1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Jak dbać o nerki i płuca?

Jak dbać o nerki i płuca?

Ilustracja: iStock
Ilustracja: iStock
Nerki lubią ciepło, a płuca dobre otoczenie. Co to dokładnie oznacza – wyjaśnia Alicja Kowalska-Dorscheid, specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej.

Nerki lubią ciepło

Szczególnie chrońmy dolną część pleców, bo właśnie tam znajduje się centrum naszej witalności. Najczęściej jednak zimno doprowadzamy do organizmu sami – jemy za dużo oziębiających i wprowadzających wilgoć produktów. Zatem starajmy się jeść regularnie, w spokoju, najlepiej trzy ciepłe posiłki dziennie. Urozmaicone, bo jednorodne diety i głodówki nie sprzyjają nerkom. Bardzo wskazane są długo gotowane zupy. Nerkom przypisany jest smak słony, zatem z soli nie rezygnujmy, ale pamiętajmy, że w nadmiarze oziębia.

Dieta dla nerek: mięso z kurczaka, wołowina, jagnięcina, baranina, dziczyzna; jęczmień, kukurydza, orkisz, owies, słodki ryż – najlepiej prażone, przyrządzane bez tłuszczu; cebula, dynia, fasola, groch, kapusty wszelkiego rodzaju, kasztany jadalne, por, soczewica, ziemniaki; z przypraw cynamon, owoce jałowca, kminek, koper, kolendra, oregano, wanilia; ostre przyprawy, takie jak czosnek (w niewielkich ilościach), goździki, imbir, pieprz, rozmaryn i tymianek (suszone); świeże przyprawy – pietruszka, szczypiorek, tymianek, szałwia; z ryb i owoców morza: okoń, pstrąg i kraby; niewielkie ilości sera owczego i koziego; suszone owoce – morele, rodzynki, orzechy włoskie, nasiona słonecznika, herbata z anyżu, imbiru, lukrecji; niewielka ilość czerwonego wina.

Czego unikać? Wszystkiego z zamrażarki; surowych oziębiających warzyw i owoców, takich jak ogórki, pomidory, sałaty, owoce cytrusowe; mleka i kwaśnych przetworów mlecznych, wprowadzających także niepotrzebną wilgoć do naszego organizmu; mocno solonych potraw i wędlin; alg; cukru; ostrych i gorących przypraw – pieprzu cayenne, chili, suszonego imbiru, pimentu, tabasco; energetycznie zimnych napojów, takich jak czarna i zielona herbata, woda mineralna, herbata miętowa.

Wybrane zioła wzmacniające Yang nerek: kłącze tataraku, ziele i ziarno owsa, kora cynamonowca cejlońskiego, ziele dziurawca, owoc jałowca, korzeń lubczyku, ziele rukwi wodnej, korzeń żeń-szenia, liść rozmarynu, ziele tymianku, nasiona kozieradki pospolitej, kłącze imbiru.

Płuca w dobrym otoczeniu

Gdy nasze Qi płuc jest osłabione, musimy zadbać o czystość. A gdy brakuje im energii Yang – o nawilżanie powietrza pomieszczeń, w których przebywamy. Rozpoznamy to po suchej skórze, wysuszonych śluzówkach, suchym kaszlu. Mogą nam w tym pomóc akwaria, rośliny, nawilżacze powietrza i inhalacje wodne, mokry ręcznik na kaloryferach. Przy alergiach zakłócających oddech pomocne są ćwiczenia oddechowe. Świadomy i pełny oddech wzmacnia nasze płuca, rozprowadza energię Qi po całym ciele. Odpręża, łagodząc tym samym napięcia, redukuje bóle. Należy też pamiętać, że płucom szkodzi długie siedzenie w pochylonej pozycji przy biurku – Qi oddechu może być w ten sposób zakłócone.

Dieta dla płuc: regularne, ciepłe posiłki; kukurydza, orkisz, owies, ryż; mięso z kurczaka, indyka i wołowina; karp, okoń, pstrąg; dynia, cebula (bardzo dobrze robi sok z cebuli); chrzan, czosnek, groch, imbir, wszystkie rodzaje kapusty, marchew, por, soczewica, ziemniaki; świeże zioła; cynamon, goździki, jałowiec, kminek, kolendra, kurkuma, gałka muszkatołowa, oregano, szafran, tymianek, rozmaryn, wanilia; migdały, orzechy włoskie, orzeszki ziemne, nasiona słonecznika, sezam; czereśnie, słodkie jabłka, winogrona; nieduże ilości alkoholu do gotowania; herbata z lukrecji, anyżu, kminku. Do płuc przynależy smak ostry, który w niewielkich ilościach działa korzystnie, w zbyt dużych – uszkadza energię płuc i jelita grubego.

Czego unikać? Zimnych energetycznie owoców cytrusowych, kiwi; także pomidorów, ogórków, sałat; produkujących śluz bananów, lodów i mrożonek; wszystkiego, co ma powiązania z cukrem; białej mąki; produktów mlecznych z wyjątkiem wzmacniającego płuca masła; produktów z soi; wieprzowiny; miętowej i zielonej herbaty, wody mineralnej.

Wybrane zioła wzmacniające Qi i Yang płuc: korzeń arcydzięgla, bylica estragonu, kłącze ostryżu długiego, ziele skrzypu, korzeń lukrecji, liść bluszczu, korzeń omanu wielkiego, korzeń lubczyku, ziele rukwi wodnej, korzeń żeń-szenia, liść rozmarynu, ziele tymianku, liść podbiału, kłącze imbiru, kwiat dziewanny.

Alicja Kowalska Dorscheid, specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Ukończyła Instytut für Phytotherapie oraz Heilpraktikerschule w Berlinie, gdzie zdobyła kompleksową wiedzę m.in. na temat ziołolecznictwa, diagnozy z tęczówki oka i homeopatii. Mieszka w Berlinie, prowadzi prywatną praktykę.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Akupresura - mapa czułych punktów

Akupresura to metoda leczenia pochodząca z Chin, znana już 7 tysięcy lat temu. (Fot. iStock)
Akupresura to metoda leczenia pochodząca z Chin, znana już 7 tysięcy lat temu. (Fot. iStock)
Akupresura, czyli uciskanie odpowiednich punktów ciała, może zdziałać cuda w przypadku wielu dolegliwości. To nie cuda zresztą, tylko tradycyjna chińska medycyna, którą można stosować w domu.

W samolocie do Egiptu: „Czy na pokładzie jest lekarz?” – głos stewardessy zakłócił spokój dr Elżbiecie Rybińskiej. Jeden z pasażerów, 40-latek, stracił przytomność. Zawał? Udar? Tętno prawie niewyczuwalne. Zawartość apteczki nieprzydatna, sytuacja coraz bardziej niebezpieczna. Doktor Rybińska mogła zrobić jedno: wykorzystać swoją wiedzę o akupunkturze. Igieł przy sobie nie miała, ale udało jej się zastosować akupresurę – uciskała kolejne punkty reanimacyjne. Mały palec lewej ręki mężczyzny – naciskała miejsce tuż przy zewnętrznej stronie paznokcia. Tam znajduje się punkt serca (gdy ktoś z niewiadomego powodu straci przytomność, można bezpiecznie próbować nacisku na to miejsce). Uciskała czubek nosa (co ułatwia odzyskanie przytomności, nawet w wypadku zatrucia alkoholem) i małżowinę uszną (jest na niej 151 punktów akupunkturowych; Chińczycy patrzą na małżowinę jak na płód w łonie matki: głowa to płatek uszny, kręgosłup – zewnętrzna krawędź ucha, a środek – narządy wewnętrzne). Mężczyzna odzyskał przytomność.

Wówczas, w samolocie do Kairu, dr Rybińska postanowiła zorganizować warsztaty akupresury dla wszystkich chętnych, aby mogli udzielać pomocy w nagłych wypadkach, ale też pomóc sobie. Akupresura oparta jest na tej samej wiedzy i tych samych znaczących energetycznie punktach naszego organizmu co akupunktura. Nie wymaga używania igieł, ale uciskania, a przynosi efekty.

Punkty akupresury

Kiedy na skutek wielu godzin pracy przy komputerze w pozycji, która nie jest naturalna, blokuje się przepływ energii i nie możesz myśleć – znajdź punkt na wysokości kącików oczu, w zagłębieniu, tam gdzie kończy się brew. Uciskanie go pomoże odzyskać świeżość i jasność umysłu. Jeśli boli cię kark, poszukaj na szyi z tyłu głowy, tam gdzie kończy się kość potyliczna, dwóch zagłębień.

Naciskaj je po trzy sekundy: raz, dwa, trzy… do 10. Jeśli odczuwasz duszność, na skutek stresu czy zmęczenia, znajdź meridian pośrodkowy przedni – na mostku na poziomie czwartej przestrzeni międzyżebrowej. U mężczyzn jest on umiejscowiony na poziomie brodawek sutkowych, u kobiet lepiej obliczyć cztery przestrzenie między żebrami, bo piersi mogą zmylić.

W połowie drogi między pępkiem a mostkiem jest kolejny punkt: alarmowy przedni, ważny dla żołądka. Uaktywnianie go pomaga, bo każe energii szybciej krążyć po kanałach energetycznych, co przyspiesza cyrkulację krwi i trawienie. Aby znaleźć punkty, które bezpośrednio mogą pomóc schudnąć, musimy poznać chińską miarę odległości cun. Każdy ma ją przy sobie, bo cun to szerokość kciuka człowieka. Punkty wspomagające odchudzanie położone są po dwóch stronach pępka (w odległości trzech cun) i poniżej w odległości jednego cun.

Jeśli stres i zła dieta osłabiają twój apetyt na seks, uciskaj punkty znajdujące się na poziomie kości łonowej z przodu i z tyłu na wysokości nerek (anatomicznie to kolec biodrowy tylny i przedni). To polepszy sprawność seksualną, a problemy z erekcją i oziębłością znikną. Bóle głowy? Usuwamy je, pracując nad tymi samymi punktami, które polepszają pracę jelita grubego: na dłoni, nad linią, która powstaje, gdy złączymy kciuk i palec wskazujący. Przy katarze, bólu zatok i alergii pomocne będą trzy punkty: przy skrzydełkach nosa i między łukami brwiowymi. Naciskamy je 10 razy i przytrzymujemy po 3 sekundy. Na początku brwi, w pobliżu nasady nosa znajdziemy punkty akupresurowe na czkawkę. Naciskamy i trzymamy tak długo, aż czkawka minie. Płacz? Niekiedy nie możemy się powstrzymać się od łez, a ani czas, ani miejsce na szlochy. Pomóc może wówczas punkt „radość życia”, który znajduje się po wewnętrznej stronie łokcia, w miejscu, gdzie kończy się fałd łokciowy.

Dr Elżbieta Rybińska lekarz medycyny, psychiatra, jako jedyna w Polsce opracowała mapy punktów akupunkturowych, które zaakceptował profesor Wang.

  1. Styl Życia

Feng shui, czyli jak mieszkać we właściwym kierunku?

Feng oznacza wiatr lub kierunek a shui - wodę. Feng Shui to inaczej kierunek wody. Najważniejszą zasadą jest płynąć z prądem rzeki a nie pod prąd. Czyli być w zgodzie z kierunkiem przepływu. (Fot. iStock)
Feng oznacza wiatr lub kierunek a shui - wodę. Feng Shui to inaczej kierunek wody. Najważniejszą zasadą jest płynąć z prądem rzeki a nie pod prąd. Czyli być w zgodzie z kierunkiem przepływu. (Fot. iStock)
Ta starożytna praktyka to bardzo złożony sposób planowania budowy domu w celu osiągnięcia jak największej zgodności ze środowiskiem naturalnym i otoczeniem – mówi Jacek Kryg, mistrz feng shui.

Mówi się, że za pomocą feng shui, czyli odpowiedniego urządzenia wnętrza, możemy oddziaływać na wszystkie sfery naszego życia, od miłości po zdrowie. Rzeczywiście tak jest? Feng shui nazywane jest sztuką urządzania domu. Często spłaszcza się je do zestawu prostych wskazówek, które mają przynosić natychmiastowe efekty. W rzeczywistości ta starożytna praktyka to bardzo złożony sposób planowania budowy domu w celu osiągnięcia jak największej zgodności ze środowiskiem naturalnym i otoczeniem. Feng oznacza wiatr lub kierunek, a shui – wodę. Feng shui to inaczej „kierunek wody”. Najważniejszą jego zasadą jest bowiem płynąć z prądem rzeki, a nie pod prąd. Być w zgodzie z kierunkiem przepływu.

To brzmi bardziej jak filozofia, a jednak feng shui znane jest jako logiczny system, w którym bazuje się na konkretnych obliczeniach. Pierwsze pisane źródła wspominają o feng shui już w VIII wieku p.n.e. i na tyle datuje się używane po dziś dzień techniki. W Chinach nigdy nie panowała jako taka żadna religia. Najbardziej popularny taoizm to system filozoficzny, a konfucjanizm – system społeczny. Od zawsze jednak panował tam kult przodków. Wierzono, że dobry, odpowiedni pochówek zapewni żyjącym szczęście na tym świecie. Oryginalnie feng shui powstało jako zwieńczenie kultu przodków. Służyło planowaniu pochówku i przestrzeni cmentarnej. Wierzono, że jeśli grobowce zostaną zgrane z otoczeniem, a przodkom zapewni się spokój, to będą się oni nami opiekować i wspierać żyjących. Dopiero z czasem zaczęto tę wiedzę stosować do planowania rozkładu miast, wsi i budowy domów, przede wszystkim mając na względzie strukturę krajobrazu.

Kiedyś opieraliśmy się o wiele bardziej na intuicji. Dzisiaj, funkcjonując w takim pędzie, w jakim żyjemy, nie słyszymy komunikatów, które płyną z naszego ciała, ignorujemy symptomy. Nie czujemy też, że dom, w którym mieszkamy, nam nie służy. Dlatego do diagnostyki potrzebujemy odpowiednich narzędzi.

Czym różnią się między sobą poszczególne techniki? Wczesne feng shui nazywano „feng shui form krajobrazowych”. Sprowadzało się ono do rozpoznawania wzorów w krajobrazie. Jeżeli określony wzór okazywał się powtarzalny i odpowiedni według techniki szkoły form krajobrazowych, można było budować w tym miejscu dom. Z czasem jednak coraz trudniej było o taką swobodę ze względu na określony podział działek. Powstało więc wiele technik i nurtów, które detalicznie określały, jak powinno być rozplanowane każde pomieszczenie. Jedna z technik nazywa się „120 worków złota”, inna „wędrująca gwiazda”. Techniki te różnią się między sobą tym, co bierze się pod uwagę, analizując otoczenie i planując budowę domu. Mówi się na przykład, że jeżeli dom będzie zgrany z górą, to zagości w nim poczucie bezpieczeństwa, stabilny rozwój i życie religijne. Natomiast jeżeli dom jest zgrany z wodą, to możemy liczyć na sławę i pieniądze. Gdyby udało się zgrać i wodę, i górę, to mamy jedno i drugie. Dobry konsultant feng shui zna różne techniki. Jego celem zawsze jest postawić dom w taki sposób, by był najbardziej zgodny z otoczeniem.

W feng shui mówi się, że wszystko, co znajduje się w przestrzeni, na nas wpływa. Czy to dotyczy także przedmiotów? Struktury, kolorystyki, faktury przedmiotów. Jeżeli ma pani widok z okna na górę z nawisem skalnym, podczas wichury nawet podświadomie będzie pani podchodzić do okna i patrzeć, czy ten nawis jeszcze jest. Staje się on potencjalnym zagrożeniem, czyli wpływa na pani nastrój, samopoczucie. Feng shui określa nawet, jakiej wielkości powinny być znajdujące się w przestrzeni przedmioty. Służy do tego specjalna miarka.

Chyba najbardziej popularnym narzędziem jest kompas feng shui. Kompas jest dosyć zaawansowanym narzędziem, ale sprawdza się w obecnych czasach najlepiej. Operuje żywiołami, kierunkami i znakami zodiaku. Złożony jest z wielu okręgów, a każdy z nich to inna metoda. Jedna z nich określa 24 różne rodzaje domów skierowanych w różne strony. Nazywa się to „okręgiem 24 gór”. Według tej metody istnieją trzy kierunki północy, trzy kierunki wschodu, trzy północnego wschodu itd. Każdy człowiek, w zależności od daty urodzenia, ma swoje cztery korzystne kierunki i cztery niekorzystne. Kierunki odpowiadają różnym aspektom życia. Jeden z nich odpowiedzialny jest za zdrowie. Korzystny kierunek będzie więc je wspierał, a niekorzystny – osłabiał.

Chińczycy uważają, że jeżeli człowiek musi coś robić, to niech robi to tak, żeby mu to wyszło na zdrowie. Jeśli musi jeść, niech je zdrowo, jeżeli musi się ruszać, powinien robić to w taki sposób, by nie blokować przepływu energii, ale przede wszystkim człowiek musi zamieszkiwać. Jedną z najgorszych chorób świata jest bezdomność. W każdej kulturze brak dachu nad głową jest uznawany za najgorszy obrót losu. Chińczycy uważają więc, że najważniejsze jest zdrowie i bogactwo, jako że biedę w kulturze chińskiej również uznaje się za chorobę. Człowiek nie urodził się po to, żeby cierpieć, a bieda jest źródłem cierpienia. Ją również się leczy.

Chociażby poprzez odpowiednie aranżowanie domu? Nie tylko. Mając już urządzony dom, musimy nauczyć się w nim żyć. Kompas jako narzędzie skupia się na rejonach i kierunkach. Widzę, że znajduje się pani teraz w najbardziej wysuniętym na południe rejonie w swoim mieszkaniu. Jest pani również zwrócona w kierunku na południowy wschód, co nie jest korzystnym kierunkiem, dlatego że należy pani do osób z grupy zachód. Wiem to z pani daty urodzenia. Urządzając dom, wszystkie miejsca siedzące przeznaczone do pracy, rozmów i czytania książek warto mieć skierowane w korzystną dla siebie stronę. W ten sposób będziemy w pełni sił mentalnych i zdrowotnych. Kierunek zdrowie, mimo że jest aktywny we wszystkich pomieszczeniach, według Chińczyków szczególnie uzasadniony jest dla leżenia i gotowania, ponieważ sen i jedzenie w kulturze chińskiej są odpowiedzialne za zdrowie.

Niezwykle ważne w feng shui są też żywioły. U podstaw wszystkiego, co chińskie, czy to będzie medycyna, astrologia, ćwiczenia, czy feng shui, leży koncepcja wu xing, czyli pięciu żywiołów. Żywioły przekładają się na wszystko, również odpowiadają konkretnym rejonom domu. Patrząc przez ten pryzmat, jeżeli w domu będzie problem z rejonem wody, która w medycynie chińskiej odpowiada nerkom, możemy doświadczyć osłabienia tych organów. Jeśli będzie kłopot z ogniem, możemy mieć problem z sercem. Bardzo ważna dla feng shui jest analiza astrologiczna, która nie tylko określa odpowiednie kierunki, ale też stan naszych żywiołów. W ten sposób dowiadujemy się, co konstytucyjnie nam jest potrzebne, jakiego żywiołu mamy niedobór, a jakiego nadmiar, który żywioł trzeba uzupełnić, by osiągnąć równowagę.

Jak możemy uzupełniać żywioły? Żywiołów dostarczać można chociażby odpowiednimi przedmiotami w domu czy aranżacją wnętrz. Jeżeli brakuje nam żywiołu ognia, w odpowiednim miejscu warto zainwestować w kominek. Może dla takiej osoby najlepszym sposobem będzie spanie przy kominku lub świecach. Jeżeli mamy niedobór metalu, możemy mieć metalowe elementy, metalową ramę łóżka, ale też w kuchni pięciu przemian wprowadzać więcej pożywienia odpowiadającego metalowi. Jeżeli ktoś urodził się z nadmiarem wody, często występuje u niego tendencja do alkoholizmu w aspekcie społecznym, a zdrowotnie będzie mieć kłopoty z nerkami albo dystrybucją płynów w organizmie. Jeśli taki człowiek postawi w sypialni akwarium, będzie go to dodatkowo obciążać. Bardzo popularna w Polsce była korespondująca z tym założeniem metoda zainicjowana w XIX wieku przez księdza Knajpa, tzw. wodolecznictwo. Ludzie mieli w domu w tamtym czasie tak dużo lamp naftowych, świec, kominków i pieców, że występował u nich nadmiar żywiołu ognia. Skutkowało to nadmiernym przegrzaniem, wysuszeniem i stanami zapalnymi. Metoda polegała na poddaniu się zabiegom z biczy wodnych, które sprawiały, że wyjątkowo często występujące wtedy migreny, mijały.

Czy z feng shui korzystać może każdy? Tak, bo ono służy poprawie jakości naszego życia. Każdemu polecam zapoznać się z podstawową wiedzą na temat feng shui, żeby móc z niej korzystać wszędzie, gdzie się znajdujemy. Też poza domem. W pracy, na wakacjach, w odwiedzinach. Jeśli jesteśmy skierowani w złą stronę, stajemy się niecierpliwi i gaśniemy, jak roślina, która źle posadzona, więdnie. Mech będzie zawsze dążyć do północy, kwiaty do południa. Nadrzędną zasadą jest unikać tego, co nam szkodzi. Zanim położysz się w kierunku zdrowia, naucz się więc, który to jest twój kierunek choroby i unikaj go.

Jacek Kryg kulturoznawca, religioznawca, filozof, doktorant socjologii, specjalizujący się w zagadnieniach związanych z szeroko rozumianą kulturą Chin (szczególnie z taoizmem), od 12 lat jest członkiem ścisłego zarządu IFSA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Feng Shui) z siedzibą w Singapurze

Żywioły w mieszkaniu

Drewno, ogień, ziemia, metal i woda mają wpływ na różne dziedziny życia, dlatego ważna jest ich zrównoważona obecność w różnych strefach domu. Z każdym z tych elementów łączą się inne kształty, kolory oraz rodzaje przedmiotów.
  • Drewno dobrze wpływa na kreatywność i rozwój. Z tym elementem łączą się przedmioty o podłużnym kształcie przypominające pnie drzew oraz kolory zielony i niebieski.
  • Ogień zwiększa odwagę i umiejętności przywódcze. Aby wprowadzić ten element do swojego domu, warto udekorować wnętrza świecami i wzorami zwierzęcymi. Kolory związane z ogniem to czerwony, ale również odcienie różu i fioletu. Według zasad nowoczesnego feng shui obecność tego żywiołu wzmocnią również urządzenia elektroniczne.
  • Ziemia ma wpływ na siłę fizyczną, stabilność i zdrowie. Kolory związane z tym elementem to tak zwane barwy ziemi: brązy, zielenie i beże. Również przedmioty o kwadratowym lub prostokątnym kształcie oraz niskie, płaskie powierzchnie.
  • Metal jest odpowiedzialny za jasność myśli, logikę i zdolności analityczne, pomaga się również skupić. Łączą się z nim kształty okrągłe i owalne oraz kolory, takie jak biel, szarość, srebro oraz jasne, pastelowe barwy. Oprócz mebli i przedmiotów wykonanych z metali siłę tego żywiołu wzmocnią również kamienie.
  • Woda jest odpowiedzialna za duchowość i emocje. Czerń i ciemne barwy wzmacniają jej oddziaływanie. Bardzo ważne dla tego elementu są również lustra i nieregularne, falujące kształty. (Źródło: westwing.pl)

  1. Kuchnia

Kuchnia Pięciu Przemian

W Kuchni Pięciu Przemian ważne jest, by czuć się dobrze i być zdrowym. Należy, oprócz kolejności Przemian (smaków), zachować także równowagę między yin (chłodem i wilgocią) i yang (ciepłem i suszą). (Fot. iStock)
W Kuchni Pięciu Przemian ważne jest, by czuć się dobrze i być zdrowym. Należy, oprócz kolejności Przemian (smaków), zachować także równowagę między yin (chłodem i wilgocią) i yang (ciepłem i suszą). (Fot. iStock)
Co jeść wiosną? Najlepiej to, co nam daje natura. Jak jednak mądrze korzystać z jej dobrodziejstw? Podpowiedzi dostarcza sposób odżywiania, który praktykują już rzesze zwolenników na całym świecie.

Zazwyczaj do chińskich mądrości podchodzimy z przekonaniem, że kryją w sobie ogrom trudnej, skomplikowanej wiedzy, niedostępnej zwykłym śmiertelnikom. – Nie da się ukryć, że jest ona obszerna, bo dotyczy każdej dziedziny życia, ale wcale nie miniemy się z prawdą, twierdząc, że chińska filozofia przyrody jest bajecznie łatwa – przekonuje Anna Czelej, autorka książki „Wiosna w kuchni Pięciu Przemian”. – Z wnikliwych obserwacji chińskich wynikało, że zima nie przeradza się nagle w lato, proces przemian pór roku przebiega stopniowo, w powtarzających się regularnych cyklach, podobnie jak przemiana nocy w dzień i dnia w noc - dodaje Anna Czelej.

Fazy przejścia od ciepła do zimna i od zimna do ciepła można ująć w cykl Pięciu Przemian. W cyklu rocznym będzie to wiosna (Przemiana Drzewa), gdy niebo, biegun ciepła, przyciąga do siebie parę wodną z ziemi, następnie lato (Przemiana Ognia), gdy robi się bardzo ciepło. Po nim następuje późne lato (Przemiana Ziemi) – chwila bezruchu, konieczna przed zmianą ruchu w dół, który rozpocznie się wraz z jesienią (Przemiana Metalu), by zimą (Przemiana Wody) osiągnąć swe apogeum.

Anna Czelej mówi, że Ruch Pięciu Przemian przebiega zgodnie z ruchem wskazówek zegara, co nazywa się obiegiem karmiącym. Z każdą Przemianą korelują smaki, zapachy, barwy, emocje człowieka. W obiegu karmiącym każda Przemiana jest matką, czyli żywi następną Przemianę, i tak: Drzewo żywi Ogień, z Ognia powstaje popiół, czyli Ziemia, Ziemia rodzi Metal, Metal żywi Wodę, Woda daje napęd Drzewu.

Kolejność następujących po sobie Przemian, a tym samym kolejność dodawania produktów do przygotowanej przez nas potrawy, można najłatwiej zapamiętać, odnosząc je do pór roku: lato – Przemiana Ognia – smak gorzki (zapach spalenizny), późne lato – Przemiana Ziemi – smak słodki (słodkie owoce i warzywa), jesień – Przemiana Metalu – smak ostry, zima – Przemiana Wody – smak słony, i wiosna – Przemiana Drzewa – smak kwaśny, kolor zielony. Ten model ma zastosowanie także w życiu codziennym. Chińczycy cykl Przemian stosują m.in. w medycynie, sztukach walki, architekturze, no i sztuce gotowania. Podczas przygotowywania posiłku możemy zaczynać od dowolnej Przemiany, ważne jednak, by do potrawy dodawać przynajmniej trzy kolejne produkty według kolejności, bo to odzwierciedla cykl odżywczy w przyrodzie, a więc odżywi także nas.

Yin i yang

By czuć się dobrze i być zdrowym, należy, oprócz kolejności Przemian (smaków), zachować także równowagę między yin (chłodem i wilgocią) i yang (ciepłem i suszą). – Jeśli w potrawie znajdzie się pięć smaków, ale skomponujemy je wyłącznie z produktów yang, to będzie miała ona właściwości silnie rozgrzewające – tłumaczy Anna Czelej. Gdy z kolei posiłek skomponujemy z produktów yin, to wychłodzimy organizm, co nie jest zdrowe zwłaszcza zimą, wczesną wiosną oraz późną jesienią. Powinniśmy się starać zachować wewnętrzną równowagę yin–yang przez cały rok.

Przedwiośnie łączy w sobie koniec rocznego cyklu z nowym początkiem, śmierć ze zmartwychwstaniem. W cyklu Pięciu Przemian nic nie kończy się ostatecznie, koniec jest równocześnie kolejnym początkiem. Czas, który poprzedza wiosnę, to według Chińczyków czas bezruchu, podobnie jak późne lato. To moment tuż przed zmianą ruchu – zimą był w dół, teraz podąży ku górze: – Wiosną zaniknie zimowy ruch yin i rozpocznie w przyrodzie ekspansję ruch yang – mówi Anna Czelej. – Kiełkujące ziarna przebijają z ogromną siłą ziemię i przekształcają się w zielone rośliny. Późne lato to okres przejścia, zatrzymania między rozprzestrzenianiem się yang i ekspansją yin - dodaje.

Wiosenny ruch yang w górę powinien znaleźć odbicie w gotowanych przez nas potrawach, szczególnie w zupach. – Ja jesienią i zimą staram się dodawać do nich jak najwięcej ryżu, kasz: kaszy jaglanej, kaszy quinoa, kukurydzy. Kiedy jednak nadchodzi wiosna, stawiam na lżejsze zupy. Bo yang jest lekkie, małe, ruchliwe i szybkie, podobnie jak zarodki życia. Wiosną robi się ciepło i dlatego możemy sięgnąć po większą ilość wychładzających produktów, nie rezygnując przy tym z ciepłych, gotowanych dań. Przyroda odpowiada na nasze potrzeby i dostarcza nam wszystko we właściwym czasie – mówi Anna Czelej.

Menu na wiosnę

Jakie zmiany warto wprowadzić w kuchni wraz z nadchodzącą wiosną? – To czas nowalijek. Z tą porą roku koreluje smak kwaśny, co wcale nie oznacza, że trzeba wtedy jeść wyłącznie kwaśne produkty; o każdej porze roku należy bowiem spożywać potrawy składające się ze wszystkich pięciu smaków – podkreśla Anna Czelej.

Sezonowo zmieniają się jedynie akcenty, które pomagają nam zachować równowagę w okresowej zmianie. Na przykład smak kwaśny, związany z wiosną, działa ściągająco na żywy organizm, a więc jest to ruch, który ogranicza nieco ekspansywny ruch w górę w przyrodzie. Powinniśmy się cieszyć wiosną, kwiatami i zielenią, ale nie jest to jeszcze powód, żeby wpaść w euforię i odfrunąć.

Jak dodaje Anna Czelej, w marcu jest jeszcze stosunkowo chłodno, dobrze więc jeść dużo gotowanych potraw, powoli wprowadzając do menu więcej kwaśnych zup, typu kapuśniak, żurek czy ogórkowa. O tej porze roku możemy również kisić kwas z buraków, który zaspokaja zapotrzebowanie na minerały i witaminy, oraz wyhodować natkę pietruszki. W kwietniu i maju ujawnia się nasza tęsknota za zielonym i smakuje nam wszystko w tym kolorze, a skoro jest już cieplej, to w maju możemy zjadać bez obaw większe ilości wychładzającej sałaty, która nigdy nie smakuje tak dobrze, jak o tej porze roku. Majowym szlagierem są szparagi, a chwilę potem – młode ziemniaki. W czerwcu robi się gorąco i dlatego pojawiają się silnie wychładzające truskawki i bardzo silnie wychładzający rabarbar, czasami możemy zjeść też chłodnik.

W przyrodzie zawsze znajdziemy właściwe odpowiedzi na zachodzące zmiany, wystarczy obserwować, co rośnie o danej porze roku i z tego korzystać. Zatem wiosną jedzmy to, czym sama natura chce nas nakarmić – świeże, młode warzywa i owoce sezonowe, najlepiej z domowego warzywniaka. Samodzielnie wyhodowane i pozbawione pestycydów rośliny są najlepszym źródłem witamin i mikroelementów. Pamiętajmy również o kolejności Przemian i równowadze yin i yang.

  1. Styl Życia

Życie w harmonii - każdy może mieć swoją ścieżkę

Warto świadomie wybierać, czym się otaczamy, jaką energią – czy wiecznym negatywizmem czy sztuką, pięknem i inspiracją. (Fot. iStock)
Warto świadomie wybierać, czym się otaczamy, jaką energią – czy wiecznym negatywizmem czy sztuką, pięknem i inspiracją. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Życiowy dobrostan to praca nad sobą na wielu poziomach – zwłaszcza w sferze emocji. O dbaniu o siebie opowiada nam Orina Krajewska, autorka książki "Holistyczne ścieżki zdrowia". 

Zapadły mi w pamięć słowa jednego z twoich rozmówców, profesora medycyny chińskiej Li Jie, że oznaką zdrowia jest to, że możesz jeść i możesz spać. Bardzo mi się spodobała ta definicja. Też jest mi bardzo bliska, bo niezwykle prosta, logiczna i prawdziwa. Rzeczywiście ostatecznie wyznacznikiem tego, czy jesteśmy zdrowi, jest to, czy możemy odpoczywać, czy mamy apetyt i czy jesteśmy zadowoleni. Fascynuje mnie podejście do człowieka, jakie reprezentuje medycyna chińska. Znałam wcześniej pewne jej elementy, ale nie spodziewałam się, że to tak naprawdę dogłębna filozofia życia. I bardzo holistyczna. Taka recepta na życie w harmonii. W jej ujęciu fakt, że możemy i chcemy jeść, oznacza tak naprawdę, że mamy apetyt na życie, chęć do życia. Profesor Li mówił mi, że zwłaszcza w wypadku pacjentów onkologicznych powrót apetytu oznacza poprawę stanu zdrowia. I nawet jeśli raz na jakiś czas złamiesz wyznaczoną, prozdrowotną dietę, pozwolisz sobie na ciastko z kremem, które z racji zawartości cukru przy tego typu chorobach nie jest zalecane, to nie ma sensu sobie tego wyrzucać, tylko ucieszyć się – tym, że chce ci się jeść, i tym, że ciastko ci smakuje. Więcej złego zrobisz sobie, stresując się nadmiernie z tego powodu. Ostatecznie to czynniki psychiczne i duchowe mają największe przełożenie na ciało. Podobnie mówi prof. Jan Lubiński, genetyk – to, czy gen się ujawni, czy nie, w dużym stopniu zależy od wpływu środowiska i psychiki, czyli głowa, nasze nastawienie też wpływają na ekspresję genów.

Jak widać, różne systemy i podejścia mają ze sobą sporo wspólnego, mówią tylko innym językiem. Choć też w wielu miejscach się różnią. Niewiedza szkodzi, ale i nadmiar informacji nie jest wskazany, dlatego dobrze wybrać sobie z każdej propozycji – czy to medycyna chińska, czy zachodnia, czy makrobiotyka, czy ajurweda – to, co jest nam bliskie i na co jesteśmy gotowi. 

Czyli nie ma jednej właściwej ścieżki zdrowia, każdy musi wypracować własną? Tego właśnie nauczyłam się podczas pracy nad książką i rozmów z jej bohaterami. Początkowo myślałam, że wszystko mi się złączy jak puzzle w jedną całość i będę miała na papierze gotowe recepty, że sama poznam jakieś stałe odpowiedzi. Ale zrozumiałam, że każdy z nas jest inny i w podejściu do zdrowia ważna jest personalizacja. Chodzi o to, byśmy byli w stałym kontakcie ze sobą i swoimi potrzebami i w zależności od nich dobierali metody, które będą nam odpowiadać – w danym momencie. 

Co było największym odkryciem podczas tej pracy? Oj, wiele rzeczy. Na przykład dzięki prof. Li zmieniłam swoje podejście do „żywienia się”. Zawsze myślałam o tym pojęciu tylko w kontekście jedzenia, a on zwrócił mi uwagę, że karmimy się wszystkim: kolorami, emocjami, odgłosami. Konsumujemy wszystkimi zmysłami, także oczami, uszami. Jakie to proste i jakie mocne! Według profesora niedobre jedzenie jest tym samym, co niedobre informacje, które zatruwają nasz stan umysłu. Trafiło to akurat na moment w moim życiu, w którym czułam się przytłoczona i zawiedziona ciągłymi negatywnymi informacjami o sytuacji w Polsce i poczułam, że nie daję rady. Nie mogę dłużej tak intensywnie śledzić tego, co się dzieje, muszę na jakiś czas zrobić krok do tyłu. Wpuścić trochę powietrza. W medycynie chińskiej funkcjonuje określenie na oczyszczenie na poziomie fizycznym – bi-gu i na poziomie mentalnym – bi-guan, które jest po prostu odcięciem się od wszelkich bodźców. Zrozumiałam, że moja potrzeba nie była oznaką słabości, tylko zdrowej intuicji. Po czasie odcięcia byłam gotowa znowu mierzyć się z tymi bodźcami. Doktor Elżbieta Dudzińska mówi w książce, że kiedyś w ciągu całego życia przyswajaliśmy tyle informacji, ile dziś mieści się w jednym numerze „New York Timesa”. Teraz jesteśmy bombardowani dziesięcioma „timesami” dziennie, i, niestety, większość informacji, które do nas docierają, jest negatywna. A przecież życie powinno nam też przynosić przyjemność.

Warto świadomie wybierać, czym się otaczamy, jaką energią, czy wiecznym negatywizmem czy sztuką, pięknem i inspiracją. To wszystko przekłada się na nasz nastrój, stan umysłu i ducha, a to dalej ma przełożenie na stan fizyczny. I żeby było jasne, jestem absolutnie za aktywną postawą obywatelską, szczególnie kiedy czasy wymagają od nas mobilizacji, ale też myślę, że każdy powinien zadbać o to, by wygenerować moment i przestrzeń na regenerację sił.

W koncepcji zdrowia mieści się również choroba, czyli jego zaburzenie. Czym jest dla ciebie? Doktor Dudzińska zwraca uwagę na to, że pojmowanie zdrowia na przestrzeni ostatnich lat bardzo się zmieniło. Zdrowie nie jest już uznawane za brak choroby, a choroba nie jest jedynie brakiem zdrowia. Dla mnie praca nad zdrowiem, czyli po prostu praca nad sobą, to niekończące się zadanie. Przecież codziennie w naszym organizmie zachodzą różne procesy – jedne komórki umierają, a inne się rodzą, pojawiają się stany zapalne, które organizm sam zwalcza, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ale dzięki odpowiedniej diecie, aktywności fizycznej i regeneracji organizmu jesteśmy mu w stanie mu w tym pomagać, niwelować te drobne uszczerbki na zdrowiu. Jeśli nie robimy nic dobrego dla siebie, czyli odżywiamy się byle czym, siedzimy po kilkanaście godzin przez komputerem albo wypieramy stres – to te małe straty będą się pogłębiać i kumulować. W którym momencie nazwiemy to chorobą, to już inna kwestia. Nie mamy innego wyjścia, niż stale i regularnie podejmować działania, które pomagają utrzymać organizm w stanie dobrostanu. Dlatego gdybym miała powiedzieć, czym jest dla mnie choroba, to stwierdziłabym, że jest utratą kontaktu ze sobą, wypieraniem informacji, jakie organizm nam wysyła. Myślę, że nie ma stanu zastałego albo idziemy do przodu albo się cofamy. 

A organizm potrafi się z nami komunikować w bardzo widoczny sposób. Na przykład poprzez wysypkę albo egzemę na skórze – czy można prosić o bardziej widoczny komunikat? Kiedy organizm daje nam już bardzo silne sygnały, a my je cały czas wypieramy, to one się nasilają. Wysypka może przerodzić się w głębokie rany, które będziemy chcieli zaleczyć miejscowo – maścią czy innym lekarstwem, ale to zadziała tylko na krótką metę. Jak mówi moja inna rozmówczyni, dr Preeti Agrawal, trzeba dotrzeć do prawdziwego źródła dolegliwości (czyli w tym wypadku prawdopodobnie silnego, długotrwałego stresu), zamiast czekać, aż przyczyna będzie musiała zamanifestować się w postaci poważniejszych zmian w ciele. Naprawdę mamy duży wpływ na nasze zdrowie i wiele możliwości jego wsparcia, trzeba tylko odwagi i uwagi, by przyjrzeć się temu, co naprawdę się z nami dzieje i być gotowym wprowadzać zmiany. 

Mówisz o odwadze. Sądzisz, że wypieramy objawy, bo boimy się poznać tę prawdziwą przyczynę? Myślę, że jest dużo powodów, ale jeden z nich to lęk przed zmianą. Człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do nawet największych niewygód i po jakimś czasie uznać je za normalne. Poza tym zmiana zwykle wymaga od nas zaangażowania i wielu wyrzeczeń, na które nie jesteśmy gotowi. Podam przykład. Na naszym pierwszym fundacyjnym Kongresie Medycyny Integralnej („Bądź integralny w zdrowiu”), który odbył się w lutym 2018 roku w Warszawie, poznałam wspaniałą osobę, Magdę Chołyst. Dzisiaj pracuje z nami w fundacji i stała się pierwszą z bohaterek projektu „Jestem i Będę”. Po latach leczenia choroby autoimmunologicznej medycyną konwencjonalną zdecydowała się na wsparcie medycyną chińską. Dla zdrowia musiała zrezygnować z wielu rzeczy i całkowicie przeorganizować swój tryb życia. Zmieniła dietę, regularnie stosuje zioła, wstaje o 5 rano i kładzie się o 21, żeby regenerować organizm. Duża zmiana, ale dzięki niej czuje efekty – bezpiecznie mogła ograniczyć do minimum farmakologię, która była dla niej bardzo toksyczna.

Chodzi więc o odwagę do bycia elastycznym, do tego, by nie zastygać w przyzwyczajeniach, które może kiedyś nam służyły, ale teraz szkodzą. To bardzo ważne zwłaszcza dzisiaj, kiedy świat z jednej strony daje nam dużo możliwości, a z drugiej przebodźcowuje. Sama zauważyłam u siebie tendencję do przepracowywania się. Pod koniec czerwca, czyli pod koniec roku szkolnego – odkąd prowadzę zajęcia teatralne w szkołach, wróciłam do trybu odliczania roku od września do czerwca – wielokrotnie miałam poczucie, że przekraczam swoje granice i jestem potwornie zmęczona, ale jeszcze coś musiałam zrobić. Obiecywałam sobie, że już zwolnię, ale zaraz się pojawiało coś nowego do zrobienia i znów brałam głęboki oddech i zaciskałam zęby. To jest wielkie pole do pracy dla mnie – zauważać moment, kiedy wyczerpuję swoje zasoby energii i mówić wtedy sobie: stop. 

Mój organizm szybko mnie w takich momentach dyscyplinuje – kiedy się przepracowuję lub niedosypiam, od razu mam infekcję gardła. Najbardziej niebezpieczne jest jednak to, że niektóre objawy mogą być ukryte. Na przykład stres może dawać o sobie znać na różne sposoby: wysypką, bólem żołądka, uciskiem w klatce piersiowej czy nerwobólami albo uderza w punkt najbardziej dla nas newralgiczny – dla ciebie jest nim gardło, u mnie to uszy. Od dziecka miałam nagminne zapalenia uszu, a w najbardziej stresującym dla mnie momencie życia przerwał mi się nerw w uchu, więc częściowo straciłam słuch. Na szczęście dzięki sterydom i terapii tlenowej udało mi się go zawiązać, ale do tej pory mam niedosłuch z lewej strony. I jest to dla mnie wielką przestrogą, by nigdy nie bagatelizować pierwszych objawów. Zwłaszcza jeśli są łatwe do zaobserwowania.

Przewlekły stres objawia się jednak bardziej subtelnie, bo organizm jest już do niego przyzwyczajony – wtedy wpływa na niego na głębszym, nie tak oczywistym poziomie – w obiegu wewnętrznym. Obniża nam się odporność, co niekoniecznie musi od razu skutkować grypą, ten stan może kumulować się miesiącami i przeobrazić w o wiele poważniejszą chorobę. Dlatego w takich chwilach trzeba koniecznie wywalczać dla siebie momenty, w których możemy pobyć tylko ze sobą i ze swoimi potrzebami. Regenerować się.

Dla zdrowia ważna jest też higiena emocjonalna. Emocje, które zostają w obiegu wewnętrznym, nie przeistaczają się i nie mogą się uwolnić. Zajmują całą przestrzeń, i zaczynają ciążyć i rządzić naszym życiem. Dla mnie emocje są jak sztuczne ognie – potrzebują się wyświecić na niebie.
Mówiłyśmy, że każdy ma swoją ścieżkę zdrowia – jaka jest ścieżka zdrowia Oriny? Czuję się zdrowa, kiedy jestem na drodze odkrywcy. I staram się systematycznie wprowadzać w życie małe elementy tego wszystkiego, czego się dowiaduję. Obecnie łagodnie przechodzę w stronę diety wegańskiej, zaczęłam też uprawiać slow jogging i polecam go wszystkim, którzy nie cierpią biegać. Bardzo mi się podoba zasada promującego go prof. Hiroaki Tanaki, by skończyć każdy trening w takim stanie, żeby można było rozpocząć kolejny. Jeśli chodzi o sferę emocji i psyche, to jestem po skończonej terapii, ciekawa, jakie zmiany zajdą dzięki niej w moim życiu, i gotowa, by sięgać po narzędzia terapeutyczne, kiedy będę miała taką potrzebę.

Daję sobie prawo do tego, by popełniać błędy, by nie być jeszcze gotową na przepracowanie pewnych rzeczy i nie waham się prosić o pomoc, jeśli nie daję rady. Daję sobie prawo do tego, by nie wiedzieć, by poszukiwać i by zmieniać zdanie. I by łączyć ze sobą różne nurty oraz metody. Wszystkim niedowiarkom polecam medycynę integralną, która łączy różne podejścia w mądry i oparty na badaniach naukowych sposób. To nie jest medycyna alternatywna, ale rzetelnie skonstruowany system medyczny, który daje nam szansę na rozwój na każdym poziomie. Jestem wielką fanką łączenia. Różnych metod leczenia, ale też różnych pomysłów na siebie. Wcale nie trzeba siebie jednoznacznie określać: jestem aktorką, jestem bizneswoman, jestem prezeską fundacji. Możemy być wszystkim. 

Orina Krajewska aktorka, instruktorka teatralna, współzałożycielka i prezes Fundacji Małgosi Braunek „Bądź”, córka Małgorzaty Braunek i Adama Krajewskiego (Fot. Magdalena Sobotka).

  1. Zdrowie

Medycyna chińska - co mówi twój zegar biologiczny?

Mamy swój własny zegar biologiczny w każdej komórce. Gdybyśmy się w niego wsłuchali, gospodarowanie energią przychodziłoby nam dużo łatwiej. (fot. iStock)
Mamy swój własny zegar biologiczny w każdej komórce. Gdybyśmy się w niego wsłuchali, gospodarowanie energią przychodziłoby nam dużo łatwiej. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Nie tylko nasz mózg, ale każdy organ dobrze wie, kiedy pracować, a kiedy odpoczywać. Jeśli będziemy im w tym uparcie przeszkadzać, ryzykujemy zdrowie. To samo od dwóch i pół tysiąca lat mówią specjaliści od medycyny chińskiej.

Do rozwoju życia na Ziemi niezbędna jest woda, ale przydaje się też umiejętność gospodarowania energią własną i pochodzącą ze słońca. Zegar biologiczny jest jednym z osiągnięć ewolucji. Przetrwały te organizmy, które umieją rozłożyć siły na dzień i noc. Zakodowany dobowy timer mają ludzie, zwierzęta, rośliny, owady, bakterie. Jego działanie łatwo zaobserwować.

Krzew mimozy wstydliwej (Mimosa pudica) nawet zamknięty w pomieszczeniu bez dostępu światła składa i rozkłada liście w rytm wschodu i zachodu słońca. Człowiek przebywający w ciemnościach przez dłuższy czas też dzieli swoją dobę na kilkugodzinny czas snu i czas aktywności, który – poza wyjątkowymi przypadkami – zamyka się w około 24 godzinach. Wiele wskazuje na to, że nawet bakterie żyjące w naszym przewodzie pokarmowym pracują jak w zegarku!

Dzięki odkryciom noblistów w dziedzinie zdrowia wiemy, że każda komórka naszego ciała odmierza czas i zgodnie z nim pracuje lub – umownie – odpoczywa i że zaburzenie tego rytmu ma konsekwencje zdrowotne.

Jeffrey C. Hall, Michael Rosbash i Michael W. Young, badając w 1984 roku muszki owocówki, odkryli zapisany w genach mechanizm spełniający funkcję zegara biologicznego. Zależy od niego optymalny dla zdrowia czas aktywności i snu, poziom głodu, sprawność intelektualna, nastrój, praca serca i systemu odpornościowego.

Mimoza wstydliwa: jej zegar biologiczny dopasowany jest idealnie do wschodów i zachodów słońca (fot. iStock) Mimoza wstydliwa: jej zegar biologiczny dopasowany jest idealnie do wschodów i zachodów słońca (fot. iStock)

Zegar biologiczny: jak funkcjonuje?

Wiemy już, że w naszym ciele odmierzanie czasu odbywa się nieustannie i niezależnie od naszej woli. Fred Turek, neurobiolog z Uniwersytetu Northwestern, porównuje bicie tych wielu zegarów biologicznych do pracy orkiestry. Serce niech będzie perkusją, nerki waltornią, a nawet dwiema waltorniami, bo każda z nich pracuje w swoim rytmie, zaś trzustka – fletem. Zawiaduje nimi dyrygent, czyli mózg. Jeśli każdy organ ma szansę pracować w swoim optymalnym rytmie, usłyszymy harmonijną symfonię. Jeśli pracę zegarów coś zaburzy, będzie zgrzyt. We współczesnym świecie o niego nietrudno.

Gdy wszystko gra, wieczorem wzrasta produkcja melatoniny, po godzinie 21 czujemy senność, kładziemy się i bez problemu przesypiamy całą noc. Gdy śpimy, spada temperatura ciała, uspokaja się rytm serca, organizm kieruje energię do wewnątrz, robi porządki i się regeneruje.

Rano wybudza nas podwyższony poziom kortyzolu, serce przyspiesza. Przewód pokarmowy gotowy jest na przyjęcie największego – tak byłoby najlepiej – posiłku w ciągu dnia, najlepiej z węglowodanów złożonych. Od godziny 12 do wczesnego popołudnia jesteśmy najbardziej sprawni intelektualnie, mamy dobrą koordynację ruchową i krótkie czasy reakcji na bodźce. Około godziny 18 następuje przesilenie, temperatura ciała osiąga maksimum, uruchamiają się mechanizmy odpornościowe organizmu. Na dobrą sprawę po tej godzinie nie powinniśmy już jeść, żeby dobrze przespać noc i dać sobie szansę na strawienie wcześniejszych posiłków. Nie od dziś wiadomo, że jedzenie wieczorem tuczy bardziej, teraz wiadomo dlaczego. Nocne podjadanie podnosi poziom insuliny we krwi, a ta z kolei powoduje, że rano poziom greliny – hormonu głodu – jest wyższy, niż powinien. Zgodnie z dobowym rozkładem poziom greliny naturalnie resetuje się między 20 a 8 rano, uczucie głodu powinno powoli narastać o poranku. Późne popołudnie i wczesny wieczór to czas na krzątanie się po domu, dla rodziny, słuchanie muzyki i czytanie książek. W żadnym razie nie na pracę zawodową, która – zwłaszcza jeśli odbywa się przy komputerze – utrudni nam zaśnięcie o przyzwoitej porze, czyli między 22 a 23. Jak mawiają terapeuci pracujący zgodnie z chińską medycyną – kładzenie się późno spać to okradanie się ze zdrowej starości. Według nich ludzie dzielą się nie na sowy i skowronki, ale na skowronki i chore skowronki. To prawda, że ludzie mają różne genetycznie uwarunkowane chronotypy, a więc skłonność do budzenia się wcześnie lub późno, jednak nad tą skłonnością można i warto zapanować. Z badań wynika, że tzw. sowy, które chodzą spać późno, mają zmienioną budowę substancji białej mózgu, która z kolei wpływa na zdolność do uczenia się i skłonność do depresji.

Zaburzenia snu i rytmu dobowego nękają nas coraz częściej. W dużym stopniu sami jesteśmy sobie winni… (fot. Getty Images/ Gallo Images) Zaburzenia snu i rytmu dobowego nękają nas coraz częściej. W dużym stopniu sami jesteśmy sobie winni… (fot. Getty Images/ Gallo Images)

Jak na twój zegar biologiczny wpływają podróże i zmiana czasu?

Dalekie podróże, praca zmianowa, kontakt z niebieskim światłem emitowanym przez urządzenia elektroniczne czy, ogólnie rzecz ujmując, korzystanie ze zdobyczy techniki i ignorowanie tego, co dzieje się za oknem, powodują, że wytrzymałość naszych organizmów wystawiona jest na próbę.

Podróż do innej strefy czasowej czy nawet przesunięcie zegarków o godzinę dwa razy do roku negatywnie wpływają na nastrój, odporność i pracę serca. W takich okolicznościach wzrasta liczba wypadków samochodowych i zawałów serca. Między innymi dlatego posłowie PSL przygotowali ustawę, która, jeśli wejdzie w życie, zniesie w Polsce podział na czas zimowy i letni.

Do XX wieku człowiek obcował przede wszystkim z żółtym światłem ognisk, świeczek czy lamp naftowych. Potem to się zmieniło – i nie da się powiedzieć, że na lepsze. Bo melatonina, hormon układający nas do snu, jest wrażliwa na niebieskie światło emitowane przez ekrany komputerów, laptopów i telefonów komórkowych. Ekspozycja na nie powoduje kłopoty z zasypianiem, więc apele o odłożenie urządzeń elektronicznych co najmniej na godzinę przed pójściem do łóżka mają głęboki sens.

Zaburzenia snu powodują, że podnosi się poziom hormonu głodu

Niedostatek snu, jego słaba jakość (np. częste wybudzenia) lub przesunięcie snu na godziny dzienne mają wpływ na poziom serotoniny. Wiele wskazuje na to, że zaburzenia snu są skorelowane z zaburzeniami psychicznymi i neurologicznymi, takimi jak depresja, choroba Alzheimera, choroba Parkinsona, pląsawica Huntingtona czy autyzm.

Niedostatek snu u osoby zdrowej powoduje też słabszą zdolność koncentracji, uczenia się, koordynacji oraz hyperfagię, czyli nadmierne łaknienie. Od bezsenności prosta droga do otyłości.

Im mniej śpimy, tym mamy wyższy poziom hormonu głodu – greliny – i większe zapotrzebowanie na batonik, „po którym znów będziemy sobą”. Sen zaburzyć mogą też ciężkostrawna dieta i częste kolacje ciągnące się długo w nocy, zwłaszcza jeśli wypijemy do nich o kieliszek za dużo. Wstawanie w nocy, niespokojny sen i uczucie zmęczenia rano to spłacanie kredytu zaciągniętego wieczorem.

Dbanie o stały i higieniczny, czyli jak najbardziej pierwotny, naturalny rytm dnia, to prawdopodobnie najważniejsza i też najprostsza rzecz, jaką możemy zrobić dla własnego zdrowia. To polisa ubezpieczeniowa na przyszłość. Sęk w tym, że temat ubezpieczeń wydaje się taki nudny.

Czy umiesz rozłożyć swoje siły? Medycyna chińska patrzy na człowieka całościowo. Dlatego tak bardzo respektuje jego zegar biologiczny. (fot. iStock) Czy umiesz rozłożyć swoje siły? Medycyna chińska patrzy na człowieka całościowo. Dlatego tak bardzo respektuje jego zegar biologiczny. (fot. iStock)

Medycyna chińska: naturalny i zalecany rytm dnia

Każdy organ osiąga w ciągu dnia maksimum energetyczne – wtedy funkcjonuje najlepiej

5.00–7.00 jelito grube Wstań i napij się ciepłej wody, to powinno ułatwić poranne wypróżnienie. Jeśli możesz, zrób szybki spacer.

7.00–9.00 żołądek Zjedz solidne ciepłe śniadanie, najlepiej składające się z węglowodanów złożonych i zdrowych tłuszczów. Polecane: brązowy lub biały ryż, kasza jaglana, płatki owsiane z gotowanymi owocami lub warzywami, z dodatkiem przypraw i łyżki oleju lnianego.

9.00–11.00 śledziona Czas na pracę, aktywność i korzystanie z energii dostarczonej wraz ze śniadaniem, unikaj przegryzania przekąsek w tym czasie.

11.00–13.00 serce Czas na pożywny, niezbyt ciężki lunch (bez alkoholu, bo o tej porze szybciej uderza do głowy) i spotkania towarzyskie. Ciesz się rozmową ze znajomymi i współpracownikami, udzielaj pomocy i rad. Unikaj wysiłku i stresu.

13.00–15.00 jelito cienkie Jeśli możesz, zrób sobie krótką drzemkę. Jeśli pracujesz, wykorzystaj ten czas na „przetrawienie” informacji i decyzji.

15.00–17.00 pęcherz moczowy Czas na pracę umysłową i fizyczną. Jesteśmy przytomni i mamy świetną pamięć. Zaleca się dużo pić, zwłaszcza herbaty.

17.00–19.00 nerki Pora na spokojną lekką kolację i przegląd dnia.

19.00–21.00 osierdzie Spotykaj się, flirtuj i baw. Dobry moment na seks.

21.00–23.00 tzw. potrójny ogrzewacz, czyli wszystkie narządy związane z przyjmowaniem, przetwarzaniem i wydalaniem pokarmów Czas do łóżka! Przed snem czytanie, medytacja.

23.00–1.00 pęcherzyk żółciowy Śpij i regeneruj się.

1.00–3.00 wątroba Jeśli wybudzasz się w tym przedziale czasowym, to oznacza, że prawdopodobnie masz przeciążoną wątrobę, która nie radzi sobie z usuwaniem toksyn z alkoholu, leków, ciężkiego jedzenia. Obciążona wątroba może też dawać o sobie znać w postaci bolących ścięgien.

3.00–5.00 płuca Jeśli kaszlesz w tych godzinach, to znaczy, że płuca pozbywają się toksyn.