1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Czy głodówka jest zdrowa?

Czy głodówka jest zdrowa?

Na głodówce warzywno-owocowej organizm dostaje bombę witaminową, szybciej się regeneruje, często ustępują dolegliwości gastryczne. ( Fot. iStock)
Na głodówce warzywno-owocowej organizm dostaje bombę witaminową, szybciej się regeneruje, często ustępują dolegliwości gastryczne. ( Fot. iStock)
Post przeprowadzony w prawidłowy sposób nie spowoduje niedożywienia, nasze ciało wykorzysta go do samonaprawy. Jak oczyszczać organizm radzi dietetyczka Małgorzata Wrzak.  

Lekarze mówią, że organizm został wyposażony przez naturę w odpowiednie, zajmujące się oczyszczaniem organy: wątroba, nerki, skóra, układ limfatyczny. Pani zachęca do postów – nie chodzi o tydzień na samej wodzie, ale o jedzenie wyłącznie owoców i warzyw. Dlaczego?
Oczywiście, ciało się oczyszcza. Ale dziś dokonuje się na naszym organizmie eksperyment, którego natura nie przewidziała. Ten eksperyment to przetworzona żywność. Glutaminian sodu. Chemiczne polepszacze smaku. Wszędzie syrop glukozowo-fruktozowy, coś, co w naturze nie istnieje! Znaleźć coś bez tego syropu to niemal cud. Czy z wydaleniem tego typu substancji organizm sobie poradzi? Pewnie generalnie tak, ale czy do końca? Warto też zastanowić się nad tym, jak ludzie żyli dawniej. Bo choć medycyna robi niezwykłe postępy, choć niektóre choroby znikają, inne się nasilają. Te inne to w znacznej części choroby odżywienne. Kiedyś człowiek jadł pokarmy naturalne, bo tylko takie były dostępne, a i tak korzystał z okresowych postów.

Nakazywała je religia.
Posty są obecne w każdej cywilizacji, w każdej religii. Proszę zwrócić uwagę: mózg na przestrzeni tysiącleci wyraźnie ewoluował. Układ pokarmowy – właściwie nie. Zawsze istniały okresy obfitości i okresy postów. Nasze ciało nauczyło się wykorzystywać post do samonaprawy. Organizm ma zasoby odnawialne na ok. 40 dni. Dlatego posty przeprowadzane w sposób prawidłowy nie prowadzą do niedożywienia. Jestem przekonana, że i dziś człowiek – jeśli nie jest wyniszczony czy bardzo chory – może spokojnie i z korzyścią dla siebie takie posty robić.

Czemu to służy?
Przede wszystkim regeneracji. Mamy dziś wiele chorób me - tabolicznych – a one nie powstają z dnia na dzień. Cukrzyca, miażdżyca, choroby układu krążenia, otyłość, zaburzenia metaboliczne, zaburzenia układu hormonalnego, choroby autoimmunologiczne. Odkładają się różne złogi – choćby dlatego sztywnieją stawy. Jemy sztucznie, jemy ubogo, nie to, co powinniśmy – i metabolizm nie przebiega prawidłowo.

I chory na cukrzycę wyleczy się z niej postem?
Od razu uwaga: mówimy o cukrzycy typu 2, która należy – tak jak miażdżyca, otyłość, nadciśnienie, artretyzm, zwyrodnienia stawowe – do chorób związanych z tzw. zespołem przekarmienia. Przekarmienie zaśmieca organizm złogami, zbędnymi odpadami przemiany materii. Jeżeli organizm jest wyniszczony, jeśli bierzemy duże ilości lekarstw – odpowiednia dieta pomoże, ale nie wyleczy.  Jednak jeśli choroba dopiero się zaczyna, jeśli to na razie tylko insulinooporność, warto spróbować. Posty owocowo-warzywne, bezpieczne i łagodne, mogą stanowić remedium. Zresztą nie tylko w cukrzycy, także w innych problemach zdrowotnych związanych z przekarmieniem. Organizm ma właściwości samoregenerujące. Wiele procesów może się po prostu cofnąć.

Kto przychodzi do dietetyka i decyduje się na post?
Panie, które chcą schudnąć. Panowie, którzy się źle czują. Mówią: „Mam 45 lat, czuję się, jakbym miał 80”. Dietetyk musi sprawdzić, jaki jest stan zdrowia jego klientów, czyli poprosić o zrobienie badań, przekonać się, z czym walczą. Powszechnie panuje strach przed postem. Przed głodem. To strach raczej kulturowy, bo nasze pokolenie prawdziwego głodu nie doświadczyło. Ale jeśli ktoś się boi, nie ma co zaczynać. We wszystkich procesach zdrowienia podstawa to głowa. Trzeba też sprawdzić, jak wygląda dotychczasowa dieta. Bo jeśli ktoś na co dzień warzyw i owoców nie jada, to gwałtowne przestawienie na taki pokarm może spowodować wzdęcia i złe samopoczucie. Organizm nie poradzi sobie z trawieniem. Trzeba zastanowić się, jaki jego rodzaj dobrać do danej osoby. Bo post warzywno-owocowy można przeprowadzić na kilka sposobów. Można na samych sokach. Wtedy szybko następuje detoksykacja, ale trzeba mieć pewność, czy nie ma problemów z wątrobą. Jeśli są, to nie poradzi sobie ona z odtruwaniem. Jeżeli brakuje czasu na relaks, na saunę – będzie trudno. Można na samych surowych owocach i warzywach, ale tu nerki muszą być sprawne – bo to one pomagają oczyścić układ limfatyczny, to tu trafiają odpady komórkowe, które mają ulec oczyszczeniu i eliminacji. Ja najbardziej lubię post mieszany, wykorzystujący soki, surowe i gotowane warzywa. Dla większości osób on właśnie jest najlepszy. Rozmaitość faktur, struktur, przypraw powoduje, że potrawy są smaczne. Z reguły po pierwszych dniach następuje poprawa samopoczucia, przypływ energii. I to trwa.

Jak taki post ma się do piramid żywieniowych?
Piramidy się zmieniają. Kiedyś podstawą były białka, węglowodany i tłuszcze – tego mieliśmy jeść najwięcej. W szpitalach na przykład mamy dietę zgodną z piramidą: kobieta po porodzie dostaje śniadanie, które ma dać jej siłę i witalność: kromkę chleba z margaryną i plastrem jakiejś wędliny. Wszystko się zgadza: białka, węglowodany i tłuszcze. Zafiksowaliśmy się na tym, że to jest podstawa życia. Tymczasem podstawą życia są substancje bioaktywne. Witaminy, mikroelementy, enzymy, bioflawonoidy. Piramida żywieniowa sprawdza się w sytuacji głodu: trzeba kogoś nakarmić, bo umrze. Ale powolna utrata zdrowia to właśnie niedobory substancji bioaktywnych. A mamy te niedobory dramatyczne.

Na głodówce warzywno-owocowej, kiedy nie jemy białek i tłuszczów, w organizmie uruchamia się proces samooczyszczania. (Fot. iStock) Na głodówce warzywno-owocowej, kiedy nie jemy białek i tłuszczów, w organizmie uruchamia się proces samooczyszczania. (Fot. iStock)

Decydujemy się na post owocowo-warzywny. Co wtedy dzieje się w organizmie?
Taki post powinien trwać ok. 14 dni, najdłużej – 42. Ale ten długi musi mieć wyraźne powody i najlepiej robić go pod opieką fachowca, lekarza, dietetyka. Dla zachowania energii i składników potrzebnych do procesów życiowych organizm zmuszony jest do zużywania własnych zapasów, co nazywa się żywieniem wewnętrznym (endogennym). W pierwszej kolejności zostają wykorzystane zapasy tłuszczu (stan tzw. ketozy), potem zalegające złogi, patologiczne twory, ogniska zapalne, chore i zwyrodniałe komórki (autofagia). Przeciwwskazaniem do postu jest nadmierne wychudzenie czy wyniszczenie, bo wtedy organizm zaczyna spalać mięśnie, nie tłuszcz – i to jest niebezpieczne.

Co jeszcze się naprawia?
Organizm, dożywiany warzywami i owocami, dostaje bombę witaminową, poprawia się wchłanianie – czasem znikają blaszki miażdżycowe w układzie krwionośnym, poprawiają się parametry wątrobowe, cholesterol, reguluje się cukier. W czasie postu trawienie przebiega łatwo, bo nie ma pewnych grup pokarmów, skoro jemy tylko warzywa. Często przeciążany złym lub nadmiernym jedzeniem układ pokarmowy odpoczywa i ma możliwość regeneracji. Wiele problemów gastrycznych znika.

Przetrwaliśmy dwa tygodnie – co teraz?
Ważny etap wychodzenia z postu. Jak to powinno wyglądać? To zależy od naszego stanu zdrowia i powodów, dla których się na post zdecydowaliśmy. Czy była to choroba, czy trochę zbędnych kilogramów, czy po prostu chęć regeneracji, resetu, zwiększenia energii, witalności. Najlepiej podczas postu prowadzić notatki: jak się po czym czujemy, czego nam najbardziej brakuje itd. To pozwoli zrozumieć, od czego jesteśmy uzależnieni, co nas truje, a co leczy. I uczy umiejętności słuchania, co ciało do nas mówi. Czas wychodzenia z postu bywa różny, nie ma tu reguł. Ważne, by gwałtownie nie zwiększać porcji, by nie poszerzać od razu jadłospisu o wszystkie grupy pokarmów, włączać je stopniowo. Nadal bazą powinny być warzywa, dodajemy dobre tłuszcze – ważne, aby były tłoczone mechanicznie, na zimno. Dalej ziarna, orzechy, pestki, awokado, oliwki. Poszerzamy listę warzyw – np. o bataty (są niskowęglowodanowe) i powoli zwiększamy porcje. Jeśli ktoś ma dobrą siłę trawienną, może szybko wprowadzić soczewicę i ciecierzycę. Jeśli słaby żołądek – odsunąć to w czasie, pić napoje roślinne dobrej jakości, ekologiczne, potem stopniowo dodawać kasze, rośliny strączkowe – po dziesięciu dniach większość osób może wrócić do swojego normalnego jedzenia. Tylko warto się zastanowić, czy nie wykorzystać postu jako bodźca do zmiany. Przeanalizować swoją dietę i dokonać korekt. W gruncie rzeczy to, co dzieje się po poście, to praca nad rozwojem osobistym.

Jak często robić sobie takie kuracje?
Jeśli uda nam się przeprowadzić post dwa razy w roku po dwa tygodnie – to zrobiliśmy dużo dla zdrowia, urody, dobrego samopoczucia. Naturalne okresy to wczesna wiosna i późna jesień. Dodatkowo jesienny post jest cudowny, bo wtedy mamy największą obfitość warzyw i owoców. Warto też w ten sposób przygotować się do zimy, to zawsze trudny czas – chcemy jeść więcej i byle co, słodko i tłusto, mniej dostarczamy sobie witamin i substancji aktywnych, mniej się ruszamy. Dobrze więc przed tym czasem dać organizmowi bombę witaminową. Ale tak naprawdę trzeba wsłuchiwać się w to, co mówi nasze ciało. Bo czasem nie tylko mówi, ale nawet krzyczy. Np. po świętach – kiedy uzależniliśmy się od nieustannego sięgania po serniczek, kiedy ciągle jemy, organizm wpada w huśtawkę insulinową. W takich sytuacjach musimy się pozbyć nadmiaru – najlepiej właśnie za pomocą postu. Albo kiedy jesteśmy na ścieżce prowadzącej do choroby – czasem nie widać tego jeszcze w badaniach, ale już samopoczucie mówi co innego. To najlepszy czas na lecznicze posty.

Ale dostarczamy sobie wtedy mało kalorii. Będziemy mieć siłę?
Jest różnica między dietą 600 kcal a 600 kcal w poście. Jestem przeciwniczką diet niskokalorycznych. W poście, kiedy nie jemy białek i tłuszczów, dajemy impuls organizmowi, żeby włączył autofagię i ketozę, czyli dwóch najlepszych sprzątaczy naszego organizmu. Na diecie niskokalorycznej dostajemy trochę białek, węglowodanów i tłuszczów, organizm nie włącza procesów odżywiania wewnętrznego, próbuje gospodarować tym, co mu dostarczyliśmy, obniża przemianę materii , a my jesteśmy na stałym niedoborze składników odżywczych. To niebezpieczne. Post nie obniża przemiany materii, liczne badania pokazują, że ją podwyższa.

Ile razy dziennie powinniśmy jeść na co dzień?
Zajrzyjmy jeszcze raz do przeszłości. Nigdy człowiek nie jadł co chwila. Trzy posiłki dziennie i koniec. Teraz w sklepach 50 proc. rzeczy na półkach to przekąski. Wysoko przetworzone. To niszczy metabolizm. Powstała moda na pięć posiłków. Dlaczego zdrowy człowiek ma jeść pięć razy dziennie? Od chwili, kiedy włożymy pokarm do ust, do chwili, aż wchłonie się do komórki, trzeba pięciu, sześciu godzin. Czyli ciało jest w nieustannym procesie trawienia, wątroba nie daje rady pełnić swoich funkcji. Kiedy ma się oczyszczać? A my jemy małe porcje i nigdy nie jesteśmy syci. Chorujemy z przejedzenia. Nie dziesiątkują nas epidemie, mamy ciepło, mamy czystą wodę, a liczba chorych i chorób rośnie. Czyli trzy posiłki. I długa – 12 godzin, a może być i 16 – przerwa między kolacją a śniadaniem. To taki nasz codzienny minipost. Organizm ma czas przetrawić to, co dostał, i poczuć głód.

Organizm ma właściwości samoregenerujące. Podczas postu choroby mogą się cofnąć.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Dieta Dąbrowskiej - efekty, zasady postu leczniczego Dr Dąbrowskiej

Dr Ewie Dąbrowskiej marzy się własna klinika, żeby móc nie tylko leczyć w niej cięższe przypadki pod stałym nadzorem, lecz także szkolić następców (Fot. archiwum prywatne)
Dr Ewie Dąbrowskiej marzy się własna klinika, żeby móc nie tylko leczyć w niej cięższe przypadki pod stałym nadzorem, lecz także szkolić następców (Fot. archiwum prywatne)
Dieta Ewy Dąbrowskiej - słyszał o niej każdy, kto interesuje się zdrowym odżywianiem. I nic dziwnego, bo swoją dietę warzywno-owocową propaguje już od 30 lat. Przez ten czas post Dąbrowskiej praktykowało tysiące osób. Dla nich dr Ewa Dąbrowska to autorytet. Ale ma też krytyków uznających jej propozycje za zbyt radykalną. Niechętnie udziela wywiadów, bo, jak mówi, nie zależy jej na rozgłosie, tylko na zdrowiu ludzi. Dla nas zrobiła wyjątek.

Nadzoruje pani leczenie w wielu ośrodkach, przyjmuje pacjentów, pisze książki, wykłada. Skąd ma pani na to siłę? Ze swojej diety?
Nie jestem na tej diecie cały czas. Ale moje odżywianie bardzo się zmieniło w porównaniu do tego, jakie było kiedyś. Poszerzam wiedzę na temat tego, co jest zdrowe, i to jem.

Czyli co dokładnie?
Warzywa, w tym zielone, owoce, nieoczyszczone ziarna, orzechy, dobre oliwy, kiszonki, ryby i czasami jajka. Raz w tygodniu, w piątki, jem tylko warzywa, przede wszystkim surowe, nawet ich nie mieszam w sałatki, tylko po prostu chrupię. Natomiast w moim żywieniu nie ma mięsa ani nabiału, no i oczywiście cukru. Nie kupuję go od lat, w domu używamy miodu, jemy owoce i bakalie. Staram się pić dużo rozmaitych soków, zwłaszcza z zielonych warzyw, bo po prostu dobrze się po tym czuję.

Niedobór białka w pani diecie krytykują lekarze.
Człowiek dorosły, który już nie rośnie, nie potrzebuje aż tyle białka. Wiele chorób cywilizacyjnych pochodzi z przebiałczenia.

A dzieci potrzebują?
Widziałam dzieci, którym rodzice wykluczali białko z diety, i one słabo rosły. Dlatego uważam, że dzieci powinny jeść białko z dobrych źródeł. Natomiast nam, dorosłym, nadmiar białka nie służy. A to między innymi dlatego, że ma czynniki stymulujące podziały komórek, co nie jest obojętne dla zdrowia. W naukowych artykułach pisze się o związku jedzenia nabiału z przerostem prostaty lub rakiem piersi czy prostaty, a mięsa – z różnymi zwyrodnieniami, naroślami, rozrostami, także nowotworowymi, i miażdżycą. Z tym, że jedni ludzie, genetycznie obciążeni, będą narażeni na te choroby bardziej, inni mniej.

Pani dieta, mówi się o niej post Dąbrowskiej, jest bardzo restrykcyjna, nie ma w niej nie tylko białka, cukru, ale także tłuszczów. Czy to nie ryzykowne? Niektóre witaminy, w tym A, przyswajają się tylko z tłuszczami.
Popatrzmy na zwierzęta. Nawet te najsilniejsze, jak szympansy, goryle, krowy, jedzą tylko rośliny i nic im nie brakuje. Nie stwierdzono, żeby miały braki witaminy A. Dokładnie badałam naszą dietę, zawiera pięciokrotnie mniej białka i cukru, dużo beta-karotenu, ma także tłuszcze, choć w ilości 20-krotnie niższej niż w normalnym jadłospisie. Probiotyki zamieniają błonnik w kwas masłowy, który też jest tłuszczem, dlatego nie ma żadnych problemów z przyswajaniem witamin rozpuszczalnych w tłuszczach.

Krytycy podnoszą zarzut, że w tak ubogiej diecie może brakować mikroelementów.
To jakieś nieporozumienie! Trudno sobie wyobrazić, żeby człowiek na diecie warzywno-owocowej dostawał ich za mało. W warzywach mamy potęgę nie tylko mikroelementów, ale też witamin, polifenoli, chlorofilu. Nasza dieta to prawdziwy zastrzyk minerałów i najzdrowszych bioaktywnych substancji.

Nie ma więc obaw, że dieta mogłaby coś zaburzyć w organizmie?
Żadnych. Jedząc warzywa i owoce, niczego nie ryzykujemy. Problem może być tylko taki, że trzeba redukować pewne leki, na przykład w insulinooporności. Bo jeżeli chory na diecie nie obniży insuliny, może mieć bardzo poważne niedocukrzenie. Opublikowałam trzy artykuły na temat tego, co nasza dieta robi z organizmem po dwóch, czterech, sześciu tygodniach.

I co robi?
Obniża tylko to, co jest za wysokie, co mogłoby zagrażać zdrowiu. Na przykład wagę, a co za tym idzie – zły cholesterol, nadmiar kwasu moczowego. Jednocześnie podwyższa zbyt niskie parametry do poziomu normy, natomiast wszystko, co dobre dla zdrowia, utrzymuje się w normie. To niemożliwe, żeby post spowodował niedobór czegoś potrzebnego dla zdrowia.

Podkreśla pani, że w pani poście chodzi nie o to, żeby schudnąć, ale żeby uruchomić mechanizmy samouzdrawiające. Na czym to samouzdrawianie polega?
Długo tego sama nie rozumiałam. No bo jak wytłumaczyć fakt, że gdy jemy jarzyny, to zły cholesterol się obniży, a dobry wzrośnie? Dlaczego rośnie to, czego ktoś ma za mało, na przykład albuminy (białko), których poziom w czasie postu się zwiększa, choć wyjściowo było ich za mało, a białek prawie nie jemy? A jak to się dzieje, że ilość zapalnych białek gamma-globuliny obniża się, jeśli była wysoka, ale zawsze do poziomu normy? Przez wiele lat zajmowałam się porfirią skórną, rzadko spotykanym zaburzeniem przemiany porfiryn, i próbowałam zrozumieć, dlaczego pacjenci, u których stwierdzałam braki kwasów tłuszczowych omega-3 w krwinkach, po dwóch tygodniach warzywnej diety mieli je już w normie, mimo że nie jedli żadnych olejów omega-3.

Już pani to zrozumiała?
Tak, wiadomo to dzięki epokowemu odkryciu, jakim było zidentyfikowanie w 2000 roku ludzkich genów. Okazało się, że mamy ich od 20 do 25 tysięcy. Nawet nie umiem znaleźć słowa, jak wspaniale skonstruowany jest nasz materiał genetyczny. To majstersztyk. Geny reagują na wszystko, co nas otacza: na aktywność ruchową, myślenie, stres, życie duchowe i oczywiście jedzenie. Na przykład jemy białko i organizm doskonale wie, że w tym momencie trzustka powinna „wyprodukować” sok trawiący białko, a nie sok trawiący węglowodany. W genach mamy zakodowaną normę, a post naprawia geny i dlatego przywraca do normy wszystkie przemiany – stąd pochodzi samouzdrawianie. Czy to nie wspaniałe?! To jest właśnie ta genialna „rozmowa” jedzenia z naszymi genami, one bezbłędnie odpowiedzą na każdy sygnał.

I w tej „rozmowie” tkwi tajemnica działania tej diety?
Tak, to warunek niezbędny, bez tej „rozmowy” człowiek by nie przeżył w środowisku, gdyż stale musimy się adaptować do zmieniającego się otoczenia. Ale jeżeli jemy zbyt dużo białka, bo lubimy, i przekraczamy swoje normy, to białko będzie odkładane, co też zależy od genetyki. Mogą wtedy pojawić się ostrogi piętowe i przykurcze stawów. Na naszej diecie dostarczamy wielokrotnie mniej białka niż w normalnej diecie, więc organizm nadmiary „zjada”, co nazywa się autofagią. To najwspanialszy mechanizm samoleczący, za którego odkrycie Japończyk Yoshinori Ōsumi otrzymał w 2016 roku Nagrodę Nobla.

Słyszałam, że to pani należy się ten Nobel, bo w swojej diecie już dawno wykorzystała pani ten mechanizm.
To zdecydowanie przesadzone głosy. Ja po prostu od dawna przeczuwałam, że nasz organizm, tak fenomenalnie skonstruowany i tak genialnie działający, nie może być pozbawiony mechanizmów samonaprawczych. To wydawało mi się niemożliwe. I pisząc pracę naukową, wpadłam na to, że tym mechanizmem, który włącza – jak kluczem – samoleczenie, jest post. Potem zostało to nazwane autofagią. Ale żeby autofagię uruchomić, trzeba gwałtowne odciąć dostarczanie węglowodanów i białka.

A nie wystarczy w tym celu po prostu mniej jeść, ale wszystko?
Nie. Gdy stosujemy dietę niskokaloryczną, możemy, owszem, wyszczupleć, ale nie uruchomimy samoleczącego mechanizmu, który włącza odstawienie węglowodanów i białek. Samo to, że w naszej diecie jest mało cukru, hamuje produkcję insuliny. To niesłychanie istotne, bo insulina nakręca bardzo wiele procesów odkładania: miażdżycy, tłuszczu.

Co się dzieje w organizmie, gdy dochodzi do autofagii?
Może zobrazuję to przykładem: oddajemy popsuty samochód do kasacji, a mechanik mówi, że można go naprawić – wyjąć zepsutą część, np. akumulator, i wstawić nową. No więc jeżeli tym autem jest nasza komórka, to ją też można naprawić. I takie zadanie spełnia nasz „mechanik”, czyli post – wymienia np. zniszczone mitochondria, które produkują w komórce zbyt mało energii (z jedzenia), i w ich miejsce wstawia nowe, zdrowe mitochondria. Na tym właśnie polega autofagia – to takie sprzątanie wszelkich zwyrodniałych struktur i białek w komórkach, także bakterii i wirusów. Po co więc niszczyć cały organizm leczeniem inwazyjnym, skoro możemy leczyć tylko to, co jest chore, nawet w komórce. A w procesie autofagii właśnie tak się dzieje.

Nie ma niepożądanych skutków ubocznych?
Niektórzy mają tak zwane kryzysy ozdrowieńcze w postaci bólów głowy, wysypek, biegunki, stanów podgorączkowych. To objawy eliminacji toksyn, które świadczą o włączeniu samoleczenia. Na szczęście są krótkotrwałe. Na początku trochę się martwiłam, bo niektórym osobom w czasie postu spadała liczba białych krwinek biorących udział w budowaniu odporności. Ale niedawno odkryto, że w procesie autofagii niszczone są wszystkie stare formy krwinek białych. Mamy na szczęście jeszcze komórki macierzyste, które post aktywuje, nie jest ich za wiele, ale dają gwarancję, że dzięki nim odtworzy się nam cały układ immunologiczny. Regeneracja na naszym poście jest spektakularna, odmładzamy się, umysł lepiej pracuje, poprawia się odporność, ruchy stają się sprężyste.

Jak długo trzeba pościć, żeby ten efekt osiągnąć?
Dużo ludzi zadaje mi to pytanie, a ja odpowiadam: tego dowiem się od was. Uważam, że sześć tygodni to optymalny czas, choć zdarzają się osoby, które tylko tak się żywią, ale ja tego nie popieram.

Dlaczego?
Bo badania pokazują, że podstawą zdrowej diety są warzywa, owoce i ziarna, a w naszej diecie ziaren nie ma. A nie ma, bo odcinamy dowóz kalorii i także białka, cukrów i tłuszczów. Tymczasem różne pestki, nasiona, orzechy, strączki są bardzo odżywcze i przerwałyby post. Włączenie ich do zdrowej diety już po poście, z dodatkiem ryb, utrzymuje nasz organizm w zdrowiu.

A co z nabiałem, dlaczego nam ma szkodzić?
Człowiek pierwotny nie znał krowy, miał geny zaprogramowane głównie na warzywa, owoce i ziarna. Krowa, podobnie jak zboża, pojawiła się dopiero 10 tysięcy lat temu. To dla naszych genów za krótki czas na przeprogramowanie i u wielu osób, zwłaszcza obciążonych genetycznie, geny „nie rozumieją” mleka czy glutenu zbóż. Niedostrojone geny odpowiadają na „obce” sobie jedzenie atakiem przeciwciał, podobnie jak na przykład na bakterie. Dlatego trzeba wykonać test na nietolerancje pokarmowe, który wykrywa te przeciwciała, i wykluczyć takie pokarmy z diety.

Jakiś przykład skutków nietolerancji pokarmowej?
Hashimoto to choroba autoagresywna, która polega na tym, że organizm wytwarza przeciwciała niszczące tarczycę. Okazuje się, że są to reakcje krzyżowe. To znaczy, że te same przeciwciała przeciwpokarmowe są także tymi niszczącymi tarczycę. Badałam częstość nietolerancji pokarmowych w tej chorobie i okazało się, że aż 90 proc. chorych ma nietolerancję na białka zbóż, czyli chleb, nawet razowy, tak więc te osoby nie powinny jeść chleba ze zbóż, tylko z gryki albo chleb jaglany. A nasz post skutecznie obniża przeciwciała przeciw tarczycy.

Z tego, co pani mówi, wynika, że wszyscy możemy sobie pomóc w prosty sposób. Dlaczego nie korzysta z pani doświadczeń medycyna?
To pytanie nie do mnie. Jako lekarz pracowałam bardzo wiele lat w klinice, na oddziale chorób wewnętrznych, i byłam przekonana, że leczenie, które stosuję, jest prawidłowe. Bo rzeczywiście leki zawsze dawały efekty: spadał poziom cukru, cholesterolu, wyrównywało się ciśnienie.

Tylko leków nie można odstawić.
No właśnie. Dlatego zaczęłam szukać innych metod, żeby zlikwidować przyczynę chorób, a nie skutek.

Niektórzy zarzucają pani, że dieta dietą, a potem przychodzi efekt jo-jo.
Po poście ważna jest zmiana stylu życia i praktykowanie okresowych postów, żeby uchronić się przed efektem jo-jo. Dlatego od dawna stawiam na edukację, uświadamianie ludzi. Tu, w ośrodkach, wygłaszam kilkugodzinne prelekcje, jak stosować dietę i jak z niej wychodzić, odsyłam do książek moich i mojej synowej.

Nie wszystkich stać na pani kurację.
Można zrobić ją samemu. Informacje na temat diety są powszechnie dostępne. Założyliśmy z synem Instytut Promocji Zdrowia pod moim nazwiskiem, w ramach którego prowadzimy różne akcje na temat zdrowego żywienia, stworzyliśmy aplikację (ewadabrowska.com.pl), kanał na YouTubie. Mamy ponadto grupę facebookową, ludzie dzielą się doświadczeniami, co jest bardzo pomocne, bo w czasie postu potrzeba wsparcia. Więcej informacji znajduje się na mojej stronie internetowej (www.ewadabrowska.pl).

Jak żyć, żeby zapobiegać chorobom?
Zawsze w zgodzie z naturą, ale tego musimy się na nowo uczyć. Tak jak wszystko we wszechświecie podlega prawom, tak samo prawom podlega styl życia człowieka, również duchowość, którą regulują przykazania Dekalogu. Ważne są sen, ruch, brak stresu. No i zdrowe jedzenie, w tym zieleniny, a wśród niej jej prawdziwego króla, czyli jarmużu. Dobrze jest też choć raz w tygodniu robić sobie posty warzywne.

Ma pani jakieś inne życie poza pracą?
Tak, rodzinę, ogród. Gotuję, sprzątam, szyję, ale też uwielbiam czytać, ciągle szukam wiedzy na temat żywienia, to moja pasja. Zauważyłam, że jeżeli rozmawiam z osobą, która przeszła tę dietę i uzyskała efekty, to mnie to szalenie ładuje, dodaje mi to skrzydeł.

Pani marzenia?
Marzy mi się własna klinika, żeby móc nie tylko leczyć w niej cięższe przypadki pod stałym nadzorem, lecz także szkolić następców. Mam świadomość, jak bardzo potrzeba wieloośrodkowych badań naukowych dotyczących naszego postu warzywno-owocowego, aby stać się wiarygodnym. Hipokrates uważany za ojca medycyny już przed 2500 laty mówił, że to właśnie pożywienie ma być lekarstwem. Oby nie trzeba było czekać następnych tysięcy lat, żeby dowieść, że miał rację.

Dr Ewa Dąbrowska, lekarka popularyzująca dietę owocowo-warzywną jako metodę leczniczą, autorka wielu książek na ten temat, m.in. „Diety dr Ewy Dąbrowskiej”.

  1. Kuchnia

Zdrowe, odżywcze smoothie na drugie śniadanie

Smoothie z czerwonych buraków z jarmużem i siemieniem konopnym (fot. Fanny Hansson)
Smoothie z czerwonych buraków z jarmużem i siemieniem konopnym (fot. Fanny Hansson)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Smoothie – płynna przekąska z powodzeniem może zastąpić jeden z posiłków w ciągu dnia (podwieczorek, drugie śniadanie). Therese Elgquist, autorka książki „Zdrowe zielone proteiny” podpowiada jak przyrządzić wegańskie koktajle, tak, aby były bogate w wartości odżywcze.

Z każdego podanego przepisu otrzymamy dwie duże szklanki napoju.

Zielone smoothie z gryką i koprem włoskim

Szybkie do zmiksowania, pożywne smoothie. Wymaga wcześniejszych przygotowań, ponieważ grykę należy moczyć przez całą noc albo przynajmniej przez osiem godzin. Dzięki temu smoothie będzie można przyrządzić w ciągu kilku minut. Spróbuj też zmniejszyć ilość napoju roślinnego i zmiksować szybie smoothie na śniadanie. Udekoruj je owocami, granolą, owocami leśnymi i ewentualnie masłem orzechowym.

Składniki:

  • 100 ml suszonej gryki (w całości)
  • 500 ml wody
  • 1 łyżka niefiltrowanego octu z cydru jabłkowego
  • 1 szczypta soli
  • 1 okrojony koper włoski
  • 1 ekologiczne kiwi
  • 1 awokado
  • 1 zielony banan ekologiczny (w plastrach)
  • 2 garście liści szpinaku
  • 400 ml niesłodzonego napoju roślinnego
Namocz grykę w wodzie, occie i szczypcie soli, zostaw na noc lub przynajmniej na 8 godzin; odlej wodę i opłucz, aby pozbyć się zewnętrznej błonki. Odkrój bulwę kopru, resztę pokrój na małe kawałki; obierz kiwi i odkrój jego końce, ale zachowaj skórkę (jeśli jest to kiwi ekologiczne). Zmiksuj wszystkie składniki w mikserze o dużej mocy albo w robocie kuchennym, aż do uzyskania jednolitego smoothie.

Fot. Fanny Hansson Fot. Fanny Hansson

Smoothie z czekolady i orzeszków ziemnych

Takie smoothie, które trochę przypomina shake’a, jest idealne w sytuacji, gdy ktoś nabierze nagłej ochoty na coś słodkiego lub gdy przeciąga się weekendowy brunch. Pomysł na taki napój przyszedł mi do głowy w pewnej kawiarni w indyjskiej dżungli, gdy podczas pysznego brunchu popijałam coś o podobnym smaku. Żeby przygotować takie smoothie szybciej, można wykorzystać gotowe masło orzechowe – bez cukru, najlepiej ekologiczne.

Składniki:

  • 2 zielone, pokrojone na plastry, ekologiczne, mrożone banany
  • 2 łyżki masła orzechowego
  • 2 łyżki obranych ziaren siemienia konopnego
  • 50 ml surowego kakao
  • 2 świeże, wydrylowane daktyle
  • 500 ml niesłodzonego napoju owsianego
  • szczypta nieoczyszczonej soli morskiej albo kamiennej
Do przybrania:
  • łuskane ziarna siemienia konopnego
Zmiksuj wszystkie składniki w mikserze o dużej mocy albo w zwykłym mikserze, aż uzyskasz jednolite smoothie. Rozcieńcz większą ilością płynu, jeśli trzeba.

Fot. Fanny Hansson Fot. Fanny Hansson

Smoothie z czerwonych buraków z jarmużem i siemieniem konopnym

Kremowe smoothie ze zbalansowaną ilością buraka i słodkich owoców leśnych. Nadaje się zarówno na pierwsze śniadanie, jak i dodatkowy posiłek w ciągu dnia. Możesz zmniejszyć ilość napoju roślinnego, jeśli wolisz je podać na talerzu, udekorować tym, co akurat masz, i jeść łyżką. Chcesz, żeby smoothie było jeszcze bardziej pożywne? Dodaj 100 ml namoczonej gryki.

Składniki:

  • 2 średniej wielkości buraki
  • 1 awokado
  • 300 ml mieszanych mrożonych owoców leśnych, np. malin i jagód
  • 200 ml siekanego jarmużu
  • 2 łyżki łuskanego siemienia konopnego
  • 500 ml napoju migdałowego
  • 10 świeżych listków mięty
Buraki dokładnie obierz, a potem odetnij ich końcówki. Zmiksuj wszystkie składniki w mikserze o dużej mocy (jeśli używasz zwykłego miksera albo robota kuchennego, dobrze byłoby najpierw utrzeć buraki na drobno), aż nabiorą kremowej konsystencji. Rozlej do szklanek.

  1. Zdrowie

Detoks nie tylko odmładza! Dieta wspomagająca oczyszczanie organizmu

W dzisiejszych czasach nasze organizmy są za bardzo obciążone stresem i przetworzoną żywnością, żeby samodzielnie poradzić sobie z wydalaniem toksyn. Detoksykacja to jeden z głównych sposobów na poprawę zdrowia i samopoczucia. (Fot. iStock)
W dzisiejszych czasach nasze organizmy są za bardzo obciążone stresem i przetworzoną żywnością, żeby samodzielnie poradzić sobie z wydalaniem toksyn. Detoksykacja to jeden z głównych sposobów na poprawę zdrowia i samopoczucia. (Fot. iStock)
Nic nie jest w stanie powstrzymać procesów starzenia, ale regularne zabiegi wspomagające detoksykację mogą je opóźniać.

Detoks, czyli odtruwanie organizmu, to proces, którego celem jest wydalenie szkodliwych substancji utrudniających cykliczną regenerację organizmu. Wszystkie narządy zbudowane są z miliardów maleńkich komórek, które się odbudowują i dzielą, do czego potrzebują tlenu i substancji odżywczych. Jednak w tych procesach metabolicznych powstają też substancje odpadowe, które trzeba odprowadzić na zewnątrz komórki. Nasz organizm jest doskonale przygotowany do samoistnego odtruwania. Wątroba, nerki, skóra i płuca systematycznie usuwają z krwiobiegu substancje trujące, które spożywamy wraz z żywnością lub które wyprodukował sam organizm. Są one wydalane poprzez jelito grube, układ moczowy i oddechowy oraz przez skórę wraz z potem. Czy warto wspomagać ten proces? W ciągu ostatniego stulecia zasadniczo zmienił się sposób odżywiania. W codziennym jadłospisie pojawiły się wysoko przetworzone pokarmy, takie jak cukier czy biała mąka. Nagminnie spożywamy potrawy poddane przemysłowej obróbce z dodatkiem substancji konserwujących, spulchniających, barwiących, zawierające pestycydy, antybiotyki i sterydami. Styl życia, ciągły pośpiech, stres i brak ruchu sprzyjają przenoszeniu infekcji wirusowych oraz różnym dysfunkcjom pasażu jelitowego, rozwojowi grzybów i pleśni.

W dzisiejszych czasach sprawnie działający proces detoksykacji jest szczególnie ważny W wielu przypadkach może zapobiec przewlekłej chorobie oraz skutecznie wspomagać leczenie, jeżeli schorzenie już wystąpiło. Oczywiście, w przypadku osób poddanych leczeniu wszelkie działania wspomagające procesy detoksykacji powinny być realizowane pod opieką lekarza specjalisty.

Są takie sytuacje, kiedy odtruwanie i zmiana stylu życia przejawiająca się większą troską o to, co wkładamy do ust, mogą dosłownie przedłużyć życie – na przykład osoby chore na raka, które nie przywiązują wagi do trybu życia, mają mniejsze szanse na wyleczenie, a wręcz przeciwnie – zwiększają ryzyko rozwoju lub nawrotu choroby.

Detoksykacja stała się sposobem na zdrowe i długie życie dla wielu ludzi szukających recepty na przeciwdziałanie destrukcyjnym wpływom cywilizacji.

Detoksykacja wpływa na procesy starzenia

Im wcześniej zaczniemy przeciwdziałać starzeniu, tym większe odniesiemy sukcesy na tym polu. Gdy skończysz 50 lat, twój styl życia będzie miał wpływ już na 80 procent procesów starzenia zachodzących w twoim organizmie.

Na szczęście z punktu widzenia komórek nigdy nie jest za późno, by spowolnić bieg zegara biologicznego. Proces starzenia rozpoczyna się w dniu naszych narodzin i chociaż w okresie pierwszych 20 lat życia raczej tego nie dostrzegamy, to niemal wszyscy przed trzydziestką konstatujemy, że ten proces postępuje nieubłaganie. Z każdym kolejnym rokiem pojawiają się nowe objawy. A to nowa zmarszczka, a to zesztywnienie stawu czy wcześniejsza zadyszka przy większym wysiłku. Jeżeli stracisz zdrowie, wszystkie inne rzeczy, nawet młodzieńczy wygląd, przestają się liczyć. Wyniki badań pokazują, że poziom toksyn u osób starszych, zwłaszcza chorych, jest bardzo wysoki.

Koło ratunkowe dla organizmu

Programy oczyszczające są odpowiedzią na wyzwania cywilizacyjne, kołem ratunkowym dla naszego organizmu, a nie szaleństwem czy dziwactwem. To wymóg czasów, w jakich żyjemy.

Detoks daje szansę na pozbycie się zbędnych kilogramów i wielu problemów zdrowotnych, takich jak: alergia, zaburzenia trawienia, złe przyswajanie składników odżywczych, zaparcia, wzdęcia, bóle głowy, migreny, bóle stawów, nieświeży oddech, wypryski skórne czy przewlekłe zmęczenie. Co więcej, systematyczne oczyszczanie organizmu to sposób na niedopuszczenie do rozwoju chorób w przyszłości. Od wielu lat gwiazdy Hollywoodu poddają się właśnie oczyszczaniu organizmu – to ich sposób na świetny wygląd, wspaniałe samopoczucie i zdrowie.

Trzeba pamiętać, że oczyszczanie organizmu powinno być przeprowadzane po odpowiedniej konsultacji lekarskiej, która musi obejmować dokładny wywiad, badanie przedmiotowe, badania morfologii i biochemii krwi oraz badania dodatkowe, takie jak na przykład badanie ultrasonograficzne jamy brzusznej. Jest to konieczne w celu wykrycia ewentualnych przeciwwskazań do zabiegów.

Gdy tylko oczyścisz organizm ze wszystkich toksyn, odżywisz i dotlenisz swoje komórki, ciało naturalnie powróci do stanu równowagi. Pamiętaj, że tylko organizm pozbawiony toksyn może funkcjonować bez zakłóceń przez wiele lat. Jednym słowem: szczypta profilaktyki jest lepsza niż garść lekarstw.

Naturalny detoks - produkty wspomagające oczyszczanie organizmu

Fot. iStock Fot. iStock

1. Czosnek wspiera produkcję enzymów trawiennych w wątrobie i bierze udział w syntezie glutationu, substancji oczyszczającej organizm ze szkodliwych produktów przemiany materii.

2. Buraki mają dużo witamin z grupy B i minerałów. Są pełne błonnika, który usprawnia pracę układu pokarmowego, zmniejsza absorpcję glukozy, wiąże cholesterol i kwasy żółciowe, zwiększając tym samym ich wydalanie. Ponadto odkwasza i wspomaga pracę takich narządów, jak nerki i wątroba.

3. Kurkumina- główny składnik aktywny kurkumy – wykazuje właściwości antyoksydacyjne, przeciwzapalne, antybakteryjne oraz fungistatyczne, czyli hamujące wzrost grzybów. Co więcej, poprawia trawienie i oczyszcza organizm.

4. Imbir działa antyzapalnie i antyoksydacyjnie, zapobiega powstawaniu prozapalnych prostaglandyn. Pobudza także układ odpornościowy, niszczy wirusy i ma silne działanie odtruwające.

5. Kiszona kapusta i kiszone ogórki są źródłem probiotyków, czyli pożytecznych bakterii fermentacji mlekowej, które regulują skład mikroflory przewodu pokarmowego, utrzymują kwaśne PH w jelicie i hamują rozwój bakterii gnilnych.

  1. Psychologia

Internetowy detoks - ogranicz wirtualne życie i ciesz się wolnością

Badania wskazują, że spędzamy zbyt dużo czasu podłączeni do sieci. (Fot. Getty Images)
Badania wskazują, że spędzamy zbyt dużo czasu podłączeni do sieci. (Fot. Getty Images)
Badania wskazują, że spędzamy zbyt dużo czasu podłączeni do sieci. Z drugiej strony ciężko wyobrazić sobie naszą codzienność bez technologicznych udogodnień. A gdyby tak spróbować? Na chwilę, dzień lub dwa. Zobaczyć, co się zmieni… Trenerka Dagmara Gmitrzak zachęca do e-detoksu.

Dlaczego warto? Kiedy spędzamy czas na portalu społecznościowym czy informacyjnym, nasz umysł przeskakuje jak małpa z jednej gałęzi, czyli informacji, do drugiej. Nie bada jej wnikliwie, a  czasami tylko zauważa. Jest rozproszony, zewnątrzsterowny i zupełnie niekreatywny. Wchodząc do wirtualnego świata, tracimy poczucie czasu. Ograbiamy się z chwil, które moglibyśmy spożytkować na coś kreatywnego. Zamiast być w świecie realnym, błądzimy gdzieś w wirtualnym. Pierwszy krok do ograniczenia korzystania z Internetu to uświadomienie sobie, ile czasu dziennie jesteś podłączona do siebie. Drugi krok to świadome ograniczenie tego kontaktu w chwili, kiedy korzystasz z sieci. Trzeci krok: realizacja tego, na co nie miałaś czasu, korzystając z Internetu.

Co zyskasz, ograniczając wirtualne życie? Zaczniesz żyć pełniej, realniej, bardziej autentycznie. Będziesz miała więcej czasu na:

  • przeczytanie książki,
  • pomyślenie o swoich celach i sposobach ich realizacji,
  • spotkanie z przyjaciółką, bliską osobą, rodziną,
  • uprawianie ulubionego sportu czy aktywności fizycznej,
  • rozwijanie swojej kreatywności poprzez np. malowanie, pisanie, szycie, przygotowanie zdrowej potrawy etc.

Ćwiczenie 1. Twoje życie on-line

Najpierw odpowiedz na kilka pytań dotyczących twoich nawyków internetowych:
  • Ile razy dziennie zerkasz na telefon, aby sprawdzić, czy przyszła jakaś wiadomość (np. poprzez Messenger)?
  • Ile razy dziennie odpisujesz na wiadomości lub je wysyłasz?
  • Czytasz wiadomości tuż przed położeniem się spać?
  • Włączanie Facebooka jest pierwszą rzeczą, jaką robisz po obudzeniu?
  • Podczas spotkania towarzyskiego masz swój telefon pod ręką albo często sprawdzasz, czy przyszła jakaś wiadomość?
  • Piszesz wiadomości nawet w toalecie?
  • Zdarzyło ci się rozmawiać z kimś w realu, jednocześnie odpisując na wiadomość w telefonie?
Jeśli pisanie wiadomości tekstowych jest jedną z czynności, którą wykonujesz codziennie, sprawdź, co się stanie, jak ją ograniczysz. Komunikatory bardzo zniekształcają przekaz. Nie widzisz osoby, z którą rozmawiasz. Nie wiesz, jaka jest jej mowa ciała, nie słyszysz tembru jej głosu, który informuje cię o emocjach i nastawieniu. Czytasz tylko suchą informację, pozbawioną emocji. Nawet jeśli jest okraszona emotikonami, jaką masz pewność, że są one wyrazem prawdziwych emocji? Komunikacja przez wiadomości tekstowe sprawdza się w sytuacjach, kiedy potrzebujesz szybko kogoś o czymś poinformować. Jeśli spędzasz  dużo czasu, pisząc przez telefon ze znajomą o tym, co ci się zdarzyło – zaproponuj jej rozmowę telefoniczną. Ta forma kontaktu jest  bardziej realna i daje możliwość lepszego zrozumienia się. Najlepszą formą jest oczywiście spotkanie, więc do tego przede wszystkim namawiam.

Ćwiczenie 2. Podejmij wyzwanie

Proponuję ci udział w eksperymencie, który będzie trwał 21 dni. Raz w tygodniu zafunduj sobie dzień bez Internetu, zaś codziennie ogranicz kontakt z siecią (w szczególności z portalami społecznościowymi) o co najmniej połowę. Zminimalizuj również porozumiewanie się przez popularne komunikatory (np. Messenger, Whats up) czy Skype. Codziennie pod koniec dnia zapisuj, jak się czujesz i na co miałaś więcej czasu, dzięki ograniczeniu kontaktu z Internetem.

Ćwiczenie 3. Pisz ręcznie

Coraz rzadziej piszemy ręcznie. Zamiast tego stukamy w klawiaturę lub wysyłamy wiadomości. Proponuję wrócić do klasycznego pisania, choćby to było jedno zdanie dziennie. Udowodniono, że ręczne pisanie wpływa pozytywnie na mózg. Możesz na przykład:

Codziennie napisać w notesie jedną pozytywną afirmację: „Dziś jest dobry dzień”, „Otwieram się na radość”, „Dziękuję za ten dzień”, „Nastrajam się pozytywnie”, „Uśmiecham się do siebie i do świata”.

Zamiast dzielić się z przyjaciółką z innego miasta lub kraju swoimi osobistymi sprawami poprzez portal społecznościowy, napisać do niej list.

Kupić kilka kartek na poczcie i wysłać bliskim osobom życzenia wszystkiego najlepszego. To będzie dla nich miła niespodzianka, a dla ciebie okazja do świadomego pisania pozytywnych słów, które mogą komuś poprawić samopoczucie.

Zacząć prowadzić dziennik – każdego dnia przynajmniej kilka zdań na temat tego, co ważnego się wydarzyło, jakie emocje odczuwałaś i jak się teraz czujesz, jakie myśli pojawiają się w twojej głowie, jakie potrzeby, pragnienia, marzenia?

Ćwiczenie 4. Szukaj połączenia w lesie

W lesie nie ma wi-fi. I bardzo dobrze! Tutaj znajdziesz o wiele lepsze połączenie: ze sobą, z przyrodą, z drugim człowiekiem (jeśli z kimś spacerujesz). Kontakt z drzewami przyniesie ci ukojenie, poprawi samopoczucie, doda energii witalnej, zregeneruje fizycznie i psychicznie. Staraj się spędzać w lesie jak najwięcej czasu. To idealne miejsce na e-detoks. Przestrzegaj tylko kilku podstawowych zasad. Kiedy idziesz do lasu, wyłącz telefon. Skup się na byciu w pełni tu i teraz. Doświadczaj lasu wszystkimi zmysłami: przyglądaj się drzewom, wdychaj głębiej tlen, poczuj ziemię pod stopami, wybierz idealne tempo chodzenia dla siebie. Stań pod wybranym drzewem lub usiądź. Możesz zamknąć oczy i skupić się na swoim oddechu. Możesz też drzewo przytulić, poczuć jego siłę i w myślach podzielić się z nim jakimś sekretem, zmartwieniem. Na koniec podziękuj mu za to spotkanie. Coraz więcej badań wykazuje, że drzewa komunikują się ze sobą, więc może i my możemy komunikować się z nimi.

A oto niektóre korzyści związane z przebywaniem w lesie:

  • poprawa samopoczucia,
  • wzmocnienie układu odpornościowego,
  • spadek i unormowanie ciśnienia,
  • lepsze dotlenienie mózgu,
  • poprawa koncentracji i kreatywności,
  • regeneracja, relaks dla ciała i umysłu.

Duński eksperyment

Naukowcy z Happiness Research Institute w Kopenhadze przeprowadzili eksperyment na 1095 Duńczykach. Poprosili ich o niekorzystanie z Facebooka przez tydzień. Chcieli sprawdzić, jak „odstawienie” mediów społecznościowych wpłynie na ich samopoczucie (94 proc. badanych przed eksperymentem deklarowało, że sprawdzanie Facebooka to ich codzienny nawyk). Monitorowali samopoczucie grupy badanej oraz grupy kontrolnej, która w tym czasie korzystała z Facebooka tak jak do tej pory. Co się okazało? Osoby, które nie korzystały z Facebooka, były bardziej zadowolone, rzadziej odczuwały smutek i samotność. Zwiększyła się także ich satysfakcja z życia towarzyskiego i zdolność do koncentracji. Miały one mniejsze poczucie, że tracą czas oraz o 18 proc. większą umiejętność bycia obecnymi w danej chwili.

  1. Zdrowie

Koktajle dobre na wszystko - 5 sprawdzonych przepisów

fot. iStock
fot. iStock
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Nawet najtrudniejsze zalecenia żywieniowe mogą okazać się banalne, kiedy odkryjemy koktajle. Zblendowanie czy wyciśnięcie owoców i warzyw to najprostszy sposób nie tylko na smaczny posiłek, ale też na dostarczenie wszystkich niezbędnych minerałów, witamin i innych pożytecznych składników. 

Śniadanie do przełknięcia

Powinniśmy zaczynać dzień od śniadania, możliwie jak najwcześniej po obudzeniu. To jakbyśmy zaczynali palić w piecu – im dłużej palimy, tym bardziej się rozgrzeje. A jeśli długo palimy, to i spalimy też więcej – przy okazji mamy szansę schudnąć. Nie dziwi nas, że samochód nie jedzie bez paliwa, ale nie zawsze rozumiemy, że nasz mózg nie poradzi sobie dobrze z zadaniami codziennego dnia bez jedzenia. Wielu z nas woli spać kwadrans dłużej, zamiast usiąść przy stole do porządnego posiłku. Inni mają ściśnięte gardło i kanapka pęcznieje im w ustach, wolą więc poczekać z jedzeniem do południa. Koktajl w obu przypadkach to najlepsze rozwiązanie: tylko chwilę zajmie ci wrzucenie warzyw i owoców do blendera, a stworzysz w ten sposób płynny posiłek do wypicia w trzy minuty.

Kilogramy warzyw w płynie

Powinniśmy jeść minimum pół kilograma warzyw w ciągu dnia. To sporo. Zwłaszcza jeżeli chcemy zrobić to przy okazji dwóch posiłków, zazwyczaj obiadu i kolacji. Zmiksowanie warzyw z owocami znacznie to ułatwia. Taki napój możesz mieć zawsze przy sobie i pić w wolnej chwili.

Antidotum na nudę

Jedzmy co trzy godziny – łatwo powiedzieć. Ale jak zrobić, żeby dziecko w szkole nie musiało jeść przez cały dzień kanapek i mogło przekąsić coś zdrowego i pożywnego w drodze na francuski, balet albo pływanie synchroniczne? Odpowiedź jest prosta: KOKTAJL. Rano zrób jego dużą porcję: część potraktuj jako dodatek do śniadania, część daj dziecku w bidonie jako przekąskę do spożycia w czasie krótkiej przerwy. Resztę weź sobie do pracy.

Maksymalne odżywienie

Zapomnij o suplementach. Wszystkie składniki odżywcze, witaminy, minerały, antyoksydanty, fitozwiązki przyjmuj z pożywieniem. Najlepszym sposobem na przyswojenie składników odżywczych z roślin jest spożywanie ich w formie płynu – zatem wyciśnij świeży sok. Poza tym rośliny mają wysoką zawartość celulozy, której prawie nie trawimy (krowa, żeby sobie z nią poradzić, ma aż cztery żołądki). Wyciskanie soku lub blendowanie ułatwia nam trawienie i wchłanianie wartości odżywczych.

Cięcie, wyciskanie, wirowanie

Dlatego nawet gdy koktajl zyskuje już jednolitą konsystencję, blenduj go jeszcze trochę, aby dostać się do wszystkich zawartości odżywczych. Przygotowując napój w ten sposób, dostarczysz sobie wszystkich cennych składników roślin i pozostawisz w nim potrzebny błonnik – dzięki jego właściwościom ułatwisz proces oczyszczania organizmu.

Wyciskarka zgniata komórki roślin i wytłacza z nich sok, dzięki czemu nie niszczy ich wartości odżywczych. Wyciskając soki, pozbawiamy rośliny błonnika, nie wymagają one praktycznie trawienia i są niemal natychmiast gotowe do wchłonięcia. To ważne dla osób o osłabionym przewodzie pokarmowym, z dużymi niedoborami składników odżywczych i minerałów.

Sokowirówki tną i szatkują rośliny, przez co uszkadzają ich strukturę komórkową i prowadzą do strat wartości odżywczych. Dodatkowo podczas tego procesu obrotowa tarcza nagrzewa się na skutek pracy, a podwyższona temperatura dodatkowo sprzyja niszczeniu enzymów roślinnych i witamin.

Energia zielono-słoneczna

Rośliny same wytwarzają sobie pokarm (tworzą związki organiczne) z wody i dwutlenku węgla oraz promieni słonecznych, których energia zamieniana jest w energię wiązań chemicznych, czyli w pokarm, a ściślej w węglowodany. Drugim produktem tego procesu jest tlen. W zielonych liściach zgromadzona jest zatem nie tylko czysta energia z promieni słonecznych, ale także wszystkie witaminy i składniki mineralne w ilościach i proporcjach odpowiadających naszym zapotrzebowaniom.

Wykorzystajmy to!