1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Życiowy potencjał w medycynie wschodniej - skąd możemy czerpać energię?

Życiowy potencjał w medycynie wschodniej - skąd możemy czerpać energię?

Fot. iStock
Fot. iStock
W ujęciu tradycyjnej medycyny chińskiej potencjał, jakim będziemy dysponować przez całe życie jest określony już w chwili narodzin. Chińczycy nazywają go energią przedurodzeniową. Składa się na nią potencjał naszych rodziców, naszych przodków, a więc to, co dzisiejsza nauka dostrzegła w genach. I na to nie mamy wpływu.

Z każdym dniem i godziną każdemu z nas ubywa tej energii – dlatego się starzejemy.

Ale na tempo utraty życiowego potencjału mają wpływ: energia czerpana z pożywienia, z powietrza i z umysłu. Dzięki temu możemy i powinniśmy świadomie oddziaływać na stan naszej energii życiowej – wspomagać fizyczne i psychiczne zdrowie, i w ten sposób opóźnić proces starzenia.

Energia z pokarmu

Energię chi, bo tak się ją określa, możemy czerpać z właściwego dla naszych indywidualnych  potrzeb pokarmu. Nie ma uniwersalnej diety dla wszystkich ludzi, ale podstawą pożywienia każdego dbającego o swoje zdrowie człowieka powinny być wszystkie jadalne nasiona (mają dużo własnej chi i są w łańcuchu pokarmowym oddalone od ludzkiego DNA). Należą do nich przede wszystkim zboża, wszelkiego rodzaju kasze, ale również nasiona roślin strączkowych, np. groch, fasola oraz takie przysmaki, jak orzechy, migdały, pestki słonecznika, dyni itp. Pokarmy sprzyjające zdrowiu to również warzywa i owoce spożywane w różnych wersjach, zarówno surowe, jak i na ciepło. W piramidzie zdrowia ostatnie miejsce zajmują pokarmy zwierzęce, a wśród nich pokarmy ssaków będących genowo najbliżej białka ludzkiego (należy do nich wieprzowina), potem białko mięsa ptaków i ryb.

Energię do życia czerpiemy też z powietrza, dlatego tak duże znaczenie mają ćwiczenia oddechowe oraz jakość powietrza, którym napełniamy nasze płuca. Aktywność fizyczna sprzyja czerpaniu tej energii wraz z tlenem transportowanym przez pęcherzyki płucne do krwi.

Energia generowana przez umysł

Najpotężniejszą porcją energii można zasilić się (ale i, niestety, osłabić) poprzez sterowanie własnym umysłem. Jeśli w życiu przeważają mądrość, przyjacielskość, współczucie, sprawiedliwość i uczciwe zamiary nasz umysł zdolny jest zrekompensować nawet niedomagania ciała. Zdolny jest też dać radość życia i poczucie sensu w każdej zastanej chwili. To czyni człowieka nieustraszonym.

Strach natomiast jest najbardziej destrukcyjną emocją dla nerek, od których, według tradycyjnej medycyny chińskiej, zależy energia chi. Współczesnemu człowiekowi, bardziej niż kiedyś, towarzyszy strach przed starością i przemijaniem. W dawnych czasach starość była atutem, mówiło się np. z szacunkiem „zacny staruszek”. W niektórych kulturach tylko starzec mógł być uznany za mędrca. W kulturze zachodniej zewsząd podsycany kult młodości czyni człowieka nieodpornym na najbardziej naturalne ze wszystkich naturalnych zjawisk – przemijanie.

Jeśli mamy dobrej jakości energię życiową, nie boimy się przemijania i przyjmujemy spokojnie to, co lata niosą.
Tymczasem słyszy się dokoła, że młodość może nam przedłużyć lek od ginekologa, skalpel chirurga czy zabieg u kosmetyczki. Wszystko to sprawia, że przestajemy być świadomi możliwości własnego organizmu, a naturalne procesy, jakie w nim zachodzą jawią się jako choroba, która wymaga leczenia. Jednym z przykładów może być okres menopauzy. Lansowane hormony, zwane eliksirem ryzyka, nie są jedynym środkiem do łagodzenia objawów menopauzy i na pewno nie są  eliksirem zdrowia. Oprócz działania onkogennego (ryzyko choroby nowotworowej) obciążają wątrobę, która musi sobie poradzić z ich metabolizmem. Ponieważ wątroba jest też odpowiedzialna za poziom niektórych czynników krzepnięcia, pojawia się możliwość wystąpienia choroby zakrzepowej. W medycynie Wschodu i Zachodu niejednakowo respektuje się powiązania narządowe warunkujące homeostazę, czyli równowagę wewnętrzną wszystkich układów ciała ludzkiego.

Ojciec medycyny, Hipokrates podkreślał, że naczelną zasadą leczenia jest „po pierwsze nie szkodzić”. A więc, jeśli działanie lekarza ma spowodować szkody większe niż sama choroba, należy przyjąć inną strategię. Przecież takie objawy jak gorączka czy ból często ostrzegają przed tym, co zaczyna się dziać w chorym organizmie. Mogą więc stać się jego sprzymierzeńcem poprzez szybką mobilizację układu odpornościowego (w podwyższonej temperaturze na przykład intensywnie produkowane są przeciwciała, a mniej intensywne jest namnażanie się bakterii, wirusów i innych patogenów). Oczywiście medycyna Zachodu w sytuacjach załamania się układu odpornościowego, urazach, nieodwracalnych lub wrodzonych defektach zdrowia przejmuje dowodzenie i jej zasługi są niekwestionowane. Jednak w wielu  przypadkach przewlekłych schorzeń sama nie zdaje egzaminu i powinna czerpać z mądrości medycyny Wschodu.

Dr n. med. Wiesława Stopińska: lekarka rodzinna i pediatra; dyplomowana akupunkturzystka. Propaguje i stosuje w praktyce lekarskiej naturalne metody diagnozowania i leczenia obok metod akademickich. Autorka książki "Medycyna. Między wschodem a zachodem".

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Aloha znaczy miłość. Kilka słów o filozofii huna i masażu lomi lomi nui

W filozofii huny, czyli starożytnej wiedzy polinezyjskich kahunów, tył ciała symbolizuje przyszłość, czyli coś, czego nie jesteśmy w stanie zobaczyć, natomiast przód to przeszłość. (Fot. iStock)
W filozofii huny, czyli starożytnej wiedzy polinezyjskich kahunów, tył ciała symbolizuje przyszłość, czyli coś, czego nie jesteśmy w stanie zobaczyć, natomiast przód to przeszłość. (Fot. iStock)
Ta ceremonia to coś więcej niż relaks i przyjemność. To czułość w najczystszej postaci. Jedni porównują ją do bycia łagodnie obmywanym przez wody oceanu, inni – do troskliwego dotyku matki lub zmysłowych objęć kochanka. Joanna Przybyła, która specjalizuje się w hawajskim masażu lomi lomi nui, wyjaśnia, jaka filozofia stoi za tymi wszystkimi doznaniami.

Ja po prostu stwarzam przestrzeń akceptacji i czułości. Chcę, by osoba masowana czuła się bezpieczna, zrelaksowana i otoczona miłością – to esencja ceremonii lomi lomi nui – mówi terapeutka holistyczna Joanna Przybyła. Celem jest lekkość, miękkość, przepływ. W miękkim ciele może bowiem płynąć swobodnie MANA, czyli energia życiowa, w innych systemach nazywana praną, qi lub czi. Sam masaż też jest płynny, z dużą ilością olejków i posuwistymi, niemalże tanecznymi ruchami osoby masującej. – Niektórzy mówią, że ten dotyk jest jak fale oceanu, ja widzę w nim ruchy żółwia oceanicznego, który w majestatyczny sposób rozgarnia wodę swoimi wielkimi płetwami – wyznaje. To bardzo intensywna praca mięśniowo-powięziowa. Pracuje się przedramionami i dłońmi na dużych partiach mięśni oraz na stawach, wykonując właściwie jeden podstawowy ruch, ale w różnych konfiguracjach. – W przekładzie „lomi lomi nui” można rozumieć jako „dotyk miękką łapą zadowolonego kota” – śmieje się terapeutka.

W ten właśnie łagodny, niespieszny sposób (ceremonia masażu trwa zwykle około dwóch godzin) rozpuszcza się zastoje, zlokalizowane w napiętych mięśniach czy zastygłych stawach. Miękkość ma się pojawić we wszystkich strukturach – bo jeśli puścimy kontrolę ciała, to i umysł będzie mógł się uwolnić. Rytuał jest płynny i lekki także dlatego, by łatwiej mogła się podczas niego ujawnić intencja, z jaką przychodzimy.

Bo lomi lomi nui to masaż intencyjny. Zaczyna się go od małej ceremonii, sam na sam ze sobą, w pokoju do masażu. Swoją intencję trzeba poczuć i ją wyrazić. A wcześniej dobrać ją z myślą o naszym najwyższym dobru – to może być na przykład intencja większej harmonii w naszym życiu, uzdrowienia, zamknięcia tego, co złe, spokoju ducha, większej radości, nowej miłości... Joanna Przybyła prosi, by z tą intencją zapalić świeczkę, która będzie się paliła podczas całego masażu. – Chodzi o to, by to puścić, by poszło to z lekkością. Poczuć w ciele, jak się już manifestuje – temu też służy masaż – tłumaczy.

Na początku terapeutka pyta masowanego, czy życzy sobie, żeby zaintonowała dwie modlitwy, obie po hawajsku. Pierwsza to „Aumakua”. Samo słowo znaczy: wyższe „ja”. W modlitwie prosi się je, by zesłało na masowaną osobę wodę życia i żeby jej intencja mogła się zamanifestować. AUMAKUA to nasz duch opiekuńczy, który potrafi uzdrawiać i ma wielką moc, ma też kontakt z Bogiem, naturą, wszechświatem, źródłem – jakkolwiek ten byt chcemy nazwać. Akurat Hawajczycy są mocno związani z naturą, ona dla nich jest bogiem, można więc uznać, że to prośba skierowana do niej.

Druga modlitwa to „Noho ane ke akua”, w której Joanna odwołuje się do bogini Laka, opiekunki tancerzy hula. Bo osoba, która masuje, jest tak naprawdę tancerzem hula. Taniec hula ma specyficzne kroki i sposób poruszania się. Osadzenie nisko na kolanach i rozbujane biodra symbolizują połączenie z energią ziemi. W tańcu i podczas masażu kroki są te same. – Dlatego dla mnie lomi lomi nui to rodzaj medytacji w ruchu – mówi terapeutka.

Ceremonii towarzyszy też hawajski klimat – muzyka, olejki, wyższa temperatura powietrza. Osoba masowana leży na gumowanym prześcieradle, ułatwiającym wykonywanie ruchów masujących pod ciałem. Jest bez bielizny, pareo przykrywa jedynie miejsca intymne, które nie są dotykane. Joanna omija też piersi – skupiając się jedynie na przestrzeni pomiędzy nimi. Zaczyna od pleców, karku i tyłu nóg, masuje łagodnymi, ale zdecydowanymi ruchami. Po chwili podnosi rękę, jedną i drugą, oraz nogi, trzeba nimi bardzo delikatnie poruszyć w stawach, tak jakby masowany płynął żabką.– Najlepiej, gdy w żaden sposób nie pomaga mi podczas podnoszenia jego ręki czy nogi, bo w ten sposób całkowicie poddaje się masażowi – mówi terapeutka. – To uczy tego, jak zaufać drugiej osobie na tyle, by przestać kontrolować to, co robi z naszym ciałem. Im bardziej odpuścimy tę kontrolę, tym więcej skorzystamy. Ale kiedy czuję, że ciało wyhamowuje, że nie ma jeszcze tego pełnego poddania, traktuję to z szacunkiem. Widocznie nie jest jeszcze na to gotowe, ale może ta lekkość za jakiś czas się pojawi. Może ciało odnajdzie wreszcie przyjemność w odpuszczeniu kontroli.

Nowa przestrzeń życia

Zgodnie z nurtem Aloha International, organizacji, w której kształciła się Joanna Przybyła i z ramienia której jest też nauczycielką, masaż lomi lomi nui łączy filozofię huny, czyli starożytnej wiedzy polinezyjskich kahunów z tańcem hula oraz kinomaną, czyli pracą poprzez ciało. – Ciało jest bramą do naszej świadomości, ale jest też domem dla myśli, jak mówi huna. Ono jest naszym drogowskazem, przewodnikiem. Tym bardziej powinniśmy o nie dbać – tłumaczy terapeutka. Musimy je nakarmić, ubrać, zadbać, by było mu ciepło – tylko wtedy jesteśmy w stanie funkcjonować. Dopiero kiedy zadbamy o swoją przestrzeń fizyczną, będziemy w stanie pomyśleć o czymkolwiek innym. Dlatego szanujmy nasze ciało, słuchajmy, co do nas mówi, żeby nie musiało krzyczeć.

Co ciekawe, w masażu i filozofii huny tył ciała symbolizuje przyszłość, czyli coś, czego nie jesteśmy w stanie zobaczyć, natomiast przód to przeszłość. – Kiedy mówię o tym ludziom przed masażem, to potem wyznają, że podczas ceremonii mocno tego doświadczali. Plecy, pośladki, łydki, kark – te rejony mamy zwykle najbardziej spięte. Niektórzy mówią, że kiedy podczas masażu stopniowo się rozluźniały, czuli, jakby się wreszcie otwierali na swoją przyszłość. Na to, że może być piękna i służąca – opowiada Joanna. – Czasem dla kobiet trudny jest moment, kiedy z brzucha obracam je na plecy i widać ich piersi. Na poziomie bardzo intuicyjnym, płynącym z serca, czuję, jakby wstydziły się swojej przeszłości. Ale w trakcie masażu to się zmienia. Słyszę, że robią głęboki wdech i wydech, jakby odpuszczały to, co było. Chciałabym, by zrozumiały, że nasza przeszłość, jakakolwiek była, jest do uznania, czułego spojrzenia na nią, zaopiekowania się nią. To już minęło, nie zmienimy tego, nasze przeszłe doświadczenia, nawet jeśli wymagające, pozwalają po przetransformowaniu osadzić się w mądrości i mocy.

W trakcie masażu często pojawiają się łzy wzruszenia. Poczucie, że był to bardzo osobisty moment. – Kobiety mówią, że nigdy nie okazały sobie tyle czułości, ile dostały ode mnie. Mężczyźni wyznają, że nie pamiętają, by ich matka była dla nich kiedykolwiek tak dobra jak ja. Też odczuwam to wzruszenie. Dla mnie to piękny taniec duszy z duszą, ciała z ciałem – mówi Joanna Przybyła.

I dodaje, że ważny jest też moment, w którym schodzi się ze stołu do masażu. Warto zwrócić wtedy baczną uwagę na swoje kroki, bo w tym momencie wchodzi się w zupełnie nową przestrzeń swojego życia.

Joanna Przybyła, terapeutka holistyczna, praktyk i nauczycielka masażu lomi lomi nui. Specjalizuje się też w terapiach dźwiękiem. Więcej informacji na www.kalejdoskopth.pl.

  1. Psychologia

Są ludzie, którzy wysysają z nas całą energię…

Musimy obserwować z kim czujemy się dobrze, kto nam dobrze życzy i cieszy się z naszych sukcesów, a kto zwyczajnie nam nieżyczliwie zazdrości. (Fot. iStock)
Musimy obserwować z kim czujemy się dobrze, kto nam dobrze życzy i cieszy się z naszych sukcesów, a kto zwyczajnie nam nieżyczliwie zazdrości. (Fot. iStock)
Po spotkaniach z wampirami energetycznymi czujemy się puści, zlęknieni, niezadowoleni. Niby wszystko jest ok, ale jednak towarzyszy nam to negatywne uczucie.

Każdy ma w sobie pewien wewnętrzny spokój lub jego brak. Przebywając z jakąś osobą odczuwamy (czasem nieświadomie) jej emocje. Jeżeli ktoś sam się źle czuje ze sobą, to często bycie w jego towarzystwie też jest nieprzyjemne. Może byłaś na spotkaniu z osobą, która jest po prostu bardzo nieszczęśliwa.

  • Czasami spotykamy się z kimś, kto nam psuje nastrój lub sprawia, że czujemy się wewnętrznie ciężko, a jednak wciąż utrzymujemy kontakt z takimi osobami, bo nauczyliśmy się bagatelizować te uczucia w sobie i tym samym poświęcamy siebie.
  • Jeżeli ktoś sprawia, że czujesz wewnętrzny dyskom- fort po spotkaniach, to po prostu nie spotykaj się z tą osobą i wybierz inny sposób spędzenia wolnego czasu.
  • Jesteśmy też otoczeni ludźmi, którzy nie czują się spełnieni i są zazdrośni o innych ludzi – za ich wygląd, za sylwetkę, za życie uczuciowe i stan majątkowy, za karierę i zdrowie. Wtedy to, co zaczynamy odczuwać jest ich zazdrością.
  • Często tacy ludzie wyolbrzymiają sobie to, co mamy, snują przekonanie, że dostaliśmy to i owo za darmo, że mamy więcej, lepiej, że mamy szczęście. Często uśmiechają się do nas, ale wewnątrz nich jest złość i zawiść.
  • Zastanów się też, jak się czujesz przed spotkaniem z taką osobą. Może nie chcesz się spotkać, masz złe przeczucia lub niechęć, ale racjonalizujesz sytuację i poddajesz się.
  • Trzeba umieć powiedzieć: „Nie!”.
  • Musimy obserwować z kim czujemy się dobrze, kto nam dobrze życzy i cieszy się z naszych sukcesów, a kto zwyczajnie nam nieżyczliwie zazdrości.
  • Może też być tak, że z taką osobą dobrze dogadujesz się jedynie po alkoholu? Albo innych używkach? A na trzeźwo nie macie o czym rozmawiać? To też jest oznaka toksycznej relacji.
  • Są osoby nastawione tylko na branie. Spotykają się niby towarzysko, ale pod tym zawsze kryje się interes. Tacy ludzie mają w głowie: „Co ona może dla mnie zrobić?”. Wówczas całe spotkanie zmierza do tego, żeby stworzyć intymną relację i wreszcie porozmawiać o interesach. Taka osoba może cię słuchać, komplementować, śmiać się z twoich historii, ale wciąż czeka na moment, kiedy będzie mogła opowiedzieć, czego potrzebuje. Po takim spotkaniu czujesz się dziwnie, niby było dobrze, a jednak masz w sobie niesmak i zmęczenie. Trzeba słuchać swoich uczuć. Nawet jeżeli taka osoba nosi perfekcyjne maski, to ty będziesz czuć, że coś jest nie tak.
  • Są kolory, które utrudniają drugiej osobie pochłania- nie energii. Jest to złoto, srebro, czerwień i wszystko, co się świeci. Wtedy masz taką barierę ochronną i możesz czuć się mniej zjedzona po takim spotkaniu.
  • Często osoby zbyt otwarte, zbyt szczere i wrażliwe mogą po prostu zasilać osobę, która daje mniej i wykorzystuje fakt, że ktoś jest dobry i przyjacielski.
  • Zastanów się, komu opowiadać o swoich sprawach i sekretach. Nie każdy jest osobą, która ma dobre serce i będzie odwzajemniała taką inwestycję.

Fragment książki „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”. Rozmawiją: Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska.

Katarzyna: Spotkałam się ostatnio ze znajomym, którego nie znałam zbyt dobrze, ale jednak lubiłam go. Zrobił na mnie kiedyś dobre wrażenie, wręcz byłam oczarowana jego energią, pozytywnym nastawieniem, sposobem bycia, poczuciem humoru i w ogóle aurą, jaką wokół siebie roztaczał.
Nastawiłam się więc na kolejne spotkanie bardzo pozytyw- nie, dużo po nim oczekiwałam. Gdy do niego doszło, kolega rzeczywiście był miły, wesoły i przyjemny, ale jednak mnie rozczarował. Opowiadał mnóstwo niestworzonych historii, gadał wręcz totalne głupoty. Stało się tak, że po spotkaniu z nim czułam się kompletnie przemęczona, wyssał ze mnie całą energię i doszłam do wniosku, że nie chcę więcej się z nim widzieć. U mnie to jest bardzo rzadkie.

Suzan: Co się w takim razie stało?

Katarzyna: Jest takie mądre powiedzenie: „Jeżeli chcesz mieć zepsute życie, miej oczekiwania”. Tak było w tym przypadku. Nastawiłam się niepotrzebnie. Człowiek mądry wie, że nigdy nie wie, co się zdarzy.

Suzan: A jakie miałaś oczekiwania?

Katarzyna: Że będzie super. Że jest interesującym człowiekiem i zadba o to, by było fajnie i wesoło. Rzeczywiście, w jakimś stopniu o to dbał, ale stało się też coś takiego, że nie miałam ochoty więcej się z nim spotkać. Dla mnie to jest nawet trudne do wyjaśnienia, bo nie zdarza mi się często.

Muszę tutaj też zaznaczyć, że to było spotkanie bardziej biznesowe niż przyjacielskie. Kolacja była dosyć rozbudowana, za- mówiliśmy dużo rzeczy. Byliśmy we trójkę i nagle ten znajomy oznajmił, że musi pilnie wyjść, bo ma coś ważnego do załatwienia. Wybiegł z restauracji, nie płacąc nawet za siebie rachunku.

Byłam rozczarowana. Poczułam się tak, jakby przyjechał co najmniej Brad Pitt i nie mógł nawet postawić kobiecie kotleta tylko kazał za siebie płacić, a ja w dodatku powinnam się czuć zaszczycona faktem, że mogłam uregulować rachunek wielmożnego pana.

Suzan: Rzeczywiście, to niefajna sytuacja.
Jest coś w energii ludzi. Myślę, że są ludzie, którzy są księżycem, a są tacy, którzy są słońcem.

Katarzyna: To prawda, ale nie chodzi o słońce i księżyc, a o dobro i zło. Księżyc nie jest ani zły, ani dobry, tak samo jak słońce. Istnieje dobra intencja, dobre działanie, uczciwe i szczere, ale istnieje też zła intencja, pokrętne i fałszywe działanie. Nie- którzy skrzywdzeni ludzie uważają, że należy im się nie wiadomo co, a w dodatku zapominają, że skrzywdzeni są prawie wszyscy. Nie przeszkadza im to sądzić, że ich sytuacja jest najważniejsza. Zdobywca natomiast uważa, że otoczenie ma go nosić na rękach, bo coś osiągnął więc on teraz jest najważniejszy. Alkoholik, który nie pił tydzień, myśli, że rodzina powinna go wozić w złotej karocy.

Znasz takich ludzi? Ja mnóstwo. Roszczeniowość buduje się stopniowo. Od małego. Dzieci muszą mieć zdrowe granice. Albo mają za dużo, albo za mało i wtedy wyrastają na roszczeniowych ludzi.

Suzan: Zawsze wiesz, kiedy ktoś chce od ciebie ssać energię?

Katarzyna: Nie zawsze, choć często to czuję i potrafię się wtedy wycofać, ale czasami, jak w przypadku tego kolegi ze spotkania, nie umiem tego przewidzieć.

  1. Zdrowie

Medycyna chińska – czym różni się od zachodnich sposobów leczenia?

W medycynie chińskiej oprócz leczenia lekarze starają się moderować również styl życia pacjenta. (Fot. iStock)
W medycynie chińskiej oprócz leczenia lekarze starają się moderować również styl życia pacjenta. (Fot. iStock)
Widzę, słucham, pytam i badam - to cztery filary diagnozowania w medycynie chińskiej. Orina Krajewska pyta dr. Yaira Maimona o to, jakie problemy zdrowotne można odkryć już na pierwszym etapie diagnozy.

Jak wygląda zdrowy człowiek?
W medycynie chińskiej nie mówimy o zdrowiu ani chorobie. Mówimy o równowadze lub jej braku. Zdrowie to równowaga wszystkiego w tobie, a choroba to stan, kiedy tej równowagi nie ma. Jako lekarze chcemy zrozumieć, co w nas straciło równowagę i jak znaleźć najlepszy sposób na jej ponowne osiągniecie. Można powiedzieć, że wszystko we wszechświecie podróżuje w kierunku osiągnięcia tego stanu. Zimą wkładasz więcej warstw, ubierasz się ciepło, ponieważ chcesz zrównoważyć temperaturę w ciele. Latem zdejmujesz ubrania i chętniej przebywasz w cieniu. Jeśli komuś jest zawsze gorąco, nawet zimą wychodzi na zewnątrz w krótkich spodenkach, a jego skóra ma odcień czerwonawy, rozgrzany - to powiedziałabym, że zawsze ma dostęp do ciepła. Będziemy więc szukać leczenia, które zredukuje jego wewnętrzne ciepło. Komuś, komu zawsze jest zimno, damy coś, co to wewnętrzne ciepło wzmocni. Mogę takiemu pacjentowi powiedzieć, by wypił imbirową lub cynamonową herbatę lub coś, co normalnie ludzie piją lub jedzą zimą.

W jaki sposób ten stan braku wewnętrznej równowagi zdiagnozować? Przypuszczam, że nie zawsze jest to tak oczywiste, jak szorty przy ujemnych temperaturach.
Medycyna chińska opiera się na czterech filarach diagnozy. Pierwszy to "widzę" i "obserwuję". Drugi to "czuję" (odnosi się do tego, co czuje pacjent, ale też lekarz) i "słucham". Mam tu na myśli to, co jako pacjent mówisz i w jaki sposób to mówisz, a także to, czego nie mówisz. Trzeci to "pytam", czyli moment, kiedy jako lekarz zadaję pytania. Ostatni do "badam". Zawiera się w tym badanie pulsu i ciała, gdy sprawdzam różne obszary ciała i dotykam konkretnych punktów w celu zbadania, czy są na przykład bolesne. Określamy też jakość skóry i wszelkie nieprawidłowości.

Najciekawsze dwa filary to widzenie i słuchanie. Ucząc przyszłych lekarzy, zawsze mówię, że poprzez obserwację mają zdobyć większość informacji o stanie zdrowia pacjenta. Słuchając - jeszcze więcej, ale generalnie na etapie "widzę" i "czuję" powinni zebrać do 50-80% diagnozy. Następnie zadajemy pytania, aby wyjaśnić to, co już zobaczyliśmy i poczuliśmy, a na koniec badamy ciało, aby domknąć diagnozę. Oczywiście dzisiaj do pełnej diagnozy używamy także technik medycyny zachodniej. Ponieważ leczę wielu pacjentów z nowotworami i innymi skomplikowanymi chorobami, zawsze proszę ich o przyniesienie wszystkich wyników badań medycznych.

Na co dokładnie pan patrzy, obserwując pacjenta?
Przede wszystkim na cerę, rozpoznaję jej koloryt i jakość. Jeśli ktoś jest zbyt blady, to znaczy, że brakuje mu energii zwanej w chińskiej medycynie qi. Jeśli w niektórych miejscach jest trochę czerwony - jest w nim zbyt dużo ciepła. Kobieta w okresie menopauzy będzie miała czerwone policzki, a dzieci dostaną nagłych wypieków w przypadku nawracających infekcji. Jest wiele rodzajów czerwieni, rozpoznanie ich wiąże się z bardzo rozległą wiedzą. Na przykład kobieta, która ma problemy z miesiączką lub innymi kwestiami ginekologicznymi, może mieć nieco fioletowe usta. Ktoś, kto ma trudności z trawieniem, może nawet mieć wokół nich zielony obszar. Pacjent o słabych nerkach będzie miał z kolei czarne cienie pod oczami.

Obserwujemy twarz i oczy na różne sposoby, nie tylko po to, by zobaczyć stan narządów, ale także tzw. jakość ducha. Jasne i błyszczące oczy oznaczają, że stan ducha pacjenta jest dobry. Patrzymy na białko - czy jest trochę żółtawe, na tęczówki i źrenice, na zewnętrzne i wewnętrzne części oka. Czasami ludzie przychodzą do mnie zatroskani czymś konkretnie, na przykład stanem swoich oczu, bo zaobserwowali plamkę lub niepokojący kolor. Dobrą stroną bycia lekarzem jest to że mogę ich uspokoić. Moje doświadczenie mówi, że w 80% przypadków ludzie są zaniepokojeni nie tymi rzeczami, co trzeba. Interesujące jest to, że to również będzie częścią diagnozy - dlaczego coś ich niepokoi.

Wracając do obserwacji, dobry lekarz umie podsumować wszystko, co zaobserwował. Nie patrzy na jeden kawałek układanki. Diagnoza jest jak rozwiązywanie łamigłówki lub układanie puzzli. Musisz zebrać wiele elementów i zbudować z nich jeden obraz. Lekarz, który tworzy diagnozę, opierając się tylko na jednym obszarze, traci z pola widzenia osobę. W zachodniej medycynie jeśli masz problem ze skórą, idziesz do specjalisty od skóry, jeśli problem z żołądkiem - do gastrologa. Kończy się na tym, że diagnozuje cię wiele osób, ale żadna z nich nie jest zainteresowana diagnozą innych specjalistów. A przecież wszystko jest połączone.

W jaki sposób?
Chociażby w taki, że to wszystko dotyczy jednej osoby. Nie możesz podzielić jej na kawałki. Nawet jeśli pewne kwestie czy problemy nie są bezpośrednio połączone, gwarantuję, że są połączone pośrednio i trzeba spojrzeć na tę połączenia - inaczej tracimy osobę. Im więcej ułożymy puzzli w układance, tym bliżej nam do ujrzenia całego obrazu. Rola specjalistów jest niezwykle ważna, dzięki nim możemy uzyskać wiele detalicznych informacji na temat stanu zdrowia pacjenta, ale jeśli nie umieścimy ich z powrotem w układance, nie zestawimy z poprzednimi - to błędnie postawimy diagnozę. Na przykład może się zdarzyć, że w przypadku wielu problemów skórnych otrzymujemy te same wyniki i ostatecznie wszystkie przypadki leczymy kortyzolem. A w rzeczywistości nie leczy on przyczyny problemu, a jedynie tłumi objawy. Jeśli widzimy cały obraz, możemy leczyć dokładnie i przede wszystkim indywidualnie.

Na czym polega największa różnica między chińskim a zachodnim sposobem diagnozowania? Chodzi o to, że diagnoza chińska używa innych metod niż zachodnia, która opiera się na badaniach? Wszystko musi być naukowo udowodnione...
Rozróżnieniem, którego szukasz, jest to, że medycyna zachodnia jest medycyną kwalifikowaną, a chińska - jakościową. Zachodnia poszukuje odpowiedzi w ilości, na przykład sprawdzając, ile masz krwinek, co pokazuje zdjęcie rentgenowskie lub jest konkretnym, policzalnym wynikiem badania. I ta tendencja postępuje. Dawniej lekarze sprawdzali puls i osłuchiwali pacjenta - w ten sposób byli w stanie wyczytać wszystko o stanie jego serca. Dzisiaj wysyłają cię na testy EKG, całkowicie polegające na maszynie. W laboratorium może się okazać, że masz 1000 białych krwinek, ale nie dowiesz się, ile z nich jest aktywnych. W medycynie chińskiej sprawdzamy przede wszystkim ich aktywność, czyli ich jakość. Wszystkie zachodnie testy sprawdzają tylko ilość. Tymczasem możesz mieć bardzo mało białych krwinek, ale są one tak aktywne, że nigdy nie chorujesz.

Na co wiec zwracać uwagę, jeśli nie na wyniki badań?
Załóżmy, że człowiek wstaje rano i czuje się dobrze, je śniadanie, jest pełen sił witalnych, klarownie myśli, ma dobrą energię. Nie jest mu zimno. Ale pod koniec dnia nagle zaczyna wyglądać na bardzo zmęczonego. Nie może się skoncentrować, jest blady i czuje, że jest mu zimno. Jeśli wykona badanie krwi rano i wieczorem - wyniki wyjdą dokładnie takie same, ale jest przecież oczywiste, że czegoś mu brakuje. W medycynie chińskiej powiemy, że brakuje mu qi (energii) i ma niedobór w jakości tej energii. Każdy może to diagnozować - patrzysz i mówisz "och, wglądasz na zmęczonego, idź spać", a rano mówisz: "wyglądasz świeżo". To już diagnoza. My cały czas w ten sposób naturalny się diagnozujemy. Od razu wiemy, czy ktoś czuje się dobrze czy nie, czy jest w depresji lub zmaga się z jakimś dyskomfortem.

W jaki sposób leczy się w medycynie chińskiej ten brak jakości?
Medycyna chińska ma kilka ścieżek leczenia. Odpowiednie pożywienie może być jedną z nich. Jeśli masz zbyt dużo gorąca, nie powinnaś jeść pikantnych rzeczy i pić za dużo kawy. Kolejne ścieżki to akupunktura i ziołolecznictwo. Podam przykład. Jeśli cierpisz na migrenowe bóle głowy, zachodnia medycyna wyśle cię na wiele badań, aby wykluczyć potencjalne przyczyny bólu. To jest jak najbardziej dobra strategia, ale w 90% przypadków nic nie zostanie wykryte i ostatecznie pacjent nie dostanie przepisanego przyczynowego leczenia. W medycynie chińskiej bardzo szybko diagnozujemy przyczynę - dowiemy się, dlaczego masz bóle głowy, których nie powinnaś mieć. Poszukiwania zaczniemy od zadawania pytań: Czy bóle głowy pojawiają się rano czy wieczorem? Po stresie? W weekendy czy bardziej po dniu pracy? Czy występują głównie na skroniach czy w okolicy oczu? Czasami mogą nawet pojawić się podczas urlopu. Próbujemy dowiedzieć się, co i kiedy traci równowagę. W medycynie chińskiej będziemy zwracali uwagę na napięcia, które są związane z bólami głowy. Napięcia ujawniają się nie tylko w okolicy twarzy i oczu, ale także w sposobie, w jakim trzymasz ramiona czy jak chodzisz. Całe ciało może być tak napięte, że nie sposób go zrelaksować, a mięśnie nie poruszają się swobodnie. Mówimy, ze coś w osobie nie może się odprężyć. Kiedy napięcie wreszcie może zostać uwolnione, w weekend lub pod koniec dnia, powoduje to ból głowy.

Świat zbudowany jest na zasadzie dwóch ruchów - zaciskania i odpuszczania. Wszystko najpierw się zaciska, a potem uwalnia. W przypadku bólu głowy działa ta sama zasada. Ktoś bardzo dobrze zna mechanizm zaciskania, ale nie wie, jak odpuścić. Przyczyna może leżeć nie w ciele, lecz w psychice, na przykład nadmiernej potrzebie kontroli. Po jakimś czasie, gdy ta osoba jest zbyt długo zaciśnięta, zatrzymana energia nagle się uwalnia, bo bezpośrednio prowadzi do wzrostu ciśnienia w głowie. To wytwarza ciepło, na tej samej zasadzie jak ciepłe robi się coś, co trzymamy przez dłuższy czas w dłoni. Może to doprowadzić do zapalenia w ciele i wysokiego ciśnienia. Taka osoba będzie bardzo spragniona, a jej skóra może mieć czerwony odcień.

Kiedy już wiemy, że problem jest związany ze stagnacją energii i zaciskiem, używamy określonych punktów akupunkturowych lub ziół, aby uwolnić tę energię i zmniejszyć ciepło wytworzone w ciele. Po postawieniu diagnozy projektujemy całościowe leczenie zgodnie z postawioną diagnozą. Oprócz leczenia staramy się zawsze moderować styl życia pacjenta.

Co to znaczy?
Jeśli jest zbyt spięty, możemy doradzić mu uprawianie sportu lub pomóc znaleźć inne techniki relaksacyjne. Jednej osobie powiem "biegaj regularnie", drugiej "idź na spacer", a jeszcze innej "medytuj". Diagnoza doprowadzi mnie do różnych porad dotyczących stylu życia.

Czy istnieje jakaś hierarchia przepisywania zabiegów: dieta jest najważniejsza? Czy może sen?
Zdradzę ci dwie tajemnice dotyczące medycyny. Pierwsza polega na tym, że dobry lekarz zawsze będzie leczyć pacjenta tak, by ten mógł za tym leczeniem podążać. Patrzę na to jak na drzwi i często widzę, że niektóre drzwi nie są jeszcze dla mnie otwarte. Mam pacjentów chorych na raka, których pytam: "Czy chcesz zmienić dietę" a oni mówią "Nie". Nie osądzam tego. Nie chcą lub nie są teraz na taką zmianę otwarci. Wymuszając cokolwiek na nich, popchnę jedynie leczenie w niewłaściwą stronę. Ostatecznie pacjent nie zrobi tego, co mu zalecę, a jedynie wprowadzę stres i poczucie winy, a to zdecydowanie nie będzie dobre dla jego zdrowia. I może przyczynić się do rozwoju choroby. O wiele ważniejsze jest ogólne zadowolenie z tego, co robisz, niż podążanie za pewną tak zwaną ścieżką zdrowia, ale w stresie i niepokoju. Dobra rada medyczna jest radą osobistą, nie możesz mieć żadnej z góry przyjętej strategii. Dla niektórych osób pierwszym krokiem będzie po prostu brak poczucia winy. Traktowanie siebie lepiej i kochanie siebie - to ważniejsze niż cokolwiek innego.

A druga tajemnica?
Ma ona związek z tak zwanym obieraniem cebuli. Musisz obrać warstwę po warstwie. Podczas leczenia nigdy nie leczę wszystkiego naraz. Krok po kroku, powoli dochodzimy do lepszego zdrowia. Jeśli udzielę pacjentowi 10 porad, to prawdopodobnie to nie zadziała, ponieważ będzie on gotowy na wdrożenie tylko dwóch. Czasami leczysz pierwszą warstwę, przepisujesz na nią jedną radę i nagle cała reszta naprawia się sama. Ludzie, którzy przychodzą z problemami ze skórą, zaczynają nagle obserwować, że mają lepsze ciśnienie lub pozbyli się problemu z oczami, który im wcześniej dokuczał. Czasami zaczynamy od warstwy zewnętrznej i kierujemy się do wewnątrz, czasami od wewnętrznej na zewnątrz, ale w generalnej strategii zwykle skupiam się najpierw na jednej określonej warstwie, zamiast na wszystkim jednocześnie. Ciało ma zdolność do równoważenia się - na tym opiera się cała medycyna naturalna. Robisz minimum, alby pomóc ciału się uleczyć. Potencjał samoleczenia jest ogromny. Leczę ludzi z ciężkimi chorobami takimi jak rak. Czasami nie stosuję tak silnej interwencji a pacjenci dochodzą do zdrowia.

Jak medycyna chińska zapatruje się na profilaktykę?
Głębokim celem medycyny chińskiej jest zapobieganie. Stara historia mówi, że kiedyś lekarz był odpowiedzialny za wioskę i wszyscy płacili mu comiesięczne wynagrodzenie. Jeśli ktoś był chory, przestawało się płacić, ponieważ obowiązkiem lekarza było utrzymane ludzi w zdrowiu. Druga wersja historii mówi, że każda osoba we wsi miała swoją szafkę z ziołami i jeśli ktoś zaczął używać ziół, to lekarz był odpowiedzialny za uzupełnienie jej z własnych zasobów.

Ta wioska to także metafora naszego organizmu. Dajmy na to że mamy łańcuch, którego wytrzymałość wynosi 100 kg. Kiedy obciążenie będzie większe, łańcuch zerwie się w najsłabszym miejscu. Dobra diagnoza identyfikuje najsłabsze ogniwo w organizmie, by wzmocnić je i utrzymać cały organizm w zdrowiu. Dla mnie podstawą diagnozy jest zrozumienie naszych słabości. One nie zmieniają się przez całe życie. Będą dokładnie takie same teraz i za 20 lat. Poza tym dobre leczenie utrzymuje zdrowie nie tylko ciała, dotyka umysł i ducha.

Są jakieś uniwersalne wskazówki, aby utrzymać najlepsze zdrowie?
Odniosę się do czegoś, co nie jest medycyną chińską, ale jest bardzo mądre i wspiera świadomość zapobiegania chorobom. W skrócie można to nazwać zasadą: 0-5-10-30-150.

Zero odnosi się do unikania, a jedną z rzeczy, których należy całkowicie unikać, jest tytoń. Jest niezaprzeczalnie szkodliwy dla zdrowia, powoduje nie tylko raka, ale wiele innych poważnych chorób. Pięć odnosi się do jedzenia co najmniej pięciu różnych rodzajów owoców i warzyw dziennie. Najlepiej różnokolorowych, ponieważ barwa niesie informację o konkretnych substancjach, zapobiegających nowotworom i stanom zapalnym. Dziesięć oznacza 10 minut ciszy dziennie, by zapewnić umysłowi spokój i relaks. Wydaje się, że to niewiele, ale ludzie czasami nie znajdują dla siebie nawet 10 minut. 30 to BMI. Wiemy, że nadwaga jest przyczyną wielu chorób, więc konieczne jest zmniejszenie masy ciała, jeśli zmagamy się z jej nadmiarem. 150 to liczba minut ćwiczeń w tygodniu. Cała formuła jest prosta, ale praktykowana świadomie i systematycznie może naprawdę wiele zmienić.

Orina Krajewska, aktorka, instruktorka teatralna, współzałożycielka i prezes Fundacji Małgosi Braunek "Bądź", autorka książki "Holistyczne ścieżki zdrowia".

Doktor Yair Maimon, autorytet z zakresu medycyny integracyjnej i chińskiej, posiada ponad 30-letnie doświadczenie kliniczne, akademickie i badawcze, jest dyrektorem Tal Center - Integracyjnego Centrum Badań Nowotworów, Instytutu Onkologii - Szpitala Sheba.

  1. Zdrowie

Wystukaj emocje - jak działa Technika Emocjonalnej Wolności?

EFT nazywa się psychologiczną akupunkturą czy raczej akupresurą. Nie potrzebujemy przecież igieł, wystarczy opukiwać konkretne punkty i powtarzać odpowiedni tekst. (Fot. iStock)
EFT nazywa się psychologiczną akupunkturą czy raczej akupresurą. Nie potrzebujemy przecież igieł, wystarczy opukiwać konkretne punkty i powtarzać odpowiedni tekst. (Fot. iStock)
Paraliżują cię fobie? Nie możesz pozbyć się głęboko zakorzenionych kompleksów, nieśmiałości? Wypowiedz swój lęk na głos, a potem opukaj określone punkty na swoim ciele. Uwolnisz emocje. Tak działa metoda EFT, czyli Techniki Emocjonalnej Wolności

Pokrótce opowiadam trenerowi o swoim problemie. On ustala tekst, który będę powtarzać, tzw. ustawienie i uczy, w który punkt mam uderzać. Pierwsza część ustawienia mrozi mnie, muszę stanąć oko w oko z lękiem, wypowiedzieć go na głos. Druga część – publiczne wyznanie miłości sobie samej też niełatwo przechodzi przez gardło.

Opukuję posłusznie wskazane punkty, ale w głowie kłębią się wątpliwości. Boję się, że mówiąc głośno coś, czego lękam się najbardziej, przyciągnę to! Zwykła ludzka wiara w przesądy. Nie opuszcza mnie też myśl, czy to cokolwiek zmieni.

Po kilku tzw. rundach opukania pojawia się dziwne uczucie. Mam wrażenie, że ukryte we mnie emocje wrą, wydostają się na powierzchnię. Coś we mnie kipi jak gotująca się zupa. Czy to możliwe? Opukałam kilka punktów, powtarzałam tekst i... uruchomiłam niemal kosmiczny bałagan emocjonalny.

EFT (Emotional Freedom Techniques), czyli Techniki Emocjonalnej Wolności w pierwszej chwili wydają się aż za prostą metodą. Tak prostą, że trudno uwierzyć w jej skuteczność. Chyba dlatego wiele osób szybko rezygnuje, twierdząc, że opukiwanie im nie pomaga. A warto ją stosować zarówno profilaktycznie, jak i leczniczo.

Joanna Chełmicka, instruktorka, trenerka i terapeutka pracująca tą techniką, w książce „Wprowadzenie do EFT”, pisze: „Polecam metodę EFT wszystkim, którzy chcą poprawić jakość swojego życia, zarówno emocjonalnego, fizycznego, materialnego, jak i duchowego. (…) To, w jakim zakresie z niego skorzystacie, zależy tylko i wyłącznie od Was samych”. Jednocześnie ostrzega: „Warto pamiętać, że w przypadku poważniejszych zaburzeń lepiej korzystać z pomocy wyszkolonych trenerów i pozostać pod dotychczasową opieką medyczną lub psychologiczną”.

Pradawne początki

Korzenie tej techniki zaliczanej do energopsychologii i energomedycyny sięgają starożytnego Wschodu, konkretnie Chin. Tam przed tysiącami lat powstała teoria meridianów, kanałów przepływu energii przez ludzki organizm. Tam też wymyślono akupunkturę.

EFT nazywa się psychologiczną akupunkturą czy raczej akupresurą. Nie potrzebujemy przecież igieł, wystarczy opukiwać konkretne punkty i powtarzać odpowiedni tekst. Cel jest jeden: przywrócenie wewnętrznej harmonii.

Początki EFT to praca twórcy kinezjologii stosowanej dr. George'a Goodhearta oraz autora Terapii Pola Myśli (Thought Field Therapy) dr. Rogera Callahana. To właśnie Callahan podczas pracy z pacjentami doszedł do wniosku, że przyczyną negatywnych emocji, a także zaburzeń somatycznych są zakłócenia w systemie energetycznym. Terapia jego autorstwa była skomplikowana: opukiwało się różne punkty, zależnie od problemu. A jeśli weźmiemy pod uwagę, że w ciele człowieka znajduje się kilkanaście głównych kanałów energetycznych (meridianów) i na każdym z nich jest wiele punktów do opukiwania lub nakłuwania, uwalnianie emocji w ten sposób wymagało specjalistycznej wiedzy! I ogromnej cierpliwości.

Wśród uczniów Callahana znalazł się Gary Craig, który znacznie uprościł procedurę leczniczą. Inżynier z wykształcenia długo szukał metody szybkiego i trwałego uwalniania się od negatywnych emocji. Wykorzystał podstawowe punkty z akupunktury i ułożył je w jedną sekwencję. Dzięki temu dziś każdy, bez odbycia specjalnych szkoleń, może poradzić sobie z wieloma chorobami, tremą lub lękiem!

Gary Craig oparł się na założeniu medycyny wschodniej, że każda choroba zaczyna się w głowie. Wszelkie zaburzenia emocjonalne po jakimś czasie przeradzają się w objawy fizyczne. Jeśli energia płynie bez przeszkód przez ciało, ono leczy się samo. Czasem wystarczy jeden seans EFT, żeby znikła fobia dręcząca pacjenta od dzieciństwa. Uzdrowienie dolegliwości fizycznych trwa, niestety, dłużej.

Podróż do źródła przeżyć

EFT może być pomocne przy problemach natury psychologicznej, które utrudniają codzienne życie, jak fobie i lęki, depresja, obsesje, uzależnienia, ADHD, trema, kompleksy czy traumatyczne wspomnienia. Radzi sobie też ze wspomaganiem działań w rozmaitych bólach, m.in. migrenach, także w cukrzycy, zaburzeniach wzroku, zapaleniu nerwów, nieprawidłowym ciśnieniu krwi, SM. Pomaga schudnąć, poprawić relacje z ludźmi, dodać wiary w siebie, osiągać sukcesy w rozmaitych dziedzinach. Opukiwanie sprawi, że na większym luzie podejdziemy do operacji albo życiowego egzaminu. A wiadomo, jak ważne jest psychiczne nastawienie – może zadziałać jak czarodziejska różdżka. Najważniejsza jest jednak systematyczność, a często też dotarcie do podstawowego problemu.

Chociaż każdy może się nauczyć tej techniki, warto skonsultować się z trenerem. Są bowiem sposoby, które pozwalają „dokopać się” do źródeł przeżyć; odkryć coś, co nami powoduje, choć skutecznie to stłumiliśmy. Potem już możemy działać samodzielnie. Podstawą jest systematyczność – nie można zrobić seansu raz na tydzień, a potem narzekać, że nie działa!

Instrukcja obsługi

Najważniejsze jest ustalenie tzw. ustawienia, czyli tekstu, który będziemy powtarzać. „Mimo, że mam problem (tu mówimy, jaki, np. napady paniki), to w pełni akceptuję siebie”. Musi być określony precyzyjnie. Przy arachnofobii mówimy: „mimo, że boję się pająków, to w pełni akceptuję siebie” lub „kocham i akceptuję siebie”. W pierwszej części opisujemy: „boli mnie tył głowy”, zamiast ogólnie „boli mnie głowa”, „boję się wody”, a nie „mam fobię”. Gdy już mamy tekst, ustalamy skalę problemu od 0 do 10. Zwykle na początku oscyluje blisko 10!

Zaczynamy od 3-krotnego powtórzenia ustawienia, jednocześnie opukując punkt karate (środek zewnętrznej krawędzi dłoni). Następnie opukujemy punkty na głowie, tułowiu i dłoniach. (kolejność poniżej). W każdy z nich uderzamy 7–8 razy, a zamiast tekstu stosujemy przypominacz: „ten ból”, „ten ucisk” czy „woda jest groźna”, „boję się utonąć”.

Punkty usytuowane symetrycznie można ostukiwać po jednej lub drugiej stronie ciała albo po obu równocześnie. Najwygodniej robi się to palcem wskazującym i środkowym, a pod pachą – całą dłonią.

Gary Craig podkreśla, że można wybierać te punkty, które najbardziej nam odpowiadają. Wiele osób rozśmiesza stukanie się po głowie, więc mogą to ominąć. Warto słuchać własnej intuicji.

Po rundzie EFT zadajemy sobie pytanie, o ile zelżał nasz problem w skali 0–10. Jeśli się nie zmniejszył, powtarzamy rundę. To jednak rzadko się zdarza. Zazwyczaj oceniamy go niżej, np. spada z 10 do 5. Wtedy powtarzamy rundę, ale zmieniając tekst: „nawet jeżeli czuję pozostałość problemu”, czyli „pozostałość lęku przed wodą”, „pozostałość bólu z tyłu głowy” albo „nawet jeśli jeszcze czuję ból z tyłu głowy, to w pełni akceptuję siebie”. Zmieniamy też przypominacz.

W poważniejszych, silnie zakorzenionych fobiach skuteczniejsza może okazać się metoda „Dotknij i weź oddech” (Gary Craig „EFT w zespole stresu pourazowego”).

Zaczynamy od dotknięcia punktu karate lub złączenia dłoni zewnętrznymi krawędziami. Wówczas te punkty stykają się. Bierzemy głęboki wdech i mówimy na głos lub w myśli ustawienie. Potem dotykamy punkty po kolei, robiąc pełen oddech. Cały czas koncentrujemy się na swoim problemie.

Jak mówi Danuta Kropiwnicka-Szulc, trenerka EFT II stopnia, autorka warsztatów „Zapukaj po spokój i rozluźnienie”, podczas EFT trudno zrobić błąd. Błędem jest tylko nie stosowanie go!

Opukuj kolejno punkty:

B – początek brwi (u nasady nosa),

BO – bok oka (lekkie wgłębienie na skroni),

PO – pod okiem (na kości jarzmowej pod środkiem oka),

PN – pod nosem (pośrodku),

Bn– broda (pośrodku, w zagłębieniu między brodą a wargą),

O – początek obojczyka (miejsce, gdzie obojczyk łączy się z mostkiem),

PP – pod pachą (bok tułowia, na wysokości brodawki sutkowej),

CG – czubek głowy.

Punkty na dłoniach:

Znajdują się z boku od strony kciuka, u nasady paznokcia:

K – kciuk (po zewnętrznej stronie kciuka u nasady paznokcia),

PW – palec wskazujący,

– palec środkowy,

PM – palec mały,

G – punkt Gama (zagłębienie na wierzchu dłoni między kostkami palców serdecznego i małego).

  1. Styl Życia

Co osłabia naszą witalną energię?

Fot. iStock
Fot. iStock
Czasem czujemy się tak, jakby opuściły nas siły witalne. Energia i chęć życia gdzieś uleciały, a my zostajemy pozbawieni radości i mocy do działania. Dlatego warto dbać o swoje energetyczne zasoby na co dzień.

Żeby móc skutecznie funkcjonować w świecie i jeszcze czerpać z życia przyjemność, potrzeba nam energii witalnej. Co najczęściej okrada nas z sił? Poniżej kilka przykładów.

 

Urazy

One, za sprawą stłumionych uczuć, które za nimi stoją, blokują mnóstwo życiowej energii. Jest ona zużywana na bronienie się przed przeżywaniem trudnych uczuć zamiast na coś konstruktywnego. Uwolnij starą energię na przykład pisząc listy do ludzi, wobec których żywisz urazę. Potraktuj to pisanie jak katharsis.

Bałagan

Chaos, nieporządek w domu, w biurze, w samochodzie, czy nawet komputerze sprawiają, że nasza energia jest rozproszona. Życie w harmonijnej przestrzeni, gdzie panuje ład, wycisza, daje jasność myślenia i pomaga w gromadzeniu witalnej energii.

Toksyczni ludzie

Nic bardziej nie osłabia jak towarzystwo ludzi, którzy ci źle życzą, narzekają, marudzą, krytykują czy są pełni agresji. Bilans takiego spotkania jest zawsze ujemny. Dbaj o dobór towarzystwa.

Telefon komórkowy używany w nadmiarze

Zwłaszcza wieczorem staraj się nie rozmawiać przez telefon komórkowy. Obniża on fale alfa w mózgu, które są potrzebne, żebyśmy się zrelaksowali. A najlepiej w ogóle używaj go tylko wtedy, kiedy jest to konieczne.

Niewystarczająca ilość snu

Siedem do ośmiu godzin snu w nocy jest nam potrzebne, żeby dobrze funkcjonować. Jedna źle przespana noc to ubytek energii, którą trzeba odbudowywać przez 3 dni.

Życie w stresie

To nasz wróg numer jeden. Jeśli nie nauczysz się go rozładowywać ćwiczeniami fizycznymi, medytacją, jogą czy innym dobrym dla ciebie sposobem, większość twojej energii życiowej będzie zaangażowana w niwelowanie jego skutków. A ty będziesz tracić siły i zdrowie.

Samokrytyka

Zwróć uwagę na swój wewnętrzny dialog, na to, jakie słowa do siebie wypowiadasz. Jeśli są one krytyczne, ranisz siebie a twoja energia potrzebna, by realizować swój potencjał, maleje.

Niedokończone sprawy

Zwłaszcza te, które ciągną się miesiącami albo nawet latami. Niewygodne, nieprzyjemne, budzące lęk. To może być trudna rozmowa, porządki w garażu, ostateczne rozstanie się z kimś, sprawy urzędowe. Gdy się nie mierzysz z tematem, więzisz energię, którą mogłabyś wykorzystać na coś bardziej kreatywnego i przyjemnego. Na krok do przodu.