1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Rak piersi. Coraz więcej szans na wyleczenie

Rak piersi. Coraz więcej szans na wyleczenie

Mamy coraz więcej możliwości leczenia pacjentek i coraz więcej szans na ich wyleczenie – chemioterapią, immunoterapią, hormonoterapią, chirurgią. (Fot. Darius Bashar/Unsplash)
„Nauka rozwija się w dzisiejszych czasach bardzo szybko, pojawiają się nowe leki, nowe sposoby leczenia, lekarze muszą więc cały czas to śledzić, być na bieżąco. Dlatego zachęcam, by pomocy szukać w specjalistycznych ośrodkach Breast Cancer Units. Specjaliści, którzy tam pracują, zajmują się na co dzień rakiem piersi, mają ogromne doświadczenie i wiedzę na najwyższym poziomie” – mówi chirurg onkolog dr n. med. Aleksander Grous. I pamiętajmy o badaniu piersi – przez cały rok, nie tylko w październiku!

Leczenie raka piersi na pewno wygląda dziś zupełnie inaczej niż, powiedzmy, 20 lat temu. A czy wygląda inaczej niż pięć lat temu? Czy z roku na rok widać zmiany na plus?
Widać. Szczególnie w leczeniu systemowym, czyli chemioterapii, immunoterapii, hormonoterapii – tu zmian jest naprawdę wiele. Można powiedzieć, że leczenie raka piersi przechodzi cały czas ewolucję. Mamy coraz więcej możliwości leczenia pacjentek i coraz więcej szans na ich wyleczenie. W leczeniu chirurgicznym także jest wiele zmian. Wykonujemy coraz więcej operacji oszczędzających pierś, a jeśli jest to niemożliwe, kwalifikujemy pacjentki do usunięcia piersi i jednoczasowej rekonstrukcji piersi implantami. Jest również możliwość – w określonych sytuacjach klinicznych – zaoszczędzenia węzłów chłonnych pachowych w przypadku rozpoznania w nich przerzutów. A to daje pacjentce większy komfort życia po operacji.

Sposoby leczenia są coraz bardziej nowoczesne, ale słychać alarmujące głosy ze strony środowiska medycznego, że rzadziej się badamy. Zdecydowanie mniej kobiet pojawia się na mammografii.
Na pewno w ostatnich dwóch latach, od kiedy żyjemy w pandemii, odsetek kobiet wykonujących badania profilaktyczne zmalał. Teraz pomału zaczyna się to odbudowywać, ale pierwszy rok pandemii przyniósł ogromne spadki. Obserwujemy pacjentki, które przychodzą do onkologów z chorobą bardziej zaawansowaną, niż miało to miejsce wcześniej. Konsekwencje tego pandemicznego czasu i płynących z niego zaniedbań będą się ciągnąć. Programy profilaktyczne powinny być teraz nagłaśniane ze zdwojoną siłą, trzeba uświadamiać, zachęcać, namawiać kobiety, by zaczęły się badać, by wszystko wróciło do normalności. Choć trzeba powiedzieć, że ta przedpandemiczna normalność też była daleka od doskonałości. Odsetek pacjentek, które regularnie się badały, nie wyglądał u nas imponująco w zestawieniu z krajami Europy Zachodniej. Teoretycznie przecież wiemy, że profilaktyka jest zdecydowanie lepsza i zdecydowanie tańsza niż leczenie nowotworów piersi. Zwłaszcza że to nowoczesne leczenie jest bardzo drogie.

A co z nowotworami, których przyczyną jest wadliwa mutacja genu BRCA1 i BRCA2 – czy takich chorych jest w Polsce dużo?
Ten problem istnieje i będzie coraz bardziej widoczny, bo z roku na rok dostępność badań genetycznych jest coraz lepsza. Są one coraz tańsze, czas oczekiwania na wyniki jest coraz krótszy, wykonujemy ich coraz więcej. Dzięki temu wychwytujemy i diagnozujemy te pacjentki, które mają problem genetyczny – może on dotyczyć nie tylko mutacji genów BRCA1 i BRCA2, choć te rzeczywiście są najczęstsze. Jest jednak sporo innych mutacji, które zwiększają ryzyko zachorowania na raka piersi. W ciągu roku mamy ok. 1500 pacjentek z rakiem i rozpoznaną mutacją genetyczną. Problemem jest to, że u takich kobiet rak jest bardziej agresywny, rozwija się szybciej, są to najczęściej, choć nie wyłącznie, tzw. nowotwory potrójnie ujemne. Czyli rak, w którym nie występują receptory estrogenowe, progestagenowe, ujemny jest również receptor HER2. Te nowotwory rosną bardzo szybko i szybko dają przerzuty do węzłów chłonnych. Pacjentki często zgłaszają się do nas, kiedy choroba jest już w takim właśnie zaawansowaniu miejscowym, choć zdarzają się także przerzuty odległe. W przypadku tych nowotworów rozpoczynamy leczenie od chemioterapii neoadjuwantowej, czyli przedoperacyjnej, i dopiero później, po zakończeniu chemioterapii, wykonywana jest operacja. Jeśli pacjentka ma rozpoznaną i potwierdzoną mutację, możemy u niej, poza usunięciem chorej piersi, wykonać mastektomię redukującą ryzyko zachorowania na raka piersi – czyli tzw. mastektomię profilaktyczną drugiej piersi. Jeśli z punktu widzenia technicznego i medycznego jest to możliwe, przeprowadzamy rekonstrukcję piersi.

I te zabiegi są refundowane.
Tak. NFZ sporządził listę warunków, które pacjentka musi spełnić, żeby tego rodzaju operacja była możliwa do rozliczenia przez NFZ. Jest to potwierdzona mutacja genu BRCA1 lub BRCA2 – pacjentki z innymi mutacjami nie mają w tej chwili refundowanych operacji. Aktualne badanie rezonansu magnetycznego piersi, przeprowadzone konsultacje u chirurga onkologa, onkologa klinicznego, genetyka oraz psychoonkologa są konieczne, żebyśmy mieli pewność, że pacjentka jest gotowa nie tylko na operację terapeutyczną – czyli usunięcie chorej piersi – ale też na operację profilaktyczną usunięcia zdrowej piersi. Ryzyko zachorowania na raka piersi w przypadku mutacji BRCA1 i BRCA2 wynosi osiemdziesiąt kilka procent. Wykonując mastektomię profilaktyczną, zmniejszamy je do 5–7 procent. Niestety operacja ta nie zmniejsza ryzyka do zera, ale oczywiście to i tak jest ogromna różnica. I to na pewno najbezpieczniejszy sposób zabezpieczenia się przed rakiem piersi u pacjentek z mutacją genową.

Jeśli pacjentka ma stwierdzoną mutację genetyczną, nowotwór się nie rozwinął, ale ona przychodzi do lekarza i mówi, że nie chce się ciągle badać i żyć w strachu, prosi więc o mastektomię profilaktyczną – możecie ją przeprowadzić?
Tak, jeśli potwierdzona jest mutacja lub pacjentka spełnia kryteria obciążonego wywiadu rodzinnego – czyli przynajmniej trzy zachorowania na raka piersi w pierwszej lub drugiej linii (oznacza to, że musiały zachorować mama, babcia, siostra) albo dwa zachorowania poniżej 50. roku życia w rodzinie.

I można wykonać refundowaną rekonstrukcję piersi?
Tak. Jednoczasowo. I tu też jest pewien problem, bo mastektomia bez rekonstrukcji piersi nie jest refundowana. Pacjentki, które nie chcą jednoczasowej rekonstrukcji, a po prostu usunięcia piersi, na tym etapie nie mają refundowanej operacji. Takich pacjentek, które nie chcą rekonstrukcji, jest zdecydowanie mniej, ale też zdarzają się takie sytuacje.

Właściwie dlaczego?
Część pacjentek jest po leczeniu raka piersi, po jednostronnej mastektomii. Zgłaszają się do nas po pewnym czasie, okazuje się, że jest mutacja genetyczna. I bywa, że nie chcą już narażać się na dodatkowe zabiegi, chcą usunąć pierś i nie musieć wykonywać badań kontrolnych, żyć w stresie. Myślą tylko o tym, by pozbyć się problemu. Część chorych, które operujemy z powodu raka piersi i mutacji, jest na tyle wystraszona i zmęczona całym leczeniem onkologicznym, że podejmuje decyzje o niewykonywaniu rekonstrukcji. Chcą one maksymalnie zmniejszyć ryzyko wznowy raka i tyle. Mam kilka takich pacjentek, młodych kobiet poniżej 40. roku życia. Mogę je zrozumieć.

Czy jeśli w wywiadzie rodzinnym widać obciążenia, to skierowanie na badania genetyczne dostajemy standardowo?
Nie robimy takich testów u każdego – choć oczywiście komercyjnie są dostępne powszechnie. Wskazania mają na pewno pacjentki, które zachorowały na raka piersi przed 40. rokiem życia. Pacjentki, u których w rodzinie wystąpiły mnogie zachorowania na raka piersi lub jajnika – bo pamiętajmy, że rak piersi i jajnika niejako „idą w parze”. Skierowanie powinny dostać także te pacjentki, u których wystąpił obustronny rak piersi. I te z potrójnie ujemnym rakiem piersi.

Na pewno problem stanowi dostęp do poradni genetycznych, do programów ministerialnych dla kobiet już obciążonych mutacjami. Niestety są długie kolejki, taka jest rzeczywistość. Tu otwiera się pole dla ministra zdrowia, żeby coś w tej kwestii poprawić. Żeby badania genetyczne były dostępne w prostszy sposób, żeby można było bez problemu dostać się do genetyka czy onkologa.

Chyba w ogóle kolejki, nie tylko te dotyczące badań genetycznych, to problem polskiej onkologii…
Problem dostępu zarówno do diagnostyki, bo to przecież punkt wyjścia, jak i później do onkologa to na pewno dziś ważna kwestia. W przypadku nowotworów piersi leczenie powinno być prowadzone przez Breast Cancer Units, czyli ośrodki wyspecjalizowane i mające doświadczenie właśnie w tym typie raka. Są tam chirurdzy onkolodzy, onkolodzy kliniczni, radioterapeuci, psychologowie, rehabilitanci, jest możliwość przeprowadzenia pełnej diagnostyki – wszystko, co gwarantuje najwyższy poziom terapii. Nauka idzie dziś bardzo szybko do przodu, pojawiają się nowe leki, nowe sposoby leczenia, jest ich tak wiele, że trzeba być cały czas na bieżąco. Trzymać rękę na medycznym pulsie wydarzeń. Rok czy dwa przerwy to już naprawdę dużo. I może skutkować tym, że nie zostanie wybrane i wdrożone najlepsze dla danego typu raka leczenie.

Czy Breast Cancer Units znajdziemy tylko w dużych ośrodkach?
Teraz niemal we wszystkich miastach wojewódzkich są takie placówki. Zachęcam, by ich szukać i do nich właśnie się zgłaszać. Lekarze, którzy tam pracują, zajmują się na co dzień rakiem piersi, mają wielkie doświadczenie i wiedzę na najwyższym poziomie. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że pacjentka w innym szpitalu będzie leczona źle. Ale na pewno możliwości tych specjalistycznych ośrodków trzeba wykorzystywać.

Jeśli chodzi o wiedzę w dziedzinie onkologii, polscy lekarze nie powinni mieć kompleksów. Różnie wygląda kwestia refundacji, a co za tym idzie dostępności poszczególnych leków. Nie mamy na to bezpośredniego wpływu. Ale cały czas składamy wnioski – po to właśnie, by nasze pacjentki były leczone jak najlepiej i najskuteczniej.

Dr n. med. Aleksander Grous: specjalista chirurgii ogólnej oraz chirurgii onkologicznej w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie, ekspert w Europejskim Centrum Zdrowia Otwock.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze