 30 procent, na drugiej, 300 m dalej, już tylko kilka procent, ale na pewno nie jest tak, jak czasem słyszę, że co drugi osobnik jest zarażony – mówi Krzysztof Dudek, zoolog z Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, który martwi się tym, że odczuwamy coraz większy strach przed przyrodą. – Zaczęliśmy myśleć, że jeśli wejdziemy do lasu, zaraz ugryzie nas kleszcz, ten kleszcz będzie zarażony boreliozą i po chwili my też będziemy zarażeni. Ale tak na szczęście nie jest. Nawet jeśli na naszym ciele znajdzie się taki zarażony osobnik, to nie od razu się wkłuwa, najpierw wędruje, szukając dla siebie odpowiedniego miejsca. A kiedy już ugryzie, to też nie od razu jest w stanie nas zakazić.

Na znalezienie go i wyciągnięcie mamy dwie doby. Do tego czasu krętki boreliozy nie zdążą przenieść się z jelit kleszcza, gdzie się znajdują, do naszego organizmu, i nie zostaniemy zarażeni. Niepożądanego gościa najlepiej usunąć, chwytając go pęsetą przy samej skórze, a potem lekko przekręcić i mocno pociągnąć.

Borelioza - wielka niewiadoma

Niektórzy chorzy na boreliozę nie przypominają sobie jednak żadnego kontaktu z kleszczem. I właśnie ta nieświadomość jest najgorsza, bo jeśli zostaliśmy zarażeni i o tym nie wiemy, choroba może się swobodnie rozwijać. Pół biedy, jeśli zobaczymy tzw. rumień wędrujący, czyli najbardziej znany i charakterystyczny objaw tej choroby. Pojawia się najwcześniej po tygodniu od ukąszenia przez kleszcza i przypomina jednolitą okrągłą plamę, która potem się rozszerza i blednie w środku. Ten objaw jest zwykle uznawany za wystarczający do podjęcia leczenia. W początkowym stadium choroba czasem przypomina grypę, później mogą dołączyć objawy skórne, zapalenie stawów i problemy neurologiczne. Bywa, że dochodzi do zapalenia mięśnia sercowego czy mózgu. Jednak możliwych objawów jest tak wiele, że czasem, jak to było w przypadku 40-letniej Marty, mijają miesiące, zanim lekarze trafią na właściwy trop.

– Najbardziej bałam się, że mam stwardnienie rozsiane, bo moje objawy wskazywały na tę chorobę – wspomina Marta. – Kierowano mnie do kolejnych specjalistów. Byłam u internistów, chirurga szczękowego, laryngologa, stomatologa i ginekologa. Zlecano mi badania, które nic nie wyjaśniały, albo traktowano mnie jak hipochondryczkę. Najgorszy był neurolog, który na mój widok w gabinecie machał ręką: „To znów pani z tym stwardnieniem”. Odwiedzałam go kilkakrotnie, bo specjaliści, do których mnie wysyłał, odsyłali mnie z powrotem. Także psychiatra. W końcu jeden z lekarzy zlecił testy w kierunku boreliozy.

Kleszcze i borelioza - strategia obrony

Na forach internetowych i stronie Stowarzyszenia Chorych na Boreliozę można przeczytać historie podobne do tej opowiedzianej przez Martę. Pacjenci skarżą się na lekceważenie lekarzy oraz nieskuteczność tradycyjnego leczenia.

Warto wiedzieć, że zarówno jeśli chodzi o diagnozę, jak i leczenie, można spotkać się z dwoma podejściami: głównym nurtem, reprezentowanym m.in. przez WHO i większość towarzystw naukowych (w Polsce m.in. przez Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych) oraz dużo rzadszym, propagowanym przez lekarzy i pacjentów skupionych wokół ILADS, czyli Międzynarodowego Towarzystwa ds. Boreliozy i Chorób z Nią Powiązanych. Strony nie zgadzają się ze sobą co do tego, jakich testów powinno się używać, by stwierdzić, czy pacjent jest chory na boreliozę, i jak długo powinno się go leczyć. Terapia zgodna z głównym nurtem obejmuje stosowanie jednej lub dwóch serii 4-tygodniowych kuracji antybiotykowych, a terapia ILADS zaleca wielomiesięczne, a nawet wieloletnie leczenie, i to kilkoma preparatami. Zrozumienie różnic jest jednak na tyle skomplikowane, że przeciętny pacjent może czuć się zagubiony.

– Najpierw byłam leczona standardowo, ale nie czułam poprawy – wspomina Marta. – Kiedy wyczytałam, że lek, który dostaję, często jest nieskuteczny, zdecydowałam się na lekarkę związaną z ILADS. Niedługo minie rok od chwili, gdy zaczęłam brać antybiotyki. Mam nadzieję, że wkrótce przestanę, chociaż obawiam się, że to może nie być takie łatwe. Kiedy czytam wypowiedzi osób leczonych tą metodą, mam wrażenie, że potem każdy problem zdrowotny traktuje się już jako objaw boreliozy. Cieszę się, że czuję się lepiej, ale czy wybrałam najlepszą drogę leczenia… Nie wiem.

Obowiązkowy przegląd

Chyba tylko co do jednego wszyscy są zgodni – boreliozy nie można lekceważyć. Zwłaszcza że liczba zakażonych wzrasta.  – Wyjściem nie jest zamknięcie się w domu i unikanie kontaktu z przyrodą – przekonuje Krzysztof Dudek. Zwraca uwagę, że to nie byłoby korzystne dla naszego zdrowia psychicznego i fizycznego. Co więc robić? Przed wyjściem z domu można spryskać się specjalnymi środkami przeciwko kleszczom, do tego założyć długie spodnie (nogawki wpuścić w wysokie buty) i koszulę czy bluzkę z długim rękawem.

– Niestety, preparaty odstraszające nie zapewniają pełnej ochrony, a w ciepły dzień trudno wciąż spacerować w kaloszach. Dlatego najlepszym sposobem ochrony przed kleszczami jest dokładne oglądanie się po każdym pobycie na łonie natury (np. wieczorem podczas kąpieli) i staranne wytrzepywanie ubrania – mówi Krzysztof Dudek. Radzi sprawdzać dokładanie całe ciało, zwłaszcza pachwiny, bo to miejsce kleszcze szczególnie sobie upodobały. Lubią też zgięcia łokciowe, miejsca pod kolanami i za uszami.

Wieczorne oględziny warto potraktować jak mycie zębów i zrobić z nich codzienny prozdrowotny rytuał. Przynajmniej dopóki naukowcy nie opracują szczepionki.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Jak poradzić sobie z anemią?

Zwykle stosunkowo łatwo jest zapobiec anemii. Pod warunkiem że nie pomylimy jej objawów ze zwykłym zmęczeniem. (Fot. iStock)
Zwykle stosunkowo łatwo jest zapobiec anemii. Pod warunkiem że nie pomylimy jej objawów ze zwykłym zmęczeniem. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Anemia – niczym dementorzy z książek o Harrym Potterze – wysysa z nas siły i radość życia. Na szczęście zwykle stosunkowo łatwo jej zapobiec, a jeśli się pojawi – skutecznie wyleczyć.

Pod warunkiem że nie zlekceważymy ani nie pomylimy objawów anemii ze zwykłym zmęczeniem.

Pierwsze tygodnie wiosny to prawdziwe wyzwanie dla organizmu. Zmysły pracują ze zdwojoną mocą, by nadążyć za zmieniającym się i piękniejącym z dnia na dzień światem. Nasze siły witalne są jeszcze nieco spowolnione po zimie – narzekamy na zmęczenie i niewyspanie. Źle tolerujemy wysiłek, a czasem mamy też zawroty i bóle głowy. Bladość oraz problemy z włosami i paznokciami tłumaczymy brakiem czasu na odpoczynek, ale mimo to nie zwalniamy. Zwłaszcza jeśli funkcjonujemy w środowisku, w którym gloryfikuje się bycie zajętym i zapracowanym.

– Bycie „zagonioną” to dla wielu Polek powód do dumy. Czerpią satysfakcję z tego, że potrafią wykorzystać każdą chwilę na realizację kolejnych zadań i zaspokajanie cudzych potrzeb. Niektóre kobiety zdają się opierać poczucie własnej wartości na tym, jak bardzo są zajęte – mówi coach wellness i zdrowia Ewa Stelmasiak.

Kiedy jednak do tego wszystkiego dołącza podenerwowanie, drażliwość lub obniżony nastrój – powinno zapalić się nam światełko alarmowe. Przyczyną wszystkich wymienionych objawów może być anemia, a pierwszym krokiem do diagnozy powinno być badanie krwi i wizyta u lekarza.

Kobiety podchodzą niefrasobliwie do anemii

– Obrywamy za to, że wcześniej nie ćwiczyliśmy! – tak jeden z uczestników trekkingu w Alpach próbował pocieszyć 35-letnią Julię, która dotarła do schroniska godzinę później niż reszta grupy. – Tyle że ja ćwiczyłam regularnie – odpowiedziała, z trudem łapiąc oddech. Była zlana potem, serce jej waliło jak szalone i miała zawroty głowy. Podczas każdego podejścia czuła się jakby miała zaraz umrzeć. – No to ja na twoim miejscu gruntownie bym się  przebadał – usłyszała.

Tamta rozmowa sprawiła, że Julia zaczęła bać się o swoje zdrowie. Po powrocie do domu zrobiła badania, począwszy od EKG, przez echo serca, na spirometrii skończywszy. Nie wykryto nic poza anemią. Internistka stwierdziła, że to niedokrwistość musiała być przyczyną jej problemów w górach.

– Miałam tę chorobę od lat i podchodziłam do niej dość lekko – wspomina Julia. – Można powiedzieć, że się do niej przyzwyczaiłam. Nawet jeśli zaczynałam brać leki, wkrótce o nich zapominałam. Do głowy mi nie przyszło, że to wszystko, co się ze mną dzieje, może być spowodowane „banalną anemią”, którą przecież ma tak wiele kobiet.

Anemia rzeczywiście nie jest wśród kobiet rzadkością. – Niedokrwistość, zwłaszcza z niedoboru żelaza, jest dość częsta u młodych dziewczyn i spowodowana głównie obfitymi krwawieniami miesięcznymi – mówi hematolog prof. dr hab. Wiesław Jędrzejczak. W ciąży, ze względu na zwiększone zapotrzebowanie na ten pierwiastek, anemia jest tak powszechna, że określa się ją jako „fizjologiczną”.

Dla dietetyczki klinicznej Ewy Kurowskiej niefrasobliwy stosunek kobiet do niedokrwistości nie jest zaskoczeniem. – Kiedy w trakcie wywiadu pytam o badania krwi, słyszę często: „a tak… rzeczywiście, kiedyś miałam złe wyniki, ale nic z tym nie zrobiłam”. Albo dowiaduję się, że kobieta podjęła leczenie, ale już nie sprawdziła, czy przyniosło skutek – mówi. – Niektóre osoby pamiętają z dzieciństwa, że kiedy ktoś z rówieśników miał anemię, jadł przez pewien czas wątróbkę i szybko wracał do zdrowia. Niesłusznie więc wyciągają z tego wniosek, że niedokrwistość to nie jest poważna choroba.

Wpływ diety na anemię

Poza obfitymi miesiączkami, częstą przyczyną niedoborów żelaza jest niewystarczająca jego ilość w diecie, co paradoksalnie może wynikać z chęci dbania o siebie. Jak mówi Ewa Kurowska, krzywdę mogą nam zrobić m.in. niezbilansowana dieta wegetariańska, wegańska, bezglutenowa, monodiety i źle pojmowane oczyszczanie.

– Nie jestem przeciwniczką diet bezmięsnych, ale najlepszym źródłem żelaza hemowego, czyli lepiej przyswajalnego, jest czerwone mięso i jeśli wyłączymy je z diety, musimy dostarczyć więcej żelaza niehemowego, czyli pochodzenia roślinnego, oraz zadbać o jego dobre wchłaniane, np. włączając produkty bogate w witaminę C – tłumaczy Ewa Kurowska.

Układając dietę wegetariańską i wegańską, warto też pomyśleć o przyjmowaniu witaminy B12, bo ona występuje głównie w produktach odzwierzęcych. Zwłaszcza że, jak mówi prof. dr hab. Wiesław Jędrzejczak: – Oprócz niedoboru żelaza, niedokrwistość najczęściej powodują niedobory witaminy B12 i kwasu foliowego. O ile niedokrwistość z niedoboru żelaza charakteryzuje się występowaniem krwinek mniejszych niż normalnie, czyli mikrocytów, to niedokrwistości z niedoboru witaminy B12 czy kwasu foliowego odwrotnie – charakteryzują się występowaniem krwinek większych niż normalnie, czyli makrocytów.

Ostrożność warto zachować, nie tylko wyłączając produkty odzwierzęce, ale jakiekolwiek duże grupy artykułów, np. zboża. Kojarzymy je głównie z węglowodanami i często odstawiamy jako pierwsze, gdy zaczynamy się odchudzać, a przecież w zbożach jest też wiele innych cennych składników odżywczych, m.in. właśnie żelazo i witaminy z grupy B. Nie można więc nagle zrezygnować ze zbóż, niczym ich nie zastępując.

– Ryzykowne mogą okazać się też wszelkie głodówki i tzw. oczyszczanie organizmu, polegające na przyjmowaniu przez kilka dni wyłącznie soków i wody. Jeśli opieramy dietę na płynach, nie pracują jelita i wątroba, a bez tego organizm się nie oczyści, tylko raczej zakwasi i zacznie wykorzystywać zapasy składników odżywczych, co może prowadzić do niedoborów – przestrzega Ewa Kurowska i porównuje: – Organizm jest jak gra Tetris – lepiej nie lekceważyć żadnego elementu, bo wszystkie mają swoje znaczenie.

Konsekwencje anemii

U kobiet anemię stwierdza się, gdy poziom hemoglobiny krwi, czyli białka odpowiedzialnego za transport tlenu, spada poniżej 12 g/dl. Jeśli jest jej za mało, cały organizm jest gorzej dotleniony. Pół biedy, jeżeli taki stan nie trwa długo, a wyniki za bardzo nie odbiegają od normy albo są na jej granicy. Czasem wystarczy zadbać o dietę, by sytuacja się poprawiła. Gorzej, jeśli taki stan się przedłuża. Jako pierwsze buntują się zazwyczaj serce i mózg – bez tlenu nie będą dobrze pracować, w ich ślady idą inne organy.

– Przewlekła niedokrwistość powoduje dysfunkcję niemal wszystkich narządów – mówi prof. dr hab. Wiesław Jędrzejczak. – Musi być traktowana jako sygnał do poszukiwania poważnej przyczyny takiego stanu. Kobieta, która ma hemoglobinę niższą niż 9 g/dl, powinna być skierowana do hematologa.

Niewłaściwa dieta i obfite miesiączki to najczęstsze, ale nie jedyne przyczyny anemii u młodych kobiet. Zdarza się, że w organizmie jest jakieś źródło krwawienia albo są problemy z wchłanianiem żelaza spowodowane pasożytami przewodu pokarmowego lub celiakią. Zresztą i te zbyt silne comiesięczne krwawienia też powinny być skonsultowane przez ginekologa – trzeba ustalić, co je powoduje. Warto więc zadawać pytania – sobie i lekarzom, ale przede wszystkim uważnie słuchać tego, co mówi nasz organizm i nie przeprowadzać na nim eksperymentów ani żywieniowych, ani wytrzymałościowych. – To pierwszy i najważniejszy krok ku zdrowemu i pełnemu radości życiu – mówi Ewa Stelmasiak.

Dostępne źródła żelaza

Najpopularniejszym źródłem żelaza są produkty pochodzenia zwierzęcego, przede wszystkim podroby, wołowina. Dużą zawartością tego pierwiastka charakteryzują się również mięczaki. Jest to dobrze przyswajalne żelazo hemowe. W produktach pochodzenia roślinnego znajdziemy natomiast żelazo niehemowe, trudniej wchłanialne, ale w towarzystwie witaminy C ten parametr znacznie się poprawia. Właśnie ze względu na zawartość witaminy C doskonałym źródłem żelaza roślinnego są brokuły, brukselka, zielona natka pietruszki czy sok z pokrzywy. Znaczne ilości żelaza zawierają też rośliny strączkowe, kasza gryczana, jaglana, quinoa czy jęczmienna, a także pestki dyni, kakao, sezam, jarmuż. Kwestia przyswajalności żelaza, tzw. biodostępność, jest bardzo istotna, ponieważ dopiero po przeniknięciu do krwiobiegu jest ono pożyteczne dla organizmu, a z kolei jeśli pozostanie w nadmiarze w jelitach, może zaburzyć mikroflorę jelitową i wywołać zaparcia, biegunki oraz obniżenie odporności. Jeśli decydujemy się na suplementację, warto więc wybrać formę żelaza o wysokiej biodostępności, na przykład tzw. elementarne.

Jak nie wypaść blado?

  • Przynajmniej raz w roku rób morfologię krwi. Dowiesz się m.in., jaki masz poziom hemoglobiny.
  • Przeanalizuj swoją dietę i zastanów się, czy przyjmujesz wystarczającą ilość żelaza, a jeżeli jesteś weganką – koniecznie suplementuj witaminę B12.
  • Jeśli masz obfite miesiączki, trwające dłużej niż tydzień, wymagające zmiany podpasek częściej niż 8 razy na dobę, także w nocy, i we krwi zauważasz dużo skrzepów, koniecznie porozmawiaj o tym z ginekologiem. Trzeba szukać przyczyny takiego stanu.
  • Jeśli chcesz uzupełnić żelazo w diecie i jadasz mięso, wybieraj chudą wołowinę lub wieprzowinę. Raz na jakiś czas możesz sięgnąć po wątróbkę i nie zapominaj o jajkach. Żelazo, które jest w żółtku, świetnie się przyswaja. Jeśli jesteś wegetarianką lub weganką, pamiętaj o roślinach strączkowych, zielonych warzywach (brokułach, szpinaku, jarmużu), burakach, pestkach dyni i pełnoziarnistych produktach zbożowych.
Leczysz anemię? Nie przerywaj terapii – ani kiedy poczujesz się lepiej, ani gdy okaże się, że źle tolerujesz jakiś preparat. Szukaj innych rozwiązań.

  1. Zdrowie

Psychosomatyka a alergie. Czy stres może nasilić reakcje alergiczne?

Choroba jest zawsze sygnałem, który każe nam się zatrzymać, rozejrzeć i zastanowić, czy idziemy dobrą drogą. (Fot. iStock)
Choroba jest zawsze sygnałem, który każe nam się zatrzymać, rozejrzeć i zastanowić, czy idziemy dobrą drogą. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Wysypka, zaczerwienienie, katar sienny, załzawione oczy – czy przypadłości dotykające coraz większą liczbę osób pojawiają się z winy alergenów, czy może ich przyczyna tkwi w ludzkim umyśle?

Karolina, mama dwuletniej Zuzanki, opada już z sił, bo wszystko w ich domu – sposób  życia, jedzenia, rytm dobowy – podporządkowane jest alergii małej. Jednak psycholog, do którego się udała, w zachowaniu kobiety dostrzegł wynikającą ze strachu przesadę. Powiedział Karolinie, że nie musi sprawdzać bez przerwy, czy Zuzia aby nie zjadła czegoś niedozwolonego, albo biegać po domu ze szmatką pięć razy dziennie i ścierać byle pyłek kurzu. Zwłaszcza że wszystkie te starania na nic się zdają, poprawy nie ma. „Czuję się beznadziejnie jako matka” – płacze Karolina. – „Nie umiem pomóc swojemu dziecku!”. Myślała, że wystarczy stosować się do zaleceń lekarzy, przestrzegać diety i alergia minie. Sytuacja ją przerasta, stała się nerwowa, nie dosypia, w domu jest coraz więcej napięć i krzyku.

Ania, która z alergią swojego syna walczyła kilkanaście lat, jest przekonana, że tym, co dziecko najszybciej leczy z alergii, jest... spokój. Wcześniej też miała obsesję prania, sprzątania, którym towarzyszyło wieczne napięcie i poczucie, że jest niewolnikiem choroby. Dziś jej syn pływa, uprawia sporty, jeździ na rowerze, ale – dziwnym trafem – gdy stresuje się egzaminem w szkole, znów pojawiają się ataki astmy i wykwity na skórze. Jednocześnie w piłkę może grać…

Przepracować alergię

Współcześni naukowcy i lekarze, zgłębiając temat alergii, coraz bardziej interesują się czynnikami psychospołecznymi i ich znaczeniem w występowaniu i przebiegu chorób alergicznych. – Wynika to z faktu naukowego potwierdzenia powiązania ze sobą układów: nerwowego, hormonalnego i immunologicznego – mówi psycholog i trener biznesu Dorota Kałużyńska. – Każde zakłócenie w jednym z nich powoduje reakcję w pozostałych. Współczesny styl życia obfituje w czynniki wywołujące stres – zalew bodźców, nerwowość, pośpiech, zła dieta, obciążenie obowiązkami – to tylko niektóre z nich. Długotrwałe przeżywanie stresu sprawia, że ludzki organizm znajduje się w ciągłej fizycznej gotowości do działania i w pobudzeniu emocjonalnym. Taka mobilizacja to duży wydatek energetyczny. Jeśli dołączymy do tego niezbyt higieniczny tryb życia współczesnego człowieka: niedojedzenie, niedospanie – częstą konsekwencją jest spadek odporności, którego możemy nie zauważyć, dopóki się nie rozchorujemy.

– Był taki czas w naszym życiu, że po zjedzeniu pewnych produktów czy substancji ciągle byliśmy chorzy – mój mąż, ja, dwójka naszych dzieci – mówi Dorota Biały, psychoterapeutka Psychologii Zorientowanej na Proces. – Chodziliśmy na odczulanie, ale pracowaliśmy też na planie psychicznym. Jesteśmy ze sobą powiązani – gdy choruje jedna osoba, wpływa to na cały system. Co odkryłam, odbywając terapię nad alergią rodzinną? Że powinniśmy skupić się na sobie. W moim procesie było, żeby się zająć rodziną i nie otwierać się w tamtym czasie na nowe znajomości, na ludzi, którzy nas odwiedzają. Odkąd to zmieniliśmy, zaczęliśmy funkcjonować normalnie, nie mamy alergii.

Ciało, umysł, dusza

Uznana za chorobę cywilizacyjną alergia (allos – inny, ergos – reakcja) była znana już w starożytności. Na przełomie wieków XVIII i XIX odnotowano, że katar sienny i astma występują głównie u ludzi zamożnych i jedynaków. Wiek XX został uznany za winowajcę rosnącej liczby zachorowań (mówi się, że alergikiem jest co drugi z nas). Przyczyn upatruje się w zmianie odżywiania, pospiesznym i stresującym stylu życia i... nadmiernym przywiązaniu do higieny. Alergia uważana jest też za chorobę dziedziczną. Ale np. w medycynie chińskiej, liczącej trzy tysiące lat, pojęcie alergii w ogóle nie funkcjonuje. Specjaliści od medycyny chińskiej i ajurwedyjskiej, którzy postrzegają człowieka holistycznie i zawsze skupiają się na przyczynach, widzą w objawach choroby jedynie manifestację źle funkcjonującego systemu, a nie tylko jakiejś jego części. Szczególną rolę odgrywają tu łączność i wzajemne oddziaływanie ciała, umysłu i duszy.

Dążenie, by dotrzeć do istoty przyczyny, każe szukać głębiej, dalej. Claude Diolosa, francuski lekarz tradycyjnej medycyny chińskiej, nauczyciel buddyzmu tybetańskiego tradycji Kagyu, autor wielu książek i wykładów na temat zdrowia i odżywiania, twierdzi, że przyczyną alergii nie jest uczulenie czy nadwrażliwość na jakąś substancję – kluczową rolę odgrywają tu zaburzenia energii życiowej, zwanej energią Qi (Czi).

Weźmy taką alergię pokarmową – z powodu złego, zbyt oczyszczonego pożywienia żołądek nie pracuje prawidłowo – im więcej wilgoci i gorąca jest w przewodzie pokarmowym, tym częściej pojawia się tzw. katar sienny. Diolosa w takich przypadkach zaleca nie używać: cukru, kawy, mleka (szczególnie w połączeniu z owocami i cukrem), owoców egzotycznych, w tym bananów (które wytwarzają wilgoć w jelicie grubym). Przestrzega też przed przyjmowaniem witaminy C dla wzmocnienia układu odpornościowego, bo w nadmiarze może na niego niekorzystnie wpływać i powodować dużą produkcję śluzu w płucach (ponieważ jest „zimna i ściągająca”).

Inni naukowcy, alergolodzy, Robert Wood z Johns Hopkins Children’s Center i Scott Sicherer z Mt. Sinai Hospital w Nowym Jorku, ogłosili, że używane w diagnostyce testy na alergię – skórne i krwi – mogą być niewiarygodne. Naukowcy przestrzegają lekarzy, by ostrożnie stawiali diagnozy bazujące jedynie na tych dwóch tradycyjnych metodach. Według Wooda i Sicherera nie można w oparciu o nie wiarygodnie określić, że pacjent będzie miał rzeczywistą reakcję alergiczną na dany alergen i jak ciężka może być ta reakcja. Testy powinny być wykorzystywane jedynie w celu potwierdzenia diagnozy postawionej na podstawie objawów i historii choroby. Ich wyniki same w sobie nie przesądzają bowiem o niczym i nie mogą być magiczną kulą, z której się wróży potencjalne alergie u bezobjawowego pacjenta.

Uczulenie bierze się ze strachu

„Choroba nie jest możliwa, gdy twoje ciało jest w doskonałej równowadze” – mówi chińskie powiedzenie. Podobnie myślą dr Thorwald Dethlefsen i lekarz i psycholog Ruediger Dahlke, autorzy wielu książek o wpływie naszych  doświadczeń i postawy życiowej na zdrowie (m.in. „Przez chorobę do samopoznania”, „Choroba twoim przyjacielem. Ulecz duszę, ulecz ciało”). Według nich ciało daje człowiekowi sygnały, że jakaś granica została przekroczona, wytwarza przeciwciała, by się bronić przed – często irracjonalnym i nieświadomym – lękiem.

Dethlefsen i Dahlke przekonują, że nadwrażliwość wielu alergików na czynniki uznawane przez nich za wrogie jest przesadna i że: „podobnie jak w sferze militarnej, spirala zbrojeń jest zawsze oznaką agresywności, tak i alergia jest symptomem silnej obrony i agresywności, której jednak najczęściej alergik u siebie nie zauważa, nie przyjmuje jej do świadomości”, obwiniając czynniki zewnętrzne, świat, który go otacza. Mówią, że w leczeniu każdej choroby należy równocześnie zająć się duszą.

Według Dethlefsena i Dahlke alergia bierze się ze strachu, a strach jest przeciwieństwem miłości. Gdy się boimy, to się zbroimy, miłość zaś zakłada postawę ufną, otwartą. Strach – nie dopuszcza, miłość – przyjmuje. „Każda obrona wzmacnia nasze ego, gdyż zaznacza istniejącą granicę. Podczas gdy wyrażenie zgody rozmywa tę granicę”. Autorzy „Przez chorobę do samopoznania” uważają, że alergicy zaprzęgają do walki swój układ immunologiczny z zupełnie niewinnymi obiektami, uznając je za wrogie: pyłkami roślin, sierścią kota lub psa, kurzem, truskawkami, środkami piorącymi… lista nie ma końca. Dla badaczy wszystkie te czynniki symbolizują jedynie to, czego alergik się boi, nawet na nieświadomym poziomie – sierść kota czy psa większości ludzi kojarzy się z przytulaniem, miękkością, a więc z miłością, bliskością; pyłki są symbolem seksu, zapłodnienia i rozmnażania. Seksualność, popęd i płodność, są, zdaniem autorów, sferami wywołującymi silny lęk, dlatego alergicy tak agresywnie je odpierają. Kurz z kolei symbolizuje strach przed wszystkim, co nieczyste, brudne i skażone.

Ponadto Dethlefsen i Dahlke uważają, że problemu nie rozwiąże zalecane przez wielu lekarzy unikanie alergenów, może jedynie zmniejszyć objawy. – Metoda odczulania sama w sobie jest dobra – mówią – jednak jeśli ma być naprawdę skuteczna, powinno się nią objąć nie ciało, lecz psychikę.

Zamknięte koło

Według badaczy alergik może się wyleczyć dopiero wtedy, gdy nauczy się świadomie stawiać czoło tym dziedzinom życia, których unika i przed którymi się broni, gdy uda mu się wpuścić je do swojej świadomości i zaakceptować. Alergeny oddziałują na alergika wyłącznie symbolicznie, konieczny jest udział świadomości. Bo jak wytłumaczyć, że np. pod narkozą alergie nie występują? Albo że wystarczy czasem sama fotografia kota czy psa, by u astmatyka pojawiły się objawy choroby?

– Coraz pewniej i częściej  mówi się o psychosomatycznym podłożu reakcji alergicznych – potwierdza psycholog Dorota Kałużyńska. – Z drugiej strony za powszechną przyczynę zaburzeń psychosomatycznych uważa się stres. I koło się zamyka. Długotrwały stres obniża odporność organizmu, a jej poziom ma duże znaczenie w przebiegu i występowaniu reakcji alergicznych. To błędne koło niestety dalej się kręci – osoba dotknięta alergią, z racji występujących objawów – przeżywa duży dyskomfort, a więc i stres, który negatywnie wpływa na kondycję psychiczną.

Choroba jest zawsze sygnałem, który każe nam się zatrzymać, rozejrzeć i zastanowić, czy idziemy dobrą drogą. Jeśli za większością alergii stoi nasz umysł, to także i on może doprowadzić do uzdrowienia.

Naukowcy o alergii

  • Z badań naukowców z Uniwersytetu McGill w Kanadzie wynika, że więcej przypadków alergii notuje się w rodzinach z wyższym poziomem wykształcenia i mniejszą liczbą dzieci – tu ryzyko jest dwukrotnie większe niż w domach z większą liczbą dzieci, których mieszkańcy są gorzej wyedukowani.
  • Jak dowodzą naukowcy z Harvard Medical School, na astmatyków działa placebo – chorzy czują się lepiej po otrzymaniu obojętnej substancji, nawet jeśli o tym wiedzą.
  • Jabłka chronią przed astmą – by jej uniknąć, trzeba zjeść co najmniej dwa jabłka tygodniowo (zmniejszają ryzyko zachorowania o 1/3), a dzieci kobiet, które w ciąży jadły jabłka, także są bardziej chronione – tak głosi magazyn „American Journal of Respiratory Clinical Care Medicine”.
  • Nawet niewielki stres czy niepokój może znacznie pogorszyć reakcje alergiczne – głosi Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, powołując się na badania State University Medical Center w Ohio.

  1. Zdrowie

Płyny do płukania jamy ustnej mogą hamować rozwój wirusa

Płyny do płukania mogą znaleźć zastosowanie w codziennej profilaktyce COVID-19, obok takich rozwiązań jak dystans społeczny, dezynfekcja rąk czy noszenie maseczek. (Fot. iStock)
Płyny do płukania mogą znaleźć zastosowanie w codziennej profilaktyce COVID-19, obok takich rozwiązań jak dystans społeczny, dezynfekcja rąk czy noszenie maseczek. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Płyny do płukania jamy ustnej pomogą zapobiec transmisji SARS CoV-2? Badania amerykańskich naukowców dają na to szanse. Ale dentyści ostrzegają przed zbytnim optymizmem – płukanka przeciwko koronawirusowi to fake news.

Płyny do płukania jamy ustnej pomogą zapobiec transmisji SARS CoV-2? Badania amerykańskich naukowców dają na to szanse. Ale dentyści ostrzegają przed zbytnim optymizmem.  

Płukanką w koronawirusa?

Amerykańscy naukowcy potwierdzili, że dwa rodzaje płynów do płukania jamy ustnej niszczą 99,9 proc. koronawirusa w warunkach laboratoryjnych, zakłócając tym samym jego replikację w komórkach ludzkich.

Badania wykonane w Rutgers School of Dental Medicine w stanie New Jersey zostały opublikowane w czasopiśmie "Pathogens". Wykazano w nich m.in. że popularny płyn do płukania jamy ustnej, który kupimy w aptece czy drogerii oraz płyn na receptę z dodatkiem chlorheksydyny, są w stanie dezaktywować wirusa w ciągu nawet kilku sekund.

Badanie zostało przeprowadzone w laboratorium przy użyciu odpowiednich stężeń płynu do płukania oraz w czasie niezbędnym do kontaktu z tkankami w celu odtworzenia rzeczywistych warunków występujących w jamie ustnej.

Niektóre płukanki do higieny jamy ustnej, zawierające takie składniki, jak jodopowidon oraz nadtlenek wodoru, ograniczały przenoszenie się wirusa, ale wpływały przy tym szkodliwie na komórki jamy ustnej.

Natomiast inne płyny, m.in. z antyseptykiem o szerokim zastosowaniu - chlorheksydyną, zabiły jednostki wirusa zapewniając skuteczną ochronę przed zachorowaniem, ale były przy tym minimalnie inwazyjne dla komórek skóry. To sprawia, że preparaty te mogłyby znaleźć zastosowanie w codziennej profilaktyce COVID-19, obok takich rozwiązań jak dystans społeczny, dezynfekcja rąk czy noszenie maseczek.

Potrzeba jednak dalszych badań klinicznych, aby przetestować skuteczność płukanek pod kątem COVID-19 u człowieka. Już wcześniej m.in. niemieccy wirusolodzy molekularni, medyczni oraz naukowcy potwierdzili, że niektóre płyny dostępne powszechnie w handlu mogą unieszkodliwić wiriony i zahamować ich replikację.

Obiecujące są także możliwości płynów do płukania jamy ustnej zawierających co najmniej 0,07% CPC, czyli chlorku cetylopirydyniowego. Ten ostatni składnik nie tylko niszczy drobnoustroje, działając bakteriobójczo oraz przeciwgrzybiczo, ale jest przy tym bezpieczny w stosowaniu.

Czy warto więc robić sobie nadzieję, że regularnie stosowane płukanki pomogą w walce z COVID-19? Nie jest to takie proste.

– Mimo pojawiających się doniesień naukowców na temat wpływu płynów do płukania jamy ustnej na mniejsze ryzyko zarażenia się COVID-19, warto sprostować, że nie jest to metoda walki z koronawirusem. Badania w laboratorium wykazały, że niektóre płyny rzeczywiście mogą szybko niszczyć koronawirusy, ale jest to działanie miejscowe w obszarze jamy ustnej i gardła. Nie wyleczą natomiast infekcji. Nie ma też jednoznacznych dowodów na to, że mogą zapobiec przenoszeniu wirusa pomiędzy ludźmi - komentuje lek. stom. Monika Stachowicz z Centrum Periodent w Warszawie.

Z uwagi na fakt, że wirus SARS CoV-2 odpowiedzialny za COVID-19 przenika do organizmu m.in. poprzez jamę ustną i namnaża się bezpośrednio w gruczołach ślinowych, to ostatecznym celem byłoby ustalenie, czy płukanie ust płynem o działaniu antyseptycznym i przeciwwirusowym mogłoby obniżyć, w perspektywie krótkoterminowej, ryzyko przenoszenia koronawirusa na inne osoby.

Płyny do płukania ust już od dłuższego czasu wykorzystywane są w wielu gabinetach przed zabiegami dentystycznymi, aby zmniejszyć tzw. miano wirusa u pacjentów, czyli zmniejszyć niebezpieczeństwo zakażenia innych osób. Mogą też być pomocne podczas opieki medycznej nad pacjentami cierpiącymi na COVID-19.

- Pacjent może również stosować płukanki samodzielnie, np. po powrocie do domu i ściągnięciu maseczki może umyć zęby i przepłukać je płukanką ze składnikami o właściwościach odkażających. Przy tym należy pamiętać, że płyn działa doraźnie i miejscowo, czyli w jamie ustnej i gardle – można porównać to do umycia rąk, które również dezynfekujemy odpowiednimi preparatami. Wówczas będzie to dodatkowe wsparcie, które nie zaszkodzi, a może pomóc, nie tylko w zmniejszeniu transmisji wirusa na inne osoby, ale także w walce z plagą próchnicy czy schorzeniami dziąseł – dodaje stomatolog.

Źródło: biuro prasowe Periodent Centrum Leczenia i Profilaktyki Paradontozy

  1. Psychologia

Depresja maskowana - jak rozpoznać objawy? Rozmowa z Joanną Porembą, prezeską fundacji Melancholia

Rozmawiamy z Joanną Porembą, współzałożycielką i prezeską fundacji Melancholia, www. melancholia.org.pl. (Fot. Jacek Poremba)
Rozmawiamy z Joanną Porembą, współzałożycielką i prezeską fundacji Melancholia, www. melancholia.org.pl. (Fot. Jacek Poremba)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Przewlekłe bóle głowy lub karku, napady paniki, fobie i natręctwa, ale też zaburzenia snu czy pracy serca – pod wszystkimi tymi objawami może ukrywać się depresja. Joanna Poremba, współzałożycielka i prezeska fundacji Melancholia, wyjaśnia, jak rozpoznać ją u siebie i bliskich.

Na hasło „depresja” wielu z nas staje przed oczami obraz zmęczonego, zaniedbanego człowieka, który nie ma siły podnieść się z łóżka... Bywa, że rzeczywiście tak to wygląda, jednak depresja może mieć rozmaite podłoże i bardzo różny przebieg, często daleki od powszechnego wyobrażenia. Przywołany przez ciebie obrazek może stanowić całą prawdę o czyjejś chorobie, ale może też nie pojawić się w ogóle lub być tylko jedną z kilku różnych faz. Fakt, że wiele osób tak właśnie wyobraża sobie depresję, wynika z uwarunkowań kulturowych, w tym opisów filmowych i literackich – wystarczy, że wspomnimy „Lot nad kukułczym gniazdem” czy „Przerwaną lekcję muzyki”. Z całą pewnością nie jest jednak jedynym ani obowiązującym sposobem przechodzenia choroby! Rzeczywiście często występuje w niej apatia i ospałość, ale równie dobrze może pojawić się nadaktywność i bezsenność. Podobnie jest z apetytem: objawem depresji może być zarówno brak apetytu, jak i nadmierne łaknienie. Bywa, że dominujące objawy są jeszcze bardziej zwodnicze. W niektórych formach depresji okazują się mylące na tyle, że sugerują występowanie zupełnie innych chorób. To tak zwane maski depresji, które sprawiają, że jest ona szczególnie trudna do zdiagnozowania.

O maskach w ostatnim czasie mówimy głównie w kontekście koronawirusa, wcześniej zaś przy okazji rozmów o teatrze i karnawale. I w teatrze, i podczas karnawału, i nawet w czasie pandemii, podczas której staramy się przechytrzyć wirusa, maska kojarzy się z odgrywaniem jakiejś roli, z oszukiwaniem otoczenia. W depresji, jak sobie wyobrażam, występuje zwykle wtedy, kiedy siebie oszukujemy, nie chcąc przyjąć do wiadomości pewnych prawd na temat otoczenia i siebie samych. Nie nazwałabym tego oszukiwaniem, a raczej niebyciem przy sobie, pewnym brakiem uważności wobec sygnałów, które daje nam własny organizm. Nasza postawa jest bardzo często zupełnie nieuświadomiona: wywieramy na samych siebie różne rodzaje presji, nie akceptując się, a w konsekwencji nie darząc troską, czułością i uwagą. Bez kochania siebie nie da się kochać i akceptować świata. Niestety, jeśli tej uważności na siebie nie wyniesiemy z domu, jeśli rodzice nie nauczą nas korzystania z pewnych narzędzi, to w życiu dorosłym będzie nam o wiele trudniej. Na szczęście, kiedy zaczynamy ich w końcu szukać, z pomocą przychodzi psychoterapia.

Wracając do twojego pytania – wspomniany karnawał stanowił kiedyś coś w rodzaju wentylu bezpieczeństwa, okres, kiedy można było zapomnieć o konwenansach i ograniczeniach. Maska w depresji również jest wentylem. Depresja to choroba duszy i umysłu, a nasz mózg – ciągle jeszcze nie do końca poznany – nie mogąc zmieścić w głowie wszystkich napięć, „upycha” je w ciele. To, z czym sobie nie radzimy, trudne emocje zaczynają pukać do nas pod postacią przypominającą rozmaite schorzenia. Według niektórych badaczy, którym trudno odmówić pewnej racji, jeśli poświęcamy naszemu ciału wystarczająco dużo uwagi i jesteśmy wyczuleni na płynące z niego sygnały, to być może zauważymy te symptomy wcześniej. To jedna z wielu korzyści bycia w kontakcie ze swoim ciałem.

W naszej kulturze mamy raczej niską świadomość własnego ciała. Niestety, masz rację. Nie uczy się jej w szkołach, a powinno. I nie mam tu na myśli sportu, bo aktywność fizyczna nie zawsze jest równoznaczna z kontaktem nawiązanym z ciałem. Znany amerykański psychiatra i psychoterapeuta Alexander Lowen podkreślał często, że głowa nie działa bez ciała, i odwrotnie. U współczesnego człowieka Zachodu jednak ta komunikacja między nimi nie odbywa się tak, jak powinna.

Czy lekarz, jeśli ktoś zwraca się do niego z dolegliwością somatyczną, zawsze również powinien brać pod uwagę, że ta osoba może chorować na depresję? Byłoby to tak zwane holistyczne podejście do pacjenta, które na razie nie jest u nas powszechne, choć na szczęście nie powiedziałabym, że się nie zdarza. Lekarz z całą pewnością powinien zastanowić się, czy nie ma do czynienia z maską depresji wtedy, kiedy pacjent zrobi wszystkie możliwe badania, wyniki są dobre, a jego ciało cierpi. Warto przy tym podkreślić, że nie chodzi o wyimaginowany ból czy dyskomfort – te dolegliwości, umiejscowione w konkretnym punkcie, naprawdę się odczuwa, i po pewnym czasie może rozwinąć się z nich coś poważniejszego. Tym, co ostatecznie potwierdza, że chodziło o maskę, jest skuteczność leczenia lekami antydepresyjnymi: dolegliwości ustępują po ich zażyciu, nie zaś po preparacie, który zwykle stosuje się na chorobę imitowaną tutaj przez depresję.

Pomówmy jeszcze o stereotypowym wyobrażeniu osoby chorującej na depresję. Wielu z nas wie już, że nie zawsze objawia się ona rozpaczą, apatią i zaniedbaniem higieny. Jednak termin „maski depresji” chyba nie wszyscy słyszeli. Ja, która choruję na depresję od ponad 20 lat, nigdy nie usłyszałam tego określenia od żadnego lekarza. Dodam, że zawsze byłam bardzo aktywna, rzadko kiedy smutna, a moim głównym problemem było dojmujące uczucie lęku. Termin „maski depresji” nie jest nowy, natomiast rzeczywiście nie wszedł do literatury przedmiotu; trudno przewidzieć, czy się to zmieni. Nie dotarł także do szerszej świadomości. Symptomy, których doświadczałaś, można jednak określić takim właśnie mianem.

Maski depresji mają rozmaity charakter. Jednym z ich rodzajów są tzw. maski psychopatologiczne – zaburzenia lękowe (lęk przewlekły lub ataki paniki, jak u ciebie), fobie oraz natręctwa. Drugą typową kategorią są symptomy fizyczne, głównie bólowe. Do najczęstszych zalicza się bóle w klatce piersiowej, kłucie serca, wrażenie duszności i ucisku; bóle głowy (np. pulsowanie, uczucie ucisku na mózg, szum w uszach) połączone z uczuciem niepokoju; nerwobóle; drętwienie, pieczenie, palenie, cierpnięcie kończyn, przepływ ciepła lub uczucie zimna; świąd skóry; zespół niespokojnych nóg; dziwne odczucia w rozmaitych narządach, szczególnie w żołądku i wątrobie. Maską depresji mogą być też zaburzenia rytmu biologicznego: snu i czuwania (problemy z zasypianiem, płytki sen, zbyt wczesne budzenie się, nadmierna senność w ciągu dnia), łaknienia (utrata apetytu lub napady głodu), problemy z miesiączkowaniem, zaburzenia erekcji. Wspomniany już Lowen mianem maski depresji określał także alkoholizm. Jak widać wachlarz możliwości jest szeroki.

Ja na przykład długo cierpiałam na coś, co wydało się być reumatoidalnym zapaleniem stawów – to też jedna z masek depresji. Drugą były męczące mnie latami dokuczliwe bóle karku – z czasem tak silne, że nie mogłam ruszyć szyją, nie byłam też w stanie zapiąć pasów w samochodzie. Lekarze rozważali nawet operację. Zamiast tego zdecydowałam się na długą fizjoterapię, która pomogła mi rozluźnić i poczuć własne ciało. Kiedy do leczenia włączono antydepresanty, dolegliwości ustały. Warto dodać, że zwykle najlepszym rozwiązaniem jest połączenie leczenia farmakologicznego z psychoterapią.

U mnie maską był lęk, u ciebie bóle karku; wymieniłaś też wiele innych możliwości. Zastanawiam się, czy – skoro znamy ich tyle – depresja maskowana nie jest częstą formą depresji? Spotkałam się kiedyś z szacunkami, wedle których depresja maskowana może występować nawet trzy razy częściej niż inne postaci zaburzeń depresyjnych. Niestety, nie dysponujemy szczegółowymi danymi; wiele przypadków pozostaje niezdiagnozowanych, a i o „klasycznej” depresji, jak pokazuje praktyka, coraz trudniej jest mówić, bo każdy przypadek jest inny, a generalizowanie prowadzi donikąd.

W ramach działalności fundacji Melancholia publikujemy rozmowy ze znanymi osobami, które mają za sobą doświadczenie depresji – porównując te wywiady, bardzo łatwo zauważyć oczywiście pewne elementy wspólne, ale także ogromne różnice. Ktoś rzeczywiście nie wstaje tygodniami z łóżka, ktoś inny – jak na przykład reżyserka Joanna Kos-Krauze, która z wielką otwartością i szczerością opisała swoją historię – rzuca się w wir pracy, podróżuje po całym świecie, zamienia się w prawdziwego tytana. Jeden ucieka więc w sen i izolację, drugi – w pracę czy niebywałą aktywność. Ona także odcina nas od emocji – wsłuchać się w nie możemy tylko wtedy, kiedy wreszcie się zatrzymamy. Różna bywa też etiologia choroby, która może pojawić się na skutek traumatycznych doświadczeń, ale także wtedy, kiedy nie przechodzimy ewidentnego życiowego kryzysu – to odróżnia ją od zaburzeń adaptacyjnych. I znowu, w obu przypadkach może wystąpić wspomniane odcięcie emocji od ciała, co często skutkuje powstawaniem masek.

Przy okazji warto też dodać, że w Polsce rozmowa o liczbach dotyczących depresji jest w ogóle prawie niemożliwa, bo dane, które przedstawia NFZ, dotyczą tylko i wyłącznie sektora publicznego; prywatna działalność psychiatrów i psychoterapeutów nie jest w ogóle uwzględniana w oficjalnych statystykach, a to właśnie tam trafia około 60 proc. pacjentów. Nasza fundacja na przykład czerpie dane ze strony WHO.

Wiemy na pewno, że w Polsce alarmujące są statystyki dotyczące depresji wśród młodzieży. Jak wygląda kwestia masek w ich przypadku? Podobnie jak u dorosłych, depresja maskowana u dzieci może być trudna do uchwycenia, a spektrum możliwych masek jest bardzo szerokie. Może polegać na opóźnieniu rozwoju psychicznego, intelektualnego oraz emocjonalnego. Z depresją maskowaną łączy się też często fobia szkolna, objawiająca się poprzez dążenie do izolacji. Powtarzające się bóle brzucha przed pójściem do szkoły na pewno powinny zwrócić uwagę rodziców, podobnie jak rozmaite zaburzenia zachowania (nieuzasadnione napady złości, przesadzone reakcje, obojętność, zachowania autodestrukcyjne), przewlekłe bóle głowy, arytmia serca, alergie.

Warto więc słuchać swojego organizmu oraz być czułym na sygnały wysyłane przez osoby najbliższe. Rozmawiać – z sobą i bliskimi. Obserwować – bliskich i samego siebie. Jest takie ładne zdanie, które powiedział bodajże Oscar Wilde: „Daj człowiekowi maskę, a powie ci prawdę”. W pewnym sensie podobnie jest z naszym ciałem i duszą. Czasem nasze „ja” musi sięgnąć po maskę, żeby powiedzieć prawdę o tym, co je boli i gnębi.

  1. Materiał partnera

Wiosenna rewitalizacja i odświeżenie skóry. W jaki sposób dbać o skórę w ciepłe dni?

Wiosenne porządki zacznij od zmiany codziennych rytuałów pielęgnacyjnych, które dopełnią działanie profesjonalnych zabiegów. (Fot. materiały partnera)
Wiosenne porządki zacznij od zmiany codziennych rytuałów pielęgnacyjnych, które dopełnią działanie profesjonalnych zabiegów. (Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Wiosna niespodziewane pojawiła się u nas w całej okazałości. Moment, kiedy wszystko budzi się do życia, warto wykorzystać również na porządki. Nasza skóra również potrzebuje odświeżenia, szczególnie w czasie, kiedy oprócz codziennych zanieczyszczeń, narażona jest na suche domowe powietrze i skutki noszenia maseczek ochronnych. Wiosenne porządki zacznij od zmiany codziennych rytuałów pielęgnacyjnych, które dopełnią działanie profesjonalnych zabiegów. Na co warto zwrócić szczególną uwagę?

Które zabiegi odpowiednio przygotują twoją cerę i ciało na ciepłe dni? Odpowiada dermatolog, lekarz medycyny estetycznej dr Łukasz Preibisz.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Z problemami skórnymi wcale nie musimy się pogodzić. Oprócz sposobów leczenia dermatologicznego i łagodzenia pojawiających się objawów, mamy możliwość skorzystania z szerokiego portfolio zabiegów medycyny estetycznej. Tutaj kluczowa będzie konsultacja ze specjalistą – zabieg powinien być dobrany do stanu i potrzeb skóry. – Pamiętajmy, że nie zawsze procedura, która sprawdziła się u naszej znajomej sprawdzi się również u nas! – dodaje dr Preibisz. Jedne z najczęściej pojawiających problemów natury dermatologiczno-estetycznej na twarzy to: przebarwienia, widoczne naczynka i rumień, zmiany trądzikowe oraz wiotkość skóry i zmarszczki. Jeśli chodzi o ciało, to głównie rozstępy, cellulit i nadmiar tkanki tłuszczowej oraz utrata jędrności. Jakie zabiegi warto wybrać wiosną, aby walczyć z tymi problemami i pozwolić odzyskać skórze zdrowy i witalny wygląd?

Alma Harmony XL PRO DYE VL

Laser Alma Harmony XL PRO DYE VL to innowacyjne urządzenie, które służy do leczenie różnego rodzaju problemów skórnych – idealnie sprawdza się w przypadku rumienia, widocznych naczynek, a także przebarwień. Dzięki emisji światła z przedziału od 500 do 600 nm, skóra jest minimalnie narażona na ekspozycję innych długości światła, a tym samym zabieg staje się bezpieczniejszy, z mniejszym ryzykiem wystąpienia skutków ubocznych.

– Laser Alma Harmony XL PRO DYE VL niezwykle bezpieczny. Zastosowano w nim rozwiązania, dzięki którym zabiegi nie są bolesne – stopka chłodząca chroni naskórek przed oparzeniem i zwiększa komfort samego zabiegu. Laser działa w miejscu problemu, nie uszkadza skóry, a efekty są szybkie, długotrwałe i satysfakcjonujące – wymienia dr Łukasz Preibisz. Wiosna to ostatni moment, aby wykonywać w pełni bezpieczne zabiegi laserowe.

CLEARLIFT

Jeśli zauważyliśmy u siebie widoczną utratę jędrności skóry, przebarwienia, utratę promiennego kolorytu skóry to idealnie sprawdzi się zabieg ClearLift. – Ten pierwszy na rynku nieablacyjny laser frakcyjny Qswitched, działając głęboko w skórze, prowadzi do powstania kontrolowanych mikrouszkodzeń w skórze właściwej, nie naruszając naskórka. W procesie regeneracji pobudza syntezę nowego kolagenu, a także kurczenie się i napięcie tkanki, dając efekt niebywałego wygładzenia. Dodatkowo, poprawia się również napięcie, a proces starzenia spowalnia. Zabieg można wykonywać również w wariancie bankietowym, bez okresu rekonwalescencji, dlatego to dobry pomysł na wiosenną rewitalizację skóry – przekonuje dr Łukasz Preibisz.

MEZOTERAPIA Idabae Antiaging

Jedną z najpopularniejszych metod przywrócenia skórze jędrności jest i nawilżenia jest zabiegi mezoterapii igłowej. Działanie anti-aging zapewnia zastosowanie preparatu Idabae Antiaging. To wyjątkowo silny przeciwutleniacz zawierający Idebeon (syntetyczny wariant koenzymu Q10, który opóźnia proces starzenia się skóry), preparat zawiera jeszcze dwa cenne składniki: DMAE o działaniu silnie liftingującym oraz kwas hialuronowy stymulujący tkankę łączną do produkcji fibroblastów – komórek odpowiedzialnych za produkcję kolagenu i elastyny. Idebae Antiaging naprawia uszkodzone DNA komórkowe. Działa głęboko, skutecznie spłyca zmarszczki, nawilża i napina skórę, redukuje zagniecenia i fałdy. Koryguje niedoskonałości twarzy i ciała  –  odpowiada dr Łukasz Preibisz. Świetnie sprawdza się przy rewitalizacji dłoni, stóp, podbródka i kącików ust.

ACCENT SPADEEP

Aby zadbać o kondycję naszej sylwetki niezbędna jest aktywność fizyczna oraz zbilansowana dieta. Efekty zdrowego stylu życia, można wspomóc zabiegami w gabinecie. SPADEEP jest nieinwazyjnym systemem, który wykorzystuje skoncentrowaną energię fal radiowych do ujędrniania i modelowania ciała. Zabieg szczególnie polecany jest tam, gdzie spalanie tkanki tłuszczowej jest bardzo trudne – np. w okolicach brzucha, boczków, bryczesów, ramion czy wewnętrznej strony ud. Jego działanie docenimy już po pierwszym zabiegu. SPADEEP skutecznie poprawia kształt i kontury różnych obszarów twarzy i ciała. Urządzenie ma szerokie zastosowanie, z powodzeniem uwolni nas od niechcianego cellulitu, sprawi, że skóra będzie jędrna i odmłodzona. To również świetne rozwiązanie do radzenia sobie z tkanką tłuszczową i zwiotczałą skórą po wewnętrznej stronie ud – wymienia dr Łukasz Preibisz z kliniki Preibisz SkinDoctors. SPADEEP stymuluje włókna kolagenowe, aby uzyskać efekt smukłej sylwetki i ujędrnionej skóry. Zmniejszając objętość komórek tłuszczowych, stymulując drenaż limfatyczny, pozbywamy się cellulitu.

Wiosenna pielęgnacja

Pamiętajcie, że niezmienne zabiegi gabinetowe należy uzupełnić właściwą pielęgnacją domową, dostosowaną indywidualnie do potrzeb twojej skóry. Oprócz regularnego nawilżania i ochrony przeciwsłonecznej, które powinny być podstawą, należy pamiętać również o innych potrzebach skóry – np. o działaniu antyoksydacyjnym czy oczyszczającym. Dobierajmy odpowiednie kosmetyki i cieszmy się piękną cerą!

Dokładne oczyszczanie

W pełni oczyszczona skóra jest podstawą zdrowego i promiennego wyglądu oraz doskonałej cery. Usunięcie makijażu oraz zanieczyszczeń przygotowuje skórę do kolejnych etapów codziennej pielęgnacji. Do codziennego demakijażu okolicy oka warto postawić na łagodne kosmetyki! Płyn micelarny RHA® Micellar Solution od TEOXANE (200 ml) łagodnie oczyszcza, delikatnie usuwa makijaż i tonizuje. Przygotowuje skórę do dalszych zabiegów, a co najważniejsze, nie narusza naturalnej, ochronnej bariery lipidowej skóry.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Krok drugi codziennego oczyszczania to produkt myjący - AHA Cleansing Gel TEOXANE (150 ml) to żelowy preparat myjący do spłukiwania, który dokładnie oczyszcza, odświeża i rozjaśnia skórę, nadając jej gładkość. Jego ekskluzywna formuła łączy w sobie: kwas glikolowy, kwasy owocowe, Resilient Hyaluronic Acid® oraz kompleks rozjaśniający.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Moc antyoksydantów

Prawdziwą bombę antyoksydacyjną znajdziesz w kosmetykach, których składy bogate są w witaminę C, resweratrol czy idebenon. Dlaczego warto je stosować? Te nie tylko świetnie rozświetlają skórę, ale też odmładzają ją, ponieważ stymulują naturalne procesy powstawania kolagenu.

Teraz świetne promocje na antyoksydanty znajdziesz w zestawach promocyjnych Sesderma! W cenie jednego produktu dostaniesz dwa.

C-VIT Krem (50 ml) + RESVERADERM Krem (50 ml)

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

C-VIT Serum (30 ml) + C-VIT Kontur oczu (15 ml)

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Nawilżanie

Twoja skóra po okresie zimowym jest zmęczona wysuszającym ogrzewaniem z kaloryferów, dlatego potrzebuje mocnej dawki nawilżenia. W codziennej pielęgnacji zapewnij sobie mocną dawkę nawilżenia, dzięki Advanced Filler od TEOXANE (50 ml). Kosmetyk to wyjątkowe połączenie kwasu hialuronowego RHA® i składników odbudowujących, pomaga w utrzymaniu długofalowego nawilżenia, jednocześnie stymulując produkcję naturalnego kwasu hialuronowego i kolagenu w skórze, wygładza drobne zmarszczki. Krem dostępny w wersji dla skóry suchej oraz dla skóry mieszanej.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Ochrona UV

Podstawowym produktem w codziennej pielęgnacji, niezależnie od wieku, powinien być krem SPF, chroniący przed szkodliwym działaniem promieniowania słonecznego. Bestsellerowy Advanced Perfecting Shield TEOXANE (50 ml) to miejski krem z filtrem SPF 30, zawierający silne przeciwutleniacze! Formuła została precyzyjnie opracowana z myślą o poprawie wyglądu skóry zmęczonej, matowej, z oznakami starzenia. Lekko barwiona formuła produktu oraz jego struktura przypominająca drugą skórę, wygładzają i rozświetlają cerę, nadając jej doskonały wygląd.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Kosmetyki TEOXANE są dostępne na eshopie z rabatem -25% na wszystko oraz ofertą 1+1 – do każdego pełnowartościowego produktu, mini bestseller w prezencie!