1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Zmiana czasu wpływa na nasze samopoczucie. Co mówi nauka?

Zmiana czasu wpływa na nasze samopoczucie. Co mówi nauka?

W 2020 roku czas z letniego na zimowy przestawimy w nocy z soboty na niedzielę, z 24 na 25 października. (fot. iStock)
W 2020 roku czas z letniego na zimowy przestawimy w nocy z soboty na niedzielę, z 24 na 25 października. (fot. iStock)
W ten weekend czeka nas przestawienie zegarków o godzinę do tyłu. Śpimy więc godzinę dłużej. Chociaż Komisja Europejska zapowiadała już koniec zmiany czasu, nadal trwają dyskusje na ten temat i nie do końca wiadomo, kiedy przestaniemy zmieniać czas. Jakie konsekwencje dla naszego zdrowia i psychiki ma ta "operacja"? Na ile rozregulowuje nasz zegar biologiczny? Jak poradzić sobie ze zmianą czasu? – tłumaczy dr Magdalena Łużniak-Piecha, psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Zaburzenia trawienia, zaburzenia nastroju, zaburzenia rytmu życia, zaburzenia orientacji (ogólna dezorientacja) – takie skutki zmiany czasu dla organizmu wymienia dr Magdalena Łużniak-Piecha. Przy czym stany lekkiej dezorientacji i dyskomfortu można porównać do tych, jakie mamy po wypiciu zbyt dużej ilości kawy.

Dlaczego zmiana czasu nas dezorientuje?

- Tak naprawdę rozmawiając o zmianie czasu musimy porozmawiać o zjawisku zwanym zmienionymi stanami świadomości. Jednym z czynników silnie zmieniających stan świadomości jest światło, ilość światła. – podkreśla dr Magdalena Łużniak-Piecha.

Światło padając na siatkówkę oka, wpływa na czynność zegara biologicznego, który z kolei synchronizuje wszystkie układy organizmu. Ilość światła wpływa na wydzielanie się kortyzolu (hormonu pobudzającego) i melatoniny (hormonu wyciszającego). Gdy przestawiamy zegarek o godzinę to nasz organizm, przyzwyczajony do regularnego trybu funkcjonowania, musi się przestawić. Jak wyjaśnia psycholog: Kortyzol, który wydziela się mniej więcej godzinę przed naszym obudzeniem zaczyna trochę „wariować”. Nie zgadza się zegarek z tym, do czego organizm się przyzwyczaił.

Pamiętajmy też, że kortyzol to hormon odpowiedzialny za nasz metabolizm (wpływa więc na tycie). Jest to również hormon walki, pobudzenia dla organizmu, co przekłada się, w związku z tym, na odczuwanie stresu.

Drugi ważny czynnik wpływający na świadomość to tzw. Zeitgeber („dawca czasu”) – i jest to, jak podaje definicja, egzogenne źródło synchronizacji zegara biologicznego organizmu do rytmu 24-godzinnego. W uproszczeniu: nasz rytm okołodobowy musimy zsynchronizować z czasem. Tu wchodzą w grę wszystkie czynniki, które obserwujemy w codziennym życiu. Gdy np. patrzymy na zegarek i widzimy, że jest godzina siódma - to skąd wiemy, że jest 7 rano? Otóż zwykle słyszymy i widzimy aktywność innych ludzi, wiemy, że coś się dzieje dookoła. Ludzie biegną do pracy, nawet jeśli jest jeszcze ciemno. Wiemy, że to poranek. Z kolei siódma wieczorem to czas, gdy ludzie zwalniają, siadają do kolacji… Chociaż światło jest najważniejszym wyznacznikiem czasu dla człowieka, to nie jest jedynym. Do innych wyznaczników zalicza się m.in. aktywność społeczną i umysłową, związaną z pracą i nauką, a także rytm posiłków, czy wysiłek fizyczny (ludzie żyjący za kołem podbiegunowym, gdzie jest noc polarna, też mają swój rytm dobowy)

Te Zeitgebers są dla nas bardzo ważne. Dlatego np. bolesne jest wstawanie w niedzielę rano i jechanie na uczelnię. Studenci studiów niestacjonarnych dobrze wiedzą, że cały świat śpi. Jest godzina 9, tak samo jak w tygodniu, ale 9 rano w niedzielę jest dla nas trudniejsza, żeby wstać. – tłumaczy psycholożka i podsumowuje: Co dzieje się, gdy zmieniamy czas o godzinę? Zeitgebers się przesuwają, ilość światła się przesuwa. Fundujemy sobie, w dużym skrócie, zmieniony stan świadomości.

Jak długo przyzwyczajamy się do funkcjonowania w zmienionym trybie? Ile zajmuje nam ta adaptacja do zmiany czasu?Jest taka popularna koncepcja mówiąca o tym, że to zajmuje mniej więcej tydzień. To trochę tak jak z jetlagiem, bo w zasadzie mamy taki lekki jetlag. I mówi się, że tydzień jest nam potrzebny, żeby jetlag minął.

Jak poradzić sobie ze zmianą czasu?

- Pytanie, co robimy, gdy wiemy, że będziemy mieli jetlag. – mówi dr Magdalena Łużniak-Piecha. Dobrze by było, gdybyśmy jeszcze przed wylotem próbowali przestawić się na nowy rytm funkcjonowania.  Jak to się ma do naszej codzienności przy zmianie czasu? – Latem można wcześniej położyć się spać. Zimą dobrze jest np. przedłużyć aktywność wieczorną, żeby ta poranna nastąpiła później. Jest zasada mówiąca o tym, że im wolniej, im łagodniej wprowadzimy zmiany, tym lepiej dla naszego samopoczucia. Zmiany czasu przypadają na weekend, więc w sobotę można się do tego przygotować i później pójść spać. Najtrudniej mają osoby, które muszą iść do pracy następnego dnia. Mają one mało przestrzeni na to, żeby się przygotować. W takiej sytuacji pozostaje duża kawa, zamiast kortyzolu.

Która zmiana czasu jest dla nas bardziej obciążająca? Na czas letni, czy na czas zimowy?

- W psychologii są dwie szkoły i zdania są podzielone. Każda z tych zmian ma swoje wady i zalety. Zimą mamy większy problem z dostosowaniem tego porannego poziomu kortyzolu. Mogą więc wystąpić objawy depresyjno – dezorientacyjne. – tłumaczy psycholożka.

Z kolei latem musimy dłużej przyzwyczajać się do tego, że już przyszedł moment zakończenia dziennej aktywności. Powinniśmy więc inaczej postępować wieczorem. I tu najczęściej ulegamy złudnym odczuciom - Więcej błędów robią ludzie po letniej zmianie czasu, bo wydaje im się, że mogą dłużej posiedzieć wieczorem, a tymczasem następnego dnia muszą wstać o danej godzinie. Pod kątem strategicznym gorzej działamy więc latem. Jednak z punktu widzenia orientacji w przestrzeni i w terenie – trudniej funkcjonuje nam się zimą.

Dr Magdalena Łużniak-Piecha: psycholog, zajmuje się badaniami z obszaru zarządzania, przywództwa, komunikacji i kultury organizacyjnej. Źrodło: materiały prasowe SWPS.

Co jeszcze warto wiedzieć o zmianie czasu?

Pierwszym pomysłodawcą zmiany czasu był Benjamin Franklin – amerykański uczony i polityk, jeden z założycieli Stanów Zjednoczonych. Jednak za głównego pomysłodawcę sezonowej zmiany czasu uważa się Nowozelandczyka George’a Vernona Hudsona. Pionierami we wprowadzeniu czasu letniego byli Niemcy w czasie I Wojny Światowej. Polska pierwszy raz zastosowała zmianę czasu w dwudziestoleciu międzywojennym. Obecnie czas zmienia około 70 krajów na całym świecie. W Europie czasu nie zmieniają tylko Islandia, Rosja i Białoruś.

Czas zimowy zmieniamy w ostatnią niedzielę października. Przestawiamy wówczas wskazówkę z godziny 3 na 2 i śpimy dłużej. Czas letni ustawiamy zawsze w ostatnią niedzielę marca. Przestawiamy wówczas wskazówki zegarów o godzinę do przodu i śpimy krócej.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Zmiana – proces tworzenia siebie. Rozmowa z Mateuszem Grzesiakiem

- Jest nieco bajki w stwierdzeniu, że wszystko jest możliwe. Ale za to wszystko jest możliwe w odpowiednim czasie pod odpowiednimi warunkami - mówi Mateusz Grzesiak. (Fot. iStock)
- Jest nieco bajki w stwierdzeniu, że wszystko jest możliwe. Ale za to wszystko jest możliwe w odpowiednim czasie pod odpowiednimi warunkami - mówi Mateusz Grzesiak. (Fot. iStock)
– Zmiana jest konieczna do rozwoju, ale sama nie nastąpi. Jest procesem tworzenia siebie, w którym powinniśmy określić, co chcemy osiągnąć i wybrać narzędzia, które pomogą nam zrealizować nasze cele. To dwa kluczowe elementy, które są konieczne do zmiany – mówi psycholog i przedsiębiorca dr Mateusz Grzesiak w rozmowie z Aleksandrą Nowakowską.

Artykuł archiwalny.

Mistrzowie duchowi mówią, że życie jest zmianą i że poza zmianą nic w życiu nie jest pewne…
Mistrzowie duchowi znają wiele mądrości życiowych, ale nie komunikują ich wystarczająco konkretnie. Ludzie chcą narzędzi, dzięki którym się zmienią.

Żeby zmienić coś w sobie i w swoim życiu, często trafiamy do specjalisty – psychoterapeuty lub coacha. A jeszcze częściej, żeby zwrócić się po tę pomoc, musimy dostać kopa od życia.
Dostanie kopa od życia jest postawą pasywną. Poza tym to ryzyko. Niektórzy mówią, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Ale jeśli cię zabije, to na pewno nie wzmocni... Poza tym skąd wiemy, że kiedy ktoś dostanie kopa, będzie potem mądrzejszy? Może jeszcze raz dostać tego samego kopa w to samo miejsce i będzie go bolało dwa razy bardziej. Jeżeli brak nam odpowiedniej wiedzy, nie wyciągniemy wniosków.

Kop bywa jednak motywacją do zmiany.
Czasami rzeczywiście tak jest. Niektórzy ludzie nie będą chcieli się zmienić, jeśli nie doświadczą określonego problemu, który odbierze im coś w życiu i wpłynie na ich emocje, zapewni pewien poziom cierpienia. Ale kop jest tylko początkowym bodźcem. Potem stajemy przed pytaniem: co mogę zrobić, żeby nie dostać tego kopa ponownie, czyli jak mam się zmienić? Tu przechodzimy do narzędzi z zakresu psychologii zmiany. Nie mieliśmy w szkole takiego przedmiotu, więc nasza wiedza na ten temat jest zerowa. Ludzie błędnie sami się diagnozują i na przykład chandrę traktują jak depresję albo szukają specjalistów, którzy wcale nie są im potrzebni. Należy rozpowszechniać wiedzę o praktycznej psychologii.

Szukają ich, ponieważ przechodzą kryzys albo tkwią w martwym punkcie. Instynktownie wiedzą, że zmiana jest konieczna, bo ciągle są tym samym poziomie. Ale nieraz zmiany okazują się iluzoryczne, bo kolejna praca jest niesatysfakcjonująca a następny partner również jest niedostępny.
Ludzie chcą się zmienić, bo są niezadowoleni z tego, co mają: bo mało zarabiają, bo są zbyt otyli, bo relacje z dzieckiem nie spełniają ich oczekiwań, bo nie dostali awansu. Nie mają w życiu czegoś, o czym wiedzą, że potencjalnie jest to w ich zasięgu. To stwarza dysonans pomiędzy tym, czego oczekują, a tym co mają. I często to zaczyna być motywacją do zmiany.

Na czym polega autentyczna zmiana?
Najpierw trzeba wiedzieć, czego się chce. Tymczasem większość ludzi żyje jak trzcina na wietrze – oni robią to, co w danym momencie życie im przynosi, są pasywni, nie planują i nie podejmują działania. A ja mogę przecież wyobrazić sobie Mateusza za trzy lata, on może być chudszy niż teraz albo na przykład bogatszy. To jest proces tworzenia siebie, w którym powinniśmy określić, co chcemy osiągnąć i wybrać narzędzia, które pomogą nam zrealizować nasze cele. To dwa kluczowe elementy, które są konieczne do zmiany. Trudno podjąć decyzję o zmianie wtedy, gdy wierzą w romantyczne gusła i inne średniowieczne bzdury.

Gusła?
W Polsce kierujemy się różnego rodzaju wróżbami chociażby w budowaniu relacji, choć jesteśmy jedną z najbardziej wykształconych nacji na świecie. Na przykład czekamy na drugą połówkę jabłka! Druga połówka jabłka jest w warzywniaku. Obudź się, nie ma drugiej połówki jabłka w związkach. Jestem ciekawy, czy w Kongo szukają drugiej połówki banana. To jest ignorancja. Używamy metafor – które w naszej rozmowie nazywam gusłami – bo nie wiemy, jak działają relacje. Nie mówię tu o przestarzałych „frojdyzmach”, ale o nowoczesnej psychologii, która służy człowiekowi. O najnowszych badaniach i świetnych narzędziach, dzięki którym możemy osiągać swoje cele. Większość ludzi nie ma świadomości, że skuteczność w życiu osobistym i zawodowym wynika z przemyślanego działania opartego na wiedzy, a nie z przypadku, rzekomego szczęścia i innych nieweryfikowalnych historii.

Moglibyśmy zacząć od nauki, jak działa mózg, jak odczuwamy emocje, tak?
Tak. Z jednej strony mamy nauki twarde – między innymi chemię, biologię, fizykę, które uczą jak skonstruowany jest świat materii. Z drugiej są nauki miękkie, takie jak psychologia, które odkrywają w jaki sposób funkcjonuje ludzki umysł, jak modelować zachowania, jak wpływać na emocje. I tam są konkretne przepisy, jak siebie zmienić. Dajmy konkretny przykład: chcę rzucić palenie. Zaczynam od tego, żeby się dowiedzieć, jak to zrobić. Bez tej wiedzy będę się autodiagnozował na podstawie niepopartych faktami przekonań, jak np.: „taki się urodziłem”, „to przez mojego dziadka bo też palił” albo – tu wracamy do romantycznych guseł: „to było mi pisane”. Możemy dodać trochę źle rozumianego buddyzmu: „taka karma, że palę i nic z tym nie da się zrobić”. Tego typu bzdury powodują, że ludzie zamiast podjąć działanie, tkwią w tym swoim paleniu albo w niedziałających biznesach czy nieszczęśliwych związkach. A te historie można w określony sposób zmienić. I choć nie możemy mieć wpływu na wszystko, to na pewno możemy przestać palić lub więcej zarabiać.

Dobrze, rezygnuję z pomysłu, że to przez karmę mało zarabiam. Co robić?
Zaczynam od uświadomienia sobie faktu, że są ludzie, którzy zarabiają duże pieniądze. Czyli wiem, że jest to możliwe. Szukam odpowiedzi na pytanie, w jakim zawodzie się najwięcej zarabia. Przedsiębiorca, wykwalifikowany specjalista, pracownik na wysokim kierowniczym stanowisku –świetnie, mam trzy modele. Jeśli chcę być specjalistą, zdobywam unikalne kompetencje, na które jest zapotrzebowanie na rynku i po jakimś czasie zaczynam je sprzedawać. Albo wkraczam na ścieżkę kariery, która zaprowadzi mnie do kierowniczego awansu. Rozwiązanie numer trzy: staję się przedsiębiorcą, czyli uczę się, w jaki sposób sprzedawać, robić marketing, zarządzać zespołem, buduję misję, wizję, wartości swojej firmy, tworzę portfolio produktów, profiluję klienta, po czym wychodzę do niego. Za każdym razem robię swoje. Moi rodzice walczyli z komunizmem, ja żyję w kapitalizmie i mogę tworzyć siebie jako przedsiębiorcę na wolnym rynku i to jest niesamowite.

No tak, ale do tego potrzebne są pieniądze na wykształcenie, rozpoczęcie biznesu.
Jakie pieniądze? Naprawdę?! W dzisiejszych czasach, gdzie masz do czynienia chociażby z czymś takim jak crowdfunding, który nie kosztuje nic, bo ktoś może zainwestować w twój pomysł? Nigdy nie żyliśmy w czasach tak sprzyjających do zarabiania pieniędzy! Weźmy rodzimego youtubera Sylwestra Wardęgę. Miał prosty sprzęt, którym nagrywał swojego psa na ulicy przebranego za pająka. Umieścił to w Internecie za darmo. Psa ogląda 180 milionów osób świecie, a Wardęga zarabia na tym pieniądze.

Z jednej strony możemy sięgnąć po kreatywność, odwagę, innowacyjność. Ale z drugiej strony mamy ograniczenia – chociażby lęk i inne emocje. One często nie pozwalają nam iść do przodu, zmienić życie i odnieść sukces.
Mogę się bać, że ktoś mnie skrzywdzi albo że spadnie na mnie z nieba meteoryt. Ale mam też inne wyjście – mogę za darmo wejść w Internet, gdzie znajdę techniki radzenia sobie z emocjami. Mam do wyboru chociażby Racjonalną Terapię Zachowań (terapia krótkoterminowa wywodząca się z nurtów poznawczo–behawioralnych – red), gamę narzędzi rodem z psychologii poznawczej, ćwiczenia mindfullness. Mogę zrobić technikę pt. test kamery i zobaczyć, że to, czego się boję, nie jest oparte na faktach. Mogę też pracować nad dialogiem wewnętrznym. Moje emocje zależą ode mnie – nawet te najtrudniejsze. Lęk dzieje się w naszych głowach i można go zniwelować.

Miałeś kłopoty ze zdrowiem, poważne, bo chodziło o serce i wyszedłeś z tego. Czego wtedy doświadczyłeś?
Lęku, poczucia winy, pretensji do siebie, złości, nadziei. To była cała plejada emocji, z którymi musiałem popracować, żeby podjąć racjonalne działanie zmierzające do wyleczenia się. Trwało to 8 miesięcy i koniec końców się udało. Jakbyś mnie zapytała, czy to było trudne – odpowiedziałbym – tak, ale co z tego? Gdy chce się osiągnąć duże rzeczy, robi się trudne rzeczy. A jak nie – to się robi łatwe. Rozmawiamy o tym, że ludzka postawa, czyli przekonanie na temat rzeczywistości, umożliwia lub nie określone zmienianie się. Tak naprawdę potrzebujemy pomysłu i wiedzy, jak go realizować.

Jeszcze czegoś. Patrzę na ciebie i widzę mężczyznę pod tytułem „JUST DO IT”. Myślę, że działanie jest dla ciebie łatwe, pewnie masz wysoki poziom motywacji.
Wiedziałem, że wrócisz do guseł romantycznych. O której dzisiaj wstałaś?

O siódmej.
O której pójdziesz spać?

Pewnie późno, bo mam sporo do pisania.
O której to późno? Dwunasta, pierwsza?

Tak.
Ja wstałem dzisiaj o szóstej, pójdę spać o pierwszej. Będę spał może pięć godzin i tak robię od trzynastu lat. Mamy wewnętrzną potrzebę, żeby fakt, czy coś osiągamy czy nie, tłumaczyć istnieniem siły wyższej lub naturalnych predyspozycji, równie magicznych. Kiedy zajmowałem się nauką języków obcych, a wykładałem dotychczas w siedmiu językach, wiele razy słyszałem: „Ale ty masz talent”, „Z tym to się urodziłeś”. A ja wtedy pytałem: „Czy zapisałeś się do szkoły języków obcych?”. I słyszałem: „Nie, bo nie mam talentu”. I to są gusła tłumaczące brak wiedzy na temat zachowań potrzebnych do osiągnięcia celu.

Są tacy, którzy zapisują się do szkoły i dopiero tam stwierdzają, że nie mają talentu.
Nie wystarczy się zapisać, trzeba się uczyć. Jedni są pracowici i ambitni, a drudzy leniwi i im się nie chce.

Właśnie – nie chce im się. Jest jeszcze kwestia motywacji.
Jak się nie chce, to się nie ma wyników. Lenistwo jest niczym innym jak mechanizmem obronnym. Odczarujmy zmianę – tam nie ma guseł – tam jest sposób, w jaki wpływamy na emocje, myśli, zachowania. Chcę się zmotywować. Sięgam więc do zestawu technik motywacyjnych. Weźmy zobowiązanie publiczne – jeżeli powiem bliskim, że zamierzam coś osiągnąć, wtedy będę bardziej zobowiązany, żeby to zrobić niż gdybym im nie mówił. Dwa – negatywna konsekwencja. Zadajmy sobie pytanie, co się negatywnego stanie, jak się nie zmienię. Będę przez dziesięć kolejnych lat trwała w związkach z toksycznymi facetami i zestarzeję się nieszczęśliwa. Kolejna technika – motywujące cytaty i historie osób, które odniosły sukces. Wystarczy wejść w internet i wpisać – techniki motywacyjne, proste przepisy. Oczywiście, że gdy wstaję o szóstej rano i idę na zapasy, wiedząc, że dostanę od mojego trenera takie baty, że będę posiniaczony, nie jest przyjemnie. Ale mnie nie interesuje przyjemność ani łatwość, mnie interesuje skuteczność.

A co jest złego w przyjemności?!
Po pierwsze, ona przemija, więc nie możesz jej uchwycić i ciągle ci jej brakuje. Po drugie, adaptujemy się do niej, więc trzeba ciągle podnosić dawkę. Po trzecie, istnieje tylko w odpowiedzi na bodziec wywołujący, którego ciągle musisz szukać. Po czwarte, jest emocją, a więc nie daje żadnej treści. Półtorej godziny spędzone na oglądaniu filmu, który jest zabawny, ale nie wnosi merytorycznej wartości do czyjegoś życia, to 90 minut bicia piany. Przyjemność poczuję też, gdy napiję się alkoholu. Ale jeśli systematycznie będę to robił, stanę się głupszy, bo dojdzie do degeneracji moich neuronów. A ty mnie pytasz, co się złego w przyjemności? Wszystko, na Boga! Wszystko! Co innego radość. Ale radość nie jest emocją, jest uczuciem. Radość jest emanacją tego, co czuję, będąc szczęśliwą jednostką. Ludzie, niestety, dążą do emocji. Od lęku uciekają do przyjemności. To są smutne czasy. Ci ludzie cierpią i tego nie wiedzą.

Czyli kluczem do zmiany i sukcesu jest pracowitość.
Między innymi. Jeszcze wiedza. Są tacy, którzy chodzą na basen i nic to im nie daje, bo błędnie ćwiczą. Ale na całe szczęście są tam trenerzy, wystarczy zapytać. Kiedy 20 lat temu zaczynałem przygodę z z innym sportem – kulturystyką, prawie wcale nie było formalnych instruktorów. Wtedy też coachów jeszcze nie było.

Jak ludzie wtedy żyli?
Mniej świadomie i mniej skutecznie niż dzisiaj, intuicyjnie. Ludzie zawsze jakoś żyli. Ale my nie chcemy „jakoś”. Dla nas liczy się „jakość”, a więc bierzemy pod uwagę, jakie są możliwości i je tworzymy. Czasy się zmieniły, a wraz z nimi potrzeby społeczne.

Wróćmy do psychologii zmiany. Na czym polega głęboka zmiana, która spowoduje, że nasze życie nabierze nowej jakości. Po czym ją poznać?
Nie ma znaczenia, czy zmiana jest głęboka czy płytka, ale o cel, jaki chcemy osiągnąć. W jakim kontekście chcę się zmienić? Czy chodzi o moje związki, pracę, ciało, kompetencje? Wszystko, co nie jest konkretne, nie zostanie przez nas zrealizowane. Na przykład: cierpię na nieśmiałość. Nie chcę być nieśmiały. A jaki chciałbym być w zamian? Chciałbym być śmielszy. Co to znaczy śmielszy, po czym poznam że jestem śmielszy? Teraz zaczynam przechodzić do konkretyzowania planu. Po czym poznam, że jestem śmielszy? Będę mówił pewniej, czuł się swobodniej, będę poznawał nowe osoby, podchodząc do nich i inicjując rozmowę. To jest konkretny cel – mózg wie wtedy, o co chodzi.

Czyli trzeba robić?
Oczywiście, że robić. Gdy zaczynamy robić, przestajemy jedynie myśleć. I mamy feedback, jak coś działa.

Ale teraz pojawia się niebezpieczeństwo, że się poddamy, bo działamy, a nie jesteśmy skuteczni. Zniechęcające.
A zatem powinniśmy wiedzieć, że Rzym nie został zbudowany w jeden dzień. Generalnie przyjmuje się, że zbudowanie nawyku zajmuje trzy tygodnie. Jeśli dzień w dzień będziesz jeździła na rowerze, twój metabolizm przyśpieszy. Jeżeli codziennie będziesz słuchała nagrań z językiem obcym, to wcześniej czy później twój mózg się go nauczy. Chodzi o systematyczność. Ty masz robić swoje, a mózg resztę zautomatyzuje.

Tyle jest nurtów rozwojowych, ale czy wiedza i świadomość się podnoszą?
Fascynujące pytanie. Pod kątem świata technologicznego tak, robimy postępy w medycynie, fizyce, chemii, farmacji. Ale z innej strony nadal jesteśmy beznadziejnie zidentyfikowani z ego. Niedawno czytałem badania, że Polacy coraz rzadziej zadają sobie pytanie o sens życia. Smutna wiadomość. Bo oznacza, że nie myślimy, po co żyjemy. A co za tym idzie – żyjemy według narracji, która dana nam jest przez epokę i kulturę, w której się urodziliśmy.

Pytanie o sens życia może być motywacją do zmiany?
Oczywiście. To fundament istnienia ludzkiej egzystencji – po co ja żyję, jaki jest sens tego, co ja robię, jaka jest moja misja życiowa.

Tylko jak to odkryć?
Może lepiej stworzyć sens życia. Mój slogan to „Create Yourself”.

Myślę, że czasem coś w sobie odkrywamy, a czasem tworzymy.
Prawdę mówiąc, jedno bez drugiego nie istnieje. Sam fakt tworzenia powoduje odkrywanie czegoś. I odwrotnie – odkrywanie czegoś wymaga od nas tworzenia tego. Próbuję dziesięciu sportów i odkrywam, że zapasy sprawiają mi najwięcej radości. Tworzę więc siebie jako zapaśnika, bo codziennie chodzę na treningi.

Co ostatnio ważnego zmieniłeś w swoim życiu?
Zacząłem budować się i przygotowywać do bycia nie tylko psychologiem i przedsiębiorcą, ale też naukowcem. To jest duża zmiana. Zacząłem tworzyć instytut badawczo-naukowy, żeby mieć większą skalę i dać ludziom na całym świecie dostęp do fachowych narzędzi z zakresu psychologii interdyscyplinarnej: marketingu, zarządzania, samorealizacji. Motywowałem się tak jak zawsze: chęcią realizacji możliwości ludzkiego potencjału. Kiedy odkrywam, że mogę więcej, zaczynam podejmować działania.

Zmiana bardziej osobista?
Schudłem 12 kilogramów w pół roku. Jadłem inteligentnie, ćwiczyłem inteligentnie i uprawiałem sport inteligentnie – to są trzy czynniki wpływające na zmianę wagi. Jeszcze jedna zmiana? Jakiś czas temu, gdy zrobiło się ciepło, kilka razy poszedłem palić fajkę shisha i bardzo mi się to palenie spodobało. Przeczytałem później w Internecie, że godzina palenia shishy równa się wypaleniu 100 papierosów. Po przeczytaniu tego stwierdziłem, że należy to odczucie zlikwidować i zmniejszyłem w sobie pożądanie palenia shishy. Palę teraz okazjonalnie.

Można się zmienić bez pomocy specjalisty?
Można. Napisałem książkę pod tytułem „Psychologia zmiany”. Jeśli ktoś ją przeczyta i będzie ćwiczył rzeczy, o których tam napisałem, to większość swoich problemów życiowych będzie w stanie rozwiązać samodzielnie. To jest też element sensu mojego życia. Piszę książki, ponieważ wychodzę z założenia, że wiedza nie należy do nikogo i że trzeba się nią dzielić.

Gdy ciebie słucham, to wydaje mi się, że wszystko jest możliwe, ale przecież tak nie jest. Spotkałam się z opinią, że zbyt silne motywowanie i popychanie ludzi do zmiany, może szkodzić, bo mogą na skutek porażki cofnąć się w swoim rozwoju.
Jest nieco bajki w stwierdzeniu, że wszystko jest możliwe. Ale za to wszystko jest możliwe w odpowiednim czasie pod odpowiednimi warunkami. I to jest oparte na faktach. To jest prawda. Nie schudnę przecież, jak trzy razy podskoczę i krzyknę „mogę!”.

Szkoda.
Ale jeśli będziesz tak skakała codziennie przez pół godziny przez trzy tygodnie, to schudniesz.

Dr Mateusz Grzesiak jest przedsiębiorcą i wykładowcą. Ukończył studia magisterskie z prawa oraz psychologii, jest doktorem nauk ekonomicznych w dyscyplinie nauki o zarządzaniu. Szkoli międzynarodowo od kilkunastu lat w 7 językach. Pomaga ludziom i organizacjom osiągnąć zaplanowane cele poprzez dostarczanie narzędzi psychologii interdyscyplinarnej w czterech obszarach biznesu i życia osobistego: sprzedaży i marketingu, samorealizacji i relacji, kultury i wartości, przywództwa i zarządzania. Autor wielu bestsellerowych książek.

  1. Psychologia

Czas - dlaczego jedni mają go dużo, a innym wiecznie ucieka?

Świadomość czasu to prawdziwy skarb. Niestety, nie każdy z nas potrafi zapanować nad czasem. (fot. iStock)
Świadomość czasu to prawdziwy skarb. Niestety, nie każdy z nas potrafi zapanować nad czasem. (fot. iStock)
Czy możemy sterować czasem? Pokonać bieg sekund i gonitwę godzin? Tak. Akceptując odwieczny ruch wskazówek zegara. Jedni mają go w bród, inni wiecznie narzekają na jego brak. Skąd się to bierze?

Czy możemy sterować czasem? Pokonać bieg sekund i gonitwę godzin? Tak. Akceptując odwieczny ruch wskazówek zegara.

Jedni mają go w bród, inni wiecznie narzekają na jego brak. Skąd się to bierze? Otóż to, czy czas płynie dla nas szybko czy wolno, zależy od panujących w domu rodzinnym zasad i wymagań. Nie muszą być formułowane werbalnie, wystarczy, że stanowią coś w rodzaju atmosfery, w jakiej jesteśmy wychowywani.

Zabiegani i skupieni

Niezwykle zaradna mama i ambitny tata stawiają sobie wiele celów do osiągnięcia, czas jest więc dla nich towarem deficytowym. Ich dziecko rośnie w przekonaniu, że nie wolno mu marnować ani minuty. W konsekwencji uważa, że o wiele ważniejsze jest to, co może osiągnąć, niż sam fakt, że jest, istnieje. Na głębszym poziomie odnosi wrażenie, że jego życie ma sens dopiero wtedy, kiedy coś wytwarza. Nie myśli, że ma wartość samo w sobie.

Wkracza więc w dorosłość jako osoba, która działa pod nieustanną presją czasu, nie wyrabia się. A jak się wyrabia, to dokłada sobie więcej zajęć. Zamiast wyznaczać cele, osiągać je i odczuwać zadowolenie, wciąż jest nienasycona. Dla niej czas jest czymś, co trzeba maksymalnie wypełnić, żeby móc powiedzieć: „nie zmarnowałem go”. I mieć na to dowody.

Inaczej podchodzi do życia ktoś wychowany w rodzinie, w której rodzice mieli chwilę i dla dziecka, i na swoje drobne przyjemności. Potrafili się zatrzymać w biegu, pobyć ze sobą, zamiast wciąż coś robić, organizować, wypełniać. Taka osoba na wszystko znajdzie czas. Nie dlatego, że jej doba liczy sobie więcej godzin czy ma mniej rzeczy do zrobienia – pod względem produktywności może być kopią wiecznie zagonionego człowieka – ale ponieważ w inny sposób wykonuje zadania. Stara się bardziej być, niż działać. Potrafi żyć chwilą, a kiedy coś robi, koncentruje się na jednej rzeczy. Jeśli prowadzi z kimś rozmowę, skupia się tylko i wyłącznie na niej. Nie myśli wtedy, co zrobi później. To daje jej niesamowity komfort psychiczny: nie traci czasu, bo ma go we władaniu.

Pełna koncentracja na zadaniu, powoduje, że tracimy poczucie upływu czasu. Zanurzamy się w nim tak dalece, że zaczyna mieć inny wymiar. Jesteśmy obecni w teraźniejszości. Nie przeżywamy też lęku, napięć czy wątpliwości związanych z sytuacjami, które minęły czy dopiero mają nadejść. W takim stanie bierzemy udział w życiu jako procesie, doświadczeniu, które jest w ruchu, ma walor ożywiania nas, niezamykania w kręgu skostniałych wyobrażeń.

To przychodzi z wiekiem

Kiedy jesteśmy młodzi, wyglądamy przyszłości, czekamy na nią, chcemy być wreszcie dorośli. Czujemy, że całe życie przed nami, a to taka niewyobrażalna ilość godzin! Im stajemy się starsi, podejście do czasu się zmienia. Dorastamy i zaczynamy wypełniać cele, które wyznaczyli nam: rodzice, społeczeństwo, kultura. Zakładamy rodziny i płodzimy dzieci, kupujemy mieszkania, samochody, rozkręcamy karierę… I nagle zdajemy sobie sprawę, że to nie były nasze cele. Nadchodzi zrozumienie: „wywiązałem się z ról społecznych, ale nadal nie jestem szczęśliwy”. Pojawia się niepokój, że nie dopełniliśmy jakichś ważnych spraw wobec siebie samych, wobec własnych potrzeb.

Bo człowiek może się pogubić, przez jakiś czas iść drogą, którą wybrał dla niego ktoś inny – ale ostatecznie zwycięża w nim potrzeba rozwoju. Nawet jeśli przez lata zwodzona, w końcu zaczyna się dobijać. Wewnętrzny głos mówi mu: „to nie twoja droga, ty potrzebujesz czegoś innego, zadbaj wreszcie o to”. Im później przyjdzie to oprzytomnienie, tym większa panika, że może z czymś ważnym nie zdążyć. Robi wszystko, żeby nadgonić stracony czas. I czyni to ze świadomością, że pozostało mu go coraz mniej. Wreszcie jednak wie, czego chce, i czuje, że dopiero teraz zaczyna naprawdę żyć.

Niekoniecznie do pustelni

Oczywiście najlepiej byłoby świadomie żyć i od początku korzystać z danego nam czasu. Do tego jednak konieczna jest znajomość siebie samego, własnych potrzeb i celów. Wiele z tego, nad czym się trudzimy, nie przedstawia dla nas większej wartości. Jest podążaniem za ogólnie przyjętym wzorem postępowania. Jak to zrozumieć? Nie potrzeba wiele – wystarczy raz na jakiś czas zwyczajnie się zatrzymać. Przestać bezrefleksyjnie pędzić przed siebie i różnymi zajęciami – jedzeniem, czytaniem gazety, telefonem do dalekiej znajomej, porządkowaniem pawlaczy, oglądaniem telewizji – odwracać uwagę od tego, co się w nas dzieje. A mamy taką tendencję. Zwłaszcza, gdy nachodzą nas trudne emocje: smutek, zazdrość, rozgoryczenie. To naturalny i bardzo ludzki odruch – ucieczka od cierpienia. Mimo to powinniśmy go świadomie powstrzymać, usiąść w ciszy i wsłuchać się w siebie. Kiedy wchodzimy w kontakt z własnym wnętrzem, emocjami – czas zwalnia. Podobną wartość mają robione w ciągu dnia drobne przerwy na uświadamianie sobie, gdzie jesteśmy – w sensie psychicznym. Na zadanie sobie pytań: „Dokąd pędzę? O co mi chodzi?”.
 
Wysiłek, by żyć świadomie, wart jest swojej ceny, bo kiedy funkcjonujemy automatycznie, życie się wprawdzie kręci, ale my nie możemy się nim nasycić. I wcale nie trzeba jechać po to do pustelni. Można przecież celebrować dany nam czas, budząc swą uważność, wyskakując ze schematu codziennego funkcjonowania. Zacznijmy na przykład od śniadania. Niech wygląda inaczej. Nie tylko w kwestii tego, co na talerzu, ale też towarzystwa, w jakim je jemy, czy pory dnia. Albo wstańmy godzinę wcześniej, poobserwujmy swoje ciało, jak się budzi, co czujemy w poszczególnych jego częściach – to dobry początek na nawiązanie ze sobą bliskiego kontaktu. Umówmy się ze znajomym na kawę w zupełnie nowym miejscu, wróćmy do domu inną drogą. Zmieniajmy drobne elementy w naszym codziennym harmonogramie, bo to nas otwiera, cuci. Stawiając się w nowej sytuacji, musimy się w niej szybko zorientować. I to nas utrzymuje w stanie uwagi. Odzyskujemy poczucie możliwości wyboru, doświadczamy swojego wpływu.

Wczoraj, dziś, jutro

Ludzi można podzielić na trzy grupy: zorientowanych na przeszłość, przyszłość i obecnych w teraźniejszości. Przywiązujemy się do przeszłości, bo się boimy, że bez niej stracimy tożsamość, ona daje nam poczucie ciągłości zdarzeń. Nawet jeśli dotyczy negatywnych doświadczeń. Ciągłe grzebanie się w przeszłości jest jednym ze sposobów radzenia sobie z lękiem. To mechanizm obronny: unikanie życia. Tylko że ta retrospekcja: „dlaczego tak się zachowałem, dlaczego to zrobiłem…” – nic nam nie da. Przyniesie jedynie poczucie winy i spowoduje, że trudno nam będzie doświadczać tego, co teraz. Czas psychologiczny, więżąc nas w przeszłości, więzi nas w bólu.

Życie w przyszłości, wieczne wybieganie ku niej myślą, również nie jest dobrym rozwiązaniem. Pułapką takiego myślenia jest założenie, że przyszłość będzie lepsza od przeszłości i teraźniejszości, co nie zawsze się sprawdza.

Mimo to jest wielu marzycieli, którzy w ten sposób unikają teraźniejszości. Wyobrażają sobie, co mogliby w przyszłości zrobić, ustawiają się w sytuacji, która otwiera przed nimi wiele wspaniałych możliwości... Karmiąc swoje ego, żyją tak naprawdę w lęku przed sukcesem, w oderwaniu od tego, co się dzieje tu i teraz.

Najzdrowszą postawę prezentuje człowiek zorientowany na teraźniejszość. Do przeszłości powracający jedynie po to, by wyciągać wnioski, a w przyszłość wybiegający, by ją zaplanować. Jest zakotwiczony w „tu” i w „dziś”, w pełni obecny i przytomny.

Skoro teraźniejszość jest wszystkim, co mamy, dlaczego tak trudno nam w niej żyć?

Bo wymaga zaakceptowania, że chwila obecna jest ulotna, a to napełnia nas lękiem. Wszyscy wynosimy z dzieciństwa poczucie bezradności i przez całe życie od niego uciekamy. Mamy więc potrzebę solidności, trwałości – by czuć się bezpiecznie. A przecież życie jest procesem. Droga do prawdziwego poczucia bezpieczeństwa wiedzie zatem przez zakotwiczenie się w sobie, w rytmie swojego serca i oddechu – a wszystko to jest w teraźniejszości.

Ekspert: Teresa Raczkowska psychoterapeutka, prowadzi terapię indywidualną

Zresetuj się - wskazówka dla pracujących poza domem

Zwykle poszczególne części naszego dnia płyną w różnym rytmie. O wiele większą presję czasu odczuwamy w pracy niż w domu, do którego wracamy, by się zrelaksować. Przejście z jednej „częstotliwości” na drugą może nam jednak przysparzać sporo trudności. Dlatego jeśli masz wymagającą pośpiechu pracę, przychodząc do domu, najpierw wytrać pęd całego dnia, choćby siadając i kompletnie nic nie robiąc przez co najmniej 10 minut. Jeśli tego nie zrobisz i zmusisz się do podtrzymywania kontaktu z bliskimi, będzie on bezwartościowy, bo będziesz reagować jak maszyna. Uprzedź o tym domowników, by nie zarzucali ci, że się izolujesz czy unikasz włączenia w obowiązki. Powiedz partnerowi: „Zaraz włączę się w życie rodziny, daj mi jednak kilka minut, najpierw muszę dojść do siebie, odreagować”. Możesz też zaparkować pod budynkiem i pójść na 15-minutowy spacer – wszystko, co czeka na ciebie w domu, wytrzyma jeszcze kwadrans dłużej, bez większej szkody dla przebiegu całego dnia. Spokojny spacer pozwoli ci uwolnić się od presji czasu. Bo prawda jest taka, że gdy zaczniemy zauważać to, co jest wokół, ale i w środku nas, będziemy mieć coś do dania drugiej osobie, bo dopiero wtedy możemy poświęcić jej całą naszą uwagę.

  1. Styl Życia

Planowanie pracy - jak zwiększyć efektywność?

Nadmiar obowiązków zawodowych coraz częściej bywa normą. Pracujemy w ciągłym pośpiechu i stresie. Może się wydawać, że nie ma na to dobrego rozwiązania. Co robić? Zainwestować w swoją efektywność. (Fot. iStock)
Nadmiar obowiązków zawodowych coraz częściej bywa normą. Pracujemy w ciągłym pośpiechu i stresie. Może się wydawać, że nie ma na to dobrego rozwiązania. Co robić? Zainwestować w swoją efektywność. (Fot. iStock)
E-maile pozostawione bez odpowiedzi, stos dokumentów do przejrzenia, mnóstwo spraw odkładanych na później, telefonów do wykonania, rozmów do przeprowadzenia. Nie wpadaj w panikę: potrzebujesz tylko chwili, żeby dobrze zaplanować działania.

Nadmiar obowiązków zawodowych coraz częściej bywa normą. Pracujemy z poczuciem ciągłego pośpiechu i w dyskomforcie związanym ze stresem, który wynika z dużej ilości zadań do wykonania. Może się wydawać, że nie ma dobrego rozwiązania: obowiązków nam przecież nie ubędzie, a czas się nie rozciągnie. Co robić? Zainwestować w swoją efektywność. A dokładniej?

– Moja odpowiedź jest prosta: planowanie – mówi Beata Uytenbogaardt, współzałożycielka PEPworldwide Poland, zespołu trenerów i doradców z obszaru efektywności osobistej. – Wielu może kojarzyć się z nudą, sztywnością, ograniczeniami. Ale to nieprawda, bo w planowaniu możemy być kreatywni.

Zdaniem Beaty Uytenbogaardt boimy się planować, bo nie wiemy, jak to robić. Jeżeli się tego nauczymy, zauważymy, że czas można „wrzucić” do kalendarza, wreszcie zacząć nim zarządzać, a także (czemu nie?!) bawić się nim.

Kalendarz to jedno z magicznych narzędzi planowania, drugim jest lista zadań. Beata Uytenbogaardt tłumaczy, że są zadania ważne i mniej ważne. Zajmujemy się tymi ważnymi, a nieważnymi się nie zajmujemy. Po prostu. Ważne sprawy natomiast są albo pilne, albo niepilne. Od razu wykonujemy pilne, a niepilne planujemy. Musimy nauczyć się nimi sprawnie żonglować. Odczujemy, że planowanie jest wolnością, kiedy wytrenujemy w sobie nawyk robienia rzeczy od razu. „Zrób to od razu” jest złotą zasadą planowania!

– Warto sobie uświadomić, że mamy pewną brzydką cechę, a nazywa się ona: „odkładanie” – mówi Beata Uytenbogaardt. – A skoro już to wiemy, możemy zastanowić się, co zrobić, żeby nie odkładać. Najlepszym sposobem na nieodkładanie jest – to logiczne – robienie rzeczy od razu. Często kojarzy się to jednak z robieniem rzeczy naraz, a to zupełnie inna bajka. Mamy wykonywać zadania po kolei, co oznacza, że coś musimy ułożyć w pewnym szeregu.

Czyli wziąć do ręki kalendarz i poustawiać czas na dane sprawy. Czas jest jedną linią, nie mamy dwóch czasów, trzech ani czterech. Dlatego tak łatwo jest się nauczyć planować. Musimy poukładać na jednej linii swoje sprawy. Proste? Żeby wypracować w sobie nawyk robienia rzeczy od razu, eksperci PEPworldwide zalecają wdrożyć w życie i konsekwentnie realizować kilka nieskomplikowanych zasad.

Zasada 1: Rób najpierw rzeczy trudne i niemiłe

Odkładamy wykonywanie tych zadań, których nie lubimy albo uznajemy za zbyt skomplikowane. Warto jednak uniknąć stresu związanego z oczekiwaniem na moment, w którym i tak będziemy musieli się z nimi zmierzyć.

– Jeśli masz na przykład trzy rzeczy do zrobienia: pierwsza z nich jest fajna i łatwa, druga jest OK, ale niezbyt ciekawa, bo na przykład rutynowa, a trzeciej nie znosisz robić – zwykle zaczynasz od pierwszej, potem przechodzisz do drugiej i wykonujesz ją tak długo, że na trzecią nie ma już czasu. Oczywiste jest, że nie czujesz się z tym dobrze – mówi Beata Uytenbogaardt.

Co robić? Zaczynać od trzeciej sprawy. Wtedy nie tylko zajmie ci ona mniej czasu, ale równocześnie, gdy się już z nią uporasz, wygenerujesz dużo pozytywnej energii. Z werwą zajmiesz się sprawą pierwszą i drugą i jeszcze zostanie ci sporo czasu oraz przekonanie, że jesteś świetna.

Zasada 2: Wykonuj zadanie, gdy jest ono jeszcze proste do zrobienia

Drobne problemy lub łatwe zadania, do których nie weźmiemy się od razu, mogą urosnąć do rangi dużych, do rozwiązania których będzie potrzeba już więcej czasu i energii. – Często odkładamy zadania proste i znane – mówi Beata Uytenbogaardt. – Chodzi tu na przykład o napisanie sprawozdania z zebrania, które tuż po spotkaniu zajmie nam 15 minut, ale za kilka dni będzie już wymagało poświęcenia na przykład godziny. Można to porównać do koszenia trawnika latem: jeśli skosisz trawę, gdy urośnie tylko trochę, będzie to zadanie łatwe. Przestanie być proste, gdy urośnie wyższa. Lepiej temu zapobiegać, planując koszenie trawy regularnie.

Zasada 3: Ogranicz zakłócenia

Na początek kilka przykładów:
  • Już prawie kończysz projekt, a tu nagle dzwoni telefon, odbierasz i rozpraszasz się tak bardzo, że spóźniasz się z oddaniem pracy na czas.
  • Próbujesz skoncentrować się na pisaniu, ale co jakiś czas sprawdzasz pocztę, bo czekasz na ważną wiadomość.
  • Chcesz zadzwonić do szefowej w pilnej sprawie, ale nagle podchodzi do biurka koleżanka. Przez dłuższy czas rozmawiasz z nią i zapominasz o sprawie, którą miałaś załatwić, a to nie jest dla ciebie korzystne.
– Tak zwane przeszkadzacze będą pojawiały się zawsze – mówi Beata Uytenbogaardt. – Jeżeli na to pozwolimy. Jeśli nie dajemy sobie na nie zgody – wyciszamy telefon, wyłączamy alarmy i powiadomienia o przychodzącej poczcie. Zaskakująco dużo zależy od nas samych. To, na ile odetniemy się od zakłóceń, w dużym stopniu powiązane jest z planowaniem.

Jeżeli postanowisz, że na dane zadanie masz pół godziny, zrobisz wszystko, żeby te 30 minut spożytkować jak najlepiej i nie ulegniesz „przeszkadzaczom”. Ile czasu sobie dajesz, tyle wykorzystujesz.

Beata Uytenbogaardt twierdzi, że często wysyłamy sygnały, żeby nam przeszkadzano. Jeśli robią to inni ludzie, to tylko na nasze życzenie. Jedynie my jesteśmy odpowiedzialni za otwarcie się na komunikację ze światem. Trzeba jednak przy tym wszystkim pozostać elastycznym, bo odebranie pilnego telefonu czy zamiana kilku zdań z koleżanką mogą być ważniejsze niż dokończenie jakiegoś zadania w danym momencie.

Są również „przeszkadzacze” wewnętrzne. Na przykład: pracujesz, siedzisz przy biurku, piszesz i myślisz: „miałam zadzwonić do lekarza, muszę to zrobić, ale nie teraz”. Tak się dzieje, jeśli rzecz, którą się zajmujemy, jest trochę nudna, rutynowa. Jeżeli taka myśl cię dekoncentruje, natychmiast należy zaplanować jej realizację. Masz odebrać płaszcz z pralni? Ile czasu ci to zajmie? Którego dnia możesz to załatwić? W czwartek o godz. 18.00. „Wrzucasz” pralnię do kalendarza i przestajesz o niej myśleć.

– Dzięki temu nie będziesz musiała na przykład przejeżdżać czwarty raz koło sklepu z żarówkami z myślą, że ciągle ich nie kupiłaś, bo nie masz czasu – mówi Beata Uytenbogaardt. – Dlaczego nie masz na to czasu? Bo kupienie żarówek nigdy nie znalazło się na liście zadań do zrobienia.

Zasada 4: Popraw koncentrację

Wystarczy, jeśli na bieżąco sporządzasz listę spraw do załatwienia, planując czas na ich wykonanie, oraz nie rozpraszasz się przez robienie kilku rzeczy naraz – i od razu łatwiej o skupienie na zadaniu.

– Koncentrację zaburzają nam drobne, zaległe rzeczy do zrobienia – mówi Beata Uytenbogaardt. Swoim klientom proponuje ćwiczenie polegające na wypisaniu na kartce wszystkich pomniejszych spraw do załatwienia: prywatnych i zawodowych, których nie zrobili przez ostatni miesiąc i mają je „z tyłu głowy”. Na przykład: kupienie córce trampek na WF, zaniesienie butów do szewca, zrobienie porządku z e-mailami, zamówienie wizytówek. Takich rzeczy się nie planuje, a to błąd. Zrób zatem listę zaległości, oszacuj, ile te rzeczy mogą ci zająć czasu, i zastanów się, kiedy będziesz mogła je zrealizować.

Zasada 5: Wykonuj każdą czynność tylko raz

Gdy zajmiesz się już czymś, nie odkładaj tego – doprowadź tę czynność do końca! Wracając do niej, stracisz czas na przypomnienie sobie tematu lub ponowne wdrożenie się w wykonanie zadania. Rób raz, a skutecznie.

– Ile razy czytamy e-maila, zanim na niego odpowiemy? – pyta Beata Uytenbogaardt. – Dlatego kiedy przychodzi e-mail, trzeba zadać sobie pytanie: mam coś z nim zrobić czy nie? Jeśli tak – teraz czy potem? Jeśli potem, to kiedy? I od razu planujemy zadania na potem.

Generalna zasada, jaką powinnaś przyjąć, brzmi: jeżeli chcesz wykonywać czynność raz, musisz ją wykonać do końca. Dlatego e-maile dobrze wrzucać do odpowiednich folderów, oznaczać, włączać „przypominacze”, a odpowiadanie na nie umieszczać w kalendarzu albo na liście zadań.

Warto wypracować sobie system, który ułatwi życie, korzystając z nowoczesnej technologii. Jeśli masz do czynienia z większymi zadaniami, typu projekt architektoniczny czy pisanie książki, dobrze jest podzielić je na etapy, które doprowadzasz do końca. Tym sposobem będziesz pracować w poczuciu, że nie cofasz się, tylko ciągle kroczysz do przodu. Zrobisz więcej i w krótszym czasie.

– Dzięki planowaniu według zasad PEP zyskujemy wolność. W wyborze zadań i w ich realizacji. Mamy z tego frajdę i poczucie spełnienia – mówi Beata Uytenbogaardt. – Stosuję je z powodzeniem, a jestem bardzo aktywna zawodowo. Do tego mieszkam w Holandii, a pracuję w Polsce. I nie mam wrażenia, że mi coś ucieka, wręcz przeciwnie: mam przekonanie, że realizuję wszystko, co chcę.

Planowanie daje dobrą kontrolę nad rzeczywistością. Gdy ją czujemy, od razu rozwiązuje się problem pod tytułem: „och, mam tyle pracy, nie dam rady!”. Przestajemy być ofiarą i wchodzimy w rolę bohatera swojego życia. Rządzimy czasem. No bo kto tu jest ważny? Ja czy on – ten tak zwany czas? Ja! Proste, tylko trzeba to sobie uświadomić i wprowadzić w życie. Jeśli planowanie pozostaje tylko w teorii, nie przynosi efektów. A przecież chodzi o to, żeby w dzisiejszym zabieganym świecie pracować mądrzej, a nie ciężej.

Beata Uyten-Bogaardt, współzałożycielka PEPworldwide Poland, zespołu trenerów i doradców z obszaru efektywności osobistej.

  1. Seks

Inteligencja seksualna – na ile jesteśmy świadomi swoich potrzeb?

Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. (Fot. iStock)
Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. (Fot. iStock)
Wbrew pozorom nie po to, by bez zająknięcia wymienić nazwy stu łóżkowych pozycji czy świetnie się orientować w ofercie sex shopów. Raczej po to, by nasze życie erotyczne było udane i naprawdę zgodne z tym, co nam w duszy – a także w zmysłach – gra. 

Znajomość siebie, swoich potrzeb i zahamowań oraz warunków, w których możemy je przekraczać. Odwaga, żeby prosić o to, co nam naprawdę sprawia przyjemność, i gotowość, żeby dawać partnerowi to, czego potrzebuje. Wiedza o tym, co różni mężczyznę i kobietę. Umiejętność odmawiania i otwartej komunikacji w sprawach seksu, także rozumienia drugiej osoby, ale i własnych reakcji. Wszystko to właśnie zawiera w sobie inteligencja seksualna – termin, który robi ostatnio furorę.

– Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. To niezwykle ważne, bo poziom inteligencji seksualnej decyduje o tym, czy jesteśmy zadowoleni z życia erotycznego – uważa Małgorzata Zaryczna, seksuolożka i psycholożka z Centrum Psychoterapii MAGO w Warszawie. – Im więcej wiemy o seksualności, relacji, bliskości i człowieku, z którym tworzymy parę, tym więcej mamy frajdy w sypialni.

Dobra wiadomość: z inteligencją seksualną jest nieco inaczej niż z poziomem IQ. Ten ostatni jest wrodzony, pierwszy – można skutecznie podnosić. I co ważniejsze – da się go w prosty sposób określić. Poprzez stopień zadowolenia z tego, co robimy w łóżku.

Tylko ty!

Zwolennicy i zwolenniczki wielu przygód i podbojów nie ucieszą się zapewne, ale według fachowców osoby naprawdę inteligentne seksualnie stawiają na jednego partnera. Wierność jest afrodyzjakiem!

– Dla satysfakcji w łóżku ważniejsza od ilości jest jakość – podkreśla Zaryczna. – Chcemy, żeby nasze życie seksualne naprawdę było na wysokim poziomie? Inwestujmy w budowanie dialogu z jedną osobą.

Jednak pogłębianie więzi, dbałość o potrzeby drugiej strony i komunikowanie swoich odczuć, zbyt często przerastają zdolność, motywację i chęć przeciętnych polskich kochanków. Oto typowy obraz współczesnego życia seksualnego: kilka minut stosunku, w tej samej co zwykle pozycji, rozładowanie i… koniec. Nie celebrujemy bliskości.

– Mądrze jest traktować seks nie tylko jako akt fizyczny służący rozładowaniu napięcia czy podreperowaniu poczucia własnej wartości, lecz jako zbliżenie, najgłębszy rodzaj kontaktu pomiędzy dwojgiem ludzi – uważa Zaryczna. – Inteligencja seksualna pomaga nam zrozumieć, że nie możemy stworzyć dającej prawdziwe zadowolenie więzi erotycznej bez emocjonalnej. Potrzeba seksualna leży bowiem blisko potrzeby bezpieczeństwa. A tego nie da nam kontakt z przypadkową osobą.

Potwierdzają to dobitnie badania dr Sharon Hinchcliffe z University of Sheffield, która przeprowadziła 46 wywiadów z kobietami w wieku od 23 do 83 lat. Okazało się, że tylko 10 proc. z nich odczuwało satysfakcję z przygodnego seksu.

Z kolei z badań dr. Michaela Milburna z University of Massachusetts w Bostonie, autora książki „Sexual Intelligence”, wynika, że najniższy poziom inteligencji seksualnej wykazują osoby często zmieniające partnerów. Mimo przemian obyczajowych dla większości ludzi wciąż najważniejsza jest stabilność i przywiązanie.

Jeśli wizja uprawiania seksu z jednym partnerem do końca życia przeraża nas, to dla sypialnianego dobra powinniśmy przynajmniej w kontaktach miłosnych stawiać na coś więcej niż wakacyjne, krótkotrwałe romanse.

Nie za daleko i nie za blisko

Kolejnym bardzo ważnym składnikiem erotycznej inteligencji jest umiejętne zarządzanie dystansem w związku, a właściwie wypośrodkowanie między wolnością a zażyłością. Powinniśmy się nauczyć dawać sobie przestrzeń bez oddalania się od siebie. Jeśli kontakt będzie zbyt intensywny, nasza erotyka tego nie zniesie: stłamsimy ją.

– Wiele osób chce być z partnerem tak blisko, by stanowić niemal jedno ciało – mówi Zaryczna. – To kiepski pomysł, bo przecież własne ciało raczej nas nie podnieca… Erotyka to obok bliskości także zaskakiwanie siebie nawzajem, nuta niedopowiedzenia, trochę odświeżającego dystansu.

Żeby między nami iskrzyło, nie możemy być ze sobą non stop. Kiedy kobieta idzie z mężczyzną na imprezę i obserwuje, jak on tańczy z innymi kobietami, i wie w dodatku, że one uważają go za atrakcyjnego – sama zaczyna go bardziej pragnąć. Podobnie mężczyzna, który zauważa, że jego partnerka się czymś żywo interesuje, że potrafi zatracić się w swojej pasji tak, że nawet o nim zapomina i trzeba ją „gonić” – widzi ją jako wartą starań, bardziej pociągającą.

Bądźmy inteligentni – nie traktujmy każdej niezależnej inicjatywy ukochanej osoby jako ataku na więź i bliskość. Pozwólmy jej zdobywać doświadczenia poza związkiem – żeby mogła je potem „przynieść” i w ten sposób wzbogacić to, co już mamy.

– Cała sztuka polega na tym, żeby być na tyle blisko, by tworzyć związek, lecz na tyle daleko, by nie wygasło napięcie seksualne – uważa seksuolożka. – Zmęczeni pracą, obowiązkami domowymi i dyskusjami o rachunkach, zapominamy, jak to było nosić podniecającą bieliznę i zawsze mieć ochotę na gorący seks. Warto kilka razy w tygodniu starać się odnaleźć w sobie echo tej kochanki czy kochanka, jakimi kiedyś byliśmy i nadal chcielibyśmy być.

Erotyczna mądrość to także rozmawianie o seksie, umiejętność komunikowania się, zadawania pytań, wsłuchania się w potrzeby partnera. My jednak mamy raczej tendencję do zabawy w jasnowidzenie: jeśli znamy partnera od lat, to uważamy, że nie musimy go o nic pytać, bo doskonale wiemy, co czuje i czego chce, a co mu się nie spodoba. W ten sposób zamykamy się w kręgu własnych wyobrażeń i okradamy z wymiany i możliwości wspólnego odkrywania nowych obszarów.

– Trudno się rozmawia o seksie, a chyba najtrudniej powiedzieć drugiej osobie, czego się chce – mówi Zaryczna. – Nie umiemy prosić o to, czego pragniemy, bo boimy się urazić partnera lub przed nim odsłonić. Poza tym wydaje nam się, że dobra komunikacja polega na tym, by skutecznie przekonać drugą stronę do tego, czego my chcemy. Nic z tych rzeczy! Chodzi raczej o przekazanie w nieofensywny sposób swoich pragnień – z gotowością i otwartością na czyjąś reakcję, nawet jeśli nie będzie po naszej myśli. Gdy ukochana osoba będzie robić dokładnie to, czego chcemy – szybko się tym znudzimy.

Tyle, ile trzeba

Mamy tendencję do myślenia, że udane życie erotyczne można zmierzyć częstotliwością uprawianego seksu. Im więcej, tym lepiej. Ale jeśli sprowadza się ono do kilku minut stosunku – to czy naprawdę warto przyznawać za to laury? Prędzej czy później odczujemy, że kochamy się wprawdzie często, ale dość mechanicznie…

– W wielu związkach przyjmuje to postać pościgu – uważa seksuolożka. – Jeśli nie mamy ochoty na seks, trudno odmówić partnerowi. Boimy się, że to postawi naszą relację nad przepaścią. Wysilamy się, by życie erotyczne nie zamarło, próbujemy nowych pozycji, eksperymentujemy. Tak jakby nasze życie miało stać się jakąś pustynią po tygodniu czy dwóch bez seksu!

A przecież „źródło” seksualności istnieje tak długo, jak długo tworzymy parę i chcemy ze sobą być. Nie staniemy się osobami aseksualnymi – no, chyba, że się znienawidzimy i nie będziemy chcieli mieć ze sobą kontaktu albo gdy tak się zbliżymy, że staniemy niemalże jednym ciałem i zdusimy erotykę. Jeśli nie wpadniemy w żadną z tych skrajności, seksualna pustynia nam nie grozi.

– Zmysłowe IQ to między innymi świadomość, że seksualność podlega naturalnym rytmom i wahaniom – podkreśla dr Zaryczna. – I na szczęście jest tak, że kochankowie, którzy są wrażliwi na potrzeby partnera, także te dotyczące częstotliwości uprawianego seksu, po jakimś czasie potrafią dopasować je do siebie nawzajem.

To, że jedna ze stron ma ochotę na zbliżenie, nie jest ani lepsze, ani gorsze od tego, że druga jej akurat nie ma. Tym bardziej, że brak chęci na seks nie jest jednoznaczny z brakiem miłości. Ważne, żeby szanować odmienne potrzeby seksualne. Interpretowanie ich braku jako ataku lub wycofania jest mało rozsądne. Równie dobrze moglibyśmy mieć do partnera pretensję, że jest głodny albo że nie chce mu się jeść. Niezrozumienie i zarzuty w tej kwestii budują czasem między ludźmi bardzo wysoki mur, bo to bardzo delikatna materia. Dlatego tak ważne jest, żeby je dobrze rozumieć. Odmawiając partnerowi, nie mówmy: „to źle, że mnie pragniesz, bo ja ciebie nie”. Powiedzmy raczej: „ja ciebie kocham, lecz w tej chwili naprawdę nie mam ochoty na seks”.

Inteligencja seksualna zawsze bowiem przyjmuje założenie dobrych intencji z drugiej strony.

  1. Styl Życia

Nie bój sie zmian

Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. (Fot. iStock)
Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. (Fot. iStock)
Zmiany pojawiają się zwykle w najmniej spodziewanym momencie. Są jak znajomi, którzy zaskakują cię wizytą, kiedy chcesz iść spać. Dlatego spokojnie nastaw wodę na herbatę, a zanim się zagotuje, będziesz wiedziała, co robić.

Wiosna, koniec studiów, 18. czy 40. urodziny – to momenty, które jednoznacznie kojarzymy ze zmianą, z końcem czegoś starego i początkiem nowego i, jak chcemy wierzyć, lepszego. Nieuchronne, ale konieczne zamknięcie jednego etapu, po to, by móc rozpocząć drugi. Często nie rozumiemy jednak zmian, jakich doświadczamy.

Nie widzimy sensu w tym, że zwalniają nas z pracy albo że partner decyduje się na rozstanie. Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. Być może obecna sytuacja życiowa przestała służyć naszemu rozwojowi. I właśnie dlatego los stawia przed nami nowe wyzwanie. Oczywiście, boimy się utraty tego wszystkiego, do czego się przyzwyczailiśmy: np. miejsca pracy czy długoletniej relacji. Aby zminimalizować poziom strachu, warto krok po kroku i z uważnością rozszerzać perspektywę widzenia całej sytuacji. Zwłaszcza, że zwykle to, co na początku wydaje się trudne, przestaje takie być, kiedy poziom adrenaliny się obniży i zaczniemy patrzeć na nową sytuację bez silnych emocji.

Zmiany to oznaka postępu. Jeśli właśnie ich doświadczasz, to znaczy, że przechodzisz teraz przyspieszony kurs rozwoju osobistego. Sęk w tym, że zwykle wolimy święty spokój od karuzeli zdarzeń, która zmusza do działania. Opieramy się zmianom, a czasami nawet udajemy, że ich nie widzimy. Dotyczy to szczególnie takich sytuacji, kiedy nie chcemy się przyznać, że np. praca od lat odbiera nam radość życia, a w związku od dawna nie doświadczamy miłości i zrozumienia. Zmiana odbywa się zatem pod powierzchnią codziennego życia, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu…

Przyzwyczajenie do życia w tym samym miejscu, w tej samej pracy i z tym samym partnerem zawęża perspektywę widzenia. Czasami z lęku przed wzięciem życia we własne ręce wolimy trwać w iluzji, że możemy być szczęśliwi tylko w takim układzie, w jakim jesteśmy. Zużywamy więc mnóstwo energii na podtrzymywanie status quo. Ale jeśli jakaś część ciebie bardzo pragnie zmiany, będzie ci za wszelką cenę dawała o tym znać. Możesz odczuwać apatię, a niekiedy frustrację i złość. Możesz zazdrościć znajomym, że powodzi im się w życiu lepiej niż tobie. Możesz zaczytywać się w książkach z wartką akcją i marzyć o wielkich podróżach. Pytanie tylko, czy robisz coś, aby przekuć marzenia w rzeczywistość.

Otwarcie na zmiany

Warto wysłuchać głosu tej części siebie, która potrzebuje zmian. Zamiast na siłę ratować tonący statek i tkwić w starym schemacie, dobrze jest zapytać samej siebie: „Czego tak naprawdę pragnę i co mogę zrobić, aby zacząć realizować swoje marzenia?”. Statek musi zatonąć, aby na horyzoncie mogło pojawić się coś innego. Albo abyśmy mogli w ogóle to zobaczyć. Dlatego zamiast zużywać energię życiową na wtłaczanie życia w stare koleiny, sprawdź, co się stanie, jeśli po prosu pozwolisz zmianie się dopełnić. Życie nie przebiega jak długa, pozioma linia. Jest jak ocean, czasem spokojny, a czasami burzliwy. Fale to wyzwania, które dają ci możliwość dalszego rozwoju. Pomyśl o tym, jak twoje życie może się przeobrazić, jeśli każdą zmianę będziesz witać z uważnością, bez oceniania, czy jest dobra, czy zła. Zarówno tę, której doświadczasz niespodziewanie, jak i tę, która zachodzi niepostrzeżenie, pod osłoną codziennego życia. Każda zmiana to ruch energii, a ruch to impuls życia. Płyń więc z nurtem rzeki, a nie pod prąd. Kiedy płyniesz z nurtem, zmiany nie muszą być trudne do przeprowadzenia. Wręcz przeciwnie, otworzą cię na ocean nowych możliwości.

Ćwiczenie

Weź kartkę papieru i wypisz wszystkie kroki, jakie powinnaś podjąć, aby jak najlepiej przygotować się do przeprowadzenia zmiany. Podkreśl pięć najważniejszych, od których powinnaś zacząć. Wypisz również wszystkie znajome osoby, które przechodziły podobną zmianę i mogą pomóc ci się z nią oswoić. Skontaktuj się z trzema z nich i zaproponuj spotkanie. Rozmowa może ci pomóc w lepszym oswojeniu się z życiową zmianą.

Twórcza wizualizacja

Wyobraź sobie, że przenosisz się teraz na piękną plażę. To szczególne miejsce – tu spotkasz się z tym aspektem siebie, który jest bardzo kreatywny i posiada narzędzia do harmonijnego przeprowadzania zmian. Wyobraź sobie, że możesz teraz zadać mu wszystkie potrzebne pytania i poprosić o wskazówki. Możesz też zapytać, czy mógłby przekazać ci jakiś symbol, który pomoże ci aktywizować własną moc (może to być np. kamień lub pióro). Po wykonaniu ćwiczenia zapisz wszystkie wskazówki i postaraj się znaleźć realny kamień, pióro lub cokolwiek innego, co możesz utożsamić z tym aspektem siebie, by przypominał ci o tym, że moc i odwaga są w tobie.

Powiedz sobie, że…

Jeśli doświadczasz zmiany, spróbuj uwierzyć, że masz w sobie wszystkie narzędzia potrzebne do tego, by znaleźć się w nowej sytuacji i dać sobie ze wszystkim radę. Wewnętrzna moc aktywizuje się w sytuacjach, które określamy jako wyzwania. Zmiana może zatem zmotywować do obudzenia uśpionych dotąd potencjałów. Każdy koniec jest zapowiedzią początku. Kiedy coś się kończy, co innego się rozpoczyna. Jest jeszcze moment „pomiędzy”, w którym asymilujemy zmianę i zbieramy potrzebną energię. Ten czas nie musi być tylko trudny i stresujący, jest również ciekawy i rozwojowy. Pamiętaj o tym!