1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Kwasy omega-3 i omega-6 – jaką ilość powinniśmy dostarczać w codziennej diecie?

Kwasy omega-3 i omega-6 – jaką ilość powinniśmy dostarczać w codziennej diecie?

Do podstawowych grup kwasów tłuszczowych zalicza się kwasy omega-3, omega-6 i omega-9. Te ostatnie organizm produkuje sobie sam. Najważniejsze jest dostarczanie, wraz z dietą, dwóch pozostałych. (fot. iStock)
Do podstawowych grup kwasów tłuszczowych zalicza się kwasy omega-3, omega-6 i omega-9. Te ostatnie organizm produkuje sobie sam. Najważniejsze jest dostarczanie, wraz z dietą, dwóch pozostałych. (fot. iStock)
Kwasy tłuszczowe omega poprawiają pracę mózgu, serca, a także wpływają na odporność. Wśród wielu ich właściwości można też wymienić działanie przeciwnowotworowe. Ile powinniśmy ich dostarczać i czy konieczna jest tak naprawdę suplementacja? – wyjaśnia Mikołaj Choroszyński, dietetyk kliniczny.

Czy zimą mamy zwiększone zapotrzebowanie na kwasy omega-3 i omega-6? Jest to interesujące pytanie. Tak naprawdę kwasy tłuszczowe z rodziny omega powinniśmy spożywać przez cały rok. Nie zauważamy, aby zimą zwiększało się zapotrzebowanie na nie. Pamiętajmy jednak, że kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6 są niezbędne dla naszego zdrowia. Nie jesteśmy w stanie wytworzyć ich sami, dlatego muszą być dostarczane wraz z dietą.

Ile tak naprawdę powinniśmy ich dostarczać organizmowi? Jaka dawka wpłynie na lepszy stan zdrowia? Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-6 dostarczamy przeważnie spożywając oleje (słonecznikowy, z pestek winogron, z pestek dyni, z oliwek, z rzepaku). Nie ma więc konieczności suplementowania. Natomiast warto zwrócić uwagę na odpowiednią podaż kwasów tłuszczowych z rodziny omega-3, których w diecie przeważnie występują niedobory. Zalecana ich ilość dla osoby dorosłej to 250 mg dziennie w formie kwasów EPA i DHA. Przy takiej ich ilości zauważamy już bardzo korzystny wpływ na zdrowie: między innymi zmniejszoną częstość występowania chorób serca, a co może ważniejsze – mniejszą śmiertelności u osób z chorobami serca. Śmiertelność spada nawet o 10%. Warto zaznaczyć, że choroba niedokrwienna serca i miażdżyca znajdują się na pierwszym miejscu zgonów w Polsce od wielu lat. Co roku ze względu na choroby sercowo-naczyniowe odnotowuje się ponad 4 miliony zgonów na całym świecie, z przewaga śmierci wśród płci żeńskiej.

Zalewają nas reklamy suplementów i komunikaty, że dietą trudno jest uzupełnić niedobory wielu składników. Wychodzi na to, że powinniśmy zażywać nie wiadomo ile suplementów... Ale czy przy kwasach omega jest to konieczne? Kwasy tłuszczowe omega-9 nie wymagają suplementacji, gdyż organizm potrafi wytworzyć je endogennie, czyli wewnętrznie, wytwarza je sam z innych substratów. Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-6 przeważnie są pokrywane wraz z dietą, więc nie ma konieczności ich dodatkowego suplementowania, mimo tego co piszą producenci. Wystarczy do diety włączyć odpowiednią ilość pestek i orzechów, czy oliwy oraz olejów roślinnych. Natomiast problem pojawia się w przypadku kwasów z rodziny omega-3. Nasza codzienna żywność jest raczej uboga w ten składnik, dlatego zalecane jest jedzenie dwóch porcji ryb w tygodniu. Przynajmniej jedną porcję powinna stanowić tłusta ryba morska. Do tego typu ryb zaliczamy łososia, makrelę, śledzia, szprotki. Warto je spożywać w ilości około 150 g na porcję. Jeżeli nie jesteśmy w stanie pokryć tego zapotrzebowania wraz z dietą, wtedy należy uzupełnić je suplementacją. Tak więc jedynie kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 mogą być uzupełniane przez suplementację.

Jeśli mogę uzupełnić potrzebną dawkę kwasów omega dietą, to jaką ilość poszczególnych składników odżywczych muszę zjeść, żeby pokryć dzienne zapotrzebowanie? Stosując dietę bogatą w tłuszcze roślinne, nie będziemy mieli problemu z pokryciem zapotrzebowania na kwasy tłuszczowe z rodziny omega-6. Jak już wspominałem, znajdziemy je w oleju słonecznikowym, sojowym, z pestek dyni, winogron, ale także w margarynach (na przykład z oleju słonecznikowego). Szczególnie bogate w omega-6 są pestki i orzechy, przede wszystkim orzechy włoskie. Ilość około dwóch łyżek oliwy, oleju lub garstka orzechów dziennie - powinny pokryć zapotrzebowanie. To o wiele skuteczniejsza metoda niż łykanie suplementów, prawda?

Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 znajdziemy również w produktach roślinnych: szczególnie w siemieniu lnianym, oleju lnianym, ale także w nasionach chia, orzechach włoskich, w zielonych warzywach liściastych (jak chociażby jarmużu). Polecam również wypróbować w kuchni siemię konopne. Aktualnie bardzo popularnym źródłem są również algi morskie (np. spirulina, chlorella, wakame). Aby pokryć zapotrzebowanie na długołańcuchowe kwasy z rodziny omega-3, takie jak EPA i DHA to, jak wspomniałem, warto zjeść dwie porcje ryby w tygodniu, inaczej należy uzupełnić je suplementacją.

Co z weganami? Odpadają ryby i inne produkty... Czy weganie obejdą się bez suplementów? Jak u nich wygląda kwestia ilości? – Ile, i jakich, naturalnych produktów muszą spożyć w ciągu dnia? Weganie dostarczają kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 głównie jedząc siemię lniane lub nasiona chia. Zalecam zawsze zjadanie łyżki siemienia lnianego dziennie,  jako dodatek do owsianki, do dressingów, zup, sałatek. Ważne, aby siemię lniane było (świeżo) zmielone – wówczas możemy dostać się do wnętrza nasion bogatych właśnie w kwasy tłuszczowe omega-3. Ponadto niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3  zawierają też algi morskie. Jednak ich ilość nie powinna przekraczać 5 do 15 g dziennie ze względu na dużą zawartość jodu, który w nadmiarze może utrudniać pracę tarczycy. Dlatego aktualnie, w przypadku kobiet w ciąży i podczas diet wegańskich, zaleca się suplementację kwasami tłuszczowymi EPA i DHA pozyskiwanym właśnie z alg morskich. Ich ilość zalecana dla osoby dorosłej to 250 mg dziennie (a w przypadku kobiet w ciąży może wzrosnąć nawet do 400-550 mg)

Co każdy z nas powinien wiedzieć o tych kwasach?

  • Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 znacznie zmniejszają częstość występowania chorób serca, choroby niedokrwiennej serca, udaru i nadciśnienia tętniczego. Na łamach niedawno opublikowanej dużej pracy naukowej sugeruje się, że zmniejszają one zawał mięśnia sercowego o 13%, a śmiertelny zawał mięśnia sercowego o 35%(!), powstanie choroby niedokrwiennej serca o 10% i śmiertelność z jej powodu o 9%.
  • Mają istotny udział w profilaktyce i leczeniu nadwagi i otyłości nie tylko przez hamowanie lipogenezy (czyli tworzenia się cząsteczek tłuszczu w organizmie), lecz także zmniejszenie apetytu i wzrost uczucia sytości. Mają też pozytywny wpływ na mikroflorę jelitową.
  • Kwasy tłuszczowe wydłużają czas trwania ciąży i zmniejszają ryzyko wystąpienia porodu przedwczesnego.
  • Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 poprawiają rozwój ośrodkowego układu nerwowego u płodu oraz funkcji motorycznych, poznawczych i umysłowych u dzieci.
  • Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 zapobiegają depresji poporodowej.
  • Zmniejszają ryzyko cukrzycy pierwszego typu i choroby nadciśnieniowej w wieku dorosłym.
  • Mają działanie antyalergiczne.
  • Zmniejszają ryzyko wystąpienia niskiego ilorazu inteligencji werbalnej, gorszych wyników zachowań prospołecznych i gorszego rozwoju społecznego w zakresie motoryki i komunikacji oraz problemów emocjonalnych u dzieci.
  • Mają udział w leczeniu zespołu nadpobudliwości z deficytem uwagi (ADHD).
  • Zmniejszają predyspozycje do agresji i depresji u dzieci i u osób dorosłych.
  • Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 przeciwdziałają demencji i chorobie Alzheimera, wpływając pozytywnie na funkcje kognitywne.
Mikołaj Choroszyński jest magistrem żywienia i dietetyki oraz absolwentem studiów podyplomowych na kierunku psychodietetyka (Uniwersytet SWPS), obecnie w trakcie doktoryzacji z nauk medycznych. Jest wykładowcą akademickim w Wyższej Szkolenie Inżynierii i Zdrowia w Warszawie i Warszawskiej Uczelni Medycznej im. Tadeusza Koźluka oraz właścicielem poradni dietetycznej Bdieta. Specjalizuje się w dietetyce klinicznej. Jest także autorem pierwszej na polskim rynku książki o diecie przeciwdziałającej chorobom neurodegeneracyjnym „Dieta MIND. Sposób na długie życie”, a także wydanej dopiero książki „Uzależnienie od słodyczy – skuteczne narzędzia do zmiany nawyków”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Dieta nerkowa – jak najlepiej zadbać o nerki?

To nie musi być diagnoza przewlekłej choroby nerek. Już samo osłabienie pracy tych ważnych organów powinno skłonić nas do zmiany stylu życia. (fot. iStock)
To nie musi być diagnoza przewlekłej choroby nerek. Już samo osłabienie pracy tych ważnych organów powinno skłonić nas do zmiany stylu życia. (fot. iStock)
W Stanach Zjednoczonych żyje ponad 30 milionów ludzi, u których zdiagnozowano jakieś zaburzenia w funkcjonowaniu nerek lub którzy już się zmagają z pełnoobjawową chorobą. – pisze Susan Zogheib w swojej książce „Przewlekła choroba nerek. Leczenie dietą”. Dieta jest niezbędnym elementem leczenia PChN i skutecznie pomaga w spowolnieniu postępów choroby. Niektóre składniki potraw wspomagają funkcjonowanie nerek, a inne wymuszają ich intensywniejszą pracę.

– Jestem dyplomowaną dietetyczką i mam długoletnie doświadczenie w pomaganiu pacjentom w przejmowaniu kontroli nad chorobą nerek. Od lat w tej roli wspieram pacjentów w walce z chorobą, nie tylko w zapanowaniu nad objawami fizycznymi, lecz także w radzeniu sobie z emocjonalnym ciężarem, jaki często się wiąże z taką zmianą w życiu. – pisze Susan Zogheib. – Kontrolowanie ilości spożywanych składników takich jak sól oraz węglowodany zmniejsza ryzyko występowania nadciśnienia tętniczego, cukrzycy oraz innych chorób, które mogą się pojawić w konsekwencji niewydolności nerek. Pragnę z całą mocą podkreślić konieczność współpracy i konsultacji z dietetykiem przez cały okres rozwoju przewlekłej choroby nerek, dzięki czemu można uzyskać poprawę stanu zdrowia.

Spowolnienie choroby nerek w kilku krokach

Krok 1. Zrozum swoje potrzeby żywieniowe

Nie istnieje jeden plan żywienia, który by się nadawał dla wszystkich chorych na nerki. Te produkty, które możesz jeść, i te, które są dla ciebie zakazane, zmienią się z czasem, zależnie od funkcjonowania nerek oraz zależnie od innych czynników, na przykład od zachorowania na cukrzycę. Współpracując ściśle z lekarzem prowadzącym oraz stale pogłębiając wiedzę na temat tej choroby, możesz osiągnąć mistrzostwo w sztuce dokonywania zdrowych wyborów żywieniowych, które odpowiadają twoim potrzebom, a wtedy będziesz osobiście i z powodzeniem panował nad chorobą. Poniżej przedstawię podstawowe wskazówki żywieniowe dla wszystkich chorych na przewlekłą chorobę nerek (PChN).

Białko

Białko występuje w produktach zwierzęcych i roślinnych. Jest makroskładnikiem odżywczym niezbędnym dla zdrowego organizmu; jednak dla pacjentów z PChN nadmiar białka nie jest zdrowy. Gdy pogarsza się funkcjonowanie nerek, organizm traci zdolność usuwania substancji szkodliwych powstałych w wyniku rozpadu białka. Zaczyna się ono gromadzić we krwi. Prawidłowa ilość białka zależy od stanu nerek, stanu odżywienia (poziomu albumin i apetytu), wagi oraz innych czynników. Dyplomowany dietetyk pomoże ci obliczyć dzienne limity spożycia białka.

Tłuszcze

W okresie ograniczeń może cię pocieszyć informacja, że zdrowy tłuszcz w umiarkowanych ilościach jest ważnym makroskładnikiem, który należy spożywać codziennie. Dzięki spożyciu zdrowych tłuszczów otrzymujesz bardzo ważne kwasy tłuszczowe, które na wiele sposobów wspierają zdrowie organizmu. Jednonienasycone i wielonienasycone tłuszcze są uważane za najzdrowsze ze względu na potencjał oddziaływania na zdrowie układu krążenia (w tym obniżanie poziomu cholesterolu całkowitego, zwiększanie poziomu cholesterolu HDL, a obniżanie poziomu LDL). Właściwie tłuszcze mogą również łagodzić stany zapalne organizmu i chronić nerki przed dalszymi uszkodzeniami. Włącz do diety niewielkie ilości wymienionych poniżej produktów.

Kwasy jednonienasycone (zdrowe tłuszcze, płynne w temperaturze pokojowej):

  • awokado
  • oliwa
  • olej arachidowy
  • olej sezamowy
  • niektóre oleje szafranowe (o wysokiej zawartości kwasu oleinowego)

Kwasy wielonienasycone:

  • olej kukurydziany
  • ryby, takie jak: łosoś, makrela, śledź, tuńczyk biały i pstrąg
  • siemię lniane lub olej lniany
  • niektóre oleje szafranowe (bogate w kwas linolowy)
  • olej sojowy
  • pestki słonecznika
  • orzechy włoskie

Węglowodany

Węglowodany są ważnym makroskładnikiem, niezbędnym dla organizmu. Stanowią również większe źródło paliwa dostarczającego energii. Dostarczają wiele witamin, minerałów oraz błonnika, który pomaga chronić organizm. Wybieraj węglowodany (w odpowiedniej ilości) o wysokiej zawartości błonnika.

Sód

Nadmiar sodu może wywołać pragnienie, co z kolei powoduje obrzęki oraz podwyższone ciśnienie krwi. Podwyższone ciśnienie krwi może spowodować jeszcze większe uszkodzenie już chorych nerek. Spożywanie mniejszej ilości sodu pomaga obniżyć ciśnienie krwi i spowolnić rozwój PChN. Chorym zaleca się dzienne spożycie sodu – 2000 mg dziennie. Zapamiętaj hasło: „świeże jest najlepsze”, a osiągniesz sukces. Sód występuje w dużych ilościach w pokarmach przetworzonych: solonych, peklowanych lub marynowanych. Również żywność w puszkach, mrożona lub fast food zawiera bardzo dużo sodu. Im mniej przetworzona, tym mniej jest w niej sodu. Jeśli koncepcja „świeże jest najlepsze” stanowi dla ciebie rewolucyjną zmianę podejścia do jedzenia, to możesz być pewny, że w tej książce znajdziesz wiele przepisów na smaczne dania, w których wyeliminowano sól, i odkryjesz inne, twórcze sposoby doprawiania potraw. Jedną z najlepszych rzeczy, które można zrobić dla zachowania zdrowia, to ograniczyć spożycie sodu.

Potas

Potas występuje w wielu pokarmach i napojach. Odgrywa ważną rolę w regulowaniu rytmu pracy serca oraz w utrzymywaniu prawidłowej pracy mięśni. Chorzy na nerki jednak muszą często ograniczać przyjmowanie konkretnych artykułów, które mogłyby niebezpiecznie podwyższyć poziom potasu we krwi. W diecie ograniczającej potas zaleca się zwykle dawkę około 2000 mg dziennie. Lekarz lub dietetyk może ci wskazać właściwe dla ciebie spożycie potasu na podstawie twoich wyników badania krwi oraz indywidualnych potrzeb. Chcąc zmniejszyć gromadzenie się potasu w organizmie, będziesz musiał się nauczyć, które pokarmy dużo go zawierają, a które mniej. Dzięki temu będziesz wiedzieć, na co należy uważać.

Fosfor

Zdrowe nerki pomagają organizmowi regulować ilość fosforu. Z PChN jednak nie są zdolne do usuwania jego nadmiaru. W rezultacie we krwi podwyższa się poziom fosforu, a to prowadzi do wypłukiwania wapnia z kości, co z kolei kończy się osłabieniem kości i ich łamliwością. Podwyższony poziom fosforu i wapnia we krwi może doprowadzić do niebezpiecznego gromadzenia się składników mineralnych w tkankach miękkich organizmu, czyli do choroby zwanej kalcyfikacją. Fosfor występuje naturalnie w białku zwierzęcym i roślinnym, a obficiej w żywności wysoko przetworzonej. Zachowasz bezpieczny poziom fosforu w organizmie, podejmując rozsądne decyzje żywieniowe. Główna zasada, która ułatwia zapobieganie spożycia niepożądanego, ukrytego fosforu, to znana ci już koncepcja „świeże jest najlepsze”, czyli unikanie żywności przetworzonej. Dzienne spożycie fosforu dla chorych z PChN wynosi od 800 do 1000 mg.

Witaminy i suplementy

Zamiast polegać na suplementach, wystarczy przestrzegać zrównoważonej diety, aby przyjmować zalecaną dzienną dawkę witamin. Jednakże ze względu na ograniczający charakter diety PChN dostarczenie organizmowi wszystkich niezbędnych witamin i składników odżywczych może stanowić spore wyzwanie. Chorzy na PChN potrzebują więcej witamin rozpuszczalnych w wodzie. Zalecane są specjalne suplementy witamin dla nerek. Zawierają w składzie witaminy B1, B2, B6 i B12, jak również kwas foliowy, niacynę, kwas pantotenowy, biotynę i małą dawkę witaminy C. Jedną z funkcji nerek jest przekształcanie nieaktywnej formy witaminy D w formę biologicznie czynną, dzięki czemu organizm może ją wykorzystać. Przy PChN nerki tracą tę zdolność. Lekarz może zalecić ci sprawdzenie poziomu wapnia, fosforu oraz parathormonu, aby ustalić, czy potrzebujesz suplementacji czynną witaminą D, która jest dostępna wyłącznie na receptę.

Płyny

Do głównych funkcji nerek należy regulacja równowagi płynów w organizmie. Większość chorych na PChN nie musi ograniczać płynów pod warunkiem normalnego poziomu wydalania moczu. Gdy choroba postępuje, zmniejsza się ilość wydalanego moczu, a zwiększa zatrzymywanie płynu w organizmie. Wtedy ograniczanie spożycia płynów staje się koniecznością. Zawsze zwracaj szczególną uwagę na objętość wydalanego moczu. Zawiadom lekarza prowadzącego, jeśli zauważysz, że się ona zmniejsza. Wtedy ustali, do jakiej ilości płynów musisz się ograniczyć dziennie, aby zachować zdrowy poziom płynu, co pomoże zapobiec przeciążeniu płynowemu oraz komplikacjom zdrowotnym związanym z nadmiarem płynów (takich jak: opuchlizna, nadciśnienie, obrzęk płuc, zastoinowa niewydolność serca).

Choroba nerek a dieta – w skrócie:

  •   Ogranicz dzienne spożycie białka do ilości zalecanej przez lekarza prowadzącego. Wybieraj źródła chudego białka wysokiej jakości.
    •  Używaj umiarkowanie tłuszczów zdrowych dla serca (jednonienasyconych i wielonienasyconych). •  Wybieraj węglowodany o wysokiej zawartości błonnika.
    •  Ogranicz spożycie sodu do 2000 mg dziennie. Unikaj pokarmów wysoko przetworzonych, które zawierają duże ilości sodu. Staraj się, przygotowując posiłki bez sodu, przyrządzać potrawy ze świeżych składników.
    •  Ogranicz spożycie potasu do 2000 mg dziennie.
    •  Ogranicz spożycie fosforu do 800–1000 mg dziennie.
    •  Zapytaj lekarza o przyjmowanie witamin przeznaczonych dla chorych na nerki.
    •  Ograniczenia spożycia płynów mogą nie być konieczne u chorych z PChN. Omów swoje dzienne zapotrzebowanie z lekarzem prowadzącym.

Krok 2: Poznaj swoje dzienne zapotrzebowanie kaloryczne

Dzienne zapotrzebowanie kaloryczne należy dostosować do konkretnych zmiennych osoby bez względu na to, czy choruje na PChN. Przy PChN największy pożytek przyniesie organizmowi spożywanie odpowiedniej ilości kalorii i wybór właściwych pokarmów. Kalorie dostarczają energii i umożliwiają codzienne funkcjonowanie. Pomagają zapobiegać infekcjom, uniknąć utraty masy mięśniowej, zachować właściwą wagę i spowolnić rozwój choroby nerek. Jeśli jednak dzienne spożycie kalorii jest zbyt wysokie, wówczas twoja waga wzrośnie, co dodatkowo obciąży nerki. Ustalenie prawidłowej liczby kalorii jest bardzo ważne. Wymagania kaloryczne dla chorego na PChN wynoszą od 30 do 35 kalorii na kilogram masy ciała. Na przykład jeśli ważysz 70 kilogramów, będziesz potrzebować około 2000 kalorii dziennie do optymalnego funkcjonowania.

Krok 3: Czytaj etykiety z wartościami odżywczymi

Nauczenie się i zastosowanie w praktyce diety dla chorych na nerki wymaga czasu. Na szczęście na wszystkich opakowaniach produktów spożywczych zamieszcza się etykiety z wartością odżywczą i listą składników. Czytanie tych etykiet może być prawdziwym objawieniem! Sprawdźmy, jak rozszyfrować informacje na etykiecie, żeby dokonywać właściwych wyborów, które zaspokoją indywidualne potrzeby żywieniowe. Czytanie etykiet jest ważnym narzędziem przy wyborze artykułów optymalnych dla nerek. To dobry nawyk, który wszyscy powinni w sobie wykształcić.

Krok 4: Praktyczna kontrola porcji

Kontrolowanie porcji jest bardzo ważne w chorobach nerek, ale to wcale nie oznacza, że masz chodzić głodny. Bez względu na stadium PChN, na jakim jesteś, umiarkowanie w jedzeniu jest ważne, aby zachować zdrowe nerki. Nie powinieneś jednak czuć, że pozbawiono cię jedzenia. Przeciwnie, możesz bez przejadania się delektować się rozmaitymi daniami wspomagającymi nerki. Kiedy zwracasz uwagę na to, co jesz, rezygnujesz z żywności, która może być szkodliwa dla ciebie. Ćwiczysz także kontrolę wielkości porcji. Od ciebie zależy, czy wykształcisz w sobie nawyk umiarkowanego jedzenia oraz czy będziesz ograniczał spożycie konkretnych pokarmów. To wymaga trochę czasu, zdecydowania i planu gry. Wybór właściwego jedzenia w trakcie przestrzegania specjalistycznej diety jest ogromnie ważny dla zdrowia nerek. One liczą na ciebie, że im dostarczysz odpowiedniej ilości składników odżywczych: białka, węglowodanów, tłuszczów, witamin i składników mineralnych, aby pomóc im jak najlepiej funkcjonować. Nadmiar któregokolwiek ze składników może być szkodliwy dla organizmu i zmusi nerki do dodatkowej pracy – odfiltrowania toksyn. Przyzwyczaisz się do kontroli porcji oraz do właściwego wyboru pokarmów, ćwicząc się w równoważeniu zawartości swojego talerza. Wyobraź sobie swój talerz, który się składa z 1/2 warzyw, z 1/4 białka oraz 1/4 węglowodanów (…).

Styl życia zdrowy dla nerek

Poniżej kilka wskazówek dla osób, które zmagają się z chorobami nerek.

Posiłki na mieście

Kolacja na mieście to ogromna przyjemność i tak, możesz nadal tak jadać! Możesz chodzić do restauracji, nawet mając chore nerki, pod warunkiem że dokonasz mądrego wyboru. Niestety, w wielu lokalach dodaje się do potraw bardzo dużo sodu. Są wtedy niezdrowe dla każdego. Chorując na nerki, musisz po prostu być trochę ostrożniejszy i zwracać uwagę na dania, które mogą zawierać nadmiar białka, sodu, potasu i fosforu.

Sprawdź wcześniej menu. Wiele lokali zamieszcza swoje menu na stronach internetowych. Sprawdź je, zanim gdzieś się wybierzesz.

Wybierz lokal. Wybierz restaurację, w której łatwiej zamówić potrawy odpowiednie dla twojej diety, czyli miejsce, gdzie dania są przygotowywane na zamówienie klienta.

Nie bój się pytać. Spytaj kelnera o więcej szczegółów, jeśli czegoś nie rozumiesz.

Podziel się posiłkiem. Zastanów się nad podzieleniem się daniem głównym z towarzyszem przy stole.

Sos osobno. Poproś, aby wszelkie dressingi do sałaty i sosy do mięsa podano w osobnym naczyniu.

Zrezygnuj z soli. Poproś, aby nie dodawano soli do dań z grilla, smażonych lub pieczonych. W restauracji azjatyckiej poproś o dania bez glutaminianu sodu.

Uprość skład kanapek. Zamawiaj kanapki lub burgery bez dodatku żółtego sera i poproś o podanie osobno musztardy lub keczupu.

Podziel mięso. Aby ograniczyć ilość białka, możesz poprosić o pół porcji dania głównego, jeśli zawiera mięso, drób, rybę lub żółty ser.

Zabierz do domu. Poproś o zapakowanie części dania głównego do pudełka i zabierz do domu.

Uważaj na złoczyńców. Pamiętaj, że białko występuje w serach, sosach na bazie śmietany, potrawach przyrządzanych z mleka, orzechów i jajek; dania wegetariańskie zawierają fasolę lub soczewicę.

Spotkania towarzyskie

Spotkania towarzyskie, urodziny, wesela, oblewanie dyplomu, pikniki i wieczór przy grillu to wspaniałe okazje do rozmów i świętowania z rodziną i przyjaciółmi. Zastanówmy się, jak uniknąć obżarstwa oraz co jeść i co pić, aby nie mieć poczucia, że pozbawiono cię całej przyjemności. Oto kilka rad:

Nie idź głodny. Postaraj się nie wychodzić z domu z pustym żołądkiem. Pójście na jakąkolwiek imprezę wygłodniałym to prosta droga do katastrofy i impulsywnego przejedzenia. Zjedz jakąś przekąskę o wysokiej zawartości białka, na przykład gotowane jajko z chrupkim pieczywem. Zaspokoisz pierwszy głód i unikniesz desperackich decyzji przy bufecie.

Unikaj dań z dużą ilością sodu. Słone pokarmy wywołają pragnienie, przez co wypijesz więcej i przekroczysz zalecaną ilość. Zamiast parówek lub kiełbasek wybieraj produkty o niskiej zawartości sodu jak kurczak czy hamburger. Poproś o podanie osobno sosu barbecue i dressingu do sałaty, dzięki czemu będziesz mógł lepiej kontrolować wielkość porcji. Sosy zawierają zwykle dużo soli. Jeśli to możliwe, poproś o warzywa z grilla.

Ćwicz się w kulinarnym bhp. PChN naraża cię na większe ryzyko zachorowania na dolegliwości związane z przygotowaniem żywności. Jeśli jesteś gospodarzem lub pomagasz przy organizacji imprezy, przyrządzaj dania w odpowiedniej temperaturze, starannie myj artykuły i używaj oddzielnych desek do krojenia mięsa surowego i poddanego obróbce.

Planuj z wyprzedzeniem. Możesz spokojnie zapytać gospodarza z wyprzedzeniem o menu. Dzięki temu będziesz mógł wcześniej zdecydować, co zechcesz zjeść. Jeśli menu ci nie odpowiada, przynieś ze sobą danie własnej roboty i podziel się nim z pozostałymi gośćmi.

Rzuć palenie. Palenie pogarsza działanie leków stosowanych na nadciśnienie, które jest jedną z głównych przyczyn choroby nerek. Palenie również spowolnia przepływ krwi w nerkach, co pogarsza ich stan.

Ogranicz alkohol. Alkohol również wpływa negatywnie na działanie niektórych leków na nadciśnienie. Sprawdź u lekarza, czy picie alkoholu jest dla ciebie bezpieczne. Skup się na ludziach. Odsuń się od bufetu i skup całą uwagę na swoich bliskich.

Odpoczynek, odprężenie, działanie

Wszyscy czasem czujemy się przytłoczeni. Po usłyszeniu diagnozy potwierdzającej zachorowanie na PChN u każdego może gwałtownie wzrosnąć poziom stresu. Utrzymywanie właściwego poziomu stresu jest niezwykle ważne dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Dlatego należy szukać metod ułatwiających zachowanie wewnętrznego spokoju. Niekiedy wystarczy kilka zmian w stylu życia, aby się uzbroić we wszystko, co jest potrzebne, aby umysł i ciało właściwie funkcjonowały. Odpoczynek i odprężenie są bardzo przyjemne, mogą się też stać rytuałami, których twoje ciało potrzebuje, aby naładować akumulatory i przygotować się na kolejny, pracowity dzień.

Ruch fizyczny jest bardzo ważny, tym bardziej gdy chorujesz na nerki. Statystyki dowodzą, że główną przyczyną zgonu pacjentów chorujących na nerki są zaburzenia pracy serca. Ale wystarczy 30 minut ćwiczeń dziennie, aby pohamować rozwój niewłaściwych zmian w układzie krążenia. Aktywność fizyczna wszelkiego rodzaju wspomaga krążenie krwi, łagodzi stres, podnosi poziom energii, buduje silne mięśnie, poprawia sen i utrzymanie prawidłowej wagi. Przeznacz czas na spacer, pływanie lub medytację – na coś, co najbardziej lubisz.

Fragmenty pochodzą z książki „Przewlekła choroba nerek. Leczenie dietą”.

Susan Zogheib jest dyplomowaną dietetyczką. Ukończyła studia na Wydziale Żywienia Człowieka Uniwersytetu Ryerson, w Toronto, w dziedzinie popularyzacji nauki o żywieniu. Susan jest liderką w zakresie odżywiania chorych na nerki. Ma ponad dziesięcioletnie doświadczenie jako dietetyk kliniczny. Napisała bestseller Renal Diet Cookbook oraz Renal Diet Plan & Cookbook: The Optimal Nutrition Guide to Manage Kidney Disease. Lubi potrawy proste, przyjemne i pełne smaku.

Książka zawiera nie tylko jasne wyjaśnienia dotyczące przewlekłej choroby nerek i porady, ale też listy zalecanych produktów (włącznie z ilością na każdy dzień), plan posiłków i przepisy kulinarne.

Jak pisze autorka: „Nie martw się, że twoja nowa dieta jest restrykcyjna lub potrawy zbyt trudne do przygotowania. Zapewniam cię, że w tej książce są proste przepisy na pyszne dania. Ta publikacja ułatwi ci w bezproblemowy i satysfakcjonujący sposób dokonać życiowej zmiany. Będzie ci towarzyszyła w tej drodze na każdym kroku.”

Okładka książki (materiały prasowe)Okładka książki (materiały prasowe)

  1. Zdrowie

Selen – wzmacnia odporność, wspomaga pracę tarczycy, ma właściwości antynowotworowe

Głównym źródłem selenu jest żywność: ryby morskie, wołowa lub cielęca wątroba, nieoczyszczone produkty zbożowe, mąka z pełnego przemiału, jarzyny, a zwłaszcza brokuły. (Fot. iStock)
Głównym źródłem selenu jest żywność: ryby morskie, wołowa lub cielęca wątroba, nieoczyszczone produkty zbożowe, mąka z pełnego przemiału, jarzyny, a zwłaszcza brokuły. (Fot. iStock)
Selen usuwa z naszego organizmu toksyny i pomaga zachować młody wygląd. Znajdziesz go w brokułach!

Niektórzy nazywają go pierwiastkiem młodości, bo spowalnia proces starzenia się tkanek i zapobiega utracie ich elastyczności. Szczury, którym podawano selen, dożyły sędziwego – jak na swój gatunek – wieku czterech lat. Choć selenu niewiele w naszym organizmie, to jest niezbędny do życia. Słynie z właściwości antyoksydacyjnych, a jego działanie jest wręcz zbawienne w dzisiejszej, mocno zanieczyszczonej cywilizacji, ponieważ neutralizuje wiele toksycznych metali ciężkich, takich jak ołów czy rtęć. Jego stosowanie zaleca się między innymi kobietom w okresie menopauzy, bo łagodzi występujące dolegliwości. U mężczyzn gromadzi się w jądrach i jest łatwo wydalany ze spermą, dlatego i oni powinni wzbogacić nim swoją codzienną dietę. Selen neutralizuje wolne rodniki, dodaje się go także do kosmetyków, np. szamponów przeciwłupieżowych.

Życie w ciągłym pędzie, w coraz bardziej zanieczyszczonym środowisku naturalnym zwiększa zużycie tego cennego pierwiastka. Gdy mamy go w organizmie za mało, czujemy się osłabieni i często się przeziębiamy, jesteśmy też bardziej podatni na zakażenia. Zmiany reumatoidalne, łamliwe paznokcie, bladość skóry i oznaki starzenia to najłatwiej zauważalne objawy.

Jedzmy brokuły

Głównym źródłem selenu jest żywność: ryby morskie, wołowa lub cielęca wątroba, nieoczyszczone produkty zbożowe, mąka z pełnego przemiału, jarzyny, a zwłaszcza brokuły. Te ostatnie zaczęły nawet uchodzić za najbardziej zalecane do spożycia, najzdrowsze warzywo. Oczywiście, jeśli wyrosły na bogatej w minerały glebie. Niedawno japońscy naukowcy wyhodowali brokuły na wzbogaconej w selen glebie, a następnie poddali laboratoryjnym badaniom ich wpływ na tkanki nowotworowe pobrane z prostaty. Okazało się, że znacząco zmniejszyły rozwój raka w porównaniu z pędami pochodzącymi z przeciętnej jakości gleby. Czy selen chroni zatem przed rakiem?

Co mówią badania

Naprawdę głośno zrobiło się o nim kilkadziesiąt lat temu, kiedy po raz pierwszy podjęto próbę udowodnienia jego wpływu na zmniejszenie ryzyka zachorowalności na raka. Badanie przeprowadzone w latach 1985−1991 w chińskiej prowincji Linxian wykazało kilkuprocentowy spadek umieralności na nowotwory złośliwe u osób, którym podawano suplementy witaminowe z dodatkiem selenu, witaminę E oraz beta-karoten. Pacjenci zostali zbadani ponownie w roku 2001 i wyniki się potwierdziły.

Nadzieję budziły także badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych, powtórzone w prawie 20 innych krajach, które wykazały wyraźną zbieżność między zawartością selenu w glebie a występowaniem chorób nowotworowych. Niektórzy wiążą niską zapadalność na raka piersi u Japonek właśnie z bogactwem tamtejszych gleb w selen. Znamienne jest, że Japonki, które wyemigrowały do Stanów, o wiele częściej zapadały na tę chorobę.

Bardziej sceptyczni naukowcy studzą jednak te nadzieje, a w europejskim kodeksie walki z nowotworami złośliwymi z roku 2003 czytamy, że obecnie dostępne są jedynie słabe dowody wskazujące na znaczenie suplementacji selenem.

Jedno jest pewne – to pierwiastek niezbędny dla prawidłowego funkcjonowania organizmu, a w oczekiwaniu na przeprowadzenie kolejnych badań naukowych nie zaszkodzi zjadać codziennie dużą porcję świeżych warzyw hodowanych na zdrowym, bogatym w selen, gruncie, tym bardziej, że są pyszne!

Warto przeczytać: Alfreda Walkowska, „Powrót do harmonii”, wydanie drugie, wydawnictwo Polskie Centrum św. Hildegardy, 2008.

  1. Materiał partnera

Nie warto wyrzucać usuniętych zębów - mogą posłużyć do uzupełnienia ubytków kostnych

Katowicka klinika stomatologiczna Dłucik Dental Clinic postanowiła sięgnąć po innowacyjny sposób leczenia ubytków kostnych z wykorzystaniem własnego materiału organicznego. (Fot. materiały partnera)
Katowicka klinika stomatologiczna Dłucik Dental Clinic postanowiła sięgnąć po innowacyjny sposób leczenia ubytków kostnych z wykorzystaniem własnego materiału organicznego. (Fot. materiały partnera)
Ubytki kostne powstają niezauważalnie, m.in. w wyniku zaniedbań po wyrwaniu zębów lub noszeniu stałego aparatu ortodontycznego. Potrafią doprowadzić do poważnych dysfunkcji żuchwy, a także zmian w wyglądzie twarzy, upośledzając jej mimikę.

Katowicka klinika stomatologiczna Dłucik Dental Clinic postanowiła sięgnąć po innowacyjny sposób leczenia ubytków kostnych z wykorzystaniem własnego materiału organicznego. Metoda ta odniosła już sukces w Japonii oraz Europie Zachodniej, a teraz jest dostępna również w Polsce.

Odbudowa kości żuchwy za pomocą własnych zębów

Nauka zaskakuje nas po raz kolejny. Tym razem badania kliniczne, prowadzone od ponad 10 lat udowodniły, że nie warto wyrzucać własnych, usuniętych zębów. Przetworzone w sterylny granulat, stanowią idealne wypełnienie jam kostnych, dzięki czemu odbudowują kości żuchwy. Rozwiązania, które stosują lekarze oraz chirurdzy Dłucik Dental Clinic znacząco skracają leczenie i przede wszystkim nie powodują dodatkowych urazów, jak w przypadku pobierania materiału poprzez przeszczepy autogenne.

Wcześniejsze próby pozyskiwania materiału organicznego z talerza kości biodrowej lub pokrywy czaszki, przynosiły pacjentowi dodatkowy ból i osłabiały układ kostny. Nowoczesne technologie, tj. ATB (Auto-Tooth Bone) umożliwiają przetworzenie wyrwanego zęba stałego (lub mlecznego) w plastyczny, trwały i przede wszystkim w pełni przyswajalny materiał kościotwórczy.

Zalety technologii ATB to m.in:

  • Biokompatybilność;
  • Brak odrzutów materiału wypełniającego;
  • Minimalizacja infekcji;
  • Szybkie gojenie i brak dolegliwości bólowych;
  • Redukcja cięć chirurgicznych;
  • Wyeliminowanie błon zaporowych;
  • Skrócony czas uzyskania zadowalających efektów leczenia (2-3 miesiące);
  • Trwałość;
  • Całkowite odbudowanie tkanki kostnej;
  • Zminimalizowana resorpcja przeszczepu w trakcie przebudowy kostnej;
  • Brak dodatkowych urazów spowodowanych pobraniem materiału organicznego pacjenta.

Augmentacja zęba własnymi zębami może zatrzymać patologiczne zmiany w szczęce oraz żuchwie (torbiele, ubytki po urazach mechanicznych i usuniętych zębach pacjenta).

Wsparcie dla implantów

Wiele z pacjentów dotkniętych ubytkami kostnymi, decyduje się na implanty. W tym przypadku potrzeba stabilnej bazy dla wszczepów. Odpowiednia, trwała powierzchnia może zostać zbudowana z organicznego granulatu pozyskanego dzięki ATB. Materiał dosłownie wrasta w szczękę i utrzymuje nawet cięższe implanty.

Należy również pamiętać, że kość wokół usuniętego zęba sukcesywnie zmniejsza swoją objętość i po pół roku od zabiegu, może skurczyć się nawet o 40%. W celu jej uzupełnienia z powodzeniem można zastosować biomateriał. Dzięki temu „podnosi się” zatokę szczękową i odbudowuje kość, w której docelowo znajdzie się implant.

Ubytki kostne i brak własnego materiału organicznego w postaci zębów pacjenta

W Dłucik Dental Clinic przewidziano taki scenariusz. Niewątpliwie dobra wiadomość jest taka, że biomateriał użyty do wypełnienia ubytków kostnych może również pochodzić spoza organizmu pacjenta. Pozyskuje się go m.in:

  • Z banku kostnego;
  • Od zwierząt hodowlanych (wołów, koni);
  • Z materiałów organicznych (alg, koralowców);
  • Z surowców nieorganicznych (powstałych poprzez syntezę chemiczną).

Oprócz powyższych, istnieje także możliwość wykorzystania:

Kości autogennych zewnątrzustnych (kość biodrowa, kości długie, okolice trójkąta zatrzonowcowego, guz szczęki, bródka);

  • Komórek macierzystych;
  • Czynników wzrostu izolowanych z krwi.

Najbardziej pożądanym materiałem wypełniającym jamy kostne jest oczywiście ten pochodzący z zębów pacjenta. Biokompatybilność, zgodność genetyczna i odpowiednia struktura są gwarancją przemodelowania materiału w kość własną. Warto zatem zachować usunięte uzębienie, zwłaszcza że doświadczony chirurg z jednego zęba jest w stanie pozyskać do 1,5 cm³ biomateriału wypełniającego.

Klinika Dłucik Dental Clinic w Katowicach poza nowoczesnymi technologiami odbudowy kości szczęki i żuchwy pacjenta, stosuje także tradycyjną implantologię. Szeroki wachlarz zabiegów w połączeniu z wieloletnią praktyką personelu i lekarzy otwiera drogę do chirurgii stomatologicznej na światowym poziomie.

  1. Zdrowie

O czym szumią zioła

Ruta Kowalska:
Ruta Kowalska: "Moją misją jest wielki powrót ziołolecznictwa. Marzę, aby każdy/a z nas posiadł/a podstawową wiedzę o roślinach, aby samodzielnie i bezpiecznie stosować je we własnym domu."(Fot. archiwum prywatne)
Ruta Kowalska, dyplomowana zielarka, autorka podręcznika „O czym szumią zioła” i kajetu wielkiej urody „Receptariusz ziołowy” zaprasza do magicznego świata roślin i odkrywania ich niezwykłych właściwości. Na swoim blogu oraz Instagramie „Zioła w pełni” dzieli się zielarską wiedzą, pokazuje innym jak zaprzyjaźnić się z roślinami i korzystać z ich dobrodziejstwa.

W jeszcze nie tak odległych czasach nieomal każda roślina była otoczona nimbem boskości i darzona szacunkiem. Wraz z rozwojem nauki i technologii zaczęłyśmy tracić przekazywaną z pokolenia na pokolenie wiedzę, a dziś dla wielu osób zioła to po prostu popularne przyprawy jak oregano czy tymianek. Czym dla ciebie są zioła i czy były obecne w twoim życiu już wcześniej?
Od dziecka jestem zafascynowana roślinami. Trudno zliczyć ile czasu spędziłam w towarzystwie tych milczących, zielonych istot. Poznawanie ich wszystkimi zmysłami, dzielenie z nimi czasu ma w sobie coś z wtajemniczenia, inicjacji. Spotkanie twarzą w kwiat. Twarzą w liść. Twarzą w owoc.

Zioła są dla mnie czymś doskonałym samym w sobie. To dużo więcej niż potencjalne lekarstwo, chociaż to, że nas leczą jest dla mnie czymś niesamowitym. Nie chcę patrzeć na nie jedynie w sposób użytkowy. Tak jak w Twoim przykładzie o torebce z przyprawami. Nie wystarczy mi dodać suszu do potrawy, aby polepszyć jej smak. Chcę zobaczyć daną roślinę na żywo, poczuć fakturę jej liści, dowiedzieć się jakie ma wymagania glebowe – co mogę zrobić, aby było jej dobrze np. w moim ogrodzie. Sięgam też głębiej, dociekam jak rośliny troszczą się o siebie nawzajem i komunikują między sobą. Dlatego kiedy nauka, która w naszej zachodniej kulturze jest bogiem, potwierdza to, co czułam intuicyjnie od dziecka odczuwam wielką radość. I mimo, że burzy to skrupulatnie budowaną od wieków hierarchię świata, to czuję, że nadejdzie czas, kiedy rośliny będą miały własne prawa. Podobnie jak zwierzęta, o czym przecież naszym przodkom nawet się nie śniło.

Codziennie jestem w bliskim kontakcie z roślinami. Czuję ogromną wdzięczność za to, że mieszkam na odludziu i wystarczy wyjść z domu, aby zanurzyć się w zielonym świecie. Rośliny są dla mnie jak bliscy przyjaciele. Bo jeśli od kilkunastu lat codziennie głaszczę korę rosnących wokół mojego domu drzew, obserwuję ich zmagania się z mrozami czy wiatrem, patrzę jak zmieniają się w rytmie pór roku, to czuję więź. Tak samo w ogrodzie, gdzie doglądam rosnących ziół, czy na łąkach wokół domu, gdzie znam każdy spłachetek ziemi. Mam tylko wątpliwości czy ta więź jest obopólna. Rośliny znakomicie mogą się bez nas obyć. Dzięki fotosyntezie są autonomicznymi, samowystarczalnymi istotami. To my ich potrzebujemy, a nasze życie nie mogłoby bez nich istnieć.

Zioła wykorzystywano nie tylko w obrzędach religijnych i magicznych rytuałach, pełniły one bardzo ważną funkcję w codziennym życiu. Znajomość ich właściwości mogła ratować albo odbierać życie, dlatego wiedza na ich temat była tak cenna. Gdzie ty zaczęłaś swoje poszukiwania na temat ziół oraz ich magicznych i leczniczych właściwości? I kiedy poczułaś, że chcesz dzielić się swoją wiedzą z innymi?
Jako dziecko mogłam godzinami obserwować przyrodę zachwycając się całym tym bogactwem. Dopiero potem poczułam potrzebę nazywania, porządkowania, przypisywania roślinom określonych właściwości. Chciałam wiedzieć jakim zielonym bandażem można opatrzyć ranę podczas leśnych wędrówek, co można zjeść, a czego lepiej unikać, jak wspomóc się przy niestrawności czy w przeziębieniu. Na moim regale pojawiało się coraz więcej książek o ziołach. Nieustannemu czytaniu towarzyszyły częste wyprawy w teren, bo odczuwam jakąś pierwotną, ciągłą potrzebę bycia na świeżym powietrzu, w ruchu, chodzenia po chaszczach.

Zawsze byłam mocno ukierunkowana i zdaję sobie sprawę, że dla niektórych osób może to być zaskakujące, ale już jako 6-letnie dziecko wiedziałam, że chcę mieszkać na wsi i żyć blisko ziemi.

Cała moja formalna edukacja związana jest z przyrodą. Ukończyłam studia magisterskie na kierunku biologia na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. W ostatnich latach, bo wcześniej niestety nie było takich możliwości, ukończyłam roczny kurs zawodowy „Zielarz-Fitoterapeuta”, studia podyplomowe „Zioła w profilaktyce i terapii” na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu oraz „Zioła i nutraceutyki – ich znaczenie dla gospodarki i zdrowia” na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Obecnie uczestniczę w rocznym kursie „Fitoterapia szczegółowa” prowadzonym przez dr. H. Różańskiego.

Ziołolecznictwo to nauka ścisła i takie podwaliny, szeroka wiedza biologiczna i chemiczna są bardzo istotne. Równolegle wciąż uczę się sztuki zielarskiej na najlepszym uniwersytecie. Stworzonym ręką Natury. Na łąkach, polach, w lasach.

Pierwsze warsztaty przyrodnicze zaczęłam robić jeszcze podczas studiów, potem skupiłam się na ziołowych. Bardzo wierzę w moc edukacji. W to, że kropla drąży skałę.

Moją misją jest wielki powrót ziołolecznictwa. Marzę, aby każdy/a z nas posiadł/a podstawową wiedzę o roślinach, aby samodzielnie i bezpiecznie stosować je we własnym domu.

„Zioła w pełni” to nazwa nieprzypadkowa, oprócz istotnych w twoim życiu roślin pojawia się też element lunarny. Jaka jest rola księżyca w tym, czym zajmujesz się na co dzień?
„Zioła w Pełni” to nie tylko nazwa mojej firmy i bloga na którym snuję ziołowe opowieści, ale również odzwierciedlenie tego, co jest dla mnie ważne. Pełnia to dla mnie stan, w którym niczego nie brakuje. Całkowitej harmonii i poczucia obfitości na każdym poziomie życia.

Księżyc odgrywa w moim życiu dużą rolę. Zarówno ja, jak i uprawiane przeze mnie rośliny żyjemy w jego rytmie. Bardzo bliska jest mi idea rolnictwa biodynamicznego, a kalendarz księżycowy autorstwa Marie Thun to mój zaufany doradca. Zawsze mam go na podorędziu. Podpowiada mi jak pielęgnować rośliny, kiedy najlepiej siać, przycinać je, zbierać plon.

Księżyc kiedyś nazywany był miesiącem, a stąd już tylko krok do miesiączki. Od kilkunastu lat przyglądam się temu jak pięknie mój cykl menstruacyjny współgra się z rytmem Księżyca. Opowiadam o tym na warsztatach na temat zdrowia kobiet, kiedy pierwszego dnia zasiadamy w Ziołowym Kręgu Kobiet. Okazuje się, że większość kobiet odkrywa wtedy tę niesamowitą synchroniczność.

Z fascynacją obserwuję jak wpływają na mnie poszczególne fazy Księżyca. Jeżeli Księżyc ma tak potężny wpływ na oceany, to musi mieć też wpływ na nasze ciała, które w większości są zbudowane z wody. Nów to czas skupienia się na sobie, wejścia w ciemność, zasiewania ziaren. Pełnia to moment spełnienia, celebrowania życia i dziękczynienia. Zdaję sobie sprawę, że część ludzi, szczególnie w miastach, zamkniętych w blokach zapomina o spoglądaniu w niebo, dlatego mój ziołowy newsletter wysyłam w nów i pełnię. Czasem czytelniczki piszą mi, że przypominam im przy okazji o tym, co dzieje się na niebie.

Kolejnym księżycowym motywem jest to, że dawniej niektóre zioła zbierano przy pełni ufając, że w tym czasie ich lecznicza moc jest najpotężniejsza. Idea ta mocno mnie porywa, dlatego wzorem naszych przodkiń zdarza mi się wykopywać korzenie ziół w srebrnym blasku Księżyca. Ogarnia mnie wtedy poczucie wspólnoty, zielarskiego siostrzeństwa z tymi, które były przede mną, a z którymi łączy mnie zielona nić porozumienia.

Zioła od początku pełniły ważną funkcję w różnego rodzaju rytuałach. Które rośliny i jakie rytuały są dla ciebie szczególnie ważne?
Nie mogłoby w moim życiu obyć się bez rytuałów związanych z Księżycem. Każdego miesiąca celebruję pełnię sporządzając eliksir księżycowy. Ruszam na łąki, do lasu i zbieram sezonowe zioła. Zimą są to szyszki, kawałki kory, jakieś zapomniane przez ptaki owoce np. berberysu, dzikiej róży. Kryształową karafkę, schedę do mojej babci wypełniam ziołami, zalewam zimną wodą i zostawiam na całą noc. Rano wypijam chłodny, delikatny macerat czemu zawsze towarzyszy jakaś intencja, ale i wdzięczność za wszystko co w życiu otrzymuję. To ostatnie jest bardzo ważne, bo w wirze codziennych zajęć często zapominam o docenianiu tego, co się wydarza, o celebracji każdego dnia, tak jakby był ostatnim. Marzy mi się, aby sporządzanie eliksirów księżycowych stało się powszechne. Wyobraź sobie, że przed pełnią na okiennych parapetach, jak kraj długi i szeroki królują buteleczki, flakoniki i fiolki z ziołami.

Podczas nowiu palę ognisko, aby rozświetlić ciemność nocy, ale również tę w sobie. Spotykają się wtedy wszystkie żywioły – woda, bo miejsce na ognisko jest nad stawem, powietrze bez którego ogień nie mógłby zapłonąć, ziemia.

Bardzo ważny jest też dla mnie rytuał wdzięczności wobec roślin. Proszenia o możliwość skorzystania z ich leczniczych mocy. Zauważyłaś, że w większości przypadków, aby zebrać jakąś roślinę, trzeba przed nią przyklęknąć, pokłonić się? Czuję, że nie bez powodu. Mam taką zasadę i tego uczę na moich warsztatach: Najpierw zaprzyjaźnij się z rośliną, a dopiero potem poproś o coś dla siebie. Weź jedynie tyle, ile potrzebujesz i nie zapomnij podziękować ziołom, że możesz czerpać z ich dobrodziejstw.

Głęboki szacunek do roślin to dla mnie podstawa. Musi istnieć równowaga między braniem a dawaniem. Korzystam z ziół, ścinam je, ale w ramach zadośćuczynienia co roku sadzę drzewa, pielęgnuję łąkę kwietną, nie stosuję żadnych pestycydów w ogrodzie, dbam o bioróżnorodność w moim najbliższym sąsiedztwie.

Ruta Kowalska (Fot. archiwum prywatne)Ruta Kowalska (Fot. archiwum prywatne)

Ziołolecznictwem od zarania wieków zajmowały się kobiety, matki przekazywały córkom wiedzę, którą otrzymały od swoich przodkiń. Dzisiaj ty pełnisz rolę takiej przewodniczki po świecie roślin i zapraszasz kobiety na prowadzone przez siebie warsztaty. Czy możesz opowiedzieć jak wyglądają takie spotkania, czego uczysz i jak na czym polega poznawanie ziół od podstaw?
Wierzę, że ziołolecznictwo to nasza kobieca spuścizna, że w naszych sercach, krwi i kościach zapisana jest wiedza przodkiń. Nasza herstoria mocno splata się z pędami roślin. Dawniej większość kobiet, szczególnie tych mieszkających daleko od miast posiadała jakąś podstawową wiedzę na temat roślin leczniczych.

Moje warsztaty robię w duchu głębokiego poszanowania i wrażliwości na to, co daje nam natura. Na warsztatach „O czym szumią zioła” przekazuję wiedzę na temat podstaw ziołolecznictwa, prawidłowego sporządzania preparatów galenowych: naparów, wywarów, odwarów, nalewek, intraktów, maści, wyciągów na winie, wyciągów glicerynowych czy olejowych. Użycie prawidłowego rozpuszczalnika ma kolosalne znaczenie, tylko mając odpowiednia wiedzę fitochemiczną może przygotować skuteczny preparat ziołowy. Mówię o etyce zbioru, uczę jak prawidłowo zbierać i suszyć zioła, opowiadam dużo o substancjach czynnych w roślinach, bezpieczeństwie stosowania ziół, lokalności i sezonowości. Nie może się oczywiście obyć bez zajęć terenowych. Spotkania z roślinami na żywo są niezmiernie ważne. Po zajęciach często uczestniczki opowiadają mi, że przypomniały sobie, że przecież w dzieciństwie babcia pokazywała im kwitnące podbiały czy świetliki, albo jak sporządzić syrop ziołowy.

Warsztaty „Po zioła. Po moc” dedykowane są zdrowiu kobiet. Podoba mi się to określenie „po moc” - tylko jeśli jesteś w swojej mocy możesz sobie pomóc. Te warsztaty zaczynamy Ziołowym Kręgiem Kobiet. To otwiera uczestniczkom serca i buduje poczucie wspólnoty, które będzie nam już towarzyszyło do końca warsztatów. Rozmawiamy o trzech etapach życia kobiety – Białej Bogini (dojrzewanie), Czerwonej Bogini (kobieta płodna, matka) oraz Czarnej Bogini (kobieta po menopauzie, mądra). Oczywiście wszystko w kontekście ziół.

Dzielę się naukową wiedzą m.in. o tym jak możemy wesprzeć się ziołami w zespole napięcia przedmiesiączkowego, przy bolesnych, obfitych lub skąpych miesiączkach, stanach zapalnych narządów płciowych, przy mięśniakach, torbielach, podczas połogi i laktacji, czy w okresie klimakterium. Te spotkania są bardzo intensywne, chcę przekazać jak najwięcej wiedzy, ale teorii towarzyszy też praktyka – każda z uczestniczek przygotowuje dla siebie po kilkanaście różnych ziołowych remediów. Ich sporządzaniu zawsze towarzyszy dużo radości i poczucia wspólnoty.

Wiosna to czas nowego początku, nowego cyklu życia. To na pewno również bardzo ważny moment w życiu zielarki. Na jakie zioła warto zwrócić szczególną uwagę w tym czasie?
Uwielbiam wczesną wiosnę, kiedy przyroda, ale i moje ciało budzą się do życia. To doskonały czas na zbiór ziołowych korzeni i kłączy, które najlepiej wykopać jeszcze przed rozpoczęciem wegetacji. W tym czasie ilość nagromadzonych w nich substancji leczniczych jest największa.

O tej porze możemy też zbierać korę i gałązki z drzew. Najlepiej zrobić to, wraz z ruszeniem wegetacji. Kiedy rozpoczyna się intensywny wzrost roślin między korą a drewnem tworzy się warstwa młodych komórek twórczych, luźno z nimi złączona, co ułatwia oderwanie kory. Najlepiej zbierać ją podczas przecinek z młodych, gładkich, kilkuletnich gałązek o grubości około 3-4 cm, a nie z żywego drzewa.

Wiosna to też doskonały czas na zbieranie pączków drzew i krzewów. W fitoterapii wyodrębniono nawet specjalny dział im poświęcony - gemmoterapię. Pączki pozyskuje się w różnych fazach wzrostu: od całkowicie zamkniętych po częściowo otwarte z widocznymi rozchylającymi się listkami, ale wciąż jeszcze u dołu otulonymi brązowymi łuskami. Wczesną wiosną możemy też zbierać pierwsze kwiatostany np. olchy, leszczyny czy żółto kwitnącego podbiału.

Bardzo popularny jest też zbiór soku z brzozy zwanego oskołą. Ja osobiście go nie pozyskuję. Czuję, że ten cenny w substancje odżywcze płyn należy do drzewa, jest niczym życiodajna krew, której dopływ zapewnia mu dobry start na wiosnę, witalność i doskonałą kondycję. Nierozważnie i rabunkowo prowadzony zbiór soku naraża zdrowie drzew, może prowadzić do infekcji grzybowych, osłabienia, a nawet obumarcia drzewa.

Wczesne zapisy o zastosowaniu ziół pojawiły się już na babilońskich glinianych tabliczkach pochodzących z 3000 r. p.n.e. Ty również postanowiłaś usystematyzować i skatalogować posiadaną wiedzę o ziołach i tak powstały twoje dwie książki „O czym szumią zioła” i „Receptariusz ziołowy”. Od której warto zacząć i co w nich znajdziemy?
W pierwszej kolejności mocno zachęcam do przeczytania liczącej 416-stronic książki „O czym szumią zioła”. Ta książka pęczniała we mnie jak nasiono na długo zanim ujrzała światło dziennie. Na jej pisanie i wydanie w modelu selfpublishingu poświęciłam dwa lata. Nazwałam ją podręcznikiem, bo wierzę, że jest to książka, którą zawsze warto mieć pod ręką. To esencja mojej wiedzy i kilkudziesięcioletniego doświadczenia w zakresie ziołolecznictwa. Książka, którą sama chciałabym przeczytać wiele lat temu, bo zaoszczędziłaby mi wielu poszukiwań i sporo czasu.

„O czym szumią zioła” to szczodra dawka naukowej wiedzy na temat roślin leczniczych doprawiona szczyptą historii ziół, etnobotaniki i moich własnych doświadczeń w pracy z roślinami. Zawiera niemal 300 pozycji bibliograficznych, a konsultację naukową wykonała prof. dr hab. n. farm. Irena Matławska, z Katedry i Zakładu Farmakognozji Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Oprócz rzetelności merytorycznej zależało mi, aby książka była napisana z poziomu serca, głębokiego szacunku do roślin. Przyjaznym, przystępnym językiem. To taki mój miłosny hołd dla Zielonego Świata Roślin. Niektóre czytelniczki piszą mi, że stworzyłam nowy styl – ziołowa proza poetycka.

W książce przeprowadzam przez najważniejsze tajniki ziołolecznictwa. Dużo miejsca poświęcam temu jak prawidłowo przygotowywać ziołowe remedia. Wyjaśniam na jakiej zasadzie zioła działają na nasz organizm, piszę o prawidłowym zbiorze, suszeniu ziół, o zielarskiej etyce, idei lokalności i sezonowości w pracy z roślinami, o tym dlaczego zioła świeże są bardziej skuteczne od suszonych, o bezpieczeństwie stosowania ziół. Opisuję też 25 gatunków roślin leczniczych, każdej z nich poświęcam kilkanaście stron. O kolejnych roślinach napiszę w następnych tomach, bo planuję stworzyć ziołową trylogię.

Liczący 216 stronic „Receptariusz ziołowy” to kajet wielkiej urody nie tylko do czytania, ale i samodzielnego zapisywania. Zrodzony z miłości do starych przepisów. Czułości, jaką budzą we mnie ręcznie zapisywane zeszyty z przepisami pochowane w szafkach naszych babek i mam. Można znaleźć w nim receptury na ziołowe remedia pochodzące z XIX i początków XX wieku, dowiedzieć się czym były m.in. morsele, cukrosmażki, krążki, kołaczki, zachowki. Zależało mi, aby „Receptariusz” przypominał stary kajet i aby trzymając go w dłoniach mocno czuło się ducha dawnych czasów. Czasem sobie myślę, że powinnam sprzedawać go w zestawie z gęsim piórem.

Od jakiegoś czasu zaczynamy poznawać zioła na nowo. Obserwujemy wielkie zainteresowanie naturalnymi kosmetykami, ludową medycyną, uprawiamy rośliny w przydomowych ogródkach i na balkonach. Chcemy też wiedzieć o nich coraz więcej. Jak zacząć swoją przygodę z ziołami?

Przygodę z ziołami proponuję zacząć z poziomu serca – wybrać się do lasu, na łąki, nad rzekę i po prostu pobyć z roślinami, nawiązać z nimi emocjonalną relację. Dzięki temu nie będziesz traktować ich jedynie w sposób użytkowy. Zawsze powtarzam jak mantrę, że zioła są darem, a nie towarem, a przyroda to sanktuarium a nie darmowy supermarket, gdzie można iść i zrywać bez opamiętania. Mamy teraz wiosnę i słyszę z każdej strony jak ludzie ściągają sok z drzew, często bez jakiejkolwiek refleksji nad tym, że mogą zaszkodzić drzewu, osłabić je. Przyświeca im jedynie myśl – oskoła jest zdrowa, więc wyduszę jej z drzewa dla siebie jak najwięcej.

Bardzo nie chciałabym aby powrót zainteresowania ziołami poszedł w tym kierunku - kolejnej mody, gadżetów, konsumpcji i rabunkowego podejścia do przyrody.

Następnym krokiem jest zapoznanie się z rzetelnymi opracowaniami na temat ziół, fitoterapia to nauka ścisła i ważne, aby dobrze poznać jej podstawy. Nauka rozpoznawania gatunków roślin również będzie bardzo przydatna, aby podczas zbioru nie dochodziło do pomyłek.

Ważna jest również praktyka w sporządzaniu ziołowych remediów, w dobieraniu ziół do mieszanek leczniczych itd., bo od suchej teorii jeszcze nikt zielarzem nie został.

  1. Styl Życia

Floating – relaks nie z tej ziemi

(Fot. materiały prasowe Aura Spokoju)
(Fot. materiały prasowe Aura Spokoju)
Żyjemy w świecie pełnym bodźców. Ich nadmiar powoduje, że jesteśmy przeciążeni, przytłoczeni i zestresowani. Poziom napięć jest tak duży, że o relaks i regenerację trudno nawet w czasie urlopu. Kończy się to problemami zdrowotnymi, psychicznymi i relacyjnymi. Cierpimy my sami i nasze otoczenie.

Dlatego warto zadbać o to, by stres i napięcie nie zniszczyły naszego zdrowia i dobrego samopoczucia. Jak to zrobić, kiedy na wszystko brakuje czasu? Udać się na godzinna sesję floatingu w Aurze Spokoju.

Floating polega na unoszeniu się na powierzchni roztworu wody i soli EPSOM w specjalnie przygotowanej do tego kabinie. Historia floatingu sięga lat pięćdziesiątych XX wieku, kiedy dr. Jay Shurley i John Lilly w National Institute of Mental Health zainteresowali się zrozumieniem, jak ludzki mózg reagowałby na środowisko pozbawione zewnętrznych bodźców sensorycznych. Po wielu latach badań dobroczynny wpływ na ciało, emocje i myśli pozbawieniu człowieka wrażeń zmysłowych został naukowo udowodniony.

Na czym polega fenomen floatingu

Sesja floating pozwala skutecznie odciąć się od całego otoczenia. Dzięki wyłączeniu wszystkich doznań nasz układ nerwowy może się zregenerować. Floating przypomina reset przeciążonego, zawieszającego się systemu operacyjnego w komputerze. Wciskamy ctr+alt+del i wyłączamy po kolei wszystkie „aplikacje”. Podobnie działa floting. Wyłączamy zmysły: najpierw węch i smak, potem słuch, dotyk, wzrok i zmysł kinestetyczny, czyli czucie głębokie. W efekcie ciało się rozluźnia, staje się lekkie, lewituje.

Piotr Kolmas, właścicel Aury Spokoju tak opisuje przebieg sesji floatingu: „Zostajemy w przestrzeni bez bodźców. Nasz umysł zwalnia, po czym stopniowo wyłącza się, aż dosłownie „zatrzymuje się”. Zatracamy granice między sobą a otoczeniem. Rozprzestrzeniamy się na cały wszechświat. Doświadczamy poczucia, że nie jesteśmy ciałem, ani kłębkiem myśli, ani emocjami. Dotykamy tajemnicy człowieczeństwa, naszej naturalnej tożsamości. Sesję kończymy odświeżeni, wypoczęci i pełni energii witalnej.”

(Fot. materiały prasowe Aura Spokoju)(Fot. materiały prasowe Aura Spokoju)

Jak często floatować?

Doświadczone osoby wiedzą, że najlepsze efekty zapewnia regularne stosowanie floatingu. Doskonałym rytmem jest floatowanie raz albo dwa razy w miesiącu. Najlepsze efekty floating przynosi, kiedy jest doświadczany systematycznie i regularnie. Już po pierwszej sesji odczujemy zmianę. Każda kolejna sesja będzie utrwalać dobroczynny efekt. W Aurze Spokoju oferujemy po bardzo atrakcyjnej cenie karnet na dziesięć wejść. Pozwala on w pełni doświadczyć efektów floatingu i jednocześnie zdyscyplinować się do regularności.

Jak wygląda kabina do floatingu

Obecnie dzięki stworzeniu przestronnych i przyjaznych dla użytkownika kabin następuje szybki wzrostu popularności tej formy relaksu. W Aurze Spokoju dysponujemy dwoma kabinami floatingowymi o wymiarach: 2500 mm - długość, 1500 mm – szerokość i 2200 mm - wysokość. Jest to pomieszczenie, w którym można więc swobodnie stanąć, a nawet chodzić. Poziom wody w kabinie floatingowej wynosi 25 cm. W 0,7 m3 wody rozpuszczono prawie 500 kg soli Epsom. Dzięki temu wyporność jest na tyle duża, że każde ludzkie ciało, niezależnie od wagi utrzymuje się na powierzchni wody. Nie są potrzebne żadne umiejętności pływackie. Floatujemy leżąc na plecach, a przez całą sesję ciało pozostaje właściwie nieruchome.

Co daje floating?

Floating jest doświadczeniem niezwykle przyjemnym. W kabinie jest ciepło, miło i spokojnie. Podczas seansu organizm wytwarza hormony serotoniny oraz endorfiny, dzięki którym zmniejsza się odczuwanie bólu. Wielu stałych klientów pierwszy raz pojawiło się w Aurze Spokoju z polecanie lekarza, terapeuty, czy trenera personalnego.

Przeprowadzone liczne badania naukowe potwierdzają, że sesja floatingu działa pozytywnie na aparat ruchu. Ustają bóle stawów, zwiększa się ich ruchliwość, znikają bóle kręgosłupa, bóle mięśni, szybciej goją się złamania i inne zranienia. Efekty te można jeszcze wzmocnić łącząc sesję z masażem całego ciała.

W czasie floatingu układ krwionośny zostaje rozszerzony, następuje tzw. efekt wazodylatacyjny – komórki są zaopatrywane w większą ilość substancji odżywczych, a także przyspiesza się wypłukiwanie z ciała kwasu mlekowego. Floating to także doskonały sposób na uzupełnienie niedoboru magnezu. Roztwór soli Epsom działa także przeciwzapalnie, antybakteryjnie, antyłojotokowo. Wykazuje silne właściwości oczyszczające, odmładzające oraz odtruwające z metali ciężkich. Ponadto lecznicze właściwości siarczanu magnezu wspomagają pracę serca, obniżają ciśnienie tętnicze krwi oraz zmniejszają ryzyko zawałów serca, czy udarów.

Floating pozytywnie wpływa także na psychikę. Uwolniony od obciążenia mózg i cały system nerwowy dosłownie odżywa. Dlatego floating zalecany jest w terapii depresji, stresów, nerwic, ADHD, zespołu Aspergera, Autyzmu, ADD, nadpobudliwości, syndromu przemęczenia i wielu innych. Efekty są doskonale opisane w licznych badaniach do przeczytania w łatwo dostępnych opracowaniach naukowych.

(Fot. materiały prasowe Aura Spokoju)(Fot. materiały prasowe Aura Spokoju)

Jak się przygotować do floatingu?

Udział w sesji nie wymaga specjalnych przygotowań. Tuż przed sesją nie wskazane jest dokonywanie zabiegów depilacji i golenia włosów. Każde zranienie skóry będzie bowiem boleśnie odczuwane ze względu na zasolenie wody. Warto być punktualnie, by nie spieszyć się i nie stwarzać sobie poczucia presji. Przed sesją nie należy pić kawy, spożywać alkoholu ani innych substancji wpływających na stan percepcji. Ostatni posiłek najlepiej zjeść na ok. 90 min przed sesją. Warto wypić odpowiednią ilość wody, by nie odczuwać pragnienia.

Do centrum floatingu warto wziąć swój ręcznik i klapki. Strój kąpielowy jest niepotrzebny. Floatujemy nago, tak by wyeliminować jakiekolwiek doznania dotykowe. Aura Spokoju zapewnia odpowiednie warunki do zachowania intymności. Floatuje się we własnej, indywidualnej kabinie floatingowej do której wchodzi się z prywatnej łazienki.

(Fot. materiały prasowe Aura Spokoju)(Fot. materiały prasowe Aura Spokoju)

Czystość

W Aurze Spokoju rygorystycznie przestrzegamy wymagań dotyczących bezpieczeństwa i higieny. Przed każdym klientem przebieralnie i łazienki są dokładnie myte. Dodatkowo dezynfekowane są wszystkie elementy, których dotykają nasi klienci: klamki, uchwyty, krany, prysznic, toaleta i włączniki świateł.

Sama ciecz, na której się unosimy to wysoko nasycony roztwór siarczanu magnezu, który nie sprzyja rozwojowi bakterii. Po każdej sesji, jednakże przechodzi on wieloetapowy proces filtrowania. Filtry mechaniczne usuwają z wody wszystkie zanieczyszczenia fizyczne. Następnie woda jest dezynfekowana z zastosowaniem promieniowania UV. Polega to na naświetlaniu wody przepływającej przez cylindry, w których umieszczone są lampy emitujące promieniowanie ultrafioletowe o odpowiedniej bakteriobójczej mocy.

Woda następnie jest ozonowana. Ozon jest silnym utleniaczem i ma zdolność do niszczenia glonów i bakterii, inaktywacji wirusów i utleniania wielu organicznych i nieorganicznych zanieczyszczeń, które występują w wodnych roztworach.

Dodatkowo na noc do wody dodajemy aktywny tlen przeznaczony dla ośrodków spa i do basenów. Działanie aktywnego tlenu jest podobne do działania chloru. Aktywne składniki środków tlenowych likwidują bakterie oraz zanieczyszczenia organiczne.

Dla kogo jest floating?

Praktycznie dla każdego dorosłego. Ze względu na zbyt subtelne doznania dzieci nudzą się i nie są w stanie oddać się relaksowi. Floating pozytywnie wpłynie na osoby w każdym wieku. Miłośnikami tej formy regeneracji są zarówno panie, jak i panowie. Klienci Aury Spokoju to osoby w wieku od 20 do 70 lat. Najwięcej osób przyciąga perspektywa niezwykłych doznań. Wielu klientów floatuje z dbałości o swój dobrostan. Sporo osób łączy floating z masażem wykupując pakiet RELAKS. Kolejna liczna grupą są osoby pracujące twórczo. Floating doskonale wpływa na kreatywność. Wiele osób przychodzi na sesję czując się przeciążone pracą, wyzwaniami dnia codziennego i ciągłym napięciem. Codziennie też pojawiają się osoby skierowane na floating przez specjalistów opieki zdrowotnej: lekarzy ortopedów, fizjoterapeutów, masażystów i psychoterapeutów.

Floating to także doskonała forma regeneracji dla sportowców. Wiele profesjonalnych klubów ma swoje kabiny floatingowe. Ze znanych osobistości sportu, warto wiedzieć, że miłośnikiem floatingu był wybitny lekkoatleta Carl Lewis.

Wiele naszych voucherów trafia do rąk pracowników. Floating jako sesja relaksu to doskonały sposób, żeby podziękować za wysiłek pracownika i symbolicznie wesprzeć w regeneracji: „doceniam to co zrobiłeś, to był trudny czas, odpocznij, zadbaj o siebie.”

Szefowie, którzy chcą systematycznie zadbać o well-being swoich podwładnych decydują się na wręczenie im karnetów na kilka sesji. W ten sposób doskonale mogą zadbać o energię i siły pracownika o pośrednia na ich zaangażowanie i rezultaty biznesowe.

(Fot. materiały prasowe Aura Spokoju)(Fot. materiały prasowe Aura Spokoju)

Floating na prezent

Floating to doskonały pomysł na prezent. Przeżycie sesji jest tak pozytywne, że każdy, niezależnie od wieku i osobistych preferencji doceni jej efekty. Floating zapewnia wyjątkowe przeżycie, które trudno porównać z czymkolwiek innym. Pozytywne doświadczenia z floatingu są niezaprzeczalne i potwierdzone badaniami naukowymi. 99% osób, które doświadczyły floatingu jest bardzo zadowolone z przebiegu i efektu.

Floating może być też doskonałym pomysłem na czas spędzony wspólnie. W Aurze Spokoju ma dwie oddzielne kabiny co umożliwia równoległe doświadczenie głębokiego relaksu.

Okazji do wręczenia floatingowego prezentu jest tyle ile darczyńców i obdarowywanych. Każdy pretekst jest dobry do tego, żeby pokazać, że zależy nam na drugiej osobie. Najczęściej nasi klienci kupują sesję floatingu w postaci vouchera. Można to samodzielnie zrobić na stronie auraspokoju.pl. W personalizowanym voucherze możemy przygotować dowolną dedykację. Niezależnie od okazji, doświadczenie unoszenia się, błogiej lewitacji zostanie zapamiętane na całe życie.

Więcej na auraspokoju.pl.