1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Wskaźnik BMI – czy warto z niego korzystać? Co powinniśmy wiedzieć o swojej wadze?

Wskaźnik BMI – czy warto z niego korzystać? Co powinniśmy wiedzieć o swojej wadze?

Niektórzy traktują BMI jako wyznacznik prawidłowej masy ciała, ale obliczanie BMI nie przyniesie nam odpowiedzi na temat ilości tkanki tłuszczowej i mięśniowej w naszym ciele. (fot. iStock)
Niektórzy traktują BMI jako wyznacznik prawidłowej masy ciała, ale obliczanie BMI nie przyniesie nam odpowiedzi na temat ilości tkanki tłuszczowej i mięśniowej w naszym ciele. (fot. iStock)
Prawidłowe BMI to dla wielu osób świadectwo ich „szczupłości”. Takie podejście nie uwzględnia jednak wielu aspektów zdrowotnych, które wiążą się z masą ciała. Interpretacja BMI wcale nie jest prostą sprawą. Jak podkreśla dr Hanna Stolińska, dietetyczka kliniczna – Sam wskaźnik BMI niewiele nam mówi o kondycji naszego organizmu. Najważniejszy jest skład ciała.

Co to jest BMI?
BMI to jest tzw. Body Mass Index, czyli wskaźnik masy ciała, który mówi, czy mamy prawidłową masę ciała. Możemy mieć nadwagę, otyłość, różne stopnie otyłości, a także niedowagę. BMI tak naprawdę było kiedyś opracowane po to, żeby określić ryzyko chorób i zgonów. Zarówno osoby z bardzo wysokim jak i bardzo niskim BMI częściej umierają. Z kolei osoby, które mają środek tego wskaźnika – rzadziej. Taka właśnie była idea stworzenia BMI. Jednak wskaźnik nie mówi nam nic więcej o stanie naszego ciała.

Jak w takim razie interpretować BMI?
Ja bardzo nie lubię tego wskaźnika, bo on określa tylko i wyłącznie kilogramy. Nie bierze się tutaj pod uwagę składu ciała. Jeśli mamy mężczyznę silnie umięśnionego to on będzie miał wysokie BMI, a przecież nie jest otyły i nie ma problemu z masą ciała. Z kolei sam fakt, że widzimy osobę szczupłą nie oznacza, że nie ma ona problemu z tkanką tłuszczową. Gdy bierzemy pod uwagę skład ciała u takiej osoby to, przykładowo, może ona mieć sporo tkanki tłuszczowej, a niewiele mięśniowej, bo mało się rusza. I ta osoba będzie miała niskie BMI, mimo, że ma bardzo dużo „tłuszczu”… To jest tzw. „chudy grubas”. Dlatego ja na co dzień nie posługuję się wskaźnikiem BMI. Na BMI może zwraca się większą uwagę w ośrodkach zaburzenia odżywiania.

Czyli prawidłowe BMI nic nam nie mówi?
Kiedy mam pacjenta z nadwagą lub otyłością najważniejszy jest dla mnie właśnie skład ciała. Dlatego w pierwszej kolejności robię analizę tego składu, czyli bioimpedancję elektryczną. Polega to na tym, że pacjent wchodzi na specjalne urządzenie i bierze analizator w ręce. Nie jest to zwykła waga, którą posługujemy się w domu i która pokaże nam ilość wody, tłuszczu i mięśni. Musi być tutaj tzw. obieg zamknięty. Urządzenie musi mieć atest medyczny. Zawartość poszczególnych tkanek wylicza się na podstawie ich oporu względem przepływu prądu. Wtedy możemy zobaczyć, ile jest mięśni, ile tkanki tłuszczowej, jaki jest stosunek wody, kości. Widzimy cały skład ciała i na tej podstawie możemy ocenić czy pacjent jest otyły, czy ma problem z masą ciała.

Tkanka tłuszczowa odkładać się może w jamie brzusznej, co jest bardzo niekorzystne. Często właśnie szczupli mężczyźni, którzy są aktywni fizycznie, jednak bardzo źle się odżywiają, mają dużo takiej tkanki tłuszczowej, nie podskórnej, tylko narządowej (wisceralnej). Wszystko to widzimy na analizatorze składu ciała.

Wróćmy do tego przykładu osoby szczupłej z dużą ilością tkanki tłuszczowej. O czym to świadczy?
Duża ilość tkanki tłuszczowej wcale nie jest korzystna dla naszego organizmu. Kryją się za tym jakieś zaburzenia metaboliczne. Taka osoba ma niską przemianę materii. Przekłada się to na mały stopień regeneracji, na odwodnienie organizmu – pamiętajmy, że tłuszcz nie trzyma wody, tylko mięśnie ją kumulują. Taka osoba będzie więc odwodniona, będzie się słabiej regenerować i będzie miała trudności przy aktywności fizycznej – szybciej będzie się męczyć.

Czyli cierpiąc na nadwagę lub otyłość jesteśmy stale odwodnieni?
Tak, więcej tłuszczu to jest odwodnienie organizmu. Pacjent z dużą ilością tkanki tłuszczowej zawsze będzie miał zbyt małą ilość wody w organizmie.

Jaka więc powinna być zawartość wody? Czy są jakieś normy, które mogą informować o odwodnieniu?
Dobry poziom wody u mężczyzn to jest 50-65%, u kobiet 45-60%, a u dzieci 60 – 75%. Zawartość wody w organizmie nie wynika z tego, czy my dużo pijemy, tylko z tego, ile mamy tłuszczu i masy mięśniowej. Jak już wspomniałam: tylko tkanka mięśniowa kumuluje wodę. Natomiast jeśli nam spada tkanka tłuszczowa to od razu procent wody idzie do góry. Tymczasem wiele osób myśli, że jak wychodzi im mała ilość wody w organizmie to dlatego, że mało piją…

W jakim stopniu ten skład ciała przekłada się na nasze zdrowie?
Nieprawidłowy skład ciała przekłada się m.in. na insulinooporność, cukrzycę, policystyczne jajniki, wszelkiego rodzaju zaburzenia hormonalne, problemy z kośćmi, ze stawami (stawy muszą być obudowane masą mięśniową).

Czy osoba szczupła może rozpoznać, że ma nieprawidłowy metabolizm?
Takim osobom zwykle odkłada się tkanka tłuszczowa w jamie brzusznej i skóra na brzuchu też jest inna. Można to również dostrzec oglądając swoje ciało. Widać, że jest mniej mięśni, a więcej tkanki tłuszczowej. Ciało będzie bardziej wiotkie.

Z kolei osoby ze zbyt niskim BMI mogą być okazem zdrowia?
Tak, bo mają przy tym dobry skład ciała i wszystko z ich zdrowiem jest w porządku. Nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Ja sama jestem bardzo szczupłą osobą, ale mam tkankę tłuszczową na odpowiednim poziomie, buduję też masę mięśniową poprzez aktywność. Jeszcze raz podkreślam, że ważny jest odpowiedni skład ciała.

Jakie są idealne proporcje tłuszczu, mięśni, wody? Kiedy możemy powiedzieć, że skład ciała jest odpowiedni?
U mężczyzny przyjmuje się, że norma dla tkanki tłuszczowej wynosi od 8 do 21%. U kobiet od 21 do 33%. Wraz z wiekiem norma zmienia się u kobiet na 23 – 35%. Wiadomo, że w okresie menopauzy i po menopauzie te normy trochę się zmieniają. Mężczyzna ma zawsze więcej tkanki mięśniowej, dlatego te normy są zupełnie inne. Nie można więc (wagowo) porównywać kobiety do mężczyzny. Jak widać ta norma tłuszczowa dla kobiet jest prawie dwa razy wyższa, a obliczanie BMI wygląda tak samo u kobiet jak i u mężczyzn, więc nie jest to dla mnie wiarygodny wskaźnik. Osoby starsze też będą miały mniej masy mięśniowej i mniej wody. Takie proporcje sprawdza się więc na analizatorze składu ciała, a nie za pomocą jednego wskaźnika.

Czyli otyłość też najlepiej diagnozujemy poprzez skład ciała?
Ja zawsze pracuję z analizatorem. U każdego pacjenta, który przyjdzie do mnie na wizytę kontrolną, mogę sprawdzić z czego chudnie: czy zmniejsza się ilość tkanki tłuszczowej, czy mięśniowej. Dzięki temu możemy bardziej modyfikować dietę, albo zwrócić większą uwagę na aktywność fizyczną. Jeśli „lecą” nam mięśnie to warto zastosować więcej białka w diecie i włączyć ćwiczenia siłowe i aerobowe. Po to właśnie jest badany ten skład ciała, żeby na bieżąco patrzeć, jak wygląda proces chudnięcia u takiego pacjenta. Pacjent nie oszuka analizatora. Wszystko na nim widać: czy osoba właściwie prowadzi dietę i stosuje się do zaleceń.

No właśnie, jak wygląda kwestia diety, która jest tutaj kluczowa. Na ile analizator pozwoli ustawić odpowiednią dietę, żeby skład ciała poszedł we właściwym kierunku?
Głównie patrzymy na białko w diecie, na kwestie budowania tkanki mięśniowej i spalanie tłuszczowej. Jeśli chcemy dokładnie dobrać ilość składników odżywczych i wyselekcjonować odpowiednie dla nas produkty spożywcze to, pod względem podejścia naukowego, najbardziej wiarygodne będą testy genetyczne. Stają się one tzw. złotym standardem. Robimy wówczas wymaz z jamy ustnej i badamy geny pod kątem trawienia tłuszczów, białek, węglowodanów i różnych produktów spożywczych, ale też sprawdzamy trawienie glutenu, laktozy, fruktozy, nietolerancję kofeiny, soli, a także czynniki ryzyka różnych chorób. Na podstawie tego badania możemy już dokładnie dobrać dietę. Nutrigenetyka to jest przyszłość. Natomiast sam skład ciała na pewno powie nam wiele o aktywności fizycznej danego pacjenta i o zawartości białka, gdyż białko jest podstawowym budulcem dla mięśni.

Zwykle przyjmujemy, że tłuszcz jest dla nas niekorzystny, ale przecież musimy mieć pewne zapasy tłuszczu.
Musi być odpowiednia ilość tkanki tłuszczowej. To jest ważne szczególnie u kobiet. W tkance tłuszczowej kumuluje się i powstaje witamina D, ale też żeńskie hormony. Kobiety ze zbyt niską zawartością tkanki tłuszczowej mają zwykle problemy z miesiączkami. Mogą też mieć problemy z tarczycą.

A jak jest z grubością kości? Mówi się czasem, że dana osoba ma grube kości.
Nie można powiedzieć, że kości są grube, bo kości ważą bardzo mało. Nie ma czegoś takiego jak grube kości. Na analizatorze składu ciała podaje się mniej więcej ich gęstość (w kilogramach), ale to jest pobieżne.

Jak obliczyć BMI? Jakie BMI jest prawidłowe?

BMI to kilogramy, czyli masa ciała dzielona przez wzrost do kwadratu. Od 18,5 do 24,9 mamy normę. Powyżej 25 do 29,9 mamy nadwagę. Powyżej 30 mamy otyłość. Każdy kolejne 5 punktów w górę świadczy o kolejnych stopniach otyłości. Poniżej 18,5 to jest niedowaga.

Hanna Stolińska: dr n. o zdrowiu, dietetyk kliniczny, absolwentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Prowadzi konsultacje i szkolenia żywieniowe dla dzieci i dorosłych. Autorka książek nt. leczenia dietą („Insulinooporność”, „Zdrowe stawy”, „Jelito drażliwe”)

Insulinooporność. Hanna Stolińska-Fiedorowicz Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Jak gotować mniej kalorycznie? Pełnowartościowy posiłek – z czego się składa?

Fot. materiały partnera
Fot. materiały partnera
Współczesny styl życia wymusza na ludziach ciągły pośpiech, co negatywnie odbija się na ich nawykach żywieniowych. Jedzenie przyrządzane w domu często jest przetworzone, tłuste i nie wygląda tak apetycznie, jak na reklamach w telewizji. Przyzwyczajenia odnośnie do jedzenia często są wynoszone z domu, dlatego dobrze jest pokazywać dzieciom, że zdrowe i pełnowartościowe posiłki mogą być smaczne, a do tego łatwo je przyrządzić. Przygotowanie potraw bez dodatku tłuszczu możliwe jest dzięki gotowanie na parze i rozwinięciu tego pomysłu w postaci gotowania pod ciśnieniem. Służą do tego specjalne garnki, takie jak te marki Zepter – naczynia Masterpiece umożliwiają przygotowanie smacznych potraw bez grama tłuszczu.

Podstawy zdrowego gotowania z naczyniami i garnkami Masterpiece od Zepter

W ciągu ostatnich kilku lat świadomość ludzi dotycząca tego, w jaki sposób odżywiać się zdrowo i jak przygotowywać pełnowartościowe posiłki, znacząco wzrosła. Łatwiejszy i wygodniejszy dostęp do informacji ułatwił pozyskiwania nowych przepisów, które umożliwiają wykorzystanie dobrze znanych składników na zupełnie nowe sposoby. Domowe przygotowanie posiłków wymaga jednak sporo czasu, a ze względu na prowadzony obecnie tryb życia osoby pracujące mają go coraz mniej. Stąd duża popularność jedzenia zamawianego czy wszelkiego rodzaju fast foodów, które, owszem, są proste, jednak tego typu żywność jest wielokrotnie przetwarzana, a co za tym idzie, pozbawiona wartości odżywczych.

Wraz z pojawieniem się nowych rozwiązań przygotowanie zdrowej żywności bez dodatku tłuszczu stało się znacznie szybsze i nie wymaga zbyt dużego nakładu pracy. Naprzeciw tym oczekiwaniom wyszła firma Zepter, tworząc specjalny system garnków i naczyń umożliwiających przygotowanie różnych potraw. W końcu pełnowartościowy posiłek to szerokie pojęcie i w zależności od stosowanej diety czy przyzwyczajeń dla każdego będzie wyglądał on nieco inaczej. Garnki Masterpiece od Zepter pozwalają przygotować zarówno pyszne warzywa na parze, jak i rybę czy pieczeń, które będą lekkostrawne oraz pełne wartości odżywczych.

Gotowanie na parze – wygodny sposób na potrawy bez dodatku tłuszczu i innych szkodliwych substancji

Popularna opinia dotycząca przygotowania zdrowej żywności dotyczy tego, że jest to proces czasochłonny i wymaga dużych umiejętności. W rzeczywistości jest to znacznie prostsze, a wszystko za sprawą rozwoju nowoczesnych systemów pozwalających przyrządzać pełnowartościowe posiłki, które zachowają swój aromat, kształt oraz witaminy czy inne mikro- i makroelementy. Naczynia do gotowania na parze umożliwiają przyrządzanie różnego rodzaju posiłków, w tym warzyw, mięs i ryb. Te i wiele innych składników zachowa nie tylko swój naturalny wygląd, ale będzie również znacznie zdrowsza niż w przypadku tradycyjnego gotowania na wodzie czy smażenia na tłuszczu. Co więcej, warzywa gotowane na parze nie wymagają dosalania, ponieważ to właśnie ona (para) wydobywa z nich sód, który sprawia, że przyrządzone w ten sposób potrawy smakują naturalnie.

Taka metoda gotowania jest obecnie uznawana za tę najzdrowszą i jest szczególnie polecana osobom z nadciśnieniem czy podwyższonym cholesterolem. Na horyzoncie pojawiło się jednak rozwinięcie takiego sposobu przyrządzania posiłków, a jest nim gotowanie pod ciśnieniem, które całkowicie eliminuje konieczność wykorzystywania wody, ponieważ potrawy (warzywa, mięso, ryby) przez cały czas gotują się we własnym sosie.

Gotowanie pod ciśnieniem z naczyniami Zepter – oszczędne i szybkie przygotowanie posiłków

Do gotowania pod ciśnieniem wykorzystywane są specjalne garnki, które przykrywane są specjalną pokrywą z termokontrolerem. Wraz z podgrzewaniem naczynia, potrawy w nim zamknięte zaczynają uwalniać wodę w postaci pary, która skrapla się na wspomnianej pokrywie. Ta z kolei jest przez cały czas chłodniejsza od garnka, dzięki czemu para skapuje na zamknięte produkty, tworząc cykl zamknięty. Taki sposób gotowania oferują naczynia Masterpiece marki Zepter, które umożliwiają przygotowania leczo czy innych potraw jednogarnkowych z dużą ilością warzyw, bez dodatkowej wody czy grama tłuszczu.

Gotowania pod ciśnieniem pozwala na zachowanie większej liczby witamin i minerałów, czyniąc posiłki bardziej wartościowe. Co więcej, jest ono szybsze (nawet do 70% w porównaniu z innymi metodami gotowania żywności) i wymaga znacznie mniej energii, przekładając się tym samym na dodatkowe oszczędności. Większość obecnie dostępnych garnków do gotowania na parze czy pod ciśnieniem, w tym te z serii Masterpiece, to naczynia na płytę indukcyjną. Naczynia marki Zepter doskonale współgrają z tego typu powierzchniami służącymi do gotowania – dno naczynia składa się z trzech warstw (indukcyjnej, akumulacyjnej i przewodzącej), a dzięki technologii URA potrawy nie przywierają.

Wartościowy posiłek a przyrządzanie potraw bez wody i tłuszczu – z naczyniami Masterpiece od Zepter to możliwe

Ciężko jednoznacznie zdefiniować, czym powinien być wartościowy posiłek – w zależności od preferencji każdy może mieć inną wizję na temat tego, z czego powinien składać się jego obiad, by był on możliwie wartościowy i zaspokajał potrzeby organizmu. Kluczowy jest tutaj sposób przyrządzania, a dzięki nowoczesnym naczyniom do gotowania pod ciśnieniem marki Zepter każdy będzie mógł wykorzystać swoje ulubione składniki i stworzyć z nich pełnowartościowe, zdrowe danie, i to bez dodatku wody czy tłuszczu.

  1. Zdrowie

Suchość w ustach – przyczyny. Co oznacza i jak ją zwalczyć?

Kiedy suchość w ustach jest niepokojąca? Kiedy występuje ciągła suchość i nie pomaga nawodnienie. (fot. iStock)
Kiedy suchość w ustach jest niepokojąca? Kiedy występuje ciągła suchość i nie pomaga nawodnienie. (fot. iStock)
Suchość w ustach może mieć różne przyczyny. Chociaż jest mocno dokuczliwa, zwykle nie traktujemy jej poważnie i chcemy się jak najszybciej pozbyć. Jednak ta przypadłość może nieść szereg informacji o naszym stanie zdrowia i świadczyć o różnych chorobach. Co oznacza suchość w ustach? – wyjaśnia lek. Katarzyna Bukol-Krawczyk, specjalista medycyny rodzinnej Grupy LUX MED.

Co oznacza suchość w ustach? Czy wiąże się ze zbyt małą produkcją śliny?
Mamy dwie przyczyny suchości w ustach. Jeden rodzaj faktycznie dotyczy zmniejszonej produkcji śliny i mamy jej po prostu za mało lub jest zbyt lepka. W drugim przypadku mamy subiektywne poczucie braku śliny, a tymczasem produkowana jest ona w odpowiedniej ilości, tylko że występuje dysfunkcja nabłonka w jamie ustnej. Przyczyny suchości w jamie ustnej mogą być więc różne.

Co w takim razie najczęściej powoduje suchość w ustach? Gdzie szukać przyczyny?
Pierwsza i podstawowa przyczyna to jest zbyt małe nawodnienie. Kiedy jesteśmy nienawodnieni to nasze śluzówki wysychają, ale tu też trzeba rozróżnić dwie rzeczy: ilość śliny i nawilżenie śluzówek, które tak naprawdę są wilgotne same z siebie, z natury, a nie dzięki ślinie. Jednak zarówno śluzówki w nosie jak i w ustach mogą łatwo wysychać z powodu czynników zewnętrznych, takich jak suche i klimatyzowane lub gorące powietrze. Wtedy, przy wystarczającej ilości śliny, i tak mamy poczucie suchości w ustach.

Co jeszcze powoduje suchość w ustach? Niektórzy skarżą się na suchość w ustach w nocy lub po przebudzeniu.
Osoby skarżące się na nocną suchość w ustach często mają niedrożny nos i oddychają ustami, więc rano gardło jest wyschnięte, a usta spierzchnięte.

Na bardzo dużą suchość w ustach cierpią też osoby po naświetlaniach radiologicznych. Nie są nawet w stanie jeść z tego powodu. Robią im się też owrzodzenia na skutek suchości. Jak wiadomo, przy chemioterapii czy naświetlaniach doprowadzamy do masywnego zniszczenia komórek, i to tych najmłodszych, które się dzielą. Tymczasem wszystkie komórki naszego śródbłonka (też w jamie ustanej) wymieniamy w naszym organizmie w ciągu 24 godzin. To są komórki, które dzielą się bardzo szybko. Naświetlania zabijają te komórki i one nie nadążają z odbudową. Jest więc mocno zaburzona prawidłowa funkcja tego śródbłonka jak również komórek ślinianek produkujących ślinę.

Suchość w ustach ma też inne przyczyny i są nimi przewlekłe choroby, takie jak cukrzyca, choroby tarczycy, choroby autoimmunologiczne (np. choroba Sjögrena*, w której występuje mała produkcja śliny i łez). Przyczyną suchości mogą też być przyjmowane leki.

I co wówczas oznacza ta suchość w ustach? Z czego się bierze?
W tych przypadkach mamy do czynienia z dysfunkcją śluzówek (zaburzeniem funkcji śródbłonka). Śluzówki niewłaściwie pracują przy cukrzycy czy chorobach autoimmunologicznych, dochodzi wtedy do zaburzeń równowagi wodno-elektrolitowej. Glukoza jest substancją osmotycznie czynną, dlatego też wysoki poziom glukozy we krwi „ściąga” nam wodę z komórek. Mamy wtedy zbyt małe nawodnienie wnętrza komórek (w tym komórek śródbłonka). Stąd jednym z objawów cukrzycy jest zwykle duże pragnienie . Tak samo dzieje się po spożyciu alkoholu. Każdy, po wypiciu większej ilości, zna ten efekt „suszenia”.

Z kolei suchość w ustach spowodowana chorobami tarczycy zwykle występuje w nadczynności tarczycy i wiąże się z tym, że szybkie tempo pracy poszczególnych komórek też może prowadzić do ich odwodnienia.

A co z lekami? Mogą być przyczyną suchości w ustach?
Wiele leków może powodować suchość w jamie ustnej; należą tu leki przeciwhistaminowe, leki przeciwbólowe, leki moczopędne, leki obniżające ciśnienie krwi i leki na depresję. Wszystkie wpływają na prawidłowe ukrwienie śluzówek, czyli podstawę ich prawidłowego funkcjonowania.

Jak zwalczyć suchość w ustach u takich osób? Duża część społeczeństwa cierpi na cukrzycę, na choroby tarczycy czy choroby autoimmunologiczne.
Przede wszystkim musi być dobrze leczona choroba podstawowa, żeby organizm pod względem fizjologicznym funkcjonował możliwie najbardziej prawidłowo. Parametry muszą być w normie, metabolizm wyregulowany.

Samo nawadnianie, poprzez picie wody, pomaga tylko na chwilę, nawilża krótkoterminowo. Pamiętajmy jednak, szczególnie w okresie letnim, że my nie wypacamy samej wody. Nasze zaburzenia na poziomie komórkowym wiążą się z różnymi niedoborami: sodu, magnezu, potasu i wapnia. Powinniśmy więc pić napoje mineralizowane, izotoniczne, żeby lepiej nas nawadniały.

Są też inne przyczyny tej dolegliwości. Suchość w ustach często spowodowana jest przez stres.
To jest związane z wydzielaniem różnych neuroprzekaźników, adrenaliny, ale też ze skurczem naczyń krwionośnych. Wyrzut adrenaliny przy stresie powoduje zmianę ukrwienia narządów. Krew płynie głównie przez strategiczne dla życia narządy - czyli serce, mózg, wątrobę, nerki (chodzi o przetrwanie), a wtedy śródbłonek jest słabo ukrwiony (i słabo odżywiony) i automatycznie gorzej nawilżony. Ślina w dużym stresie, jak i przy wysiłku fizycznym również gorzej się wydziela.

Podobno niewłaściwa dieta też może być przyczyną suchości w ustach.
Dieta, która zawiera bardzo dużo cukru, czy białek – gdy przy dużej ilości białka w diecie mamy stan ketozy, czyli zakwaszenia organizmu. Wtedy też wzrasta zapotrzebowanie na wodę i podbieranie jej z komórek – może skutkować takimi objawami jak suchość w ustach.

Ciągła suchość w ustach, której nie zapobiegamy, może prowadzić do grzybic, aft, sprzyja też rozwojowi próchnicy.
Tak, to jest dość prosty mechanizm. Śluzówki są pierwszą skuteczną barierą biologiczną. Na wilgotnych śluzówkach osadzają się też przeciwciała. Jeżeli mamy suchość w ustach i dysfunkcję nabłonka to wiadomo, że jest on bardziej narażony na różne patogeny. Suchy śródbłonek jest jak otwarta rana, to wrota zakażenia, czyli miejsce inwazji bakterii, grzybów i wirusów.

Kiedy suchość w ustach jest niepokojąca?
Kiedy występuje ciągła suchość w ustach i nie pomaga nawodnienie. Wiele nawilżających preparatów, które są reklamowane, może na jakiś czas zamaskować problem, ale osoba, której na dłuższą metę nie pomaga nawilżanie śluzówki, trafi w końcu do jakiegoś lekarza. Suchość w ustach może być objawem poważniejszej przypadłości i trzeba się przebadać.

Dla osoby, której to dotyczy - suchość w ustach może być dużą uciążliwością, ale trochę bagatelizowaną. Kiedy występuje ciągła suchość w ustach i nie pomaga nawodnienie oraz płukanie ust, zmiana diety, pacjenci sięgają po nawilżające preparaty z reklam. Mogą one na jakiś czas zamaskować poważniejszy problem, więc warto zasięgnąć porady lekarza. Ludzie mają często problemy zdrowotne, z którymi nie trafiają od razu do lekarza, bo są banalne lub wstydliwe. Wówczas takimi problemami (problemy z potencją, uczucie ciężkich nóg, hemoroidy, wzdęcia, nieświeży oddech czy właśnie suchość w ustach) zajmują się firmy farmaceutyczne. Szukają one rozwiązań, które będą odpowiedzią na zapotrzebowanie ludzi z tymi dolegliwościami. A tymczasem wiele z tych osób powinno się przebadać i leczyć przyczyny nie objawy.

*Zespół Sjögrena to przewlekła choroba o podłożu autoimmunologicznym. Organizm wytwarza przeciwciała przeciwko własnym białkom i dochodzi w nim do licznych zmian zapalnych w wielu narządach.

Katarzyna Bukol-Krawczyk: lekarka rodzinna oraz dietetyczka kliniczna i sportowa, jak mówi o sobie „od wielu lat pracuję w Grupie LUX MED. Zawsze chciałam być lekarką i robić coś dla ludzi. Poza pracą działam w organizacji pozarządowej. Szukam w ludziach pozytywnej energii, poczucia humoru i sięgania coraz wyżej. W pracy zawodowej bezustannie rozwiązuję problemy ludzi. Dzięki temu wiem, że zawsze jest jakieś wyjście, tylko trzeba mieć pomysł i impuls do działania”.

  1. Zdrowie

Aktywności fizycznej potrzebuje nie tylko ciało, ale i mózg

Regularne uprawianie sportu obniża cynizm i neurotyczność, wzmacnia poczucie więzi z innymi, ponadto wzmacnia siły twórcze. (Fot. iStock)
Regularne uprawianie sportu obniża cynizm i neurotyczność, wzmacnia poczucie więzi z innymi, ponadto wzmacnia siły twórcze. (Fot. iStock)
Aktywności fizycznej potrzebuje nie tylko nasze ciało, ale i mózg, któremu dziś o wiele częściej brak gimnastyki niż analiz i zagadek logicznych. Zatem im bardziej czujesz się zapracowany, zestresowany i zmęczony – tym więcej się ruszaj.

Lęki, troski, zmartwienia nie zależą wcale od tego, co nam się przytrafia, a od tego, jak zareaguje na to nasz mózg, który jest głównym regulatorem dobrego samopoczucia fizycznego i psychicznego. A mózg potrzebuje nie tylko treningu umysłowego, ale i ćwiczeń fizycznych.

„Pomimo wszystkich korzyści materialnych, jakie dał nam osiadły tryb życia, tkwi w nas pewien niepokój, poczucie niespełnienia” – brzmi motto książki „W zdrowym ciele zdrowy mózg” napisanej przez szwedzkiego psychiatrę Andersa Hansena. Owo poczucie niespełnienia, wewnętrzne rozedrganie dotyka coraz młodszych ludzi. Lekarze, psychiatrzy i terapeuci od lat szukają przyczyn pogarszającej się kondycji fizycznej i psychicznej swoich pacjentów. Powstają nowe jednostki chorobowe, takie jak tężyczka, fibromialgia, Hashimoto, których objawy są w zasadzie bardzo podobne: chroniczne zmęczenie, brak sił witalnych, problemy z pamięcią i koncentracją, okresowe spadki energii, mgła umysłowa, niska odporność na stres albo ataki paniki. Pogarszające się samopoczucie, brak diagnozy i bezradność prędzej czy później doprowadzają zdesperowanego człowieka do gabinetu psychiatry albo psychoterapeuty. Dobrze dobrany antydepresant czy lek przeciwlękowy mogą poprawić komfort życia, ale poczucie oddzielenia: „głowa swoje, a ciało swoje” – pozostaje. Nadmierne obciążenie układu nerwowego przy jednoczesnym zmniejszeniu aktywności układu ruchowego to największa bolączka naszych czasów. Siedzący tryb życia i przeżywanie go – w dużym stopniu – w myślach, zamiast realizowania w działaniu, prowadzą do tego, że mózg staje się coraz bardziej niespokojny i szybciej się starzeje.

W ruchu

Pierwsze komórki mózgowe powstały 600 milionów lat temu. Prawdopodobnie miały koordynować ruchy prymitywnych zwierząt, co oznacza, że podstawowa funkcja pierwotnych neuronów była związana z poruszaniem się. Być może najważniejszym zadaniem mózgu jest skłonić nas do ruchu, a nie do myślenia. Bezruch sprawia, że nasz mózg powoli umiera.

Autor wspomnianej książki przytacza badania 60-latków, z których jedna grupa kilka razy w tygodniu chodziła na spacery, a druga wykonywała spokojne ćwiczenia, w czasie których ich puls nie przyspieszał. Okazało się, że spacerowicze mieli nie tylko lepszą kondycję, ale ich mózgi pracowały bardziej efektywnie (co potwierdzono w trakcie rozwiązywania testów psychologicznych). Zaobserwowano, że wzmocniły się połączenia pomiędzy różnymi płatami mózgu, a to poprawia jego efektywność. Hipokamp – część mózgowia odpowiedzialna przede wszystkim za pamięć i odczuwanie emocji, wręcz się zwiększa. Hansen pisze, że codzienny spacer zmniejsza ryzyko demencji o 40 proc. Jest o wiele istotniejszy niż krzyżówka, nie tylko jako ochrona przed otępieniem, lecz także jako czynnik poprawiający nasze zdolności poznawcze. No cóż, już Hipokrates powiedział, że najlepszym lekarstwem dla człowieka jest chodzenie.

Jak plastelina

Mózg rozwija się przez całe życie. To efekt neuroplastyczności, czyli zdolności tkanki nerwowej do tworzenia nowych połączeń, mających na celu ich reorganizację, adaptację, zmienność i samonaprawę oraz procesy uczenia się i pamięć. Badania nad neuroplastycznością mózgu pokazały, że niewiele rzeczy stymuluje ją równie skutecznie jak aktywność fizyczna – już 20–30 min ruchu dziennie poprawia podatność mózgu na zmiany. Jednym z mechanizmów odpowiedzialnych za ten proces jest GABA – aminokwas, który działa w mózgu jak hamulec spowalniający jego nadaktywność. Mniej aktywny mózg staje się bardziej elastyczny i podatny na reorganizację.

Regularna aktywność fizyczna uczy także nasz organizm „wyważonej” reakcji na stres. To dlatego, że podczas regularnych treningów, które dla organizmu są również w pewien sposób źródłem niepokoju, kortyzol (hormon stresu) wytwarza się stopniowo, w coraz mniejszej ilości przy każdym kolejnym treningu, a po jego zakończeniu spada do poziomu niższego niż przed ćwiczeniami, co powoduje normalizację wydzielania kortyzolu także w innych sytuacjach stresowych.

Aktywność ruchowa dobrze działa również na na płat czołowy, a bardziej aktywny płat czołowy sprawia, że w nagłej sytuacji reagujemy mniej emocjonalnie i mniej irracjonalnie. Lepsza integracja płata czołowego z ciałem migdałowatym (odpowiadającym za emocje) prowadzi do lepszego zarządzania emocjami w obliczu trudnych wyzwań.

Odporność na stres zwiększa także masa mięśniowa, ponieważ mięśnie pełnią funkcję oczyszczalni, która uwalnia organizm od szkodliwych substancji trafiających do krwiobiegu w sytuacji walki lub ucieczki, tzw. chemii stresu. Jedną z nich jest kinurenina – niebezpieczny dla mózgu metabolit. Zatem im bardziej czujesz się zapracowany, zestresowany, zmęczony psychicznie i fizycznie – tym więcej i częściej się ruszaj.

Bieg o przetrwanie

Owo wspomniane wcześniej wewnętrzne rozedrganie, napięcie czy poczucie niespełnienia to… efekt niespokojnego mózgu. Ponieważ do jego podstawowych zadań należy zapewnienie nam przetrwania, wszystkie zmysły nastawione są na wytropienie potencjalnego niebezpieczeństwa. Mózg wzbudza się, gdy tylko „zwietrzy” zagrożenie, i uspokaja pod wpływem ruchu, bo ruch zwiększał szanse człowieka na przeżycie. Tak to wymyśliła natura i pomimo rozwoju cywilizacji, niewiele się w tej sprawie zmieniło. Nie musimy już uciekać przed groźnym dinozaurem ani polować, żeby zdobyć pożywienie, jednak nadal kiedy biegamy (nawet po bieżni w siłowni), mózg interpretuje aktywność właśnie w taki sposób: robisz coś, by zwiększyć szanse na przetrwanie – zatem twój niepokój i stres się zmniejszają.

Zaburzenia lękowe są efektem zbyt dużej aktywności układu stresowego w mózgu i dostrzeganiu przez ciało migdałowate nieistniejącego zagrożenia. Intensywne ćwiczenia fizyczne wzmacniają mechanizmy hamujące niepokój, które wyciszają ciało migdałowate, obniżając poziom lęku. Odwrażliwiają nasz organizm na podwyższone tętno, które występuje zarówno w trakcie reakcji lękowych, jak i ćwiczeń fizycznych. Uczymy się, że przyspieszona akcja serca i oddech nie muszą być niczym niebezpiecznym. Po intensywnym ruchu odczuwamy spokój i dostajemy nagrodę w postaci endorfin i dopaminy, czyli hormonów zadowolenia i szczęścia. Jeśli cierpisz na ataki paniki, koniecznie zacznij ćwiczyć, ale najpierw powoli i spokojnie, stopniowo podnosząc poprzeczkę tak, by przyzwyczaić swój organizm do wysiłku i odczuć zmiany w ciele z nim związane.

Z badań przytoczonych w książce „W zdrowym ciele zdrowy mózg” wynika, że w depresji aktywność fizyczna może przynosić takie same efekty jak antydepresanty – podnosi poziom serotoniny, noradrenaliny i dopaminy. Poza tym regularna aktywność ruchowa zmniejsza ryzyko nawrotu. Najskuteczniejszą formą ruchu okazuje się bieganie: minimum 30 minut, najlepiej trzy razy w tygodniu. Można zacząć od spaceru, stopniowo zwiększając jego czas i intensywność. Jest tylko jedno „ale”… samo podniesienie poziomu neuroprzekaźników (za pomocą antydepresantów czy ruchu) to za mało. Cudownym „lekarstwem” na depresję, młodość i poprawę funkcji poznawczych jest tak naprawdę BDNF – substancja wytwarzana przez mózg, m.in. w korze mózgowej i hipokampie. Chroni neurony, zapobiega niszczeniu komórek, uczestniczy też w powstawaniu nowych. Wzmacnia połączenia między neuronami, wpływa na zdolność uczenia się i pamięć. Oczywiście poziom BDNF podwyższa aktywność ruchowa, szczególnie wtedy, gdy nasze tętno znacząco przyspiesza.

Wrażliwy, bo solidny

Ale to nie wszystko. Regularne uprawianie jakiejś aktywności sportowej zmienia podstawowe cechy osobowości, np. obniża cynizm i neurotyczność, zwiększa poczucie więzi z innymi. Wzmacnia także siły twórcze; japoński pisarz Haruki Murakami podobno wstaje o czwartej rano, pracuje do dziesiątej, potem je lunch, przebiega 10 km i pływa, popołudnie przeznacza na czytanie i słuchanie muzyki. Twierdzi, że siła fizyczna czerpana z treningu jest równie ważna jak wrażliwość artystyczna. I kreatywność, na którą większy wpływ od zmiany otoczenia ma właśnie spacer i bieg. Podczas intensywnego ruchu zwiększa się przepływ krwi w naszym mózgu, a to potęguje zdolności poznawcze. Jeśli jednak ruch jest zbyt intensywny, krew zostaje przekierowana z mózgu do mięśni.

Wszyscy zgadzamy się z tym, że ruch to nie tylko aktywność fizyczna. Jeśli trzy razy w tygodniu przebiegasz 10 km, a pozostały czas spędzasz przed monitorem komputera albo w fotelu, efekty zdrowotne treningów znacznie się obniżają. Mózg zbyt długo zajęty myśleniem, ale też „bezmyśleniem” (np. przed telewizorem), do tego pozostający w bezruchu, zaczyna się niepokoić. Ruch to także na przykład cogodzinne przerwy od pracy i krzątanie się po domu. Podobnie jak praca na przemian w fotelu i na stojąco, np. przy biurku, przy którym można stać. Regularne „wychodzenie z głowy” i wracanie do ciała; obserwacja oddechu, skanowanie ciała czy choćby rozprostowywanie nóg.

Każdy najmniejszy ruch jako przeciwwaga do aktywności umysłowej przywołuje nas do ciała, ożywia je, przenosi uwagę z myślenia na czucie, uwalnia emocje i pozwala zrealizować podstawową potrzebę człowieka – potrzebę przyjemności.

To działa!

Ruch jest najprostszym, najskuteczniejszym i najłatwiej dostępnym lekarstwem na bolączki ciała, umysłu i duszy we współczesnym świecie. Pamiętaj, że:

  • trening kondycyjny jest bardziej skuteczny niż trening siłowy, czyli: szybki marsz, bieganie, jazda na rowerze, skakanka czy wspinaczka - ważne, by tętno było szybsze niż normalnie;
  • najlepiej zacząć od 20-minutowego treningu, stopniowo zwiększając czas i intensywność ćwiczeń;
  • warto raz w tygodniu dać sobie porządnie w kość, np. wybierając trening interwałowy - tj. krótkotrwałe intensywne ćwiczenia na przemian z lżejszymi;
  • najlepiej ćwiczyć regularnie, min. dwa, trzy raz w tygodniu;
  • jeśli z jakiegoś powodu nie możesz intensywnie trenować, to przynajmniej codziennie spaceruj.

Polecamy: „W zdrowym ciele zdrowy mózg”, Anders Hansen, wyd. Znak

  1. Zdrowie

6 kroków do zdrowia duszy i ciała

Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie - mówi Ewa Foley, trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia.  (Fot. z archiwum Ewy Foley)
Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie - mówi Ewa Foley, trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia. (Fot. z archiwum Ewy Foley)
Narzekasz na spadek formy? Nękają cię drobne i większe dolegliwości? Skorzystaj z rad Ewy Foley. Może zdziałają więcej niż kolejny specyfik z apteki.

Prawdziwy dobrostan psychofizyczny to dużo więcej niż radzenie sobie z symptomami choroby. To powrót do prawdziwej tożsamości i uświadomienie sobie misji życia. Jak to zrobić? Krok po kroku.

1. Określ swój cel życiowy. Jednym z najlepszych powodów utrzymania dobrego stanu zdrowia jest potrzeba realizowania swojego życiowego celu. Jeżeli nie wiesz, co masz do zrobienia na Ziemi – twoja motywacja, aby być zdrową, może być osłabiona. Gdy określisz swój cel, będzie on działał jak magnes, który przyciąga cię do siebie, nadając sens wszystkiemu, co robisz. Zacznij od listy twoich wyjątkowych talentów. Następnie wypisz 10 cech charakteru, które najbardziej w sobie cenisz. Potem zrób listę 10 rzeczy, które lubisz robić i w których wyrażają się twoje niepowtarzalne uzdolnienia. Opisz kilkoma zdaniami swoją koncepcję świata doskonałego. Wreszcie: napisz zdanie, stosując 2–3 wyrażenia z trzech ostatnich zadań. To jest twój cel życiowy!

2. Pozwól, by przyroda cię uzdrawiała. Im większą równowagę osiągamy z otaczającymi nas żywiołami – tym łatwiej jest nam słuchać siebie i zaufać sobie, a poprzez to uzdrowić życie. Podaruj sobie noc przesiedzianą przy ognisku w milczeniu. Zacznij bardziej świadomie odczuwać swój związek z roślinami, drzewami i zwierzętami. Częściej chodź na bosaka po lesie, pływaj nago w jeziorze, wpatruj się w falujące morze, słuchaj muzyki etnicznej, graj na bębnie... Odkryj rytuały i ceremonie. Powróć do korzeni.

3. Żyj z pasją i entuzjazmem. Śmiej się. Płacz. Czuj. Kiedy się śmiejesz, w twoim mózgu wydzielają się endorfiny, które powodują naturalny „haj”, a układ oddechowy poddawany jest joggingowi. Śmiech uwalnia od bólu i choroby. Pragnienie życia, entuzjazm i pasja wzmacniają twój układ odpornościowy. Bez względu na to, czy jesteś chora, czy zdrowa – żyj tak, jakbyś za chwilę miała umrzeć. Żyj w pełni.

4. Służ innym, dawaj. Badania wykazują, że ludzie pracujący charytatywnie, z potrzeby serca są dużo zdrowsi. Dawaj, a będziesz zdrowsza, szczęśliwsza i bogatsza. Za czasów Starego Testamentu zwyczajem Izraelitów było oddawać na rzecz innych dziesiątą część wszystkich dochodów. Zwyczajem ludzi, którzy osiągnęli sukces, jest oddawanie 10 proc. zarobków tym, którzy mają mniej. Poza tym ten, kto ofiarowuje pieniądze, ma ich jeszcze więcej. Takie działanie jest sygnałem dla wszechświata: „Dziękuję. Mam więcej, niż potrzebuję. Dlatego mogę oddać”.

5. Zatroszcz się o swoje ciało. Dowiedz się, jak funkcjonują poszczególne narządy, organy i gruczoły. Poznaj anatomię i fizjologię ludzkiego ciała. Dowiedz się, jakich ziół, witamin, mikroelementów, soli tkankowych, aminokwasów i nienasyconych kwasów tłuszczowych potrzebuje twój organizm, by dobrze funkcjonować. Przestudiuj różne szkoły odżywiania – makrobiotykę, wegetarianizm, weganizm, odżywianie zgodne z grupą krwi, kuchnię chińską według Pięciu Przemian. Ja od wielu lat łączę te dwie ostatnie metody. Zadbaj o jakość wody, którą pijesz (min. 1,5 litra dziennie). Raz w roku przeprowadź najstarszą terapię znaną ludzkości, czyli post. Zacznij praktykować ćwiczenia, które ci odpowiadają i sprawiają przyjemność. Co najmniej dwa razy w miesiącu idź na masaż.

6. Kochaj! Miłość jest największym uzdrowicielem. Bez niej usychamy jak kwiaty pozbawione wody. Miłość w moim pojęciu jest bezwarunkową akceptacją tego, co jest. Dlatego kochaj siebie i świat. Codziennie. Głęboko i z całej siły.

Ewa Foley trenerka rozwoju osobistego, life coach, autorka licznych książek, założycielka Instytutu Świadomego Życia Ewy Foley, organizuje wyprawy w miejsca mocy na Ziemi.

  1. Styl Życia

Równość płci – siatkarze rozgrywający finał Ligi Narodów w koszulkach z nazwiskami siatkarek

Mecz siatkówki Polska - Brazylia, finał Ligi Narodów (źródło zdjęcia: FB Russian Women Volleyball Video)
Mecz siatkówki Polska - Brazylia, finał Ligi Narodów (źródło zdjęcia: FB Russian Women Volleyball Video)
Podczas finałowego meczu (Polska - Brazylia) Ligi Narodów Bartosz Kurek i Wallace de Souza zagrali pierwszego seta w granatowo-różowych koszulkach z nazwiskami rosyjskich siatkarek. Obydwaj siatkarze są ambasadorami projektu Equal Jersey, promującego równość płci w sporcie.

Nierówność płciowa jest nadal częstym zjawiskiem, także w świecie sportu, gdzie zasady powinny być takie same dla wszystkich graczy. Jednak siatkówka to sport, który może tutaj świecić przykładem. Projekt Equal Jersey jest częścią dużej kampanii Volleyball World. Kampania wystartowała w drugiej połowie czerwca. Jej celem jest zwiększenie atrakcyjności siatkówki w skali globalnej, a także budowanie świadomości wokół takich kwestii jak równość płci w sporcie.

- Volleyball World jest dumny z tego, że jest wiodącym propagatorem równości płci w sporcie. Równość płci i inkluzywność są wpisane w DNA siatkówki i zawsze będziemy odmawiać godzenia się na status quo – powiedział Finn Taylor, Dyrektor Generalny Volleyball World - Siatkówka to sport, w którym na poziomie międzynarodowym kobiety i mężczyźni rywalizują na równych zasadach, z równymi szansami, równą płacą i równą uwagą. Musimy jednak zrobić więcej, aby być liderem w tej kwestii, pokazując kulturę siatkówki opartą na inkluzywności i równości w nowy i innowacyjny sposób, aby zachęcić do podejmowania większych działań w całym świecie sportu (źródło: volleyballworld.com)

To pierwsza na świecie kampania, w której siatkarze i siatkarki noszą koszulki z własnym nazwiskiem, a także z nazwiskiem zawodnika płci przeciwnej. Czołowi zawodnicy założyli granatowo-różowe koszulki podczas finałów Ligi Narodów Siatkówki 2021. Ambasadorami kampanii jest kilka „par” zawodniczek i zawodników, którzy mają te same numery koszulek w swoich zespołach: nr 6 – Irina Korolowa z Rosji i Bartosz Kurek, nr 7 - Lauren Carlini z USA i Facundo Conte z Argentyny, nr 8 – Natalia Gonczarowa z Rosji i Wallace de Souza z Brazylii, z 14. – Eda Erdem z Turcji i Nimir Abdel-Aziz z Holandii.

Natalia Gonczarowa z Rosji i Wallace de Souza z Brazylii (fot. materiały prasowe Equal Jersey Volleyball World)Natalia Gonczarowa z Rosji i Wallace de Souza z Brazylii (fot. materiały prasowe Equal Jersey Volleyball World)

Warto zaznaczyć, że „według badań konsumenckich Nielsena, dane dotyczące oglądalności siatkówki pokazują, że gra kobiet i mężczyzn jest równie popularna, a demografia fanów tego sportu jest równo podzielona pomiędzy obie płci” – podaje volleyballworld.com.