1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Twoja hormonalna podróż - od poziomu normalnego do klimakterium

Twoja hormonalna podróż - od poziomu normalnego do klimakterium

Jajniki nie funkcjonują niestety przez całe nasze życie. Po trzydziestym piątym roku życia nasz organizm zaczyna podlegać wielu zmianom.

Trwa to przez dwadzieścia, dwadzieścia kilka lat. W tym okresie poziom hormonów - zwłaszcza estrogenu i progesteronu - może ulegać silnym wahaniom, co wpływa na pracę neuroprzekaźnków w mózgu.

Produkcja hormonów w jajnikach kończy się w okresie klimakterium. Najczęściej wtedy, gdy mamy pięćdziesiąt albo pięćdziesiąt kilka lat. Twój organizm nie zaprzestaje jednak produkcji tych hormonów z dnia na dzień. W rzeczywistości proces ten trwa od dziesięciu do piętnastu lat. Jest pełen dolegliwości fizycznych i wahań nastroju. Powodem jest zmieniający się poziom hormonów. Przynajmniej z tego powodu powinnaś znaleźć odpowiednie rozwiązanie, które osłabi te objawy i sprawi, że poczujesz się rześka i radosna.

W miarę jak produkcja hormonów w jajnikach maleje, przechodzisz cztery fazy hormonalne. Każda z nich wiąże się z określonymi dolegliwościami fizycznymi i tymi, które wywołują wahania nastroju. Niektóre kobiety przechodzą przez te fazy bez większych problemów, inne cierpią na różne dolegliwości fizyczne i wahania nastroju. Jednak im bardziej zrównoważoną dietę stosujesz i im mniej czujesz się zestresowana, tym słabiej doświadczasz wspomnianych dolegliwości. Nie poddawaj się więc, gdy sobie z nimi nie radzisz (...)

Cztery fazy hormonalne: Faza 1 - normalna równowaga hormonalna

Z naturalnych powodów każdego dnia czujemy się trochę inaczej. Trwa to przez większą część naszego życia. Kiedy przechodzisz przez fazę, która rozpoczyna się w dniu, kiedy dostajesz miesiączki, czujesz się mniej lub bardziej podobnie przez cały miesiąc. Objawy - takie jak niepokój, poirytowanie, depresja i bóle głowy - nie pogłębiają się zbyt drastycznie przed spodziewaną menstruacją, co oznacza, że nie cierpisz na PMS ani zaburzenia hormonalne. Ewentualne objawy, takie jak na przykład niepokój, irytacja, stany lękowe i depresja, wywoływane są często przez stres i zaburzenia w pracy neuroprzekaźników. Może Ci się to przydarzyć w każdym wieku. Nastoletnie dziewczynki nie są tu żadnym wyjątkiem. Powodem, dla którego podczas całego okresu płodnego hormony produkowane co miesiąc w organizmie kobiety utrzymywane są w stanie delikatnej równowagi, jest to, że kobiet musi przygotować swoje ciało do ciąży.

Jeśli więc jesteś zbyt stresowana, na przykład z powodu ciężkiego treningu albo nieprawidłowej diety, Twój układ nerwowy zaczyna to traktować jako stan wysokiego zagrożenia, wstrzymuje produkcję hormonów i proces jajeczkowania. Dba o to, żebyś nie zaszła w ciążę, gdy jesteś w poważnym niebezpieczeństwie.

Faza 2: PMS - cykliczne szaleństwo

Faza numer dwa, czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego (PMS), pojawia się u kobiet najczęściej w wieku trzydziestu kilku lat. Jeśli kobieta żyje w trudnych warunkach, faza ta może zacząć się wcześniej. W tej fazie cyklu poziom hormonu hamującego - progesteronu, - który produkowany jest po jajeczkowaniu, zaczyna spadać. Przed menstruacją pojawiają się takie objawy jak niepokój, złość, irytacja i depresja. Utrzymują się one w okresie od kilku dni do dwóch tygodni i mogą naprawdę uprzykrzyć życie. Najczęściej znikają same, gdy zaczyna się menstruacja. Z kolei sama menstruacja przebiega najczęściej bez żadnych zmian.

Faza 3: Okres przedklimakteryczny - każdy dzień jest inny

Faza numer trzy rozpoczyna się, gdy kobieta ma czterdzieści kilka lat. Może trwać od jednego do dziesięciu lat i obejmuje czas, zanim kobieta przestaje miesiączkować. Takie objawy, jak niepokój, złość, irytacja, depresja, uderzenia gorąca i nocne poty pojawiają się często w okresie od kilku dni do dwóch tygodni przed menstruacją. Po rozpoczęciu menstruacji w miejsce wymienionych objawów pojawiają się nowe: zmęczenie, problemy ze snem, skłonność do płaczu i apatia. Wiele kobiet opowiadało mi, że w tej fazie czują się normalnie zaledwie przez jeden tydzień w miesiącu. Często jest tak, że krwawienie jest obfitsze i pojawiają się skrzepy, co może prowadzić do niedoboru żelaza.

Więcej w książce "Odzyskaj równowagę hormonalną" Mia Lundin, Ulrika Davidsson, Wydawnictwo Zwierciadło.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Czy da się "dogadać" z hormonami?

Cykl miesiączkowy to nie tylko jego główna bohaterka, owulacja. To też pozostałe dwa, trzy tygodnie, a zmianom poziomu hormonów płciowych w ich trakcie towarzyszą zmiany podstawowych markerów zdrowia. (Ilustracja: iStock)
Cykl miesiączkowy to nie tylko jego główna bohaterka, owulacja. To też pozostałe dwa, trzy tygodnie, a zmianom poziomu hormonów płciowych w ich trakcie towarzyszą zmiany podstawowych markerów zdrowia. (Ilustracja: iStock)
Chcesz zapanować nad swoim życiem? Zapanuj nad hormonami – mawia amerykańska terapeutka holistyczna Alisa Vitti, autorka książki „Kod kobiety”. To właśnie poziom hormonów sprawia, że każdy tydzień czy wręcz dzień z życia kobiety jest inny.

Buzują i szaleją. Wiadomo: hormony. Tymczasem to nie tylko one sterują nami. My też możemy na nie wpływać, na przykład poprzez dietę.

Wpływają na nasz nastrój, szanse na zajście w ciążę, wyniki badań laboratoryjnych, gotowość do aktywności fizycznej. A nawet umiejętność podejmowania decyzji, kreatywnego myślenia i wyrażania siebie. Cykl miesiączkowy to nie tylko jego główna bohaterka, owulacja. To też pozostałe dwa, trzy tygodnie, a zmianom poziomu hormonów płciowych w ich trakcie towarzyszą zmiany podstawowych markerów zdrowia. Mimo to niewiele jest badań poświęconych cyklowi i temu, jaki ma wpływ na ogólny stan zdrowia, optymalną dietę, styl życia. Wyjątkiem jest badanie BioCycle, które w latach 2005–2007 przeprowadzono na próbie 259 kobiet ze stanu Nowy Jork.

Sprzątanie estrogenu

Każda z uczestniczek była obserwowana przez dwa cykle, w trakcie których notowała swoją dietę, aktywność fizyczną, sen i odczuwany poziom stresu, a także ośmiokrotnie pobierano jej krew, którą poddawano analizom. Zebrano dane, z których naukowcy wyciągają wnioski do dziś. Jednym z najważniejszych celów regulacji hormonów jest redukcja poziomu estrogenów. Mamy ich zwykle za dużo, bo wątroba zbyt ospale się ich pozbywa, a ksenoestrogeny (metale ciężkie, pestycydy i inne substancje chemiczne, leki) „czytane” są przez organizm jak hormony.

Nadmiar estrogenu w stosunku do progesteronu nasila PMS i PMDD (cięższy rodzaj zespołu napięcia przedmiesiączkowego, wykazujący wiele cech depresji), a w długim okresie może zwiększać ryzyko wystąpienia nowotworów piersi. Im więcej w diecie cukru, produktów rafinowanych (np. mącznych) i tłuszczów zwierzęcych, a mniej pełnoziarnistych zbóż i warzyw, tym gorzej. Pełna gama minerałów i witamin pochodzących ze zdrowego pełnowartościowego jedzenia pomaga regulować pracę gruczołów. Błonnik zaś ułatwia „sprzątnięcie” nadmiaru estrogenów (i innych hormonów płciowych) krążących w organizmie i zabezpiecza przed ich ponownym wchłonięciem. Wyniki badania BioCycle potwierdzają tę prawidłowość, ale pojawia się jedno zastrzeżenie istotne dla kobiet pragnących zajść w ciążę. Im więcej błonnika, tym niższy poziom estradiolu i większa częstotliwość cykli bezowulacyjnych. Dotyczy to jednak tylko błonnika pochodzącego z owoców, ten z warzyw nie ma takiego wpływu.

Znachorka od hormonów

Danych i zaleceń nauka ma dla nas sporo, ale jak je wdrożyć, by wyzdrowieć i nie zwariować? Motywacji, żeby dogadać się wreszcie ze swoimi hormonami, może być wiele – od nieregularnych czy bolesnych miesiączek, przez problemy z zajściem w ciążę, zespół policystycznych jajników, po profilaktykę raka.

W planowaniu miesiąca dzień po dniu, a przynajmniej tydzień po tygodniu, pomocna okazuje się tzw. medycyna integracyjna, łącząca konwencjonalną medycynę zachodnią z naturalną. Na świecie przybywa tzw. trenerek hormonalnych. To osoby, które często same borykały się z tzw. problemami kobiecymi, niekoniecznie absolwentki uczelni medycznych, raczej specjalistycznych kursów. Wchodzą w tradycyjną rolę kobiet znachorek. O ich skuteczności świadczy grono wyleczonych pacjentek.

Mieszkająca w Australii Miranda Bond dzięki radykalnej zmianie stylu życia zaszła w ciążę mimo endometriozy, a później założyła firmę produkującą naturalne kosmetyki. Dziś dzieli się wiedzą, prowadząc seminaria dla kobiet na całym świecie, radami dzieli się na łamach „Vogue’a”, „Cosmopolitana” czy „GoodHealth”. U A we wczesnej młodości zdiagnozowano zespół policystycznych jajników. Dziś jest matką, autorką tłumaczonej na wiele języków książki „Kod kobiety”, a jej wystąpienie na TEDxFiDi obejrzało milion osób. Vitti stworzyła aplikację mobilną o nazwie MyFlo (jej cena to 1,99  dol.), która dzień po dniu przypomina kobietom, co jest dla nich dobre.

Osobistą programistkę hormonalną możemy zainstalować w swoim telefonie od zaraz. Im więcej powiemy jej o sobie, tym większa szansa, że dobrze doradzi nam np., co jeść, aby wydłużyć cykl, na kiedy zaplanować seks, a kiedy trening na siłowni zamienić na szybki marsz lub łagodną jogę. Aplikacja rejestruje też informacje o niepokojących symptomach, takich jak plamienia, bóle piersi, drażliwość, kłopoty ze snem. Użytkowniczki otrzymują od razu podstawowe porady, jak im zapobiegać, a jeśli potrzebują indywidualnej konsultacji, mogą ją zamówić przez aplikację. Pierwszy w Polsce ośrodek leczniczo-integracyjny założyła pochodząca z Indii ginekolog-położnik dr Preeti Agrawal. W swojej praktyce łączy medycynę akademicką i naturalną, ajurwedę, medycynę chińską, ziołolecznictwo. W 2009 roku za działalność na rzecz kobiet otrzymała Kryształowe Zwierciadło.

Wdrożenie wszystkich zaleceń terapeutów integracyjnych to wyzwanie. Zmian warto dokonywać powoli, pamiętając, jaką mamy motywację. Kobiety podejmujące dietę mają wyższy poziom kortyzolu we krwi, a tego dla zdrowia nie chcemy.

Cztery pory cyklu (na podstawie książki „Kod kobiety”)

Faza folikularna, czas trwania 7–10 dni Poziom energii: wysoki. Dobry moment na robienie planów na przyszłość, działalność twórczą i rozstrzyganie ważnych kwestii. Dobry moment na zbieranie nowych doświadczeń (również seksualnych) i spotkania towarzyskie. Dieta: najlepiej lekka, żeby nie obciążać organizmu, który w tym czasie jest naturalnie pobudzony. Stężenie hormonów we krwi dopiero wzrasta, więc można sięgać po produkty bogate w fitoestrogeny. Włącz do jadłospisu kiszonki, dużo warzyw, chude białka, skiełkowane strączki i pełne zboża. Wskazane gotowanie na parze i stir-fry. Ruch: dobry moment na bardziej intensywne ćwiczenia.

Owulacja i faza okołoowulacyjna, czas trwania 3–5 dni W tym czasie wzrasta poziom testosteronu, który odpowiada za apetyt na seks, więc warto go wykorzystać. Para estrogen i testosteron stymuluje też części mózgu odpowiedzialne za komunikację werbalną i szybkie podejmowanie decyzji – są one wówczas nawet o 25 proc. sprawniejsze niż przeciętnie. Dobry czas na randki, rozmowę o podwyżce i ustalanie ważnych kwestii z partnerem. Dieta: poziom energii jest naturalnie wysoki, podobnie jak stężenie estrogenu, więc nie należy przesadzać z węglowodanami. Dużo warzyw i owoców pomoże usunąć nadmiar estrogenu i zapobiegnie uczuciu pełności w następnej fazie cyklu. Ruch: każdy jest dobry. Jeśli chcemy zajść w ciążę, unikajmy większego wysiłku fizycznego, bo ten podnosi poziom hormonu stresu, kortyzolu.

Faza lutealna, czas trwania 10–14 dni Poziom estrogenu nadal rośnie, aż do zaniknięcia ciałka żółtego i zatrzymania produkcji progesteronu. Pod koniec tej fazy wzrasta też lekko poziom testosteronu. Poziom energii: spadkowy, mogą się pojawić symptomy PMS: drażliwość, bóle głowy, wahania nastroju, napady zachcianek. Dobry moment za zajęcie się sprawami domowymi, przeglądem szaf, rachunków, gotowanie. W pracy w tym czasie zamiast planować, lepiej odhaczać jedno drobne zadanie za drugim. Warto pomyśleć o przyjemnościach, takich jak masaż, kąpiel czy wieczór z książką. Dieta: czas przygotować się do menstruacji, uzupełnić zapas mikroelementów, a zwłaszcza witaminy B, wapnia, magnezu, żelaza. Skrzyp, fenkuł, czereśnie i zielona herbata jako diuretyki zapobiegną zatrzymaniu wody w organizmie. Żeby zaspokoić zapotrzebowanie na smak słodki, sięgaj po warzywa korzeniowe, zwłaszcza pieczone. Ruch: zależnie od samopoczucia, ćwiczenia bardziej wymagające lub łagodniejsze, np. joga lub spacer.

Faza menstruacyjna, czas trwania 3–7 dni Poziom energii: zmienny. Bóle i skurcze menstruacyjne wkrótce ustąpią miejsca uczuciu ulgi i ponownemu przypływowi chęci do życia. Prawa i lewa półkula mózgu dobrze się teraz ze sobą komunikują, więc warto posłuchać tego, co mówi nam intuicja. Powracające tematy, jak np. odczuwane regularnie niezadowolenie z relacji, to ważne sygnały. Dieta: warto wybierać warzywa bogate w wodę, gotować zupy i dodawać do nich bogate w mikroelementy algi. Ruch: Spacery, łagodna joga i ćwiczenia rozciągające.

  1. Zdrowie

Hashimoto. Obrońca i wróg w jednym

Hashimoto należy do obszernej grupy schorzeń autoimmunologicznych. Układ odpornościowy, zamiast zwalczać bakterie i wirusy, zwraca się przeciwko własnym komórkom. (Fot. iStock)
Hashimoto należy do obszernej grupy schorzeń autoimmunologicznych. Układ odpornościowy, zamiast zwalczać bakterie i wirusy, zwraca się przeciwko własnym komórkom. (Fot. iStock)
Czy niedoczynność tarczycy równa się hashimoto? Okazuje się, że to tylko jeden z objawów tej ogólnoustrojowej choroby i… czubek góry lodowej. U jej podnóża legł pokonany system immunologiczny. Organizm atakuje własne komórki, myląc je z bakteriami oraz wirusami.

Kiedy w 1912 roku opisał ją japoński chirurg Hakaru Hashimoto, nie przypuszczał, że stanie się chorobą cywilizacyjną XXI wieku, najczęściej spotykanym schorzeniem autoimmunologicznym. Na hashimoto zapada 4–12 proc. populacji. I choć to dolegliwość tak częsta, pozostaje niezbadana przez naukowców. Zwykle bywa bagatelizowana przez pacjentów i lekarzy. Przez wiele lat słyszymy od endokrynologów, że TSH w normie i „taki nasz urok”. Lekarze i otoczenie posądzają nas o hipochondrię lub problemy psychiczne. Zdezorientowani przestajemy sobie ufać. Ale organizm nie kłamie.

Hashimoto - generator energii

Pacjentowi zajmuje sporo czasu powiązanie wszystkich objawów, a lekarzom – diagnoza. Średnio 12 lat. Na swojej stronie www.hashimoto.pl Hanna Chmielewska, hashimotka, pisze o własnych 16-letnich poszukiwaniach i „drodze przez mękę”. Jej i bliskich: – Miałam zdiagnozowaną chorobę afektywną dwubiegunową. Przyjmowałam leki przeciwdepresyjne, byłam też osiem lat w terapii. Hashimoto charakteryzuje się rzutami hormonalnymi: fazami, kiedy się ma dużo hormonów i dużo „pustej” energii, oraz gdy następuje ich spadek i często stany depresyjne. Daje to podobne objawy jak w chorobie dwubiegunowej.

Jadwiga Mandziewska, internistka i specjalistka medycyny rodzinnej z warszawskiej placówki Grupy LuxMed, ma sporą praktykę w prowadzeniu takich osób. Przyznaje, że uwagę lekarza pierwszego kontaktu powinna zwrócić różnorodność objawów: – Ciągłe zmiany nastroju, depresja, lęki, kołatanie serca, nieregularne obfite miesiączki lub ich brak, zaparcia bądź biegunki, bóle stawów, drżenie mięśni, brak powietrza. U różnych osób w różnych konfiguracjach.

Hashimoto należy do obszernej grupy schorzeń autoimmunologicznych. Układ odpornościowy, zamiast zwalczać bakterie i wirusy, zwraca się przeciwko własnym komórkom. W przypadku hashimoto, zwanego też limfocytarnym lub autoimmunologicznym zapaleniem tarczycy, wytwarza on m.in. przeciwciała anty-TPO i anty-TG przeciw enzymom tarczycy. Autoagresja oraz przewlekłe zapalenie tarczycy zmniejszają produkcję jej hormonów (tyroksyny T4 i trójjodotyroniny T3). Skutkuje to niedoczynnością tarczycy, czyli spowolnieniem metabolizmu w organizmie. Mówi się o tarczycy jako generatorze energii (dystrybutorem tej energii są nadnercza). Wytwarzając mniej energii, wywołuje uczucie zimna, spowolnienie psychiczne i fizyczne, stąd osłabienie, zmęczenie, nagły wzrost wagi utrzymujący się mimo wyrównania hormonów.

Ważny w zrozumieniu mechanizmu schorzenia jest jego złożony charakter: objawy wynikają i z samego zapalenia tarczycy, i niedoczynności, i autoagresji układu odpornościowego, i innych współistniejących z hashimoto chorób autoimmunologicznych. Niedoczynność tarczycy jest najczęstszym objawem choroby Hashimoto (zwykle błędnie używa się tych terminów jako równoznacznych). Można się pogubić?

Drugi mózg - jelita czy tarczyca?

Osoby z nadwagą cierpią zwykle na insulinooporność (czyli nieprawidłową reakcję komórek na insulinę). Ona często bywa, jak określa Hanna Chmielewska, łyżeczką do cukrzycy. Nierozpoznana i nieleczona prowadzi do cukrzycy typu 2. Szczupli zaś nie mogą przytyć, bo dolega im hipoglikemia, czyli z kolei brak cukru. Zwykle mają też problemy z dysbiozą jelita (patogenna flora bakteryjna), nieszczelnym jelitem, upośledzeniem wchłaniania. To sygnały, że ognisko zapalne ma źródło w układzie pokarmowym. Dr Anna Romaniuk, mikrobiolog, psychodietetyk z CMDiK PAN wyjaśnia: – Wszystko zaczyna się w jelitach. 80 proc. sygnałów do naszego mózgu biegnie stamtąd. A tylko 20 proc. – z mózgu do jelit.

One nie tylko odpowiadają za trawienie pokarmów, to bariera ochronna układu immunologicznego i… nasz drugi mózg. W zdrowych – kosmki jelitowe tworzą powierzchnię 400 mkw., czyli sporego boiska. W uszkodzonych jelitach zostaje tylko jedna piąta tej powierzchni wchłaniania. Odpowiedzialne m.in. za zniszczenie owej bariery w jelicie są gluten (białko zbóż) i kazeina (białko mleka). Wnikają wtedy przez nią fragmenty obcych białek, które pobudzają układ immunologiczny do wytwarzania przeciwciał przeciw własnym białkom. Przeciwciała te powodują z kolei stany zapalne m.in. w tarczycy, co jest przyczyną jej niedoczynności. W konsekwencji taka zniszczona tarczyca produkuje za mało T3 i T4, które powinny dotrzeć do wszystkich komórek organizmu  jako wolne hormony (fT3  i fT4). W chorym organizmie tylko w ograniczonym zakresie będą przetworzone.

W śluzówce jelit produkowane jest również 80 procent serotoniny. Jej ilość w mózgu wpływa na nastrój, sen, potrzeby seksualne i libido. Z kolei w mózgu dwa gruczoły: podwzgórze i przysadka (za pomocą swojego hormonu TSH), dają sygnały tarczycy, by produkowała więcej lub mniej T3 i T4. Potrzebujemy więc dobrego paliwa (jedzenia), by turbiny generatora (tarczycy) produkowały dostateczną ilość energii, a drugi mózg był szczelną barierą immunologiczną.

Leczyć pacjenta, nie wyniki

Laboratoryjne wyniki badań nie zawsze obrazują faktyczny stan chorego. Z obserwacji dr Mandziewskiej wynika, że zapalenie może już występować (np. pokrzywka, astma) na poziomie tkankowym pomimo prawidłowego wyniku badania USG i mieszczących się w normie wartości TSH. Bo hashimoto jest podstępne. Brak danych i badań naukowych, dlatego lekarz musi wziąć pod uwagę objawy kliniczne, czyli samopoczucie chorego. Jadwiga Mandziewska puentuje: – Nie leczymy wyników badań, tylko pacjenta.

Badania pomagają w diagnozie i zaaplikowaniu dawki hormonów (trzeba pamiętać, że hormon przyjmuje się z powodu niedoczynności tarczycy, a nie samego hashimoto). Ale przy ogólnoustrojowym przebiegu choroby należy szukać jej źródła. Pacjent musi notować dolegliwości, wyniki badań. Hanna Chmielewska przestrzega, żeby nie fiksować się tylko na objawach pochodzenia tarczycowego w hashimoto. A odpowiedzialność za własne zdrowie spada i na pacjentów, i na lekarzy. Może czas, by ci pierwsi zaczęli pytać, zdobywać wiedzę, a drudzy zeszli z piedestału, nabrali pokory i traktowali pacjentów jak partnerów.

Koniec z dietą

Nie dajmy się zwieść zapewnieniom sporej części endokrynologów, że możemy jeść wszystko. Hanna Chmielewska protestuje: – Nie da się leczyć zaburzonej autoimmunologii bez holistycznego spojrzenia na człowieka. Także na sposób żywienia. I nie chodzi o kolejną dietę cud, raczej o zmianę stylu życia. Na stronie www.hashimoto.pl czytamy, że chorzy powinni pożegnać się z produktami wysoko przetworzonymi, cukrem, fruktozą, z glutenem (zbożami), kazeiną i laktozą (produktami mlecznymi). No i pić wodę – 2 litry dziennie, by jelita do pracy nie pobierały produktów przemiany materii. Oprócz tego istnieje wiele składników, które nam szkodzą. Najlepiej z dietetykiem ustalić gamę produktów bezpiecznych, które przez pewien czas można spożywać (indywidualna diagnoza diety), a potem dodawać nowe.

Hanna Chmielewska proponuje, by z każdej diety wybierać to, co nam służy. Należy suplementować witaminę D, warto zbadać jej poziom. Jadwiga Mandziewska potwierdza, że jako prohormon odpowiada ona nie tylko za gospodarkę wapniowo-fosforanową. Wycisza procesy zapalne, podnosi odporność. Indywidualna suplementacja tej i innych witamin oraz mikroelementów (np. B6, cynku, magnezu), dobre jedzenie, sen uspokoją autoimmunologię i pozwolą endokrynologowi ustalić odpowiednią dawkę hormonu. Suplementację należy wprowadzać stopniowo, indywidualnie i pod nadzorem lekarza. Sprawdzajmy też skład leków. Największy wpływ na swoje zdrowie mamy my sami.

Hashimoto - brak energii czy nadpobudliwość?

Dorosłych dopada brak energii, dzieci z hashimoto są zaś nadpobudliwe, rozkojarzone. Mają problemy z nauką. Zwykle diagnozuje się u nich ADHD, ale doktor Mandziewska radzi: – Dobrze byłoby każde dziecko ze zdiagnozowanym ADHD badać w kierunku hashimoto, bo objawy są identyczne.

Trzeba m.in. dokładnie ocenić wielkość tarczycy, zlecić badania hormonu wzrostu. U dzieci to istotne, ponieważ wiele zmian w porę wykrytych można cofnąć. Hanna Chmielewska opowiada, że u jej syna błędnie zdiagnozowano ADHD. W rzeczywistości ma właśnie hashimoto i KPU, czyli zaburzenie metabolizmu hemu, co doprowadza do niedoboru m.in. cynku i witaminy B6. Matka i syn zapłacili ogromną cenę za brak prawidłowej diagnozy. – Syn miał problemy z nauką, depresję jak ja. Wcześniej dobrze się uczył. W wieku dziewięciu lat na dwa i pół roku przestał się rozwijać, rosnąć – nie bez emocji relacjonuje Hanna Chmielewska.

Zazwyczaj i u dzieci, i u dorosłych z hashimoto współwystępują inne choroby autoimmunologiczne. Jadwiga Mandziewska do najczęstszych, także u dzieci, zalicza bielactwo (Vitiligo) widoczne w postaci białych plam na skórze, twarzy i rękach, insulinooporność i cukrzycę typu 1, miastenię. Zdarza się również, że hashimoto poprzedza stan nagłego wyrzutu hormonów, objawiający się krótkotrwałą nadczynnością (choroba Gravesa-Basedowa), następnie przechodzi w niedoczynność. Hashimotowcy są bardziej narażeni na choroby zakaźne, odkleszczowe (borelioza).

Nie wyjaśniono do tej pory przyczyn tego rozległego schorzenia. Atakuje zwykle w okresach przestrojów hormonalnych, takich jak dojrzewanie, czas po ciąży i przekwitanie. Przypuszcza się, że jest też przekazywana genetycznie, nazywa się ją chorobą rodzinną: chorują matki, ojcowie, dzieci i wnuki. Niewykluczone, że hashimoto wyzwalają wirusy i bakterie. Nie pomaga w uzdrowieniu długotrwały stres, nieodpowiednie odżywianie, chemia w kosmetykach i środkach czystości, ale również czynniki środowiskowe, jak używanie telefonów komórkowych, mieszkanie w okolicy linii wysokiego napięcia czy stosowane przez wiele lat plomby amalgamatowe. Parowała z nich do naszych organizmów rtęć.

Trudne dziedzictwo

Hashimotki niepokoją się zwykle, czy będą mogły zajść w ciążę. Niedoczynna tarczyca upośledza także pracę jajników, obniża libido. Zdarza się, że hashimoto współistnieje z zespołem policystycznych jajników (PCO), który objawia się m.in. niepłodnością. Jadwiga Mandziewska podkreśla: – Ważne, by kobieta, zanim zajdzie w ciążę, miała zdiagnozowane hashimoto, przyjmowała hormony. Inaczej może poronić lub urodzić autystyczne lub niepełnosprawne umysłowo dziecko. Autorzy książki „Jak żyć z hashimoto?” podają, że „jedno z ostatnich badań pokazuje trzy-, pięciokrotnie wyższe ryzyko w porównaniu z kobietami zdrowymi”. Dzieci matek z hashimoto mają ok. 50 proc. szans na odziedziczenie go, przyznaje Jadwiga Mandziewska.

Kotwica

Na forach chorzy powtarzają jak mantrę: sięgnęli dna, wielu choroba zniszczyła życie zawodowe i prywatne, ale znaleźli światełko w tunelu. Dla Hanny Chmielewskiej, która straciła swoją firmę, bo nie mogła pracować, kotwicą i celem stało się wydanie (wspólnie z Marcinem Baryszem) książki „Jak żyć z hashimoto?” dr Leveke Brakebusch i prof. Armina Heufeldera. Zyskała nowe życie dzięki założonej przez siebie fundacji JakMotyl, stronie www.hashimoto.pl, pomocy ludziom z hashimoto, zagubionym jak ona niegdyś. Pracuje z dziećmi w szkołach, edukuje rodziców, pacjentów i lekarzy na warsztatach w całej Polsce. Spłaca, jak twierdzi, dług wobec rzeczywistości, która obeszła się z nią łaskawie.

Hashimoto jest przewlekłą chorobą ogólnoustrojową. W diagnozie należy wziąć pod uwagę wszystkie objawy kliniczne.

Podstawowe badania: Pierwszy krok: TSH, fT3, fT4, PRL, TPO, TG i USG tarczycy; morfologia (ilość białych krwinek), lipidogram (cholesterol) i cukier – często są podwyższone. Ważne! TSH powyżej 2,5 może już wskazywać na niedoczynność tarczycy. Wyniki badań „w normie” nie oznaczają zdrowia (zakresy referencyjne wyników na www.hashimoto.pl).

Drugi krok: KyberKompakt: ilościowe badanie flory bakteryjnej, test na zaburzenie metaboliczne HPU/KPU, test na nietolerancje pokarmowe.

Gluten czyni spustoszenie w jelitach, wzmagając apetyt i upośledzając wchłanianie. Według Wiliama Daviesa („Dieta bez pszenicy” – za www.hashimoto.pl) wpływa na funkcjonowanie naszego mózgu. Polipeptydy (egzorfiny) uwalniane z niego podczas trawienia łączą się w mózgu z receptorami dla morfiny i wywołują działanie podobne do kokainy. A mózg każe nam jeść więcej kalorii. Po odstawieniu glutenu odczuwamy jasność myśli. Wpływa on nie tylko na chemię myśli, zachowanie, uzależnienia. Może dokonać nieodwracalnych zmian: wpłynąć na budowę mózgu i układu nerwowego (brak koordynacji ruchów, demencja).

  1. Moda i uroda

Być kobietą po czterdziestce - jak pielęgnować cerę, aby starzeć się ładnie

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Nazwa hormon wzięła się od greckiego słowa oznaczającego „pędzić”, „wprawiać w ruch”. Nic dziwnego. System hormonalny ma potężny wpływ na funkcjonowanie ludzkiego organizmu, a od jego stabilności zależy nie tylko nasze zdrowie i samopoczucie, lecz także wygląd.

Jednym z najpopularniejszych spektakli w Warszawie jest od lat „Klimakterium... i już”. Choć grany już długo, bilety nadal trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Na żadnym też chyba innym przedstawieniu widownia (złożona w większości z kobiet w bardzo różnym wieku) się tak nie śmieje. A mowa jest o rzeczach nieprzyjemnych – rozmaitych dolegliwościach ciała i ducha towarzyszących menopauzie. Spektakl pełni najwyraźniej funkcję zbliżoną do grupowej terapii – to jedna z rzadkich okazji, by pośmiać się z wahań nastroju, siódmych potów i uderzeń gorąca. A przy okazji spojrzeć z sympatią i zrozumieniem na postać określaną powszechnie mianem „klimakterycznej baby”, nieprzewidywalnej histeryczki we władzy hormonów. Z przyjemnością patrzę, jak menopauza przestaje być tematem tabu. Na pewno pomagają w tym również kampanie społecznościowe – na przykład te, w których o swoich doświadczeniach opowiadają piękne aktorki, kojarzone raczej z erotyką na ekranie niż spadkiem poziomu estrogenów. Oswojenie się z klimakterium jest ważne. Ze statystyk wynika bowiem, że prawie jedna trzecia życia współczesnej kobiety przypada na lata po menopauzie.

„Katuje nas ciało i wszystko się zmienia”

Hormony pobudzają wzrost organizmu, ustawiają biologiczny zegar, mają wpływ na ciśnienie krwi i przemianę materii, dodają albo odejmują nam urody. Proces starzenia, który rusza po 25. roku życia, po czterdziestce osiąga całkiem szybkie tempo. Związane jest to między innymi ze spowolnieniem produkcji hormonów. Pogarsza się wymiana informacji między skórą właściwą a naskórkiem. Na coraz mniej elastycznej skórze zaczyna też wyciskać piętno nerwowy tryb życia. W okolicach menopauzy poziom estrogenu i progesteronu dramatycznie spada. A ponieważ procesy odnowy skóry zależą od ilości estrogenu, obumarłe komórki złuszczają się dwa razy wolniej niż w skórze młodej. W trakcie pięciu lat po menopauzie tracimy też prawie jedną trzecią kolagenu i elastyny. – Ponieważ warstwa rogowa naskórka coraz bardziej grubieje, skóra dojrzała staje się szorstka i podatna na odwodnienie – mówi dr Didier Guerrero, dermatolog z laboratoriów dermatologicznych Avène. – Zmniejszenie produkcji naturalnych substancji natłuszczających skórę, niektórych nawet o prawie połowę, skutkuje osłabieniem barierowej funkcji skóry – tłumaczy dr Guerrero. Niedobory powstałe w wyniku spadku ilości hormonów pomagają uzupełnić – poza doustnymi preparatami – odpowiednie zabiegi i kosmetyki.

„I botoks, kolagen, masaże klap, klap”

W XVIII-wiecznej Anglii księżna Newcastle zalecała przemywać twarz kwasem siarkowym, by zyskać nowa skórę. Dzisiaj istnieje wiele mniej drastycznych sposobów, aby się odmłodzić. W cenie drogiego kremu można sobie zrobić prostujący bruzdy na skórze zastrzyk z toksyny botulinowej, odświeżającą cerę mezoterapię (czyli obstrzykiwanie skóry odżywczymi substancjami) czy wypełnić zmarszczki i wymodelować twarz za pomocą zastrzyków z kwasem hialuronowym. Zwolenniczkom metod mniej radykalnych warto polecić shiatsu lub refleksologie twarzy. Zabiegi te nie wyprasują zmarszczek, lecz dobrze zrobiony masaż pobudza krążenie, poprawia kolor skóry i likwiduje obrzęki. Potrzebami kobiet zajęli się też producenci kosmetyków. Jako jedni z pierwszych przejęli się statystykami mówiącymi o tym, że rośnie populacja kobiet określana „40 plus”, dlatego wybór preparatów do skóry dojrzałej jest wielki jak nigdy dotąd.

„Jesień życia bywa piękna”

Zadaniem kosmetyków do skóry dojrzałej jest niwelowanie skutków menopauzy – mówi dr Guerrero. – Zapewniają one ochronę przed wolnymi rodnikami, dostarczają skórze lipidów, by zwalczyć jej suchość, oraz cząsteczek kwasu hialuronowego, by wspomóc naturalną syntezę tego kwasu przez skórę. Rezultaty badań nad procesami starzenia wykorzystuje sie w recepturach kosmetyków. Odkrycie sirtuin zaowocowało powstaniem spowalniających starzenie kremów Clinique i Estée Lauder. Badania nad komórkowymi czynnikami wzrostu w laboratoriach Vichy kremu NeoVadiol Gf. Ciekawą nowością są też „czynniki indukujące”. – Glikoleol w kremie Avène Sérénage to czynnik indukujący – mówi Muriel Morelli, biochemik odpowiedzialna za dział badawczo- rozwojowy w laboratoriach dermatologicznych Avène.

Nałożony na skórę glikoleol jest metabolizowany, a substancje powstające w wyniku tego procesu są użyte do syntezy struktur tłuszczowych ochraniających skórę. Niektóre kosmetyki zawierają tzw. fitoestrogeny, czyli naturalne substancje występujące w roślinach. – Oddziałują one na receptory estradiolu w skórze – tłumaczy dr n. med. Krzysztof Dynowski, specjalista ginekologii i endokrynologii. – Łącząc się z nimi, wywołują podobny efekt (choć nieco słabszy) do tego, jaki miałby naturalny hormon. Skóra staje się bardziej elastyczna i nie traci swoich właściwości w takim tempie jak u kobiety, która nie stosuje kosmetyku z fitoestrogenem. Oczywiście, nawet najbardziej nowoczesne kremy nie zatrzymują czasu, ale pozwalają starzeć się wolniej i ładniej.

Warto je stosować, bo – jak śpiewają aktorki z teatru Capitol – „Być kobietą po czterdziestce/To jest ulga i nagroda/Jesień życia bywa piękna,/Chociaż lata trochę szkoda”.

Wszystkie śródtytuły pochodzą z wiersza „Lokomotywa dziejów” Elżbiety Jodłowskiej, który jest przeróbka „Lokomotywy” Tuwima, ze spektaklu warszawskiego teatru Capitol „Klimakterium... i już!”.

  1. Zdrowie

Humor, sen, seksualność... - co kontrolują hormony?

(Fot. iStock) Nie jesteśmy maszynami, które działają w jednym rytmie bez zakłóceń. (Fot. iStock)
(Fot. iStock) Nie jesteśmy maszynami, które działają w jednym rytmie bez zakłóceń. (Fot. iStock)
Nasze emocje wynikają z tego, co dzieje się wokół. Ale nie tylko... Zwłaszcza dla kobiet źródłem wielu wylanych łez, a także wielu wypowiedzianych w złości słów – jest to, co dzieje się w ich ciele. Czasem kiedy rządzą nami hormony, trzeba im na to pozwolić, a czasem przywołać je do porządku.  

Joanna, 38 lat, wpada jak burza do mojego gabinetu, ciężko opada na krzesło i zamiast powitania wygłasza tyradę. – Masz pojęcie, jak trudno jest jeździć po tym mieście?! Wszędzie korki, a ci idioci nie potrafią ruszyć, kiedy jest zielone! Stoją i gapią się nie wiadomo na co! Myślałam, że się ugotuję ze złości! W dodatku cały dzień nic mi nie idzie! Zapomniałam o spotkaniu z szefem, wyobrażasz sobie coś takiego? Tylko czekać, aż w końcu mnie zwolni. Nasz najważniejszy klient naskarżył, że jestem niemiła. Ale jak mam być miła, skoro mu trzy razy tłumaczę, że nie mamy miejsca w tym terminie, a on nie chce tego przyjąć do wiadomości?! I jeszcze pokłóciłam się z Antkiem, bo stwierdził, że nie da się ze mną wytrzymać, że wprowadzam napięcie i chaos i nawet nie pomyślał, jak ja się męczę! Sama ze sobą nie mogę wytrzymać, i co mam zrobić? – pyta bezradnie i nagle złość zmienia się w płacz. – Ja już nie mogę – powtarza raz po raz przez łzy. – Przecież byłam spokojną osobą, a teraz co? Chyba jeszcze za wcześnie na klimakterium? Franek ma dopiero 7 lat, myśleliśmy o drugim dziecku, a teraz Antek się ze mną rozwiedzie i wcale mu się nie dziwię, też bym się rozwiodła ze sobą.

Joanna płacze, w końcu podnosi głowę, patrzy na mnie bezradnie i pyta: – Powiedz mi, co się ze mną dzieje? – Wydaje mi się, że schudłaś ostatnio – stwierdzam niby od czapy, jednak jakaś myśl mi przyświeca. – No co ty?! Ja ci mówię o moim dramacie, a ty o chudnięciu? Ale fakt, schudłam siedem kilogramów. – Joanna wstaje i z dumą prezentuje sylwetkę. – Nic dziwnego, skoro na chwilę nie siadam, ciągle mnie nosi, robię dziesięć rzeczy naraz, nie muszę chodzić do siłowni, bo cały czas jestem w ruchu. Normalnie bym szalała z radości, że schudłam, ale teraz nawet tym nie potrafię się cieszyć, złoszczę się, że nie mam w czym chodzić, bo wszystko ze mnie spada, złoszczę się, że… – A nie myślałaś, żeby pójść do endokrynologa? – przerywam jej wywody, bo już wiem, że złości ją wszystko. – Chyba warto sprawdzić poziom hormonów tarczycy.

Nie jestem lekarką i zwykle nie udzielam takich porad, ale mam własne doświadczenia z tarczycą, które mnie do tego upoważniają. Ileś lat temu świat zaczął mnie złościć. Żyłam wtedy w wielkim stresie, bo nie miałam pracy, ale zamiast czerpać wsparcie z przyjaźni, z bliskimi mi osobami zaczęłam się kłócić. Niemal wszystko, co ludzie mówili, kierowani głównie życzliwością, doprowadzało mnie do irytacji. Prychałam i parskałam jak kotka, która nie ma ochoty na kontakty, w końcu niemal zostałam sama. Schudłam kilka kilogramów, wiadomo, ze stresu. Nie mogłam spać, nie mogłam jeść, serce mi waliło jak oszalałe, zaczęłam chodzić po lekarzach, którzy odsyłali mnie na różne badania. W końcu jeden z doktorów spojrzał na mnie i od razu postawił diagnozę: nadczynność tarczycy. Natychmiast trafiłam do szpitala, dostałam leki, zaczęłam się uspokajać. Odwiedziły mnie dwie moje przyjaciółki, które zapytałam, czy widziały coś dziwnego w moim zachowaniu w ostatnim czasie. – O tak, to było bardzo dziwne – wybuchnęły śmiechem i zaczęły mi przypominać, jak się na nie złościłam, aż w końcu się bały odezwać. A więc to tak! Taką władzę ma nad nami tarczyca! Ale nie tylko ona.

Jak rządzą nami hormony?

Niedawno ukazała się w Polsce książka Randi Hutter Epstein „Pobudzeni. Skąd się wzięły hormony i jak kontrolują w zasadzie wszystko” opowiadająca o historii endokrynologii i ludziach, którzy odegrali w niej ważną rolę. Autorka odsłania kulisy rewolucyjnych odkryć, a także makabrycznych zmagań i pomyłek na drodze do poznania poszczególnych hormonów i ich wpływu na nasze funkcjonowanie.

Hormony kontrolują nasz sen, nastrój, metabolizm, odporność, dojrzewanie, seksualność, klimakterium. Nie ma wielkiej przesady w stwierdzeniu, że jesteśmy marionetkami w ich władzy. I nic w tym złego, dopóki zachowana jest równowaga hormonalna w organizmie – wtedy mamy szansę na spokój i zadowolenie z życia. Ale wystarczy długotrwały stres, uraz, poważna choroba, nieodpowiednia dieta, aby równowaga hormonalna została zakłócona i pojawiły się problemy zdrowotne i emocjonalne. Hormony dają nam o sobie znać także w normalnych cyklach życia, gdy dokonuje się w nas jakaś przemiana, którą one w dużym stopniu wywołują.

Ola ma 18 lat, została skierowana do mnie przez rodziców, bo dzieje się z nią coś złego. To bardzo zdolna dziewczyna, dostała się na wymarzone studia, a mimo to jest nieszczęśliwa. – Są takie chwile, że wszystko wydaje mi się bez sensu – mówi Ola. – Nie tak, żebym chciała się zabić, bez przesady, ale nie mam ochoty nic robić. Niby się uczę, ale marzę o tym, żeby dzień się skończył i żebym mogła położyć się spać. Kiedyś miałam pełno energii, byłam pogodna i optymistyczna, a teraz głównie się martwię. – Czym się martwisz? – pytam. – Tym, że rodzice się martwią moim stanem, mają dużo problemów z moim bratem, a ja byłam zawsze ich słoneczkiem. Chciałabym, żeby znów mogli się mną cieszyć, ale nie jestem w stanie im pomóc. I to mnie jeszcze bardziej załamuje, potrafię płakać przez pół nocy, nim zasnę, a na zajęciach jestem śpiąca i niewiele rozumiem. W liceum dobrze się uczyłam, a tu mam wrażenie, że wszyscy są lepsi ode mnie, więc nawet nie ma sensu się uczyć. Rodzice tacy byli ze mnie dumni, że się dostałam na medycynę, a ja pewnie zawalę pierwszy rok i wcale nie wiem, czy chcę być lekarką. – W oczach Oli pojawiają się łzy, które szybko ociera rękawem.

No i co wy na to? Wyraźnie widać, że Ola ma kilka problemów. Za bardzo chce spełniać oczekiwania rodziców, zrekompensować im problemy, jakie mają z synem. Z tymi studiami też coś jest nie tak. Może to nie ona o nich marzyła, tylko rodzice? Doszły do tego problemy z poczuciem własnej wartości, trudności adaptacyjne, i tak dalej. Ola ma nad czym pracować, ale hormony też w niej nieźle pracują. W ostatnim roku urosła osiem centymetrów, przemianom podlega więc i ciało, i psychika.

– Tyle rzeczy mnie denerwuje, kiedyś byłam miła dla wszystkich, teraz już nie potrafię – przyznaje ze wstydem. – Co cię denerwuje? – Na przykład to, że dziadek wciąż poucza mojego ojca, traktuje go z góry, jakby sam był nie wiadomo kim. – I co z tym robisz? – Idę do swojego pokoju i płaczę. A babcia wchodzi do mnie bez pukania. To wszystko jest takie beznadziejne. Czasem mam ochotę wrzeszczeć ze złości. – I wrzeszczysz? – Skąd! Przecież oni są tacy kochani, to ze mną coś jest nie tak – wyjaśnia z przekonaniem. I jakby na dowód wybucha płaczem, a po chwili zaczyna się śmiać. – Widzi pani? Ja nawet nie potrafię spokojnie rozmawiać, ciągle coś przeżywam, płakać potrafię sto razy dziennie!

Ola nie pozwala sobie na wyrażanie złości ani nawet własnego zdania, ale coraz wyraźniej je ma. Wciąż stara się być grzeczną dziewczynką, jej psychika stawia jednak opór. Jedynym ujściem dla przeżywanych napięć jest płacz i poczucie bezsensu, które zmusiły ją do zajęcia się sobą. A wszystko się zaczęło od burzy hormonów, która wybuchła w wieku dojrzewania. Dzięki niej Ola ma szansę, żeby wyjść z roli dziecka i określić siebie na nowo – jako osobę, która może mieć własne zdanie i kierować sobą, a nie spełniać oczekiwania innych.

Pochwała gorszych dni

Huśtawka nastrojów wieku dojrzewania przechodzi czasem w PMS, czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego. Część badaczy neguje jego istnienie, część uważa je za poważne zaburzenie, które powinno być uznane przez Światową Organizację Zdrowia jako choroba. W najcięższej postaci, kiedy unieruchamia w łóżku i nie pozwala nic zrobić, dotyczy kilku procent kobiet, inne mają znacznie słabsze objawy, takie jak drażliwość, smutek, płaczliwość, skłonność do wybuchów złości, a niektóre nie mają ich wcale, co nie chroni ich jednak przed seksistowskimi komentarzami. Znacie je? Wystarczy, że kobieta złości się na coś, żeby wprost albo za jej plecami ktoś wyraził przypuszczenie, że ma PMS. Powody złości są nieważne, można je zlekceważyć, bo przecież chodzi o hormony. To uwagi z gatunku tych, które mają przywoływać kobiety do patriarchalnego porządku, czyli do tego, żeby były miłe i spokojne. Podobną funkcję spełnia stwierdzenie: „Złość piękności szkodzi”, które oznacza, że kobiety nie powinny się złościć. A przecież mamy prawo do złości i jej wyrażania, choć oczywiście ważne są powody i forma, w jakiej to robimy.

Monika, lat 24, przyszła do mnie zaniepokojona tym, że miewa różne nastroje. Przeważnie jest pogodna i zadowolona, ale czasem nie może się ze sobą dogadać. Planuje, że cały weekend będzie się uczyć, a bywa, że pół dnia snuje się bez sensu po domu. Albo złości się, gdy ktoś potrąci ją w autobusie. Nie, nie wyraża tej złości, ale ją czuje, a chciałaby być pozytywną osobą, która akceptuje ludzi. Monika nie wiąże swoich nastrojów z cyklem miesiączkowym, po prostu czasem ma gorsze dni, nie ma wtedy ochoty na kontakty z ludźmi, zdarza jej się nie odbierać telefonu i nie odpisywać na SMS-y, a przecież nie ma powodu, bo lubi ludzi, ma dobre życie i chce się nim cieszyć. – Jeden albo dwa dni w miesiącu masz gorsze i to cię niepokoi? – upewniam się, czy dobrze rozumiem. Monika potwierdza.

No nie! Przecież nie jesteśmy maszynami, które działają w jednym rytmie bez zakłóceń. Wpływa na nas wiele czynników, nie tylko hormony, ale również ciśnienie atmosferyczne, pełnia Księżyca, zmęczenie, nadmiar bodźców, pośpiech, to, co się dzieje na świecie, choć niekoniecznie nas dotyczy. Każdy może wstać lewą nogą, również mężczyźni. Dzięki tym gorszym dniom możemy bardziej docenić te lepsze, więc chwała im za to, że są.

Wystarczy, że kobieta złości się na coś, a już ktoś wyraża przypuszczenie, że ma PMS. To uwagi z gatunku tych, które mają przywoływać kobiety do tego, żeby były miłe i spokojne

Hormony kontrolują nasz srn, nastrój, odporność, dojrzewanie, seksualność, klimakterium. I nic w tym złego – dopóki zachowana jest równowaga hormonalna

  1. Zdrowie

Oczyszczanie? Naturalnie!

Trzeba pić wodę, aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie. (Fot. iStock)
Trzeba pić wodę, aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie. (Fot. iStock)
Wiosną wszyscy chcemy się oczyszczać. Detoksykować. Rozważamy głodówki, niekiedy kuriozalne diety. Chcemy łyknąć pigułkę, ewentualnie wypić jakiś napar i mieć to oczyszczenie za sobą.

W duchu miłości do naszego ciała i wiary w moc organizmu oraz jedzenia zaproponuję jednak oczyszczanie spokojniejsze. Warto sobie przypomnieć, że nasze ciała są teoretycznie samowystarczalne. Wiadomo – czasem sami im szkodzimy aż nadto, pijąc alkohol, paląc, zjadając za dużo leków lub suplementów diety. Generalnie jednak ludzki organizm jest w stanie oczyścić się z większości szkodliwych substancji (chyba że przesadzimy z dawką). Ale ja dziś zajmę się normalnym życiem przeciętnego człowieka. Tych, którzy zjedli muchomora, odsyłam w trybie pilnym do lekarza.

Za oczyszczanie odpowiadają nerki oraz wątroba – choć i poprzez jelita pozbywamy się części niechcianych składników. Wątroba pełni w naszym organizmie kilka funkcji – tu zajmę się jedynie tematem filtrowania. 80 proc. krwi, która trafia do wątroby, dopływa żyłą wrotną (pozostałe 20 proc. pochodzi z tętnicy wątrobowej). To właśnie w żyle wrotnej są i składniki wchłonięte w przewodzie pokarmowym, i te „zebrane” z narządów. Co można, zostanie zneutralizowane, rozłożone i unieszkodliwione, po czym trafi ponownie do krwi, a z nią z kolei do nerek. One między innymi tworzą mocz. To nie tylko sposób na pozbycie się nadmiaru wody, tak również usuwane są z organizmu metabolity. Osocze krwi przepływającej przez naczynia włosowate kłębuszków nerkowych jest filtrowane, a co w organizmie niepotrzebne, trafia do ich środka (światła, jak to się fachowo nazywa) w związku z różnicą ciśnień. Część substancji transportowana jest jeszcze w mechanizmie pinocytozy (przenoszenie pojedynczych substancji). Dlatego tak zachęcam do picia wody oraz do radości wynikającej z siusiania. Im częściej, tym lepiej!

Ale to nie koniec. Błonnik w jelitach wiąże różne niepotrzebne nam substancje – załatwiając się, wydalamy je z organizmu. Dlatego należy pić wodę (tak, wiem, znowu to samo), aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Pamiętajmy o tym, że każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie! I jedzmy warzywa, pełnoziarniste produkty zbożowe i rośliny strączkowe. To powtarzane kolejny raz zalecenie, ale jakże ważne. One dostarczają nam antyoksydantów, które także chronią organizm przed szkodliwymi substancjami!

Dodam jeszcze do listy ruch. Dla detoksu, a i owszem! Jeżeli pobudzimy limfę w organizmie (uprawiając aktywność fizyczną, masując ciało czy chociażby szczotkując je), to również przyspieszy pozbycie się tego, co szkodliwe. Ruch pomaga w oczyszczaniu organizmu także poprzez zwiększenie wydzielania potu, wraz z którym wydalane będą niepożądane substancje.

A na koniec zasugeruję, że może warto zrobić sobie rachunek sumienia. I zastanowić się, z czego chcemy się oczyścić. Dobrze przeprowadzić analizę własnych poczynań i przyzwyczajeń. Ile z rzeczy, które jadamy, to produkty wysokoprzetworzone, w których składzie znajdują się barwniki, aromaty, konserwanty? To ich właśnie powinniśmy unikać – szczególnie w okresie detoksykacji.
Proszę, sprzątajmy nasze ciała, ale delikatnie, powoli, bez brutalnych działań. 

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka. Autorka bloga kachblazejewska.pl, współautorka książki „Kobiety bez diety. Rozmowy bez retuszu”, Burda Media Polska.