1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie

Czy postanowienia noworoczne da się nie tylko zapisać, lecz także zrealizować?

By odnieść sukces, trzeba wyznaczyć realistyczny cel. A droga do niego musi być nie narzucona z zewnątrz, lecz własna. (Fot. iStock)
Co roku te same pytania – jak napisać postanowienia noworoczne i, przede wszystkim, jak je zrealizować?

Scenariusz zwykle wygląda podobnie. Przypomnijmy. Punkt 1: wyznaczamy sobie cel. Punkt 2: z zapałem przystępujemy do realizacji. Punkt 3: zapał słabnie. Punkt 4: nie ogłaszamy tego publicznie, ale w głębi duszy wiemy – znowu się nie udało. I potem już tylko punkt 5, czyli frustracja i rozczarowanie samym sobą. Które trwają kolejnych 11 miesięcy.

– Tak być nie musi – przekonuje psychoterapeutka Iza Falkowska-Tyliszczak. – I nie będzie, jeśli dobrze wyznaczymy cel i, co równie ważne, drogę, która do niego prowadzi. Spójrzmy, jak to nie powinno wyglądać. Jakie mogą być postanowienia noworoczne? Powiedzmy – niech naszym celem będzie: zacznę się ruszać.

Postanowienia noworoczne – lista. Ruch to zdrowie

Żeby 1 stycznia ruszyć z kopyta, już na początku grudnia kupujemy karnet na siłownię. Często od razu na trzy miesiące, bo tak taniej. I składamy sobie uroczystą obietnicę: trzy razy w tygodniu po pracy ćwiczę. Jak wyglądają realia? Podobnie jak w przypadku mojego przyjaciela Jarka. Pierwszego dnia przeszedł się po siłowni, instruktor pokazał mu, jak korzystać z rozmaitych maszyn, Jarek zastosował więc wiedzę w praktyce. Zrobił dwa kółeczka, widział, że przy drugim instruktor patrzył na niego z dziwnym wyrazem twarzy, ale że nie skomentował, Jarek ćwiczył więc dalej. Wrócił do domu zachwycony, że tak łatwo poszło. Dlaczego zdecydowałem się na to dopiero teraz? – pytał sam siebie. Następnego dnia okazało się dlaczego. Nie mógł podnieść ręki do góry, o zejściu ze schodów mowy w ogóle nie było. Zakwasy leczył pięć dni, zapał do siłowni zdecydowanie się zmniejszył. Jarek jakoś dotrwał do końca pierwszego miesiąca, w kolejnym zamiast dwóch razy w tygodniu odwiedzał siłownię raz, a czasem wcale, korzystając z byle pretekstu. Potem w ogóle ćwiczenia zarzucił. „To nie dla mnie” – wytłumaczył sobie i o aktywności fizycznej zapomniał na długo. Do czasu, aż żona zaczęła biegać. W kwietniu ustaliła swój cel: przebiec 11 listopada dziesięć kilometrów w Biegu Niepodległości. Jarkowi było jakoś głupio, więc zaczął biegać razem z nią. Dziś oboje mają ciężki od medali wieszak w przedpokoju, robią w kolejnych zawodach kolejne życiówki, planują wyjazd na obóz biegowy w górach.

– No właśnie – mówi Iza Falkowska-Tyliszczak. – Cel realistyczny to już duża szansa na sukces. To jedno. Dwa – droga. Nie wszystko naraz. Nie za tydzień maraton, tylko za pół roku dziesięć kilometrów. Powoli, małymi krokami, nie robiąc w swoim życiu rewolucji, ale powoli je przekształcając.

Psychoterapeutka dodaje, że jest jeszcze punkt trzeci. Ważne, żeby cel był dopasowany do naszych potrzeb, możliwości i upodobań. Żebyśmy, mówiąc krótko, lubili to, co robimy. Szansa na powodzenie rośnie wtedy radykalnie. Jarek bieganiem trafił w dziesiątkę, czyli w aktywność, która sprawia mu przyjemność.

Trzy kilogramy mniej

Podobnie jest z dietą. Kolejne z najczęściej podejmowanych noworocznych postanowień to: schudnę. Szczupło znaczy zdrowo. Tylko znowu pytanie o cel i drogę. Bo co to znaczy „schudnę”? Czy że zrzucę 25 kilo? Czy może pięć albo siedem? Czy chcę już w wiosnę wbiec całkiem odmieniona, czy wystarczą mi trzy kilogramy mniej miesięcznie? Jeśli to pierwsze, prawdopodobnie po paru tygodniach dietowego reżimu zacznę marzyć o pączku i czekoladzie, a po paru kolejnych marzenia zrealizuję. Czekają mnie efekt jo-jo i frustracja.

Jeśli natomiast nie będę wybierać diety z Internetu, kierując się tym, która jest modna; jeśli wprowadzę w życie nie reżim, ale zdrowe odżywianie, nie robiąc tego z niedzieli na poniedziałek, tylko małymi krokami; jeśli będę w tym zdrowym odżywianiu szukać swoich smaków, a nie katować się tym, czego nie znoszę; jeśli, jednym słowem, podejdę do problemu mądrze – dam radę. Jak radzi psychoterapeutka: twój cel, twoja droga. Nie narzucona z zewnątrz, lecz własna. Zgodna z upodobaniami, dopasowana do stylu życia.

Regularne badania

Nie wiesz, jakie postanowienia noworoczne warto podjąć? Ważne miejsce wśród nich powinna zajmować też pozycja: dbać o zdrowie. Jeśli nie macie tego na swojej liście, dopiszcie. Oczywiście dwa punkty, o których wyżej, czyli ruch i dieta, są ważnymi składnikami tej troski, ale proponuję wpisać jeszcze: badania. Zaznaczyć w kalendarzu: kwiecień (ale równie dobrze może to być maj albo marzec) – akcja B. Czyli podstawowe badania krwi. Czerwiec: akcja U. Czyli USG piersi (a dla męża bądź partnera – badanie prostaty). Październik: akcja M. Czyli mammografia. No i jest jeszcze – rzecz jasna nie u wszystkich – akcja P.

Życie bez papierosa

Dziś nikt już nie ma wątpliwości, że palenie to nic dobrego. A jednak pali średnio co czwarty Polak. Mamy 8 milionów palaczy, a aż 14 milionów osób jest narażonych na palenie bierne, co jest niemal równie groźne dla zdrowia. Trzeba rzucić! Ale rozstanie z nałogiem to sprawa trudna. W 1974 roku w USA ruszyła kampania Don’t Smoke Days (dziś nazywana Światowym Dniem Rzucania Palenia). Próbę zerwania z papierosem podjęło wówczas aż 150 tysięcy palaczy. Po miesiącu okazało się jednak, że faktycznie z nałogiem zerwało... tylko 9 proc. Co i tak jest znakomitym wynikiem! Papierosy to uzależnienie. Od nikotyny. Ale też od czynności, która daje nam poczucie rozładowania napięcia. Tylko czy warto za chwilę złudnego relaksu płacić zdrowiem? Palacze na ogół nie zdają sobie sprawy, jak groźne jest każde zaciągnięcie się dymem papierosowym. Bo to właśnie dym powoduje najwięcej szkód. W nim znajduje się około 80 związków rakotwórczych i szkodliwe substancje smoliste. Zatem najlepiej nałóg porzucić. Tak jak z siłownią czy dietą – podejdźmy do tego z głową. Udajmy się do poradni, jeśli trzeba – wesprzyjmy farmakologicznie. Spróbujmy szkodliwy nawyk zastąpić innym, zdrowym, na przykład hobby czy sportem. Warto spisać momenty, ale też emocje, które powodują, że sięgamy po papierosa. Sytuacje, w których zazwyczaj był on naszym nieodłącznym kompanem, postarajmy się wyeliminować. Jeśli nie jest to możliwe, zamiast wyciągać z paczki papierosa, napij się wody. A jeśli emocje powodują, że w konkretnych sytuacjach „musisz” zaciągnąć się dymkiem, spróbuj zrobić w tych sytuacjach coś innego, aż ci to wejdzie w nawyk, choćby to miało być uciskanie piłki antystresowej.

Co jednak z tymi, którzy wielokrotnie i bezskutecznie próbowali? Wtedy, zamiast straszyć ich konsekwencjami dalszego palenia, można starać się ich skłonić do zastąpienia papierosa mniej szkodliwą używką z nikotyną. Do takich zalicza się e-papieros lub podgrzewacz tytoniu, w których został wyeliminowany proces spalania tytoniu. Nie powstają dym papierosowy, substancje smoliste ani popiół. Płyn lub wkłady tytoniowe są podgrzewane, co prowadzi do powstania aerozolu z nikotyną, ale ze znacznie ograniczoną – w porównaniu z dymem z papierosa – zawartością szkodliwych substancji. Palacz zaspokaja głód nikotynowy, jest odruch „palenia” i doznania sensoryczne, nie wdycha jednak dymu.

Japończycy, choć słyną z dbania o siebie, byli przez lata jednym z najbardziej „rozpalonych” społeczeństw na świecie. W ostatnich latach, w dużej mierze za sprawą zamiłowania do technologii, widać wśród nich zdecydowany spadek liczby palaczy. Przestawili się na podgrzewacze tytoniu. Być może powodów ku takiej zmianie dostarczyło im tamtejsze ministerstwo zdrowia. W zleconym przez nie badaniu wykazano, że wśród tych, którzy zamieniliby papierosy na podgrzewacze tytoniu IQOS, ryzyko zachorowania na raka spadłoby dziesięciokrotnie. Natomiast osoby postronne wystawione na aerozol z podgrzewacza tytoniu zamiast na dym papierosowy miałyby nawet 3 tysiące razy niższe ryzyko zachorowania na choroby nowotworowe.

Oczywiście nie znaczy to, że jakikolwiek produkt z nikotyną jest bezpieczny czy nie ma wpływu na nasze zdrowie! Przeciwnie, każdy szkodzi, ale są takie, które mogą szkodzić mniej niż papierosy. My namawiamy do całkowitego zerwania z nałogiem. Idealnie byłoby, gdyby jedynym naszym uzależnieniem było picie wody i spacery. No i wdychanie czystego powietrza.

Na koniec rada psychoterapeutki. System uczenia się oparty jest na karach i nagrodach. Od dawna wiadomo, że lepiej działają te drugie. Dlatego na drodze do realizacji celów warto się nagradzać. Dojdziesz do wyznaczonego etapu – powiedzmy: schudniesz dwa kilogramy – kupujesz sobie coś fajnego. Nie drożdżówkę, ale na przykład kosmetyk. Będzie na co czekać!

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze