Jak poradzić sobie z bólem głowy?

fot. iStock

Zewsząd docierają do nas informacje o chorobach, morderstwach, nękanych zwierzętach. Nie chcę w tym uczestniczyć. To mój świadomy wybór. Jak inaczej oprzeć się cywilizacji strachu? – pyta Amelia, pacjentka Ewy Klepackiej-Gryz. Psycholożka w ramach Terapii Jednego Spotkania tłumaczy, jak zachować spokój w niespokojnych czasach

Amelia od lat cierpi na bóle głowy. Odwiedziła wielu lekarzy, którzy zlecali jej szereg badań. Wyniki zawsze okazywały się w normie. W końcu psychiatra postawił diagnozę: to napadowe bóle głowy o podłożu stresowym. Tyle tylko że Amelia od dawna niczym się nie stresuje i ma inną teorię na temat przyczyny swoich dolegliwości. Przyszła to ze mną skonsultować.

Krok 1.Próbujemy opisać problem Amelii

Jakie emocje stoją za twoim bólem głowy? – pytam i słyszę: – Złość – odpowiada. Jestem zdziwiona, że Amelia z takim zdecydowaniem potrafi je nazwać. – Czy to znaczy, że gdyby twój ból głowy potrafił mówić, powiedziałby: czuję złość? – próbuję się upewnić. Amelia przez chwilę się zastanawia.
– Nie o to chodzi. Czuję złość, kiedy wszyscy mi wmawiają, że boli mnie głowa z powodu stresu. – Możesz to rozwinąć? – proszę. – Od lat staram się unikać stresu – odpowiada. – Unikać? Jak? – dopytuję. – Robię wszystko, żeby go zminimalizować. Nie mam telewizora ani Facebooka. Nie angażuję się w cudze problemy. Otaczam się pozytywnym ludźmi – wyjaśnia Amelia. – Wiesz co? Przypomina mi się historia Buddy, który chroniony przez rodziców przez lata żył w przeświadczeniu, że cierpienie nie istnieje – mówię. – To nie tak. Uważam, że żyjemy w cywilizacji strachu. Zewsząd docierają do nas informacje o chorobach, morderstwach, nękanych zwierzętach. Nie chcę w tym uczestniczyć. To mój świadomy wybór. Uważasz, że nie mam prawa się przed tym chronić? – broni się Amelia.
– Zastanawiam się, czy taki sposób życia chroni cię przed stresem, czy jedynie pozwala ci go unikać – odpowiadam. – A to się czymś różni? – Przecież jesteś świadoma, że cierpienie istnieje. Co ci daje odcinanie się od złych informacji? – Nie angażuję się w otaczające nas cierpienie, nie myślę o tym. Nie mam takiej mocy, żeby zaradzić całemu złu na świecie, więc… – Zamykasz oczy i udajesz, że go nie ma? – A co, to niemoralne? – słyszę niepewność. – Nie oceniam cię, jedynie głośno się zastanawiam, czy rzeczywiście taka postawa chroni cię przed stresem, czy wręcz przeciwnie? – wyjaśniam. – Nie rozumiem. – Zastanawiam się, jakie koszty ponosisz z powodu tego, że unikasz stresujących informacji; że nie zajmujesz się cierpiącymi zwierzętami, nie czytasz informacji na temat sytuacji politycznej kraju, nie wchodzisz w relacje z ludźmi, którzy narzekają. – Rzeczywiście, czasem ludzie mi zarzucają, że jestem nieczuła, obojętna, egoistyczna – przyznaje. – To cię nie stresuje? – drążę. – A jak inaczej mam się oprzeć cywilizacji strachu?

Cierpienie istnieje – to pierwsza prawda buddyjska. Ci, którzy znają historię Buddy, wiedzą, co stało się, kiedy młody książę po raz pierwszy zetknął się ze śmiercią. To prawda, że mamy niespokojne czasy, ale czy zamykanie oczu na to, co się wydarza dookoła, ochroni nas przed stresem? Czy dorosły człowiek – by poczuć się bezpiecznie – powinien żyć w iluzji, że świat jest rajem? Nurtuje mnie, dlaczego Amelia świadomie wybrała życie w iluzji? Jak mam jej pokazać konsekwencje takiego wyboru?

Krok 2.Próbujemy odkryć źródła stresu Amelii

Proszę, żeby Amelia narysowała swoje bóle głowy w postaci symbolu. – Czyli to ma być jakiś przerażający rysunek? – pyta. Widzę, że nawet w trakcie sesji broni się przed doznaniami, które mogłyby wywołać lęk. – Narysuj tak jak czujesz.

Narysowała duży kwadrat, a w środku jakby tornado. Po namyśle obrysowała kwadrat dodatkową, grubszą linią.

– Opisz mi, co narysowałaś – poprosiłam. – Kwadrat to moja głowa, a to w środku – ból. – Jaki jest ten ból? – Silny, mdlący, świdrujący. – Co możesz z nim zrobić? – Wziąć tabletkę przeciwbólową. – Czy wtedy ból zniknie? – Nie do końca. – Narysuj ten stan – proszę. Amelia rysuje jaśniejsze i mniejsze tornado. – Ból nie do końca znika? – pytam. – Tak. Jest trochę mniejszy. – A kiedy tabletka przestaje działać? – Znowu rośnie.

Na razie zostawiamy ten wątek i proszę Amelię, żeby narysowała w postaci symbolu stres, który, jak twierdzi psychiatra, jest przyczyną bólu głowy. – No właśnie ja go nie widzę – reaguje. – A ja widzę to tak – mówię i rysuję strzałki wycelowane w kwadrat, które następnie przekreślam. Wyjaśniam, że to są potencjalne stresory, których Amelia świadomie decyduje się unikać. Pytam, co czuje, kiedy patrzy na rysunek. – To mnie stresuje, bo widzę, że te strzałki istnieją, nieważne, że są przekreślone. – To właśnie próbowałam ci wytłumaczyć wcześniej. Unikanie stresu wcale nie powoduje, że on znika. – To co mam robić? Zamknąć się w ciemnej piwnicy i nie kontaktować ze światem?

Czuję, że Amelia jest na mnie zła. Sprawdzam, czy tak jest. – Liczyłam, że pomożesz zmniejszyć mój stres, a ty go nasilasz – mówi. – Liczyłaś, że powiem ci, jak jeszcze bardziej go unikać? – pytam.

Amelia milczy. Opowiadam więc historię innej pacjentki, która – gdy umarł ukochany chomik jej 6-letniej córeczki – wpadła na pomysł, żeby kupić identycznego i podmienić. Tłumaczyła mi, że mała prawdopodobnie tego nie zauważy. Gdy przekonywałam ją, że to nieuczciwe i że sześciolatka jest w stanie poradzić sobie ze śmiercią ukochanego zwierzątka, pacjentka była na mnie zła.

– Ty nie jesteś już dzieckiem i jestem pewna, że masz zasoby.

Jeśli rodzice dopuszczali do nas złe wiadomości, na przykład o czyjejś śmierci, i pozwalali przeżywać różne emocje, które w nas wywoływały, to umiemy zarówno uspokoić siebie w trudnych chwilach, jak i korzystać ze wsparcia innych.

Aby poradzić sobie ze stresującymi informacjami – mówię na koniec.

Myślę, że największym problemem wielu ludzi jest życie w iluzji. Czujemy się zmuszeni, by interpretować swoje życie zgodnie z ideologią keep smilling, odcinając się od wszelkich informacji, które mogłyby nas zasmucić, przestraszyć czy zetrzeć sztuczny uśmiech z twarzy. Kiedy nam to się nie udaje, zawsze w odwodzie mamy pigułkę szczęścia (tabletkę przeciwlękową czy antydepresant). Chylę czoła przed psychiatrą, u którego była Amelia, bo nie zaproponował jej żadnego leku z tej grupy.

Krok 3. Sprawdzamy, co jest po drugiej stronie złości

Gdy proszę, by Amelia zatytułowała rysunek, widzę, że jest coraz bardziej zła. Wierci się w fotelu, dłonie zaciska w pięści. – Czy sesja u ciebie zawsze przypomina lekcje rysunku? – pyta w końcu. – Obiecuję, że nie wyjdziesz stąd przestraszona i bardziej zestresowana niż przyszłaś. Spróbuj mi zaufać – proszę. – Obiecujesz?

Doszłyśmy do przełomowego momentu sesji – kiedy pacjent dostrzega w terapeucie idealnego rodzica, który ochroni go przed całym złem świata. Czuję, że Amelia przyszła do mnie, żeby usłyszeć zapewnienie, że ilekroć w jej świecie wydarzy się coś złego, to po zamknięciu oczu zło zniknie. Wiem z doświadczenia, że to największe ,,zło” wydarzyło się w jej życiu dawno temu, kiedy była dzieckiem, i wówczas jedynym sposobem, by się przed nim ochronić, było zaciśnięcie oczu i wiara, że zniknie. Kłopotem Amelii jest to, że nadal – choć jest dorosła – stosuje tę metodę. Szukam rozwiązania, jak jej to najdelikatniej uświadomić.

Proponuję, że sama nadam tytuł rysunkowi, a ona powie, co o tym myśli. – Nazwałabym go „Unikanie i tłumienie” – rzucam. Amelia nie pozwala mi nawet uzasadnić mojego wyboru. Wstaje z fotela i niemal krzyczy: – I ja mam ci zaufać? Mam ochotę jak najszybciej stąd wyjść. Jestem tak samo wściekła, jak wtedy, gdy inni mi wmawiają, że głowa mnie boli od stresu. Wiedziałam, jesteś taka sama.

– Czuję twoje rozczarowanie i twoją złość, ale mam ochotę przestraszyć cię jeszcze bardziej, wiesz dlaczego? – To okrutne – szepcze, jednocześnie siada w fotelu, podkula nogi i obejmuje kolana rękoma. Potem podnosi głowę i zerka na mnie z ciekawością. – Intuicja mnie nie myliła – mówię z ulgą. – Boisz się, ale twoja ciekawość zwycięża. Ciekawość, co będzie dalej, jest silniejsza od lęku. Popatrz, twoja złość zamieniła się w lęk – dodaję. – A co to za różnica? Lęk jest tak samo stresujący jak złość. – I tu cię mam, moja dzielna dziewczynko – śmieję się. – Ciebie wcale nie stresują informacje, których tak bardzo starasz się unikać, tylko twoje emocje.

Amelia nie nadąża za moim tokiem myślenia. Biorę do ręki rysunek i próbuję jej to wytłumaczyć: – Gdy twoja głowa zauważa niebezpieczeństwo i wszystkie „straszne” historie, ty nie dajesz jej szansy opracowania strategii radzenia sobie z nimi, a jeszcze wcześniej nie dajesz ciału możliwości przeżycia emocji z tym związanych. Popatrz, te przekreślone strzałki to potencjalne stresory, którym ty zaprzeczasz. Efekt? Ciało boi się, właściwie nie wiedząc dokładnie czego. Lęk zamieniasz na złość, bo to bardziej energetyczna emocja. Wtedy stłumiony koktajl emocjonalny gromadzi się w twojej głowie jak tornado, które od czasu do czasu atakuje bólami. Podświadomie to czujesz, pogrubiłaś obrys kwadratu, jakbyś bała się, że tornado nawiedzi ze zwiększoną siłą i wszystkie stłumione emocje wyleją się na zewnątrz. Co by się stało, gdybyśmy starły przekreślenia strzałek? Gdybyś przeczytała na Facebooku przerażającą historię maltretowanych zwierząt? – Chybaby mi serce pękło z rozpaczy. – Pewnie tak. Najpierw głowa przyswoiłaby informacje, potem w sercu obudziłoby się uczucie, może nawet rozpłakałabyś się, rozładowując tym samym część emocji, a następnie głowa zaczęłaby opracowywać plan działania. – Uratowałabym dwa bite psy, mając świadomość, że nie mogę uratować setki innych? – Mogłabyś na przykład podjąć decyzję, żeby co miesiąc wpłacać jakąś kwotę na schroniska. – Czy to zmniejszyłoby mój ból? – Amelia nie odpuszcza. – Nie wiem, ale na pewno zmniejszyłoby siłę tornada w twojej głowie.

Często trudno zrozumieć, że nasza codzienność to ciągłe dokonywanie wyborów. Świadome życie to nie przymykanie oczu na to, co się wydarza (a czego nie chcemy przyjąć), tylko uważna obserwacja wszystkiego, przeżywanie emocji, które się pojawiają, i decydowanie, jak się zachowamy. Oczywiście mamy prawo, by nie korzystać z Facebooka, zrezygnować z telewizji, nie angażować się politycznie, ale musimy zaakceptować, że cierpienie istnieje, że złe rzeczy wydarzają się na świecie, że być może dotkną one bezpośrednio także nas czy naszych bliskich.

Jeśli w dzieciństwie rodzice dopuszczali do nas złe wiadomości, na przykład o czyjejś śmierci, i jednocześnie pozwalali przeżywać różne emocje, które w nas wywoływały, to prawdopodobnie mamy w swoich zasobach zarówno umiejętność uspokajania siebie w trudnych chwilach, jak i korzystania ze wsparcia innych osób.

 

Krok 4. Pomagam Amelii zaakceptować fakt, że w naszym życiu nie zawsze wszystko musi być OK

Dzielę się z nią swoją historią: – W moim domu, jak w wielu innych, był taki rytuał, że kiedy wracałam po lekcjach, mama rzucała z kuchni: „Jak było w szkole?”, a ja odpowiadałam, że wszystko dobrze. Czułam, że właśnie tego ode mnie oczekuje. Pamiętam, że było mi trudno, kiedy nie miałam odwagi opowiedzieć jej o swoich kłopotach, niepowodzeniach czy lękach, żeby jej nie zawieść. Dlatego moim dzieciom nigdy nie zadawałam tego pytania. Wręcz przeciwnie, najpierw pytałam, co trudnego czy przykrego przytrafiło im się dziś w szkole. Wiedziałam, że tym, co fajne, sami chętnie się podzielą. Jedynym sposobem, w jaki dziecko, pozostawione samo sobie ze swoimi uczuciami, może poradzić sobie z tym, co trudne, jest zamknięcie oczu, czyli unikanie, zaprzeczanie, iluzja. Ale nawet dziecko czuje, że zło wtedy wcale nie znika. W miarę upływu lat tyle tego „złego” i zaprzeczonego czy też stłumionego się w nas gromadzi, że… – Głowa może od tego rozboleć – kończy za mnie Amelia. – Tylko co można z tym zrobić? – od razu pyta. – Zauważyć, zamiast zaprzeczać czy unikać. Poczuć, podzielić się z kimś uczuciami. Pomyśleć, co można z tym zrobić, albo poprosić kogoś o radę.

Nasza sesja dobiega końca. Zastanawiam się, czy Amelia będzie w stanie udźwignąć to, co wydarzyło się podczas naszego spotkania. Czy przyswoi informacje, poczuje je, przeżyje? Gdybyśmy umówiły się na dłuższą terapię, prawdopodobnie przez pierwszy rok pełniłabym dla niej rolę idealnego rodzica, który wspiera, dodaje otuchy i chroni. Później nastąpiłby proces stopniowej separacji, wzmacniania jej wewnętrznej siły i poczucia bezpieczeństwa.

Amelia zna zasady Terapii Jednego Spotkania, proponuję jej więc terapię grupową. Daję namiary na sprawdzoną terapeutkę. Czuję, że towarzystwo ludzi podobnych do niej da lepsze efekty niż terapia indywidualna. I mocno trzymam za nią kciuki.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet
www.terapiavia.com

Autoterapia dla tych, którzy żyją w iluzji

  1. Kartkę papieru podziel na trzy części i w każdej wypisz trzy: marzenia, fantazje i iluzje. Czy dostrzegasz różnicę między nimi? Ja widzę to tak: marzenie to coś, co ma szansę na realizację; fantazja to kawałek mojego dziecięcego świata – wiem, że pewnie nigdy się nie wydarzy, ale miło jest pofantazjować przed snem; a iluzja to mój wymyślony świat, w który głęboko wierzę, ale z dystansu widać jak na dłoni, że się nigdy nie wydarzy. Sama to czuję, ale ponieważ blokuję emocje, ciało reaguje symptomami, tak jak iluzja Amelii o życiu bez cierpienia i stresu. Masz prawo mieć własne definicje marzenia, fantazji i iluzji, najważniejsze, byś zauważał różnice pomiędzy nimi.
  2. Kiedy ktoś cię pyta, co u ciebie słychać, zamiast przekonywać (siebie i rozmówcę) i mówić: „wszystko w porządku”, powiedz np.: „w pracy mam fajny czas”, czyli skoncentruj się na tym, co naprawdę jest u ciebie OK.
  3. Przynajmniej raz w tygodniu przeanalizuj jedno niepomyślne doświadczenie. Opisz, co się wydarzyło, co w związku z tym poczułeś, co zrobiłeś. Teraz zastanów się, co mógłbyś zrobić inaczej, gdyby sytuacja się powtórzyła. To będzie cenna lekcja na przyszłość.
  4. Jeśli unikasz jakichś informacji czy nie angażujesz się w coś, w co angażują się twoi bliscy i znajomi, sprawdź w sobie, czy jest to twój świadomy wybór, czy raczej ucieczka.
  5. Pamiętaj, że bycie optymistą czy pesymistą to nie jest jedynie cecha charakteru, ale często świadomy wybór, co ci się bardziej opłaca. Jeśli np. masz kłopoty ze zdrowiem, jesteś w trakcie badań, a znajomi pytają, czy boisz się wyników – poczuj, co ci doda więcej energii. Dzielenie się lękami czy robienie dobrej miny do złej gry? Czego w tym momencie bardziej potrzebujesz: użalania się nad tobą czy świętego spokoju?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »