1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie

Głosy pod kontrolą – jakiego leczenia wymaga schizofrenia?

Gdy farmakologia połączona jest z terapią, osoba chora może słyszeć głos i na przykład włączyć głośną muzykę, założyć słuchawki albo włączyć odkurzacz. Niejako odzyskuje kontrolę nad głosami i swoim myśleniem. Do tego potrzebne jest jednak poczucie bycia osobą chorą. (Fot. iStock)
Choć schizofrenia budzi lęk, to dzięki odpowiedniej farmakoterapii pacjenci mogą dziś normalnie funkcjonować we wszystkich obszarach życia. Na pytania, co oznacza bycie chorym i na czym polega leczenie − odpowiada psychiatra prof. Agata Szulc.

Szacuje się, że co setna osoba choruje na schizofrenię, czyli w Polsce byłoby to około 400 tysięcy osób. Jaka część z nich poddaje się leczeniu?
Około 180 tysięcy, a zatem mniej więcej połowa.

Dlaczego tylko tyle?
Proces leczenia się jest przyznaniem się do choroby, nie wszyscy są na to gotowi. Zresztą nie tylko przy chorobach psychicznych niechętnie stosujemy się do zaleceń lekarskich. Badania mówią, że przy grypie, chorobach onkologicznych czy cukrzycy jest to 50 do 70 proc., a faktycznie przy schizofrenii to mniej niż połowa. Wielu pacjentów chorujących na schizofrenię po jakimś czasie leczenia potrafi rozpoznać objawy, uznać na przykład głosy za halucynację, a nie rzeczywistość, i niekiedy, gdy czują się lepiej, odstawiają leki. Są również tacy, którzy biorą leki, bo twierdzą, że uparli się na to ich bliscy lub lekarze, ale oni są zdrowi. Przy ostrych, uporczywych objawach osoba chora może twierdzić, że wszyscy dookoła są wrogami, a ona sama nie wymaga leczenia, i upatruje w nim zagrożenie dla siebie.

Jakie są skutki uboczne leków na schizofrenię?
Coraz mniejsze. Gdy zaczynałam pracę, było sporo skutków neurologicznych, jak zmiany w postawie, drżenie rąk. Obecne leki rzadko dają takie objawy, częściej pojawia się senność lub tzw. zmulenie. Największym problemem związanym z zażywaniem leków jest przyrost wagi, jednak można go przezwyciężyć dietą, stylem życia. Leki o wydłużonym działaniu dają tych objawów dużo mniej. I co ważniejsze, potrafią uratować nie tylko zdrowie, ale również życie.

10–15 proc. chorujących kończy życie samobójstwem. To znacznie więcej niż średnia w społeczeństwie. Przyczyną często są bolesne, utrudniające codzienne funkcjonowanie objawy.

Wspomniała pani o pacjentach, którzy rozpoznają głos jako halucynację, a nie rzeczywistość.
To są zazwyczaj osoby, które przeszły już terapię, edukację i są w trakcie leczenia, które nie działa jeszcze w pełni. Są różne behawioralno-poznawcze sposoby pracy z objawami psychotycznymi, jednak moim zdaniem przy schizofrenii leki są niezbędne. Gdy farmakologia połączona jest z terapią, osoba chora może słyszeć głos i na przykład włączyć głośną muzykę, założyć słuchawki albo włączyć odkurzacz. Niejako odzyskuje kontrolę nad głosami i swoim myśleniem. Do tego potrzebne jest jednak poczucie bycia osobą chorą.

Niekiedy pacjenci opowiadają, że muszą ulec i odpowiadają natrętnym głosom, zwłaszcza wtedy, gdy te mówią coś przykrego. Maseczki w pewnym sensie dziś to ułatwiają. Jedna z pacjentek powiedziała, że czasami musi odpowiedzieć kilka słów, po cichutku – a w maseczce nikt nie widzi, i ona ma spokój.

Pewnie wszystkim, mnie w każdym razie tak, zdarzyło się czasami ze sobą rozmawiać, również na głos. Czym odróżnić monolog wewnętrzny od głosu choroby?
Zazwyczaj jest to proste. Jeśli ten głos mówi: „jesteś beznadziejny, idź się utop” albo wyraża się w inny, destrukcyjny sposób – prawdopodobnie jest objawem choroby. Bywają również głosy Boga, diabła lub innych postaci, które nakazują wykonać określone zadania.

Zwykle przekaz przy głosach będących objawami choroby jest krzywdzący, sprawia również wrażenie, jakby pochodził z zewnątrz, był podsłuchany, obcy lub narzucony. Tymczasem gdy rozmawiamy sami ze sobą, najczęściej jest to rozmowa z myślami.

Dane mówią, że po epizodzie psychotycznym ponad 80 proc. pacjentów będzie miało nawrót choroby w pierwszym roku. Interesują mnie ci pozostali, ale zacznijmy od tego, czym jest psychoza.
Formą zaburzeń psychotycznych; do najczęstszych objawów należą urojenia i omamy. Urojenia to nieprawidłowe sądy, które nie ulegają zmianie pod wpływem rzeczywistości czy namacalnych argumentów, np. ktoś jest przekonany, że cała jego rodzina nie żyje. Kiedy syn przychodzi i potwierdza swoją obecność, osoba z urojeniami twierdzi, że syn jest podstawiony, gdyż jej rodzina nie żyje. Mogą wchodzić w grę doznania zabierania myśli, nasyłania myśli czy pustej głowy, bo ktoś zabrał z niej myśli.

Omamy z kolei dotyczą wszystkich zmysłów: wzroku, dotyku, smaku, węchu i najczęściej słuchu. Nie ma bodźca, czyli innymi słowy źródła w rzeczywistości, ale jest doznanie, na przykład ktoś coś słyszy i skonfrontowanie ze stanem faktycznym, w którym nikt nic nie robi i nikt nic nie mówi, nie niweluje wcześniejszego wrażenia. Wołać mogą żywi, kosmici, martwi.

Urojenia i omamy łączą się z określonymi zachowaniami osób chorych: uciekają, chowają się, szukają spisku lub podsłuchu. Często są nieufne, podejrzliwe, pobudzone.

Zatem wrócę do poprzedniego pytania: czy wiemy, co się dzieje z tymi niespełna 20 proc. osób, u których nie dochodzi do nawrotu w pierwszym roku?
Faktycznie około 10 proc. osób ma jeden epizod i koniec. W 20–30 proc. choroba ma ciężki przebieg. Cała reszta znajduje się pośrodku, do nawrotu dochodzi raz, dwa razy w roku. Jeśli leczenie jest przewlekłe i dobrze zaplanowane, to kolejne nawroty są łagodne, a osoba chora nie wymaga hospitalizacji. Obecnie większość hospitalizacji, które obserwuję, spowodowanych jest przerwaniem leczenia. I jest grupa, która pana interesuje – zdają się mieć sprawę załatwioną. Jednak wraz z upływem czasu ich udział maleje do niespełna 8 proc. O osobach zdrowych nie wiemy więcej poza tym, że są zdrowe.

Obecnie nie diagnozuje się schizofrenii po pierwszym epizodzie psychotycznym; może rozwinąć się schizofrenia, ale może choroba dwubiegunowa albo jest to efekt zażycia środków psychoaktywnych. Do rozpoznania schizofrenii potrzebny jest właśnie nawrót.

Co właściwie jest przyczyną choroby: geny, wychowanie, stres?
Przyczyny cały czas są badane. Obowiązują teoria dotycząca stresu oraz neurorozwojowa mówiące o osobie z określonym zestawem genów, która doświadcza dwóch lub więcej tak zwanych uderzeń. Czyli silnych, biologicznych lub emocjonalnych wydarzeń, które działają jak spust czy właśnie uderzenie.

Schizofrenia to również choroba rodzinna, to znaczy, że jeśli chorowali rodzice, to ryzyko zachorowania wzrasta do 10 proc. Ryzyko choroby u dziecka zwiększa cukrzyca ciążowa matki. Podobnie infekcja wirusowa. Dla płodu może to oznaczać zaburzenia w rozwoju mózgu − delikatne, więc przez lata mózg może działać prawidłowo. I to może być pierwsze uderzenie, natomiast kolejnym może być stres, substancje psychoaktywne lub inne tak zwane momenty spustowe.

Ale czy odnaleziono zmiany w mózgu lub geny odpowiedzialne za schizofrenię?
Nie, wciąż są poszukiwane, ponieważ statystyki wskazują na to, że muszą być. Badacze zgadzają się, że to choroba mózgu, natomiast badania trwają.

Czy to prawda, że schizofrenia jest chorobą osób młodych?
Można tak powiedzieć. Pierwsze objawy pojawiają się zazwyczaj w wieku dwudziestu kilku lat, na etapie osiągania życiowej niezależności, jakiegoś przełomu. Zdarza się, że choroba pojawia się, gdy młodzi ludzie wyjeżdżają za granicę szukać pracy albo z domu na studia. Kiedyś młodzi mężczyźni często chorowali w wojsku.

Ten moment życiowego przełomu powoduje czy wywołuje chorobę?
Jeśli już, to zdecydowanie wywołuje. Jedna z teorii mówi o uszkodzeniu mózgu już na etapie płodowym. W toku życia młodej osoby mózg radził sobie lepiej lub gorzej, aż pojawił się czynnik spustowy, który chorobę wywołał czy może raczej ją obnażył.

Niekiedy do tego dochodzą negatywne objawy schizofrenii, do których należy wycofanie, apatia, izolacja społeczna, brak chęci do zaangażowania społecznego. Psychoza zazwyczaj przychodzi i odchodzi, tylko u nieznacznej grupy utrzymuje się dłużej, objawy negatywne natomiast mogą dłużej towarzyszyć i równie silnie utrudniać życie.

Skoro pojawia się głównie u młodych dorosłych, to czy − powiedzmy − po czterdziestce jesteśmy już bezpieczni?
W zasadzie można powiedzieć, że tak, bardzo rzadko zdarzają się osoby, które zaczynają chorować później; zazwyczaj okazuje się, że objawy występowały już wcześniej, ale nie były leczone.

A to prawda, że mężczyźni gorzej przechodzą schizofrenię?
Tak, to prawda. Mężczyźni wcześniej zaczynają chorować i mają więcej negatywnych objawów. Chorobie częściej również towarzyszy uzależnienie. Kobiety zdają się być chronione estrogenem, niestety w okresie menopauzy następuje zaostrzenie choroby.

W przypadku schizofrenii pojawia się anhedonia, czyli pewne zamrożenie emocjonalne. Czym to się różni od zwykłego smutku?
Anhedonia to głównie niemożność cieszenia się tym, co kiedyś sprawiało radość, na przykład wizyta wnuków nie cieszy, jedzenie smakuje jak papier, a wyjście do kina czy restauracji nie ma sensu. To zjawisko jest obecne również w depresji, natomiast przy schizofrenii anhedonia złączona bywa bardziej z obojętnością niż smutkiem.

Czy można powiedzieć, że osoba cierpiąca na schizofrenię ma bardziej kruchą psychikę w tym sensie, że jest bardzo wrażliwa na stres, depresję czy złe doniesienia, np. obecnie te związane z COVID-19? Jak może wspierać swoją stabilność psychiczną?
Osoby chorujące na schizofrenię są bardziej narażone na ciężki przebieg COVID-19 i nawet śmierć z powodu tej choroby. Składają się na to różne czynniki, jak gorsza sytuacja społeczna, brak wsparcia czy gorszy dostęp do opieki medycznej. Są również bardziej podatne na stres, dlatego częściej reagują lękiem na wiadomości o pandemii.

Jeśli chodzi natomiast o wzmacnianie psychiki, to dotyczy to każdego z nas. Wszyscy powinniśmy dbać o nasze zdrowie psychiczne: wzmacniać więzi i sieć społeczną, pracować nad związkami. Osoby chorujące na schizofrenię mogą mieć z tym trudności; poza wsparciem bliskich, które niestety nie zawsze jest dostępne, potrzebne jest wtedy wsparcie instytucjonalne: rehabilitacja, psychoterapia, psychoedukacja, czyli to wszystko, czym zajmuje się psychiatria środowiskowa.

W przekazie popkulturowym często prezentuje się osoby chore psychicznie jako niebezpieczne, jak jest naprawdę?
Zazwyczaj najbardziej boimy się nieprzewidywalności... Tymczasem osoby chore psychicznie z reguły nie są niebezpieczne, a osoby doświadczające zaburzeń psychotycznych najbardziej niebezpieczne są dla samych siebie.

Jak zareagować na budzące niepokój zachowania osoby bliskiej, kiedy na przykład będzie mówiła, że ktoś jest u niej w domu, a tam nikogo nie ma? Co powinno być sygnałem alarmowym?

Ten przykład kojarzy mi się bardziej z osobami starszymi, u których występują innego rodzaju problemy, związane m.in. z otępieniem. Często mają one wrażenie, że ktoś przychodzi, przekłada przedmioty lub je kradnie. Ale to na pewno nie schizofrenia, chociaż też poważny problem.

Sygnały alarmowe to na przykład dziwne zachowanie, ale to po uwzględnieniu różnych dodatkowych czynników, choćby kulturowych, silny lęk, podejrzliwość, wyraźne urojenia lub halucynacje. Przekonanie danej osoby do leczenia jest trudne, warto zacząć choćby od rozmowy w towarzystwie kilku bliskich, wizyty u lekarza rodzinnego czy u psychologa.

Czy osoba, która będzie systematycznie zażywać leki albo przyjmować leki o przedłużonym działaniu, może prowadzić tzw. normalne życie: pracować, mieć rodzinę, samodzielnie mieszkać?
Jak najbardziej. Podstawowym celem leczenia jest powrót do normalnego funkcjonowania i to na wszystkich polach: zawodowym, edukacyjnym, społecznym, rodzinnym.

Prof. Agata Szulc: kierowniczka Kliniki Psychiatrycznej Wydziału Nauki o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Autorka licznych publikacji naukowych. Główny kierunek jej badań to neuroobrazowanie w psychiatrii, przede wszystkim w schizofrenii, a ostatnio w chorobie afektywnej dwubiegunowej.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze