fbpx

Choroba ma zawsze więcej niż jedną przyczynę. Rozmowa z dr med. Lisą Sanders

Choroba ma zawsze więcej niż jedną przyczynę. Rozmowa z dr med. Lisą Sanders
O trudne przypadki medyczne pytamy dr med. Lisę Sanders, profesor Wydziału Medycznego Uniwersytetu Yale oraz autorkę bestsellera "Zagadki medyczne i sztuka diagnozy". (Fot. Yale School of Medicine, materiały prasowe)

Z powodu trudnych przypadków medycznych, jakie spotkała w swojej praktyce, dr Lisa Sanders stała się inspiracją dla twórców serialu „Dr House”. W rozmowie z Oriną Krajewską wyjaśnia, że choroba ma zawsze więcej niż jedną przyczynę, i to nie tylko fizyczną.

Pacjenci, którzy do pani trafiają, często przez całe lata borykają się z tajemniczymi objawami, co wiąże się z ogromnym stresem, a ten tylko sprawę pogarsza. Jak radzić sobie w takiej sytuacji?
Nie wiem, jak bardzo stres wpływa na kondycję ciała, zostawiam to lekarzom o innej specjalizacji. Z mojego doświadczenia wynika, że ​​ludzie oczekują jasnej diagnozy, klarownej odpowiedzi, która pozwoli im wrócić do życia, jakie wiedli wcześniej, przed chorobą. Jeśli do choroby podchodzisz w ten sposób, myślisz: „Odłożę wszystko na bok, aż znajdę odpowiedź, a potem wrócę do normalnego życia”. Czasami faktycznie to się udaje, ale niestety większość osób może zmagać się z diagnozą latami. Jeśli jesteś chory, masz gorączkę, grypę albo COVID-19 – musisz rzeczywiście na chwilę wziąć sobie tzw. wolne od życia. Jednak choroby przewlekłe to inny rodzaj problemów, one nie znikają z czasem. Dlatego trzeba znaleźć sposób na to, by ulżyć sobie w objawach i prowadzić normalne życie w takim stopniu, w jakim jest to możliwe. Bo prawda wygląda tak, że ​​być może nigdy nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie, co tak naprawdę jest przyczyną choroby. A nawet jeśli już ją uzyskamy, może nie być terapii, która pozwoli na pełne wyleczenie. Bieg po zdrowie przestaje być sprintem, a zaczyna być maratonem i tak trzeba do tego podejść.

Dobrym pomysłem będzie chyba wsparcie psychologiczne.
Szczerze mówiąc, myślę, że wszyscy, niezależnie od choroby, odnoszą korzyści z terapii psychologicznej.

Często zdarza się, że długotrwałe objawy trudne do zdiagnozowania są błędnie oceniane jako psychosomatyczne. A pacjentów wysyła się na nieodpowiednie terapie. Trafienie na dobrego lekarza, dostatecznie zdeterminowanego do dalszych poszukiwań, to kwestia szczęścia?
Myślę, że wszędzie są dobrzy lekarze. Ważne jest, by pytać i poszukiwać. W medycynie istnieje termin „objawy z medycznego punktu widzenia niewyjaśnione”, który odnosi się do sytuacji, kiedy wykonało się całą diagnostyczną pracę, a dalej nie można określić przyczyny schorzenia. Zakłada się wtedy, że leży ona w umyśle pacjenta, który determinuje jego ciało. Ponieważ umysł jest częścią ciała, to się oczywiście zdarza, ale wydaje mi się, że zbyt często stwierdzenie „objawy z medycznego punktu widzenia niewyjaśnione” jest pozbawione słów „przeze mnie”. Czasami zdaję sobie sprawę, że to, z czym mam do czynienia, należy do kategorii „nie wiem”. Zawsze jednak warto być otwartym na możliwość, że umysł pacjenta jest komponentem choroby. Gdyby o chorobie stanowiła pojedyncza przyczyna, jest bardzo duża szansa, że ​​bylibyśmy w stanie ją zidentyfikować.

Choroba to zawsze wynik wielu składowych?
Często u osób z tajemniczymi objawami choroba jest wypadkową wielu przyczyn. Dlaczego umysł nie miałby być jedną z nich? Problem polega na tym, że jeśli lekarz dopuści możliwość, że w chorobie działa komponent psychologiczny, pacjenci wpadają w panikę. Ważne jest zachowanie równowagi. Istnieją choroby funkcjonalne, w przypadku których nie możemy zidentyfikować, co dokładnie jest nie tak, ale zdecydowanie możemy zobaczyć, że organizm nie funkcjonuje prawidłowo. W serii filmów dokumentalnych, które zrobiłam, w dwóch odcinkach, zajmowaliśmy się właśnie chorobą funkcjonalną. Jedną z pacjentek była młoda kobieta, która skarżyła się na nieustannie odczuwany ​​odruch wymiotny. To okropne doświadczenie. Siłą woli nikt nie może zmusić swojego ciała do takiej reakcji. O tej chorobie wiemy tylko, że jest to rodzaj neurologicznej zmiany, i znamy wirus, który ją wywołuje. Pacjentka odmówiła jednak zaakceptowania diagnozy, którą jej postawiliśmy, ponieważ głęboko wierzyła, że przyczyna problemu tkwi w jej umyśle, tak jak powiedział jej poprzedni lekarz. Mieliśmy dla niej propozycję terapii, która może nie była idealna, ale pomocna. Jednak jeśli nie zaakceptujemy diagnozy, nie zaakceptujemy też terapii. W tym przypadku problemem psychologicznym był brak wiary w diagnozę.

Uważam, że są chwile, kiedy lęk i depresja powodują różne, nierzadko ciężkie, objawy na poziomie fizycznym. Często słyszę w gabinecie: „wcale nie czuję się zestresowany”; ale gonitwa myśli niepozwalająca ci spać w nocy jest wyraźnym objawem stresu. Warto być otwartym na możliwość, że to, co dzieje się w naszym ciele, wpływa na umysł, i odwrotnie. Oddzieliliśmy ciało i umysł, ale to tak, jakby powiedzieć, że serce będzie oddzielone od reszty ciała. Serce zajmuje w nim szczególne miejsce, ale oddziałuje na cały organizm.

Dziś na temat funkcjonowania ciała wiemy naprawdę dużo. Specyfiką medycyny konwencjonalnej jest to, że wiedza medyczna wciąż się poszerza. Już przy obecnej ilości informacji nie da się wiedzieć wszystkiego, znać każdą chorobę i jej objawy. Zwykle trafiamy do lekarzy, którzy specjalizują się w poszczególnych częściach ciała, tracąc z oczu obraz całości. Wydaje się, że do postawienia właściwej diagnozy niezbędna jest szeroka, całościowa wiedza.
Każdy kraj ma inny system medyczny, a Stany Zjednoczone – jak się niestety okazuje – mają jeden z najgorszych. Każdy człowiek powinien mieć tzw. lekarza pierwszego kontaktu, sama jestem takim lekarzem, którego zadaniem powinno być koordynowanie wszystkich specjalistów. W Stanach Zjednoczonych jednak możesz po prostu zadzwonić i samemu umówić się na wizytę do dowolnego lekarza. To droga na skróty, łatwiejsza, ale w ten sposób wiele informacji ginie na zawsze. Moją rolą jest zbieranie danych od wszystkich specjalistów, aby wyciągnąć odpowiednie wnioski. Jeśli ich nie zdobędę, niektóre elementy układanki przepadną. Dla mnie łączenie wszystkiego w całość to przyjemna część pracy. Jest jednak wielu lekarzy, którzy nie chcieliby tego robić, więc pacjent musi znaleźć osobę, która odnajduje w tym przyjemność.

W książce „Szukając diagnozy” wspomina pani o pacjentach, którzy szukali odpowiedzi w Internecie. Jest on jednak pełen wprowadzających w błąd, fałszywych tropów. Czy postrzega pani tak szeroki dostęp do informacji jako problem czy jednak coś pomocnego?
Wcześniej ludzie szukali wiedzy w inny sposób – w bibliotece, wśród znajomych czy rodziny. Zawsze w pierwszej kolejności staramy się dowiedzieć, czy ktoś słyszał o tym, z czym się zmagamy. Myślę, że to słuszna droga. Ale tak jak we własnej rodzinie wiesz, że twój brat jest naprawdę mądry i mu ufasz, a ciocia jest lekko szalona i to, co mówi, dzielisz na pół – tak kiedy jesteś online, nie masz pojęcia, skąd pochodzą wszystkie informacje. Każdemu, kto korzysta z Internetu, radzę zawsze zwracać uwagę na źródło i korzystać z tych sprawdzonych. Jeśli czytacie po angielsku, polecam stronę NIH (National Institutes of Health). To fantastyczny bank wiedzy na temat prawie każdej choroby. W Stanach Zjednoczonych istnieje również organizacja o nazwie NORD, czyli National Organisation For Rare Diseases, podobna jest w Europie o nazwie EURORDIS, czyli European Organisation For Rare Diseases. Na ich stronach lekarze, pacjenci i rodziny osób cierpiących na choroby rzadkie dzielą się wysoce wiarygodnymi informacjami.

William Osler, filozof medycyny, powiedział, że lekarze popełniają więcej błędów przez nieuwagę niż z powodu braku wiedzy. Jak ważne jest zasięganie drugiej opinii?
Swoim pacjentom mówię zawsze: „Zasięgnij drugiej opinii, gdy lekarz zaleci terapię, która wydaje się traumatyczna – operację chirurgiczną, lek immunosupresyjny lub środek, za który musisz zapłacić z własnej kieszeni, albo gdy z jakiegoś powodu martwi cię, co mówi lekarz. Pamiętaj jednak, że nie możesz w nieskończoność chodzić od lekarza do lekarza, dopóki nie otrzymasz odpowiedzi, której szukasz”. Ja widzę to tak: jeśli pacjent podejmie się zasięgnięcia drugiej opinii, mamy dwie możliwości. Albo ta druga opinia zgodzi się z moją, albo nie. Jeśli się pokrywają, mówię: „Zawsze dobrze jest być przekonanym i sprawdzić”, ale jeśli diagnoza jest inna, mówię: „Uprzedzałam, że to trudne. Potrzebowaliśmy tej drugiej opinii i dzięki Bogu zdecydowaliśmy się na ten krok”. Jeśli spojrzymy na to w ten sposób, to jest to sytuacja korzystna dla wszystkich. Niestety, lekarze zwykle nie widzą tego w ten sposób. Jako kobieta powiedziałabym, że różnica często ma związek z płcią. To ogromne uproszczenie, ale medycyna w wydaniu męskim brzmi: „posłuchaj tego, co mam do powiedzenia”, a medycyna kobieca to: „zobaczmy, jaka jest odpowiedź”.

A co, gdy zbieramy sprzeczne opinie? Jak zdecydować, którą drogą podążać?
Uczciwi lekarze powiedzą: „Musisz sama zdecydować, jakie ryzyko podejmiesz”. Możesz otrzymać różne rekomendacje, ale ostateczna decyzja zawsze należy do ciebie. Czasami jest łatwiej. Jeśli masz raka – to na określonym etapie choroby większość lekarzy opowie się za operacją. Ale jeśli chodzi o objawy związane z odczuciami takimi jak ból, w przypadku których trudno o jednoznaczną diagnozę, zalecanych może być wiele terapii. Prawda jest taka, że ​​wciąż niewiele wiemy o bólu i cierpieniu. Spotkanie lekarza z pacjentem jest jak spotkanie dwóch specjalistów. Ja jestem specjalistą od tego, jak działa ludzkie ciało, ale pacjent jest ekspertem od tego konkretnego ciała. Nie ma badania, które powie mi, jak się czujesz. Tylko „właściciel” ciała to wie.

Zdarza się, że badania zawodzą. Podobnie jak maszyny. Jednak system coraz bardziej na nich polega.
Owszem, czasem badania mogą zawieść. Nie wiem, jak sytuacja wygląda w Polsce, ale w Stanach Zjednoczonych diagnozuje się obecnie ogromną liczbę przypadków boreliozy. To niezwykła choroba, która ma złą reputację, właśnie ze względu na to, że badania są niewiarygodne. Mogę ci powiedzieć, w jakich warunkach badanie wykaże, że nie masz boleriozy, choć w rzeczywistości możesz ją mieć. Dlatego nie polegam wyłącznie na wynikach. Jeśli zrobię test i otrzymam odpowiedź, w którą nie wierzę, zlecę go ponownie.

W książce pojawiają się historie pacjentów prowadzonych przez różnych lekarzy. Mówi pani o nich z ogromnym szacunkiem. Dzięki temu tworzy się przestrzeń na współpracę między wami.
Czasami niesamowite badania nie docierają do ludzi, ponieważ głos specjalistów i naukowców pozostaje w obrębie zamkniętego medycznego światka. Wciąż istnieje przepaść między światem lekarzy a światem pacjentów. Większość ludzi trafia do mnie z typowymi dolegliwościami, mają grypę, cukrzycę, raka. Ale od czasu do czasu przychodzi ktoś, kto uważa, że jestem genialnym detektywem, podczas gdy tak naprawdę jestem bardziej jak Watson. Ale proszę się nie martwić, Sherlocków Holmesów też jest dużo. I właśnie w mojej książce ich opisuję – tak jak robił to Watson.

Choroba ma zawsze więcej niż jedną przyczynę. Rozmowa z dr med. Lisą Sanders
Lisa Sanders, „Szukając diagnozy”, wyd. Insignis

Orina Krajewska, aktorka, instruktorka teatralna, prezes Fundacji Małgosi Braunek „Bądź”, autorka książki „Holistyczne ścieżki zdrowia”.

Dr med. Lisa Sanders, profesor Wydziału Medycznego Uniwersytetu Yale, autorka bestsellera „Zagadki medyczne i sztuka diagnozy”, felietonistka New York Times Magazine, inspiratorka, a następnie konsultantka serialu „Dr House”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze