1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Wiosenne oczyszczanie - jak może wyglądać dzień na detoksie?

Wiosenne oczyszczanie - jak może wyglądać dzień na detoksie?

O czym warto pamiętać, gdy chcemy skutecznie oczyścić swój organizm? – Przede wszystkim o tym, żeby podejść do tematu bardziej holistycznie. Pomyśleć nie tylko o jedzeniu, ale też o wyciszeniu, masażu, czy właściwym oddychaniu. (fot. iStock)
O czym warto pamiętać, gdy chcemy skutecznie oczyścić swój organizm? – Przede wszystkim o tym, żeby podejść do tematu bardziej holistycznie. Pomyśleć nie tylko o jedzeniu, ale też o wyciszeniu, masażu, czy właściwym oddychaniu. (fot. iStock)
Detoks nie jest wymysłem naszych czasów. Ludzkość zna go od wieków i nazywa postem. Nowością jest to, że nie musi być serią wyrzeczeń i trwać 40 dni, a ledwie dzień lub tydzień. Efekty? Szczupłe ciało, lepsze samopoczucie. Podstawowa zasada? Powtarzalność.

Rutyna nigdy nie kojarzyła mi się dobrze: kanapa, ciepłe kapcie i serial o 20.00. „Moje życie nigdy nie będzie tak wyglądało!” − obiecywałam sobie. Wszystko, co powtarzalne, przewidywalne, co nie budzi lęku, nie wywołuje charakterystycznego skurczu w brzuchu, wiązało się z nudą. Ale w moim życiu pojawiły się joga, medytacja i techniki oddechowe. Podstawowym założeniem tych praktyk jest zaś powtarzanie. Codziennie rano te same lub podobne asany i techniki oddechowe. W medytacji uwagę przenosi się na ten sam oddech, te same części ciała i ośrodki energetyczne w ciele. A jednak prawie za każdym razem te same, powtarzalne asany, pranajamy i medytacje są inne. Wyjątkowe w swej powtarzalności. Wywołują odmienne emocje i wrażenie w umyśle oraz ciele. Choć pozornie nic się nie dzieje, dzieje się wiele.

Tak samo, a jednak inaczej

Ja i Maciek też mamy wrażenie, że się powtarzamy. Piszemy o akceptacji siebie, o obserwowaniu, a nie wypieraniu emocji... Na warsztatach oczyszczających mówimy o tych samych mechanizmach i uwarunkowaniach. Opowiadamy o podobnych produktach. Często nawet powołujemy się na te same historie. I choć każdy nasz detoks, każda odnowa jest do siebie na tym najbardziej elementarnym poziomie podobna, to jednak okazuje się zupełnie inna. To prawda, że na warsztaty składają się podobne techniki i podobne oczyszczające jedzenie. Z grupą pracują najczęściej ci sami prowadzący. Zmieniają się jednak nasze smaki, doświadczenia i inspiracje, ale też (choćby nieznacznie) przyprawy, produkty i przepisy, z których korzystamy. A przede wszystkim zmieniają się uczestnicy. Ich doświadczenia, problemy, kompleksy, mocne i słabe strony. Wszystko to nadaje powtarzalności nowy wymiar.

Powtarzalna i stała jest nasza warsztatowa, oczyszczająca rutyna. Powstała po to, by detoks działał kompleksowo. Aby oddziaływał nie tylko na ciało, lecz również na umysł i emocje. Komponujemy go wielopoziomowo. Korzystamy z medycyny Wschodu i współczesnej dietetyki, z jogi, psychodietetyki i pranajam. Krok po kroku pomagamy uwolnić latami gromadzone w ciele złogi oraz toksyny mentalne. Nie wszystkie naraz. Tyle, na ile jesteśmy gotowi. Do granicy przyjemnego bólu.

Co zrobić, aby granica nie przesunęła się ku bólowi nieprzyjemnemu? Trzymać się powtarzalności. Nawet w trakcie najdelikatniejszego oczyszczania. Oczywiście najlepiej i najprościej przeprowadzać detoks podczas urlopu, lecz moje doświadczenie podpowiada, że 30 minut rano i 30 po południu na oczyszczające rytuały można wygospodarować także, chodząc do pracy.

Jak może wyglądać dzień na detoksie?

Między 6.30 a 7.00 − pobudka, a następnie 10−15-minutowy automasaż podgrzanym (ale nie gorącym) olejem sezamowym (jesienią i zimą oraz wczesną wiosną) lub kokosowym (w ciepłe, letnie dni) albo ich mieszanką (w trakcie okresów przejściowych z umiarkowaną temperaturą). Masuj całe ciało od czubka głowy aż po stopy. Wykonuj ruchy podłużne na rękach czy nogach, a okrężne na brzuchu i w okolicach stawów. Po masażu obmyj wodą całe ciało pod prysznicem. W ten sposób pozbędziesz się toksyn.

Między 7.00 a 7.30 − rozciągnij ciało. Wykonaj kilka delikatnych asan jogi, np. wolnych powitań słońca lub innych ćwiczeń rozciągających. Wystarczy nawet 10−15 minut. Rozbudzisz się i pobudzisz obieg energii w całym ciele. Następnie możesz zrobić prostą technikę oddechową, np. oddychanie naprzemienne, a po nim krótką medytację. Najłatwiejszą metodą na sprowadzenie umysłu do chwili obecnej i zwiększenie uważności jest przenoszenie uwagi na oddech.

Nadi Shodhan Pranayama, czyli oddychanie naprzemienne, to jedna z najbardziej znanych technik oddechowych wywodzących się z jogi. Równoważy ona m.in. pracę prawej i lewej półkuli mózgu. Trzeba usiąść w siadzie skrzyżnym, lotosie lub na krześle, z wyprostowanym kręgosłupem i zamknąć oczy. Lewą dłoń położyć na lewym kolanie. Jej wnętrze powinno być odwrócone do sufitu. Kciuk i palec wskazujący dotykają się. Pozostałe trzy palce powinny być wyprostowane. Palec wskazujący i środkowy prawej dłoni należy położyć w okolicy tzw. trzeciego oka (między brwiami). Kciukiem zasłaniamy prawą dziurkę nosa. Robimy wydech, a następnie głęboki, powolny wdech. Teraz serdecznym palcem zasłaniamy lewą dziurkę, a prawą odsłaniamy. Robimy wydech, a następnie głęboki wdech. Czynność powtarzamy przez 9 pełnych cykli.

3 posiłki − w książce „Jak oczyścić swój organizm, czyli detoksy dla zdrowia i urody” pisaliśmy, że ajurweda doprecyzowuje godziny jedzenia poszczególnych posiłków. Ustalenie takiego rytmu dnia jest szczególnie ważne w trakcie oczyszczania. I tak, śniadanie powinniśmy jeść między 7.00 a 9.00. Obiad w godzinach południowych (od 12.00 do 14.00). Kolację w opcji idealnej powinniśmy zjeść przed zachodem słońca. Możemy jednak przyjąć, że optymalna pora będzie między godziną 17.00 a 19.00 i najpóźniej 3 godziny przed położeniem się spać.

Między 18.00 a 21.00 − wieczorna relaksacja lub medytacja. Nieważne, czy pracujesz, czy oczyszczasz się w domku za miastem. Twoje ciało i umysł w trakcie detoksu potrzebują spokoju i odpoczynku. Poza snem (śpij, kiedy tylko możesz i poczujesz ochotę) warto ich dostarczyć również za pomocą medytacji. Po powrocie z pracy lub przed kolacją usiądź i „wyczyść” głowę ze zbędnych myśli. Możesz tak jak przed śniadaniem zrobić w pierwszej kolejności oddychanie naprzemienne, a następnie zamknąć oczy i przenieść uwagę na oddech.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Oczyszczanie? Naturalnie!

Trzeba pić wodę, aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie. (Fot. iStock)
Trzeba pić wodę, aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie. (Fot. iStock)
Wiosną wszyscy chcemy się oczyszczać. Detoksykować. Rozważamy głodówki, niekiedy kuriozalne diety. Chcemy łyknąć pigułkę, ewentualnie wypić jakiś napar i mieć to oczyszczenie za sobą.

W duchu miłości do naszego ciała i wiary w moc organizmu oraz jedzenia zaproponuję jednak oczyszczanie spokojniejsze. Warto sobie przypomnieć, że nasze ciała są teoretycznie samowystarczalne. Wiadomo – czasem sami im szkodzimy aż nadto, pijąc alkohol, paląc, zjadając za dużo leków lub suplementów diety. Generalnie jednak ludzki organizm jest w stanie oczyścić się z większości szkodliwych substancji (chyba że przesadzimy z dawką). Ale ja dziś zajmę się normalnym życiem przeciętnego człowieka. Tych, którzy zjedli muchomora, odsyłam w trybie pilnym do lekarza.

Za oczyszczanie odpowiadają nerki oraz wątroba – choć i poprzez jelita pozbywamy się części niechcianych składników. Wątroba pełni w naszym organizmie kilka funkcji – tu zajmę się jedynie tematem filtrowania. 80 proc. krwi, która trafia do wątroby, dopływa żyłą wrotną (pozostałe 20 proc. pochodzi z tętnicy wątrobowej). To właśnie w żyle wrotnej są i składniki wchłonięte w przewodzie pokarmowym, i te „zebrane” z narządów. Co można, zostanie zneutralizowane, rozłożone i unieszkodliwione, po czym trafi ponownie do krwi, a z nią z kolei do nerek. One między innymi tworzą mocz. To nie tylko sposób na pozbycie się nadmiaru wody, tak również usuwane są z organizmu metabolity. Osocze krwi przepływającej przez naczynia włosowate kłębuszków nerkowych jest filtrowane, a co w organizmie niepotrzebne, trafia do ich środka (światła, jak to się fachowo nazywa) w związku z różnicą ciśnień. Część substancji transportowana jest jeszcze w mechanizmie pinocytozy (przenoszenie pojedynczych substancji). Dlatego tak zachęcam do picia wody oraz do radości wynikającej z siusiania. Im częściej, tym lepiej!

Ale to nie koniec. Błonnik w jelitach wiąże różne niepotrzebne nam substancje – załatwiając się, wydalamy je z organizmu. Dlatego należy pić wodę (tak, wiem, znowu to samo), aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Pamiętajmy o tym, że każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie! I jedzmy warzywa, pełnoziarniste produkty zbożowe i rośliny strączkowe. To powtarzane kolejny raz zalecenie, ale jakże ważne. One dostarczają nam antyoksydantów, które także chronią organizm przed szkodliwymi substancjami!

Dodam jeszcze do listy ruch. Dla detoksu, a i owszem! Jeżeli pobudzimy limfę w organizmie (uprawiając aktywność fizyczną, masując ciało czy chociażby szczotkując je), to również przyspieszy pozbycie się tego, co szkodliwe. Ruch pomaga w oczyszczaniu organizmu także poprzez zwiększenie wydzielania potu, wraz z którym wydalane będą niepożądane substancje.

A na koniec zasugeruję, że może warto zrobić sobie rachunek sumienia. I zastanowić się, z czego chcemy się oczyścić. Dobrze przeprowadzić analizę własnych poczynań i przyzwyczajeń. Ile z rzeczy, które jadamy, to produkty wysokoprzetworzone, w których składzie znajdują się barwniki, aromaty, konserwanty? To ich właśnie powinniśmy unikać – szczególnie w okresie detoksykacji.
Proszę, sprzątajmy nasze ciała, ale delikatnie, powoli, bez brutalnych działań. 

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka. Autorka bloga kachblazejewska.pl, współautorka książki „Kobiety bez diety. Rozmowy bez retuszu”, Burda Media Polska.

  1. Psychologia

Praktyka uważności w drodze do pracy

Zachowaj w sobie medytacyjny spokój i uważny kontakt z rzeczywistością. (Fot. iStock)
Zachowaj w sobie medytacyjny spokój i uważny kontakt z rzeczywistością. (Fot. iStock)
Być może ranna podróż do pracy pociągiem, tramwajem, autobusem czy metrem nie jest twoją ulubioną częścią dnia. Być może daje znać o sobie senność, może jest tłoczno lub duszno. Czasami drażnią cię zapachy, hałas, cudze rozmowy przez telefon i sygnały wiadomości, korki i dłużący się czas. Postaw na praktykę uważności.

(Z drobną modyfikacją poniższą praktykę możesz także zastosować, stojąc w kolejkach.)

Nie odcinaj się, nie dystansuj od tych przeżyć. Schowaj komórkę, zamknij książkę czy gazetę, wyłącz muzykę i ściągnij słuchawki. Chwilę zanurz się w aktualną sytuację, pozwól sobie doświadczyć wszystkiego, co aktualnie czujesz: komfortu i dyskomfortu w różnych postaciach. Nie oceniaj ani nie nazywaj pojawiających się doświadczeń. Nie zwracaj uwagi na jeden bodziec, daj sobie doświadczyć całości.

Zamknij oczy. Zwróć uwagę na swój oddech, obudź jego świadomość na poziomie ciała i psychiki. Poczuj, co przynoszą wdechy i co zabierają wydechy. Skup się na swoich odczuciach aktualnej sytuacji na poziomie ciała, emocji, zmysłów… Daj sobie doświadczyć dźwięków, które słyszysz (nie etykietując ich), miarowego stukotu tramwaju czy pociągu lub dźwięków jazdy autobusu, tego jak twój środek lokomocji się zatrzymuje, wysiadają i wsiadają pasażerowie itd. Nie nazywaj tego, co czujesz czy słyszysz, nie oceniaj, po prostu daj sobie to przeżyć bezpośrednio.

Jak masz trochę więcej czasu możesz przez kilka do kilkunastu minut kultywować w sobie przyjazne nastawienie, pełne akceptacji, życzliwości, a może nawet miłości. Wobec siebie i wobec innych. Posłuchaj, jakie życzenie do siebie samego wypływają twojego serca i wypowiedz je w myślach, np. Obym miał się dobrze… Obym był bezpieczny… Obym był spokojny… etc. Po każdym życzeniu, które się pojawi pozostań chwilę w uważnej ciszy, pozwalając, by przez 1-2 minuty wybrzmiewało w tobie… Następnie z życzliwością skieruj uwagę na osoby wokół ciebie i skup się na życzeniach do nich, które wypływają z twojego serca. Niech te życzenia staną się pewnego rodzaju nośnikiem życzliwości, przyjaznego nastawienia, dobrej woli dla innych pasażerów, np. Oby moi współpasażerowie mieli się dobrze… Oby czuli się bezpieczni i pewni siebie… etc. Po każdym życzeniu, które się pojawi pozostań chwilę w uważnej ciszy.

Następnie wróć jeszcze do świadomości oddechu i uważności siebie w tym miejscu i czasie. Powoli pozwól, by uwaga wracała do świata zewnętrznego, otwórz oczy, ale pozostań nadal uważny. Nie aktywizuj zmysłów, pozwól, by wzrok i inne zmysły powoli dostosowały się do świata zewnętrznego. Zachowaj w sobie medytacyjny spokój i uważny kontakt z rzeczywistością, jak również gotowość do nieoceniającego przyjmowania pojawiających się przeżyć.

  1. Styl Życia

Medytacja z oddechem – prosta technika na wyciszenie według Katarzyny Chusteckiej, instruktorki jogi

Medytacja nie tylko wycisza i uspokaja. Uczy też sztuki odpuszczania. Pozwala otworzyć się na radość i szczęście. Na zdjęciu Katarzyna Chustecka, instruktorka jogi mieszkająca na Bali. (Fot. archiwum prywatne)
Medytacja nie tylko wycisza i uspokaja. Uczy też sztuki odpuszczania. Pozwala otworzyć się na radość i szczęście. Na zdjęciu Katarzyna Chustecka, instruktorka jogi mieszkająca na Bali. (Fot. archiwum prywatne)
Najprostsza technika medytacji polega na koncentracji na oddechu. Wycisza, uspokaja umysł i przygotowuje do bardziej zaawansowanych technik medytacyjnych. Dzięki niej poczujesz się lekko, ponieważ obserwując oddech i nie podążając za myślami, stopniowo uwolnisz się od ich natłoku. Odpuścisz kontrolę nad rzeczywistością i wreszcie będziesz mogła naprawdę zrelaksować się i odpocząć. Nauczysz się ufać życiu, twoje serce się otworzy, a intuicja przebudzi.

Medytuj w ten sposób regularnie rano i wieczorem, a po pewnym czasie zaobserwujesz wspaniałe efekty. Powodzenia!

Technika medytacji z oddechem

1. Usiądź na poduszce ze skrzyżowanymi nogami albo na krześle. Zadbaj o to, by kręgosłup był pionowo. Jeśli masz z tym problem, usiądź oparta o ścianę.

2. Ułóż dłonie luźno na udach wnętrzem ku górze lub połącz dłonie na brzuchu, kładąc prawą na lewej. Zamknij oczy. Utrzymując wyprostowane plecy, rozluźnij całe ciało. Aby to zrobić, przesuń powoli ośrodek swojej uwagi przez całe ciało, od palców stóp do czubka głowy, poczuj każdą część ciała i obejmując ją miękkim wydechem, pozwól jej się odprężyć. Początkowo nawiązanie kontaktu ze swoim ciałem i rozluźnienie go będzie zajmowało ci trochę czasu, lecz szybko nabierzesz w tym wprawy.

3. A teraz przenieś uwagę na oddech. Skup się na wdechach i wydechach. Nie powtarzaj w umyśle słów „wdech” lub „wydech”, lecz po prostu bądź świadoma, że wdychasz i wydychasz powietrze. Nie zmieniaj oddechu ani go nie reguluj. Czuj ruchy klatki piersiowej wraz z oddechem, czuj przepływ powietrza przez nos, dotyk wydechu na skórze nad górną wargą. Wczuwaj się w oddech z najdrobniejszymi szczegółami, tak jakby w tej chwili była to jedyna istotna rzecz na świecie. Niech nie umknie ci żaden wdech i żaden wydech. Pozwalaj na naturalny przepływ powietrza, obserwuj i czuj, delektuj się oddechem, nic więcej.

Kiedy zorientujesz się, że wcale nie obserwujesz oddechu, tylko zajmujesz się myśleniem o przeszłości, przyszłości lub ocenianiem rzeczywistości, nie strofuj się, tylko spokojnie spróbuj od nowa. Nie denerwuj się na siebie ani na swój umysł. On właśnie taki jest – rozbrykany i niezdyscyplinowany, taka jest jego natura. Nie złość się, to nie pomoże, a wręcz przeciwnie. Twój umysł będzie umykał ci jeszcze wiele, wiele razy, możesz być tego pewna. Ważne jest, aby od początku podchodzić do niego z życzliwością, ale i konsekwencją, jak do małego dziecka. W czasie medytacji nie krytykuj się i nie twórz negatywnych emocji: złości, zniecierpliwienia czy rozżalenia. Moment, w którym uświadamiasz sobie, że straciłaś koncentrację na oddechu, jest kluczowy dla postępów w medytacji na początku praktyki.

Rozwijaj postawę serdeczności i łagodności wobec siebie - przyniesie ci ona zadowolenie i sprawi, że medytacja będzie przyjemna, a po pewnym czasie zauważysz, że okresy obserwacji oddechu zaczną się wydłużać. Będziesz mogła dłużej przebywać w chwili obecnej, rozluźniona i spokojna. Zauważysz także, że jesteś w stanie poczuć oddech o wiele dokładniej. Doznanie oddechu stanie się bardzo, bardzo przyjemne, tak jakby każdy wdech był łykiem przepysznego życiodajnego nektaru, a wydech błogim odpuszczeniem. To wspaniały moment na ścieżce medytacji, delektuj się nim.

Medytuj w ten sposób przez pół godziny, najlepiej jeśli nastawisz budzik w telefonie, by nie kontrolować czasu. Kiedy czas dobiegnie końca, połącz dłonie na mostku, pochyl głowę i w duchu podziękuj sobie za medytację. Unieś głowę i powoli otwórz oczy.

Jak wybrać miejsce i czas na medytację?

Najlepiej medytować dwa razy dziennie po 30 minut. Jeśli to nie jest możliwe, niech będzie to raz dziennie, ale staraj się, aby zawsze było to o tej samej porze i w tym samym miejscu. Wybierz czas, kiedy w domu będzie cicho i nikt nie będzie ci przeszkadzał. Ranek jest bardzo dobrą porą, ponieważ umysł jest świeży i stabilny, bo nieobciążony wydarzeniami dnia. Możesz wstawać pół godziny wcześniej i po krótkiej toalecie siadać do medytacji. Co za cudowny początek dnia! Przez kilka pierwszych poranków być może będziesz zasypiała w medytacji, warto to przetrzymać — umysł szybko przywyknie do regularnej praktyki.

Kilka uwag na koniec

W trakcie medytacji zapewne zdrętwieją ci nogi, to normalne. Nie przerywając, a więc utrzymując uwagę na oddechu, powoli zmień pozycję (np. wyprostuj zdrętwiałą nogę), a kiedy krążenie wróci do normy, powróć do wyjściowej pozycji.

Może się zdarzyć, że któregoś dnia, kiedy już nabierzesz wprawy, poczujesz, że ciało jest bardzo lekkie, tak jakby go wcale nie było, lub też zaznasz stanu, w którym w ogóle nie będziesz czuła ciała. To także normalny objaw. Nie przejmuj się tym, medytuj dalej, pozostając w swojej przestrzeni wewnętrznej wraz z oddechem. Pomyśl — co za ulga i lekkość, co za frajda nie mieć ciała choćby przez ten krótki czas!

Medytacja to praktyka duchowa, a ciało należy do wymiaru materialnego. I wreszcie — czasem pół godziny to za długo, więc nie zmuszaj się, nic na siłę. Innym razem może okazać się, że choć alarm w telefonie zadzwonił, ty jesteś w tak głębokiej medytacji, że wcale nie chcesz kończyć, więc zostań dłużej. Podążaj za sobą z życzliwością dla siebie :)

Katarzyna Chustecka, nauczycielka jogi, praktykuje jogę wg metody BKS Iyengara od 20 lat, uczy od 15. Założyła i przez wiele lat prowadziła ośrodek jogi i medytacji Equanimus na warszawskim Wilanowie. Dużo podróżuje, ale jej serce skradło Bali, gdzie stworzyła swój drugi dom. Od lat organizuje wyprawy z jogą na Bali i do Indii. Ma dwie córki. Z wykształcenia jest socjologiem. Pasjonuje się ajurwedą.

  1. Zdrowie

Joga tybetańska - wsparcie podczas leczenia raka

Praktykowanie jogi powoduje wiele pozytywnych zmian w ciele: obniżenie ciśnienia krwi, zmniejszenie bólu, poprawę odporności. (Fot. iStock)
Praktykowanie jogi powoduje wiele pozytywnych zmian w ciele: obniżenie ciśnienia krwi, zmniejszenie bólu, poprawę odporności. (Fot. iStock)
Lekarze koncentrują się na ogół na farmakoterapii, często zapominając o uczuciach pacjentów. Prawie połowa osób chorych na raka szuka więc wsparcia psychicznego w metodach niekonwencjonalnych. O korzyściach, jakie przynosi chorym metoda integracji ciała i umysłu za pomocą jogi, przekonuje dr Alejandro Chaoul.   

Czym można wytłumaczyć to, że ćwiczenia jogi tybetańskiej pomagają lepiej się poczuć osobom wyczerpanym rakiem i ubocznymi skutkami leczenia onkologicznego? Praktykowanie jogi powoduje wiele pozytywnych zmian w ciele: obniżenie ciśnienia krwi, zmniejszenie bólu, poprawę odporności. Pacjenci śpią lepiej i dłużej, nie muszą zażywać takiej ilości lekarstw nasennych jak wcześniej. Zmniejszają się efekty uboczne radioterapii i chemioterapii, przede wszystkim uczucie zmęczenia i mdłości. Wzrasta także uważność i sprawność umysłowa, ludzie pozbywają się obsesyjnych myśli. Kiedy wyciszamy umysł, mamy możliwość spojrzenia na swoje myśli „od wewnątrz”, to fantastyczne. Decydujemy, w którym momencie zatrzymać naszą uwagę.

Jeśli się uspokoimy i wyciszymy, zwolni się rozwój choroby? Niektórzy naukowcy przypuszczają, że stres emocjonalny przyczynia się do nasilenia raka. Stres to niedostrzegalny symptom towarzyszący chorobie nowotworowej. W szpitalu, w którym prowadzę zajęcia, lekarz podczas rozmowy z chorym i jego rodziną zawsze pyta, czy w życiu pacjenta zdarzyło się coś negatywnego. 60 proc. osób odpowiada, że tak. Z całą pewnością stres ma wpływ na rozwój raka u zwierząt, a zmniejszanie napięcia nerwowego hamuje chorobę, co potwierdziły badania. Czy w ten sposób można zwolnić rozwój nowotworu także u ludzi – to dopiero się okaże.

Chyba niełatwo jest przekonać i zmotywować ciężko chorych ludzi do rozpoczęcia ćwiczeń... Tak naprawdę to nic nie obiecuję. Nie mówię im, że wyleczą się z raka. Będą mogli za to z innej perspektywy spojrzeć na swoją chorobę, a dzięki praktykom jogi poprawi się jakość ich życia i zmniejszy stres. Niektórzy pacjenci mówią: „Nie czuję bólu, nie czuję się tak źle jak wcześniej, teraz czuję się lepiej, czuję się fantastycznie – co było wcześniej nawet nie do pomyślenia!”. I to jest bardzo istotne, bo jeśli w tym momencie czuję się dobrze, to dlaczego nie może tak być za minutę, za godzinę, za jakiś czas?

Jogę znam z ćwiczeń, po których jestem rozluźniona głównie fizycznie. Co szczególnego jest w praktykowaniu jogi tybetańskiej, że tak odmienia i czucie, i myślenie? Wszystkie praktyki medytacyjne biorą pod uwagę ciało i umysł. Niestety, na Zachodzie uważa się na ogół, że joga jest zbiorem fizycznych ćwiczeń. Nawet sami instruktorzy zwracają uwagę przede wszystkim na ciało. Tymczasem praktyka obejmuje trzy elementy: pozycje ciała, czyli asany, pranajamy, czyli oddechy, oraz część medytacyjną. Dlatego my jako instruktorzy jogi tybetańskiej zwracamy uwagę na te elementy „od drugiej strony”. Najpierw rozwijamy umysł, później rozwijamy oddech, w końcu dochodzimy do ciała. Na przykład w pierwszym tygodniu pacjent uczy się wyciszać i przekłada uwagę z gonitwy umysłu na własne ciało. W drugim tygodniu pracuje głównie z samym oddechem i emocjami, jakie można uwolnić poprzez oddychanie.

Wydychając powietrze w specjalny sposób, wyrzucamy z siebie złe emocje? Oczywiście, używamy nawet specjalnych wizualizacji. Wyobrażamy sobie dym, który symbolizuje wszystkie negatywne rzeczy, które nam szkodzą. Zaczynamy autentycznie doświadczać, że poprzez taki wydech czegoś się pozbywamy. Przy wdechu wyobrażamy sobie przyjemne światło. Trzeci tydzień ćwiczeń jest związany z przeniesieniem uwagi na ruch ciała. Umiejętność wyciszenia umysłu i pracy z oddechem wykorzystujemy w pracy z ciałem, a poprzez ruch obszar naszego doświadczenia staje się coraz szerszy. Na następnych sesjach rozwijamy coraz bardziej świadomość oczyszczającego procesu praktyki. Pacjenci uczą się, jak wykorzystywać ją w swoim codziennym życiu. Po zakończeniu praktyk każda osoba dostaje podręcznik i płytę DVD, żeby nadal wykonywać te ćwiczenia w domu.

Umysł z ciałem

Terapia raka oparta na psychologii buddyjskiej i jodze tybetańskiej w połączeniu z farmakologicznym postępowaniem medycyny akademickiej jest jednym z przykładów rozwijającej się dopiero dziedziny – medycyny integracyjnej, której założeniem jest ścisła współpraca dla dobra pacjenta lekarza specjalisty i przedstawiciela metody niekonwencjonalnej. Badania i terapia są wspierane grantem naukowym z Narodowego Instytutu Raka w USA.

Rozmowę tłumaczył instruktor jogi Wojciech Pluciński. 

  1. Psychologia

- Nigdy nie jest za późno, by odbić się od dna - twierdzi mniszka buddyjska Pema Chödrön

- Sens naszych poczynań rozpoznajemy dopiero wtedy, gdy tracimy grunt pod nogami - twierdzi Pema Chödrön. (Fot. iStock)
- Sens naszych poczynań rozpoznajemy dopiero wtedy, gdy tracimy grunt pod nogami - twierdzi Pema Chödrön. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Nie umiemy sobie radzić z trudnymi doświadczeniami. Szukamy rozwiązań i strategii, by były mniej bolesne lub w ogóle nam się nie zdarzały. Tylko czy tak się da? Mniszka buddyjska Pema Chödrön przekonuje, że zanim zaczniemy uciekać od cierpienia, lepiej sprawdzić, co ma nam ono do zaoferowania. Najgorszy moment w jej życiu – odejście męża – okazał się bowiem najlepszym.

Ponoć życie jest po to, żeby żyć. Tyle że nie wszystko, co jest do przeżycia, nam się podoba. Chcielibyśmy wybierać nasze doświadczenia: zależy nam na poczuciu bezpieczeństwa, sprawczości. A tu nagle przychodzi cierpienie. I co wtedy? Można stawiać opór, zrobić unik, oddalić się na chwilę od tego, co boli – rozpraszając uwagę, zmieniając stan świadomości... Ale tak naprawdę nie ma dokąd uciekać. Przecież nie uciekniesz przed samym sobą! Trudne doświadczenia konfrontują z trudnymi częściami nas samych. Może lepiej więc zostać, dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi? Spotkać się ze sobą i z życiem. Notabene – według tych, co się przebudzili – między jednym a drugim nie ma oddzielenia...

Wielcy i mali

Pema Chödrön (wym. Cziedryn) jest buddyjską mniszką, ale dobrze zna też życie w zachodniej cywilizacji, w związku partnerskim. Jest Amerykanką. Była żoną. Jej cierpienie zaczęło się wczesną wiosną... „Stałam właśnie przed naszym pięknym domem i popijałam herbatę” – wspomina. „Słyszałam, jak podjechał samochód i trzasnęły drzwi. Mój mąż wyłonił się zza domu i bez żadnych wstępów oznajmił, że związał się z kimś innym i chce się ze mną rozwieść. Pamiętam niebo, było ogromne. Pamiętam szum rzeki i parę unoszącą się nad filiżanką. Nie istniał czas, przestałam myśleć, nie było niczego – tylko światło i głęboka, nieruchoma cisza. Nagle się ocknęłam, podniosłam kamień i rzuciłam w męża”. To właśnie po tym doświadczeniu przyszło zainteresowanie buddyzmem. Pema Chödrön nie ma wątpliwości, że zwróciła się w tę stronę za sprawą męża i złości na niego. Straciła poczucie bezpieczeństwa, chciała je za wszelką cenę odbudować... „Na szczęście nigdy mi się to nie udało” – stwierdza. „Instynktownie czułam, że unicestwienie mojej dawnej osobowości – kurczowo czegoś lub kogoś uczepionej, zależnej – to jedyna droga”.

Dziś uważa, że były mąż ocalił jej życie. Że sens naszych poczynań rozpoznajemy dopiero wtedy, gdy tracimy grunt pod nogami. „Możemy wykorzystać tę sytuację na dwa sposoby: żeby się przebudzić albo żeby zapaść w głęboki sen”. Ona wybrała pierwszą opcję, a na jej ścianie zawisła wtedy karteczka ze słowami: „Jedynie ulegając zniszczeniu, możemy znaleźć to, co w nas niezniszczalne”. Czy to nawoływanie do cierpiętnictwa, masochizmu? Raczej do realizmu. Do odstąpienia od pomysłu, któremu wielu z nas uparcie hołduje: że można oddzielić przyjemność od bólu, uniknąć tego drugiego. „Cierpienie to grunt, na którym rozwija się zrozumienie dla innych” – tłumaczy Chödrön. „Można się więc cieszyć zarówno radosną inspiracją, jak i nieszczęściem. Możemy być wielcy i zarazem mali”.

Zgoda na wszystko

W książce „Nigdy nie jest za późno. Jak czerpać siłę z przeciwności losu” Pema Chödrön sporo miejsca poświęca lękowi. Bo czy to nie jego boimy się najbardziej? Ileż energii wkładamy w to, żeby go zdusić, oddalić, nie czuć. Kontrola, perfekcjonizm, racjonalizacja, złość, rozrywki, używki, a nawet szukanie relaksu to sposoby, żeby pokonać strach, udawać, że go nie ma. A gdyby tak po prostu spotkać się z nim? „Lęk jest powszechnym doświadczeniem, doznają go nawet najmniejsze istoty” – pisze Chödrön. I podaje przykład morskich stworzonek, które można znaleźć na brzegu po odpływie i które kurczą się instynktownie pod dotknięciem ludzkich palców. Według niej lęk jest naturalną reakcją człowieka, gdy zbliża się do prawdy. Cóż, prawda bywa bardzo niebezpieczna. „Jeśli jednak mimo poczucia zagrożenia postanowimy pozostać dokładnie tu, gdzie jesteśmy, nasze doświadczenie stanie się bardziej żywe” – zapewnia. „Bo wszystkie doznania stają się bardzo intensywne, kiedy nie ma dokąd uciec”.

Lęk konfrontuje nas z czymś, co wyparliśmy, wyrzuciliśmy (a raczej próbowaliśmy wyrzucić) z naszego życia. W tym sensie jest wielkim darem – szansą na odzyskanie ważnej części siebie. Nie oznacza to, oczywiście, że oswajając go rozwiążemy nasze problemy. „To raczej metoda prowadząca do całkowitej zmiany starych nawyków patrzenia, słuchania, wąchania, smakowania i myślenia” – tłumaczy Chödrön. Jej podejście jest dość radykalne: problemów nie da się ostatecznie rozwiązać. „Raz jest dobrze, chwilę później nasz świat się rozpada. Potem znów jest dobrze, i znów wszystko się wali. Uzdrowienie płynie ze zgody na taki stan rzeczy – ze zgody na upływ czasu, na cierpienie, ale także na poczucie ulgi, na radość i na żal”. Nie możemy przewidzieć, jaką jakość będzie miało kolejne doświadczenie – czy da nam przyjemność, satysfakcję, czy wręcz przeciwnie. Czy jesteś gotów na tę niewiedzę? Godzisz się na nią?

Poczuj tętno życia

Zdaniem Pemy Chödrön najlepszym nauczycielem jest obecna chwila. Daje ona możliwość wchodzenia w kolejne doświadczenia, obserwowania w nich siebie. Co się dzieje? Jak reaguję? Gdzie utknąłem? Chödrön sugeruje, że uważność prowadzi nas do uczucia jedności z tym, czego doświadczamy. Do przekroczenia oddzielenia. „Wiara w trwałe i oddzielne JA, ciągłe poszukiwanie przyjemności i unikanie bólu, obarczanie innych odpowiedzialnością za nasze cierpienie – z wszystkiego tego musimy całkowicie zrezygnować” – przekonuje. „Musimy porzucić nadzieję, że w ten sposób uzyskamy zadowolenie. Cierpienie zmniejsza się dopiero wtedy, gdy podajemy w wątpliwość to, że w ogóle istnieje miejsce, w którym moglibyśmy się ukryć”.

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, jak by to było żyć bez nadziei na tzw. lepsze czasy? Przerażające, prawda? A może jednak wyzwalające? Wciąż przecież próbujesz nad czymś zapanować – sprawić, by życie toczyło się po twojemu. A rezultat? „Chwytamy się nadziei, a ta okrada nas z chwili obecnej” – zauważa Chödrön. I proponuje, żebyśmy przyznali się przed sobą, że czasem (może właśnie teraz?) czujemy się jak łajno. „Tak przejawia się współczucie” – zapewnia. „Tak przejawia się odwaga. Trzeba powąchać to łajno, dotknąć je, zbadać jego strukturę, barwę i kształt”. Prawdopodobnie poczujesz się w tym bezbronny, całkiem odsłonięty. Według Pemy Chödrön to niezwykle ważne miejsce – możesz odczuwać w nim bezpośrednio tętno życia.

Być może wciąż tęsknisz za idealnym światem, ale czy naprawdę chciałbyś w takim żyć? Z punktu widzenia oświeconej istoty to przecież śmierć! „Pędzimy przez życie zaabsorbowani szukaniem coraz piękniejszych widoków, coraz doskonalszych brzmień czy bardziej wzniosłego stanu umysłu, nieświadomi, że wystarczy zatrzymać się w środku tego chaosu i rozejrzeć wokół” – podkreśla Chödrön. „Ujrzymy wtedy, że stoimy w centrum świętej mandali. Wijemy się jak robaczek przybity szpilką do środka tarczy, nie zdając sobie sprawy z tego, że choć jesteśmy w kropce, to trafiliśmy w dziesiątkę”.

Zostaw lukę

Czy, będąc w kropce, znajdziemy otwartość, by w niej choć chwilę pozostać, przestać się szarpać? Oto pytanie. Oto wyzwanie! Jak to zrobić? Pozostań uważny – prosi Chödrön – i powstrzymaj się od nawykowych reakcji. Mniszka nazywa to rezygnacją z chęci bezzwłocznego zapełniania przestrzeni tylko dlatego, że pojawiła się w niej luka. Załóżmy, że odczuwasz pragnienie. Albo smutek lub opuszczenie. Reagujesz natychmiast, idziesz za tym, coś z tym robisz, zmieniasz. Ale między chwilą, w której pojawia się dane uczucie, a działaniem, jakie w związku z nim podejmujesz, jest coś, przez co się prześlizgujesz, przeskakujesz. Czego nie chcesz doświadczyć. „U podstaw naszego zwyczajnego życia, gadaniny, wszystkich działań i myśli tkwi fundamentalny brak poczucia oparcia” – mówi Chödrön. „Doświadczamy go jako niepokoju i nerwowości. Odczuwamy go jako lęk. Ten brak oparcia jest przyczyną pożądania, agresji, niewiedzy, zazdrości i dumy – mimo usiłowań nigdy jednak nie docieramy do jego istoty”.

Kiedy dostrzegamy nasze uniki wobec rzeczywistości, kiedy powstrzymujemy nawykowe, impulsywne reakcje, możemy poznać naturę lęku. Zadomowić się w poczuciu bezbronności. Jeśli będziemy ratować się przed nim ucieczką, rozpraszać uwagę, nigdy się nie odprężymy – ostrzega mniszka. Powstrzymywanie się przed reakcją oznacza dla niej zaprzyjaźnianie się ze sobą na najgłębszym możliwym poziomie. Wchodzenie w kontakt z tym, co przejawia się jako niepokój, kontrola, manipulacja, podczas gdy wewnątrz jest czymś bardzo miękkim i delikatnym.

Być może dobrym wprowadzeniem do takiego kontaktu będzie medytacja, łącząca uważność i praktykę powstrzymywania się. Uświadom sobie ruchy, jakie wykonuje twoje ciało, kiedy jest mu niewygodnie. Prawdopodobnie pod wpływem fizycznego dyskomfortu wykonujesz szereg poruszeń, żeby poczuć się lepiej. A gdyby tak zostać przez moment w tym uczuciu niewygody, poeksplorować je trochę? Niczego nie zmieniać? Ale też nie krytykować swoich impulsów. Po prostu być świadomym tego, jakie działania chcesz podjąć – albo podejmujesz – w takich sytuacjach.

Uważność pomaga zobaczyć pewne rzeczy, emocje u źródeł – w chwili, gdy powstają. Powstrzymanie się przed odruchowymi działaniami daje efekt stopklatki – pozwala wniknąć w istotę sprawy i uniknąć reakcji łańcuchowych czy rozrośnięcia się problemu. To może być bardzo transformujące doświadczenie.