1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Zasady gry w badmintona

Zasady gry w badmintona

123rf.com
123rf.com
Niezależnie od tego, czy wyjeżdżamy na egzotyczną plażę, żeby ładować akumulatory na długą polską jesień, czy wyjeżdżamy tylko na weekend za miasto, warto wziąć ze sobą rakietki do gry w badmintona.

Kometka jest znakomitym sposobem urozmaicenia wypoczynku. Najlepiej jeśli mamy do dyspozycji boisko z siatką, ale jeśli nie, to wystarczy kilkanaście metrów wolnej przestrzeni, rakietki i zapas lotek. Do wyboru mamy lotki zielone, niebieskie lub czerwone. Kolory oznaczają prędkość lotu. Lotki szybciej poruszają się, gdy jest cieplej.

Wybierając miejsce do gry w badmintona, zwróćmy uwagę na to, żeby w miarę możliwości było osłonięte od wiatru, bo silne podmuchy będą zmieniały tor lotu lotki i w konsekwencji utrudnią nam grę.

W wersji plenerowej strój niekoniecznie musi być sportowy – na plaży wystarczy kostium kąpielowy. Nie zapomnijmy o ochronie skóry, żeby radosna zabawa nie skończyła się nieprzyjemnymi poparzeniami. Przed słońcem i nadmiernym ciepłem powinniśmy też chronić rakietki – ze względu na naciąg, który nie lubi wysokich temperatur.

Jak gramy w badmintona?

Wybierając rakietkę zwróćmy uwagę na jej wagę – czym lżejsza, tym będziemy skuteczniejsi w grze. Zwłaszcza jeśli nie mamy zbyt mocnych nadgarstków. Najlepiej, jeśli jest aluminiowa lub z włókna węglowego. Jeśli kupujemy sprzęt w sklepie sportowym, to możemy wybrać model z grubszą lub cieńszą rączką. Tę pierwszą mocniej chwycimy, a tą drugą łatwiej nam będzie manewrować przy odbiciach. Rakietę chwytamy za rękojeść, tak jakbyśmy podawali rękę na powitanie.

Gra w badmintona jest grą dynamiczną, musimy dobiegać do lotki i nagle się zatrzymywać. Pamiętajmy, żeby przed grą zrobić małą rozgrzewkę, bo przy takich gwałtownych ruchach nawet przy rekreacyjnej zabawie łatwo nabawić się nieprzyjemnej kontuzji. Poszczególne partie gry zaczynamy od serwisu, który wykonujemy z boiska. Przy serwisie ważne jest, żeby rakietka dotknęła podstawy lotki. W przeciwnym razie lotka nabiera nieprzewidywalnej rotacji. Podobnie jak w tenisie używamy forhendu i bekhendu, i dodatkowo jeszcze podrzutu.

Jeżeli zabawa nam się spodoba, to możemy śmiało zgłosić się do najbliższego klubu sportowego, gdzie jest taka sekcja. A jeśli takiego nie znajdziemy - wystarczy skrzyknąć kilkoro znajomych, wynająć salę gimnastyczną i grać.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Sport a charakter

Tym, co w jakimś stopniu zawsze charakteryzuje sportowców, jest żwawość, czyli dobry refleks. Druga sprawa – temperament, a konkretnie fakt, czy jesteś introwertykiem czy ekstrawertykiem. (Fot. iStock)
Tym, co w jakimś stopniu zawsze charakteryzuje sportowców, jest żwawość, czyli dobry refleks. Druga sprawa – temperament, a konkretnie fakt, czy jesteś introwertykiem czy ekstrawertykiem. (Fot. iStock)
Taniec, basen, piłka nożna, joga – zanim zdecydujesz się na konkretną dyscyplinę, pomyśl, czy masz do niej predyspozycje... osobowościowe

Niezależnie od tego, jaki powód skłonił cię do aktywności fizycznej, to bardzo dobra decyzja! Jeśli jeszcze niczego nie trenujesz, zacznij, poprawisz sobie sprawność intelektualną i samopoczucie. Zanim jednak kupisz rolki lub sprzęt do gry w hokeja – popatrz na wybór dyscypliny przez pryzmat swojego charakteru.

Wstać z fotela

Stefan Batory, 33 lata, prezes firmy informatycznej, biega od dwóch lat. Brał udział w  Maratonie Piasków, rozgrywanym tuż przy granicy marokańsko-algierskiej. Pokonanie całej trasy, podzielonej na sześć etapów i liczącej w sumie 250 km, zajmuje tydzień. Cały ekwipunek trzeba nieść na plecach: jedzenie, środki przeciwbólowe, ubranie, wodę. Stefan na mecie był 115. Wyczerpany, z poranionymi stopami, ale zwycięski. Za rok planuje powalczyć o lepszą lokatę. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze dwa lata temu ważył 98 kilogramów i jedyną aktywnością, jakiej się oddawał, było pokonywanie trasy praca–dom.

– Chciałem schudnąć – opowiada. – Podczas przerwy obiadowej coraz częściej przebąkiwałem o tym, że muszę zacząć jeść zdrowiej, mniej tłusto… Gaweł, który sam biegał już od dobrych kilkunastu lat, powiedział wtedy: „Stefan, co się będziesz katował dietą, po prostu zacznij biegać”. Skrzywiłem się. Na co on: „Ja cię znam, jesteś długodystansowcem, wytrzymałym, lubiącym wyzwania, na pewno ci się spodoba”. I dodał: „A jak przez rok będziesz solidnie trenować, to pojedziemy na Maraton Piasków”. Pośmiałem się trochę, ale jego słowa gdzieś głęboko we mnie zapadły.

Pod wpływem impulsu wszedł do sklepu sportowego i kupił buty. Zaczął biegać latem. Upały, zmęczenie – nie było łatwo.  – Na początku czułem ogień w płucach i po każdym treningu przez godzinę dochodziłem do siebie, ale jakoś wytrzymałem do jesieni. Temperatury spadły, zadyszka znikła i ku swojemu zdziwieniu zorientowałem się, że zaczynam to lubić – mówi.

Jesienią wystartował w pierwszych zawodach: „Biegnij Warszawo” – trasa 10 kilometrów, później w półmaratonie warszawskim – 21 kilometrów, i zaczął się przygotowywać do pełnego – we wrześniu. – Gaweł, który śledził moje postępy na internetowym dzienniczku treningowym, podszedł do mnie i powiedział: „Przez rok, czyli 52 tygodnie, nie opuściłeś żadnego treningu. Tu jest formularz zgłoszeniowy na Maraton Piasków”.

Niskoreaktywność Małysza

Przykład godny naśladowania? Jak najbardziej. Inna sprawa, czy każdy człowiek chce i potrafi pokonać taką jak Stefan drogę: od kanapowca do maratończyka? Od jakich cech charakteru to zależy?

Psycholog sportu Adriana Zagórska tłumaczy, że o tym, czy odnajdziemy się w danej dyscyplinie albo w ogóle w sporcie, decyduje kilka czynników: – Tym, co w jakimś stopniu zawsze charakteryzuje sportowców, jest żwawość, czyli dobry refleks. Druga sprawa – temperament, a konkretnie fakt, czy jesteś introwertykiem czy ekstrawertykiem.

Będzie miał wpływ na to, czy wciągniesz się w sport indywidualny czy zespołowy. Jesteś samotnym wilkiem? Nie będzie ci przeszkadzało trenowanie w pojedynkę i mierzenie się bardziej z samym sobą niż z innymi. Polubisz pływanie, wspinaczkę, biegi długodystansowe. Natomiast typ ekstrawertyczny sam na bieżni może poczuć się nieswojo. Bardziej spodobają mu się gry zespołowe, dwa na dwa: piłka nożna, siatkówka, koszykówka czy tenis. I jeszcze jedno – flegmatyk raczej nie zainteresuje się sportem, chyba, że będą to… szachy.

Kolejna cecha istotna przy wyborze sportu: reaktywność emocjonalna, czyli reakcja na bodźce z zewnątrz. – Są osoby, które się od razu wzbudzają, wystarczy przyłożyć zapałkę do lontu, innym zabiera to więcej czasu – tłumaczy psycholog. – Osoby o wysokiej reaktywności lubią sporty dla sprinterów: na krótkim dystansie, gdzie szybko trzeba coś wykonać i do widzenia. Na przykład dynamiczne zajęcia taneczne czy spinning rowerowy. Z kolei osoby o niższej reaktywności wybiorą raczej maraton: aktywność na dłuższym dystansie wymagającą bardziej wytrzymałości niż szybkości. Niskoreaktywni lubią też sporty ekstremalne, bo są w stanie znieść więcej bodźców. Dla osób wysokoreaktywnych taki poziom adrenaliny byłby już nie do zniesienia.

Przykład? Adam Małysz, najbardziej utytułowany polski skoczek narciarski. Osobowość niskoreaktywna. Wybrał dla siebie idealną dyscyplinę sportu – już sam skok z takiej wysokości wymaga sporej wytrzymałości na stres. Co więcej, rajdy samochodowe, którymi sportowiec zajął się po zakończeniu kariery, też idealnie wpisują się w profil niskoreaktywnych.

– Mimo że Adam Małysz stwarza wrażenie bardzo spokojnej osoby, to potrzebuje intensywnych emocji i ma stalowe nerwy – mówi Zagórska.

O powodzeniu Stefana Batorego w długodystansowych biegach najprawdopodobniej zadecydowała również niska reaktywność. Dużą intuicją wykazał się w tym przypadku jego kolega Gaweł. Zatem, czy idąc za przykładem Stefana, każdy może wybrać sobie sport dopasowany do osobowości?

– Jak najbardziej – potwierdza Aleksandra Pogorzelska, psycholog sportu.– Można, a nawet trzeba. Jeśli jesteś dynamiczny, nie odnajdziesz się na dłuższą metę na zajęciach jogi czy tai chi. Chociaż warto brać też pod uwagę, czy na danym etapie życia lub w sytuacji, w której się znajdujesz, nie będziesz potrzebować właśnie chwili spokoju i wyciszenia. Zwykle jednak ekstrawertyk stres czy przemęczenie będzie wolał wypocić niż zniwelować ćwiczeniami oddechowymi.

Dzieckiem w kolebce

Osobna kwestia to wybór idealnej dyscypliny dla dziecka. Jak właściwie pokierować maluchem, by nie zaprzepaścić jego naturalnych predyspozycji i odgadnąć, co sprawi mu największą przyjemność i satysfakcję. Słuchać trenera, lekarza, samego dziecka?

– Przede wszystkim kierować się psychologią rozwoju człowieka – odpowiada Aleksandra Pogorzelska. – Dziecko może dojrzeć do wyboru specjalizacji w jakiejkolwiek dziedzinie teoretycznie dopiero w wieku 10–11 lat. Do tego czasu wszystko jest zabawą i próbowaniem. Nie ma rywalizacji, bo ono nie wie jeszcze, na czym to polega. Teraz może się sprawdzić w wielu dyscyplinach, i powinno mieć na to szansę.

Gdy dziecko dobrnie już do „decyzyjnego” wieku 10–11 lat, pora zacząć mu się przyglądać. Wiele można wywnioskować z jego zachowania. Z tego, czy cieszy się na treningi, czy jest gotowe wstawać bardzo wcześnie, byle tylko poćwiczyć. Sukcesy czy pochwały trenera, choć ważne, nie są najważniejsze. Rodzic powinien szukać wewnętrznej motywacji dziecka.

– Podstawową rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, gdy zaczyna się uprawiać jakąś dyscyplinę sportu, niezależnie od tego, czy robimy to jako osoba dorosła czy jako dziecko, jest to, czy sprawia nam ona przyjemność – mówi Pogorzelska. – Według nowej dziedziny, jaką jest Psychologia Sportu Pozytywnego, właśnie zaangażowanie i pasja są w stanie utrzymać nas w sporcie przez wiele lat, pozwalają też osiągnąć mistrzostwo. Ambicja i rywalizacja, cechy, jakie zwykle charakteryzują sportowców, są potrzebne i zrozumiałe właśnie dlatego, że stawką jest coś, co lubią, na czym im zależy.

– Z perspektywy czasu wolałabym, żeby w dzieciństwie wybrano dla mnie inną dyscyplinę – przyznaje Adriana Zagórska. – Przez wiele lat trenowałam pływanie, bo miałam do tego fizyczne predyspozycje – długie mięśnie. Nie kierowano się wtedy moją psychiką. Tymczasem od zawsze ciągnęło mnie do tenisa.

Psycholog cieszy się, że obecnie dzieci trafiają do sportu w bardziej przemyślany sposób, że mogą dłużej sprawdzać się w różnych dyscyplinach. To ważne.

– Na etapie próbowania dziecko uczy się też, że nie we wszystkim będzie dobre i że wcale nie musi. Poza tym wszechstronność jest bardzo rozwojowa, nie tylko cieleśnie, ale i duchowo. Sport hartuje charakter. Uczy mobilizacji, przezwyciężania słabości i znoszenia niepowodzeń – dodaje Aleksandra Pogorzelska.

Na co cię stać

Jeśli Stefan Batory nie biega przez kilka dni, czuje się źle, fizycznie i psychicznie. Zmieniło się też jego podejście do pracy: – Zawsze byłem pracoholikiem. Nawet w domu nie mogłem odłożyć komórki czy wyłączyć laptopa, bo a nuż będę potrzebny. A potem przychodziłem do pracy, miałem masę nieprzeczytanych mejli i wiedziałem, że tego dnia też nie na wszystkie odpowiem. Wiecznie się z czymś nie wyrabiałem. Gdy zacząłem biegać, musiałem znaleźć na to wolny czas. Nie chciałem tego robić kosztem rodziny, więc zrobiłem kosztem pracy. Zamiast 15 godzin pracuję 10 i o wiele bardziej efektywnie. Bo podczas biegania układam sobie w głowie to, co mam jutro zrobić, zastanawiam się, jak odpowiedzieć na mejle, a rano budzę się z gotowymi rozwiązaniami.

Czyżby sport czynił nas innymi ludźmi? W pewnym sensie tak. Na pewno pomaga w rozwoju określonych cech, jak samodyscyplina, systematyczność czy wytrwałość. I uczy dobrze organizować swój czas. – Sport przygotowuje człowieka na ciężką pracę, a nie natychmiastowe efekty – mówi Zagórska.

Ale czy zapału wystarczy na długo? Co z chwilami zwątpienia, fizycznym bólem, zmęczeniem? Gdy zaczną dokuczać zakwasy i drobne kontuzje – trudno poczuć, że „to jest to”. Stefan Batory, choć dzisiaj mówi o tym, jakby to była najłatwiejsza rzecz na świecie – wstać z fotela i zacząć biegać, przyznaje, że miał momenty słabości. – Najgorzej było się zmusić do wyjścia z domu, gdy padał deszcz, śnieg lub byłem zmęczony. Czasem wałęsałem się po domu trzy godziny, by tylko opóźnić trening – przyznaje. – Ale wytrwałem.

Jak podtrzymać motywację, kiedy ta zaczyna podupadać? Jest na to kilka sposobów. – Bardzo dobrym pomysłem jest zacząć uprawiać sport w parach lub większych grupach – radzi Aleksandra Pogorzelska. – Świadomość, że ktoś inny też wstaje rano, też wychodzi na dwór, gdy ciemno i zimno, też wkłada w to energię... – dopinguje.

Lepiej zaczynać od małych kroczków niż rzucać się od razu na głęboką wodę. Trzeba też widzieć końcową wizję tego, co chcemy osiągnąć, np.: zrzucić 10 kilo, wbiec na 4. piętro bez zadyszki, przebiec maraton. Potem podzielić to na małe cele i rozłożyć w czasie.

– To daje poczucie sprawczości, satysfakcję płynącą z zaliczania kolejnych etapów na drodze do upragnionego celu – tłumaczy Pogorzelska. – Ludzi zwykle demobilizuje brak zauważalnych efektów, często jednak jest to wynikiem robienia założeń na wyrost. A tu trzeba powolutku.

Gdy czujesz, że twoja wola zaczyna słabnąć, poszukaj wewnętrznej motywacji, powodów, dla których lubisz pływać czy chodzić na fitness. Że choć na początku czujesz ogień w płucach, to po pół godzinie pojawia się przyjemność.

– Do tego, by regularnie uprawiać jakąś dyscyplinę, potrzeba kilku cech: systematyczności, wytrwałości, odporności psychicznej, umiejętności zaangażowania się na dłuższą metę, wyznaczania krótkoterminowych i długoterminowych celów i ich realizowania – wylicza Aleksandra Pogorzelska. – Mówi się, że aby dojść do poziomu wysokiego wykonania w danej dziedzinie sportu, trzeba przetrenować 10 tysięcy godzin i zrobić milion powtórzeń – to daje kilka lat regularnych treningów. Ale nie jest powiedziane, że tego wyniku nie da się osiągnąć w szybszym czasie. Może się przecież okazać, że mamy akurat talent.

Artykuł archiwalny. 

  1. Zdrowie

Jak przygotować się do treningu? Poznaj 3 wskazówki

Fot. materiały partnera
Fot. materiały partnera
Codzienny ruch ma wiele zalet, korzystnie wpływa na nasze samopoczucie i pomaga pracować nad kondycją. Chcąc zachować aktywny tryb życia, często decydujemy się na rozpoczęcie treningów w warunkach domowych. Jak zacząć ćwiczenia w domu, by były one dla nas jak najbardziej efektywne i bezpieczne?

Ruch to podstawa!

Sporo z nas spędza w pracy większość czasu w jednej pozycji. Także, gdy pracujemy zdalnie w domu, w wielu przypadkach służbowe obowiązki wymuszają na nas obecność przed monitorem. Oznacza to, że średnio 8 godzin dziennie siedzimy, głównie przy komputerze, skupiając się na powierzonych nam zadaniach. Taka pozycja ma fatalny wpływ na zdrowie, bo wielogodzinne siedzenie połączone z brakiem ruchu przyczynia się do rozwoju wielu chorób i schorzeń, np. żylaków, hemoroidów, cukrzycy typu 2 i oczywiście otyłości.

Już wiele lat temu udowodniono, że systematyczne uprawianie sportu ma korzystny wpływ nie tylko na wygląd i samopoczucie, lecz także na wydajność w pracy. Dotyczy to zarówno osób prowadzących głównie siedzący lub stojący tryb życia, jak i tych umiarkowanie aktywnych. Dzięki regularnym ćwiczeniom dotleniamy cały organizm, a co za tym idzie – wspieramy pracę mięśni oraz przede wszystkim mózgu, który po wysiłku fizycznym pracuje znacznie bardziej wydajnie.

Aktywność fizyczna – jakie niesie ze sobą korzyści?

Systematyczne uprawianie sportu ma korzystny wpływ na cały organizm. Ruch reguluje przemianę materii, obniża ciśnienie krwi oraz ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, a także wspomaga układ kostny i układ mięśniowy. Sport wspaniale wpływa też na psychikę, bo ćwiczenia dają satysfakcję i podnoszą samoocenę. Podczas ruchu w organizmie wytwarza się m.in. serotonina, zwana potocznie hormonem szczęścia. Ma ona ogromny wpływ na samopoczucie, apetyt, zdrowy sen czy nawet pracę przewodu pokarmowego oraz naczyń krwionośnych. Jeśli nie uprawiamy żadnego sportu, mamy zazwyczaj zbyt niski poziom serotoniny, a to sprawia, że wszystko nas drażni, denerwuje i nieraz wpadamy w złość nawet bez konkretnego powodu. Warto mieć na uwadze również fakt, że regularnie uprawiany sport może stać się ciekawym hobby. To pasja, którą z powodzeniem możemy realizować z domowym zaciszu – jak? Poznaj te 3 proste wskazówki, które mogą Ci w tym pomóc!
  1.  Zorganizuj miejsce 
Niezależnie od tego, czy chcesz rozpocząć kompleksowe treningi, których efektem będzie poprawa kondycji, wyrzeźbienie sylwetki czy po prostu dobra zabawa, warto wyznaczyć w domu określone miejsce na ćwiczenia. Jego powierzchnia powinna zapewniać swobodę ruchów i być dopasowana do podejmowanych aktywności. Innej przestrzeni potrzebować będziemy, gdy planujemy treningi siłowe, innej, gdy taneczne, jeszcze innej, gdy zamierzamy trenować pilates lub jogę. Przeanalizujmy więc przestrzeń mieszkania lub domu pod tym kątem i zastanówmy się, gdzie będziemy mogli bez przeszkód rozłożyć matę do ćwiczeń, ustawić urządzenia takie jak ławeczka treningowa czy rower stacjonarny. W razie konieczności usuń z otoczenia sprzęty domowe oraz meble, które mogą nam w tym przeszkadzać. Odpowiednia organizacja przestrzeni to klucz do komfortu podczas ćwiczeń w domu!
  1. Postaw na dobry plan
Sport jest potrzebny i warto się ruszać, ale jeśli po dłuższym czasie bez ćwiczeń decydujesz się na zwiększony wysiłek fizyczny, najpierw odpowiednio się do tego przygotuj. Chcąc zacząć ćwiczyć w domu, warto dobrać  rodzaj treningu do swoich możliwości czasowych i kondycyjnych. Aby jakakolwiek aktywność fizyczna przynosiła oczekiwane przez ciebie skutki, powinna ona być systematyczna. Decydując się np. na ćwiczenia w domu, wybierz konkretne dni, w których poświęcisz odpowiednią ilość czasu na treningi.

Podczas rozgrzewki i treningu koniecznie pamiętaj o odpowiednim nawodnieniu, gdyż podczas ćwiczeń organizm się poci, co wiąże się ze sporą utratą wody. Przed intensywniejszym treningiem warto wypić filiżankę kawy (np. NESCAFÉ CLASSIC). Wbrew utartym opiniom kawa wcale nie odwadnia, a zawarte w niej składniki przyśpieszają przemianę materii i zwiększają wydolność organizmu. W trakcie wysiłku fizycznego pij też dużo wody, która dostarczy organizmowi niezbędnych minerałów, a także zapobiegnie odwodnieniu. Pamiętaj też, by na początku za bardzo się nie forsować. Gdy dasz organizmowi trochę czasu, bez problemu dostosuje się on do systematycznie zwiększanego wysiłku, co wpłynie korzystnie nie tylko na ogólną kondycję, lecz także na przemianę materii i twoje samopoczucie. W sieci znajdziesz wiele darmowych treningów opracowanych przez specjalistów, które z powodzeniem możesz wykorzystać, trenując samodzielnie w domu.

  1. Zadbaj o motywację
Aby utrzymać swój organizm w odpowiedniej kondycji, warto poświęcić czas na regularne uprawianie sportu. Systematyczny ruch ma ogromny wpływ na wiele rzeczy – figurę, ogólne samopoczucie czy samoocenę. Samodzielne ćwiczenia w domu nie zawsze jednak zachęcają nas w takim stopniu, jak konieczność wyjścia na siłownię, dobrym pomysłem może okazać się zadbanie o dodatkową motywację w tym zakresie. W jaki sposób? Regularne treningi może umilić nam ulubiona muzyka lub śledzenie swoich postępów na wydrukowanym i zamieszczonym w widocznym miejscu planie treningowym. Jeśli brak nam towarzystwa, do wspólnych ćwiczeń możemy zaprosić znajomych, łącząc się z nimi przez komunikatory podczas wspólnych zdalnych treningów. Motywacją mogą okazać się także aplikacje powstałe z myślą o osobach aktywnych fizycznie – poza opcją śledzenia naszych treningów wiele z nich oferuje funkcję przypomnień o tym, że czas na ćwiczenia!

  1. Styl Życia

Co nam daje nauka tańca?

Taniec daje nam wiele emocji. Wyrzuca złość, doda radości – w ruchu wyzwalają się przecież endorfiny. (Fot. Getty Images)
Taniec daje nam wiele emocji. Wyrzuca złość, doda radości – w ruchu wyzwalają się przecież endorfiny. (Fot. Getty Images)
Na podstawowym poziomie chodzi o naukę kroków. Na wyższym – o akceptację siebie. Amatorzy, których uczy tańczyć Piotr Lewandowski, rozkwitają, nabierają pewności siebie i rywalizują w turniejach z zawodowcami.

Od jak dawna tańczysz?
Grubo ponad 20 lata.

Kto przychodzi na twoje zajęcia i – choć to może dziwnie zabrzmi – po co?
Motywacje są bardzo różne. Zaczyna się zwykle od podstawowej – by nauczyć się tańczyć. Ale w trakcie kursu uczestnik odkrywa coraz to nowsze rzeczy, które daje taniec. Do mnie przychodzą prawie same panie. I wszystkie przyznają, że dzięki tańcowi zaczynają się czuć bardziej kobieco. Nagle zauważają swoje biodro, gdy się porusza. Stają się bardziej świadome swojego ciała.

Bardziej sexy?
Tak, ale na początku, widząc siebie w lustrze, są onieśmielone. Każdy ma swoje kompleksy. Taniec uczy, by nie zwracać na nie uwagi. Akceptować siebie, skupić się na tym, co jest do wykonania. Wyrzucić emocje i czerpać przyjemność z ruchu. I tutaj bardzo istotną rolę odgrywa trener. On jest nie tylko nauczycielem tańca, ale także coachem, a nawet psychologiem. Musi wyczuć, w jakim nastroju jest dana osoba. Zbudować w niej poczucie wartości, pewność siebie – i dopiero wtedy można przechodzić na wyższe poziomy nauki. Czasami kursantki przychodzą z jakąś blokadą. I wtedy niczym psychoanalityk muszę nad tym popracować. Ostatecznie w tańcu problem albo zostanie zasymilowany, albo kobieta wyrzuci go z siebie.

Kozetkę psychoterapeuty zamieniasz na lustro w sali tanecznej?
Dokładnie. Mam znajomego neurologa, który mówi, że taniec to doskonała terapia, i gdyby mógł, to przepisywałby go każdemu. Był ze mną na kilku wyjazdach warsztatowych w Toskanii i widział, jakiej metamorfozie ulegają kobiety.

Wróćmy do motywacji tańczących. Jakie są te mniej oczywiste?
Wiele osób traktuje taniec jak formę fizycznej aktywności. Zwłaszcza panie. Już po kilku zajęciach poprawia im się sylwetka i jędrność ciała. Zawodowi tancerze słyną przecież ze smukłych kształtów.

W Pro-Am, systemie, który propaguję, uczymy tańca podczas indywidualnych lekcji z zawodowcem. Dla niektórych to kolejny etap rozwoju tanecznego. I to dynamicznego rozwoju – doświadczony kursant kolejne poziomy pokonuje o wiele szybciej. Ale również amatorzy radzą sobie świetnie. Do tego stopnia, że występują podczas branżowych turniejów lub pokazów, oczywiście w parze z zawodowcem. To taki „Taniec z gwiazdami” w mikroskali. Dla wielu to spełnienie marzeń. Wiek nie gra roli. Przychodzą do nas także osoby starsze, już na emeryturze. Mamy na przykład 71-latka, który tańczy od 10 lat. Jest zachwycony. Niedługo będzie brał udział w turnieju.

Czy mężczyźni także budują swoją pewność siebie poprzez taniec?
Taniec w ich przypadku jest jednym ze sposobów, w jaki mogą zaimponować kobiecie. Mam mnóstwo kursantów, którzy przychodzili na zajęcia bez koordynacji ruchowej i poczucia rytmu. Ale wystarczyło nauczyć ich kilku prostych ruchów, dać podstawę w krokach, by poczuli się komfortowo na parkiecie.

Kiedyś chodziłem na milongi. Imponowała mi pasja, z jaką ludzie podchodzą do tanga, i ogromny międzypokoleniowy przekrój – od nastolatków po siedemdziesięcioparolatków.
Bo tak naprawdę taniec nie zna granic, a już na pewno nie są to granice wiekowe. Dla pań najważniejsze jest to, by mieć dobrego partnera, i wsłuchać się w niego. A na milongi chodzą pasjonaci, panowie, którzy potrafią prowadzić w tańcu, więc kobiety czują na parkiecie duży komfort. Poza tym tango uczy obecności. Partnerzy są nie tylko wewnętrznie skupieni, ale też maksymalnie skoncentrowani na sobie jako parze. Uczestnicy milong, sals czy zajęć w ramach Pro-Amu tworzą bardzo barwne, wesołe społeczności. Bo taniec to jest styl życia. Ludzie, którzy tańczą, mają nie tylko wspólną pasję, ale też jeden język, powiedziałbym nawet „slang”, i wspólne doświadczenia. Tworzą fora, blogi taneczne, opisując metamorfozę, jaką przeszli pod wpływem tańca – wrzucają swoje zdjęcie „przed” i „po”. To są też wspólne imprezy, turnieje, szukanie nowinek... Pod wpływem grupy chcą się jeszcze bardziej doskonalić. Zaczynają dbać o siebie, lepiej się odżywiać, wysypiać – w tańcu narzędziem jest w końcu ciało. Kobiety szyją sobie specjalne stroje, robią makijaże, fryzury – taniec staje się dla nich świętem, odpoczynkiem od codzienności.

Czy zdarza się, że na zajęcia do Pro-Am trafiają ci, którzy mają jakiś życiowy zakręt?
Różnie to bywa. W naszym systemie tańca uczą się osoby o zróżnicowanym statusie społecznym i sytuacji życiowej. Są single, którzy potrzebują się wyszaleć, i pracujące kobiety z dziećmi, które chcą mieć chwilę dla siebie. Na zajęciach odnajdują się na nowo. Znam kobiety, które dotychczas nie wyjeżdżały nigdzie same, tylko z rodzinami, nawet na zakupy. A teraz, dzięki tańcowi, zaczynają dostrzegać swoje potrzeby. Taniec staje się odskocznią od szarego życia. Wentylem bezpieczeństwa dla problemów. Czasami dzwoni do mnie kursantka i mówi: „Chcę umówić się na lekcję. Dzisiaj. Mam w pracy taką zadymę, że muszę to gdzieś odreagować”.

Umożliwiacie waszym kursantom udział w profesjonalnych turniejach. Co im to daje, oprócz – jak przypuszczam – ogromnej tremy?
Nie bez powodu w parze jest zawsze amator i profesjonalny tancerz. Oboje się wspierają, przy czym gwarantuję, że to amator ma mniejszą tremę. Nikogo nie namawiamy na udział w turnieju po miesiącu czy dwóch nauki. To byłoby zbyt stresujące. Czas przygotowania jest bardzo indywidualny. Znam osoby, które po trzech miesiącach czuły się już na siłach, a są takie, którym to zajęło rok, półtora. Turnieje są dodatkową motywacją i prawdziwą próbą charakteru. Jeśli uda ci się opanować stres i dobrze wypaść, zaczynasz wierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych. Po czymś takim nauka na zwyczajnej sali tanecznej to już czysta przyjemność.

Kilka lat temu znajomy, Michał Malitowski, zaprosił mnie do programu „Got to dance”. Wystąpiłem w nim ze swoją partnerkę z Pro-Amu, panią po 40, poważną business woman, z mężem, rodziną. Rano przyszliśmy na nagranie, a tam tłum ludzi, na dodatek same zespoły. Tu się rozgrzewają, tu grają, tam scena i kamery… Moja partnerka wpadła w panikę. W parę godzin musieliśmy się ogarnąć. Wieczorem było nagranie na żywo i wszystko ostatecznie fajnie wyszło. Dlatego jestem zdania, że na pokazach czy konkursach ludzie mogą się sprawdzić w nowej roli, zmierzyć ze strachem. Uczą się radzić sobie z trudnymi emocjami.

Poza tym atmosfera na turniejach jest bardzo nobilitująca. Staramy się je zresztą właśnie dlatego urządzać w niecodziennych miejscach. Były już w Filharmonii w Szczecinie czy w Kopalni Soli w Wieliczce, 128 metrów pod ziemią. W takim otoczeniu uczestnicy czują, że te emocje, te chwile są bezcenne. Wyjeżdżamy też na pokazy za granicę – z pierwszą kursantką z Pro-Amu byłem w Hongkongu. Łączymy to także z podróżami pod hasłem „weekend dla siebie”.

A jak sam wspominasz zawodowe turnieje, w których brałeś i bierzesz udział?
Pamiętam szczególnie dobrze Mistrzostwa Niemiec w Mancheim. Miałem wtedy 14–15 lat. Z moją partnerką udało mi się wejść do finału. Cała sala pełna. Kilka tysięcy osób. Duża orkiestra, muzyka na żywo. Pary przedstawiane z imienia i nazwiska. Kiedy to się dzieje, to na parkiecie tracisz niemalże świadomość. Odpływasz i nie wiesz, co się z tobą dzieje. A masz zatańczyć. Robisz to więc w jakiejś euforii, której nie jesteś w stanie kontrolować. Bo technicznie to wszystko już dawno masz wyćwiczone.

Podobne odczucia miałem podczas Mistrzostw Polski na warszawskim Torwarze. Pełna sala ludzi, 3–4 tys. osób, telewizja. W takich warunkach włada tobą podświadomość. To jest nie do opisania. Trzeba to poczuć. Czujesz się jak podczas premiery na scenie. Bo tancerz jest aktorem. Odgrywa różne role. Raz jest romantycznym kochankiem, a raz dzikim torreadorem. Przepuszcza przez ciało muzykę – jedno z drugim musi być więc zsynchronizowane. Czysta symbioza. Do tego jeszcze dochodzi interakcja z otoczeniem – gdy ogląda cię 2 tys. osób, czujesz ogromną dawkę energii, jeśli potrafisz przeciągnąć ją na swoją stronę, wygrywasz.

Znasz jakąś osobę, która dzięki nauce tańca przeszła prawdziwą metamorfozę?
Nawet kilka. Wszystkie niezwykle się otworzyły, nabrały pewności siebie, ale też i pokory. Stały się dojrzalsze emocjonalnie – otwarcie mówią, co czują.

Szkoła tańca szkołą życia?
My mówimy: „dance ma sens”. Siedemdziesięciolatek, o którym wspominałem, twierdzi, że odkąd w wieku 60 lat zaczął tańczyć, zaczął żyć. Przeżywa teraz swoją drugą młodość. Tyle tylko, że nie ma o czym rozmawiać z rówieśnikami: oni opowiadają o serialach, chorobach i wnukach, a on ma mnóstwo energii i nowych celów do osiągnięcia. No i prawdziwą pasję – taniec.

O co ty byłbyś uboższy, gdyby nie taniec?
Na pewno o wiele emocji. Bo taniec cię na nie otwiera. W dzień je zwykle skrywamy, na parkiecie uwalniamy. Dlatego taniec tak odstresowuje i relaksuje. Wyrzuci z ciebie złość, doda radości – w ruchu wyzwalają się przecież endorfiny. Poza tym taniec to forma sztuki, tańcząc, stajesz się artystą. Kontaktujesz się nie tylko ze swoim umysłem i ciałem, ale też z duszą. Ja, gdy wchodzę na parkiet, od razu się uśmiecham.

Piotr Lewandowski zawodowy tancerz najwyższej międzynarodowej klasy tanecznej S, instruktor, finalista turniejów tanecznych w Polsce i w Europie. 

  1. Styl Życia

Joga dla mężczyzn - same zalety

Korzyści płynące z uprawiania jogi są nieocenione również dla mężczyzn. (Fot. Getty Images)
Korzyści płynące z uprawiania jogi są nieocenione również dla mężczyzn. (Fot. Getty Images)
Szanowne Panie, które kochacie swoich mężczyzn i pragniecie o nich zadbać - sprawa jest prosta: wyślijcie ich na jogę, ponieważ joga jest dla nich wybawieniem od wielu dolegliwości.

Wśród wielu mężczyzn (większości!) pokutuje przeświadczenie, że joga to wydumane wygibasy na różowej macie, intonowanie mantr w lotosie, itp. Żaden „szanujący się facet” nie będzie w takich babskich wygłupach brał udziału. O, ostatni bastionie kultury macho drżyj, albowiem twój kres jest bliski!

Na zajęciach mniej więcej 95 procent ćwiczących to kobiety. W grafikach szkół jogi mamy stałe zajęcia na czas ciąży i menstruacji, istnieją obszerne opracowania pozycji na każdy etap cyklu, niedawno wyszła wspaniała książka Lois Steinberg „Praktyka jogi dla kobiet.”. My wiemy jak ćwiczyć, by łagodzić objawy menopauzy, itd... Bierzemy z tych dobrodziejstw garściami. Świetnie!

A co z panami? Skoro nie ćwiczą tak tłumnie, jak kobiety, to czy nie dotyczą ich różne dolegliwości związane z wiekiem i te typowe dla ich płci? A problemy z sercem, bóle w odcinku lędźwiowym i krzyżowym, sztywne biodra i barki (sztywne więc podatne na urazy), przerost prostaty? Ale nie psujmy sobie humoru tą czarną litanią, nie o to mi tutaj chodzi - wrócimy do niej później. Rzecz w tym, że panowie nadal nie bardzo chcą się zmieniać. Najczęściej więc, kiedy nie sposób dłużej zaprzeczać, że jest problem, wyjściem jest terapia farmakologiczna, która przecież nie jest obojętna dla organizmu, bo obciąża go dodatkowo. Przyczyna dolegliwości trwa nadal, aż wreszcie ostatecznym rozwiązaniem staje się operacja, a i to nie usuwa źródła problemu. A przecież jest jeszcze jeden sposób - sposób, który dotrze do korzeni choroby, a być może nawet jej zapobiegnie, a jeśli nie, to na pewno złagodzi przebieg. I to bez skutków ubocznych. Obejrzyjmy więc problemy od strony rozwiązania, czyli ...

Korzyści z uprawiania jogi

Oczywiście kto ćwiczy, ten wie, że męskie ( w większości!) wyobrażenie na temat jogi nijak ma się do rzeczywistości. Asany wymagają przecież żelaznej dyscypliny umysłu i ciała, aby odrzeć nas ze wszystkiego, co staje na drodze do poczucia swojej mocy i serca godnych prawdziwego wojownika. Ćwiczenia te bez litości wskażą każdą iluzję lub wymówkę, dotrą do najgłębszych pokładów twoich możliwości - są jak surowy trener, którego zarazem uwielbiasz, bo wiesz, że jego surowość wynika właśnie z wielkiej wiary w ciebie, i to dzięki niemu zwyciężasz. Czy to porównanie przemawia do męskich serc? A teraz powróćmy do tego, co może dolegać, o ile jeszcze nie dolega, naszym ukochanym mężczyznom.

Większość problemów pojawia się po 40-ce, ale już coraz młodsi mężczyźni zaczynają narzekać na bóle dolnej części pleców. Jest to związane z siedzącym trybem życia, coraz dłuższym czasem spędzanym przed komputerem oraz w samochodzie i oczywiście ze stresem. Joga uśmierza ból w okolicy lędźwiowej i krzyżowej, rozluźnia mięśnie dołu pleców, rozciąga i wzmacnia je. Przynosi ulgę w dolegliwościach takich jak rwa kulszowa, przepuklina lędźwiowa i dyskopatia (wtedy praktyka koniecznie pod okiem doświadczonego nauczyciela)

W okolicy 50. lat w związku z obniżoną produkcją androgenów mężczyzna wchodzi w okres andropauzy. Po 50-tych urodzinach rozrost gruczołu prostaty dotyka ponad połowę mężczyzn. Dolegliwości z tym związane to częste i bolesne oddawanie moczu oraz zaburzenia życia płciowego. Joga, poprawiając przepływ krwi i zmniejszając napięcie w mięśniach krocza, pomaga w chorobach prostaty. Pamiętajmy, że elastyczne i silne mięśnie krocza i dna miednicy to znacznie więcej przyjemności z seksu!

Kolejna typowo męska dolegliwość związana jest z sercem, a jej przyczynami najczęściej są - stresujący tryb życia i niewłaściwa dieta. Jest to oczywiście ból w klatce piersiowej oraz zawał serca, do którego prowadzi choroba wieńcowa. Badania wykazały, że joga powoduje obniżenie ciśnienia krwi i cholesterolu, prowadzi do uelastycznienia tętnic. Działa też na źródło problemu - uwalnia trwale od stresu ucząc, jak sobie z im radzić. Przywraca głęboki oddech, wzmacnia serce. Poprawia krążenie, usuwa toksyny z krwi.

Niewłaściwa dieta i brak ruchu prowadzą do także częstej u mężczyzn w średnim wieku otyłości brzusznej, która z kolei jest przyczyną chorób układu krążenia, cukrzycy i nadciśnienia. I tutaj joga również jest pomocna, ponieważ nie tylko pomoże przywrócić prawidłową wagę, ale także wpłynie na zmianę nawyków, i jest to jej największa siła. Buduje bowiem świadomość i wrażliwość, dzięki którym możliwe staje się porzucanie szkodliwych przyzwyczajeń żywieniowych i nie tylko.

I żyjmy długo i szczęśliwie

To tylko niektóre z męskich „zmór średniego wieku”. Joga działa dobroczynnie na wszystkie te bolączki. W rzeczywistości praktyka jogi daje o wiele więcej, ale jeśli ktoś przyszedł tylko po to, jestem pewna, że zostanie obdarowany. Tylko niechże wreszcie przyjdzie i to nie po karnet podarunkowy dla żony!

Dbamy o naszych mężczyzn i o ich delikatną naturę, której sami wolą nie dostrzegać. Przypominamy o diecie i badaniach. A teraz apeluję do was w imię miłości: dziewczyny, przyprowadźcie swoich mężczyzn na jogę. Zaraźmy ich tą praktyką i to już teraz, im wcześniej tym lepiej. Niech pozostaną zdrowi i silni jak najdłużej, abyśmy mogły się cieszyć nimi i wspólnym apetytem na życie.

  1. Styl Życia

Jak nie zrazić się do aktywności fizycznej?

Nie poddawaj się po pierwszym potknięciu! - to pierwsza zasada podejmowania się aktywności fizycznej.(Fot. iStock)
Nie poddawaj się po pierwszym potknięciu! - to pierwsza zasada podejmowania się aktywności fizycznej.(Fot. iStock)
Mówi się, że najważniejsze jest pierwsze wrażenie. To jedno „kliknięcie” na samym początku. Często jednak się zdarza, że pierwotny osąd jest mylny. Dlatego postulujemy, żeby dawać sobie drugą, trzecią, a nawet czwartą szansę! Wybierając aktywność sportową, nie podejmuj decyzji zbyt pochopnie – otwieraj umysł na nowe obszary.

Zastanów się: jak często kierowałaś się pierwszym wrażeniem, niezależnie od tego, czy to była randka z chłopakiem, czy wybór dyscypliny sportowej? Niejednokrotnie jest tak, że po nieudanej próbie od razu podejmujemy decyzję: „to nie dla mnie”. W dużej mierze odpowiadają za to nasze oczekiwania – często nierealne, rozbieżne z rzeczywistością. Dlatego, jeśli nie chcesz zbyt wcześnie przekreślić szansy na coś dobrego, rozwojowego, przede wszystkim przestaw swoje myśli na tryb: „nie szukam ideału”. Nie zakładaj na początku: „ta aktywność na pewno będzie idealna dla mnie”, bo tego przecież nie możesz wiedzieć na starcie. I najważniejsze: nie poddawaj się po pierwszym potknięciu, – to zresztą działa nie tylko na treningu, ale i w życiu – za drugim razem może ci już pójść o niebo lepiej!

Nie działaj pochopnie

Niezależnie od dziedziny, w jakiej stawiamy pierwsze kroki, zawsze jest kilka stałych aspektów, które wpływają na nasz ogląd sytuacji. Przede wszystkim najpierw, chcąc nie chcąc, tworzymy sobie jakieś wyobrażenie – czy to osoby, czy dyscypliny sportu. Potem idziemy w nieznane, okazuje się, że nie wszystko byliśmy w stanie przewidzieć, założyć z góry – że niekoniecznie nasza aktywność jest dopasowana do czynności, którą sobie wybraliśmy. Później nadchodzi moment konfrontacji z własnymi oczekiwaniami, często trudny, bo jeżeli zakładaliśmy, że pierwszy trening będzie fenomenalny, a okazuje się, że już drugie powtórzenie nas wykończyło – to powstaje ogromny dyskomfort. Nie chcemy wracać na salę ćwiczeń, mamy ochotę wszystko rzucić. Podobnie jest z randkowaniem: jeżeli umówisz się z mężczyzną i on niekorzystnie wypadnie w twoich oczach, to trudno ci będzie przekonać się do niego ponownie. A przecież pierwsze wrażenie może być mylne, bo tak samo jak my nie mamy wiedzy, czego się do końca spodziewać albo mamy ją trochę zaburzoną, tak samo ta druga strona jest zestresowana; każdy wchodzi w jakąś rolę. A przekładając to na język aktywności sportowej: w przypadku nowej dyscypliny nie zawsze jesteśmy do końca świadomi, jakie mięśnie będą zaangażowane w trening, które układy powinniśmy wcześniej wzmocnić itp.

Błędy nasze powszednie

Kierując się pierwszym, mylnym wrażeniem, bardzo często eliminujemy różne czynności i osoby z naszego życia, choć realnie mogłyby w nie bardzo dużo wnieść. Tymczasem jeśli nie znamy, np. w przypadku ćwiczeń, całej specyfiki treningu, możemy łatwo zapędzić się w kozi róg i zrezygnować z czegoś, co naprawdę mogłoby nam dużo dać. Chyba najlepszym przykładem jest bieganie – bardzo często nowicjusze zamiast zacząć od marszobiegów i zwiększać stopniowo intensywność treningu, aż się dojdzie do upragnionej formy, wychodzą nieprzygotowani, po pierwszym okrążeniu łapią zadyszkę i stwierdzają: „Nie, to nie dla mnie, ja się do tego nie nadaję”. Jakże mylne jest takie wrażenie.

Nie oczekujmy, że dana aktywność fizyczna będzie dla nas od razu stworzona, bo my często musimy dopiero do niej dorosnąć. Gdyby było inaczej, to nie byłoby ludzi, którzy dochodziliby do mistrzowskiej formy w danych dziedzinach. Jeśliby nie przyszli na drugi, trzeci trening, mimo że na pierwszym nie wszystko wychodziło im idealnie, to jak mieliby dojść do wysokiego poziomu? Bez ćwiczeń nie ma rozwoju. Dlatego nie zakładaj, że od razu po pierwszym treningu będziesz wiedziała, czy dana dyscyplina jest stworzona dla ciebie. W sporcie to tak nie działa. Zawsze bądź otwarta na to, żeby dać sobie drugą szansę.

Kolejnym częstym błędem jest to, że dana aktywność wydaje nam się banalnie prosta, bo tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Idziemy bez przygotowania, np. na zajęcia pole dance – to przecież wygląda lekko, łatwo i przyjemnie – a później jesteśmy zaskoczeni i zirytowani, że po pierwszym razie o mało nie wyzionęliśmy ducha. Trzeba wziąć pod uwagę, że coś może być trudniejsze, niż na to wygląda, i dlatego nie warto bagatelizować przygotowań.

Reasumując: lepiej na początku, póki nie znasz danej aktywności ruchowej, dać sobie czas na jej poznanie, nie oceniać się krytycznie i niczego nie oczekiwać. Spróbuj się po prostu oddać nowemu wyzwaniu, na zasadzie „co będzie, to będzie”, i sukcesywnie zwiększaj wiedzę merytoryczną i świadomość tego, co robisz. Powiedz sobie: „Pokażę samej sobie, że jestem w stanie to zrobić”. I czerp z tego naukę.

Ćwiczenie na umysł

Przypomnij sobie ostatnią sytuację, kiedy po pierwszym razie się do czegoś zraziłaś. Zastanów się, co tak naprawdę przeszkodziło ci w realizacji celu. Biorąc pod uwagę te czynniki, które możesz zmienić, daj sobie jeszcze jedną szansę.