1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Problemy z zasypianiem – czym jest odwetowa prokrastynacja snu?

Problemy z zasypianiem – czym jest odwetowa prokrastynacja snu?

O odwetowej prokrastynacji snu mówimy wtedy, gdy mimo braku ważnych przyczyn odwlekamy pójście spać. Jakbyśmy w akcie odwetu chcieli odebrać czas, który nam zabrano w dzień, i zrobić w końcu coś dla siebie. (Fot. iStock)
Małe dzieci, wiadomo, trzeba zaganiać do łóżka, ale wydawać by się mogło, że dorośli chcą się wyspać, więc sami o to zadbają. Czyżby? Jak się okazuje, odwlekanie momentu pójścia spać jest coraz bardziej powszechne. I – jak przypomina psycholożka Hanna Samson – niczemu dobremu nie służy.

Czy zdarza ci się do późnej nocy oglądać seriale? Grać w coś albo siedzieć na Facebooku? Albo robić coś jeszcze innego, co nie jest konieczne, choć rano musisz wstać i się nie wyśpisz? Jeśli tak, witaj w klubie. To zjawisko doczekało się już własnej nazwy. Po angielsku to: revenge bedtime procrastination, ale dosłowne tłumaczenia trochę bolą, więc proponuję: odwetową prokrastynację snu. Pojęcie najpierw pojawiło się w Chinach, gdzie dzień pracy bywa tak długi, że nie zostawia czasu na nic poza snem. Czy nie lepiej zatem zredukować ilość snu i trochę pożyć? Zrobić to, na co nie mamy czasu w dzień? W akcie odwetu czy zemsty odbieramy czas, który nam zabrano w dzień, i robimy w końcu coś dla siebie.

O odwetowej prokrastynacji snu mówimy wtedy, gdy nie ma istotnych przyczyn, żeby siedzieć w nocy, wiemy, że się nie wyśpimy i będziemy mieć kiepski dzień – a mimo to odwlekamy pójście spać. Niektórzy idą co prawda do łóżka, ale z laptopem lub innym urządzeniem i odkładają w czasie wtulenie się w poduszkę. Inni się nawet nie kładą, siedzą w fotelu lub na sofie i oglądają, grają, czytają... Dobrowolnie zmniejszają ilość snu na rzecz tego, co sprawia im przyjemność. Niby to nie to samo, co odwlekanie wykonania obowiązków, jednak również nam nie służy.

Zemsta na sobie

Na jednym ze spotkań grupy kobiet, o której już niedawno wspominałam, Julka, lat 38, matka dziewięcioletnich bliźniaczek, opowiedziała o swojej porażce.

– Nie wiem, jak to się stało – zaczęła ze łzami w oczach. – Jest mi strasznie wstyd, nie myślałam, że jestem do tego zdolna. Kiedy przypomnę sobie ich wzrok, robi mi się słabo. Patrzyły na mnie z przerażeniem, tak samo jak na ojca, jak ja im mogłam to zrobić! – Co zrobiłaś? – pytam. – Miałam spotkanie z szefową na Skypie, sytuacja w pracy jest napięta, a one w pokoju obok zaczęły się kłócić i wrzeszczeć na siebie, potem chyba zaczęły się bić, próbowałam udawać, że nic się nie dzieje, ale szefowa słyszała te krzyki i powiedziała, żebym zadzwoniła, kiedy opanuję sytuację w domu. Rozłączyłyśmy się, wpadłam do ich pokoju, zaczęłam na nie wrzeszczeć, Zosię walnęłam w głowę, Helenę pchnęłam na biurko; natychmiast się uspokoiły i patrzyły na mnie z przerażeniem! Właśnie dlatego się rozwodzę, żeby w domu w końcu był spokój, żeby dziewczynki czuły się bezpieczne. On ciągle na nas wrzeszczał, co jakiś czas którąś bił, rzucał przedmiotami, obiecałam im, że teraz wreszcie będzie dobrze, no i co? – wyrzuca z siebie.

Julka przeprosiła córki, wytłumaczyła, że to stres, że nigdy więcej tego nie zrobi, że nie chce, żeby się jej bały. Ale sama też się siebie przestraszyła, zawsze spokojna i cierpliwa, nie wie, co jej się stało.

– Ostatnio w ogóle jestem rozdrażniona, mam tyle rzeczy na głowie, praca, zdalna nauka dziewczynek, rozwód, prowadzenie domu, nie mam chwili dla siebie. I jeszcze to napięcie. Bo COVID, bo zwolnienia w pracy, bo on ciągle ma jakieś żądania, muszę odpowiadać na jego pisma, teraz wymyślił opiekę naprzemienną, choć dotąd nigdy się nimi nie zajmował, a one się go boją. Teraz także mnie będą się bać! – Julka płacze, dziewczyny ją pocieszają, że przecież ma bliską relację z córkami, ten jeden wybuch tego nie przekreśla. Skoro je przeprosiła, to jest inaczej niż z ojcem, ale ona czuje niepokój. – Nie miałam pojęcia, że jestem w stanie tak się zachować. Czy mogę mieć pewność, że to się nie powtórzy? Moje życie jest dla mnie za trudne, dlatego uciekam w seriale. – Kiedy oglądasz te seriale, skoro masz tyle pracy? – dopytuję, bo coś mnie tknęło. – No przecież, że nie w dzień, tylko w nocy, jak dzieci śpią i już wszystko zrobię. – O której chodzisz spać? – O drugiej, trzeciej, różnie, czasem później. Ale i tak wcześniej bym pewnie nie zasnęła. Zamiast się przewalać po łóżku i myśleć o problemach, wolę żyć cudzym życiem. – O której wstajesz? – O szóstej. – To chyba trochę wyjaśnia twoje rozdrażnienie i trudności z kontrolą emocji. Dorosły człowiek powinien spać siedem, osiem godzin na dobę. Jeśli tego nie robi, zaczynają się problemy. Wiem, że żyjesz w stresie, masz wiele powodów do napięć, pandemia sprawia, że siedzisz z dziewczynkami w domu, to nie jest łatwe, ani dla ciebie, ani dla nich, ale brak snu z pewnością jeszcze to utrudnia. Zamiast w cudze życie, lepiej uciec we własny sen. – To nie będę już miała żadnego czasu dla siebie. Praca, dzieci, dom, zdalne lekcje, odpowiedzi na absurdalne pisma ciągle jeszcze męża, przez cały dzień się to wszystko przetacza, prędzej czy później wpadnę w depresję.

– Ja też myślałam, że zwariuję z tą pracą w domu i zdalną nauką chłopców – włącza się Mirka, lat 42, samodzielna matka dwóch synów, 11 i 8 lat. – Z tym, że siedzimy sobie na głowie i że muszę ich ciągle kontrolować i zachęcać do nauki, że praca rozciąga mi się do wieczora, ich lekcje też. I zaczęłam biegać. Codziennie rano, nim chłopcy się obudzą, biegam po lesie. I wprowadziłam wspólne ćwiczenia w ciągu dnia, chłopcy się w to wciągnęli. Jak nie pada, to ćwiczymy na podwórku, mamy przy tym sporo zabawy.

Dziewczyny dzielą się różnymi pomysłami na poprawę jakości życia w pandemii, na znalezienie czasu dla siebie w ciągu dnia, na poprawę samopoczucia bez ucieczki z własnego życia. Mówią o tym, jak podkręcają dzień, wprowadzając coś przyjemnego dla siebie. Robią przerwy na śmiech, taniec, malowanie, tworzą rytuały dla siebie albo całej rodziny, aktywnie szukają tego, co daje im zadowolenie. Być może Julka coś z tego sobie weźmie albo wymyśli coś innego, zamiast odwetowego odwlekania snu. Bo na kim jest ten odwet jak nie na samej sobie? Prokrastynacja snu nie poprawia jakości życia, a wręcz przeciwnie, zdecydowanie ją pogarsza.

Tryb dzienny, tryb nocny

Wyobraźmy sobie naszą energię życiową w formie świeczki. Jest wysoka i gruba, płonie przez całe życie, a kiedy w końcu się wypali – umieramy. Każdy dzień też ma swoją świeczkę, dużo mniejszą i chudszą, która gaśnie wtedy, kiedy nadchodzi pora snu. Jednak zamiast wtedy iść spać – potrafimy działać dalej, gdy nasza dzienna świeczka się wypali.

Jesteś śpiący, mógłbyś już zasnąć, ale chcesz albo musisz coś jeszcze zrobić, więc postanawiasz się rozbudzić. Wstajesz, robisz kilka ruchów, pijesz kawę i senność odchodzi, bo przełączyłeś się na świeczkę życia. Jakbyś zmienił bieg, znów masz energię, już nie chce ci się spać, bo świeczka życia świeci teraz mocniej. To oczywiście nie odbywa się bezkarnie, szybciej zużywasz swoją energię życiową. Po nieprzespanej nocy gorzej funkcjonujesz, choć nowa świeczka dzienna już się pali. A jeśli nocy nieprzespanych jest dużo, odbija się to na twoim zdrowiu.

W czasie studiów żyłam bardzo intensywnie. Dużo się uczyłam, ale też dużo imprezowałam. Udawało mi się to łączyć, kosztem snu. Niejeden raz uczyłam się do rana, szłam na egzamin, dopiero po nim padałam. Czasem po nocy balowania brałam zimny prysznic, piłam kawę i szłam na zajęcia. I wtedy ktoś opowiedział mi o świeczkach – i ta opowieść zapadła mi w pamięć. Zaczęłam obserwować siebie. Rozpoznawałam, kiedy świeczka dzienna gaśnie. Iść spać czy przełączyć się na świeczkę życia? Wiedziałam, że zarwana noc zostawia ślady, nawet jeśli nie od razu je widać. Zaczęłam bardziej dbać o moją świeczkę życia, bo tę akurat mamy tylko jedną.

Długa lista

Seriale wciągają, wiem coś o tym. Ostatnio oglądałam „Breaking bad” – pięć sezonów, w każdym kilkanaście odcinków, wyzwalających wielkie dawki adrenaliny. I zobaczyłam, jak to na mnie wpływa. Napięcie, poczucie zagrożenia, ale też gotowość do walki i konfrontacji w sytuacjach, gdzie niekoniecznie było to potrzebne. Przez kilka dni chodziłam niewyspana, a za to z bronią gotową do strzału. Szybciej jeździłam samochodem. I trudniej było mi zasnąć.

Emocje przeżywane w każdym odcinku nie ułatwiają zapadnięcia w sen. Ale nawet miłe konwersacje na Facebooku też utrudniają zaśnięcie, nawet gdy już odłożymy laptop. Ekrany emitują niebieskie światło, które hamuje uwalnianie melatoniny, czyli hormonu snu.

Niedobór snu powoduje zaburzenia nastroju, nadmierną drażliwość, utrudnia kontrolowanie emocji i impulsów. Osłabia nasze zdolności poznawcze, takie jak koncentracja i pamięć, wydłuża czas reakcji, upośledza orientację przestrzenną. Powoduje wzrost stresu, wywołuje pobudzenie albo senność, osłabia koordynację psychoruchową. Długotrwałe niedosypianie jest powiązane z zaburzeniami zdrowia psychicznego, takimi jak depresja i lęk. Pogarsza również nasze zdrowie fizyczne. Osłabia układ odpornościowy, wywołuje zaburzenia rytmu serca, zwiększa ryzyko otyłości i chorób przewlekłych, takich jak cukrzyca czy nowotwory.

Ta lista jest jeszcze dłuższa, ale i to wystarczy, by mieć pewność, że warto dbać o swoją świeczkę życia.

Hanna Samson, psycholożka, terapeutka, pisarka. W Fundacji CEL prowadzi grupy terapeutyczne dla kobiet. Autorka takich książek, jak „Dom wzajemnych rozkoszy” i „Sensownik”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze