1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie

Epidemia na receptę. O skutkach nadużywania leków opioidowych

Uzależnienie opioidowe jest dużo trudniejsze niż alkoholowe czy nikotynowe. Wymaga dużo większego wysiłku fizycznego oraz silnej woli, aby się z niego wyrwać. Poza tym do tego się wraca. (Ilustracja: iStock)
W najlepszych intencjach, bo dla przyniesienia ulgi w cierpieniu, stworzyliśmy innego demona. Jak nadużywanie silnych leków na bazie opioidów doprowadziło do wzrostu narkomanii – pytamy Barry'ego Meiera, autora książki „Zabić ból”.

Kilka lat temu powstał film „Powrót Bena”. Mama tytułowego Bena, grana przez Julię Roberts, raz po raz próbuje uratować życie synowi, który od nadużywania leków przeszedł w narkotyki. Film dotyka problemu narastającego uzależnienia od leków przeciwbólowych, zwłaszcza tych na bazie opioidów. Jak to możliwe, że coś, co powinno dawać ulgę, przynosi jeszcze większe cierpienie?
No właśnie, okazuje się to całkiem możliwe. Moja książka „Zabić ból” to po części właśnie opowieść o tym, co może się stać, gdy bardzo silne leki są nielegalnie promowane przez ich producentów i niewłaściwie przepisywane przez lekarzy. W latach 80. amerykańskie środowisko lekarskie uważało, że nie powinno się przepisywać silnych środków przeciwbólowych nawet pacjentom nowotworowym, bo mogą się oni szybko uzależnić, więc wiele ludzi niepotrzebnie ogromnie cierpiało.

Czyli reprezentowali stanowisko całkiem odwrotne do późniejszej praktyki dawkowania leków przeciwbólowych na wszystko...
Właśnie. W tym czasie pojawiło się pokolenie młodszych lekarzy, którzy z kolei wierzyli, że pacjentom nowotworowym można podawać w sposób kontrolowany silne leki przeciwbólowe, i zmniejszyć tym samym ich cierpienie. I rzeczywiście mieli na tym polu sukcesy. Niektórzy uznali, że może warto zrobić krok dalej i tymi samymi mocnymi środkami leczyć pacjentów cierpiących na bóle mniejsze, ale przewlekłe, jak ból pleców. Firma Purdue Pharma, producent silnego leku opartego na opioidach o nazwie OxyContin, podchwyciła ten trend. I zaczęła agresywnie promować swój produkt na wszelkiego rodzaju codzienny ból. Silne leki przeciwbólowe zaczęły nagle być ogólnie dostępne, natomiast długo nie zauważano, że ich stosowanie prowadzi do silnego uzależnienia. Ludzie, którzy dotąd byli uzależnieni od innych leków przeciwbólowych albo takich narkotyków jak heroina, zaczęli prosić lekarzy o recepty na OxyContin. Stał się tak popularny, że sprzedawano go wszędzie.

I oto mamy gotową receptę na powstanie epidemii uzależnienia od opioidów: weź chciwość i nielegalną działalność producentów leków, dodaj naiwność lekarzy, przymykanie oka przez prawników i ustawodawców oraz dosyp ogromną podaż…

To jest niesamowita historia, bo mówimy w pewnym sensie o magicznej pigułce, cudzie medycyny, która sprawia, że ból znika i przychodzi ulga. Dopiero po czasie dochodzą śmiertelne skutki uboczne.
Masz rację, lek sam w sobie jest bardzo cenny, przynajmniej dla konkretnej grupy pacjentów, jak osoby cierpiące na nowotwór. Ale przecież nie zarobi się dużo nawet na najlepszym leku, jeśli sprzedaje się go tylko pacjentom onkologicznym. Dlatego firma Purdue Pharma, żeby to zmienić, postawiła na dwie rzeczy. Po pierwsze postanowiła przekonać lekarzy, żeby przepisywali ich lek tak wielu pacjentom, jak tylko się da. A gdy lek jest przepisany przez lekarza, nie budzi podejrzeń, prawda? Czyli przede wszystkim agresywny marketing. Po drugie, kłamstwo. Zwykle przy przepisywaniu leków przeciwbólowych, zwłaszcza z grupy opioidów, zachodzi obawa, że mogą uzależniać. A producent zapewniał, że ponieważ lek uwalnia się w organizmie powoli, stopniowo niwelując ból, a nie od razu, to zmniejsza to ryzyko uzależnienia. Lek nie dawał tzw. kopa, charakterystycznego dla opioidów, więc – jak twierdziła firma – nie powinien cieszyć się zainteresowaniem osób uzależnionych od leków i narkotyków.

Nie zrobiono prób klinicznych, tylko wszędzie przedstawiano wstępne szacunki dotyczące działania leku. A amerykańskie instytucje odpowiedzialne za wprowadzanie nowych leków na rynek takie wytłumaczenie przyjęły. I w ten sposób OxyContin stał się cudownym środkiem, który działał jak silny lek przeciwbólowy bez uzależniających skutków ubocznych. Lekarze lubią cuda, więc szybko zaczęli przepisywać go wszystkim pacjentom narzekającym na ból. OxyContin stał się hitem, ale swoją pozycję zbudował na kłamstwie.

Bo – co wiemy już od dawna – jest lekiem silnie uzależniającym. W dodatku problem dotyczy nie tylko pacjentów onkologicznych czy cierpiących na silne, przewlekłe bóle – młodzi ludzie uznali, że to lek równie atrakcyjny, co popularne narkotyki. I to oni znaleźli się w samym środku epidemii uzależnień. Ten problem porusza ostatnio świetny serial HBO „Euphoria”.
Młodzi ludzie eksperymentują z narkotykami, tak jak z alkoholem i seksem. Gdy ja byłem młody, eksperymentowało się z marihuaną. Mogłaś palić marihuanę, zaliczyć odlot i dalej robić swoje. Ale pod koniec lat 90. na ulicach pojawił się OxyContin, który ma nieporównywalnie groźniejsze konsekwencje niż marihuana. I gdy młodzi zaczęli z nim eksperymentować, szybko się uzależniali. A gdy po jakimś czasie zdobycie tego opioidu okazało się trudniejsze – lekarze w końcu zorientowali się, że silnie uzależnia – dzieciaki od razu przerzuciły się na heroinę, bo dawała im podobny odlot.

Wyobraźmy sobie młodego człowieka, któremu zostaje legalnie przepisany OxyContin. Szybko się od niego uzależnia, a gdy nie może go dostać, całe jego życie staje się pogonią w poszukiwaniu podobnie silnie działających narkotyków – tak dla tysięcy młodych ludzi wyglądał ten łańcuch uwikłania.

I dla ich rodzin.
I dla ich rodzin.

Walka ze skutkami ubocznymi, jakie przynoszą leki bazujące na opioidach, trwa 20 lat. W książce opisuje pan bolesne historie uzależnień. Czy zna pan też takie, które dobrze się skończyły?
Mój bardzo dobry przyjaciel ma syna, który około dwudziestki intensywnie trenował. W rezultacie nabawił się bolesnych kontuzji. Działo się to w 2000 roku, kiedy lekarze chętnie przepisywali OxyContin nastolatkom uprawiającym sport. Oczywiście lek od razu pomógł na ból, ale syn przyjaciela szybko uznał, że fajnie czuje się po jego wzięciu, i wpadł w uzależnienie.

Mój przyjaciel nie od razu zauważył problem. Na szczęście stać go było, by wysłać syna na bardzo dobry program odwykowy. Po pewnym czasie chłopakowi udało się uniezależnić od narkotyku, ale tylko dlatego, że jego ojciec był mądry, miał pieniądze, a dzieciak dobrze wykorzystał swoją szansę. A i tak było im naprawdę ciężko.

A to przecież zaledwie procent takich wypadków.
I to niewielki, bo rodzice muszą mieć pieniądze, a dzieciaki – siłę, żeby pokonać morderczy nałóg i stanąć na nogi. Uzależnienie opioidowe jest dużo trudniejszym uzależnieniem niż alkoholowe czy nikotynowe, wymaga dużo większego wysiłku fizycznego i silnej woli, żeby się z niego wyrwać. W dodatku nie ma gwarancji, że nawet jeśli komuś się uda w jakimś momencie życia je pokonać, to nie przegra w innym. Do tego się wraca.

Jedną z osób, które aktywnie walczą z Purdue Pharmą i ich właścicielami, czyli rodziną Sacklerów, jest słynna fotografka Nan Golding. Kiedy była młoda, uzależniła się od heroiny, ale pokonała nałóg. Lata później doznała kontuzji i lekarz przepisał jej OxyContin. Uzależniła się od niego od razu. I kiedy wychodziła także z tego nałogu, zdecydowała się na walkę przeciwko rodzinie Sacklerów i przeciwko muzeom, które brały od niej pieniądze w ramach mecenatu: od paryskiego Luwru po Metropolitan Museum w Nowym Jorku. Ale doczekaliśmy chwili, kiedy Metropolitan Museum usunęło to nazwisko – jako jednego z darczyńców – ze swoich budynków. Trzeba pamiętać, że ten biznes ma nie tylko medyczne, zdrowotne czy prawne konsekwencje. Korzystamy także ze sponsorowanej przez producentów leków opioidowych kultury, a przecież to pieniądze zarobione na cudzym nieszczęściu i cierpieniu.

Co ciekawe, życie zatoczyło koło, bo o epidemii opioidów pisałem 20 lat temu, pierwszy zająłem się tym tematem, a ostatnio znalazłem swoje nazwisko w książce poświęconej biografii rodziny Sacklerów.

Jak bardzo w ciągu tych 20 lat wzrosła świadomość tego, że silne leki mogą nas uzależnić?
Na tyle, że dziś OxyContin przepisywany jest ułamkowej skali w stosunku do tego, co przepisywano 10–15 lat temu. Lekarze obudzili się, gdy dotarła do nich skala skutków, jakie wywołują opioidy. To efekt wzmożonego dziennikarskiego zainteresowania skutkami ubocznymi opioidów i rosnącą fortuną Purdue Pharma.

Na koniec trochę filozoficzne pytanie... Generalnie mamy chyba coraz mniejszą tolerancję na ból. Na ile nasza kultura namawia nas do jego unikania?
Myślę, że to trzeba rozbić na dwa typy przypadków. Jedną stroną są pacjenci onkologiczni, osoby cierpiące na choroby nieuleczalne związane z ogromnym i nieustępującym bólem, a także ci, którzy cierpią z bólu, bo ich ciało stopniowo obumiera. Takie osoby powinny otrzymać wsparcie, które przyniesie im ulgę, a odmawianie im tego byłoby nieludzkie.

Ale jest wiele sposobów leczenia bólu, które nie muszą oznaczać włączania opioidów czy innych silnych leków. Mogą obejmować inne formy terapii, jak fizjoterapia, medytacja, praca z oddechem, akupunktura, które pomagają radzić sobie z bólem bez ryzyka uzależnienia się. Ból jest niezaprzeczalnie częścią naszego życia, ale uważam, że jeśli możemy znaleźć sposoby na radzenie sobie z nim w naturalny sposób i leczenie pacjentów bez wystawiania ich na nadmierne cierpienie oraz na uzależnienie od leków – to taką drogą powinniśmy iść.

Barry Meier, dziennikarz, pracował m.in. w „The New York Times”. Autor książki „Zabić ból” poświęconej uzależnieniom od opiatów wynikającym z nadużywania leków.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze