1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Ajurweda i joga na przesilenie wiosenne

Ajurweda i joga na przesilenie wiosenne

123rf.com
123rf.com
AJURWEDA jest starożytną nauką indyjską o tym, jak utrzymać ciało i ducha w doskonałym zdrowiu i równowadze energetycznej. Joga i ajurweda to siostrzane nauki, które wywodzą się z sanskryckich ksiąg zwanych Wedami. Według ajurwedy siła życiowa przejawia się we wszystkim poprzez kombinację trzech dosz: vata, pita i kapha. VATA to energia żywiołu powietrza. PITA to ogień. KAPHA to ziemia i woda.

Każdy z nas stanowi unikalną mieszkankę tych trzech dosz. Jak przejawia się to u ciebie, możesz sprawdzić wykonując test doszy, który znajdziesz w każdym poradniku ajurwedy lub w internecie. Warto wiedzieć, że zwykle nikt nie jest czystą vata lub pita czy kapha, lecz stanowimy mieszankę dwóch dosz z przewagą jednej z nich. Tak jak każdy organizm, również pory dnia i pory roku przejawiają dominację jednej z dosz. Dominacja danej doszy powoduje przejawianie określonych cech: psychicznych i fizycznych w przypadku ludzi, aury i tendencji jeśli chodzi o naturę. Choroby są wynikiem nadmiernej dominacji jednej z dosz czyli nierównowagi w ciele. Ajurewda uczy, jak poprzez odpowiednią dietę, pielęgnację ciała i styl życia utrzymywać równowagę energetyczną uwzględniając własną dynamikę dosz oraz zmiany zachodzące w przyrodzie.

Jak zatem STAROŻYTNA MYŚL INDYJSKA radzi dbać o siebie wczesną wiosną - w wymagającym dla organizmu OKRESIE PRZESILENIA? Wczesna wiosna to okres KAPHA. Dominują żywioły ziemi i wody. Ziemia jest chłodna, ciężka i mokra od zimowych roztopów. Cieplejsze powietrze powoli osusza ją i ogrzewa. Podobnie dzieje się w naszych organizmach, w których często zalega wilgoć i poczucie ciężkości zwane wiosennym zmęczeniem. W przyrodzie wczesna wiosna to czas przełomu, w naszych ciałach także - organizm musi poradzić sobie z dużą zmianą. Teraz trwa czas oczyszczania. Dopiero kiedy proces oczyszczania dobiegnie końca, będzie mógł nastąpić kolejny etap - nowego początku. Tak więc wiosenny katar lub przeziębienie jest naturalnym objawem oczyszczania i usuwania wilgoci z ciała.

Aby dostroić się do tego naturalnego procesu odnowy i odrodzenia sił witalnych, warto równoważyć dominującą jeszcze wilgoć i chłód odpowiednią DIETĄ: unikać potraw ciężkich, sycących i wychładzających takich jak tłuszcze, cukier i nabiał, na rzecz tych, które wesprą proces osuszania i usuwania toksyn po zimie jak miotełki wymiatając toksyny. Są to warzywa zielone i korzeniowe najlepiej gotowane lub spożywane na surowo. Pijmy herbaty ziołowe (zwłaszcza z pokrzywy), soki warzywne i owocowe, byle te prawdziwe - świeżo wyciskane. I oczywiście nie zapominajmy o niezastąpionym imbirze, który cudowanie rozgrzewa i osusza. Możemy go kroić w plasterki i dodawać do herbatek, kandyzować, sporządzać esencjonalny wywar albo dorzucić mały kawałek do własnej produkcji soku z marchwi i jabłek. Pycha!

Ćwiczmy i ruszajmy się. Ruch da nam tak potrzebne teraz ciepło i wesprze proces oczyszczania organizmu z toksyn. Dla każdego tupu konstytucyjnego właściwy jest inny rodzaj sportu czy rekreacji. Joga jest uniwersalna - przynosi korzyści każdemu. A najlepsze ASANY (czyli pozycje jogi) na ten czas to oczywiście pozycje rozgrzewające i oczyszczające: POWITANIA SŁOŃCA, WYGIĘCIA W TYŁ, SKRĘTY I POZYCJE ODWRÓCONE.

MEDYTUJMY! Medytacja jest jak higiena umysłu. Dbamy o czystość naszych ciał i mieszkań, nawet dyski w komputerze mają większe przywileje niż umysł, który przeciążany złogami od lat musi dźwigać niepotrzebne treści. Medytacja pomaga uwolnić umysł od myśli, które wczepiły się w niego małymi haczykami jak rzepy. Porzuć ten niepotrzebny bagaż, a poczujesz się wolny i otwarty na nowe pomysły i doświadczenia lub choćby odpoczniesz w kontakcie z wewnętrzną ciszą.

W piątek 6. kwietnia 2012 mieliśmy pierwszą wiosenną pełnię Księżyca, a zatem najbliższe dwa tygodnie (do nowiu 21 kwietnia 2012) to najlepszy czas w roku na rozpoczęcie diety (kto chce schudnąć, teraz się to łatwo uda!) lub głodówkę i detoks.

Tak więc poczujmy się lekko! :) Ten czas wielkich porządków jest konieczny, aby zrobić miejsce na nowe, które się zbliża się wraz z cieplejszymi podmuchami wiatru. Z pierwszymi wiosennymi burzami odejdą wilgoć i chłody. Nastanie czas energii VATA. Pełnia wiosny.

Podobnie jak każda pora roku przejawia dominację innej doszy, również w czasie cyklu miesięcznego w ciele kobiety dominuje jedna z tych trzech podstawowych energii. Okres przesilenia wiosennego odpowiada dniom pod koniec menstruacji i tuż po jej zakończeniu - czasowi kapha. Tak jak co roku przyroda, tak i ciało kobiety co miesiąc doświadcza przełomu - kiedy kończy się czas oczyszczenia (menstruacja) i ciało przygotowuje się do odrodzenia: sił, wizji i twórczych pomysłów. To bardzo ważny czas w cyklu. Potrzebujemy umieć zadbać o siebie we właściwy sposób i ze zrozumieniem tego procesu. Dobierając właściwą dietę i ćwiczenia, możemy wspomóc proces oczyszczania, tak aby z sukcesem dobiegł końca, wtedy lżejsze rozpoczniemy swój nowy „miesiąc księżycowy”. Będzie to miało wpływ na nasz nastrój aż do kolejnej miesiączki oraz na intensywność napięcia przedmiesiączkowego. A wykonywanie tuż po zakończeniu menstruacji pozycji odwróconych takich jak stanie na głowie i świeca pomoże „naoiliwić” układ hormonalny.

Joga i ajurweda dostarczają wspaniałych wskazówek, jak zadbać o siebie uwzględniając swoją indywidualność. Pomagają zrozumieć przyrodę i nas samych jako jej część. Jednak cokolwiek robimy, kierujmy się przede wszystkim własnym dobrem i wsłuchując się w siebie sprawdzajmy, co nam służy, a co nie. Jeśli nie masz doświadczenia w jodze, przedstawione pozycje należy oczywiście ćwiczyć pod okiem nauczyciela. A jeśli zainteresował cię temat ajurwedy, gorąco polecam zagłębienie się w lekturze - na rynku dostępnych jest wiele książek i poradników z tej dobroczynnej dziedziny zwanej też najstarszą medycyną świata.

Zapraszam na warsztaty rozwoju osobistego z praktyką jogi „Cztery rytmy kobiecości”. Informacje czytaj TUTAJ

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Jak oczyścić skórę twarzy i pozbyć się toksyn z cery?

Żeby skóra była promienna, trzeba ją regularnie oczyszczać, złuszczać i nawilżać. Mechaniczne oczyszczanie może jedynie zaszkodzić. (Fot. iStock)
Żeby skóra była promienna, trzeba ją regularnie oczyszczać, złuszczać i nawilżać. Mechaniczne oczyszczanie może jedynie zaszkodzić. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Wczesna wiosna to był zwykle czas, kiedy robiłyśmy zabiegi na bazie kwasów, które złuszczały naskórek, oczyszczały i rozświetlały cerę. O tym, jak same możemy zadbać o skórę w domu i jakie są domowe sposoby na oczyszczanie twarzy zapytałam kosmetolożkę Annę Grelę z Warsztatu Piękna.

 

Zacznijmy od toksyn, czy one naprawdę mają szansę dostać się do naszej skóry? Gdy skóra jest zdrowa i ma szczelną barierę wodnolipidową, toksyny i zanieczyszczenia zatrzymują się na jej powierzchni. Przyklejają się do łoju, makijażu, dlatego ważne jest wieczorne oczyszczenie twarzy, żeby to wszystko zmyć. Jednak w przypadku atopowego zapalenia skóry, przesuszenia, egzemy, gdy bariera ochronna skóry jest uszkodzona, zanieczyszczenia, metale ciężkie i wszelkie szkodliwe substancję ze środowiska mogą wniknąć przez naskórek.

Poza tym skóra jest żywym organem. Jej zadaniem jest ochrona naszego organizmu, ale też wydalanie zbędnych substancji. Dlatego nie można mówić o detoksykacji i oczyszczaniu skóry bez detoksykacji organizmu. Jeśli chcemy mieć ładna skórę, trzeba oczyścić wątrobę, zadbać o nerki. Teraz jest to problem, bo jak nie wychodzimy z domu, więcej siedzimy, układ limfatyczny nie pracuje sprawnie. Więcej też jemy. Ja jeszcze nigdy nie gotowałam tak dużo. Chociaż staram się ograniczać, to piekarnik, kuchenka i zmywarka chodzą na okrągło.

Wiosna to tradycyjnie dobry moment na detoks wątroby. Jak to najlepiej zrobić? Wszystkie źródła medycyny naturalnej polecają detoks na wiosnę, szczególnie osobom po 40. roku życia, bo wtedy spowalnia metabolizm i organizm wolniej się oczyszcza, więc to jest jak najbardziej dobry trop. Ale z polecaniem przepisów na oczyszczanie jestem ostrożna. Nie ma uniwersalnego środka dla wszystkich. Zioła czy suplementy stosowane w nadmiarze mogą zaszkodzić. Każdy może mieć inne problemy z wątrobą, z trzustką, z żołądkiem. Źle dobrana kuracja może przynieść niekorzystne efekty, dlatego lepiej jest przeprowadzić ją pod okiem specjalisty. Same w domu możemy zadbać o nasze nawyki żywieniowe. Pić więcej ciepłej wody z cytryną, jeść mniej przetworzonych dań. Odstawić nabiał, gluten, cukier, napoje gazowane i słodzone. Zamiast tego stosować niskokaloryczną dietę i pić zielone koktajle. Zdrowe odżywianie przełoży się szybko na wygląd naszej skóry.

Jak w takim razie dobrze oczyścić skórę w domu? Gdy gabinety kosmetyczne są zamknięte, nie możemy skorzystać z profesjonalnego zabiegu oczyszczającego, część z nas czuje, że skórze brakuje świeżości, nawilżenia, gładkości. Cera staje się zanieczyszczona, pojawiają się zaskórniki. 

Mówiąc o oczyszczaniu warto rozróżnić dwie rzeczy. Oczyszczanie, które jest podstawą naszej pielęgnacji każdego dnia i głębsze, które jest formą domowego zabiegu kosmetycznego.

Jeśli chodzi o codzienne oczyszczanie, ważne jest, żeby było ono wieloetapowe. Tylko wtedy możemy dokładnie usunąć toksyny i zanieczyszczenia, które w ciągu dnia osiadają na twarzy. Najpierw robimy demakijaż produktem lipidowym (tłustym), który pozwoli dobrze rozpuścić brud i makijaż. Potem zbieramy to wacikiem lub myjką z ciepłą wodą. Następnie skórę myjemy delikatnym żelem czy pianką. Ważne, żeby był to naprawdę łagodny produkt. Żeby skóra po myciu nie była zaczerwieniona i przesuszona, a gładka, nawilżona, przyjemnie odświeżona. Po osuszeniu spryskujemy twarz hydrolatem lub tonikiem bez alkoholu. To jest takie podstawowe oczyszczanie, które powinniśmy robić codziennie. Chyba, że nie mamy makijażu. Wtedy możemy pominąć krok demakijażu i na przykład umyć twarz dwa razy wodą z żelem, żeby dobrze ją oczyścić, bo np. sprzątałyśmy mieszkanie i skóra jest lepka czy mogły osiąść na niej cząsteczki kurzu.

A gdy skóra potrzebuje bardziej gruntownego oczyszczania? Najprostszy sposób to na początek porządne mycie. Potem nakładamy piling enzymatyczny, żeby złuszczyć naskórek, odblokować, wygładzić. Po zmyciu pilingu, nakładamy maseczkę w płacie. Trzymamy ją chwilę krócej, tak, żeby do końca nie wyschła. Gdy skóra jest jeszcze wilgotna robimy sobie masaż. Niezbyt mocny, ale jednocześnie pobudzający krążenie w skórze. Gdy uruchamiamy krążenie jednocześnie pobudzamy proces detoksykacji i odżywienia. Skóra jest lepiej ukrwiona, lepiej wygląda. Po masażu rozgrzewamy w dłoniach kilka kropli naturalnego olejku i nakładamy na skórę. Po takim zabiegu będzie rozświetlona i dobrze nawilżona. Będziemy miały uczucie oczyszczenia.

A co z parówkami ziołowymi i klasycznym manualnym oczyszczaniem? Nie wyciskamy zaskórników? Nie! To tylko napędza łojotok. Jak oczyścimy pory one się natychmiast zapełnią, bo skóra produkuje łój. Żeby skóra była oczyszczona, trzeba ją regularnie złuszczać i nawilżać. Gdy będzie miękka, łój, będzie się prześlizgiwał przez pory i na bieżąco będzie zmywany. W momencie kiedy skóra jest odwodniona i przesuszona powierzchownie, zrogowaciały naskórek jest przyklejony – tworzy taką tarczę na skórze, pory się zapychają. Wtedy robią się zaskórniki, krosty. Od wielu lat nie stosuję już w moim gabinecie manualnego oczyszczania. Zamiast tego dobrze sprawdza się kwas migdałowy. Bardzo dobrze chemicznie oczyszcza skórę i zaskórniki znikają. Wyciskanie jest nieskuteczne, bo za chwilę skóra wygląda dokładnie tak samo. 

A domowy piling z kawy czy cukru? Warto go sobie zrobić, czy jest zbyt mocny do oczyszczania skóry twarzy? Jeśli mamy grubą skórę, która jest przyzwyczajona, do takiego mocniejszego traktowania to jak najbardziej – fajnie pobudzi krążenie i poprawi ukrwienie. Tylko nasza skóra musi lubić takie zabiegi. Jeśli mamy skórę wrażliwą, cienką to zrobi się czerwona, podrażniona i efekt będzie odwrotny od zamierzonego. 

A czy maseczkę z naturalnymi kwasami owocowymi można sobie zrobić, np. z truskawek? Podejrzewam, że owoce dostępne teraz w sklepach mają dużo pestycydów. Poza tym mogą uczulić. Ekstrakty i wyciągi w kosmetykach są przebadane, jest mniejsze prawdopodobieństwo powstania reakcji alergicznej. Może gdybym miała owoce z własnego ogródka, to zrobiłabym sobie taką maseczkę, ale z tych ze sklepu nie mam odwagi nałożyć na twarz. Jeśli chcemy sobie zrobić coś same, to lepiej jest wymieszać jogurt naturalny (bez mleka w proszku w składzie), glinkę i olejek naturalny. Może to być oliwa z oliwek czy inny olejek, którego używamy do twarzy. Kilka kropili wymieszać i nałożyć na twarz. Skóra zrobi się miękka, dobrze nawilżona, będzie miała ładny kolor. I taką maseczkę możemy sobie codziennie kłaść na twarz, korzystając z tego, że jesteśmy w domu i mamy więcej czasu.

myBEAUTYpeeling MIYA Cosmetics  Efekt działania tego peelingu widać natychmiast. Skóra jest oczyszczona, wygładzona. Przy regularnym stosowaniu kosmetyku zmniejsza się widoczność porów, zaskórników i niedoskonałości. Co ważne – sama decydujesz o intensywności działania kosmetyku, traktując go jako peeling enzymatyczny lub enzymatyczno-mechaniczny i aplikując na 3, 5 lub 10 minut. 34,99 zł/60 ml  myBEAUTYpeeling MIYA Cosmetics  Efekt działania tego peelingu widać natychmiast. Skóra jest oczyszczona, wygładzona. Przy regularnym stosowaniu kosmetyku zmniejsza się widoczność porów, zaskórników i niedoskonałości. Co ważne – sama decydujesz o intensywności działania kosmetyku, traktując go jako peeling enzymatyczny lub enzymatyczno-mechaniczny i aplikując na 3, 5 lub 10 minut. 34,99 zł/60 ml 

 

Peeling enzymatyczny do twarzy, szyi i dekoltu Esito. Delikatny, a jednocześnie skuteczny produkt. Złuszcza naskórek, rozjaśnia, zwęża pory. Skóra jest po nim lśniąca i lekko napięta. 78 zł/60 ml  Peeling enzymatyczny do twarzy, szyi i dekoltu Esito. Delikatny, a jednocześnie skuteczny produkt. Złuszcza naskórek, rozjaśnia, zwęża pory. Skóra jest po nim lśniąca i lekko napięta. 78 zł/60 ml 

 

Węgiel. Oczyszczająca pasta do mycia twarzy Iossi  Pasta składa się w 100% z naturalnych składników (węgiel aktywny, zielona herbata, olej babassu, lekki skwalan z trzciny cukrowej). Delikatnie masuje skórę, głęboko ją oczyszcza i nawilża. Po myciu  twarz jest czysta, miękka i nawilżona. 64 zł/120 ml  Węgiel. Oczyszczająca pasta do mycia twarzy Iossi  Pasta składa się w 100% z naturalnych składników (węgiel aktywny, zielona herbata, olej babassu, lekki skwalan z trzciny cukrowej). Delikatnie masuje skórę, głęboko ją oczyszcza i nawilża. Po myciu  twarz jest czysta, miękka i nawilżona. 64 zł/120 ml 

 

Maseczka rozświetlająca Tata Harper. Maska głęboko oczyszcza skórę, usuwać powierzchniowe zanieczyszczenia i martwe komórki warstwy rogowej, co przywraca skórze promienny blask. Idealny sposób na ziemistą, poszarzałą skórę. 268 zł/30 ml (warsztatpiekna.pl). Maseczka rozświetlająca Tata Harper. Maska głęboko oczyszcza skórę, usuwać powierzchniowe zanieczyszczenia i martwe komórki warstwy rogowej, co przywraca skórze promienny blask. Idealny sposób na ziemistą, poszarzałą skórę. 268 zł/30 ml (warsztatpiekna.pl).

 

Peeling enzymatyczny Susanne Kaufmann. Łagodne kwasy owocowe pozyskiwane z kiwi, jabłek i papai, usuwają martwe komórki skóry, nie powodując podrażnień. Po zastosowaniu skóra jest wygładzona, odświeżona, promienna. Peeling niweluje podrażnienia, między innymi zaczerwienienia, podrażnienia spowodowane  przesuszeniem skóry przez makijaż czy klimatyzację. 261 zł/50 ml   Peeling enzymatyczny Susanne Kaufmann. Łagodne kwasy owocowe pozyskiwane z kiwi, jabłek i papai, usuwają martwe komórki skóry, nie powodując podrażnień. Po zastosowaniu skóra jest wygładzona, odświeżona, promienna. Peeling niweluje podrażnienia, między innymi zaczerwienienia, podrażnienia spowodowane  przesuszeniem skóry przez makijaż czy klimatyzację. 261 zł/50 ml  

 

  1. Zdrowie

Jak wspomóc oczyszczanie organizmu?

Odtrucie organizmu jest bardzo istotne w zapobieganiu chorobom (fot. iStock)
Odtrucie organizmu jest bardzo istotne w zapobieganiu chorobom (fot. iStock)
Wiosna to dobry moment na generalne porządki. Robimy je w domach, w ogródkach, na działkach. Widzimy potrzebę porządków wiosennych dookoła, a zapominamy o naszym organizmie. Tymczasem nasze ciało też potrzebuje oczyszczenia. Dlaczego detoks jest tak istotny?

Odtruwanie i usuwanie toksyn z naszego organizmu odbywa się stale, niezależnie od tego, czy stosujemy jakiekolwiek terapie oczyszczające, czy też nie. Jednak nie zawsze przebiega ono sprawnie.

Tempo usuwania toksyn zależy od nas, między innymi od naszego sposobu odżywiania, aktywności fizycznej oraz oddychania. W codziennej diecie nieodzowne są tzw. odtruwacze - takie właściwości mają świeże warzywa.

Odtrucie organizmu jest bardzo istotne w zapobieganiu chorobom i ma wpływ na odporność naszego organizmu. Po przeprowadzeniu oczyszczenia organizm odwdzięczy się nam lepszym samopoczuciem, zwiększeniem energii i obroną przed czynnikami zewnętrznymi.

Oto przykładowy koktajl oczyszczający, który zapobiega odkładaniu toksyn. Warzywa zawarte w przepisie wspomagają regenerację wątroby oraz układu limfatycznego i wspomagają trawienie, a ponadto są bogatym źródłem witamin i minerałów.

Warzywne koktajle dostarczają do organizmu wiele cennych składników odżywczych (fot. iStock) Warzywne koktajle dostarczają do organizmu wiele cennych składników odżywczych (fot. iStock)

Składniki:

  • 175 g marchewki
  • 100 g selera
  • 100 g szpinaku
  • 100 g sałaty
  • 25 g pietruszki
Warzywa dokładnie umyj, osusz i wrzuć do wyciskarki. Do wyciśniętego soku dodaj natkę pietruszki.

  1. Zdrowie

Jak dbać o nerki i płuca?

Ilustracja: iStock
Ilustracja: iStock
Nerki lubią ciepło, a płuca dobre otoczenie. Co to dokładnie oznacza – wyjaśnia Alicja Kowalska-Dorscheid, specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej.

Nerki lubią ciepło

Szczególnie chrońmy dolną część pleców, bo właśnie tam znajduje się centrum naszej witalności. Najczęściej jednak zimno doprowadzamy do organizmu sami – jemy za dużo oziębiających i wprowadzających wilgoć produktów. Zatem starajmy się jeść regularnie, w spokoju, najlepiej trzy ciepłe posiłki dziennie. Urozmaicone, bo jednorodne diety i głodówki nie sprzyjają nerkom. Bardzo wskazane są długo gotowane zupy. Nerkom przypisany jest smak słony, zatem z soli nie rezygnujmy, ale pamiętajmy, że w nadmiarze oziębia.

Dieta dla nerek: mięso z kurczaka, wołowina, jagnięcina, baranina, dziczyzna; jęczmień, kukurydza, orkisz, owies, słodki ryż – najlepiej prażone, przyrządzane bez tłuszczu; cebula, dynia, fasola, groch, kapusty wszelkiego rodzaju, kasztany jadalne, por, soczewica, ziemniaki; z przypraw cynamon, owoce jałowca, kminek, koper, kolendra, oregano, wanilia; ostre przyprawy, takie jak czosnek (w niewielkich ilościach), goździki, imbir, pieprz, rozmaryn i tymianek (suszone); świeże przyprawy – pietruszka, szczypiorek, tymianek, szałwia; z ryb i owoców morza: okoń, pstrąg i kraby; niewielkie ilości sera owczego i koziego; suszone owoce – morele, rodzynki, orzechy włoskie, nasiona słonecznika, herbata z anyżu, imbiru, lukrecji; niewielka ilość czerwonego wina.

Czego unikać? Wszystkiego z zamrażarki; surowych oziębiających warzyw i owoców, takich jak ogórki, pomidory, sałaty, owoce cytrusowe; mleka i kwaśnych przetworów mlecznych, wprowadzających także niepotrzebną wilgoć do naszego organizmu; mocno solonych potraw i wędlin; alg; cukru; ostrych i gorących przypraw – pieprzu cayenne, chili, suszonego imbiru, pimentu, tabasco; energetycznie zimnych napojów, takich jak czarna i zielona herbata, woda mineralna, herbata miętowa.

Wybrane zioła wzmacniające Yang nerek: kłącze tataraku, ziele i ziarno owsa, kora cynamonowca cejlońskiego, ziele dziurawca, owoc jałowca, korzeń lubczyku, ziele rukwi wodnej, korzeń żeń-szenia, liść rozmarynu, ziele tymianku, nasiona kozieradki pospolitej, kłącze imbiru.

Płuca w dobrym otoczeniu

Gdy nasze Qi płuc jest osłabione, musimy zadbać o czystość. A gdy brakuje im energii Yang – o nawilżanie powietrza pomieszczeń, w których przebywamy. Rozpoznamy to po suchej skórze, wysuszonych śluzówkach, suchym kaszlu. Mogą nam w tym pomóc akwaria, rośliny, nawilżacze powietrza i inhalacje wodne, mokry ręcznik na kaloryferach. Przy alergiach zakłócających oddech pomocne są ćwiczenia oddechowe. Świadomy i pełny oddech wzmacnia nasze płuca, rozprowadza energię Qi po całym ciele. Odpręża, łagodząc tym samym napięcia, redukuje bóle. Należy też pamiętać, że płucom szkodzi długie siedzenie w pochylonej pozycji przy biurku – Qi oddechu może być w ten sposób zakłócone.

Dieta dla płuc: regularne, ciepłe posiłki; kukurydza, orkisz, owies, ryż; mięso z kurczaka, indyka i wołowina; karp, okoń, pstrąg; dynia, cebula (bardzo dobrze robi sok z cebuli); chrzan, czosnek, groch, imbir, wszystkie rodzaje kapusty, marchew, por, soczewica, ziemniaki; świeże zioła; cynamon, goździki, jałowiec, kminek, kolendra, kurkuma, gałka muszkatołowa, oregano, szafran, tymianek, rozmaryn, wanilia; migdały, orzechy włoskie, orzeszki ziemne, nasiona słonecznika, sezam; czereśnie, słodkie jabłka, winogrona; nieduże ilości alkoholu do gotowania; herbata z lukrecji, anyżu, kminku. Do płuc przynależy smak ostry, który w niewielkich ilościach działa korzystnie, w zbyt dużych – uszkadza energię płuc i jelita grubego.

Czego unikać? Zimnych energetycznie owoców cytrusowych, kiwi; także pomidorów, ogórków, sałat; produkujących śluz bananów, lodów i mrożonek; wszystkiego, co ma powiązania z cukrem; białej mąki; produktów mlecznych z wyjątkiem wzmacniającego płuca masła; produktów z soi; wieprzowiny; miętowej i zielonej herbaty, wody mineralnej.

Wybrane zioła wzmacniające Qi i Yang płuc: korzeń arcydzięgla, bylica estragonu, kłącze ostryżu długiego, ziele skrzypu, korzeń lukrecji, liść bluszczu, korzeń omanu wielkiego, korzeń lubczyku, ziele rukwi wodnej, korzeń żeń-szenia, liść rozmarynu, ziele tymianku, liść podbiału, kłącze imbiru, kwiat dziewanny.

Alicja Kowalska Dorscheid, specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Ukończyła Instytut für Phytotherapie oraz Heilpraktikerschule w Berlinie, gdzie zdobyła kompleksową wiedzę m.in. na temat ziołolecznictwa, diagnozy z tęczówki oka i homeopatii. Mieszka w Berlinie, prowadzi prywatną praktykę.

  1. Zdrowie

Migrena – trzeba ją leczyć. Są na to sposoby

Ktoś ma jeden napad migreny w miesiącu. Mało. A co, jeśli ten ktoś jest aktorem i musi wyjść na scenę? Migrenę trzeba leczyć. (Fot. iStock)
Ktoś ma jeden napad migreny w miesiącu. Mało. A co, jeśli ten ktoś jest aktorem i musi wyjść na scenę? Migrenę trzeba leczyć. (Fot. iStock)
Tak wygląda mózg migrenika. Jedna sucha gałązka może wywołać wybuch płomieni. Trzeba dojść, co dla ciebie jest tą gałązką – mówi dr Anna Błażucka, neurolog zajmująca się leczeniem migren.

Czym właściwie jest migrena?
Migrena to cierpienie. Ciężka choroba. Jeden z częstszych i najsilniejszych bólów głowy, słabszy tylko od bólów klasterowych. Nasila się podczas zwykłych codziennych czynności. Chory w trakcie napadu myśli tylko o tym, by położyć się w cichym, ciemnym pomieszczeniu i żeby wszyscy dali mu spokój. Nie sposób otworzyć oczu, bo ból się nasila. Towarzyszą mu nudności, czasami wymioty, światłowstręt, nadwrażliwość na dźwięki i zapachy. Ból ma charakter pulsujący, rozdzierający, jakby ktoś walił nas po głowie 50-kilogramowym młotem. Najczęściej obejmuje połowę głowy, choć wraz z rozwojem napadu może się rozszerzać na całą. Napad może trwać kilka dni, nawet jeśli ból po lekach ustępuje; migrena ma cztery fazy, ból to tylko jedna z nich. Problemem jest to, że migrena nie jest postrzegana jako ciężka choroba przez osoby, które same nie chorują albo nie mają chorych w otoczeniu. Dużo złego zrobiły tu naleciałości kulturowe.

Choroba „histeryczek”...
Pamiętamy z „Nad Niemnem” Emilię Korczyńską z jej „globusem”. Każdego normalnego człowieka boli głowa, a migreny mają arystokraci – taka jest utrwalona kulturowo opinia. Migrena bywa traktowana jako ucieczka przed pracą, przed życiem. Każdego kiedyś bolała głowa i jeśli był to ból typu napięciowego, czyli o niewielkim natężeniu, na cudzy ból patrzymy przez pryzmat swojego. Myślimy: „Przesada, to się przecież da wytrzymać”.

A w rzeczywistości to choroba, która wyłącza z życia. Nie można nic zaplanować, urlop kończy się tym, że wszyscy chodzą na palcach, bo mama leży z migreną. Nie zawsze da się pojechać tam, gdzie chcemy, bo na przykład w górach osoby z migreną gorzej się czują. Zmiana stref czasowych to także ryzyko napadu. No i praca. Nie każdy pracodawca zrozumie, chory często bierze urlopy, bo trudno przy każdym napadzie migreny iść do lekarza. A nawet jeśli do pracy przyjdziemy, a czasem po prostu inaczej nie można, niewiele jesteśmy w stanie zrobić. Osoby chore częściej też zapadają na depresję. W dodatku rujnują sobie zdrowie, bo bez przerwy biorą leki przeciwbólowe. Błędne koło.

I życie w stresie…
Tak, w oczekiwaniu na kolejny napad.

Czy każdą migrenę poprzedza tak zwana aura?
Migrena przebiega w czterech fazach, ból głowy to trzecia z nich. Faza druga, poprzedzająca ból głowy, to aura, występuje u 30 proc. pacjentów. Najczęściej jest aura wzrokowa – migoczące mroczki, zniekształcenia obrazu, zmniejszenie albo powiększenie otaczających przedmiotów. Może być aura czuciowa – drętwienie zaczynające się od palców, obejmujące całą kończynę, twarz i język. Zdarzają się też niedowłady, zaburzenia mowy, co jest dla pacjentów przerażające – boją się, czy to nie udar. Aura trwa od pół godziny do godziny, potem zaczyna się ból. Czasami aura i ból dobę czy dwie wcześniej poprzedzone są objawami zwiastującymi. To pierwsza faza migreny: niepokój, rozdrażnienie, coś, co przypomina zespół napięcia przedmiesiączkowego. Natomiast po bólu głowy jest faza ponapadowa – pacjenci często wiążą ją z lekami i może tak być, ale to czwarta faza migreny: uczucie zmęczenia, słabości, senności.

Znamy przyczyny migreny?
Bóle głowy dzielimy na pierwotne i wtórne. Pierwotne to takie, których przyczyny nie znamy. Wtórne powstają w przebiegu innych chorób, internistycznych czy neurologicznych. Migrena i napięciowe bóle głowy zaliczamy do pierwotnych. Przyczyna oczywiście jest, ale my dostępnymi narzędziami nie potrafimy jej zbadać. Na dziś wiemy, że migrena to wielogenowa choroba genetyczna.

Przyczyn migreny nie znamy. Ale wiemy, co może ją wywołać?
Tak, są czynniki prowokujące. U osoby chorej na migrenę wywołają napad, u zdrowej nie spowodują żadnych zmian samopoczucia. Tych czynników znamy wiele i od razu podkreślę: chory nie jest podatny na wszystkie. Są czynniki niezależne od nas – takie jak pogoda. Migrena jest chorobą sezonową, nasila się wiosną i jesienią. Mówi się, że wywołuje ją halny w górach – ale tu nie o wiatr chodzi, lecz o gwałtowne zmiany ciśnienia. Są też czynniki, które zależą od nas, w tym od tego, co jemy. Do sztandarowych pokarmów wysokiego ryzyka należą: żółte sery, czerwone mięso, glutaminian sodu, orzechy, czekolada, alkohole – najczęściej czerwone wino. Ale u każdego może być co innego, także cokolwiek spoza tej grupy. A bywa i tak, że żaden pokarm napadu nie wywołuje. Są osoby chore na migrenę, które mogą pić czerwone wino, są i takie, które powąchają alkohol i mają napad. Problemem może być odwodnienie. Głodzenie – migrena go nie lubi. Stres, ale i odpoczynek po stresie. Zmiany rytmu dobowego, stref czasowych, zbyt krótki albo zbyt długi sen. Jest tak zwana migrena weekendowa związana ze zbyt długim spaniem właśnie. Nieodpowiedni, zbyt intensywny wysiłek fizyczny albo odpoczynek po wysiłku. U kobiet może też być cykl hormonalny, okres okołoowulacyjny albo okołomiesiączkowy.

Migrena to choroba nieuleczalna. Jednak możemy sobie pomóc. Jak?
Migreny nie zlikwidujemy, ale możemy skutecznie ją kontrolować. Leczenie ma na celu doprowadzić do tego, że napady ustąpią albo będzie ich mniej, albo będą słabsze, albo będą dobrze reagowały na leki przerywające ból.

Od czego pani zaczyna, kiedy przychodzi pacjent i mówi, że ma napady migreny?
Przede wszystkim muszę się dowiedzieć, czy to rzeczywiście migrena. Czyli: charakterystyka samego bólu głowy, jego lokalizacja i charakter, objawy towarzyszące. Czy migrena występuje coraz częściej, czy jest stabilna. Czyli czy napad jest jeden, czy dwa w ciągu miesiąca i od kilku lat tak samo, czy, powiedzmy, od pół roku więcej. A może zaczęła się gorsza reakcja na leki? Może napady coraz dłużej trwają?

Migreny dzielimy na epizodyczne i przewlekłe. Ważne, ile jest napadów w ciągu miesiąca, jak długo trwają, ile dni z bólem w ciągu miesiąca, czy występuje tylko jeden rodzaj bólów głowy. W jaki sposób napady bólu głowy są leczone, w jakich dawkach, czy leki przerywają napad, czy tylko zmniejszają natężenie bólu na kilka godzin. Jakie było leczenie w przeszłości. Często pacjent mówi: „Ja już byłem leczony wszystkim”. Ale kiedy się dopytuję, to okazuje się, że nie były to leki właściwe dla leczenia migreny. Albo stosowane w zbyt małych dawkach, takich, które nie mają prawa pomóc. W zależności od tych wszystkich danych zaczynamy rozmawiać o leczeniu.

Czy zaleca pani na przykład tomografię, żeby wyeliminować inne ewentualne przyczyny bólu, jak torbiele czy guzy?
W zaleceniach nie ma konieczności wykonywania tomografii ani rezonansu, migrena jest pierwotnym bólem głowy, więc my nic w tej głowie nie znajdziemy. Czasami w rezonansie opisane są drobne zmiany naczyniowe – ale u osób zdrowych też się takie zdarzają. Przyznam się jednak, że ja, jeśli pacjent badań obrazowych nie miał, na ogół je zlecam. Bo jeśli kogoś często i mocno boli głowa, to po prostu boi się, czy nie ma guza. I wynik badania go uspokoi.

Wywiad – i co dalej?
Wyjaśniam, jakie są możliwości i zasady leczenia. To ważne, bo inaczej leczymy, kiedy są jeden, dwa czy trzy napady w ciągu miesiąca, inaczej, jeśli jest ich więcej, a w dodatku takich, które nie ustępują pod wpływem leków. Dysponujemy leczeniem przerywającym napad migreny i leczeniem profilaktycznym. Przy małej liczbie napadów możemy zastosować tylko leczenie przerywające napad bólu – poszukać leków, pod których wpływem ból ustępuje w ciągu godziny, a najdalej trzech. Ważne też, by przyjąć leki od razu, kiedy tylko pojawia się ból. I w odpowiedniej dawce. Zazwyczaj w dolegliwościach bólowych zalecane jest dawkowanie dwa czy trzy razy dziennie po tabletce. W migrenie jest inaczej – na samym początku dwie, trzy tabletki, w zależności od preparatu. No i kwestia, jaki to powinien być lek. Ludzie często biorą leki z kodeiną. A ona nie jest wskazana – choć w danej chwili zadziała, prowokuje następne bóle głowy. Ułatwia też przejście migreny w przewlekłą oraz w powstanie polekowych bólów głowy.

Trudność zwiększa to, że pacjent poza migreną może mieć „zwykłe” bóle głowy, takie, które, jak mówi, „same przechodzą”. I wtedy na początku bólu nie wie, czy to migrena, czy nie. A czekanie, w jaki sposób ból się rozwinie, to już opóźnienie leczenia. To jedna pułapka. A druga – nadużywanie leków przeciwbólowych, które powoduje powstanie polekowych bólów głowy oraz transformację migreny w przewlekłą, czyli występującą przez co najmniej 15 dni w miesiącu, z czego osiem to migrena. Uważa się, że przy bólach głowy można przyjmować osiem do dziesięciu tabletek miesięcznie. Jeśli bierzemy leki z powodu bólu kolana, to nie wyindukujemy sobie polekowych bólów kolana. A u osób z migreną leki przeciwbólowe wywołują polekowe bóle głowy. Po jakimś czasie przychodzi pacjent i mówi, że głowa boli go codziennie i codziennie bierze kilka tabletek, a i tak jest coraz gorzej. Bierze, bo musi, inaczej nie jest w stanie funkcjonować. I koło się zamyka.

Chorzy na forach migrenowych piszą, że biorą dziennie opakowanie leków...
Kiedy człowiek jest młody, nie myśli, że w dłuższej perspektywie jest to niebezpieczne dla wątroby, nerek, serca, układu krwiotwórczego. Oczywiście organizm ma zdolności do regeneracji. Jednak gdy bierzemy leki miesiącami czy latami, to prędzej czy później doprowadzimy do jego uszkodzenia.

Leczenie migreny epizodycznej polega, jak pani powiedziała, na przerywaniu napadu. Ale jest i leczenie mające na celu niedopuszczanie do napadów. Co to takiego?
To leczenie profilaktyczne, które polega na codziennym przyjmowaniu leków. Pacjenci często się tego boją, bo to między innymi leki przeciwpadaczkowe i przeciwdepresyjne. W powszechnej opinii „ogłupiają, otępiają, uzależniają”. Oczywiście, każdy lek może wywołać objawy uboczne, ale to nie chemioterapia choroby nowotworowej, szukamy więc odpowiednich leków dla konkretnego pacjenta, skutecznych i dobrze tolerowanych. Mamy w czym wybierać, jeśli odpowiednio je dobierzemy, będą pozwalały normalnie żyć.

Trudność polega na tym, że efektów nie widać od razu. Trzeba dojść do odpowiedniej dawki, co trwa kilka tygodni, następnie odczekać co najmniej miesiąc, by ocenić, czy leczenie działa, czy trzeba szukać innych środków.
Leczenie profilaktyczne jest obowiązkowe w przypadku dużej liczby napadów i w migrenie przewlekłej. Najlepiej zaczynać je wcześnie, gdy w ciągu miesiąca występują trzy, cztery, pięć napadów migreny. Później – to kiepska wiadomość – będzie ono mniej skuteczne, bo już mamy migrenę rozwiniętą, oporną na leczenie.

Czasem decyzja o leczeniu profilaktycznym to indywidualna kwestia. Powiedzmy, że ktoś ma jeden napad migreny w miesiącu. Można z tym żyć. Ale ten ktoś jest, dajmy na to, sędzią albo aktorem teatralnym. I musi przyjść na rozprawę albo wyjść na scenę, czy boli, czy nie. To, moim zdaniem, może być wskazaniem do włączenia terapii.

A jeśli działa, to jak długo trwa kuracja?
Co najmniej rok. Później możemy próbować odstawiać albo zmniejszać dawkę. To leczenie jest bezpieczne. Z kolei lekami, które z definicji przeznaczone są do stosowania przewlekłego, jak padaczka czy depresja – tu często terapia trwa do końca życia. Nie zawsze jest tak, że napady ustaną, ale będą zdecydowanie rzadsze albo krótsze, albo leki przeciwbólowe będą skuteczniejsze. Bo jedno drugiego nie wyklucza – jeśli w trakcie leczenia profilaktycznego mamy napad, możemy stosować leki przeciwbólowe.

Ale poza tabletkami mamy też inne możliwości?
Tak. Leczenie botoksem. Toksyna botulinowa jest skuteczna nawet u 50 proc. osób po pierwszym podaniu. Pierwsze efekty obserwujemy po dwóch tygodniach do miesiąca. Szybciej niż przy farmakoterapii. Pierwsze trzy dawki podajemy co 12 tygodni, potem w zależności od potrzeb raz na rok, pół roku lub co trzy miesiące.

Toksyna jest stosowana w medycynie estetycznej. Jaki jest jej mechanizm działania w leczeniu migreny?
Nie ma to nic wspólnego ze zmniejszaniem napięcia mięśniowego, co wykorzystuje się w medycynie estetycznej i w neurologii, w leczeniu dystonii. Tam rozłącza się nerw od mięśnia, tu wykorzystuje się przeciwbólowe działanie toksyny. Znamy kaskadę zdarzeń napadu migreny: z ośrodka bólu w głębi mózgu propagacja na obwód, na opony mózgowe i naczynia. Rozszerzenie naczyń i tak zwane neurogenne zapalenie naczyń powoduje ból. Tak jakby w środku mózgu rozpalało się nam powoli ognisko. Napad migreny wynika z pobudzenia nerwu trójdzielnego unerwiającego całą głowę, to główny nerw czuciowy, jego zakończenia wychodzą na skórę. Toksynę podajemy w okolice zakończeń nerwu trójdzielnego, żeby transportem wstecznym wzdłuż nerwu wyłączyć „generatorek bólu” w środku mózgu.

Dla kogo jest taka kuracja?
Toksyna jest zarejestrowana do leczenia migreny przewlekłej, uważa się też, że może być skuteczna w migrenie epizodycznej z dużą częstotliwością napadów. Leczenie botoksem jest bezpieczne, ma mało ograniczeń. Substancja działa miejscowo, nie wchłania się, a po 12 godzinach od podania jest rozkładana. Problem to niewłaściwe leczenie toksyną stosowane w wielu gabinetach. Na rynku istnieją co najmniej trzy toksyny i to są trzy różne leki. Tylko jedna – toksyna botulinowa typu A – zarejestrowana jest w leczeniu migreny. Podawać ją trzeba w określony sposób. To schemat PREEMP, od 155 do 195 jednostek – od 1,5 do 2 ampułek. Niestety, lekarze robią to według uznania, na przykład podają według schematu stosowanego w medycynie estetycznej, w złej, czyli zbyt małej, dawce. Albo stosują inny preparat. To rzadko bywa skuteczne, ale chory nie jest w stanie tego zweryfikować. Efekt: nie pomogło. I w świat idzie informacja, że botoks nie działa. Warto pytać lekarza o rodzaj preparatu i dawkę oraz o certyfikat umiejętności podawania toksyny, każdy z nas taki otrzymał.

Są jeszcze jakieś metody leczenia?
Przeciwciała monoklonalne. I jest to na dziś najskuteczniejsze. U osób z migreną stwierdzono w mózgu wysokie stężenie białka CGRP, a w momencie napadu migreny następuje jeszcze wyrzut tego białka. Przeciwciała monoklonalne blokują ten nadmiar. Zastrzyk podaje się raz w miesiącu. Pierwsze efekty są po dwóch tygodniach do miesiąca. Problemem jest cena.

Leczenie nie jest refundowane?
Żadne leczenie migreny nie jest refundowane. Ministerstwo Zdrowia odrzuciło właśnie wnioski. Argument: nie wiemy, ilu jest chorych, bo nie ma spójnych badań epidemiologicznych, migrena to choroba, „której nie da się zmierzyć”, trudno też ocenić skuteczność leczenia. A koszty są wysokie. Toksyna to 2–2,5 tysiąca złotych co 12 tygodni, przeciwciała – 2–3,5 tysiąca złotych co miesiąc. To za dużo dla przeciętnego pacjenta. Tymczasem w migrenie przewlekłej, „uzłośliwionej”, tak naprawdę nie ma innej terapii, bo leki są mało skuteczne.

Jak możemy sobie pomóc trybem życia?
Mózg migrenika to mózg uporządkowany. Lubi regularny sen, pobudki o jednej porze, regularne posiłki, unikanie pokarmów prowokujących napady, pilnowanie nawadniania organizmu. To pomaga, ale nie gwarantuje, że napadów unikniemy. Na początku leczenia wskazane jest prowadzenie dzienniczka. Zapisywanie, co się zjadło, co się wypiło, czy bolała głowa, ile czasu, jakie braliśmy leki, co się wydarzyło poprzedniego dnia. Są specjalne aplikacje, nie musimy notować w zeszycie. Możemy w ten sposób znaleźć prawidłowość, z której nie zdawaliśmy sobie sprawy.

Mózg migrenika możemy porównać do żarzącego się ogniska. Napad migreny to wybuch płomieni. W leczeniu chodzi o to, żeby jak najsłabiej się żarzyło. Bo jeśli żar jest duży, to nawet jedna gałązka może sprawić, że płomienie skaczą do góry. Każdy musi sam dojść do tego, co u niego jest tą gałązką.

Czy każdy lek przeciwbólowy jest w migrenie skuteczny?
Na jednych działa paracetamol, na innych ketoprofen, kwas acetylosalicylowy, ibuprofen czy naproksen. U niektórych skuteczny będzie paracetamol z kofeiną, u innych kofeina nasili ból. Kodeina przerywa napad, ale na dłuższą metę nie jest wskazana. No i są tryptany – mamy ich pięć. I nie jest tak, że jeśli dla kogoś jeden lek z tej grupy będzie nieskuteczny, to żaden nie zadziała. Trzeba wypróbować wszystkie.

Migreników przybywa?
Na pewno zaczyna się coraz więcej mówić o migrenie, więc nie wiadomo, czy przybywa chorych, czy precyzyjniej ich diagnozujemy. Nowe sposoby leczenia znane są od niedawna. I ciągle jeszcze funkcjonuje przekonanie: „Taka już pani/pana uroda”. To błędne myślenie. Migrenę trzeba leczyć.

Dr n. med. Anna Błażucka, specjalista neurolog, kierownik Instytutu Diagnostyki i Leczenia Bólu w Warszawie, zajmuje się między innymi leczeniem bólów głowy, polineuropatii, fibromialgii, bólów kręgosłupa.

  1. Zdrowie

Jak spożywać pestki i nasiona, żeby przyswoić z nich to, co najcenniejsze?

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Pestki dyni są znane ze swojego działania przeciwpasożytniczego oraz pozytywnego wpływu na gospodarkę hormonalną kobiet. Wszystkie pestki są źródłem antyoksydantów oraz witamin, które mogą być cennym wsparciem zdrowia. Warto jednak pamiętać, że małe pestki, takie jak chia czy siemię lniane, nie są trawione przez nasz układ pokarmowy i po prostu przez niego przelatują, a ich rolą jest po prostu oczyszczenie jelit. Można je również zmielić, by cieszyć się większą ilością składników odżywczych, natomiast nie do końca jest to zgodne z naturą człowieka – pisze Iwona Wierzbicka, autorka książki „Jak wzmocnić odporność”.

Moczenie pestek

Moczenie nasion i pestek zaleca się ze względu na zawartość w nich kwasu fitynowego. Jest to antyodżywcza substancja, która odpowiada za chelatację, czyli wiązanie minerałów, takich jak: żelazo, magnez, wapń i cynk, co znacznie utrudnia ich wchłanianie przez organizm. Ta informacja może okazać się cenna dla osób, których dieta obfituje w nasiona oraz pestki. Przed zjedzeniem należy je namoczyć przez minimum 12 godzin. Rekomenduje się moczenie nasion w samej wodzie, lecz można także dodać do niej sok z cytryny, ocet jabłkowy lub sól, by przyśpieszyć neutralizację kwasu fitynowego. Nie musimy moczyć nasion, jeżeli dziennie spożywamy ich niewiele (20–30 gramów), ponieważ taka ilość kwasu fitynowego nie będzie negatywnie wpływała na nasz organizm. Wręcz przeciwnie, kwas fitynowy spożywany w umiarkowanych ilościach wiąże metale ciężkie, które zatruwają organizm.

Stosunek omega-3 do omega-6

Przy spożywaniu nasion i pestek powinniśmy pamiętać o dążeniu do prawidłowego stosunku kwasów tłuszczowych omega-3 do omega-6, który powinien wynosić 1:2 (maksymalnie 1:4, przykład wspomnianego już orzecha włoskiego). Jeśli sięgasz po pestki dyni, nasiona słonecznika oraz sezamu, a także wybierasz mąkę dyniową i inne tego typu alternatywne produkty, to zwiększasz spożycie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-6 o działaniu prozapalnym, co z czasem staje się niebezpieczne, bo może nasilić stany zapalne. Jedz pestki z umiarem!

Jak piszą Małgorzata Białek i Jarosława Rutkowska (Znaczenie kwasu γ-linolenowego w profilaktyce i terapii, „Postępy Higieny i Medycyny Doświadczalnej” 2015):

„Wyniki badań epidemiologicznych wskazują na wzrost zachorowań na nowotwory w populacjach, w których zwiększyło się spożycie kwasów z rodziny omega-6, co spowodowało podwyższenie stosunku kwasów omega-6 do omega-3. Zbyt duży udział kwasów z grupy omega-6 w diecie sprzyja powstawaniu głównie nowotworów jelita grubego, piersi i stercza. Wyjątkiem w tej grupie związków jest GLA (kwas gamma-linolenowy, frakcja antyzapalna kwasu omega-6), który działa hamująco na proces karcinogenezy (nowotworzenia). Kwas GLA znajdziemy na przykład w oleju wiesiołka czy ogórecznika”.

Nie praż pestek!

Prażenie, na przykład pestek dyni lub nasion słonecznika, lub smażenie na oleju lnianym, a także wykorzystywanie mąki dyniowej do pieczenia prowadzi do stanów zapalnych, choroby miażdżycowej, chorób nowotworowych oraz autoimmunologicznych. Tego typu produkty spożywcze nie nadają się do obróbki termicznej i należy korzystać z nich na surowo. Warto także pamiętać o przechowywaniu olejów roślinnych obfitujących w kwasy tłuszczowe omega-3 (na przykład olej lniany) w ciemnej butelce oraz w lodówce, co zapobiega ich utlenianiu.

Najzdrowszymi tłuszczami roślinnymi są tłuszcze nierafinowane. Należy je zawsze przechowywać w lodówce (wyjątek oliwa i olej kokosowy, mogą stać poza lodówką) i zużyć przed upływem terminu ważności.

Terapia pestkowa dla kobiet

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. Warto jednak pamiętać, że zdrowa gospodarka hormonalna jest zależna od wielu różnych czynników…

Terapia pestkowa

  • Od 1. do 15. dnia cyklu spożywaj pestki dyni i siemię lniane (po dwie łyżki, możesz zmielić).
  • Od 16. do 28. dnia cyklu jedz sezam i pestki słonecznika (po dwie łyżki, możesz zmielić).

Tę terapię stosuje się również w chorobach autoimmunologicznych, aby wyrównać estrogen i progesteron. Jeśli cykl jest nieregularny lub brak miesiączki, można zacząć przyjmować w dowolnym momencie, zaczynając od etapu pierwszego. Po etapie pierwszym następuje drugi i tak regularnie od 3 do 6 miesięcy.

Pestki dyni przeciw pasożytom

Dzięki zawartej w nich kukurbitacynie stają się naturalnym sprzymierzeńcem w walce z niechcianymi mieszkańcami naszego organizmu. Kukurbitacyna ponadto wykazuje działanie przeciwbakteryjne oraz przeciwnowotworowe. W pestce dyni znajduje się tuż pod łupiną, to ta zielona otoczka pestki. Najwięcej tej dobroczynnej substancji jest w pestkach świeżo łuskanych.

Jak przeprowadzić kurację u dzieci i dorosłych?

  • Przez dwa tygodnie zjada się garść świeżo łuskanych pestek dyni (u dzieci około 10–15 pestek lub wielkość ich garści).
  • Do tego powinno być kilka suszonych fig lub śliwek (chodzi o przyśpieszenie perystaltyki jelit).
  • Zamiennikiem pestek może być olej z pestek dyni tłoczony na zimno, dodaje się go do sałatek (nie wolno podgrzewać).

Badania naukowe dowodzą ponadto, że kukurbitacyna ma działanie redukujące stany zapalne w organizmie, wspomaga leczenie nowotworów, bóli stawów i cukrzycy. Ponadto blokuje działanie enzymu 5-alfa reduktazy, dzięki czemu ma oddziaływanie antyandrogenne. Pestki dyni i olej z nich może mieć zatem spektakularne zastosowanie w łysieniu androgennym kobiet i mężczyzn, jak również w PCOS i insulinooporności.

Fragment książki Iwony Wierzbickiej „Jak wzmocnić odporność”.