1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Uzależnienie od słodyczy. Coraz więcej osób traci kontrolę nad „cukrowym” nałogiem

Uzależnienie od słodyczy. Coraz więcej osób traci kontrolę nad „cukrowym” nałogiem

Jedzenie słodyczy - nałóg naszych czasów, coraz trudniejszy do opanowania i niebezpieczny dla zdrowia. Prowadzić może do rozwoju insulinooporności i cukrzycy. Świadczy o tym, jak bardzo nie umiemy radzić sobie ze stresem (fot. iStock)
Jedzenie słodyczy - nałóg naszych czasów, coraz trudniejszy do opanowania i niebezpieczny dla zdrowia. Prowadzić może do rozwoju insulinooporności i cukrzycy. Świadczy o tym, jak bardzo nie umiemy radzić sobie ze stresem (fot. iStock)
Słodycze lubi prawie każdy. Coraz częściej spotykamy się jednak z problemem silnego uzależnienia, gdy „ochota na coś słodkiego” przechodzi w kompulsywne objadanie się. Kiedy tracimy kontrolę nad umiłowaniem do słodkości i wpadamy w „lepkie” sidła nałogu? – O coraz bardziej powszechnym zjawisku cukrowego uzależnienia mówi Mikołaj Choroszyński, psychodietetyk, autor książki „Uzależnienie od słodyczy - skuteczne narzędzia do zmiany nawyków”.

Jak poważnym problemem jest uzależnienie od słodyczy? Z czym spotyka się Pan na co dzień w swojej pracy psychodietetyka? Problemem ten dotyka osób w każdym wieku. Zauważyłem, że szczególnie zaognił się w czasie lockdownu, kiedy w marcu ludzie zamknięci w domach przestali radzić sobie ze stresem. Moje materiały odnośnie uzależnień od cukru, czy słodyczy zyskały znaczną popularność, a w ankietach większość osób zgłosiła mi, że cukier i słodycze oraz żywność komfortowa są dla nich poważnym zagrożeniem. Sam zauważyłem na swoich social mediach bardzo wzmożoną aktywność i dużo zapytań odnośnie tego, jak poradzić sobie z problemem uzależnienia, stąd też rozwiązaniem jest moja książka.

Przytoczyć mogę tutaj mój post, w którym zapytałem zebranych osób, czy uważają, że słodycze są dla nich problemem… i w przeciągu 2 godzin otrzymałem około 500 komentarzy. Niektóre z nich były naprawdę emocjonalne i chwytające za serce. To utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że podjąłem dobrą decyzję, aby wyciągnąć dłoń do osób potrzebujących, które często nie znają drogi wyjścia z błędnego koła.

„Mam problem i to poważny. Jak jem słodkości to nie panuję nad tym. Chowam się przed mężem, córkami. Czekam tylko na okazję, włącznie z nocami…” – wypowiedź internautki
Czy mamy jakieś wiarygodne statystyki i badania z ostatnich lat w kwestii uzależnienia od cukru, na które warto się powołać? Kiedyś nikt nie uważał tego za problem... Faktycznie, kiedyś niewiele się o tym wspominało, ale nasze środowisko zmieniło się znacznie w przeciągu ostatnich 30 lat. Żywność wysoko przetworzona i komfortowa atakuje nas z reklam i stron internetowych. Wszechobecny stres i napięcie oraz brak sposobów radzenia sobie z trudnymi emocjami powodują, że łatwo jest sięgnąć po coś działającego doraźnie. W tym miejscu pojawiają się słodycze.

Nie mamy co prawda dokładnych danych statystycznych, jednak obserwuję tu pewną tendencję. Dobrze ją widać na przykładzie rozwoju insulinooporności. Szacuje się, że insulinooporność w najbliższych latach może dotknąć nawet 70% społeczeństwa. Natomiast nieleczona, w przeciągu 20-30 lat, może zamienić się w pełno wymiarową cukrzycę drugiego typu oraz szereg chorób metabolicznych, niezwykle niebezpiecznych dla zdrowia.

Problem uzależnienia od cukru jest tak istotny, że wszystkich pacjentów nie jestem w stanie przyjąć. Dlatego od maja prowadzę webinary na temat uzależnienia od słodyczy, przedstawiając skuteczne narzędzia do zmiany nawyków. Staram się, aby proces ten był łatwy i przyjemny. W moim przypadku bardziej przypomina on grę polegającą na poszukiwaniu sposobów i prowadzeniu pamiętnika.

Co powoduje, że tak łatwo uzależniamy się od cukru? Czy jednym z powodów jest to, że cukier obecnie dodawany jest do większości produktów? Smak słodki jest pierwszym smakiem jaki poznajemy dostając pokarm od mamy. W tym wypadku cukier dodawany do produktów spożywczych jest wynikiem naszego pożądania smaku słodkiego, a nie powodem dlaczego go pożądamy. Wystarczy nawet niewielka ilość dodana do produktów wytrawnych, by pobudzić zmysły odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności. Nasz organizm bazuje na glukozie, czyli cukrze prostym bez którego nie ma życia. Glukoza jest nam tak niezbędna, że potrafimy ją wytworzyć nawet z innych substratów, takich jak białka czy tłuszcze. Nawet w trakcie głodu organizm zawsze zachowuje odrobinę cukru, aby zasilać mózg i erytrocyty, czyli czerwone komórki krwi.

Mamy poza tym dobrze wykształcony sensor smaku słodkiego, stąd też dodaje się cukier do różnego rodzaju produktów, nawet tych wytrawnych, żeby podbić ich smakowitość, a nas pobudzić do zjedzenia większej ich ilości. W niektórych badaniach na zwierzętach cukier i pożądanie smaku słodkiego były silniejsze od narkotyków, takich jak metamfetamina czy kokaina, a zwierzęta wybierały częściej wodę, która była z rozpuszczoną glukozą niż z narkotykiem.

Jak wygląda mechanizm uzależnienia? W przypadku alkoholu, czy narkotyków mamy do czynienia ze stanem odurzenia. Palacz wchodzi w stan lekkiej euforii i ukojenia.  A co nam daje cukier? Mechanizm uzależnienia od słodkich produktów jest bardzo podobny do uzależnienia od alkoholu czy narkotyków. Cukier oddziałuje na mechanizmy nagrody bardzo silnie, więc wydziela produkcję dopaminy - ważnego neurotransmitera, który odpowiada za utrzymanie naszej motywacji. System ten jest również zaangażowany w powstawanie uzależnienia. Dostarczając substancję psychoaktywną wyzwala się całą kaskadę endorfin dających nam niesamowite uczucie przyjemności. Jednak z  czasem układ nerwowy staje się odporny, więc dawka zaczyna wzrastać, aby dać ten sam poziom przyjemności…  czyli mamy tutaj znowu bliźniaczy mechanizm, jak w przypadku uzależnienia od innych substancji.

„Dla mnie słodycze stały się problemem, który spędza mi sen z powiek. Mówię często o sobie, że jestem gorsza od alkoholika. Jak idę w tango, to niekiedy 2-3 tygodnie jem tylko słodycze, od rana do wieczora.” – wypowiedź internautki
Opinie, którymi dzieliły się ze mną niektóre osoby, były naprawdę poruszające. Część osób jest w stanie powstrzymać się od cukru, zrobić sobie cukrowy detoks. Jednak później, jeśli chociaż kęs słodkiego pojawia się w ich diecie, wpadają w ciąg, który może trwać tygodniami lub nawet miesiącami. Zupełnie jak alkoholik po pierwszej lampce czy kieliszku. Spotkałem się z przypadkami osób, które w takim ciągu potrafią od rana do wieczora jeść same słodycze. Dziennie kilka tabliczek czekolady i jakieś ciasteczka, nie jedząc żywności konwencjonalnej. Żadnej kanapki, żadnego warzywa, nic.

Czy częściej uzależniają się kobiety, czy mężczyźni? Jest to wyjątkowo interesujące pytanie, ponieważ sam szukam na nie odpowiedzi. Zauważyłem, że większość osób, zgłaszających się do mnie lub biorących udział webinarach, to blisko w 95% kobiety. Praktycznie wszystkie 500 komentarzy pod moim postem było napisanych przez kobiety. Z pewnością zachodzą pewne różnice w fizjologii mężczyzn i kobiet, to też zauważa się w przypadku uzależnienia od alkoholu czy nikotyny (kobiety mają większe skłonności do uzależnień według niektórych badań). Natomiast ja zastanawiam się, czy kobiety po prostu nie szukają części pomocy opowiadając o swoim problemie. Mężczyźni są bardziej skryci, a w naszym społeczeństwie mężczyźni nie potrafią opowiadać otwarcie o swoich emocjach i potrzebach… co też przekłada się na długość życia (statystycznie żyją około 8 lat krócej niż kobiety). Różnice te zacierają się w krajach wysoko rozwiniętych, gdzie panuje większa świadomość. Tak więc problem może dotyczyć również mężczyzn, tylko, być może, nie ma społecznego pozwolenia na to, aby mężczyzna otwarcie mówił o swoich słabościach.

Niektórzy wybierają tak zwane „zdrowe rozwiązania”: miód, syrop daktylowy lub inny, ksylitol – czyli zdrowsze zamienniki, niby pod kontrolą, ale tak naprawdę pokazują, że ze słodkiego smaku po prostu nie mogą czasem zrezygnować… Zawsze lepsze rozwiązanie będzie miało również lepsze korzyści dla zdrowia. To, że łakniemy smaku słodkiego jest faktem. W książce opisuję zasadę 80/20: jeżeli zadbamy odpowiednio o swoje żywienie to nawet, gdy produkty przetworzone będą stanowiły 20% kaloryczności diety, organizm jest w stanie to obciążenie wytrzymać. Nasze zalecenia żywieniowe wskazują, żeby ilość cukru w diecie nie przekraczała 10%, co dla przeciętnej osoby wynosi około 50 g. (czyli równowartość czterech łyżek cukru lub dwóch łyżek miodu)… a weźmy pod uwagę fakt, że cukier dodawany jest również do produktów, które normalnie konsumujemy, takich jak płatki śniadaniowe, sosy, dressingi, gotowe dania garmażeryjne, czy jedzenie serwowane na mieście. Cukier pojawia się w napojach, jogurtach, nawet w wędlinach znajdziemy dodatek cukru. U niektórych pacjentów, z którymi współpracuję, całkowita rezygnacja jest jedynym wyjściem, żeby wyrwać się z nałogu. U innych wystarczy więcej samokontroli.

„Dopóki nie musiałam przestać jeść ich całkiem, nie sądziłam, że jestem uzależniona. Przy odstawianiu był problem. Walczyłam kilka razy, po kilka tygodni, miesięcy…” – wypowiedź internautki
W swojej książce „Uzależnienie od słodyczy” porusza Pan temat wychodzenia z nałogu i odzyskiwania kontroli nad nawykami żywieniowymi. Jak można z tego wyjść? Proponuję mój autorski 5-stopniowy model zmiany nawyków żywieniowych FitMIND, gdzie przechodzimy przez 5 etapów. Etap pierwszy to zatrzymanie procesu, etap drugi to odzyskanie kontroli nad zachowaniem, etap trzeci to zmiana zachowania i dopiero etapem czwartym jest wprowadzenie indywidualnego modelu odżywiania. Z kolei etap 5, moim zdaniem najważniejszy, to utrzymanie nowych nawyków. Warto zwrócić uwagę na to, ile osób jest w stanie zrzucić kilogramy, albo zrezygnować z cukru, jednak dlaczego prawie nikt nie jest w stanie tego utrzymać? Jeżeli mamy ograniczone zasoby, energię i czas to warto skierować na ten ostatni etap szczególną uwagę rozpoczynając współpracę ze specjalistą. Natomiast wiele osób, zaczynając zmianę i chcąc zrezygnować z cukru czy słodyczy, zaczyna od razu od diety. Więc przeskakują trzy pierwsze etapy! Bez przejścia poprzez poszczególne stopnie nie ma możliwości trwałej zmiany nawyków i wyeliminowania słodyczy na dobre, a właściwie do odzyskania nad nimi kontroli, bo to jest celem całej terapii.

Na jak długą pracę nad sobą trzeba się przygotować rzucając „słodyczowy” nałóg? Ile czasu trwa proces wychodzenia z nałogu? Ma Pan liczne doświadczenia w pracy z takimi osobami. Uważa się, że im dłużej trwa niechciane zachowanie, tym więcej czasu będzie trzeba przeznaczyć, aby z niego całkowicie zrezygnować. Tak więc na pierwszy etap potrzeba około dwóch miesięcy, lecz żeby go utrwalić potrzeba jednego miesiąca na każdy rok trwania niechcianego nawyku. Tak więc, jeżeli od pięciu lat słodycze są problemem to będzie potrzeba 2 miesięcy wychodzenia + 5 miesięcy utrzymania - czyli regularnej pracy, aby trwale pozbyć się tego nawyku. Wiem, że wydaje się długo, dlatego przedstawiam sposoby na to, aby praca nad nowym nawykiem była ekscytująca i pełna zabawy. Można dobierać różne rozwiązania, żonglować nimi i wszystko notować w dzienniku, aby znaleźć najlepszą drogę dla siebie. Wiedzę z książki przekazuję też od maja na webinarach, które są praktycznym rozwiązaniem pokazującym jak wprowadzić nawyk w życie. Dodatkowo prowadzę grupę „uzależnienie od słodyczy - skuteczne narzędzia do zmiany nawyków”, w której wzajemnie sobie pomagamy i dzielimy się swoimi trudnościami oraz sukcesami. Grupa prężnie się rozrasta, więc serdecznie zapraszam wszelkie osoby, które szukają pomocy lub wsparcia.

„Potrafię wyjść do sklepu po np. sól, a wrócić z torbą słodyczy…” – wypowiedź internautki
Co może być skuteczną motywacją dla cukrowego nałogowca, żeby wyjść z uzależnienia? Hasło „Zdrowie”, jak wiadomo, nie działa na każdego… Przede wszystkim potrzebna jest wiedza i świadomość. Zdrowie może być tylko pustym hasłem, lecz jeżeli poznamy, co kryje się po drugiej stronie - z pewnością dokonamy właściwych wyborów, aby chronić nasze zdrowie i nasze życie. W imię zasady, że lepiej być zdrowym biedakiem niż schorowanym milionerem. Jak mawiał pewien indyjski filozof odnośnie palenia papierosów „możesz palić papierosy, lecz proszę cię, rób to świadomie. Jeżeli ze świadomością będziesz palił każdego papierosa to nie rzucisz palenia, bo rzucane palenie ma tendencję do powrotu. Paląc świadomie papieros sam wypadnie z ręki”. Badania to potwierdzają, że wystarczy przed posiłkiem zastanowić się, chociaż przez chwilę, jak wpłynie on na moje zdrowie? Czy jedząc słodycz nie pozbawiam  się możliwości zjedzenia czegoś dużo bardziej odżywczego, regenerującego i wspierającego pracę mojego organizmu? W końcu jesteśmy tym, co jemy.

Fragment książki „Uzależnienie od słodyczy”

...Mechanizm ten może wyglądać następująco. Nie wysypiasz się tyle, ile potrzebujesz. Organizm odczuwa zmęczenie jako stres, więc sięgasz po coś na ząb, by złagodzić nieprzyjemne objawy. W wielu badaniach potwierdza się, że nawet godzina snu mniej, wiąże się z większą zachcianką na słodycze i jedzenie komfortowe oraz większą ilością spożywanych kalorii. Różnice były spore, średnio sięgały 385 kcal dziennie! Ponadto wiele osób konsumuje dodatkowe kalorie całkowicie podświadomie. Przeważnie w postaci smakowitych dodatków lub przekąsek. Czasami w ciągu dnia skuszą się na jakąś słodycz w przelocie lub wieczorem chapną coś w kuchni na stojąco. Co ciekawe zapytani później, nawet tego nie pamiętają.

Tak więc przykładowy dzień po krótszej nocy może wyglądać Tak: Rano nie mamy energii, aby wstać, przesuwamy moment wyjścia z łóżka do ostatniej chwili. W ciągu dnia jeszcze wszystko jest ok. Można ratować się kawą, herbatą czy energetykiem (pamiętajcie, że herbata jest również mocnym stymulantem!). Często w ciągu dnia stymulanty działają tak skutecznie, że nie odczuwamy efektów niedospania. Problem zaczyna się wieczorem. Po całym dniu w pracy czy szkole wracamy do domu i całkowicie puszczają wszystkie hamulce. Nie ma już wystarczająco siły na trzymanie mentalnej gardy, a siły nie ma, bo noc była zarwana... Wracając więc do domu, wieczorem zaczyna się uaktywniać syndrom szperacza-podjadacza.

Błędne interpretowanie sygnałów płynących z naszego organizmu i nieumiejętność prawidłowego nazywania emocji ma też swoją fachową nazwę - aleksytymia. Aleksytymię można porównać do daltonizmu. W jednym zaburzeniu nie rozpoznaje się kolorów, nie można więc dokładnie opisać tego, co się widzi. W drugim zaburzeniu, nie można trafnie opisać tego, co się czuje, więc trudno znaleźć prawidłowe sposoby na poprawę samopoczucia...

Mikołaj Choroszyński jest magistrem żywienia i dietetyki oraz absolwentem studiów podyplomowych na kierunku psychodietetyka (Uniwersytet SWPS), obecnie w trakcie doktoryzacji z nauk medycznych. Jest wykładowcą akademickim w Wyższej Szkolenie Inżynierii i Zdrowia w Warszawie i Warszawskiej Uczelni Medycznej im. Tadeusza Koźluka oraz właścicielem poradni dietetycznej Bdieta. Specjalizuje się w dietetyce klinicznej. Jest także autorem pierwszej na polskim rynku książki o diecie przeciwdziałającej chorobom neurodegeneracyjnym „Dieta MIND. Sposób na długie życie”. Od maja 2020 prowadzi darmowe webinaria i grupę wsparcia w zakresie radzenia sobie z uzależnieniem od tzw. comfort foods (słodycze, fast food, słone przekąski).

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Desery z niskim indeksem glikemicznym

Lemon cupcakes (fot. Ewelina Podrez-Siama)
Lemon cupcakes (fot. Ewelina Podrez-Siama)
Słodycze bez cukru? – Tak, stają się coraz bardziej poszukiwane. Najważniejsze jednak, żeby te „odchudzające” desery nie powodowały nagłych skoków insuliny. Jeśli mamy ochotę na coś apetycznego, kremowego i słodkiego warto zainspirować się przepisami z książki „Kuchnie świata w wersji keto”, w której Ewelina Podrez-Siama dzieli się swoimi kulinarnymi odkryciami.

Poniżej 4 przepisy na desery, które, wbrew pozorom, nas „nie zasłodzą”.

Lemon cupcakes

Cupcakes to małe amerykańskie babeczki o delikatnej strukturze. W tym przepisie proponuję Ci ich cytrynową, rozpływającą się wersję na bazie mąki migdałowej.

Składniki na 12 muffinek:

  • 280 g mąki migdałowej
  • 120 g masła
  • 250 ml maślanki
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • skórka z dwóch cytryn (żółta część)
  • 2 jajka
  • szczypta wanilii
  • 120 g wybranego słodzika

Białka ubij na sztywno. Dodaj żółtka i pozostałe składniki: miękkie lub rozpuszczone i ostudzone masło, maślankę, mąkę migdałową, wanilię, skórkę cytrynową, słodzik i proszek do pieczenia. Wymieszaj ze sobą wszystkie składniki. Podziel ciasto na 12 foremek na muffiny (mogą być wyłożone papilotkami). Piecz w 180 stopniach przez 25 minut. Dekoruj słodzikiem w pudrze lub bitą śmietaną.

Na bazie tego przepisu możesz przygotować więcej rodzajów cupcakes. Zamień skórkę cytrynową na posiekaną czekoladę, dodaj do środka mascarpone ze słodzikiem lub owoce.

Crêpes na słodko

Fot. Ewelina Podrez-SiamaFot. Ewelina Podrez-Siama

Crêpes, czyli cieniutkie, francuskie naleśniki, z różnymi nadzieniami są dla mnie wspomnieniem Paryża. W każdej uliczce znajdziesz stoiska i małe lokale serwujące tę apetyczną przekąskę. W opracowanej przeze mnie wersji keto naleśniki mają bardziej omletowy charakter i stanowią świetną bazę do dalszych kulinarnych przygód.

Składniki na 3 porcje:

  • 3 jajka
  • 20 g mascarpone
  • ¼ łyżeczki lnu mielonego
  • szczypta suszonej wanilii
  • szczypta soli
  • 10 g masła ghee (do zwilżania patelni)
  • ½ łyżeczki erytrolu
  • 1–2 krople naturalnego ekstraktu z pomarańczy (opcjonalnie)

Składniki (z wyjątkiem masła) zmiksuj ze sobą do uzyskania jednolitej konsystencji. Odstaw na 2–3 minuty. Rozgrzej dwie patelnie do naleśników lub zwykłe o średnicy 26–28 cm. Następnie rozpuść na pierwszej z nich masło i ręcznikiem papierowym rozprowadź je po całej patelni. Przed każdym smażeniem dokładnie wymieszaj masę jajeczną, ponieważ len opada na dno. Na rozgrzaną patelnię (jeśli używasz różnej wielkości patelni, wybierz w pierwszej kolejności mniejszą) wlej chochelką ¹‰₃ masy jajecznej. Podnosząc patelnię i poruszając nią, dokładnie rozprowadź ciasto po całej powierzchni patelni. Naleśniki nie mogą być za cienkie (będą zbyt delikatne) ani za grube (wyjdzie mało elastyczny omlet), idealna wysokość to 1 mm. Mniej więcej taką grubość osiągniesz przy użyciu odpowiedniej patelni i dokładnym podziale ciasta. Smaż naleśnik do zarumienienia, a następnie zwilż nasączonym masłem ręcznikiem papierowym drugą patelnię i energicznie przerzuć naleśnik na drugą patelnię, by dosmażyć go z drugiej strony. Usmażony naleśnik wyłóż na deskę i nadziewaj od razu lub złóż do oczekiwanej formy, na przykład dwukrotnie, by uzyskać trójkąty (na zimno będzie mniej elastyczny i składany dopiero wówczas może się połamać). Powtórz proces trzykrotnie, za każdym razem przecierając patelnię zwilżonym ręcznikiem papierowym.

Przepis na naleśniki jest bazowy. Możesz je jeść same, z masłem, skropione sokiem z pomarańczy, z dżemem bez cukru, kremem orzechowo-czekoladowym lub bitą śmietaną czy mascarpone zmiksowanym z wybranym słodzikiem i owocami.

Tort bezowy Pavlova

Fot. Ewelina Podrez-SiamaFot. Ewelina Podrez-Siama

Pavlova to królowa wśród niskowęglowodanowych ciast. Pochodząca z Nowej Zelandii beza, podawana z mascarpone i świeżymi owocami, to idealne ciasto w diecie keto (pod warunkiem zamiany cukru na wybrany słodzik oczywiście). Wymaga wielu starań, lecz efekt końcowy jest tego warty.

Składniki na 8 porcji:

  • 5 zimnych białek jaja
  • szczypta soli
  • 150 g ksylitolu lub erytrolu
  • 1 płaska łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżka octu jabłkowego

Krem stracciatella:

  • 150 ml śmietanki 36%
  • 200 g mascarpone
  • 2 kostki gorzkiej czekolady
  • 3–4 łyżeczki ksylitolu
  • kilkanaście kropel stewii (do smaku)

Dekoracje: owoce jagodowe, granat, porzeczki, czekolada

Piekarnik nastaw na termoobieg i rozgrzej do 160 stopni. Ksylitol zmiel w młynku. Białka ubij ze szczyptą soli. Gdy będą już sztywne, dodawaj po łyżce ksylitolu (kolejną dopiero, gdy poprzednia się rozpuści) i nadal ubijaj. Blachę wyłóż papierem do pieczenia. Na papierze narysuj oczekiwany kształt bezy, proponuję odrysowanie formy tortowej 21–22 cm. Posmaruj papier do pieczenia odrobiną oleju. Śnieżnobiałe, ubite już z całością ksylitolu białka wymieszaj delikatnie z octem i mąką ziemniaczaną. Na papierze do pieczenia uformuj białka w taki sposób, aby brzegi były zdecydowanie wyższe (minimum 2 cm), a środek wklęsły. Uformowaną bezę włóż do piekarnika i natychmiast zmniejsz temperaturę do 130 stopni. Piecz 2 godziny, a następnie pozostaw bezę w uchylonym piekarniku do ostygnięcia. Po wyjęciu beza będzie bardzo miękka, o konsystencji żelka. Pozostaw ją w temperaturze pokojowej jeszcze na kilka godzin, następnie zdejmij z papieru i poodłamuj ewentualny skarmelizowany ksylitol. Tymczasem przygotuj krem. Śmietankę ubij ze zmielonym ksylitolem. Dodaj mascarpone i ubijaj jeszcze chwilę. Na koniec dodaj odrobinę stewii i startą drobno czekoladę. Spróbuj i w razie potrzeby dodaj jeszcze stewii. Pamiętaj jednak, że krem musi być jedynie delikatnie słodki – beza jest wystarczająco słodka. Wyłóż krem na bezę, udekoruj owocami i schłodź w lodówce przez minimum 2 godziny. Krój długim, bardzo ostrym nożem.

Pavlova nie jest najłatwiejszym deserem, gdy przygotowujesz ją pierwszy raz, choć paradoksalnie nie jest to przepis bardzo skomplikowany. Nie rób deseru na ostatnią chwilę, zadbaj o to, by białka były schłodzone, a ksylitol dobrze zmielony, i nie przejmuj się początkową konsystencją powstałej bezy. Przy zachowaniu odpowiedniej temperatury i poprawnym ubiciu bezy nie ma co tu się nie udać. Jeśli bezę przygotowujesz dzień–dwa wcześniej, to krem i owoce warto wyłożyć na nią na świeżo, 2–3 godziny przed podaniem.

Brownie z masłem orzechowym

Fot. Ewelina Podrez-SiamaFot. Ewelina Podrez-Siama

Klasyka amerykańskich smaków i idealne połączenie: intensywnie czekoladowe brownie z masłem orzechowym. To jeden z ulubionych przysmaków mojego Męża i czytelników bloga ms-fox.pl.

Składniki na 8 porcji (forma okrągła o średnicy 24 cm):

  • 150 g czekolady 70%
  • 150 g masła
  • 6 jajek
  • 1 łyżka mąki orzechowej (mielonych orzechów ziemnych)
  • szczypta wanilii
  • ¼ łyżeczki proszku do pieczenia
  • słodzik (u mnie 60 g erytrolu)

Krem orzechowy:

  • 100 g masła orzechowego 100%
  • 250 g mascarpone
  • sól do smaku
  • słodzik (u mnie 3 łyżki erytrolu i kilka kropel stewii)

Czekoladę rozpuść wraz z masłem w kąpieli wodnej. Dodaj wybrany słodzik, wymieszaj i ostudź. Białka oddziel od żółtek i ubij na sztywno ze szczyptą soli. Dodaj żółtka, wanilię i mąkę orzechową. Połącz składniki, a następnie dolej czekolady i delikatnie wymieszaj silikonową szpatułką. Przelej ciasto do wysokiej formy tortowej wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz 30 minut w 180 stopniach (termoobieg + dół), a następnie wystudź. Mascarpone ubij z wybranym słodzikiem. Dodaj masło orzechowe, szczyptę soli i wymieszaj. Dosłodź i dosól do smaku (krem powinien być delikatnie słodki i zarazem słony). Wyłóż krem orzechowy na brownie i udekoruj na przykład orzechami ziemnymi (niewliczone w makro).

  1. Zdrowie

Kompulsywne objadanie się – choroba, która atakuje ciało, myśli i emocje

Zajadasz swoje emocje, bo jedzenie jest jedyną znaną ci metodą na rozładowanie napięcia, natychmiastową, ale niestety krótkotrwałą. (Fot. iStock)
Zajadasz swoje emocje, bo jedzenie jest jedyną znaną ci metodą na rozładowanie napięcia, natychmiastową, ale niestety krótkotrwałą. (Fot. iStock)
Jeśli dotyczy cię kompulsywne podjadanie – nie wystarczy dieta. Potrzebujesz pomocy psychologicznej. Pierwszy krok to odkrycie, jakie wydarzenia życiowe uruchamiają w tobie potrzebę zajadania emocji.

Gdy jesz, by poczuć się lepiej, obniżyć napięcie i stres – ssanie w żołądku odczuwane po lekkim śniadaniu czy nawet jego braku nie jest przejawem głodu, tylko niepokoju związanego z nadchodzącym dniem. W twoim przypadku śniadanie ma bowiem na celu nie posilić cię, ale odwlec moment wyjścia z domu i rozpoczęcia kolejnego dnia w pracy („Szef znów będzie mieć uwagi do mojego projektu”), a zbyt późny obiad czy wieczorna przegryzka przed telewizorem – mimo wyrzutów sumienia typu: "Znowu zjadłem za dużo i za późno" – utulić złe myśli i uczucia. Bo choć po jedzeniu czujesz się ociężały i senny, to pełny brzuch i błoga sytość są takie przyjemne, że wszystkie troski minionego dnia powoli odpływają w niepamięć. (Właśnie owa ,,błoga sytość”, zapewniająca znane z dzieciństwa poczucie bezpieczeństwa, to coś, za czym najbardziej tęsknią pacjenci będący w trakcie odchudzania).

Jedzenie jak nałóg

Twoja nadwaga to przykrywka dla wielu poważniejszych problemów, niezwiązanych jedynie z przemianą materii czy złymi nawykami żywieniowymi. Wystarczy mały problem, który wytrąci cię z równowagi, ale także drobny sukces, np. uda ci się schudnąć kilka kilogramów, a natychmiast sięgasz po jakiś ,,zakazany owoc”, by poprawić sobie humor albo się za coś nagrodzić. Zajadasz swoje emocje, bo jedzenie jest jedyną znaną ci metodą na rozładowanie napięcia, natychmiastową, ale niestety krótkotrwałą. Po chwilowej uldze pojawiają się jeszcze silniejsze i bardziej bolesne emocje: wstyd, poczucie winy, lęk, obrzydzenie do samego siebie.

W miarę upływu czasu jest coraz gorzej. Zdarza ci się wstawać w nocy, by skubnąć coś z lodówki, albo jechać na stację benzynową, bo w domu zabrakło słodyczy. Bywa, że budzisz się rano i obok łóżka zauważasz ślady nocnej uczty, której w ogóle nie pamiętasz. Być może podjadasz w ukryciu, w szufladach biurka chowasz czekoladki, a na przyjęciu ograniczasz jedzenie, by zaraz po powrocie do domu nadrobić zaległości. Kompulsywne objadanie się to nałóg, podobnie jak alkoholizm czy narkomania. To choroba, która atakuje twoje ciało, myśli i emocje. Sama dieta nie pomoże ci wyzdrowieć.

Dietetyk kieruje do psychologa

Gdy Anna, 29 lat, trafiła do gabinetu dietetyka, był upalny czerwiec. Kobieta była wstrząśnięta swoją tuszą, powiększoną o kolejne kilogramy. Wizyta z początku przebiegała typowo. Najpierw wywiad: wiek, wzrost, przebyte choroby... Następnie: ocena składu ciała, wieku biologicznego, omówienie chorób i dolegliwości. Wszystko przebiegało standardowo do momentu, gdy dietetyk poprosił, by Ania dokładnie opisała, co jadła w ciągu ostatnich 3 dni. Pacjentka nie mogła sobie przypomnieć żadnego posiłku. Trochę lepiej pamiętała wczorajszy dzień: – Wstałam o tej samej porze co zwykle, czyli o 7.00. Wypiłam wodę z cytryną, później była kawa, do samochodu i szybko do pracy. Tam to, co zwykle: dużo stresu i zero jedzenia. Nie mam na nie czasu. Zresztą odchudzam się i dlatego w pracy staram się nic nie jeść.

Po długim zastanowieniu dodała: – Zjadłam jednak jabłko, kilka, nie, kilkanaście śliwek, no i wypiłam ze 3–4 kawy. Po pracy umówiłam się ze znajomymi w restauracji i zamówiłam zupę. Jaką? Chyba tajską i do tego skubnęłam kilka krewetek, trzy, a może cztery… Czy były w cieście? No, zdaje się, że tak. Do domu wróciłam około 19.00 i, niestety, dopadł mnie głód. Na szybko zjadłam dwie–trzy kanapki z żółtym serem. Zrobiłam sobie warzywa na patelni, bo dietetyczne, wypiłam kieliszek wina. W nocy obudził mnie głód, dlatego zjadłam opakowanie migdałów.

Ania jest pacjentem, który oprócz dietetyka potrzebuje pomocy psychologa. Sięga po jedzenie, podobnie jak wiele innych kobiet – niedowartościowanych, żyjących w stresie, przeciążonych obowiązkami domowymi i pracą – po to, by poprawić jakość swojego życia. Bezwiednie podjadają, przeważnie słodycze, np. rodzynki w czekoladzie (130 g, 559 kcal) czy słupek ptasiego mleczka, składający się z 5 sztuk (jedna to 52 kcal). Dlatego pierwszym krokiem w terapii dietetycznej – jeśli się na nią zdecydują – jest zwykle założenie dzienniczka żywieniowego, w którym mają precyzyjnie opisywać, co, ile i kiedy zjadły, skrupulatnie notując też swoje tzw. słabe dni, podczas których nie mogły powstrzymać się przed podjadaniem. Dzienniczki omawiane są na sesjach z dietetykiem przez co najmniej 3 miesiące.

Zadanie domowe

Weź zeszyt i załóż swój „Dzienniczek myśli”. Każdą kartkę podziel na cztery części: „wydarzenie”, „myśli”, „emocje”, „jedzenie”. Ilekroć poczujesz ochotę kompulsywnego sięgnięcia do lodówki albo do szafki po coś słodkiego, zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, skąd ten impuls. Co wydarzyło się tuż przed pojawieniem się kompulsji (przymusu, nieodpartej ochoty)? Jeśli np. poczułeś chęć zjedzenia czegoś po rozmowie przez telefon z matką, zapisz: wydarzenie (zadzwoniła mama), myśli („O co znowu będzie mieć do mnie pretensje?”), emocje (lęk, wściekłość, bezradność...).

Po tygodniu prowadzenia dzienniczka, podkreśl na czerwono wydarzenia, po których najczęściej podjadasz. Jeśli okaże się, że po rozmowie z matką – przez najbliższych kilka dni nie odbieraj od niej telefonów albo to ty dzwoń do niej, ale tylko wtedy, kiedy poczujesz gotowość na taką rozmowę.

Zajadacz stresu

Rodzynki w czekoladzie (opakowanie 130 g zawiera 5 porcji po 25 g). Na opakowaniu producent informuje, że porcja (czyli 25 g) zaspokaja aż 18 proc. zapotrzebowania na cukier i 11 proc. na tłuszcze. Ktoś, kto nie kontroluje tego, co je, nie ma świadomości, że wraz z jednym opakowaniem pochłonął właśnie 8 łyżek cukru i łyżkę niezdrowego tłuszczu nasyconego. Rodzynki w czekoladzie to przykład typowego "zjadacza stresu".

  1. Materiał partnera

Dieta na wiosnę! Na co zwrócić uwagę?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Przestrzeganie zdrowej diety nie zawsze jest łatwe - jest jednak wysoce zalecane. Wraz z początkiem wiosny wszystko budzi się do życia, więc i my powinniśmy nabrać nowych sił i energii do działania - to najwyższy czas, żeby coś pozytywnie zmienić w naszej diecie.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) zdrowa dieta jest niezbędna do dobrego zdrowia i odżywiania. Chroni nas przed wieloma przewlekłymi chorobami, takimi jak choroby serca, cukrzyca i rak. Dlatego też warto odżywiać się rozsądnie i dbać o to, co jesz, jak często i w jaki sposób to robisz.

Spożywanie różnorodnych potraw oraz spożywanie mniejszej ilości soli, cukru oraz nasyconych i produkowanych przemysłowo tłuszczów trans jest niezbędne dla zdrowej diety.

Kilka najważniejszych wskazówek, dotyczących zdrowej diety

  1. Pamiętaj o produktach sezonowych
Skoncentrowanie się na sezonowych owocach i warzywach to łatwy sposób na wprowadzenie małych zmian, które mogą mieć duże znaczenie. Zamiana smażonego mięsa i gulaszu na świeże i pyszne sałatki oraz inne posiłki roślinne pomaga zwiększyć zarówno ilość, jak i różnorodność spożywanych owoców i warzyw. Zwróć także uwagę na wszechstronne warzywa krzyżowe, takie jak brokuły i kalafior i zaopatrz się w wiosenne awokado, pomidory i jagody.
  1. Omijaj przetworzoną żywność
Zawsze najlepiej sięgać po całą, nieprzetworzoną żywność, aby uzyskać jak najwięcej wartości odżywczych z każdej zainwestowanej złotówki. Produkty pełnowartościowe definiuje się jako żywność, która nie została rafinowana oraz jest przetworzona w minimalnym stopniu i spożywana w stanie naturalnym. Produkty pełnowartościowe mają niską zawartość soli, cukru i tłuszczu i nie zawierają dodatków. Są naturalnie bogate w witaminy, minerały i błonnik. Spożywanie głównie pełnowartościowych produktów może pomóc w zapobieganiu niepożądanemu przyrostowi masy ciała. Kupowanie przetworzonych posiłków to żadne rozwiązanie, a z pewnością nic dobrego dla Twojego zdrowia, za to fit catering Body Chief może być doskonałym rozwiązaniem dla Twojej codziennej diety.
  1. Niech Twoja dieta opiera się przede wszystkim na roślinach
Ten sposób odżywiania koncentruje się na tworzeniu posiłków, ale nie produktów pochodzenia zwierzęcego a z warzyw, roślin strączkowych, orzechów, nasion, produktów sojowych i produktów pełnoziarnistych. Pozytywny wpływ na twoje zdrowie jest oczywisty. Pokarmy roślinne są naturalnie bogate w błonnik, witaminy i minerały oraz mają niską zawartość tłuszczu i cholesterolu. Odżywianie w ten sposób jest również bardziej przyjazne dla środowiska. Pokarmy roślinne zawierają przeciwutleniacze i fitochemikalia, które mogą chronić przed rakiem.

Ludziom współczesnym zazwyczaj brakuje na wszystko czasu, jeśli i Ty borykasz się z tym problemem, nie przejmuj się - jesteśmy tu właśnie dla Ciebie! Body Chief to catering dietetyczny oparty na zdrowych, pełnowartościowych produktach. Jest to fit catering, który będzie dostarczany codziennie wprost pod Twoje drzwi. Nie zwlekaj i zadbaj o swoje zdrowie już dziś z najlepszą dietą pudełkową!

  1. Psychologia

Jak pokochać swoje ciało? O zaburzeniach odżywiania u dzieci rozmawiamy z diet coachem Urszulą Mijakoską

Bulimia, anoreksja i inne zaburzenia odżywiania wiążą się zawsze z negatywnym obrazem samego siebie, a postrzeganie swojego ciała rozwija się od najmłodszych lat. (Fot. iStock)
Bulimia, anoreksja i inne zaburzenia odżywiania wiążą się zawsze z negatywnym obrazem samego siebie, a postrzeganie swojego ciała rozwija się od najmłodszych lat. (Fot. iStock)
Coraz więcej dzieci i w coraz młodszym wieku boryka się z negatywnym obrazem własnego ciała, co często prowadzi do zaburzeń odżywania. Na czym może polegać domowa profilaktyka takich chorób – pytamy diet coacha Urszulę Mijakoską.

W Polsce co czwarte dziecko jest niezadowolone ze swojego wyglądu i się odchudza. Czy tak się zaczynają zaburzenia odżywiania?
Bulimia, anoreksja i inne zaburzenia odżywiania wiążą się zawsze z negatywnym obrazem samego siebie, a postrzeganie swojego ciała rozwija się od najmłodszych lat.

Czy zachowania rodziców mogą uaktywnić te choroby?
Wyobraźmy sobie, że mama małego dziecka, i to nawet taka dobra mama: kochająca, czuła i troskliwa – staje przed lustrem i z niesmakiem ogląda swoje ciało, przygląda się oponce na brzuchu albo komentuje cellulit... Dziecko to widzi, słyszy, przesiąka tym.

A badania jednoznacznie wskazują, że w Polsce aż 60–70 proc. kobiet nieustannie martwi się swoim wyglądem. Zatem tak powszechne w naszych rozmowach „ale przytyłam”, „matko, ale mi wisi brzuch” są groźne?
Tak. Dziecko uczy się nie lubić swojego ciała.

Czy to znaczy, że mamy ignorować swój wygląd?
To nie wystarczy, bo zaburzenia odżywiania mają wieloczynnikową przyczynę. Jedną z nich jest wychowanie dzieci o niskiej samoocenie. A to zaczyna się od karmienia piersią. Nie ma oczywiście jednoznacznego przełożenia karmienia czy nie dziecka piersią na jego ewentualne zaburzenia odżywiania w przyszłości, jednak relacja matka-dziecko, czyli jedna z najważniejszych relacji w życiu, właśnie wtedy się buduje. I nie chodzi o samo karmienie, ale o to, jak ono przebiegało. Kiedy mama jest nieobecna emocjonalnie: dzwoni, pisze wiadomości lub coś ogląda w telefonie – nie angażuje się, a więc nie realizuje prawidłowej relacji z dzieckiem, to samo dawanie piersi nie jest wystarczające do powstania zdrowiej więzi. Choć pozytywem jest już przytulanie, bo wiele dzieci nadal ma deficyty fizycznego kontaktu z rodzicami lub opiekunami! W mojej pracy ciągle spotykam się z tym problemem i przypominam, że dzieci trzeba dotykać, głaskać, tulić, nosić, pieścić. To najlepszy czynnik profilaktyczny nie tylko zaburzeń odżywiania, ale ogólnie zdrowia psychicznego.

Zatem kiedy zaczynamy mówić o zaburzeniach odżywiania u dzieci, jako geneza rysuje nam się wielki deficyt bliskości.
Tak. Wielu rodziców nie łączy braku pieszczot, czyli przytulania, które uczy dzieci kontaktu ze swoim ciałem, z tym, że za kilka lat ich dziecko będzie cierpiało na niskie poczucie własnej wartości. To z kolei owocuje negatywnymi myślami: „Jestem zerem, chcę zniknąć, nie będę jadł, jadła”.

A ja spotkałam się z przypadkiem anoreksji u dziewczynki, która raczej była ofiarą nadopiekuńczości rodziców i dziadków.
Oczywiście, tak również bywa, bo nadopiekuńczość to przecież forma przemocy psychicznej polegającej na odbieraniu dziecku poczucia sprawczości. A to szeroka i prosta droga do poczucia niskiej wartości, kompleksów i niestabilności emocjonalnej.

Nie lubię oskarżania rodziców o całe zło świata i zawsze mam nadzieję, że anoreksja, bulimia czy ortoreksja to jednak „zwyczajne choroby”, czyli wywołane nieprawidłowościami fizjologicznymi...
Dotychczas w jednoznaczny sposób nie stwierdzono, jaka jest pierwotna przyczyna zaburzeń odżywiania. Wiadomo, że jest ona wieloczynnikowa i choroba rozwinie się tylko w specyficznych warunkach emocjonalno-mentalnych, ale na pewno nie bez znaczenia jest funkcjonowanie mózgu. Pamiętajmy, że neuroprzekaźniki nie będą dobrze funkcjonować, gdy brakuje mikroelementów. Podobnie same hormony…

Czyli prawidłowa dieta także jest elementem zapobiegającym zaburzeniom odżywiania u dzieci? Myślę, że niewielu rodziców łączy odżywianie dziecka z jego zdrowiem psychicznym.
U dzieci w okresie intensywnego wzrostu bardzo ważne jest utrzymywanie prawidłowej masy ciała i zadbanie o dostarczanie wszystkich grup składników pokarmowych. Podobnie u nastolatków, bo burza hormonalna to wielki wysiłek fizjologiczny dla całego organizmu i nieodpowiednia dieta uniemożliwi produkcję hormonów. Karmienie dziecka tylko drożdżówkami lub pizzą prowadzi do zaburzeń odżywiania.

Na jakie zachowania rodzice powinni być szczególnie wyczuleni?
Przyjrzyjmy się, jak posiłki są traktowane w naszym domu, jaki jest w naszej rodzinie stosunek do jedzenia. Kiedy jest ono karą lub nagrodą albo gdy dziecko nie ma możliwości samodzielnie decydować, co zje…

To dziecko powinno decydować, co będzie jadła cała rodzina?
W żadnym razie, ale warto już małe dziecko pytać, czy woli zupę mleczną, czy jajko. Wtedy dziecko jest zaopiekowane emocjonalnie, a z drugiej strony uczy się wsłuchiwać we własne ciało. Ograniczony wybór jest znakomitym wdrażaniem dzieci do budowania poczucia własnej wartości. Maluch ma poczucie, że decyduje o sobie, ale ma też poczucie, że rodzic nad nim czuwa, bo dając tylko dwie propozycje, wyznacza ramy.

Chciałabym również wspomnieć o tempie jedzenia, bo o tym za mało się rozmawia. Przypomnij sobie, jak jadłaś jako dziecko. Wolno, prawda? No właśnie. Dzieci jedzą wolno, międlą, przeżuwają, czyli robią wszystko, o co my, dietetycy, apelujemy do dorosłych. Często musimy ich uczyć czegoś takiego jak przeżuwanie, bo zatracili tę umiejętność. Poganianie dzieci: „Jedz szybciej! Skończyłeś wreszcie? Ile można siedzieć nad jedną kanapką?!”– to przyczynianie się do przyszłych zaburzeń odżywiania.

Bardzo dobrze to pamiętam. Wszyscy byliśmy pospieszani przy jedzeniu. Przychodzi mi do głowy książka Jespera Juula „Uśmiechnij się. Siadamy do stołu”.
Tak, Juul dużo uwagi poświęca też atmosferze podczas posiłków. Nie śpieszmy się przy jedzeniu. Wiem, że to może dla wielu ludzi brzmieć śmiesznie, bo co wspólnego może mieć choroba psychiczna związana z zaburzeniem odżywiania z tym, czy przeżuwam? Ale ma. Na zdrowie psychiczne człowieka wpływa wiele czynników, właściwie wszystko, co robimy.

Czy z twojej praktyki wynika, że wszystkie dzieci i nastolatki, które cierpią na zaburzenia odżywiana, mają problem w rodzinie?
Niełatwo mi odpowiedzieć na to pytanie, sądzę jednak, że pacjenci z zaburzeniami odżywiania mają kwalifikujący się na terapię problem w rodzinie.

Zaburzenia odżywiania można ukrywać latami, a zdarza się, że chorują już przedszkolaki. Jakie sygnały mogą świadczyć o tym, że dziecko jest chore?
Wiele jest sygnałów. Na przykład dziecko manifestuje przy innych, że nie chce jeść, twierdzi, że woli dostać posiłek do pokoju i zjeść, kiedy nikt nie patrzy. Udaje na przykład, że chce w tym czasie coś oglądać. Nieustannie odpowiada, że nie jest głodne, że teraz nie chce, że już jadło, że najadło się w szkole, u koleżanki, było u babci i tam zjadło... Nagminne odmawianie jedzenia zawsze jest sygnałem, że dzieje się coś niedobrego, ale może też nim być także obsesyjne liczenie i recytowanie tabeli wartości kalorycznych z pamięci.

Sygnałem do niepokoju są ponadto ślady wymiotów i ich zapach albo gdy po posiłku dziecko znajduje pretekst, żeby iść do łazienki, zamyka się i odkręca wodę, żeby zagłuszyć dźwięk towarzyszący torsjom. Innym ważnym wskaźnikiem jest konsekwentne unikanie konkretnej grupy produktów, najczęściej są to oczywiście tłuszcze lub węglowodany.

Wiadomo, że dziecko w okresie dojrzewania zmieni styl ubierania się, ale kiedy zaczyna nosić obszerne ubrania, nie należy dać się zwieść ani tłumaczeniem, że to moda, ani okresem nastoletniego buntu. Trzeba bardzo uważnie obserwować ubiór: wielka bluza z kapturem i zbyt długimi rękawami pokazuje, że dziecko chce schować swoje ciało – ma jakiś problem, by pokazywać się światu.

Jeszcze inny objaw to drażliwość związana z jedzeniem. Dziecko nie chce o tym rozmawiać, obraża się lub odwrotnie – robi awantury, gdy posiłek spóźnia się o pięć minut. Jeśli pojawiają się takie sygnały, najlepiej skontaktować się jak najszybciej ze specjalistą.

Kto powinien nim być?
To nie może być po prostu dietetyk, który ułoży dietę, ani psycholog dziecięcy, który nie zna specyfiki problemów na tle odżywiania. Wybierzmy psychiatrę, terapeutę zaburzeń odżywiania, diet coacha. Oczywiście przy tak poważnym zaburzeniu terapią powinna być objęta cała rodzina.

Nie wyobrażam sobie, że nastolatka, która wymiotuje po każdym posiłku, chętnie pójdzie do terapeuty razem z nieobecnym w jej życiu ojcem i zapracowaną mamą.
Nie pójdzie, to jasne. Długoterminowa terapia całej rodziny jest oczywiście idealnym rozwiązaniem. Mam świadomość, że to najczęściej niemożliwe, dlatego niech zaniepokojony rodzic najpierw idzie sam i skonsultuje swoje obawy oraz obserwacje. Terapeuta zdecyduje, jak powinna przebiegać terapia. Może ona potrwać nawet około pięciu lat. Obejmuje zwykle psychoterapię, środki farmakologiczne, a przy dużej niedowadze – leczenie szpitalne. Sesje z profesjonalnym terapeutą pomogą w rozpoznaniu przekonań i niszczących zdrowie zachowań. Terapii towarzyszą treningi asertywności i wizerunku ciała, które pomagają w zrozumieniu siebie i zmianie dotychczasowego sposobu myślenia. Następnym krokiem mogą być sesje z diet coachem i zajęcia twórcze, takie jak psychodrama czy arteterapia. W tym samym czasie rodzice uczestniczą w terapii rodzinnej z chorym dzieckiem.

Anoreksja, bulimia, ortoreksja – to wszystko kojarzymy z dziewczętami, ofiarami współczesnego ideału piękna. Ale przypomnijmy, że chłopcom też nie jest łatwo. Wielu z nich dotyka bigoreksja, czyli obsesyjne budowanie masy ciała. Czy ta choroba polega na czymś odwrotnym niż obsesyjna potrzeba schudnięcia?
Bigoreksja to obsesja na punkcie muskulatury. Bigorektyk intensywnie ćwiczy na siłowni i koncentruje się wyłącznie na własnym wyglądzie, stosuje rygorystyczną dietę, nadużywa sterydów i suplementów diety. Rzeczywiście ta choroba przypomina swoim mechanizmem anoreksję: również zaczyna się w głowie, może mieć łagodny przebieg, ale może też skończyć się wyniszczeniem organizmu. Bigorektyk podobnie jak anorektyczka nie akceptuje własnego wyglądu. Choroba najczęściej dotyczy mężczyzn, którzy w dzieciństwie mieli problemy z nadwagą lub wątłą sylwetką, nie byli akceptowani przez rówieśników.

Jak sami rodzice domowymi sposobami mogą zapobiec zaburzeniom odżywiania dzieci lub wesprzeć je w chorobie?
Dbajmy o jeden posiłek dziennie przy stole,  w spokoju, bez włączonego telewizora, z rozmowami, których dzieci się nie boją. Bez pytań o szkołę i krytykowania bałaganu w ich pokoju. Do tego dobrze dołożyć ruch, odpowiednią ilość snu i mocną więź opartą na bliskości, także czysto fizycznej. Śmiejmy się, bawmy, wygłupiajmy, bądźmy na luzie – to brzmi niepoważnie, ale jest skutecznym lekarstwem na wiele chorób i to nie tylko związanych z psychiką.

Urszula Mijakoska, dyplomowany technolog żywienia człowieka, dietetyk, pierwszy diet coach w Polsce. Jest twórcą idei programu diet coachingu, superwizorem, trenerem, autorką książek i poradników rozwojowych. Prowadzi Szkołę Diet Coachingu oraz Instytut Świadomego Rozwoju.

Najczęstsze zaburzenia odżywiania

  • Anoreksja (inaczej jadłowstręt psychiczny) – świadome i konsekwentne ograniczanie ilości przyjmowanego jedzenia z jednoczesnym obsesyjnym koncentrowaniem się na wyglądzie ciała. W skrajnych przypadkach może doprowadzić do śmierci.
  • Bulimia (inaczej żarłoczność psychiczna) – kompulsywne jedzenie ogromnych ilości jedzenia w krótkim czasie, a następnie prowokowanie biegunki lub wymiotów i narzucanie sobie głodówki lub skrajnie restrykcyjnej diety, aż do kolejnego niekontrolowanego napadu żarłoczności.
  • Ortoreksja – patologiczna (czyli utrudniająca normalne funkcjonowanie) obsesja dotycząca zdrowego odżywiania się, źródła pochodzenia pokarmów, sposobu ich transportu i przechowywania oraz czystości.
  • Bigoreksja – niespecyficzne zaburzenie odżywiania polegające na subiektywnym niedostatku estetyki związanej z wyglądem własnego ciała, co manifestuje się obsesyjnym i realizowanym kosztem zdrowia pragnieniem posiadania umięśnionej sylwetki; dotyka przeważnie  młodych mężczyzn.

  1. Zdrowie

Salmonella - objawy zatrucia i leczenie. Jak można się zarazić salmonellą?

Salmonella jest chorobą całoroczną, chociaż większość zachorowań występuje latem - pałeczki salmonelli uaktywniają się łatwiej w wyższej temperaturze. Dlatego tak ważne jest zwracanie uwagi na świeżość spożywanych produktów. Objawy zatrucia salmonellą mogą naprawdę uprzykrzyć życie. (fot. iStock)
Salmonella jest chorobą całoroczną, chociaż większość zachorowań występuje latem - pałeczki salmonelli uaktywniają się łatwiej w wyższej temperaturze. Dlatego tak ważne jest zwracanie uwagi na świeżość spożywanych produktów. Objawy zatrucia salmonellą mogą naprawdę uprzykrzyć życie. (fot. iStock)
Salmonella kojarzy nam się zwykle z rozmrożonymi lodami, koglem-moglem czy nieświeżym jedzeniem. Postrzegamy ją często jako chorobę, która zagraża nam głównie latem. Niestety, możemy zarazić się salmonellą o każdej porze roku. Co warto wiedzieć na jej temat? – wyjaśnia lek. Katarzyna Bukol-Krawczyk, specjalista medycyny rodzinnej Grupy LUX MED.

Jak można zarazić się salmonellą?
Zarażamy się poprzez spożycie produktów zakażonych pałeczkami salmonelli. Oczywiście jedna bakteria salmonelli nic nam nie zrobi. Musi być ich więcej. Tym bardziej, że kwas solny w żołądku potrafi zneutralizować salmonellę. Do zakażenia salmonellą u człowieka konieczna jest bardzo duża liczba bakterii (około 1 mln do 1 mld). Tylko w bardzo sprzyjających warunkach wystarczy niewiele (np. 50) pałeczek – a te sprzyjające warunki to organizm wyniszczony AIDS, chorobą nowotworową, czy niedożywiony.

Jakie produkty powodują zatrucie salmonellą?
Głównym źródłem zatrucia salmonellą są jajka i drób. Jeśli zakażone jajko trafi do całej linii produkcyjnej to mamy zbiorowe zatrucie salmonellą. Pałeczki salmonelli, które dostaną się do danej partii (np. deserów), bardzo szybko rozmnażają się w sprzyjających warunkach.

Salmonella może zarażać wiele gatunków zwierząt. W Polsce najczęściej nosicielami są kury. Pałeczki salmonelli mogą być więc nie tylko w jajkach czy kurzych odchodach, ale również w mięsie.

Produkty, poprzez które możemy zarazić się salmonellą, to nie tylko wymienione jajka i mięso. Zakażone mogą być: mączka kokosowa, mleko w proszku, drożdże piekarskie i barwniki naturalne (to jest akurat rzadkie źródło zakażeń).

Czyli powinniśmy myć jajka?
Jak najbardziej. Zmywamy wtedy bakterie z zewnątrz. Jeżeli nie umyjemy jajka, a kura ma w kale salmonellę, przenosimy pałeczki salmonelli do całego produktu.

W jakiej temperaturze ginie salmonella?
Przyjęte jest podgrzewanie produktów przez 15 minut w temperaturze 60 stopni C - czyli pasteryzacja, która ma nas zabezpieczyć przed zakażeniami pokarmowymi. Mówimy o temperaturze, w której ginie salmonella, ale większe znaczenie może mieć nawet czas, np. pałeczki salmonelli, jeśli są w jajku a nie tylko na skorupce, mogą przeżyć mimo gotowania jajek (w 100 st. C) przez 2-3 minuty.

Czyli jajka na miękko to zły pomysł?
Nie popadajmy w skrajności. Ja całe życie jem jajka na miękko. Trzeba zachować jednak ostrożność jeśli chcemy uniknąć zatrucia salmonellą. Staram się kupować jajka badane, z pewnego źródła. Unikam jajek niewiadomego pochodzenia. Jajka na surowo to też kiepski pomysł. Zawsze istnieje ryzyko zakażenia salmonellą.

Co z surowym mlekiem? Mamy teraz modę na świeże produkty…
Mleko rzadko bywa źródłem salmonelli. Powinniśmy je jednak przegotowywać lub pasteryzować. W mleku częściej występuje listeria – bakteria, która też powoduje zakażenia przewodu pokarmowego.

Jakie są objawy zatrucia salmonellą?
Mamy albo zwykłą biegunkę, albo biegunkę ze śluzem. Czasem zdarzają się biegunki z krwią. Zatrucie salmonellą rzadko daje takie objawy jak gorączka czy wymioty. Mogą występować wzdęcia, bóle brzucha. Ciężkie przebiegi obserwuje się u osób z defektami układu immunologicznego. Objawy u zdrowych ludzi zwykle trwają od 1 do 5 dni.

Kiedy możemy być pewni, że nasze objawy świadczą właśnie o zatruciu salmonellą?
Salmonellę najczęściej podejrzewamy, gdy mamy przedłużającą się infekcję biegunkową lub zaraziło się kilka osób w tym samym czasie. U większości osób zatrucie salmonellą rozwija się w ciągu 6. do 72. godzin. Do wykrycia salmonelli niezbędny jest posiew kału. Rzadko jednak robimy badania w kierunku salmonelli. Chyba, że ktoś ma ciężki przebieg i biegunka długo się utrzymuje. Zwykle takie zakażenia są wykrywane, gdy mamy całą grupę ludzi z objawami salmonelli (jedli obiad w tej samej restauracji, byli na wspólnych wakacjach). Wtedy zajmuje się tym sanepid.

Jak wygląda leczenie salmonelli?
Salmonellę leczy się objawowo, poprzez uzupełnianie elektrolitów, nawodnienie i zażywanie probiotyków. Przy leczeniu salmonelli ważna jest też lekkostrawna dieta (bez surowizny).

Podawanie antybiotyków przy salmonelli (jeśli nie jest to ciężki przebieg) może prowadzić do nosicielstwa. Bakteria chroni się przed działaniem antybiotyków wytwarzając specjalną osłonkę i przechodzi w formę przetrwalnikową. Stosując antybiotyk na własną rękę, przy zatruciu salmonellą, możemy bardziej sobie zaszkodzić i stać się nosicielami salmonelli.

Leczenie salmonelli antybiotykami stosuje się u pacjentów w ciężkim przebiegu choroby i głównie w warunkach szpitalnych.

Czyli zwykle przy zatruciu salmonellą stosujemy leczenie domowe?
Jeśli nie ma ciężkiego przebiegu to salmonella leczona jest w domu. Organizm sam się przed nią broni z udziałem bakterii jelitowych. Zdrowy organizm powinien sobie samodzielnie poradzić z salmonellą.

Czy salmonella jest zaraźliwa? Wiemy, że nie przenosi się drogą kropelkową.
Można jednak zarazić się przez brak higieny, gdy np. ktoś nie myje rąk po wyjściu z toalety. Chociaż salmonella sama w sobie nie jest specjalnie zaraźliwa często zdarza się, że rodzice zarażają się od małych dzieci, którym zmieniają pieluchy. Pamiętajmy, że bakterie muszą dostać się do naszego przewodu pokarmowego. Dlatego w branży gastronomicznej i w przemyśle spożywczym osoby są regularnie badane pod kątem nosicielstwa.

Salmonella w ciąży może stanowić poważne zagrożenie?
Jeśli prowadzi do odwodnienia organizmu, czy występuje w wersji z gorączką – może być wyniszczająca. Natomiast nie zagraża ciąży jako choroba. Tylko objawy mogą być wyniszczające.

Czy salmonella u dziecka wymaga zwykle hospitalizacji?
Dziecko szybciej niż dorosły się może odwodnić. Zwykle z tego właśnie powodu dzieci trafiają do szpitala, gdzie bada się je pod kątem biegunki i odwodnienia. Salmonella u dziecka częściej też powoduje gorączkę. Jednak dobrze nawadniane dziecko nie musi trafić do szpitala. Zakażenia bakteryjne gorzej znoszą nie tylko dzieci i pacjenci osłabieni innymi chorobami, ale również osoby starsze.