Borelioza – przez nią boimy się kleszczy

Przy boreliozie najważniejsze jest szybkie rozpoznanie i właściwe leczenie. Po każdym spacerze sprawdzaj, czy nie wróciłaś z niechcianym gościem na ciele. (Fot. i Stock)
Przy boreliozie najważniejsze jest szybkie rozpoznanie i właściwe leczenie. Po każdym spacerze sprawdzaj, czy nie wróciłaś z niechcianym gościem na ciele. (Fot. i Stock)

Wokół kleszczy narosło tyle mitów, że opity nimi pajęczak urósłby do wielkości piłki lekarskiej. Czy 
zatem należy go lekceważyć? Zdecydowanie nie! Histerycznie się obawiać? Też nie.

Początek tej historii zaczyna się niewinnie. Wiosna, coraz cieplejsze promienie słońca budzą las do życia. Larwa kleszcza wykluwa się z jaja. Jest maleńka, ma wielkość ułamka milimetra i jest zdrowa. Wkrótce udaje się na żer i dopada drobnego ssaka, ptaka czy jaszczurkę. I tu sprawa staje się poważna. Ten pierwszy z trzech posiłków, które kleszcz zjada przez całe życie, może się skończyć dla niego zakażeniem krętkami boreliozy Borrelia burgdorferi. Sam pajęczak na nią nie choruje, ale my, ludzie, jak najbardziej. Jego kolejne stadium rozwojowe – nimfa – z powodzeniem może nas zarazić. Tak samo jak dorosły osobnik. Te malutkie stworzenia mogą stanowić poważne zagrożenie, a jako że możemy się na nie natknąć dosłownie wszędzie, trzeba wyjątkowo uważać.

Kleszcze atakują w mieście

– Czasem słyszę, że kleszcze nie lubią miejsc, gdzie jeżdżą samochody, a to pierwszy z wielu mitów, które można o nich usłyszeć – śmieje się dr n. med. Aneta Cybula, specjalista chorób zakaźnych z Kliniki Chorób Zakaźnych, Tropikalnych i Hepatologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Żyją nie tylko w ostępach, lecz i na leśnych parkingach. Spotkać je można też na łące, na działce czy trawniku miejskim. Kleszcze lubią miejsca uczęszczane przez zwierzęta, wodopoje, dukty leśne. Czekają na nas, swych potencjalnych żywicieli, na trawach czy w niezbyt wysokich krzewach tak, by co jakiś czas móc zejść na ziemię, by chłonąć wilgoć. Dlatego najłatwiej je spotkać po deszczu oraz rano lub wieczorem, kiedy rośliny są pokryte rosą. Siedząc na trawach, czasem całymi dniami czy tygodniami, skanują otoczenie narządami Hallera, umieszczonymi na odnóżach. Czujki te, wrażliwe na stężenie dwutlenku węgla oraz kwas masłowy w naszym pocie, mogą zaalarmować pajęczaka o naszej obecności już z 30 metrów!

Jak się chronić przed kleszczami

To dlatego najlepszą profilaktyką jest stanie się dla pajęczaków niedostępnym i nieatrakcyjnym. Po pierwsze ubranie. To nasza ochrona. Do parku w upały nie będziemy szli opatuleni od stóp do głów, ale na wędrówkę leśną przyda się bluzka z długim rękawem, długie spodnie, skarpety i zakryte buty. Przyda się też czapka, np. z daszkiem. – Polecam szczególnie jasne ubrania, na nich czasem od razu widać, czy coś na nas wskoczyło, czy nie – dodaje lekarka. Po drugie, repelenty, oparte na DEET lub ikarydynie. Te drugie są np. zalecane kobietom w ciąży.

Po powrocie do domu ubranie warto zdjąć i strzepać. Czy brać od razu prysznic? Nie zaszkodzi! I trzeba oglądać całe ciało, łącznie z skórą głowy, rano i wieczorem,

– Kleszcze lubią miejsca zacienione, więc jeśli na nas wskoczą, wędrują za ucho, za kolano, pod biust, w pachwiny – uczula lekarka. Wcale im się nie śpieszy i czasem mija wiele godzin, zanim znajdą odpowiednie miejsce, by wbić się w nie swoim aparatem gębowym. Potrzebują też czasu na wspomniane żerowanie. Wpijają się w nas i produkują ślinę tworzącą coś w rodzaju cementu, którym się umocowują w naskórku. Wpuszczają też substancje znieczulające, więc najczęściej nie podejrzewamy nawet ich obecności.

Po znalezieniu kleszcza warto pamiętać, że smarowanie masłem, polewanie alkoholem czy przypalanie go powodują, że kleszcz jest przestraszony i wymiotuje. – Męcząc tak kleszcza, wręcz zwiększamy szansę, że krętki borelli zostaną przeniesione – opowiada dr Cybula. A to, że taki oszołomiony kleszcz jest łatwiejszy do usunięcia, jest mitem, bo i tak jest przyczepiony do skóry cementem. – Co ważne, a niewiele osób o tym wie, kleszcz, kiedy się wpije, zakaża dopiero przy drugim ssaniu – dodaje lekarka. Pierwszy łyk naszej krwi dostaje się do jelit pajęczaka i aktywuje krętki, które przemieszczają się do jego ślinianek. Trwa to dość długo, do 24–48 godzin. Dopiero wtedy, przy kolejnym ssaniu, bakterie są wstrzykiwane pod skórę wraz ze śliną pajęczaka. To istotna informacja, bo jeśli kleszcz jest płaski, nieopity, był w skórze krótko, nie mógł nas zakazić. Dlatego tak ważne jest oglądanie się dwa razy dziennie, a w razie czego jak najszybsze usuwanie niechcianych gości ze skóry.

Jak usunąć kleszcza z ciała?

– Polecam do tego urządzenia z łapkami jak do wyjmowania gwoździ. Podjeżdża się nimi pod kleszcza, jak najbliżej skóry, i unosi do góry – mówi dr Cybula. Kleszcz zostanie wyciągnięty. Na podobnej zasadzie działają specjalne karty z ząbkami czy pętle do wyrywania pajęczaka. W warunkach wakacyjnych przyda się też zwykła pęseta. Najlepiej jest zamknąć ją wokół głowy kleszcza, blisko skóry, uważając, aby nie ścisnąć jego odwłoka, a potem ostrożnie wyjąć pasożyta.

Najmniej polecaną metodą jest wyciąganie pajęczaka palcami. Wtedy najłatwiej jest go zmiażdżyć. Jeśli jednak jesteśmy w kompletnej dziczy i musimy zrobić to ręcznie, najlepiej użyć palców wskazującego i kciuka.

Niezależnie od narzędzia usuwanie warto przeprowadzać powoli, z wyczuciem. – W kwestii tego, czy podczas wyciągania kręcić kleszczem, czy nie, panują dwie szkoły. Róbmy tak, jak nam wygodnie, najważniejsze jest to, by pozbyć się go w całości – mówi dr Aneta Cybula. Lepiej unikać silnych szarpnięć, bo wtedy zwiększa się ryzyko, że kawałek pajęczaka się urwie i zostanie w naskórku. Co ciekawe, nie jest to, jak sądzimy, głowa, lecz część aparatu gębowego. Co z nim zrobić? Na pewno nie panikować. Z takiej „głowy” nic nie może się dostać do organizmu, bo ślinianki kleszcza są położone dużo dalej. Nawet gdybyśmy ją zostawili w skórze, po jakimś czasie zostanie naturalnie z niej usunięta. Można, oczywiście, szukać pomocy w ambulatorium czy u chirurga, a jeśli w pobliżu jest apteka – kupić jałową igłę do zastrzyków i nią delikatnie spróbować usunąć żądło, tak jak drzazgę, a na koniec zdezynfekować. To ostatnie przyda się skądinąd po każdym wyciągnięciu każdego kleszcza, który oprócz tego, że przenosi boreliozę, jest po prostu brudny.

Czy badać się po ugryzieniu kleszcza?

Kiedy delikwent jest już poza naszą skórą, pojawia się pytanie: Co dalej? Od kilku lat istnieje możliwość przebadania kleszcza metodą PCR. Dzięki temu można sprawdzić, czy był nosicielem krętków borelli. – Jeśli komuś to potrzebne, to w porządku, ale z jedną uwagą: nawet jeśli kleszcz jest zakażony, to nie znaczy, że przeniósł na nas boreliozę, więc wynik niewiele nam powie – mówi dr Cybula. Od nas zależy, czy go badać, przerwać urlop, by jechać na pocztę, martwić się i wydawać na to pieniądze. Na pewno za to warto obserwować skórę, czy nie pojawi się na niej rumień, czyli tzw. tarcza strzelecka. Ale i tu trzeba zachować spokój.

– Jeśli zaczerwienienie zobaczymy dzień po usunięciu kleszcza, nie może to być rumień boreliozowy. To odczyn zapalny – wyjaśnia dr Aneta Cybula. Prawdziwy rumień wędrujący pojawia się, gdy po wczepieniu się w skórę pajęczak wpuści do niej krętki boreliozy. Po namnożeniu się wędrują one w naszej tkance łącznej, rozchodząc się promieniście, a potem przedostają się do naczyń krwionośnych i narządów. – Taka zmiana nie boli, nie jest ciepła, pojawia się najwcześniej w siódmym, a najczęściej między 10. a 14. dniem od ukąszenia – uczula dr Aneta Cybula.

Niepokojącemu nas rumieniowi warto codziennie robić zdjęcia. Taka dokumentacja pozwala po pierwsze, zauważyć, czy rumień się zmienia i rośnie, a po drugie, jest cenną wskazówką dla lekarza.

Kiedy zaczerwienienie rzeczywiście się pojawi, a my jesteśmy pewni ukąszenia, lekarz zaleci antybiotyk. Od razu. Nie ma wtedy sensu gnanie do laboratorium i robienie analiz na własny koszt. Badanie krwi na tym etapie jest niemiarodajne, screening ELISA, polecany na pierwszy rzut w profilaktyce boreliozy, można robić dopiero po sześciu tygodniach od wkleszczenia. Kiedy można go przeprowadzić? Po konsultacji z lekarzem, jeśli nie było rumienia, który pojawia się tylko u 50–70 proc. chorych, ale coś nas niepokoi, na przykład po wniknięciu kleszcza pojawiły się symptomy przypominające grypę: bóle mięśni i stawów, uczucie zmęczenia, podwyższona temperatura. W późniejszej fazie choroby mogą pojawić się m.in. problemy z sercem, stawami czy neurologiczne, np. trudności z koncentracją, zmęczenie, nerwobóle. Jeśli wynik ELISY jest dodatni, nie ma potrzeby robienia testu potwierdzenia, czyli Western Blot. Jest on konieczny dopiero przy wyniku wątpliwym.

Kleszcz kiedy się wpije, zakaża dopiero po drugim ssaniu. Jeśli pajęczak jest płaski, nieopity, znaczy, że był w skórze krótko, raczej nie mógł nas zakazić. (Fot. iStock)
Kleszcz kiedy się wpije, zakaża dopiero po drugim ssaniu. Jeśli pajęczak jest płaski, nieopity, znaczy, że był w skórze krótko, raczej nie mógł nas zakazić. (Fot. iStock)

Boreliozę leczy się antybiotykiem

– Przy leczeniu boreliozy trzeba pamiętać, że krętek jest bakterią, stąd antybiotyk. Kuracja, zazwyczaj doksycykliną, trwa 14–21 dni – tłumaczy dr Cybula, dodając: – Warto pamiętać, że to jest choroba uleczalna, nie ma takiej choroby jak borelioza przewlekła! Krętki nie tworzą przetrwalników ani mitycznych cyst, wychodzących w weekendy i wymagających wówczas antybiotyku, bo i o nich słyszałam…

Rzeczywiście zdarza się, że nie udało się wyleczyć boreliozy za pierwszym razem i chorzy nadal mają jej objawy, wtedy podaje się antybiotyk dożylnie. W takiej sytuacji krętki nie mają prawa przeżyć. Skąd zatem bóle mięśni czy stawów, na które skarżą się, nawet po leczeniu, niektórzy pacjenci? Bywa tak, że nawet po wyleczonej neuroboreliozie, atakującej układ obwodowy i mózg, uszkodzone zostają nerwy, stawy. W tkankach po antybiotyku nie ma już krętków, ale ciało boli, strzyka, kłuje… Mówi się o zespole poboreliozowym, wtedy dalsze podawanie antybiotyków nie ma sensu. Czasami pacjentom pomagają leki przeciwzapalne, a niekiedy trzeba po prostu rozszerzyć diagnostykę i poszukać innej przyczyny dolegliwości.

Mamy powody do strachu? – Czy ja boję się kleszczy? Nie! Wiem, jak mogą narozrabiać, ale wiem też, że mogę skutecznie leczyć boreliozę – stanowczo mówi dr Cybula. I dodaje: – Borelioza może dawać wiele dolegliwości i powikłań, np. neurologicznych. Dlatego tak ważne jest szybkie rozpoznanie i właściwe leczenie. Natomiast na kleszcza warto po prostu uważać zamiast się go bać! „Psychokleszczoza” nie powinna nam zepsuć wakacji! λ