1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Komu grozi cukrzyca? Osobom z nadwagą

Komu grozi cukrzyca? Osobom z nadwagą

Każdy, kto ma nadwagę, siedzący tryb życia czy cukrzycę w rodzinie, powinien zbadać sobie poziom cukru we krwi. (Fot. iStock)
Każdy, kto ma nadwagę, siedzący tryb życia czy cukrzycę w rodzinie, powinien zbadać sobie poziom cukru we krwi. (Fot. iStock)
To już epidemia. Tym groźniejsza, że długo rozwija się w ukryciu, nie dając żadnych sygnałów. Jak z nią walczyć? Są nowe leki. Są pionierskie badania. Ale najważniejsze – zdaniem diabetologa profesora Leszka Czupryniaka –  to pamiętać, że cukrzyca typu 2 jest prostym powikłaniem nadwagi.

Podobno zmniejszenie masy ciała o 7 proc. chroni przed rozwojem cukrzycy typu 2 lepiej niż farmakologia. Czy to prawda? Co zyska pacjentka z podwyższonym cukrem, idąc do lekarza diabetologa?

Zdrowie, bo na początkowym etapie cukrzycy typu 2 poziom cukru może wrócić do normy bez leków. I wszyscy wiedzą, jak to zrobić: ruszać się i mniej jeść. Cukrzyca typu 2 to, jak mówimy my, lekarze, proste powikłanie nadwagi. Mechanizm powstawania jest prosty: stężenie glukozy we krwi jest jak prąd w kablu, w którym płynie energia elektryczna. W tym wypadku tą energią jest glukoza. U zdrowych ludzi stężenie glukozy (jak natężenie prądu) ma stałą wartość. Waha się między 80 a 90 mg/dl i w tej ilości glukoza płynie do wszystkich komórek, dostarczając im energię. Człowiek to organizm stworzony do zachowywania energii, a więc gdy jemy za dużo i nie ruszamy się, nadmiar kalorii zamienia się w tłuszcz i zostaje zmagazynowany – na czasy, gdy pożywienia zabraknie. Ale dziś nam go nie brakuje, bo jest tanie, łatwo dostępne i kaloryczne – więc tyjemy. Komórki tłuszczowe się powiększają i w końcu nie mogą wchłaniać więcej glukozy. Jej nadmiar gromadzi się więc we krwi i wchodzi do komórek wyściełających naczynia krwionośne, tzw. komórek śródbłonka. I nadmiar glukozy je uszkadza, po prostu – w pewnym uproszczeniu – od nadmiaru energii eksplodują!

A więc tak cukrzyca uszkadza naczynia krwionośne. To jedno z podstawowych powikłań, które w konsekwencji wywołuje towarzyszące cukrzycy choroby?

Hiperglikemia, czyli zbyt wysoki cukier, prowadzi do uszkodzenia, do niewydolności wielu narządów, takich jak nerki, serce czy oczy. Najczęściej spotykanym powikłaniem mikronaczyniowym cukrzycy jest retinopatia cukrzycowa, czyli choroba siatkówki oka. Cukrzycy często towarzyszy też nadciśnienie tętnicze. A pojawiający się na kolejnych etapach rozwoju tej choroby tzw. zespół stopy cukrzycowej to jedno z powikłań prowadzących do amputacji, związane właśnie z długotrwałym i masywnym uszkodzeniem naczyń i nerwów obwodowych. Jeśli jednak na początkowym przedcukrzycowym etapie rozwoju choroby pacjent się odchudzi, jego komórki tłuszczowe zmniejszą się i zaczną z powrotem wchłaniać glukozę jak u osób zdrowych.

Poziom cukru we krwi wróci do normy i naczynia krwionośne przestaną pękać?

Dlatego tak ważna jest zmiana diety i ruch – na początek 20, 30 minut dziennie tego, co sprawia nam przyjemność: jazda na rowerze, marsz, nawet taniec. Dobrze jest zrobić codziennie 10 tys. kroków. Zainstalować w telefonie aplikację do mierzenia kroków, kupić kartę miejską, a samochód zostawić pod domem. Regularna aktywność fizyczna nie tylko spala kalorie, ale też – nawet 24 godziny po jej zakończeniu – poprawia wrażliwość tkanek na insulinę. Cukrzyca jest powikłaniem nadwagi – dowodzi tego choćby to, że wszyscy nasi pacjenci ją mają, mniejszą lub większą. Kiedy więc widzę, że pacjent jest zainteresowany zmianą stylu życia, a poziom jego cukru nie jest bardzo wysoki, to mu mówię o diecie i ruchu, nie zapisuję leków, ale zapraszam na kolejną wizytę za dwa, trzy miesiące: „Jak pani, pan schudnie, to wyniki się na pewno poprawią”.

Zalecenia medyczne każą rozpoczynać leczenie od farmakologii, ale jeśli od razu przepiszę tabletki, to efekt psychologiczny jest taki, że pacjent nic nie zmieni. Już coś dla siebie zrobił: przyszedł do doktora, bierze tabletkę. Może więc jeść, jak jadł. Chciał pigułkę, żeby żyć dalej tak, jak żył. Dlatego, niestety, tylko ok. 10 proc. pacjentów z nowo rozpoznaną cukrzycą typu 2 jest w stanie tak zmienić swoje życie, żeby schudnąć, i w ten sposób obniżyć stężenie glukozy we krwi.

Dlaczego tylko 10 proc. pacjentów chudnie, skoro wszyscy wiedzą, że dieta może cukrzycę zatrzymać?

Chorujemy zawsze w samotności, nawet jak jesteśmy otoczeni rodziną. W wypadku cukrzycy ma to szczególne znaczenie. W swojej praktyce miałem niewiele przypadków, kiedy pozytywna zmiana stylu życia choremu się powiodła, a wówczas zawsze była w nią zaangażowana cała rodzina. Pamiętam przypadek sprzed trzech lat. Zgłosił się do mnie trzydziestoparoletni informatyk z niewielkiego miasteczka, ważący ponad 120 kg. Wyjaśniłem mu mechanizm powstawania cukrzycy, udzieliłem porady dietetycznej, która teraz sprowadza się u mnie do trzech wyrazów: chude mięso i warzywa. Jeśli masz je na talerzu – możesz jeść, ile chcesz. Porada jest prosta i skuteczna, wymaga jednak ograniczenia tego wszystkiego, co mączne i słodkie (bo węglowodany znacznie podnoszą stężenie glukozy), a to okazuje się dla pacjentów szczególnie trudne.

Mąka pszenna ma wysoki indeks glikemiczny, czyli po jej spożyciu znacznie wzrasta stężenie glukozy we krwi. Można za to jeść pieczywo pełnoziarniste i brązowe?

Rzadko kieruję pacjentów z cukrzycą typu 2 do dietetyków, bo zwykle otrzymują oni od nich skomplikowane jadłospisy. Pacjenci ich nie realizują i podjadają co popadnie. Im prościej, tym łatwiej zmiany wcielić, i to udało się wspomnianemu informatykowi. Po roku był chudszy o 30 kg, miał idealny cukier. Jak to zrobił? Na każdą wizytę przychodził z żoną, bo w Polsce kobiety zarządzają chorobami swoich mężczyzn. Mężczyźni często nawet nie wiedzą, jakie biorą leki. No, ale żona mojego pacjenta nie tylko pilnowała przyjmowania leków. Zmieniła sposób gotowania. Zamknęła rodzinny samochód w garażu na klucz. Zaczęła z mężem i z dziećmi jeździć na rowerach. Kupili sprzęt do ćwiczeń. Dokonała w tej rodzinie zmiany strukturalnej, a to warunek sukcesu. Jego motorem u nas zawsze są kobiety. No i powiedziała: „Mąż schudł: nowe ubrania, o dwa rozmiary mniejsze! Ja schudłam, synowie też!”. Oboje byli szczęśliwi, pełni energii, wyraźnie młodsi. Dziękowali mi, ale ja jestem tylko drogowskazem, wskazuję kierunek, którym należy podążyć. Ale czy pacjenci pójdą dobrą drogą, to już zależy od nich.

Mówi się, że mamy epidemię cukrzycy, trzy miliony chorych w Polsce, wzrost zachorowań wśród dzieci. Zwiększa się też liczba młodych chorych kobiet...

Młodych, ale z nadwagą. Szczupłe młode kobiety zapadają co najwyżej na cukrzycę uwarunkowaną genetycznie, ale zdarza się ona naprawdę rzadko i zazwyczaj przebiega dość łagodnie. Przekonanie, że każda cukrzyca ma kontekst genetyczny, to alibi dla przechodzących z pokolenia na pokolenie złych nawyków żywieniowych. No i dla zakorzenionego w naszej tradycji przekonania: jeśli kochasz, to karmisz!

Mamy cztery typy cukrzycy: typu 1 (autoimmunologiczna, w jej przebiegu niszczone są komórki produkujące insulinę), typu 2 (konsekwencja nadwagi, 90 proc. wszystkich przypadków cukrzycy). Tzw. cukrzyca wtórna (pojawia się w przebiegu innych chorób, jak przewlekłe zapaleniu trzustki, choroby tarczycy, mukowiscydoza). I cukrzyce u kobiet w ciąży – hormony łożyska utrudniają wydzielanie i działanie insuliny. Występuje u 6–10 proc. ciężarnych. Czynniki ryzyka to: wiek, masa ciała i liczba przebytych ciąż.

Pewna lekarka diabetolożka powiedziała mi: „Najgorsze jest to, że cukrzyca nie boli, na początku nie daje objawów, a już wtedy może uszkadzać wzrok, serce, nerki”. Czy to prawda?

Po 45. roku życia każdy powinien robić badania cukru, zwłaszcza gdy prowadzi siedzący tryb życia, ma nadwagę lub cukrzycę w rodzinie. Wzrost cukru w typie 2 jest bardzo powolny, wciąż też toczy się dyskusja, jaki poziom jest niepokojący. Kiedy zaczynałem pracę, w połowie lat 90., przekroczenie 140 mg/dl było niepokojące. Naukowcy jednak zbadali, że cukier uszkadza drobne naczynia krwionośne na dnie oka już w niższym stężeniu, co, jak mówiłem, może prowadzić do ślepoty. Dlatego teraz rozpoznajemy cukrzycę przy stężeniu glukozy powyżej 125 mg/dl na czczo. Tymczasem objawy, które pacjent może zauważyć, pojawiają się często, dopiero kiedy cukier przekracza 200 mg/dl. Wówczas już nie jest wychwytywany przez nerki i przenika do moczu, a to powoduje, że nerki chcą go rozcieńczyć i człowiek zaczyna częściej oddawać mocz. To go odwadnia, a więc więcej pije. Ma poczucie suchości w jamie ustnej i zaczyna widzieć niewyraźnie, jakby miał brudne okulary. Przy takim cukrze człowiek czuje się wciąż zmęczony, może odczuwać mrowienie lub drętwienie kończyn, może mieć nawracające zakażenia grzybicze. Kiedy więc ktoś powie: „Oddaję więcej moczu i więcej piję”, to warto mu poradzić: „Idź, zbadaj sobie cukier”.

Zmniejszenie masy ciała o 7 proc. chroni przed rozwojem cukrzycy lepiej niż farmakologia. Dlatego wczesne jej pozwala na leczenie bez leków. Wystarczy ruszać się i mniej jeść. (Fot. iStock Zmniejszenie masy ciała o 7 proc. chroni przed rozwojem cukrzycy lepiej niż farmakologia. Dlatego wczesne jej pozwala na leczenie bez leków. Wystarczy ruszać się i mniej jeść. (Fot. iStock

Kiedy już jesteśmy chorzy, to jak najlepiej się leczyć? Są różne mity na temat cukrzycy, jeden z nich mówi, że im później zacznę brać tabletki, tym później przejdę na insulinę.

Badania mówią co innego: im szybciej pacjent zacznie przyjmować tabletki, tym dłużej będą mu one pomagać. Tabletki nie mają określonego czasu, w którym działają leczniczo na organizm chorego, a potem pyk!, potrzebna jest insulina. Kiedy pacjent będzie musiał sięgnąć po insulinę, zależy także od tego, czy zmieni styl życia, jak długo jego organizm będzie insulinę produkował. W cukrzycy typu 2 rozwój choroby polega na tym, że organizm produkuje jej coraz mniej. Musimy więc dokładać kolejne tabletki. Zazwyczaj też po sześciu, siedmiu latach, kiedy organizm już w znacznym stopniu insuliny nie produkuje, chory wymaga leczenia insuliną. Zastrzyki są zwykle niebolesne. I chorzy często mówią: „Głupi byłem, że się wcześniej nie zdecydowałem na insulinę”.

Trzeba pamiętać, że kiedy zaczniemy farmakoterapię, to musimy brać tabletki stale. Możemy leki zmienić, ale nie odstawić. I to jest wyzwanie współczesnej medycyny, jak to zrobić, żeby pacjenci nie zapominali, nie robili sobie przerw.

Dlaczego takie ważne jest regularne zażywanie leków, niepomijanie żadnej dawki?

Cukrzyca typu 2 bierze się stąd, że komórki tłuszczowe – jak już mówiłem – są tak napełnione glukozą, że już jej nie chcą wchłaniać. Nie mówiłem jednak, że organizm odpowiada na to, produkując więcej insuliny po to, by przymusić komórki tłuszczowe do wchłaniania glukozy. Insulina łączy się z receptorami na błonie komórki i wysyła sygnał do jądra komórkowego, żeby wyprodukowało białka transportujące glukozę. I te białka z jądra komórkowego idą do błony komórkowej, rozglądają się, czy jest glukoza poza komórką, łapią i wciągają do komórki. Tak to działa. Cząsteczka insuliny żyje jednak tylko kilka, kilkanaście minut, a to dlatego, żeby regulować natężenie tego prądu zaraz po posiłku w sposób jak najbardziej precyzyjny.

Kiedy jemy za dużo, organizm musi częściej produkować insulinę. Przez jakiś czas trzustka daje radę nawet bardzo dużo jej produkować i wtedy mamy ludzi otyłych z cukrem w normie. Wchodzi do mojego gabinetu człowiek, który waży 180 kg, cukier ma dobry, ale poziom insuliny dziesięć razy większy niż osoba szczupła. Trzustka takiego pacjenta jest przeciążona, gdyż musi wyprodukować bardzo dużo insuliny, aby utrzymać stężenie glukozy we krwi w normie. Ale po kilku czy kilkunastu latach komórki ß trzustki ulegają wyczerpaniu i produkują coraz mniej insuliny. Stężenie glukozy we krwi zwiększa się, co prowadzi do cukrzycy typu 2.

Cukrzyca zaczyna się więc, kiedy insuliny jest zbyt mało, aby zmusić komórki do pochłaniania glukozy?

I musimy brać leki, aby nie doszło do hiperglikemii, niebezpiecznego wzrostu poziomu cukru. Tabletki na cukrzycę typu 2 działają dwukierunkowo: poprawiają działanie insuliny, którą jeszcze trzustka pacjenta produkuje, i zwiększają jej wydzielanie.

Mamy w leczeniu farmakologicznym jeszcze inny problem: nie wszystkie leki są dobrze tolerowane. Metformina, od której zazwyczaj zaczynamy terapię, u co szóstego pacjenta daje objawy z przewodu pokarmowego. A inne leki mogą powodować niebezpieczne niedocukrzenia, czyli spadki cukru. Łatwo o nie, bo granica między cukrem pożądanym a za niskim jest cienka. Chcemy, żeby chory miał cukier 90–100 mg/dl, ale już spadek poniżej 70 mg/dl traktujemy jako sygnał alarmowy. Poniżej 55 mg/dl to niedocukrzenie.

Nowe leki nie grożą niedocukrzeniem, ale czy pozwalają także uniknąć w przyszłości insuliny?

Pozwalają one odsunąć w czasie stosowanie insuliny. Mamy dwie nowe grupy leków: leki inkretynowe i flozyny. Leki inkretynowe pozwalają oszukać organizm, że się coś zjadło. Wykorzystują oś hormonalną jelitowo-trzustkową. Kiedy coś zjemy, to w jelicie cienkim wydzielają się hormony, które prowokują komórki trzustki do wydzielenia insuliny. Wysyłają też sygnał do mózgu, że był posiłek, i do żołądka, hamując jego opróżnianie, co też wzmaga uczucie sytości. Są już zarejestrowane jako leki na odchudzanie. Ale jest coś równie ważnego – po ich zażyciu insulina wydzieli się, jednak tylko wtedy, kiedy pojawi się taka potrzeba, czyli kiedy podniesie się poziom glukozy we krwi. Stare leki zwiększały wydzielanie insuliny automatycznie.

Inteligentne tabletki?

Tak, te leki hamują rozpad hormonu jelitowego GLP-1. Możemy ten hormon podawać w zastrzykach, mamy bowiem jego syntetyczny odpowiednik. Podawanie syntetycznego hormonu jelitowego GLP-1 podnosi pięć, sześć razy jego stężenie we krwi, co nie jest szkodliwe. Działa za to na mózg, wywołując uczucie sytości. Ludzie nie kończą posiłku, bo czują się najedzeni.

Chętnie bym te leki zapisywał pacjentom, ale nieczęsto to robię, bo leczenie kosztuje co najmniej 500 zł miesięcznie. Jesteśmy jedynym krajem w UE, który nie ma refundacji tych leków dla żadnej grupy pacjentów. Tymczasem w Europie w wielu krajach większość chorych stosuje doustne leki inkretynowe, a 5 do 15 proc. przyjmuje hormon jelitowy GLP-1 w zastrzykach – u nas tylko kilka tysięcy osób stosuje ten lek. Z kolei flozyny (inhibitory SGLT-2) obniżają cukier w ten sposób, że blokują w nerkach wychwyt zwrotny glukozy i w rezultacie człowiek pozbywa się cukru razem z moczem.

Na koniec optymistycznie: słyszałam, że prowadzi pan niezwykłe badania właśnie nad uniknięciem niedocukrzenia?

Walczymy z niedocukrzeniami, bo to poważny problem. Jak chory przeżyje niedocukrzenie, utraci przytomność, to potem boi się i zmniejsza dawki leków, co skutkuje wyższym cukrem, a ten uszkadza naczynia. No i kiedyś do mojej koleżanki, dr n. med. Elektry Szymańskiej-Garbacz, przyszedł mąż z żoną chorą na cukrzycę i powiedział: „Ja wiem, kiedy żona ma niedocukrzenie, bo zaczyna wtedy piszczeć”. Przy niedocukrzeniu nadnercza wyrzucają do krwi adrenalinę, a ta zmienia barwę głosu. Uruchomiliśmy więc we współpracy z Katedrą i Kliniką Otolaryngologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, gdzie pracuje dr hab. Ewelina Sielska-Badurek (foniatra i śpiewaczka operowa), badanie „Czy w warunkach hipoglikemii zmieniają się parametry fizyczne głosu”. Okazało się, że się zmieniają zarówno w hiper-, jak i hipoglikemii. I pracujemy nad glukometrem na głos!

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Jak spożywać pestki i nasiona, żeby przyswoić z nich to, co najcenniejsze?

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Pestki dyni są znane ze swojego działania przeciwpasożytniczego oraz pozytywnego wpływu na gospodarkę hormonalną kobiet. Wszystkie pestki są źródłem antyoksydantów oraz witamin, które mogą być cennym wsparciem zdrowia. Warto jednak pamiętać, że małe pestki, takie jak chia czy siemię lniane, nie są trawione przez nasz układ pokarmowy i po prostu przez niego przelatują, a ich rolą jest po prostu oczyszczenie jelit. Można je również zmielić, by cieszyć się większą ilością składników odżywczych, natomiast nie do końca jest to zgodne z naturą człowieka – pisze Iwona Wierzbicka, autorka książki „Jak wzmocnić odporność”.

Moczenie pestek

Moczenie nasion i pestek zaleca się ze względu na zawartość w nich kwasu fitynowego. Jest to antyodżywcza substancja, która odpowiada za chelatację, czyli wiązanie minerałów, takich jak: żelazo, magnez, wapń i cynk, co znacznie utrudnia ich wchłanianie przez organizm. Ta informacja może okazać się cenna dla osób, których dieta obfituje w nasiona oraz pestki. Przed zjedzeniem należy je namoczyć przez minimum 12 godzin. Rekomenduje się moczenie nasion w samej wodzie, lecz można także dodać do niej sok z cytryny, ocet jabłkowy lub sól, by przyśpieszyć neutralizację kwasu fitynowego. Nie musimy moczyć nasion, jeżeli dziennie spożywamy ich niewiele (20–30 gramów), ponieważ taka ilość kwasu fitynowego nie będzie negatywnie wpływała na nasz organizm. Wręcz przeciwnie, kwas fitynowy spożywany w umiarkowanych ilościach wiąże metale ciężkie, które zatruwają organizm.

Stosunek omega-3 do omega-6

Przy spożywaniu nasion i pestek powinniśmy pamiętać o dążeniu do prawidłowego stosunku kwasów tłuszczowych omega-3 do omega-6, który powinien wynosić 1:2 (maksymalnie 1:4, przykład wspomnianego już orzecha włoskiego). Jeśli sięgasz po pestki dyni, nasiona słonecznika oraz sezamu, a także wybierasz mąkę dyniową i inne tego typu alternatywne produkty, to zwiększasz spożycie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-6 o działaniu prozapalnym, co z czasem staje się niebezpieczne, bo może nasilić stany zapalne. Jedz pestki z umiarem!

Jak piszą Małgorzata Białek i Jarosława Rutkowska (Znaczenie kwasu γ-linolenowego w profilaktyce i terapii, „Postępy Higieny i Medycyny Doświadczalnej” 2015):

„Wyniki badań epidemiologicznych wskazują na wzrost zachorowań na nowotwory w populacjach, w których zwiększyło się spożycie kwasów z rodziny omega-6, co spowodowało podwyższenie stosunku kwasów omega-6 do omega-3. Zbyt duży udział kwasów z grupy omega-6 w diecie sprzyja powstawaniu głównie nowotworów jelita grubego, piersi i stercza. Wyjątkiem w tej grupie związków jest GLA (kwas gamma-linolenowy, frakcja antyzapalna kwasu omega-6), który działa hamująco na proces karcinogenezy (nowotworzenia). Kwas GLA znajdziemy na przykład w oleju wiesiołka czy ogórecznika”.

Nie praż pestek!

Prażenie, na przykład pestek dyni lub nasion słonecznika, lub smażenie na oleju lnianym, a także wykorzystywanie mąki dyniowej do pieczenia prowadzi do stanów zapalnych, choroby miażdżycowej, chorób nowotworowych oraz autoimmunologicznych. Tego typu produkty spożywcze nie nadają się do obróbki termicznej i należy korzystać z nich na surowo. Warto także pamiętać o przechowywaniu olejów roślinnych obfitujących w kwasy tłuszczowe omega-3 (na przykład olej lniany) w ciemnej butelce oraz w lodówce, co zapobiega ich utlenianiu.

Najzdrowszymi tłuszczami roślinnymi są tłuszcze nierafinowane. Należy je zawsze przechowywać w lodówce (wyjątek oliwa i olej kokosowy, mogą stać poza lodówką) i zużyć przed upływem terminu ważności.

Terapia pestkowa dla kobiet

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. Warto jednak pamiętać, że zdrowa gospodarka hormonalna jest zależna od wielu różnych czynników…

Terapia pestkowa

  • Od 1. do 15. dnia cyklu spożywaj pestki dyni i siemię lniane (po dwie łyżki, możesz zmielić).
  • Od 16. do 28. dnia cyklu jedz sezam i pestki słonecznika (po dwie łyżki, możesz zmielić).

Tę terapię stosuje się również w chorobach autoimmunologicznych, aby wyrównać estrogen i progesteron. Jeśli cykl jest nieregularny lub brak miesiączki, można zacząć przyjmować w dowolnym momencie, zaczynając od etapu pierwszego. Po etapie pierwszym następuje drugi i tak regularnie od 3 do 6 miesięcy.

Pestki dyni przeciw pasożytom

Dzięki zawartej w nich kukurbitacynie stają się naturalnym sprzymierzeńcem w walce z niechcianymi mieszkańcami naszego organizmu. Kukurbitacyna ponadto wykazuje działanie przeciwbakteryjne oraz przeciwnowotworowe. W pestce dyni znajduje się tuż pod łupiną, to ta zielona otoczka pestki. Najwięcej tej dobroczynnej substancji jest w pestkach świeżo łuskanych.

Jak przeprowadzić kurację u dzieci i dorosłych?

  • Przez dwa tygodnie zjada się garść świeżo łuskanych pestek dyni (u dzieci około 10–15 pestek lub wielkość ich garści).
  • Do tego powinno być kilka suszonych fig lub śliwek (chodzi o przyśpieszenie perystaltyki jelit).
  • Zamiennikiem pestek może być olej z pestek dyni tłoczony na zimno, dodaje się go do sałatek (nie wolno podgrzewać).

Badania naukowe dowodzą ponadto, że kukurbitacyna ma działanie redukujące stany zapalne w organizmie, wspomaga leczenie nowotworów, bóli stawów i cukrzycy. Ponadto blokuje działanie enzymu 5-alfa reduktazy, dzięki czemu ma oddziaływanie antyandrogenne. Pestki dyni i olej z nich może mieć zatem spektakularne zastosowanie w łysieniu androgennym kobiet i mężczyzn, jak również w PCOS i insulinooporności.

Fragment książki Iwony Wierzbickiej „Jak wzmocnić odporność”.

  1. Zdrowie

Jak dobrać soczewki kontaktowe?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Niezależnie od tego, czy korzystasz już z soczewek kontaktowych, czy dopiero rozpoczynasz z nimi swoją przygodę, wybierając je musisz wziąć pod uwagę różne czynniki. Należy dokonać wyboru w oparciu o wygodę, koszty, styl życia i korzyści zdrowotne. To najważniejsze czynniki, które należy uwzględnić podczas wyboru takich soczewek kontaktowych, które idealnie skorygują konkretną wadę wzroku, a jednocześnie umożliwią komfortowe i bezpieczne użytkowanie.

Wybór soczewek kontaktowych - na co musisz zwrócić uwagę?

Oczywistą kwestia, którą należy uwzględnić podczas wyboru soczewek kontaktowych jest wada wzroku - jej rodzaj oraz stopień zaawansowania. Dzięki soczewkom kontaktowym sferycznym możliwe jest korygowanie krótkowzroczności i dalekowzroczności, także tej bardzo zaawansowanej. Soczewki toryczne pozwalają na skorygowanie astygmatyzmu, a soczewki multifokalne przywracają ostrość wzroku osobom mającym prezbiopię.

Duże znaczenie podczas wyboru soczewek kontaktowych ma styl życia i częstotliwość wymiany soczewek. Te jednorazowego użytku wymagają używania świeżej pary soczewek kontaktowych za każdym razem, gdy je zakładamy i wyrzucania ich za każdym razem, gdy je zdejmujemy. Codzienne jednorazowe soczewki kontaktowe są naprawdę wygodne, ponieważ nie muszą być czyszczone ani przechowywane przez noc. Są pakowane w poręczny blister, pozwalający na przechowywanie poszczególnych soczewek w roztworze soli fizjologicznej. Codzienne soczewki kontaktowe nigdy nie powinny być ponownie stosowane. Po otwarciu blistra soczewkę należy natychmiast nałożyć na oko. Większość ludzi nosi swoje codzienne soczewki kontaktowe bezpiecznie i wygodnie przez 10 - 12 godzin dziennie. Noszenie soczewek kontaktowych dłużej niż jest to zalecane może spowodować zaczerwienienie, dyskomfort i zwiększone ryzyko infekcji. Ważne jest również, aby pamiętać, że codzienne jednorazowe nie są przeznaczone do noszenia podczas snu, chociaż nie wyklucza się ucięcia w nich krótkiej drzemki.

Po soczewki jednodniowe sięgają osoby noszące soczewki sporadycznie oraz te osoby, które nie mają możliwości ich czyszczenia i przechowywania. Z kolei soczewki wielokrotnego użytku, z których najpopularniejsze są miesięczne, są idealne dla osób noszących soczewki stale oraz pracujących w systemie zmianowym. Soczewki wielokrotnego użytku należy czyścić codziennie po ich usunięciu. Należy je delikatnie przepłukać preparatem do soczewek i przechowywać w świeżym roztworze przez noc. Roztworu dezynfekującego nigdy nie należy ponownie używać ani uzupełniać wodą lub świeżym roztworem. Pojemniczek do przechowywania soczewek powinien być wymieniany co miesiąc.

Czy samodzielny zakup soczewek to dobry pomysł?

Fot. materiały prasowe partneraFot. materiały prasowe partnera

Przed zakupem soczewek kontaktowych zawsze warto skonsultować się ze specjalistą, np. okulistą czy optometrystą. Oczywiste jest, że osoba zauważająca u siebie problemy ze wzrokiem musi być poddana diagnostyce - konieczne jest określenie rodzaju wady wzroku oraz jej wielkości. Także osoby już noszące okulary korekcyjne powinny przed zakupem soczewek skorzystać z pomocy specjalisty - nie zawsze moc optyczna okularów odpowiada mocy optycznej soczewek kontaktowych – mówi nam optometrysta Kyciak, współpracujące ze sklepem BezOkularow.pl. Oferuje on szeroki wybór profesjonalnych soczewek kontaktowych najwyższej jakości, w tym soczewek próbnych. Ponadto każdy klient może liczyć na fachowe poradnictwo, rozwianie wszelkich wątpliwości dotyczących wyboru soczewek oraz praktyczne wskazówki dotyczące użytkowania soczewek.

Zawsze należy mieć na uwadze, że kwestia dopasowania odpowiednich soczewek dotyczy nie tylko trybu użytkowania soczewki. Ogromne znaczenie ma materiał, z jakiego wykonana jest soczewka, jej kształt, parametry optyczne, indywidualny stan zdrowia. Wszystkie te czynniki uwzględnić może jedynie specjalista. Konsultacja z fachowcem może odbyć się bezpośrednio w salonie optycznym, ale także za pośrednictwem Wirtualnego Gabinetu, opcji opisanej na stronie https://www.bezokularow.pl/wirtualny-gabinet . Bez wychodzenia z domu można uczestniczyć w konsultacji z optometrystą. Dzięki temu możliwe jest dokonanie trafnego, w pełni udanego zakupu soczewek kontaktowych, dopasowanych do indywidualnych predyspozycji każdego klienta.

  1. Zdrowie

Smutek i lęk, czyli alergie według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej

Coraz więcej osób skarży się na alergie. Dr Ruediger Dahlke, niemiecki lekarz i autor książek, uważa, że odzwierciedlają one prowadzący do wojny konflikt pomiędzy agresją i wrażliwością. (Fot. iStock)
Coraz więcej osób skarży się na alergie. Dr Ruediger Dahlke, niemiecki lekarz i autor książek, uważa, że odzwierciedlają one prowadzący do wojny konflikt pomiędzy agresją i wrażliwością. (Fot. iStock)
Jak wskazują statystyki, coraz więcej osób skarży się na alergie. Powodów tego szukamy zwykle w nadmiarze chemii w otoczeniu oraz zanieczyszczonym powietrzu. Tymczasem Tradycyjna Medycyna Chińska widzi ich przyczynę w zablokowanych emocjach.

Doktor Ruediger Dahlke, niemiecki lekarz i autor książek, który łączy kwestie fizyczne z duchowymi, uważa, że alergie odzwierciedlają prowadzący do wojny konflikt pomiędzy agresją i wrażliwością. Żyjemy zestresowani, w ciągłej gotowości bojowej i nadmiernie reagujemy na domniemanych wrogów, chociażby pyłki olchy czy składnik kremu do rąk. Alergicy, według Dahlkego, nie potrafią wyrażać złości, projektując ją na otoczenie. Dlatego żyją w niepewności, w lęku, na przykład przed witalnością wiosny z jej rozwijającymi się pączkami roślin i pyłkami wypełniającymi powietrze. Zgadzają się z tym również specjaliści Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, którzy poszczególnym organom przypisują określone emocje.

Jeśli z dolegliwościami alergicznymi zwrócimy się po pomoc do jednego z nich, jej fizycznej przyczyny będzie dopatrywał się m.in. w osłabieniu energii Qi nerek oraz płuc, zablokowanym Qi wątroby i atakującym wietrze. Qi jest podstawą chińskiego rozumienia medycyny. Mówi się, że jest to energia witalna, energia wewnętrzna, strumień energii. Qi nas porusza, ogrzewa, chroni przed chorobami. Zapewnia sprawne funkcjonowanie organów ciała, rozbudza też świadomość i intelekt. Zaburzenia jej przepływu prowadzą do niedomagań somatycznych (i może być to spowodowane zarówno niedoborem Qi, jak i nadmiarem). Od jej przepływu przez płuca, nerki, a także wątrobę oraz od powiązanych z nimi emocji zależy nasza podatność na alergie.

Specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej Alicja Kowalska-Dorscheid w swojej książce „Najskuteczniejsze Terapie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej” pisze, że płuca słabną od długotrwałego smutku i żalu, ponieważ uczucia te powodują szybkie i gwałtowne nabieranie powietrza po krótkim wydechu. W efekcie zasoby naszej energii maleją. Smutek wywołuje zmęczenie, a w końcu obojętność. Brakuje nam wtedy zdrowej ekscytacji i zaangażowania w życie, a na poziomie ciała może dojść do reakcji alergicznych. Lęk nerek z kolei, który może przełożyć się na alergie, często wiąże się z życiem w ciągłym poczuciu zagrożenia, np. w niepewności finansowej, w obawie, że zabraknie jedzenia. Na reakcje alergiczne mogą mieć wpływ lęki egzystencjalne, przed śmiercią, a także przeżycie nagłego szoku czy traumy.

– Osłabienie nerek wręcz uniemożliwia spotkanie z życiem – dodaje autorka w rozmowie. – Lęk przed domniemanym obcym (alergeny) hamuje działanie. Słaba wola, brak motywacji uniemożliwiają doświadczanie sukcesu. To wszystko prowadzi do frustracji i bezsilności i może być przyczyną przewlekłych alergii.

Zgodnie z naukami TMC, Qi bywa uszkodzone przez wiatr – jedną z pięciu przyczyn chorobotwórczych, które mogą stać za alergiami. Chińczycy przypisują mu duży wpływ na człowieka. Alicja Kowalska-Dorscheid wyjaśnia, że wiatr wkrada się do organizmu najczęściej przez głowę i kark, osłabiając układ immunologiczny. – Nadmiar emocji, zwłaszcza niewyrażonej złości i gniewu, nie służy wątrobie, Chińczycy nazywają go wiatrem wewnętrznym. Często stoi on za wysypkami i swędzeniem skóry, również na tle alergicznym – mówi dalej.

Koło się zamyka

Alergie, które dokuczają wiosną i wczesnym latem, najbardziej związane są z przepływem Qi płuc. Jej zadaniem jest rozprowadzenie energii ochronnej Wei Qi. Zdrowe Wei Qi błyskawicznie reaguje, chroniąc przed zewnętrznym niebezpieczeństwem, a gdy jest osłabione – wiatrowi czy niskiej temperaturze bez problemu udaje się dotrzeć do naszego wnętrza.

– Słabe płuca nieadekwatnie reagują na czynniki docierające do nas z zewnątrz, na przykład na alergeny. Przyjmują je, co objawia się katarem siennym albo kaszlem, dusznością, lękiem, a nawet paniką towarzyszącą atakom astmy, czyli emocjom nerek – mówi Alicja Kowalska-Dorscheid. – Słaba energia obronna objawia się nadwrażliwością, która charakteryzuje często ludzi cierpiących na choroby atopowe. Skóra jest granicą, a jej dolegliwości pokazują, że coś z nią jest nie tak.

TMC uczy, że poszczególne organy silnie na siebie oddziałują, zasilając się energią. Niedobór Qi płuc uniemożliwia doprowadzenie Wei Qi na powierzchnię ciała i zajęcie się jego ochroną. A najczęściej jest to spowodowane niedoborem Qi nerek. Słabe Qi nerek nie ma czego wysyłać płucom, a słabe płuca nie są w stanie przyjąć energii wysyłanej im przez nerki. Koło się zamyka. Odporność słabnie, organizm atakują coraz częstsze infekcje oraz alergie. Energia Yang nerek rozprowadzana meridianem (kanałem energetycznym), który w pewnym fragmencie przechodzi dokładnie przez środek twarzy i nosa, związany jest z katarem siennym. Towarzyszy mu kichanie, a często zaczerwienione piekące oczy i skóra. Według medycyny chińskiej to efekt tego, że zablokowane z powodu wiatru, wilgoci i gorąca Qi płuc nie może się rozproszyć po całym ciele, więc próbuje się wydostać przez kichanie, niedające żadnego zresztą efektu.

Ekspertka tłumaczy, że bardzo często sami sobie szkodzimy, bo jemy zbyt dużo produktów oziębiających organizm. Słabe nerki nie tylko nie wysyłają organom ciepła koniecznego do ich prawidłowego funkcjonowania, ale mają także ogromny wpływ na psychikę: stajemy się przewrażliwieni i zalęknieni. Nie bierzemy odpowiedzialności za nasze życie, brakuje nam wytrwałości pozwalającej na dotarcie do celu.

Alicja Kowalska-Dorscheid, specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Ukończyła Instytut für Phytotherapie oraz Heilpraktikerschule w Berlinie, gdzie zdobyła kompleksową wiedzę m.in. na temat ziołolecznictwa, diagnozy z tęczówki oka i homeopatii. Mieszka w Berlinie, prowadzi prywatną praktykę.

Katar sienny – objawy i sposoby na wiosenną alergię

Jeśli przyczyną jest atak wiatru i zimna na płuca (tak zdarza się w chłodniejszych miesiącach czy dniach) zalecenia są takie same, jak przy osłabionym Qi płuc. Najczęściej jednak katar sienny wywołany jest osłabieniem płuc przez wiatr i gorąco. Wówczas w nasileniu choroby powinno się unikać jedzenia produktów z grilla; peklowanego, ostro smażonego, wędzonego; dziczyzny, jagnięciny i baraniny; bazylii i ostrych przypraw: chili, curry, imbiru, czosnku, kurkumy, pieprzu, owoców jałowca; oregano, rozmarynu, tymianku, cebuli, chrzanu, pora; tłustych wędlin; kawy, też zbożowej, kakao i alkoholu; produktów mlecznych i produktów z soi; cukru oraz zbyt obfitych i dostarczających dużo białka dań.

W czasie wzmożonego gorąca zalecane są lekko ochładzające produkty: brokuły, cukinia, marchew, ogórek i pomidor, ale lekko uduszone; szpinak, rzodkiewka; świeże zioła, takie jak mięta, pietruszka, rzeżucha; kasza jaglana, jęczmienna, gryczana, ryż; algi; gruszki lekko duszone; herbata miętowa, herbata zielona, woda mineralna.

Polecamy książkę: 'Najskuteczniejsze terapie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Sposoby na współczesne dolegliwości, z którymi nie radzi sobie medycyna akademicka', Alicja Kowalska-Dorcheid, wyd. Vital, 2019.Polecamy książkę: "Najskuteczniejsze terapie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Sposoby na współczesne dolegliwości, z którymi nie radzi sobie medycyna akademicka", Alicja Kowalska-Dorcheid, wyd. Vital, 2019.
  1. Zdrowie

Żyjemy coraz dłużej, ale coraz krócej w zdrowiu

Coraz więcej ludzi Zachodu dostrzega sprzeczność, że pomimo iż dzięki osiągnięciom medycyny żyjemy coraz dłużej, to jednak coraz krócej w zdrowiu. (Fot. iStock)
Coraz więcej ludzi Zachodu dostrzega sprzeczność, że pomimo iż dzięki osiągnięciom medycyny żyjemy coraz dłużej, to jednak coraz krócej w zdrowiu. (Fot. iStock)
Ciało to mądry doradca. Gdy robisz coś wbrew sobie lub pozwalasz na przekraczanie swoich granic, zazwyczaj wysyła sygnały ostrzegawcze. Jak właściwie je odczytywać?

Nauki Wschodu

Mniej więcej od 40 lat coraz większą popularnością cieszą się zaczerpnięte ze Wschodu praktyki cielesno-duchowe, takie jak: wschodnie sztuki walki, joga, zen, chi-gong i thai-chi. Coraz więcej ludzi Zachodu dostrzega sprzeczność, że pomimo iż dzięki osiągnięciom medycyny żyjemy coraz dłużej, to jednak coraz krócej w zdrowiu. Nasze ciała chorują na otyłość, cukrzycę, nadciśnienie, niewydolność krążenia, alergie, zaburzenia funkcji rozrodczych, uzależnienia, wady kręgosłupa, raka i inne choroby autoagresywne – a nasze dusze na depresję. Coraz więcej wskazuje na to, że nie wolno dłużej traktować ciał, jakby były maszynami.

Choroba to wołanie ciała

Również w takich sytuacjach ciało może wskazywać na wypieraną prawdę. Ciało często choruje po to, by zwrócić nam uwagę na to, że żyjemy w toksycznym środowisku, w toksycznym związku, że hołubimy niemądre, groźne dla życia przekonania. Dlatego większość psychoterapeutycznych procedur pomaga uświadamiać sobie, nazywać i właściwie rozumieć to, co mówi do nas ciało. Ciało jest siedliskiem tego wszystkiego, czego o sobie nie wiemy lub nie chcemy wiedzieć. Wprawny obserwator dostrzega odzwierciedlone w ciele przekonania, doświadczenia, traumy, a także podstawowe wymiary stosunku do świata i do samego siebie.

Starość to stan umysłu

W ostatnim czasie rozwija się interesujący nurt badań nad psychogennymi aspektami starzenia się, czyli tymi, które odnoszą się do relacji umysł–ciało. Inspirująca konkluzja z tych badań i rozważań zawiera się w zadaniu: „starzenie się jest przekonaniem” (aging is believe). Okazało się bowiem, że osoby, które oddzielają się od ciała, traktują je przedmiotowo – są przekonane, że ono się nieuchronnie i szybko zestarzeje, że będą za chwilę chorować, będzie z nimi coraz gorzej – rzeczywiście starzeją się szybciej i więcej chorują. Ich przekonanie potwierdza się na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Takie osoby często – acz na ogół nieświadomie i żyjąc w iluzji dbania o ciało – zachowują się wobec ciała agresywnie, co przyspiesza proces starzenia. Te same badania pokazują, że ludzie przekonani, że ciało w miarę upływu czasu jest bardziej sprawne i wydolne, a oni stają się lepszymi i mądrzejszymi ludźmi – są często sprawniejsi od ludzi znacznie młodszych i umierają we śnie w okolicach setki, nie mając żadnych istotnych objawów fizjologicznego starzenia się. To jeszcze jedna lekcja o tym, że ciało podąża za umysłem, słucha umysłu – tak długo, jak może.

Doświadczyłem ciała, gdy dotknąłem granicy śmierci

Wojciech Eichelberger – psycholog, psychoterapeuta i trener, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ips.pl), autor i współautor wielu książek.

Gdy byłem w bardzo wysokich górach, tam, gdzie już prawie nie ma czym oddychać, doświadczyłem ciała, które całkowicie odmawiało mi posłuszeństwa. To było jak rozciągnięte w czasie omdlewanie, graniczące z umieraniem. Będąc całkowicie przytomnym, nie byłem w stanie skłonić ciała do zrobienia kolejnego kroku. Mogłem jedynie biernie i bezradnie doświadczać sytuacji niemocy. Panowałem tylko nad oddechem. Więc co kilka kroków, z trudem utrzymując się na nogach, oddychałem gwałtownie i głęboko. Dopiero po wielu takich oddechach ciało podejmowało współpracę i mogłem zrobić kilka następnych kroków. Doświadczyłem wtedy definitywnej granicy mojej władzy nad ciałem, a jednocześnie ogromnej satysfakcji, że tę granicę przesunąłem. W istocie satysfakcja jest jednak fałszywa, bo wprawdzie szedłem na tę górę po ostrej, wąskiej granicy – po grani – między życiem i śmiercią, ale doszedłem tylko dlatego, że pozwoliło mi na to moje ciało. Tak więc radość i poczucie wyzwolenia wiązały się tylko (i aż) z tym, że przekroczyłem swój lęk przed znalezieniem się na tej granicy. W sumie było to wielkie doświadczenie pokory wobec ciała, wobec życia, wobec śmierci.

Życie smakuje najlepiej, gdy pozostając w pełni sił, dotkniemy granicy śmierci. Tego szukamy w wysokich górach i w głębokiej medytacji. Podobnie czujemy się, gdy wracamy do życia po ciężkiej chorobie. Ale najtrudniejsza próba dla naszej odwagi i pokory nadchodzi wraz z definitywną utratą sił związaną z terminalną chorobą ciała i z jego przemijaniem. Na tamtej górze moje ciało nie miało nic przeciwko temu, by umrzeć, by się poddać – zapraszało, a nawet nakłaniało mnie do tego. Jakby mówiło: „Nie walcz, poddaj się i idź za mną – tu jest prawdziwe życie”. Decyzja „żyć i iść dalej” była w tamtej sytuacji – wbrew pozorowi heroizmu – łatwiejszym, mniej odważnym wyborem.

  1. Zdrowie

Lukrecja na zdrowe zęby i piękną cerę – poznaj właściwości i działanie tej rośliny

Lukrecja ma małe zdobne liście i kwiaty w kolorze liliowym. To dalsza kuzynka koniczyny, lucerny czy łubinu. Jej lecznicze właściwości są uznane i wykorzystywane od tysiącleci. (Fot. iStock)
Lukrecja ma małe zdobne liście i kwiaty w kolorze liliowym. To dalsza kuzynka koniczyny, lucerny czy łubinu. Jej lecznicze właściwości są uznane i wykorzystywane od tysiącleci. (Fot. iStock)
Co może łączyć czarne żelki o słodkawo-cierpkim smaku z balsamem na rozstępy? A krem na przebarwienia skóry z produktem przeciwko próchnicy? Otóż wszystkie one zawdzięczają swój sukces lukrecji. A właściwie jej ukrytej głęboko części – korzeniowi.

Lukrecja ma małe zdobne liście i drobne kwiaty w kolorze liliowym. To dalsza kuzynka znanych w Polsce koniczyny, lucerny czy łubinu. Jej właściwości lecznicze są uznane i wykorzystywane od tysiącleci. W naturalnych warunkach rosła w Azji i w krajach śródziemnomorskich i z przekazów wiemy, że była składnikiem receptur medycznych m.in. w starożytnych Chinach, Indiach, Egipcie czy Grecji. Była również wykorzystywana jako energetyk dla wojska. Jeszcze na początku XX wieku służyła także do odkażania jamy ustnej. I bardzo słusznie, bo – jak potwierdziły badania opublikowane w amerykańskim czasopiśmie naukowym „Journal of Natural Products” – lukrecja zawiera związki organiczne zmniejszające ryzyko wystąpienia próchnicy oraz innych bakterii związanych z chorobami zębów i przyzębia.

Czego nie widać

Swoją łacińską nazwę – glycyrrhiza zawdzięcza smakowi korzenia (glycos oznacza słodki, rhiza – korzeń), bo to właśnie pod ziemią ukrywa się najcenniejsza część rośliny. Rzeczywiście brązowy silnie rozgałęziony korzeń ma smak słodki, ale też lekko szczypie w język. Jest pozyskiwany z kilkuletnich roślin, wiosną lub jesienią. Po zasuszeniu można go przechowywać przez dłuższy czas (pod warunkiem że będzie to szczelny pojemnik), a przed użyciem – pokroić lub zmielić.

Najcenniejsza część lukrecji ukrywa się pod ziemią. Jej brązowy korzeń ma smak słodki, ale też lekko szczypie w język. (Fot. iStock)Najcenniejsza część lukrecji ukrywa się pod ziemią. Jej brązowy korzeń ma smak słodki, ale też lekko szczypie w język. (Fot. iStock)

Niewątpliwie największą popularność przyniosły lukrecji charakterystyczne ciemne cukierki, mające wzięcie zwłaszcza w Szwecji i Holandii. Kłącze pojawia jednak także jako składnik przepisów dla dorosłych, choćby w piwie, cygarach czy włoskim likierze podawanym z ziarnami kawy.

Skoro lukrecja nadaje się do jedzenia, jest też pożądanym składnikiem kosmetyków, bo – jak warto przypomnieć – to, co nakładamy na skórę, w części przez nią przenika i trafia do krwiobiegu, który rozprowadza je po całym organizmie. To dlatego tradycyjna medycyna indyjska, Ajurweda, zaleca, aby produkty do pielęgnacji ciała były równie zdrowe jak jedzenie.

Z korzyścią dla skóry

Wspomnianą wcześniej skuteczność w profilaktyce próchnicy lukrecja zawdzięcza właściwościom przeciwzapalnym i bakteriobójczym. Te same efekty liczą się w kosmetologii. Jak ekstrakt z korzenia lukrecji działa na poszczególne rodzaje cery?

  • Cera tłusta i trądzikowa – skutecznie łagodzi stany zapalne skóry, podrażnienia, swędzenie oraz przyśpiesza gojenie się ran i wyprysków.
  • Cera naczynkowa – zmniejsza zaczerwienienie skóry i wzmacnia naczynka krwionośne.
  • Cera sucha i odwodniona – dzięki dużej zawartości glicyryzyny o silnych własnościach wiązania wody w skórze oraz grupy flawonoidów ma działanie nawilżające i kojące.
  • Cera z przebarwieniami – hamuje aktywność enzymu, który przyczynia się do powstawania przebarwień skóry.
  • Cera dojrzała – dzięki antyoksydantom i fitoestrogenom dotlenia komórki i spowalnia proces starzenia się skóry. Poza tym pochłania promieniowanie UV.

Jakie jeszcze moce ukrywa korzeń lukrecji?

  • Łagodzi problemy żołądkowo-jelitowe, wspomaga regenerację błony śluzowej żołądka i przywraca jego prawidłową pracę. Warto po niego sięgnąć w przypadku wystąpienia zgagi czy zatrucia pokarmowego.
  • Ze względu na działanie przeciwwirusowe pomaga pozbyć się opryszczki. Jest przydatny w leczeniu objawów menopauzy oraz w łagodzeniu bólu w trakcie miesiączki.
  • Sprawdza się w leczeniu suchego kaszlu, bólu gardła i chrypy.
  • Łagodzi bóle reumatyczne.

Przeciwwskazaniem do wewnętrznego stosowania lukrecji są choroby układu krążenia, wątroby, hormonalne i cukrzyca. Powinny z niej zrezygnować także kobiety w ciąży.