1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie

Radość – nasze paliwo

„Bez radości, bez czerpania przyjemności z życia, bez cieszenia się z drobnych rzeczy nie jesteśmy w stanie prawidłowo funkcjonować” – mówi psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz. „Radość jest po prostu niezbędna” . (Fot. iStock)
Jest niezbędna. Daje nam napęd do życia. Dzięki niej mamy więcej sił, energii, lepiej pracuje nasz mózg, szybciej regeneruje się ciało – mówi psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz. A jednak skąpimy jej sobie. Traktujemy jak dobro luksusowe. Albo całkiem o niej zapominamy. Jak wyjść z tego błędnego koła?

Miesiąc temu pojechałam na mój pierwszy bieg górski. 35 kilometrów, w tym cztery w strumieniu, spore przewyższenia. W skrócie: było ciężko. Ostatnie kilometry biegłam chyba siłą woli, bo na pewno nie mięśni. Dlaczego o tym opowiadam? Dlatego że kiedy wpadłam na metę, poczułam to, co czuje się raczej rzadko. Euforię. Czyste szczęście. Radość. Powiedziałam to przyjaciołom, z którymi wybraliśmy się na to szaleństwo, i widziałam, że dokładnie wiedzą, o co mi chodzi. Radość, energia, poczucie wewnętrznej siły, dumy z tego, że potrafiłam przezwyciężyć słabość – to wszystko towarzyszyło mi jeszcze długo. Dwa dni na pogórzu Bieszczad dały mi więcej niż tydzień na plaży w Grecji.

Na wiele rzeczy nie mamy wpływu. Nie zakończymy wojny, nie zatrzymamy inflacji, nie zlikwidujemy bezrobocia. Ale są rzeczy, na które wpływ mamy. Tam, w górach, dotarło do mnie, że – zwłaszcza dziś, ale na dobrą sprawę przecież zawsze – powinniśmy dostarczać sobie właśnie radości. Ona sprawia, że żyje się lepiej. Zdrowiej. I nie namawiam tu nikogo do biegania, jestem przekonana, że każdy ma, choć nie każdy to jeszcze odkrył, obszar, który może być radości dostarczycielem. Warto go poszukać.

Najpierw lekcje, potem zabawa

– Bez radości, bez czerpania przyjemności z życia, bez cieszenia się z drobnych rzeczy nie jesteśmy w stanie prawidłowo funkcjonować – mówi psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz. – Radość jest po prostu niezbędna. Jest paliwem. I, jak to paliwo, daje nam napęd. Wyrzut endorfin. Mamy więcej energii do życia, większą kreatywność, otwartą głowę, sprawniejszy umysł. Człowiek spowity stresem, nieodczuwający przyjemności przestaje być twórczy, efektywny. Mózg gorzej funkcjonuje, bo energię wydatkuje na stres, myśli mniej klarownie, wolniej, płasko, mniej elastycznie. Kiedy doświadczamy przyjemności, organizm ma szansę odtajać, przekierować uwagę na coś innego, uspokoić się i wyciszyć. Sprawniej się też regeneruje. Wiadomo już, jak pozytywne nastawienie wpływa na proces leczenia – rany lepiej się goją, szybciej wracamy do zdrowia.

Dlaczego wobec tego o radości zapominamy? Dlaczego wydzielamy ją sobie skąpo albo wręcz wcale? Według Katarzyny Kucewicz problemem jest to, że postrzegamy radość i szczęście jako coś, na co trzeba sobie zasłużyć. Bo przecież nie ma czasu, bo tyle musimy zrobić, o tyle rzeczy dbać, obowiązki od rana do wieczora. Radość postrzegamy jako rodzaj luksusu. A towary luksusowe nie są towarami pierwszej potrzeby. – Żyjemy w czasach kultu pracy – tłumaczy psychoterapeutka. – Jesteśmy nastawieni na osiąganie kolejnych celów, lepszych wyników, funkcjonujemy w nieustannym trybie wyścigu, rywalizacji. Z jednej strony mówi się o tym, żeby się relaksować, odpoczywać, praktykować jogę czy mindfulness, a z drugiej – cały czas tkwi nam w głowach, że jak się chce coś osiągnąć, to trzeba zasuwać w pocie czoła. Dlatego często ci, którzy czerpią z życia przyjemności, oceniani są jako leniwi, płytcy, mówi się z przekąsem: o, tej to dobrze, może sobie pozwolić na... Tu wpisz: wakacje, weekend za miastem, jogę, masaż. Jakby to było coś nadzwyczajnego.

Zaczyna się… kiedy mamy kilka lat. Dzieci uczone są ciężkiej pracy, zarządzania czasem – ale w kontekście obowiązków, szpikowane są zajęciami dodatkowymi. Ciągle trzeba robić coś „produktywnego”. Pamiętam, jak rodzice mówili: najpierw lekcje, potem zabawa. I ja to samo powtarzałam moim dzieciom. A może gdyby odwrócić kolejność, to odrabianie lekcji by lepiej poszło? – Moim zdaniem chodzi o to, by nie wartościować – uważa Katarzyna Kucewicz. – Że najpierw te ważniejsze lekcje, potem mniej ważna zabawa. Bo w ten sposób dziecko dostaje komunikat, że czas na przyjemność jest „gorszym” czasem, który może zaistnieć tylko pod pewnymi warunkami. Jeśli będziemy potrafili mu przekazać, że jego zabawa jest równie ważna jak jego lekcje, to kolejność nie gra już takiej roli. A przecież nasiąkamy tym, co nam mówią rodzice. Jeśli słyszymy: „najpierw obowiązki, potem przyjemność”, ten głos staje się naszym wewnętrznym kompasem i mamy go w dorosłości ciągle w głowie. Czyli najpierw muszę się naharować, żeby w końcu pojechać na wakacje. Przekonania, które wynosimy z domu, rzutują na to, jak o tym myślimy, co robimy i co przekazujemy dzieciom. Jeśli mama mówiła: „ja się nigdy nie nudzę, bo zawsze jest coś do zrobienia”, to i my tak będziemy żyć. Bo gdyby się rozejrzeć, to faktycznie – zawsze jest coś, co możemy zrobić. Pytanie tylko, czy naprawdę musimy i czy naprawdę natychmiast.

Bo przecież czasem człowiek musi… nie robić nic. Ale my tego nie umiemy. Katarzyna Kucewicz mówi, że efekty tego widzi w swoim gabinecie: – Uczę pacjentów odpoczywać, wrzucać na luz. Mam nawet narzędzie: robienie planu aktywności i planu odpoczynku. Ludzie często latają na egzotyczne wakacje na koniec świata z laptopem i telefonem przyklejonym do ucha. Nie dlatego, że muszą. Dlatego że inaczej nie potrafią.

Sen w pachnącej pościeli

Można – jak pacjenci Katarzyny Kucewicz – latać po radość i odpoczynek na koniec świata, ale można też szukać bliżej. „Kilka lat temu w Wielkiej Brytanii opublikowano listę 50 najważniejszych źródeł szczęścia. Na szczycie listy opracowanej na podstawie ankiety znalazła się odpowiedź: położyć się spać w świeżej, pachnącej pościeli” – czytamy w książce Ragnhild Bang Nes „Cudowna kuracja. Jak stać się szczęśliwym w 31 dni” (warto przeczytać – nie jest to, wbrew temu, co sugeruje tytuł, kolejny typowy poradnik, ale pasjonująca opowieść o szczęściu).
Numer dwa na tej liście: czuć, jak słońce opromienia twarz. Dalej są też: świeżo zaparzona kawa lub herbata; czekolada, która powoli rozpływa się w ustach; zapach świeżego chleba, nowej książki lub samochodu albo dopiero co skoszonej trawy; wygodne ułożenie się na kanapie; długa kąpiel w wannie lub pływanie w morzu albo jeziorze; chrzęst opadłych jesiennych liści pod stopami; przykryty świeżym śniegiem krajobraz.
Autorka książki radzi, by stworzyć własną listę. Ona wpisałaby na nią: „Ciepłe tropikalne noce w cienkim, bardzo cienkim ubraniu. Leniwe poranki w domku letniskowym, przed kominkiem, w którym trzaskają polana. Doskonałe warunki narciarskie w zimowy poranek. Pierwszy podbiał na wiosnę albo cały kobierzec zawilców gajowych. Smak piure z czarnej porzeczki. Kiełbaski pachnące ogniskiem. Sashimi. Kruchy, świeżo zebrany groszek cukrowy. Oglądanie filmu w łóżku i jedzenie słonej czekolady”.

Na mojej są – poza bieganiem – zapach ziemi po letnim deszczu, czerwone wino, kolacje z przyjaciółmi. Każdy ma swoją listę radości. – Kluczowe jest to, żeby potrafić znaleźć sobie w życiu przyjemności nasze, a nie zaczerpnięte od kogoś – uważa Katarzyna Kucewicz. – Wiele osób kieruje się modą: na pilates, na jogę, na bieganie. Wchodzimy to, bo koleżanka zachwycona, bo influencerka tak cudownie opowiada. A przecież nie chodzi o to, co lubi koleżanka czy influencerka, a co ty lubisz. Trzeba znaleźć to, co szyte na miarę dla ciebie, wtedy zadziała. Może zamiast pilatesu spacer? Zamiast kawy – matcha? Dziś media społecznościowe przyzwyczaiły nas do tego, że szukamy tam wzorów do naśladowania. Akurat „w temacie radości” to zła droga.

Drobne przyjemności umilają życie. Można oczywiście planować je z wyprzedzeniem – na przykład: dziś po pracy usiądę z książką i mrożoną herbatą na balkonie – ale fajnie dbać o to, by dostarczać ich sobie w każdej sytuacji. Nawet, a może przede wszystkim, trudnej. Wyobraźmy sobie, że czeka nas zabieg i musimy położyć się na kilka dni do szpitala. Można myśleć o tym: koszmar, oby to tylko jakoś przetrwać, będzie strasznie, duża sala, stres. Ale można zadbać o to, by w tej niezbyt przyjemnej sytuacji znaleźć coś, co nas ucieszy. Wgrać sobie ulubioną muzykę, wybrać książkę, która odpręży czy wywoła uśmiech, zabrać zdjęcia najbliższych. Nie chodzi o to, by zatopić się w tym nieprzyjemnym doświadczeniu i skupiać się jedynie na myśli, żeby już minęło.
Obserwujemy w mediach wojnę w Ukrainie. Widzimy ludzi w schronach – to przecież jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć. A oni śpiewają, żartują, nagrywają zabawne filmiki. I to jest coś, co trzyma ich w, powiedzmy, znośnej kondycji psychicznej. A ta jest nierozerwalnie związana z fizyczną. Jak mamy braki w pierwszej, ta druga szwankuje.

Katarzyna Kucewicz zachęca, by znaleźć takie radości, które nie są wyłącznie bierne. – Okej, włączenie sobie serialu jest miłe, ale warto szukać czegoś, co wymaga od nas aktywności, interakcji z innymi. To ważne, bo takie doświadczenie będzie prawdziwym „jakościowym czasem”. Serial nas zrelaksuje, ale nie da nam tego poczucia euforii, sprawczości, szczęścia. Nie zaangażuje wielu zmysłów. Dobrze jest być stroną aktywną, uczestnikiem zdarzenia, nie jedynie jego obserwatorem.

Warto też zadbać o to, by radości były różnorodne. To jak z ciastem czekoladowym. Największą przyjemność daje pierwszy kawałek. Drugi nie jest już tą skondensowaną przyjemnością, trzeci przynosi wrażenie przesytu. Czwartego nie będziemy w stanie przełknąć. Dlatego zapewnijmy sobie cały wachlarz radości. Nie wszystko zadziała w każdej sytuacji, warto dobrze poznać siebie na tyle, żeby dopasować radość do dnia, stopnia zmęczenia, pory roku, nastroju.

Wielka piątka

Ragnhild Bang Nes opisuje badania przeprowadzone przez brytyjskich naukowców we współpracy z Government Office for Science Foresight Programme, mające na celu ustalenie pięciu źródeł szczęścia. Są to: budowanie relacji, bycie aktywnym, bycie uważnym, ciągłe uczenie się i dawanie.„Dobra wiadomość jest taka, że pięć mało odkrywczych, codziennych aktywności dostarcza więcej zadowolenia z życia niż większy dom i droższy samochód razem wzięte” – podsumowuje norweska psycholożka.

– Idealnie. Zgadzam się w stu procentach – komentuje Katarzyna Kucewicz. – Choć ta lista jest ogólna, każdy może to sobie dowolnie modyfikować i przy każdym z punktów postawić procenty – ile ja tej konkretnej aktywności potrzebuję. Introwertyk nie będzie relacji z ludźmi mieć na pierwszym miejscu, ale powinien pamiętać, że są ważne. Warto też zastanowić się, który z tych obszarów u mnie kuleje, i… uczyć się przyjemności. Czyli nawyków w obszarze, który całymi latami traktowaliśmy po macoszemu.

I dodaje: – Człowiek, który odwraca głowę od potrzeby przyjemności, tak naprawdę zdradza samego siebie, zaniedbuje, traci ze sobą kontakt, co może się odbić na zdrowiu psychicznym i fizycznym. Jeśli nie dbasz o swój relaks, o przyjemności, ciało będzie od ciebie mądrzejsze – jak mu nie dajesz, to sobie weźmie, ale w sposób dla ciebie trudny, odmówi posłuszeństwa, odetnie baterie. Zachorujesz.

Umawiamy się właśnie na kolejny szalony wyjazd biegowy. Wymieniamy na grupie wiadomości, planujemy. Przyjaciółka powiedziała mi: – Kiedy myślę, jak będzie super znowu pobyć razem, zmęczyć się, zastanawiać po drodze, po cholerę mi to było, ale w końcu dobiec, napić się wina, cieszyć sobą, przyrodą, górami – to wydaje mi się, że właśnie dla tych chwil warto z mozołem przedzierać się przez codzienność. A ta zresztą wcale nie musi być szara i smutna. Czasem wystarczy zmienić pościel, zaparzyć kawę i nie pić jej przy komputerze, ale w spokoju na balkonie, tarasie czy w ogrodzie. Czasem wystarczy przytulić się do ukochanej osoby – albo kota czy psa. A czasem coś całkiem innego. Każdy może to swoje „coś” znaleźć. Warto szukać. Dla zdrowia!

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze