1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Zaburzenia erekcji i przedwczesny wytrysk - skąd się biorą męskie problemy seksualne?

Zaburzenia erekcji i przedwczesny wytrysk - skąd się biorą męskie problemy seksualne?

W Polsce problem zaburzenia erekcji dotyczy około 3 mln mężczyzn, w USA – aż 30 mln, a przewiduje się, że będzie się to pogłębiać. (Fot. iStock)
W Polsce problem zaburzenia erekcji dotyczy około 3 mln mężczyzn, w USA – aż 30 mln, a przewiduje się, że będzie się to pogłębiać. (Fot. iStock)
Podobno nawet porsche ma prawo się zepsuć. Nic dziwnego, że mężczyzna — choćby najbardziej męski model — też może ulec awarii. I nic nie szkodzi, bo przecież nie jesteśmy maszynami!

Zaburzenia erekcji – już samo brzmienie tych słów przyprawia płeć męską o gęsią skórę. Każdy mężczyzna ma nadzieję, że jego to nigdy nie spotka. Niestety, co dziesiąty przekona się na własnej skórze, co to znaczy nie stanąć na wysokości zadania. – Zaburzenia erekcji to prawdziwa plaga współczesności. To utrzymująca się niezdolność do osiągnięcia lub utrzymania wzwodu koniecznego do satysfakcjonującego współżycia – mówi Małgorzata Zaryczna, seksuolog, psycholog i terapeutka. – W Polsce zjawisko to dotyczy około 3 mln mężczyzn, w USA – aż 30 mln, a przewiduje się, że problem będzie się pogłębiać.

Niebezpieczne piwo

Co powoduje te zaburzenia? Mnóstwo rzeczy. Wcale niekoniecznie fakt, że mężczyzna znudził się swoją partnerką lub że już nie jest dla niego atrakcyjna. Ani że jest impotentem. Na liście winowajców znajdują się: wiek (w umiarkowanej skali problem dotyczy aż 52 proc. panów między 40. a 70. rokiem życia), choroby, zwłaszcza przewlekłe (miażdżyca, cukrzyca, choroby układu sercowo-naczyniowego, niewydolność nerek czy wątroby, choroba Alzheimera, depresja). Przyjmuje się, że dwóch na trzech pacjentów z nadciśnieniem tętniczym może mieć problemy ze wzwodem – a w Polsce aż 4 mln mężczyzn cierpi na nadciśnienie. Trudności może mieć też co drugi pacjent z cukrzycą – a na tę chorobę cierpi ponad pół miliona Polaków. To samo dotyczy 8 na 10 pacjentów z depresją czy łagodnym rozrostem prostaty, powszechnym po 50.

Inne przyczyny to zaburzenia hormonalne (nad- i niedoczynność tarczycy, hiperprolaktynemia, niski poziom testosteronu), urazy, zabiegi, radioterapia oraz przyjmowane leki (uspokajające, przeciwdepresyjne, obniżające ciśnienie krwi, hormonalne, cholinolityczne).

– Nawet nie podejrzewamy, jak wiele czynników może osłabić erekcję, na przykład tak powszechnie stosowane preparaty, jak leki z grupy NLPZ – podkreśla seksuolog. – Suplementów diety nie uważamy za leki, a przedawkowanie tych zawierających taurynę czy kofeinę może – przez wzrost ciśnienia – doprowadzić do zawrotów głowy, kiepskiego samopoczucia i niewydolności organizmu oraz właśnie osłabić erekcję i wytrysk.

Do tego dochodzą używki. Weźmy nikotynę – działa na układ oddechowy, który funkcjonuje w ścisłym powiązaniu z układem krążenia. Poza tym powoduje zwężenie naczyń krwionośnych, zwłaszcza tych obwodowych, położonych dalej od układu centralnego – a więc także w penisie. Albo alkohol. Wiadomo, że pod jego wpływem słabną hamulce i rośnie apetyt na seks. Tylko że w większych dawkach zmniejsza zdolność do jego zaspokojenia.

Co jest najgorsze dla męskiej sprawności? – Wcale nie szalone prywatki do rana – jeśli mają miejsce raz na jakiś czas – ale codziennie pite piwo – ostrzega Zaryczna. – O tym się nie mówi, bo przecież piwo jest reklamowane jako męski napój. A tymczasem zawiera fitohormony – substancje pochodzenia roślinnego, naśladujące hormony żeńskie i osłabiające erekcję. Oczywiście raz na jakiś czas kufel złocistego napoju nie zaszkodzi, jeśli jednak mężczyzna pije je często i długotrwale (np. jedną butelkę, ale codziennie), szybko odczuje negatywne skutki.

 

Zalęknieni i zestresowani

Absolutnymi zabójcami erekcji, w dodatku kompletnie lekceważonymi, są stres, zmęczenie i niewyspanie. Psychogenne przyczyny dotyczą aż 10–30 proc. problemów ze wzwodem (70–90 proc. to przyczyny organiczne, a 50 proc. ma podłoże mieszane). Skąd ta zależność?

– Kiedy człowiek czuje lęk czy spore napięcie, mózg uwalnia do organizmu hormony stresu: kortyzol i adrenalinę – tłumaczy Zaryczna. – Mają przygotować ciało do ucieczki albo walki. Krew szybciej krąży, napinają się mięśnie, podnosi ciśnienie. A jednocześnie mózg wysyła do organizmu informację: „chroń narządy rodne!”. Dlatego przez jakiś czas nie będą zasilane krwią, skurczą się i staną maksymalnie wiotkie, żeby być mniej podatnymi na uszkodzenia.

Wśród psychogennych powodów zaburzeń erekcji można wyliczyć także: poczucie niskiej wartości, lęk przed kobietami, kiepskie doświadczenia erotyczne, w tym niewłaściwą inicjację seksualną, lęk przed negatywną oceną ze strony partnerki, nieporozumienia pomiędzy kochankami, niewyrażone urazy lub żale, poczucie winy, niewłaściwe zachowanie kobiety, długotrwałe pokonywanie jej oporów przed współżyciem, lęk kastracyjny, lęk przed ciążą lub chorobą przenoszoną drogą płciową, nudę, impotencję poporodową (dotyczy panów, którzy negatywnie przeżyli obecność przy porodzie) czy lęk, że już raz doświadczona trudność ze wzwodem może się powtórzyć.

Powodem zaburzeń erekcji może być też nieustabilizowana więź seksualna. – Przychodzą do mnie mężczyźni, którzy się skarżą, że choć często współżyją, to mają problem z erekcją – mówi Zaryczna. – W trakcie rozmowy okazuje się, że przyczyną jest to, że większość aktywności seksualnej to przygody na jedną noc. A tu zawsze jest szczypta stresu: jak się wypadnie przed kobietą, jak się ona zachowa, jak mnie potraktuje, czy uda się ją zadowolić… Panowie nie czują się wtedy bezpiecznie, swobodnie, a co najważniejsze – nie czują akceptacji. Jest trudno. Podlegają tak silnemu lękowi, że organizm nie jest w stanie prawidłowo reagować.

Istotna jest także atrakcyjność kobiety. Nie chodzi o to, że mężczyzna musi kochać partnerkę – to akurat prawda, że panowie potrafią oddzielić seks od miłości (choć miłość ułatwia i wspomaga erekcję). Ale o to, że kobieta musi go podniecać. Jeśli tak się nie dzieje, może się ratować fantazjami seksualnymi, ale to już wymaga pewnego wysiłku ze strony wyobraźni.

– Stereotyp, że mężczyzna „zawsze może”, jest niezwykle niszczący dla męskości – ostrzega seksuolog. – No bo co to za facet, który nie ma ochoty na seks albo ma jakąś trudność z erekcją?! Gdyby nie ta wiara w obiegowe „prawdy”, sporadyczne zaburzenia wzwodu łatwo by sobie wytłumaczył, przeszedł nad nimi do porządku dziennego, a następnym razem cieszył ze zbliżenia. Ale panowie koncentrują się na problemie, co wytwarza tak wielką presję, że kolejne niepowodzenie murowane.

Za szybko, kochanie

Kolejna zmora mężczyzn to przedwczesny wytrysk. Według statystyk, 2 proc. mężczyzn zdarza się jeszcze przed grą miłosną, 7 proc. – na jej początku, a 30 proc. – już po kilku ruchach. Ale to, co sami mężczyźni uważają za przedwczesny wytrysk, w rzeczywistości bywa jednak normą.

– Gdy stosunek trwa przynajmniej 3 minuty, wytrysk nie jest przedwczesny – tłumaczy Zaryczna. – Przyjmuje się bowiem, że przeciętny seks trwa 5 do 7 minut, nie licząc pieszczot i gry wstępnej. Ale czasem mężczyźni, wierząc że „dobry” seks powinien zająć im całą noc, skarżą się na ten problem, chociaż mieści się w przeciętnych „widełkach”. Wbrew powszechnej opinii, przedwczesny wytrysk nie zawsze jest wynikiem zbytniego podniecenia. Czasem mężczyźni reagują nim na napięcie spowodowane innymi przyczynami: stresem w pracy, silnym wstydem, długą przerwą we współżyciu, problemami w relacji, lękiem, że się nie sprawdzą i nie zaspokoją partnerki… Rozwiązanie problemu? Najlepiej pozbyć się przyczyn lęku. Z przedwczesnym wytryskiem można też walczyć za pomocą ćwiczeń.

– Szkoła Masters i Johnson zaleca np. technikę stop–start. Polega ona na tym, że w czasie pieszczot z partnerką mężczyzna ujmuje penisa u nasady i kiedy czuje zbliżający się wytrysk, który jeszcze może powstrzymać, przerywają stymulację. W tym czasie on zdecydowanie uciska członek, powtarza to trzy razy i dopiero za czwartym pozwala sobie na wytrysk – radzi seksuolog.

 
Można tę metodę sprawdzić samotnie, ale lepiej robić to z partnerką. Z kilku powodów. To pozwala obojgu oswoić problem i zdejmuje z niego tabu. Gdy mężczyzna ćwiczy podczas masturbacji, może się obawiać, że w trakcie stosunku sobie nie poradzi – przecież wtedy działają inne, o wiele silniejsze bodźce. Trenując z partnerką, przyzwyczaja się do jej nagości i seksualności. Najważniejsze jednak, by nauczył się skupiać na doznaniach ciała, a nie obawach o swoją wydolność.

– Zachęca się pary, żeby umawiały się na zbliżenia bez penetracji, a jedynie z pieszczotami, masażem, wzajemnym sprawianiem sobie przyjemności – mówi Zaryczna. – Jeśli mężczyzna zostanie ośmielony przez kobietę i zobaczy, jak ona szczytuje, łatwiej mu będzie pokonać lęk przed porażką. W ten sposób oboje uczą się, że seks nie jest stresujący, lecz przyjemny.

Można też zaplanować, że pierwszy wytrysk nastąpi jeszcze przed zbliżeniem, co rozładuje napięcie. Za drugim razem zawsze dochodzi się dłużej do finału – nawet jeśli mężczyzna jest tak samo podniecony.

Nie zawsze chodzi o orgazm

Co, zdaniem Małgorzaty Zarycznej, można poradzić mężczyznom? Żeby nie ukrywali przed partnerkami problemów seksualnych. Kiedy coś się nie udaje, nie wystarczy zapewnić ukochaną, że wszystko jest w porządku. W końcu zacznie się zastanawiać:

„Co się dzieje? On już mnie nie kocha? Przestałam być dla niego atrakcyjna?”. I poczuje się odrzucona. Jej złe samopoczucie tylko pogorszy sytuację: nie dość, że mąż ma problem, z którym boryka się sam, to jeszcze lęk i niepewność żony sprawią, że w łóżku będzie spięta i mniej aktywna. A to go dodatkowo zestresuje. I powstanie zaklęty krąg, z którego obojgu będzie trudno uciec.

Kobiety wiedzą, że kiedy mężczyzna się nie spisze, trzeba powiedzieć: „kochanie, to nie ma znaczenia”. Małgorzata Zaryczna radzi, że mogą dodać: „to nawet fajnie, dziś się tylko poprzytulamy”. Jeśli jednak „wpadki” zdarzają się częściej, warto zmienić taktykę i zaproponować inną możliwość sprawiania sobie przyjemności. I pokazać mężczyźnie, że dla kobiety orgazm jest jeden, niezależnie od tego, w jaki sposób go osiągnie.

A jeśli problem się powtarza? – Trzeba powiedzieć wprost: „kochanie, niepokoi mnie ta sytuacja, ale jeszcze bardziej to, że nic nie mówisz. Czy masz jakąś trudność, czy coś się stało? Porozmawiajmy!” – proponuje seksuolog. Często mężczyzna unika tematu, bo obawia się wizyty u specjalisty: jest dla niego przyznaniem się do porażki. I boi się, że może usłyszeć diagnozę, która zabrzmi jak wyrok. Warto jednak z nim o tym porozmawiać, uciekając się przy tym do dwóch argumentów. Po pierwsze, przeciągający się, długotrwały stan zapalny może prowadzić do zwłóknień czy zrostów, a nawet do niepłodności. Po drugie, im szybciej się tym zajmie, tym szybciej będzie znowu w formie, bo to najprawdopodobniej problem czysto medyczny, który można wyleczyć łatwo i bez śladu.

I najważniejsze – nie przesadzajmy z oczekiwaniami. Seksuolodzy uważają życie intymne za udane, jeśli połowa zbliżeń pomiędzy partnerami jest satysfakcjonująca. Wszystkie na pewno nie będą, ponieważ nie jesteśmy robotami. Na szczęście.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Kobiecy orgazm - jak go osiągnąć?

Definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. (fot. iStock)
Definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. (fot. iStock)
Orgazm jest jeden, ale drogi do niego różne, trzeba spróbować wielu – mówią psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro i edukatorka seksualna Izabela Fornalik.

Julka z Arturem są ze sobą od roku. To jej drugi chłopak, ale dopiero z nim zdecydowała się na współżycie. Dziewczyna lubi się kochać, ale nie przeżywa orgazmu. Jej chłopak bardzo się stara, widać, że coraz mocniej przeżywa fakt, że Julka nie szczytuje. Próbują różnych pozycji, ale ciągle się nie udaje… Julka coraz częściej odnosi wrażenie, że jej chłopak traktuje problem ambicjonalnie, chce, żeby jej było dobrze, ale też czułby się znacznie lepiej jako sprawny kochanek. Natarczywie dopytuje za każdym razem o jej odczucia. Julka nie rozmawiała z nikim o swoim zmartwieniu, tym bardziej że większość jej koleżanek dość obcesowo chwali się swoimi łóżkowymi podbojami. To wszystko sprawia, że dziewczyna zaczyna podejrzewać, że może coś z nią jest nie tak.

Izabela Fornalik: Fakt, że Julka nie przeżywa orgazmu w trakcie stosunku, nie jest niczym dziwnym i unikatowym. Tym bardziej, że dziewczyna niedawno rozpoczęła współżycie. Kobiecy orgazm nie pojawia się na zawołanie i to na dodatek przy pierwszych stosunkach. W pewien sposób trzeba go wypracować, kobieta musi nauczyć się swojego ciała i jej partner musi dobrze je poznać. Często okazuje się, że jeśli kobieta nie szczytuje, to jest to większym problemem dla jej partnera. Nie wystarcza mu zapewnienie, że współżycie sprawia jej przyjemność.

Bianca-Beata Kotoro: Nie ma jednej, wyczerpującej definicji, czym jest orgazm. Skoro kobieta mówi, że zbliżenia sprawiają jej przyjemność i dąży do ich powtórzeń, można powiedzieć, że nie ma problemu. Wyznacznikiem udanego współżycia jest to, czy chce się kolejnego razu. Bo jeśli tak, to znaczy, że było komuś dobrze. Julka twierdzi, że jest jej dobrze, więc skąd wie, że nie miała orgazmu? Bywa, że kobiety doznają szczytowania, tylko mają o nim tak dziwne wyobrażenie, że go nie rozpoznają. Opisy z literatury czy obrazy filmowe często mówią o czymś niewyobrażalnie wstrząsającym, stanie nieporównywalnym do niczego. Tymczasem każdy orgazm jest inny i każdy człowiek inaczej go przeżywa. Zdarza się też, że kobiety, które w trakcie współżycia nie doznają orgazmu, zaznają go podczas masturbacji. Czyli dowodzi to, że są w stanie doznawać szczytowania. Dlatego najpierw trzeba dowiedzieć się, czy Julka przeżyła kiedyś w trakcie pieszczot autoerotycznych albo podczas zbliżeń z poprzednim partnerem coś, co można by jej zdaniem nazwać orgazmem. Czy to, że nie ma orgazmu, oznacza, że miała go już kiedyś i teraz to doznanie się nie pojawia, czy też nie miała go nigdy, a swoją wiedzę o szczytowaniu czerpie z wyobrażeń i fantazji, a przez to porusza się wśród nierealnych oczekiwań? Czasami kobiety nie rozpoznają własnego orgazmu, bo po szczytowaniu nie reagują tak, jak im się wydaje, że powinny: zmęczeniem, spadkiem napięcia, za to są jeszcze bardziej pobudzone i mają ochotę na dalsze pieszczoty. A przecież to też jest jedna z możliwych reakcji.

Uświadomienie kobiecie, że właśnie przeżywa to, o czym myślała, że jest dla niej niemożliwe, może wtedy wymagać dużo pracy. Oczywiście, zdarzają się przypadki anorgazmii pierwotnej, ale są to naprawdę sporadyczne wyjątki, uwarunkowane fizjologią, budową anatomiczną czy kwestiami neurologicznymi. Diagnoza anorgazmii jest bardzo często nadużywana. W przypadku kobiety, która nie osiągnęła orgazmu nigdy – ani podczas masturbacji, ani podczas stosunku seksualnego – mówimy o anorgazmii pierwotnej, zaś tzw. wtórną diagnozuje się, gdy kobieta problemy ze szczytowaniem ma dopiero od jakiegoś czasu lub tylko w pewnych warunkach.

I.F.: Encyklopedyczna definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. Na jej podstawie można również przedstawiać z perspektywy fizjologicznej konkretne wyznaczniki orgazmu – skurcze pochwy, dna macicy, wytrysk nasienia, skurcze moszny, a po ich ustąpieniu pojawienie się zazwyczaj błogostanu i spełnienia emocjonalnego oraz spadek napięcia.

Wszystko to jest prawda, ale w tym sensie, że takie reakcje często mają miejsce, ale należy podkreślić, że nie każdy i nie za każdym razem przeżywa orgazm tak samo. To są niemierzalne reakcje psychiki i ciała i nie powinno się na ich podstawie budować wyobrażeń czy ostatecznych stwierdzeń na temat orgazmu. U jednej kobiety pojawią się silne skurcze pochwy i nadwrażliwość przy wejściu członka, ale inna nie będzie miała takich objawów.

B.B.K.: Oczywiście, na poziomie fizjologii ciała pewne zjawiska występują za każdym razem, dotyczy to podniesienia ciśnienia krwi i poziomu hormonów, ale zewnętrznie sprawa jest bardzo indywidualna. Przyjmowanie pewnych stwierdzeń dotyczących objawów orgazmu jako niepodważalnych prawd może przynieść dużo szkód. Zdarza się, że mężczyzna usłyszy gdzieś, że podczas orgazmu kobiece ciało zachowuje się tak, a nie inaczej i jest niepocieszony, jeśli u swojej partnerki nie zaobserwuje tych objawów. Zaczyna się wtedy dochodzenie, podejrzliwość co do autentyczności przeżyć i ulepszanie czegoś, co już jest dobre.

I.F.: W przypadku, kiedy kobieta nie przeżywa orgazmu, często okazuje się, że do jego wystąpienia nie wystarcza sama penetracja. Bywa, że potrzebne są również pieszczoty innych stref erogennych. Jedna kobieta ma wrażliwsze piersi, druga łechtaczkę. Para mogłaby też wypracować swoją pozycję maksymalizujacą doznania.

B.B.K.: Być może nasi bohaterowie skupili się na stosunkach pochwowych i tą drogą chcą dojść do orgazmu, a niewykluczone, że dla Julii bardziej satysfakcjonujące byłyby pieszczoty okolic łechtaczki. W przypadku wielu par trzeba odczarować temat penetracji, uważanej za jedyną słuszną drogę do przeżycia „prawdziwego” orgazmu. Wiele osób dokonuje takiego podziału i wartościowania na lepszy orgazm pochwowy i gorszy łechtaczkowy. To bardzo szkodliwy mit, orgazm jest jeden, drogi do niego różne, a każda z nich tak samo dobra. Być może ta para upiera się przy stosunku klasycznym, a tymczasem pozycja seksualna, budowa ciała Julki czy technika mogą nie sprzyjać tej formie stymulacji i trzeba wypróbować np. stymulacje łechtaczki i brodawek sutkowych.

I.F.: Jeżeli Julka rzeczywiście nie odczuwa orgazmu, a przyczyny nie leżą po stronie fizjologii, warto się zastanowić, czy w grę nie wchodzą przyczyny natury psychicznej. Zdarza się, że z jakichś powodów kobieta nie przyzwala sobie na przeżycie orgazmu albo na przeżycie go z danym partnerem. Może być to na przykład powód natury religijnej. Jeśli para żyje bez ślubu, osoba religijna może mieć z tym problem i chociaż przyzwala częściowo na ten związek, to gdzieś w głębi serca ma poczucie, ze robi coś złego i nie pozwala sobie na pełne przeżycie satysfakcji. Może to być też forma „gry” prowadzona przez kobietę – nie mam orgazmu, mój partner wie o tym, więc istnieje obszar do różnego typu manipulacji. W naszej kulturze to mężczyzna jest odpowiedzialny za orgazm kobiety. Nieprzeżywająca orgazmu partnerka może wyegzekwować od niego różne rzeczy, bo ten czuje się winny. Czasami kobiety nie pozwalają sobie na orgazm, bo uważają, że będzie on oznaczał, że mężczyzna ostatecznie ją zdobył i wtedy przestanie się starać.

B.B.K.: Warto dodać, że te gierki damsko-męskie są w nas wyjątkowo mocno zakorzenione. Kobiety, które mają zaburzone poczucie własnej wartości, mogą się bać przyzwolenia na orgazm, bo wówczas stracą kontrolę nad swoim zachowaniem i wyglądem. W przypadku naszych bohaterów może się też okazać, że Julka nie akceptuje w pełni swojego partnera, żywi wobec niego głęboko skrywaną urazę albo podświadomie pragnie zachować dystans – w związku z tym nie przyzwala sobie (ale też jemu) na to, żeby przeżyć z nim orgazm. Pamiętajmy, że brak orgazmu jest często problemem związku, a nie tylko samej kobiety czy mężczyzny.

Dr Izabela Fornalik, pedagog specjalny, edukatorka seksualna, nauczycielka akademicka, autorka pierwszych w Polsce praktycznych poradników na temat seksualności osób z niepełnosprawnością intelektualną.

Bianca-Beata Kotoro, psycholog, psychoseksuolog, terapeuta, psychoonkolog w Instytucie Psychologiczno-Psychoseksuologicznym Terapii i Szkoleń „BEATA VITA” w Warszawie. Główna Przewodnicząca Rady Ekspertów Europejskiego Centrum Edukacji PO PROSTU.

  1. Psychologia

Szybki i namiętny czy długi i romantyczny? Jaki seks jest lepszy?

Z braku czasu lub z powodu zmęczenia można zafundować sobie ekspresowy seks. Ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę. (Fot. iStock)
Z braku czasu lub z powodu zmęczenia można zafundować sobie ekspresowy seks. Ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
On lubi tzw. szybkie numerki, a ty wolałabyś dłużej i bardziej romantycznie? – Z braku czasu lub z powodu zmęczenia można zafundować sobie ekspresowy seks. Ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę – mówią psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro i edukatorka seksualna Izabela Fornalik.

Sandra bardzo lubi seks ze swoim mężem Michałem. Uważa, że mają udane współżycie, ale pewne rzeczy jej przeszkadzają – przede wszystkim to, że Michał preferuje „szybkie numerki”. Apetyt na seks nachodzi go nagle i wówczas dąży do szybkiego zaspokojenia. Sandra ulega  czasami zachciankom męża, ale zazwyczaj niechętnie. Sama potrzebuje więcej czasu i romantycznej aury, aby poczuć podniecenie. Pospieszny seks znienacka jej nie cieszy. Najchętniej kochałaby się po lampce wina, przy nastrojowej muzyce i w blasku świecy. Przeszkadza jej również, że mąż „szybkie numerki” traktuje nieraz jako formę załagodzenia konfliktu bądź przeprosiny na zgodę.

Bianca-Beata Kotoro:
Statystyki potwierdzają, że kobiety potrzebują dłuższego czasu na pobudzenie ciała i zmysłów niż mężczyźni. Oczywiście nie oznacza to, że nie ma od tej zasady odstępstw i że obowiązuje ona zawsze. Generalizując, kobieta potrzebuje doznań bardziej globalnych, mężczyzna – punktowych.

Izabela Fornalik:
Przy czym nie mniej ważny od preludium aktu seksualnego jest dla kobiety odpowiedni jego epilog. Ona potrzebuje więcej czasu na wyciszenie niż mężczyzna, który już w chwilę po zakończeniu aktu gotowy jest do podjęcia jakiejś innej czynności. Ale podobnie jak zbyt uboga gra wstępna, tak i zbyt rozwlekła – może kobietę drażnić. W przypadku Sandry i Michała zapytałabym o to, czy partner zdecydowanie preferuje tzw. szybkie numerki, czy też są one tylko jednym z jego upodobań.

B.B.K.:
Póki partner traktuje je jako urozmaicenie, przyprawę, która nadaje seksowi pikanterii, wszystko jest w porządku.

I.F.:
Tym bardziej, że dla kobiety tego rodzaju urozmaicenie również może być przyjemne. Jeżeli tzw. gra wstępna rozpoczyna się wiele godzin wcześniej w postaci drobnych pieszczot, erotycznych SMS-ów czy pożądliwych spojrzeń, wówczas szybkie zbliżenie może być zwieńczeniem wspaniałej uwertury. Zapominamy, że gra wstępna nie oznacza jedynie poprzedzających sam akt pieszczot na łóżku w sypialni.

B.B.K.:
Ilekroć mężczyźni pytają mnie, ile czasu powinna trwać gra wstępna, odpowiadam, że 24 godziny na dobę. Tłumaczę im, że to, jak będą traktowali swoją partnerką rano, po południu i pod wieczór, będzie budowało jej nastrój i ewentualną gotowość do zbliżenia. Dlatego tak ważne jest również to, aby ewentualne spory i konflikty starać się rozwiązać zawczasu, nie zabierać ich ze sobą do sypialni. Na parę, którą łączy silna więź erotyczna, czułość i zrozumienie, szybki numerek może czasem działać jak afrodyzjak.

I.F.:
Bądźmy realistkami. Z pewnością każda z nas chciałaby urządzać romantyczną kolację cztery razy w tygodniu, ale zazwyczaj jest to nierealne i konieczny jest pewien kompromis. Wracając do naszej pary, warto, aby Michał zastanowił się, z jakiego powodu pragnie „szybkich numerków”. Czy inne formy zbliżenia sprawiają mu równie dużo przyjemności? Sandra niech z kolei pomyśli, czy seks musi być zawsze ubrany w romantyczną aurę. Dlaczego zwyczajność odbiera jej ochotę na zbliżenie?

B.B.K.:
Często to pewne wyobrażenia budują nasze preferencje. I tak jak pornografia ukazuje wykrzywiony obraz ludzkiej seksualności i potrzeb, podobnie może odrealnić go również nadmiar filmów romantycznych. Jeżeli kobieta jest przesiąknięta obrazami z tkliwych filmów i one znacząco wpłynęły na jej wyobrażenie o życiu intymnym, może mieć problemy z zaakceptowaniem jego rzeczywistego wymiaru.

I.F.:
Warto by było, żeby Sandra w upodobaniach swojego męża dostrzegła dowód, jak bardzo mąż jej pożąda, zamiast widzieć w tym tylko odmienność upodobań. Być może świadomość jego podniecenia i pożądania spowoduje, że i ona w tych zwyczajnych, codziennych warunkach dostrzeże coś, co wpłynie na jej podniecenie. Natomiast Michał, znając życzenia żony, powinien postarać się w miarę możliwości o romantyczny anturaż.

B.B.K.:
Nic dziwnego natomiast nie widzę w tym, że nasza bohaterka czuje duży dyskomfort w momencie, kiedy jej partner intensywnie dąży do zbliżenia w momentach konfliktu. Niektórzy zostali wyuczeni, że seks może rozładować nieseksualne napięcia. Uprawiają go więc w momentach stresów – nie z powodu pożądania, ale żeby coś zagłuszyć. Nie jest to oczywiście świadomy proces. Ale jest to ślepa uliczka, zarówno dla własnej seksualności, jak i dla porozumienia w związku. Taka osoba myli potrzebę seksualną, pragnienie i pożądanie z odstresowaniem i odreagowaniem, a tak naprawdę nawet nie wie, że nie zaspokaja swoich potrzeb emocjonalno-seksualnych.

I.F.:
Bywają pary, które przyjmują schemat godzenia się w łóżku, ale to bardzo niebezpieczne dla związku, bo problemy i uczucia nie są nazywane i wyrażane, tylko tłumione, w efekcie czego różne żale i urazy nieustannie się kumulują. To tak, jakby zaklejać plastrem nieoczyszczoną ranę.

B.B.K.:
Jeżeli kobieta czuje się kochana, akceptowana i pożądana, jeżeli czuje się zaspokojona emocjonalnie oraz w swoich upodobaniach seksualnych, to okazjonalne „szybkie numerki” mogą być dla niej źródłem wielkiej przyjemności.

I.F.:
Niektóre kobiety są wielkimi admiratorkami szybkiego seksu. Twierdzą, że działa to na nie niezwykle ekscytująco. W przypadku jednych osób adrenalina zabija pożądanie, a w przypadku drugich działa podniecająco – wtedy seks w windzie, w przymierzalni czy w kinie i towarzysząca mu obawa przed „przyłapaniem na gorącym uczynku” mogą dawać wyjątkowo silne doznania. Są pary, które się od nich uzależniają. Jeżeli komuś tego rodzaju sytuacje pasują, a nie naruszają cudzej intymności, nie oceniajmy tego krytycznie.

Nie zapominajmy też, że na nasze preferencje seksualne składają się wyobrażenia, przeszłość seksualna, przekazy rodzinne, które nosimy w sobie, a także uwarunkowania fizjologiczne. Szybki numerek zazwyczaj wiąże się z pozycją stojącą, podczas której partnerka jest lekko nachylona, a partner stoi za nią. Podczas tej pozycji dochodzi do bardzo głębokiej penetracji i dla kobiet, które mają na przykład zrosty czy blizny poporodowe, albo dla tych, które są po różnych zabiegach operacyjnych, zbliżenie takie może być powodem wielkiego dyskomfortu lub wręcz bólu. Podobnie w sytuacjach, gdy występuje problem z lubrykacją pochwy, czyli jej nawilżeniem. Może więc się zdarzyć, że kobieta, która w pewnym okresie swojego życia bardzo lubiła szybkie zbliżenia w tej pozycji, nie jest później na nie gotowa.

I.F.:
Dodajmy przy tym, że „szybki numerek” nie musi zawsze oznaczać penetracji i wiązać się z wzajemnością. Może być to na przykład seks oralny. Czasami jedna osoba ma dużą ochotę na seks, a druga mniejszą. Jeżeli ta mniej chętna zgodzi się na zbliżenie z miłości dla swojego partnera i chęci sprawienia mu przyjemności, nie może być mowy o nadużyciu.

B.B.K.:
Gdy dla kogoś zbliżenie jest udane tylko pod warunkiem, że przeżyje orgazm, może to oznaczać, że istnieje jakiś problem. W dobrym związku ludzie cieszą się, że mogą się nawzajem obdarować przyjemnością bez dążenia za każdym razem do uzyskania własnej rozkoszy. Mają satysfakcję ze szczytowania partnera. Dotyczy to i kobiet, i mężczyzn.

I.F.:
Żyjemy dziś w wielkim pędzie i pośpiechu, więc czasami tzw. szybki numerek jest jedynym, co z racji zmęczenia czy braku czasu możemy sobie nawzajem w danym momencie zaoferować, ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę.

  1. Seks

Erotyczna biografia. Czy kobiety w twojej rodzinie cieszyły się seksem?

Matki, babki, prababki - zostawiają po sobie również erotyczny spadek. Co przekazały tobie? (fot. iStock)
Matki, babki, prababki - zostawiają po sobie również erotyczny spadek. Co przekazały tobie? (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Seksualne CV człowieka nie zaczyna się wraz z utratą dziewictwa. Scenariusz twojej erotycznej biografii los zaczął pisać… kilka pokoleń wcześniej.

Wszyscy wiedzą, że na to, jak kształtuje się nasze podejście do seksu, wpływa wychowanie. Wszyscy wiedzą, że uczymy się przypisanych do płci ról, obserwując rodziców. Ale mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że naszą zdolność do pełnego przeżywania modelują doświadczenia... wcześniejszych pokoleń. Rodzice mieli rodziców, ich rodzice także – i kolejne generacje jak sztafetę przekazują sobie rozmaite wartości i przekonania. W tym całkiem sporo o seksie.

Zmowa milczenia

Milczenie. Skutecznie niweczy erotyczną tożsamość człowieka. W większości rodzin całe pokolenia milczą na temat seksu jak zaklęte. Ten obszar życia oficjalnie w nich nie istnieje.

– A ponieważ wiemy doskonale, że jednak istnieje, wyciągamy wniosek: jest ukryty, bo pewnie jest straszny, niedostępny, wstydliwy. Wychowani w zmowie milczenia wypieramy naszą seksualność. I przystępujemy do milczącego paktu: swoim dzieciom także przekazujemy nieme ostrzeżenie przed czymś, co jest tak okropne i wstydliwe, że nawet się o tym nie rozmawia – uważa Anna Gawkowska, psycholożka i psychoterapeutka.

Kiedy dojrzałe kobiety w końcu coś tam na temat seksu powiedzą, ich córki lub wnuczki reagują zgorszeniem i zażenowaniem. Utrwaliły już w sobie przekonanie, że uprawianie seksu to wstyd, nie chcą wyobrażać sobie kogoś bliskiego w takich sytuacjach.

Zmowa milczenia w polskich rodzinach trwała wieki. Profesor Zbigniew Izdebski, seksuolog i badacz życia seksualnego Polaków, uważa, że erotyczną historię Polski można podzielić na dwie epoki – przed Wisłocką i po niej. Autorka słynnej „Sztuki kochania” i kolejnych jej części jasno powiedziała kobietom, że mają prawo do przyjemności w sypialni; że seks jest naturalną częścią życia, że to nie wstyd mieć  ochotę i czerpać z tego radość. Spadła zasłona milczenia, choć książki Wisłockiej często lądowały na regałach w drugim rzędzie, ukryte za Mickiewiczem, Konopnicką czy Rodziewiczówną – autorami, którzy o seksie w swoich dziełach nie zająknęli się ani słowem.

Seks prababki

Jak to możliwe, że doświadczenia seksualne kobiet z kilku pokoleń wstecz mają dla nas znaczenie? One trwają w rodzinnych opowieściach i wędrują daleko.

Babcia Ireny, opowiadając o swoim życiu, powtarzała, że Wojtek (dziadek) ją zbałamucił. Była młoda i naiwna, nie wiedziała, o co chodzi, a Wojtek, obiecując jej miłość wiecznie szczęśliwą i dobre życie – zaciągnął ją do łóżka. A że zrobił jej ośmioro dzieci, kolejna część opowieści dotyczy porodów – że mało jej nie zabiły, że bardzo cierpiała. W dodatku czworo z jej dzieci nie przeżyło, więc męczyła się po to, by zaludniać okoliczny cmentarz. A Wojtek w końcu ją zostawił. Nie odszedł wprawdzie, a zginął na wojnie, efekt jednak ten sam – babcia została zdana na siebie.

– Tu już się zaczyna formować pewna historia, rodzinna transmisja, bo te opowieści słyszy mama Ireny, czyli następne pokolenie – podkreśla Gawkowska. – A ukryty między słowami przekaz brzmi: powstałaś z niechęcią, seks jest połączony z czymś niepożądanym; mężczyzna zmusza kobietę, zaciąga do łóżka. Kolejna informacja dla dziewczynek w rodzinie: poród, macierzyństwo to coś, co może skończyć się śmiercią, jest groźne. A że do poczęcia prowadzi seks, to czym jest? Przypinamy mu czarną łatkę: to coś, co niesie ból i strach.

Kobieta, która dostała taki przekaz, nie będzie czerpać z seksu przyjemności. Umocni wewnętrzne przekonanie, że seks jest zły i groźny. Nie wybierze sobie partnera, tylko poczeka, aż jakiś facet ją zdominuje – czyli oszuka i zwiedzie.

Tak też postąpiła matka Ireny: jako 17-latka pozwoliła się uwieść Tadeuszowi, ojcu Ireny. Kiedy powiedziała mu o ciąży, wprawdzie uznał dziecko, ale ślubu nie było.

Jakie nastawienie do seksu dziedziczysz po poprzednich pokoleniach? (fot.123rf) Jakie nastawienie do seksu dziedziczysz po poprzednich pokoleniach? (fot.123rf)

Matka Ireny, pochodząca z małego miasteczka, do końca życia nosiła etykietkę puszczalskiej, bo panna z dzieckiem nie mieściła się w standardach społecznych. Córce przekazała tym samym wiadomość: seks jest zły, niebezpieczny, może złamać ci życie, do niczego dobrego nie prowadzi.

Irena nie czuje się świetną kochanką. Seks uprawia rzadko i zawsze z poczuciem winy. Związała się z żonatym facetem. On nie odchodzi od żony, a Irena ma coraz mniejszą ochotę na seks. I nic z tym nie robi.

Noce Barbary i Bogumiła

Babcia Jadwigi wyszła za mąż za jednego z dwóch kandydatów. Czas pokazał, że wybrała źle. A przyjeżdżał do niej też Romek, który potem we wsi obok został agronomem. Gdyby wyszła za Romka, miałaby lepsze życie. Przekaz dla kolejnych pokoleń: to nie ten facet.

– Takiej sytuacji towarzyszy jak u Barbary Niechcic z „Nocy i dni” wieczna tęsknota za spełnieniem, imputująca, że nie możemy dostać tego, co chcemy, i cokolwiek w naszym związku dostaniemy, nie spełni naszych oczekiwań – rozszyfrowuje Anna Gawkowska.

Matka Jadwigi nigdy nie była z męża zadowolona – w ciągu trwającego 40 lat małżeństwa nie powiedziała o nim dobrego słowa. Jadwiga trafiła na terapię – nie mogła sobie ułożyć życia, gdyż wybierała samych nieudaczników… Terapeuta uświadomił jej schemat rodzinny, który nie pozwalał jej dostrzec zalet mężczyzny – także w sypialni, bo kochankowie na początku ją zaspokajali, z czasem przestawała czerpać satysfakcję i na tym polu.

20 proc. kobiet uważa, że ich obowiązkiem jest zaspokoić mężczyznę. Oddać się i pozwolić, by to jego libido wyznaczało rytm współżycia w związku. Przekonanie takie otrzymały w spadku – babcia od prababci dostała przekaz: małżeństwo to cierpienie, które trzeba znieść, a zaspokojenie potrzeb męża jest obowiązkiem żony, choćby mąż nie był dla niej dobry.

– Ten mit utrzymywał stałość związków – uważa psycholog. – Dawniej matki przed zamążpójściem odbywały z córkami rozmowę, uświadamiając je co do obowiązków małżeńskich, i uprzedzały, że to bywa nieprzyjemne, ale bez tego związek się rozpadnie. Mężczyzna, który ma seks w domu, nie pójdzie szukać gdzie indziej. Jeśli mu tego zabraknie, odejdzie.

Nie możesz mieć lepiej ode mnie

Dlaczego destrukcyjne skrypty wędrują przez pokolenia? Dlaczego nikt ich nie anuluje, nie obwoła niemądrymi? Bo karmią się rodzinną lojalnością. Matka Ireny nie mogła dać córce dobrej rady, tak samo jak nie dostała jej od własnej matki. Musiałyby przyznać, że same spaprały sobie życie. Gdyby powiedziały „uciekaj z tego związku, dziewczyno! Masz prawo do fajnego seksu i życia z innym facetem, bez przemocy, do bycia szczęśliwą”, zaprzeczyłyby temu, co same robiły przez 40 czy 50 lat. Dramat polega na tym, że córka, żeby uzasadnić życie swojej matki, musi zrobić to samo, co ona.

– Córki bardzo się boją ułożyć sobie życie lepiej niż matki. Zerwanie z toksycznym mężem to jednocześnie zerwanie z matką, z tradycją, wartościami, przekazami wewnątrzrodzinnymi – podkreśla Gawkowska.

Cała masa kobiet boi się być bardziej szczęśliwa od matek, bo mają poczucie, że się wtedy od nich bardzo oddalą.

– Taka paradoksalna lojalność córki wobec matki, w myśl której nie może ona mieć lepszego życia, jest dość częstym zjawiskiem – tłumaczy psycholożka. – Wiele osób, tworząc nowe związki, boryka się z nieumiejętnością – partnera czy swoją – zbudowania podstawowej więzi ze współmałżonkiem. Zatrzymują ich niewidzialne, lojalnościowe zobowiązania wobec rodziny. A to skutecznie pozbawia przyjemności z wchodzenia w relacje erotyczne z partnerem, nasyca seks poczuciem winy i wstydem.

Powiedz córce: seks jest fajny!

Czego brakuje w międzypokoleniowych przekazach? Elementarnej radości. Tej radości, dzięki której dziewczynka poczuje się szczęśliwa w kobiecej skórze i iskrę tej emocji przekaże dalej, swoim córkom. Na szczęście czas i zmiany obyczajowe zaczynają stare skrypty modyfikować i zmiękczać.

– Doświadczeniem zmieniającym postawy we wchodzeniu w różne relacje, również seksualne, może być fajna więź z partnerem, wsparcie ze strony przyjaciół, psychoterapia – wylicza Gawkowska. – Stare rodzinne schematy można przełamywać. Podstawowe narzędzie to świadomość. Pomaga odkryć, że nasz lęk czy niezadowolenie nie jest tak naprawdę nasze. Warto sobie uświadamiać mity. Zapytać, co ja wiem na temat kobiety, mężczyzny i miłości. Co jest MOJE, a co wynika z doświadczeń przodków?

  1. Seks

Gdy mężczyzna nie ma ochoty na seks... Czy nudzi go stały związek?

Czasem, wbrew ogólnym stereotypom, kobieta pragnie seksu bardziej niż jej partner. Dlaczego mężczyzna nie zawsze chce się kochać? Co robić, kiedy mężczyźni kapryszą? (fot. iStock)
Czasem, wbrew ogólnym stereotypom, kobieta pragnie seksu bardziej niż jej partner. Dlaczego mężczyzna nie zawsze chce się kochać? Co robić, kiedy mężczyźni kapryszą? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Mężczyźni myślą tylko o seksie? Może i myślą. Ale kobiety seksu chcą… No właśnie, jak powiedzieć mężczyźnie: „Chcę cię teraz”? Co robić, kiedy widzimy, że on nie chce seksu? Czy przekonanie, że oni nudzą się w monogamii, a one rozkwitają, wszystko wyjaśnia – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Coraz częściej mężczyzna ziewa w łóżku, pokazując, jaki jest zmęczony, a kobieta kusi go w koszulce do pępka…
Mam poczucie, że kobiety jeszcze się nie przyznają, nawet same przed sobą, do tego, że chcą się kochać. Oczywiście, oficjalnie jesteśmy wyzwolone i chętnie o tym mówimy, ale już nie mogę słuchać, jak to na siłę kobieta wchodzi w związek, by mieć do seksu prawo. A ja powiem tak: Jeśli chcesz mieć dużo seksu, to go miej. Jeśli ci wstyd albo nie umiesz się oddawać mężczyźnie tylko dlatego, że on ci się podoba, tylko zaraz musisz „kochać”, to sobie zawiąż wstążeczkę na majtkach. I nic w tym złego, jeśli to twój wybór. Mocno w głowach siedzi nam nakaz bycia „porządną”, oparty na braku wiary w siebie. I właśnie z braku tej wiary kobiety obawiają się przyznać, że mają ochotę. No, bo co będzie, jak usłyszą: „nie”? Oj, zaboli...

On nie wie, że ona chce się kochać, i dlatego zasypia, choć ona gnie się w tych koronkach. Są razem pół roku, więc to chyba jeszcze nie nuda?
Po pierwszej fazie fascynacji, kiedy ludzie drżą na samą myśl o dotyku partnera, przychodzi czas swoistej gry. Seks jest wtedy języczkiem u wagi: kto kim rządzi, kto jest ważniejszy, kto od kogo bardziej chce, kto udziela łask. Sporo kobiet, które nie dotarły jeszcze do swojej seksualności (bo kobiety odkrywają ją i rozwijają całe życie), opanowało pewien rodzaj zewnętrznej, wabiącej kobiecości. Uwodzący koci ruch, intrygujące głębią dekolty, rzęs trzepoty, muśnięcia palcami mówiące: „Och! Jak ja cię będę pieścić”. A figa z makiem! To nie wyraz apetytu na seks, tylko sposób na kontrolowanie seksualności mężczyzny. Jak się facet na taką grę napali, to wtedy ona trzyma wszystkie karty i udziela lub nie udziela łask. Ale! Mężczyźni już wiedzą, że te dekolty i wydęte usta to narzędzia manipulowania nimi za pomocą seksu. A jak już to wiedzą, to się nie dają i patrzą podejrzliwie na panie, które swoje atuty mają na stole.

Czyli trzepoty rzęs już nie wystarczą?
Na niektórych to nie działa, innych rozpala. Dla kobiety to ciągle niebezpieczna sytuacja, gdy ona chce, a on odmawia. Mężczyzna jest myśliwym i nie chce kobiety, która sama się wiesza nad kominkiem obok jego innych zdobyczy. Ale myślę, że choć powoli i z trudem, to jednak świat się zmienia. Powoli, bo to mężczyzna jest seksualny, bo to on jest w seksie aktywny – wchodzi i wychodzi. A kobieta zostaje. I zobacz! Na tym schemacie zbudowane było całe życie społeczne: mężczyźni szli do pracy, na wojnę, na polowanie, a kobiety zostawały w siedlisku. Jaki to silny schemat. Ale dziś kobiety też już wychodzą. Mężczyźni dopuszczają aktywność zawodową, polityczna, ekonomiczną kobiet. A więc także aktywność seksualną zaczynają akceptować. Mało! Wiedzą już, że kobiety mają potrzeby seksualne, a więc myślą: „Aha! To niech one też zdobywają!”. Zdobywanie jest trudne. Naraża na odmowę. Ci wrażliwi i niepewni siebie cierpią z tego powodu katusze, że muszą polować, być zdobywcami.

No tak, nawet hasłem reklamowym pewnego kosmetyku dla mężczyzn jest obietnica: jak go użyjesz, kobieta zrobi pierwszy krok
. No właśnie. A dzięki temu jeden z drugim mogą uniknąć tego, że jak zrobią go nie w tę stronę i kobieta odmówi, to wyjdą na pajaców. Znam kilku mężczyzn, którzy mówią otwarcie: „Ja siedzę i czekam, jak ona mnie weźmie, to się dam wziąć. Ale nie będę się narażał”. I to nie są faceci, którzy źle wyglądają czy są nieciekawi. Tylko nie chcą się strasznie napracować! Bo po co? A więc i wygodni, i troszkę przestraszeni, co się nawzajem uzupełnia. Aktywność kobiet staje się więc czymś nawet oczekiwanym. Wracając do związków, seks fizjologicznie jest potrzebny dość rzadko. Choć bywa, że ktoś miewa większe libido, i bywa, że jest to kobieta. Ale też wtedy ma wybór: sublimacja albo masturbacja. Sublimacja to przekierowanie energii seksualnej na inną. Idziesz i pierzesz sześć angorowych sweterków. Ręcznie. Po „nie dziś, kochanie” wyciskasz tę wełenkę w płatkach mydlanych i myślisz: „O! Będę miała sześć ślicznych sweterków i będę je sobie nosić”. Dobrze wtedy zrobić coś fizycznego: zmysły działają – dotyk, zapach – ciało jest aktywne. Możesz też sięgnąć po masturbację, która jest seksem, a w dodatku z najukochańszą osobą na świecie, czyli z samą sobą. Jeśli ktoś tego nie czuje i nie lubi, to jest biedny.

Dlaczego?
Bo jeśli nie lubisz masturbacji, to znaczy, że siebie samej nie lubisz.

A jest jakieś trzecie wyjście? Co zrobić, żeby on zapolował na nią?
Jest. Robić to samo co mężczyźni: jeśli wiesz, co go podnieca fizycznie, choć niekoniecznie psychicznie, to mu to zrób. Pogilgaj go w odpowiednie miejsca, dotknij tak, jak lubi, poprzewracaj, pomiętoś. Ale penisa nie tykaj! To granica dla inicjowania seksu przez kobietę. Mężczyźnie może się włączyć lęk kastracyjny. Pieść go wokół, ale nie po męskości – aż sam będzie tego chciał. Wtedy jak mu się już zachce, to wejdzie w ciebie. Albo ty możesz wejść na niego i się nim wykochać.

Zdecydowanie lepsze to niż wibrator.
Chłopakom, którzy mnie pytają, co robić, jak ona nie chce się kochać, mówię: „Zaproponuj jej zabawę. Niech ona sobie śpi, skoro taka zmęczona. Ty nie musisz, ty ją pieść, ty ją sobie kochaj. Niech ona zagra bezwolną brankę. Wyobraź sobie, żeś ją zdobył na wrogu”...  No to teraz powiem kobietom, których mężczyźni nie mają ochoty na seks, bo są tacy zmęczeni: „Wyobraź sobie, że jesteś Amazonką, która ukradła małemu państewku króla. Zatargała go do własnego namiotu, rozebrała z tej jego zbroi, wymyła całego. Oczywiście, nie jak dziecko. Inaczej się mężczyznę dotyka. Myjesz więc go i myjesz, a ekstaza narasta, aż on sam dopomni się dopełnienia. Poczekaj, aż zacznie się trząść z niecierpliwości, i wtedy dopiero możesz się do niego zabrać. Wtedy masz swojego króla. Ale ty jesteś królową. Ty go oswajasz i przekonujesz, że warto ci się poddać”.

Kobiety czasem zwierzają się, że mimo podniecenia mężczyźni seksu nie chcą.
Może tak być, penis staje, ale nie ma ochoty. On mówi: „Zostaw, nie podoba mi się to, co robisz”, jest zły. Wtedy odpuść. Dysonans między tym, co ciało czuje, a tym, czego głowa chce, trzeba uszanować. Inaczej to gwałt. Przyczyny „nie” mogą być rozmaite. On może nie chcieć się kobiecie poddać. Nie chce, żeby ona dyktowała, kiedy będzie seks. Woli, żeby seks był wtedy, kiedy on chce.

Chce mieć kontrolę nad jej seksualnością?
Też, bo to sfera tajemna dla mężczyzn. Kiedy się kochamy, lęk przed kobietą, która może wchłonąć, wessać, znika, bo jest ekstaza. Rano ten strach wraca. A więc atak frontalny na mężczyznę, nim on sobie tego zażyczy, to raczej klęska. Ale! Też nie może być tak, że on o wszystkim decyduje. Ma brać pod uwagę i ciebie. To jest sprawa do omówienia, choć ja bym nie przesadzała z tym gadaniem o seksie.

No, to co zrobić, żeby myśliwy nie czuł, że stracił kontrolę?
Trzeba się seksem bawić. Raz go proś, raz mu rozkazuj. Powiedz mu kiedyś: „Ty jesteś panem jasnym, a ja chłopką ciemną. Pan taki piękny, taki możny, śnił mi się pan, ale gdzie ja bym śmiała, prosta dziewczyna…” itd.

Jeśli nie chce się bawić?
Zawsze może nie chcieć. U Jandy grają „Seks dla opornych” z Dorotą Kolak i Mirosławem Baką. Ona jest taka słodka, taka pokuśna, a on nic. Ona cały czas: „Gdybyś mnie tak uwiódł, gdybyś mi dał róże, a gdybyś mnie tak zgwałcił…”. A on: „Kobieto! Spać! Do roboty rano wstaję”. No, ale zmusiła go, pojechali do hotelu. Ona ma słodkie ciałko i go tym ciałkiem owija… A on: „Nie, nie!”. Ja po 15 minutach mam już jej dość i myślę: „Kobieto, czy ty nie widzisz, że on nie może!? Nie ma z czego wykrzesać seksu, bo jest śmiertelnie zmęczony i czymś przerażony, i ty mu jesteś potrzebna, żeby go ukoić, a nie szturchać. Stań na wysokości zadania. Potraktuj go jak zmęczonego wojownika”. Ale ona nic nie widzi, tylko to, że jej się chce. Można powiedzieć: on nic nie widzi poza tym, że mu się nie chce. Ale też powinno się równać do słabszego. Jak w górach. Tam nie jest ważny ten, kto pierwszy, ale kto na końcu się wlecze. Więc gdy on przywlecze się taki zmęczony po pracy, a jeszcze go tam w środku coś męczy, bo jutro trzeba zanieść do szefa dokumenty, przeczytać te papiery na biurku… To można go pomasować i nic więcej. Rano mu stanie i może zrobi to z przyjemnością. W sztuce w teatrze on jej w końcu mówi, co się stało, a ona go przytula. I dopiero wtedy może do czegoś dojść, bo on przestał ukrywać, co się stało, i świat się nie zawalił. Ona nadal go kocha i szanuje, choć mu się nie udało, a to dla faceta bardzo ważne.

Jak poznać, czy on nie chce, bo na przykład ma kochankę, czy nie może, bo się czymś zamartwia?
Nie wypytywać. Stwierdzić: „Jeśli chcesz, możesz mi powiedzieć, co się dzieje”. Jeżeli grożą mu straty finansowe, odpowiedzialność karna, to trudno, żeby mu się chciało. Są co prawda tacy, którzy się relaksują poprzez seks. Ale kochanie się z nimi to nieprawdziwe kochanie. A wracając do związków, wiadomo, że w nich seks nie jest gejzerem. Ale cały czas się tli. Oni się sobie podobają, lubią na siebie popatrzeć i się dotknąć. To jest coś, co jest ważne. A że są razem, to też mają dużo czułości. Wiadomo z badań, że gdy jest dużo czułości, to seksu jest mniej. Nawet w komunach ludzie nie bzykali się jak króliki, bo było im tak dobrze i blisko, że nie musieli.

Może więc być i odwrotnie, że kobiety chcą czułości, a nie seksu, ale mówią o seksie, bo mężczyźni tylko w łóżku stają się czuli i można z nimi porozmawiać o emocjach?
Właśnie wielu panów uważa, że tylko seks daje im prawo, żeby być blisko z kobietą. Odczuwać i to okazywać. A więc, kochana, pomyśl, czego chcesz. Na co masz apetyt? Bo może na czułość i nadajesz sygnały, które on odbiera prawidłowo. A może… Sama dopowiedz. Kobiety zawsze chcą, by mężczyzna się nimi zajmował. Jest niewiele kobiet, które lubią zajmować się facetem, lubią szybkie numerki. Ale, niestety, mało jest też mężczyzn, którzy cenią grę wstępną. I może tu jest kotek ukryty? Może ten seks wymaga oddania do poprawki?

Bywa więc, że facet nie ma ochoty na seks z naprawdę prozaicznych powodów – bo jest zmęczony, bo dzisiaj zwyczajnie wolałby spokojnie poleżeć z partnerką i obejrzeć film, bo się czymś zamartwia. „On nie chce seksu” – zazwyczaj brzmi jak wyrok, ale wcale tak nie jest. Porozmawiaj ze swoim mężczyzną. Spróbuj na spokojnie, delikatnie dopytać, o co chodzi. Może odpowiedź na pytanie, dlaczego facet nie chce się kochać, jest dużo prostsza, niż początkowo sądziłaś – i wcale nie tak straszna, jak zakładałaś.

  1. Seks

Dlaczego mężczyzna oddziela seks od uczuć? - tłumaczy Wojciech Eichelberger

Po seksie pozbawionym uczuć często pozostaje niesmak. (fot. iStock)
Po seksie pozbawionym uczuć często pozostaje niesmak. (fot. iStock)
Co wpływa na seksualność u mężczyzn? Jak pomóc mężczyźnie, który oddziela seks od uczuć? Co wspólnego ma z tym jego matka? I jakie znaczenie dla przyjemności w łóżku ma wielkość i kształt penisa – wyjaśnia Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Jak będziemy mówić: penis, fallus, członek?
Wymieńmy od razu całą gamę: wacek, koń, kutas, ptak, pała, drut, fiut, ch...j. Nazwotwórcza płodność odniesiona do męskich genitaliów przewyższa tę związaną z kobiecym kroczem. Ale też ile nazw, tyle problemów ujawnia się w trakcie psychoterapii psychogennych zaburzeń  potencji i płodności. Pierwsze pojawiają się już w łonie matki. Męski płód bywa zalany taką ilością kobiecych hormonów, że trudno mu stać się mężczyzną. Zwłaszcza gdy matka pochłania kurczaki i inne przemysłowo produkowane mięsa, naszpikowane hormonami. Naukowcy znajdują coraz liczniejsze dowody na to, że nadmiar żeńskich hormonów w środowisku może stanowić powód narastającego zjawiska braku jednego jądra i nieschodzenia jąder do moszny u męskich niemowląt. Wzrasta też u chłopców występowanie stulejki – zwężenia napletka uniemożliwiającego swobodne wysuwanie się żołędzi.

Chłopiec może więc mieć tylko kilka lat i już dwie traumy.
Często dochodzi do tego zawstydzanie wzwodu. Mali chłopcy tak mają, że jak jest im ciepło i bezpiecznie, to miewają wzwód. Zdarza się to męskim niemowlakom w trakcie karmienia piersią. Niestety, wiele niedoświadczonych matek reaguje na to nawet obrzydzeniem. Chłopiec może usłyszeć, że jest „małym świntuszkiem”, że „tak się nie robi”. Warto więc wiedzieć, że wzwód u chłopców przed fazą pokwitania nie ma nic wspólnego z seksem. Najlepiej tego nie zauważać. Uznać za wyraz zadowolenia i błogości. Ale nie koniec na tym. Zawstydzony, niepewny siebie, zagrożony utratą więzi z matką chłopiec może mieć trudności z kontrolą zwieraczy, pojawią się nocne moczenie i poczucie winy. Na domiar złego nierzadko towarzyszy temu odrzucenie przez rówieśników. Kolejny powód do wstydu – chłopiec dojrzewa i pojawiają się nocne polucje. Ten naturalny etap psychofizjologicznego rozwoju jest napiętnowany samą nazwą: zmaza nocna. Jak w tej sytuacji poradzić sobie ze sztywnymi od zaschniętej spermy spodniami od piżamy i prześcieradłem?

No i kolejny wstyd?!
Dlaczego akurat matka ma się pierwsza dowiedzieć o tym, że jej mały misio mógłby już zostać ojcem? Od reakcji matki i ojca wiele zależy w życiu przyszłego mężczyzny. Najlepiej byłoby z tego zrobić małą uroczystość inicjacji w męskość. Tym bardziej że nabywanie dojrzałości seksualnej przez chłopca bywa obarczone lękiem przed zmianą  relacji z matką („Przestałem być dla niej dzieckiem”) i byciem wypędzonym ze stada przez zazdrosnego ojca („Stałem się rywalem ojca”). Jeszcze większy lęk i poczucie winy związane z ojcem może powodować opiekuńcza odpowiedź matki na seksualne potrzeby dojrzewającego syna. Wszystko to razem może też zainstalować w psychice negatywny stosunek do własnej seksualności. A wtedy wyparta młodzieńcza seksualność staje się działającym znienacka demonem. Ciśnienie popędowe robi jednak swoje i chłopiec odkrywa autoerotyzm. Najbezpieczniejszy (w naszej kulturze) sposób redukowania seksualnego parcia, graniczący z obsesją.

Ale jakże kochać się z demonem?
Z demonem trzeba walczyć. To więc, co mogłoby być pomocne w asymilowaniu chłopięcej seksualności, czyli autoerotyzm, zamienia się w autoagresywny, samokarzący samogwałt. Gwałci on wtedy samego siebie, traktując wrażliwe – stworzone do miłosnego kontaktu z innymi – części ciała jak wroga. A wewnętrzny konflikt i sprzeczne uczucia nasilają się tylko, bo ów wróg dostarcza mu przyjemności i ulgi. Ten konflikt rozwiązuje jeszcze większym wyparciem: „To nie ja, to on/ona/szatan to ze mną robi wbrew mej woli”. W ten sposób hoduje demona, z którym podejmuje walkę. Tymczasem grzech/zło i cierpienie rodzą się tam, gdzie nie dociera promień uświadomienia, że żyjemy w sidłach samopotwierdzającej się przepowiedni zła. Ot, i cudowna seksualność zostaje odrzucona jako coś brudnego, nad czym nie ma kontroli. W ciele i psychice utrwala się konflikt: genitalia sobie, serce sobie.

Niektórzy artyści, tacy jak np. Andrzej Wróblewski, malują ludzi pokawałkowanych traumą. I chłopak, o którym mówimy, też jest nią pocięty – tu seksualność, a tu serce – nim pozna kobietę. Zgaduję, że pierwszy raz będzie trudny?
Bo jak ma kontaktować się z drugą płcią sprawnie seksualnie i w sposób ludzki? Tym bardziej że chłopak zaczyna przeżywać zadziwiające dla niego samego stany. Na widok – a nawet samo wyobrażenie – atrakcyjnej dziewczyny miotają nim gwałtowne fizjologiczne reakcje: ma wzwód, wali mu serce, miękną nogi, a czasami dochodzi do spontanicznego wytrysku. Doświadcza jednocześnie upokorzenia utraty kontroli nad sobą i paraliżującego zachwytu. Nie mając żadnej wiedzy ani wsparcia dorosłych, osamotniony i upokorzony ogromnym kosztem, stara się wyprzeć ze świadomości cały ten bałagan. Często zamienia go w agresję i pogardę wobec istot, które wzbudzają w nim tak trudne stany.

Ale bywa też, że próbuje seksu.
Nie ma innego wyjścia, ale robi to w stanie wewnętrznego konfliktu i często odurzając świadomość alkoholem albo dopalaczami, marnuje niepowtarzalną okazję przeżycia świadomej, podłączonej do serca inicjacji. Dlatego inicjacja bywa najczęściej szalona, chaotyczna, byle jaka – pozostawia niedosyt i niesmak. Tu znowu pojawia się samospełniająca się przepowiednia: „Skoro tak kiepsko się czuję, to z pewnością zrobiłem coś złego”. Dlatego tak często inicjacja seksualna jest dla obu stron porażką. Na ogół większą dla chłopców i mężczyzn niż dla dziewcząt. Bo skonfliktowana męska seksualność i związane z nią trzymanie rąk z dala od własnych genitaliów konserwuje ogromną nadwrażliwość całego układu. Wtedy wystarczy jeden dotyk dziewczęcej dłoni, by spowodować ejakulację.

Pojawia się ona często również u mężczyzny, gdy ten chce szybko zakończyć sytuację powodującą podświadome wyrzuty sumienia: „Skoro już robię coś złego/nieczystego, to niech to trwa jak najkrócej”. No i znów wstyd i upokorzenie, zwłaszcza gdy rozczarowana partnerka wykpi, pogardzi.

Oglądanie pornografii i autoseks nie pomagają?
Nie. Nie pomagają przygotować się do inicjacji, bo nasilają kompleksy i tworzą fałszywe wyobrażenie seksualnej relacji. Jak się ma czuć chłopiec ze swoim niezaprawionym w miłosnych bojach, przewrażliwionym siusiakiem, oglądając niesłychane egzemplarze męskiego przyrodzenia i ich niewyczerpaną wytrwałość? A w dodatku seksualna akcja owych zawodowców trwa kilkadziesiąt minut. Jak sprostać takim wzorcom?! Lecz najbardziej szkodliwym elementem pornograficznej edukacji jest wyzucie seksu z kontekstu emocjonalnej więzi pomiędzy partnerami. To dehumanizujący, degradujący wzorzec, który młodzież z braku innych uznaje za słuszny. Z drugiej strony – dla dorosłych, acz niedojrzałych mężczyzn pornografia staje się łatwą ucieczką od ryzyka i trudu, jakie niesie realna relacja z kobietą.

Zapytam: co złego w seksie dla seksu? Musi być miłość?
No dobrze, nie ustawiajmy poprzeczki tak wysoko. Ale nie uciekajmy też od prawdy, że seks w dojrzałej relacji miłosnej ma najwyższą jakość i głębię. A po seksie całkowicie pozbawionym uczuć i więzi pozostaje kac, niesmak, poczucie samotności i straty. To nasze serce – nadużyte, pozbawione głosu i prawa decyzji w sprawie tak ważnej jak seksualna bliskość – nie daje nam spokoju.

Do niedawna kobiety ograniczały wyniesioną z czasów uganiania się po dżunglach i sawannach męską skłonność do rozsiewania nasienia gdzie się da. Stały na straży wejścia do świątyni Afrodyty, w której serca, ciała i dusze partnerów w seksualnym akcie łączyły się w jedność. Żaden mężczyzna nie mógł tam wkroczyć z zamkniętym sercem i nieobecnym duchem. Chyba że prosił o ratunek gotów za to zapłacić. Ale dziś już kobiety same są skłonne rozsiewać swoje jajeczka, wysyłać je do ich banków.

Dzwoni do mnie 26-letni znajomy i mówi, że pierwszy raz w życiu nie miał wzwodu, bo się zakochał.
Powodem bywa nieświadomy lęk przed zaangażowaniem serca w relację seksualną z kobietą. To objaw psychicznego rozszczepienia. Powtórzmy: by móc podłączyć genitalia do serca, trzeba najpierw mieć te genitalia uświadomione i zasymilowane, uznać je za pełnowartościową część siebie. Wielu mężczyzn zmaga się z tym latami. Dlatego realizują swoją seksualność na seksportalach lub w seksklubach, będąc jednocześnie w białych miłosnych związkach, w których kiedyś poczęli dzieci, a potem zaprzestali aktywności seksualnej. Ich pojmowanie miłości jest takie, że tam, gdzie są dobre uczucia, nie może być seksu. Ale może być też więcej ukrytych powodów takiego stanu rzeczy. Np. kompleks Edypa nakazujący wierność mamie. Narcyzm nakazuje ciągłe potwierdzanie się w nowych, niezobowiązujących związkach. A przeniesiona z relacji z mamą bierna agresja kierowana jest na kobietę, która pokocha. Umysł, serce i seks to skomplikowana, wielowymiarowa rzeczywistość.

W jaki sposób kompleks Edypa powoduje rozszczepienia?
Chłopcy miewają fazy erotycznego zainteresowania matką: w wieku czterech, pięciu lat i pokwitania. Mama chłopca powinna łagodnie, ale stanowczo wyznaczać granice uwodzicielskim zachowaniom synka: nie cieszyć się jego adoracją ani jej nie prowokować. Nawet gdy synek jest malutki, nie całować go w usta, nie pozwalać całować się w usta, w szyję, a nawet we włosy. Nie mówiąc już o innych strefach erogennych. Dawać synkowi do zrozumienia, że są to obszary jej ciała zastrzeżone dla partnera. Inaczej synek sam będzie musiał stawić czoła tabu kazirodztwa i może podjąć nieświadomą decyzję: tam, gdzie miłość, nie ma miejsca na seks.

Ma teraz 40 lat, mama nie stawiała granic, co ma zrobić?
Podjąć terapię i sięgnąć do wczesnych relacji z mamą, przypomnieć sobie uczucia, jakie wówczas przeżywał, co wtedy nie mogło zostać uświadomione, bo było zbyt groźne. Czyli uświadomić i wybaczyć sobie dziecięce pragnienia i fantazje seksualne związane z matką. Zrozumieć, że to było jego naturalne prawo, że nie ma w tym żadnej jego winy. Zdać sobie sprawę, że to po stronie matki – a także ojca – leżała odpowiedzialność za to, by nie stwarzać sytuacji, która obiecywałaby jakiekolwiek spełnienie.

Nie karać i nie upokarzać. W końcu powinien pojąć, że to matka jako osoba dorosła zawiodła jego zaufanie i to ona zasługuje na jego gniew, a nie partnerka.

Ale jak się gniewać na matkę?
Żeby podłączyć genitalia do serca, trzeba umieć odbrązowić matkę i wyzłościć się na nią. Dopiero wtedy serce przestanie być zarezerwowane dla mamy i bezcielesnej miłości partnerki, a genitalia – dla pokątnie uprawianego grzesznego seksu.

Znakiem naszych czasów stał się oral, wielkie wejście fallusa w popkulturę odbywa się przez usta. Dlaczego?
Oralność uważa się za nie w pełni dojrzałą formę seksualności. Ta dojrzała zakłada zdolności i potrzeby rozrodcze i dążenie do penetracji. A ponieważ seksualność w naszej popkulturze stała się towarem, który ma dostarczać łatwej i szybkiej przyjemności, więc oralny seks pasuje jak ulał. Popularność seksu oralnego wiąże się z promocją hedonizmu, seksu konsumpcyjnego, łatwego i dostępnego – stąd zwrot „robić loda”. Ale seks oralny ma też dodatkowe, niebagatelne zalety dla mężczyzn. Zwalnia ich z odpowiedzialności za  doprowadzanie kobiety do orgazmu. To mężczyzna może poczuć się zaopiekowany i zadbany. Może oralne pieszczoty uznać za niby-seks, więc jeśli nawet mu się przydarzy gdzieś na boku, to nie podpada pod kategorię zdrady. Oczywiście, w seksie oralnym nie ma nic złego. Nawet wzmacnia więź, wzajemną cielesną akceptację. Pod warunkiem że gwarantuje wzajemność. Ale żal ograniczać seksualność wyłącznie do tego wymiaru.

Czy kształt członka mówi o psyche właściciela? Jak mężczyzna ma małego, to musi się postarać, by zaimponować kobietom, więc dużo osiąga? A ten z dużym bywa leniwy?
Nie znam wiarygodnej typologii. Dla dzieci jest „Wielka księga siusiaków”, która oswaja z tematem. Znam tylko ludową typologię: „balonik” i „kiełbasa”. Chodzi o to, że są mężczyźni, którzy bez erekcji mają narząd malutki, a w erekcji imponujący. To balonik. Są też takie penisy, które już w stanie spoczynku imponują długością, ale w erekcji na długości im nie przybywa. Pocieszające dla zakompleksionych dane mówią, jaka wielkość pozwala zaspokoić kobietę, i jest ona zaskakująco mała. Większe znaczenie ma obwód.

Mężczyźni myślą, że kobieca pochwa jest nieskończona. Tymczasem zbyt duży fallus bywa powodem bólu, nie ekstazy.
Są mężczyźni – i chyba jest ich więcej – którzy zawsze będą uważać, że mają za małego penisa. Niskie poczucie wartości sprawia, że nic im się w sobie nie podoba i autoagresywnie dewaluują siebie. Penisowi dostaje się najbardziej. Ale jeśli mężczyzna ma dobrą, realistyczną samoocenę, to się zwykle nie czepia rozmiarów genitaliów. Natomiast ciosem w samoocenę męską jest bezpłodność.

Wbrew pozorom więc mężczyzna nosi między nogami ogromny kłopot. W naszej kulturze Bóg i szatan od tysiącleci targują się o jego penisa. Walczy też o niego Kościół z państwem. Targ i konflikt trwa też między matką a żoną, między żoną a kochanką itd.